Wybrany tag

ziaja

TRĄDZIK

JAK ZMIENIŁA SIĘ MOJA TWARZ W CIĄGU 4 MIESIĘCY + WIZYTA U DERMATOLOGA

29 grudnia 2015
jak walczyć z trądzikiem? 4 miesiące leczenia yrądziku, odpowiednia pielęgnacja, wizbyta u dermatologa
Hej!
Jak wiecie, borykam się z problemem trądziku. Jest on moim największym kompleksem – może wychodzenie do ludzi bez makijażu nigdy nie było dla mnie problemem, ale dyskomfort podczas takich sytuacji pozostał do dziś. Jest to choroba przewlekła, nawracająca, która dotyka wiele osób w wieku nastoletnim lub późniejszym.
Jeśli chodzi o mój przypadek – do czerwca moja skóra wyglądała cudownie – pozbywałam się tylko bladych przebarwień, które mogłam policzyć na palcach jednej ręki. W sierpniu zaczęło się coś psuć i postanowiłam bliżej przyjrzeć się mojej pielęgnacji – jeśli jesteście ciekawi, co działo się ze skórą mojej twarzy w ciągu ostatnich 4 miesięcy, jak się zmieniał jej stan oraz pielęgnacja – zapraszam dalej 😉

Czytaj dalej

Uncategorized

PROJEKT DENKO | Wykończeni w październiku i listopadzie

28 listopada 2015

Hej!
Nie wiem czy Wy też tak macie, ale ja mam ogromną satysfakcję z  tego, że udało mi się wykończyć jakiś produkt. Po rozpoczęciu przygody z blogowaniem na poważnie miałam tendencję do otwierania kilku opakowań kosmetyku tego samego typu – czy to szamponu, czy balsamu. Wiązało się to z długim czasem używania kosmetyków. Na półkach piętrzyły się wieżyczki zbudowane z masek do włosów i pomadek do ust, a ja ciągle dokupowałam nowe rzeczy – przeczytałam recenzję i coś mnie zaciekawiło, promocje w sklepach też często kusiły. Zmobilizowałam się jednak do zrobienia porządku i skutecznie uszczuplam swoje zapasy. Dziś chciałam Wam pokazać pudełka po produktach zużytych w ciągu ostatnich dwóch miesięcy. Zapraszam 🙂

CIAŁO:

DOVE, GO FRESH, OGÓREK I ZIELONA HERBATA
O żelach Dove wspominałam na łamach bloga już kilka razy. Kupując pierwszy podchodziłam do całej sprawy sceptycznie, ale teraz muszę szczerze przyznać, że jestem nimi zachwycona. Moja skóra w końcu nie jest wysuszona, a balsamowanie, czy olejowanie ciała co 2 dni w zupełności wystarcza – pozbyłam się już bardzo suchych miejsc na ciele (pozostało kilka, ale taka już moja uroda 😛 poza tym i tak wyglądają zdecydowanie lepiej niż kiedyś). Żele świetnie się pienią i mają kremową konsystencję. Skóra po ich użyciu jest miękka i nie można mówić o uczuciu ściągnięcia. Do tego przez kilkadziesiąt minut i na nas i w łazience unosi się piękny zapach – w tym wypadku świeżego ogórka i trawy cytrynowej. Polecam!
BABYDREAM, OLEJEK DO CIAŁA
Olejek ten zabierałam ze sobą w podróże ze względu na jego niewielkie rozmiary. Olejowałam nim zarówno ciało, jak i włosy i w obu przypadkach sprawdził się doskonale. Włosy były miękkie, sprężyste i lśniące, a skóra jędrna, napięta i dobrze nawilżona. Mimo niewielkich wymiarów starczył mi na naprawdę długi okres czasu. Olejek ma krótki i wartościowy skład. Nie do końca odpowiadał mi jego zapach, ale po użyciu nie był aż tak intensywny i nie drażnił mojego nosa. Chętnie sięgnę po jego pełną wersję, bo jest to produkt niedrogi, a idealnie wpasowuje się w potrzeby mojej skóry. 
LACTACYD, EMULSJA DO HIGIENY INTYMNEJ SENSITIVE
Mój ulubiony płyn do higieny intymnej. Dlaczego o nim wspominam? Niestety ciężko jest teraz znaleźć produkt z tej kategorii bez SLS, czyli takiego, który nie naruszałby naturalnej bariery ochronnej naszego organizmu. Jak na razie w moim domu gości tylko Facelle i wspomniany wyżej Lactacyd. Nie podrażnia i delikatnie, ale skutecznie oczyszcza. Będę do niego wracać i również polecam. Pisałam o nim w poprzednim denku. 



WŁOSY:

ALTERRA, SZAMPON KOFEINA – BIOTYNA

Szampony Alterry stosuję zamiennie, na promocji kupuję różne warianty raczej nie zwracając uwagi na to, czy produkt jest w 100% dostosowany do potrzeb mojej skóry głowy i włosów. Jak dla mnie taki kosmetyk ma po prostu moje kosmyki myć, a przy tym nie powodować wysuszenia, plątania. Szampon nie powinien być też czynnikiem, który spowoduje podrażnienia skalpu. Szampony Alterry dobrze myją włosy, są pozbawione silnych detergentów, a do tego nawet po samym szamponie i odżywce w sprayu są one miękkie, lśniące i sypkie. Na pewno kupię ponownie, chociaż ta wersja ma średni zapach 😛

FARMONA, HERBAL CARE, SZAMPON CZARNA RZEPA
Raz na jakiś czas (2-3 razy w miesiącu) myję włosy mocniejszym szamponem. Ten tutaj jest naprawdę świetny – ma krótki skład i doskonale domywa włosy z wszelkich zanieczyszczeń i produktów, które zdążyły się na nich osadzić w ciągu kilku tygodni pielęgnacji. Szampon nie ma zbyt przyjemnego zapachu, ale wybaczam mu to przez jego dobre działanie. Jest wydajny, a udoskonalona buteleczka z mniejszym otworem sprawia, że oszczędzamy produkt podczas mycia – dozujemy odpowiednią jego ilość. O jego skrzypowym bracie pisałam już dawno temu. Na pewno do niego wrócę, ale chcę przetestować jeszcze inne szampony o podobnym działaniu.
FARMONA, JANTAR, ODŻYWKA Z WYCIĄGIEM Z BURSZTYNU
Jantar to zdecydowanie najbardziej popularna odżywka do skóry głowy w sieci. To z nią zetknęłam się na początku mojego włosomaniactwa i pozostałam jej wierna do dziś. Nie zawiera alkoholu przez co nie będzie podrażniać nawet wrażliwych skalpów. U mnie nie powoduje szybszego przetłuszczania się włosów, za co bardzo ją cenię – w innym wypadku musiałabym je myć codziennie, a to nie jest mi na rękę. Bardzo przyspiesza porost włosów, więc mogę polecić ją osobom, które walczą o każdy centymetr przyrostu w miesiącu. Po 3 tygodniach kuracji mam na głowie mnóstwo baby hair, które są cieniutkie, ale mocne. Jeśli jesteście ciekawi i chcecie dowiedzieć się o niej więcej zajrzyjcie do posta, w którym zawarłam pełną jej recenzję.

L’BIOTICA, BIOVAX NATURALNE OLEJE, DWUFAZOWA ODŻYWKA DO WŁOSÓW BEZ SPŁUKIWANIA

Odżywkę w spray stosuję rano, przed każdym czesaniem oraz po myciu włosów. Jej głównym zadaniem jest pomoc w rozczesaniu moich plączących się kosmyków. Ta odżywka radziła sobie z tym dobrze, ładnie nabłyszczając przy tym włosy. Były po niej jeszcze miększe, bardziej lśniące a do tego pięknie i słodko pachniały. Jej używanie było dla mnie przyjemnością, jest jednak jedno ALE – atomizer zamiast rozpryskiwać mgiełkę produktu czasem psikał strumień cieczy i sprawiało to, że włosy były sklejone i nie wyglądało to zbyt estetycznie. Myślę, że wrócę jeszcze do tych odżywek, bo są godnymi zamiennikami moich ulubionych Gliss Kurów. 
ALTERRA, SZAMPON GRANAT – ALOES
Jest to chyba mój ulubiony wariant szamponów Alterry. Pachnie bardzo ładnie i najbardziej nawilża moje włosy nie powodując przy tym ich obciążenia. Mini wersję zabierałam ze sobą do podróżnej kosmetyczki. Taka mała butelczka starczyła mi na 5 albo 6 myć i jest to moim zdaniem niezły wynik. Do tego szamponu wrócę na pewno – jest tani, dobry i nie oczekuję do myjących włosy produktów więcej.
ALTERRA, ODŻYWKA DO WŁOSÓW GRANAT – ALOES
Miałam szampon z tej serii, miałam maskę, przyszedł więc też czas na odżywkę. Tak jak szampon, o którym pisałam wyżej, zabierałam ją na podróże i również sprawdziła się świetnie. Sprawiała, że moje włosy były lśniące, lejące, miękkie i wygładzone. Czasem delikatnie traciły przez to objętość, ale zbytnio mi to nie przeszkadzało. Wrócę do tej odżywki, gdy uszczuplę swoje włosowe zapasy. Warto polować na nią w promocji – kosztuje wtedy około 6 złotych. 
DOVE, OXYGEN MOISTURE, SUFLET DO WŁOSÓW

Niedawno pisałam Wam o tej masko-odżywce posta i wspominałam w nim, że mimo mało wybitnego składu moje włosy bardzo polubiły ten produkt. Moje kosmyki lubią emolienty, a tych w tym kosmetyku nie brakowało. Nie był zbyt wydajny i tani, ale raz na jakiś czas mogę sobie na taki kosmetyk pozwolić i „dożywić” moje włosy czymś bardziej chemicznym. Odżywka miała ciekawą, napowietrzoną konsystencję i świeżo pachniała, a zapach utrzymywał się na włosach przez wiele godzin. Wygładzała włosy. Po jej zastosowaniu wyglądały na bardziej zdrowe i mocne. To już drugie zużyte opakowanie i jeszcze kiedyś kupię następne.

TWARZ:

NIVEA, ODŚWIEŻAJĄCA PIANKA OCZYSZCZAJĄCA

Ta pianka również miała już swoje pięć minut na blogu. Kupiłam ją na promocji w Rossmannie i niestety nie byłam zadowolona. Jej konsystencja była bardzo lekka, przez co szybko zmieniała się w lepką ciecz zamiast delikatnie sunąć po twarzy stawiała opór. Jej zapach też niezbyt mi pasował, bo był bardzo intensywny i mocno perfumowany. Moja skóra po jej zastosowaniu była ściągnięta. Zawierała alkohol. Na pewno nie kupię jej ponownie. 
ZIAJA, OCZYSZCZANIE LIŚCIE MANUKA, TONIK ZWĘŻAJĄCY PORY  NA DZIEŃ/NA NOC
Jest to jeden z moich ulubionych toników. Jest bardzo wydajny przez to, że posiada atomizer (który może być dla jednych plusem, a dla innych wadą tego kosmetyku). Może i nie zwężał znacząco porów, ale moja skóra była po nim rozświetlona i dobrze nawilżona, a przy tym oczyszczona. Stosowałam go rano i wieczorem i moim zdaniem świetnie wspierał kremy i sera w działaniu antytrądzikowym. To moje drugie opakowanie i na pewno nie ostatnie. O całej serii kilka słów napisałam w oddzielnym poście.
GARNIER, PŁYN MICELARNY 3W1 DO SKÓRY NORMALNEJ I MIESZANEJ
Zaskoczona tym, jak dobrze sprawdził się u mnie jego starszy, różowy brat, postanowiłam sięgnąć po zieloną wersję przeznaczoną do skóry mieszanej i normalnej, czyli takiej, której bliżej do mojego typu cery. Niestety okazała się moim zdaniem słabsza od poprzednika. Nie dość, że słabiej zmywała makijaż (mówię tu o tym niewodoodpornym) to jeszcze zawierała alkohol, który przyczyniał się do powstawania suchych skórek  Mam jeszcze jedno opakowanie, ale następnego już nie kupię – zdecydowanie lepiej sprawdziła się u mnie wersja do skóry wrażliwej.



ZIAJA, IZOTZIAJA

Izotziaja to żel, który przepisuje mi dermatolog. Jest to retinoid, przyczynia się więc do szybszego złuszczania naszej skóry i powstawania nowych warstw naskórka. Zapobiega to powstawaniu zaskórników, wyprysków. Mobilizuje też skórę do walki z przebarwieniami. Warto wspomnieć, że stosowanie retinoidów przeciwdziała powstawaniu zmarszczek, ponieważ  wpływa na powstawanie kolagenu w warstwie nazwanej skórą właściwą.
BORJOIS, PODKŁAD 1 2 3 PERFECT
Podkład, który zużyłam już dawno temu, ale gdzieś zniknął mi w szafce. Kupiłam go na promocji w Rosmannie 1+1, która obowiązywała w drogeriach mniej więcej rok temu. Mimo tego, że fajnie krył i dobrze utrzymywał się na mojej skórze to więcej po niego nie sięgnę. Na twarzy wyglądał pudrowo i było widać, że mamy coś na twarzy. Kolory podkładów Bourjois są dla mnie za ciemne, to ten dodatkowo na mojej skórze oksydował i sprawiał wrażenie jeszcze ciemniejszego. Odznaczał się od szyi i na mojej neutralnej karnacji wypadał pomarańczowo, a taki efekt raczej nie jest pożądany 😛 Dla mniejszych bladziochów niż ja może być fajnym produktem, ja niestety mówię mu nie.

INNE:

SOLO CARE AQUA, PŁYN DO SOCZEWEK

Soczewki noszę już dobrych kilka lat i to, moim zdaniem, jest najlepszy płyn do ich higieny. Dzięki niemu moje miesięczne soczewki od pierwszego dnia po otwarciu do ostatniego są wygodne w noszeniu i nie uwierają mnie w powieki. Dzięki niemu na soczewkach nie zbierają się białkowe złogi – polecam go więc wszystkim, którzy mają tłusty, gęsty film łzowy. Butelka 360 mililitrów starcza mi na 3/4 miesiące codziennego stosowania. Na pewno sięgnę po niego ponownie. 
YANKEE CANDLE, PINK SANDS
Wosk, który podbił moje serce. Tuż po rozpaleniu trafił do grona moich ulubieńców – był słodki, kwiatowy, ale też świeży, przez co nie wydawał się ciężki. Więcej o tych różowych piaskach możecie przeczytać w oddzielnym poście

CHUSTECZKI ODŚWIEŻAJĄCE – GO PURE FRESH MINT, BABYDREAM FEUCHTEWASHLAPPEN I GESICHT & HANDE
Chusteczki nawilżane nosiłam w torebce, aby mieć czym wytrzeć ręce w miejscach, których zwykłe umycie było niemożliwe, a nakładanie żelu antybakteryjnego na ubrudzone czymś ręce to dla mnie głupota. Wszystkie trzy sprawdzały się fajnie, były dobrze nawilżone, a te z Babydream poradziły sobie nawet ze zmyciem makijażu w podróży. Najmniej nasączone były te turkusowe z bobaskiem, ale nie można było na nie narzekać. Tanie i dobre, pewnie jeszcze kiedyś po nie sięgnę.
Uff – udało się, dobrnęłam do końca tego denka. Zdecydowanie powinnam pisać takie posty raz w miesiącu, bo później nie mogę skończyć pisać, a takie długie posty są męczące zarówno dla Was jak i dla mnie 😛
Miałyście okazję wypróbować któryś z pokazanych przeze mnie kosmetyków? Może macie dla nich jakieś godne zamienniki? Lubicie tak pisane projekty denko – z mini recenzjami zużytych produktów?
Pozdrawiam :3
Uncategorized

ULUBIEŃCY PAŹDZIERNIKA | BOURJOIS | BABYDREAM | ZIAJA | Pielęgnacja znowu górą

8 listopada 2015

Kolejny miesiąc za nami, czas więc na nowych ulubieńców. Tym razem baczniej przyglądałam się swoim poczynaniom pielęgnacyjnym i makijażowym, by wybrać kosmetyki, które starałam się wykorzystać w 100%. Nie było to trudne zadanie, ponieważ dzięki Waszym blogom i opiniom rzadko trafiam na buble.  Znów w tym małym zbiorze przeważa pielęgnacja, ale nie ukrywajmy – ja poświęcam jej zdecydowanie więcej czasu niż samemu makijażowi. Dziś porozmawiamy o olejku Babydream fur mama, paście Ziaja Liście Manuka i pomadce Bourjois Rouge Edition Velvet w kolorze 10 Don’t pink of it. Zapraszam!

BABYDREAM FUR MAMA, OLEJEK DO CIAŁA

Jesienią i zimą moja skóra na ciele robi się jeszcze bardziej sucha niż jest zazwyczaj. Muszę wtedy sięgnąć po ciężką artylerię pielęgnacyjną jaką są w moim przypadku olejki. Tym razem nie widziałam na jaki się zdecydować, sięgnęłam więc po klasykę. Olejki Babydream są znane, mają szerokie zastosowanie i bardzo dobre składy. Do tego są tanie i mają dość dużą pojemność.
Wersja, którą widzicie na zdjęciu przeznaczona jest do pielęgnacji kobiet w trakcie i po ciąży. Ja w tym stanie nie jestem, ale zapach odpowiadał mi bardziej niż wariantu dla dzieciaków. Olejkiem masowałam wilgotne ciało po kąpieli i wcierałam go ręcznikiem, dzięki czemu ominęłam nielubiany przez wiele osób problem z lepkim filmem i klejącym się ciałem. Najbardziej spodobało mi się w nim to, że moja skóra nawet kilka dni po aplikacji nadal była dobrze nawilżona, co świadczy o jego długofalowym działaniu.

ZIAJA, OCZYSZCZANIE LIŚCIE MANUKA PASTA DO GŁĘBOKIEGO OCZYSZCZANIA TWARZY PRZECIW ZASKÓRNIKOM

To moje drugie opakowanie tej pasty. Stosuję ją tylko wtedy, kiedy na mojej skórze nie ma już aktywnych wyprysków, bo jest to peeling mechaniczny. Doskonale oczyszcza moją skórę, likwiduje suche skórki i powoduje, że zaskórniki są mniej widoczne, choć nie znikają do końca. Powoduje uczucie delikatnego ściągnięcia, ale nie jest to na tyle nieprzyjemne, żebym miała zrezygnować z jej stosowania. Przecież i tak chwilę po aplikacji i zmyciu produktu nakładam na twarz tonik i krem. Stosuję ją raz, maksymalnie dwa razy w tygodniu. Problem suchych skórek naprawdę się zmniejszył.

BOURJOIS, ROUGE EDITION VELVET W ODCIENIU 10 DON’T PINK OF IT

Pomadka, której prawdziwego koloru nie potrafię oddać na zdjęciach. Tutaj wygląda jak przytłumiona, ceglasta czerwień, a w rzeczywistości jest to nudziak zbliżony do koloru moich ust. Pięknie na nich wygląda, długo się utrzymuje, nie wysusza ich zanadto. Ładnie się zjada i dobrze wygląda gdy schodzi z ust. Dzięki temu kolorowi można je delikatnie powiększyć, optycznie wyglądają na pełniejsze. Mój jesienny hit, lądował na ustach już wiele razy i w listopadzie również nie zamierzam rzucić tej szminki w kąt.

Znacie? Lubicie? A może macie coś, co mogłybyście mi polecić?
Pozdrawiam cieplutko :3
PS Może ktoś byłby chętny na gościnne wpisy? Myślałam też nad tym, żeby pod koniec miesiąca nagradzać moich obserwatorów i robić linkowe party, w których polecałabym Wasze blogi. Dobry pomysł czy nie? Pamiętajcie, pozycjonowanie jest baardzo ważne 😛 Koniecznie dajcie znać, co o tym sądzicie 😉
Uncategorized

[HAUL] Zakupy z Super Pharm, Ziaji, Gemini i prezenty :3 + Plan ćwiczeniowy

23 marca 2015

Hej!
Dzisiaj mam dla Was haul z rzeczami, które kupiłam ostatnio lub jakiś czas temu, wszystko na promocjach, bo student lubi korzystać z okazji 😀 Są to głównie kosmetyki, bo na ciuchy przyjdzie czas jak przyjadę do domu, czyli po „Zajączku” 😛 Powstrzymywałam się, żeby nie kupić czegoś zbędnego, bo czasem mam do tego skłonności – coś mi się po prostu za bardzo podba 😀 Blogsfera robi swoje 😀 Ja niedługo lecę na zajęcia, więc streszczam, się i przechodzę do rzeczy 😀 Na pierwszym zdjęciu widzicie produkty z La Roche Posay. Zdecydowałam się na filtr do twarzy z SPF 50+ Anthelios XL Fluid to twarzy. Zapłaciłam za niego 39 zł.Dalej mamy Effaclar H, którego nie byłam pewna, ale poleciła mi go pani dermokonsultant. Jego cena wahała się w granicach 30 zł. Następnie mamy Toleriane Ultra Fluid na którego polowałam naprawdę kilka dobrych miesięcy, ale cena trochę mnie odstraszała – teraz mogłam się na niego skusić, bo kosztował mnie 45 zł. Ostatni, czyli Effaclar Duo [+] kupił mi Mateusz na promocji -40% na kremy do twarzy – kosztował wtedy 36 zł razem z 125 mililitrowym żelef Effaclar.

W Super Pharm kupiłam jeszcze krem pod oczy z Tołpy – Amarantus. Kosztował 13,5. W sklepiku Ziaja dla Ciebie wybrałam dla mojej mamy maskę odżywczą z brązową glinką za 27,5 😀 Wracając do zakupów z Super Pharm sięgnęłam jeszcze po tonik z Dermedica. Jego cena po obniżce to jakieś 11 zł, a opinie na jego temat czytałąm naprawdę dobre.

2 ostatnie rzeczy z Super Pharm to miętowa kostka od Balmi, której cena to niecałe 14 złotych i korektor z Loreal, za który zapłaciłam 14,5, więc taniej niż w internecie 😀 Z internetowej apteki Gemini zamówiłyśmy z koleżankami osławioną już odzywkę Long 4 Lashes w cenie 49.00. Zamówiłyśmy ją, gdy w SP kosztowała 55, a tydzień później była już za 39 ;__; Zrobiło nam sę trochę smutno, ale jakoś to przetrwałyśmy 😀

Ostatnimi już rzeczami, które chciałam Wam pokazać są miniaturki perfum, które ja i Mateusz dostaliśmy od jego rodziców. Mateuszowi dostały się odgórnie JOOP!, Armani code ultimate i czerwona Lacoste, ja natomiast mogłam sobie wybrać te z większego grona i zdecydowałam się na Lacoste – touch of sprinf, Escada – Magnetism, Euphorię Calvina Kleina i Parisuenne od Yves Sain Laurent. Brakowało mi trochę świeższych, wiosennych zapachów, ale te również bardzo mi się podobają.

Jeśli chodzi o kosmetyki to by było na tyle, chcieliście jeszcze żebym powiedziała o moim planie ćwiczeniowym! 😀 Więcej informacji znajdziecie tutaj tipsforwomen.pl, ja jestem już teoretycznie na drugim tygodniu, ale musiałam od soboty przerwać moje „wypociny”, bo przeszkadzają mi w tym te cieżkie, kobiece dni :c Jadę wtedy na prochach i nie jestem do życia, więc o ćwiczeniach nie ma mowy. Wracam do nich w środę. Dołączajcie, bo zostały nam do lata 3 miesiące, a jest to czas, w którym naprawdę można się zmienić! 😀
Podoba Wam się któraś z tych rzeczy? Wy kupiłyście coś na ostatnich promocjach? Ćwiczycie, żeby poprawić wakacyjną sylwetkę?

Pozdrowionka :3

Uncategorized

[RECENZJE] Ziaja – Oczyszczanie. Liście manuka – Żel myjący normalizujący na dzień/na noc

26 lutego 2015
Jestem z powrotem, poprawka już za mną. Jak poszło, okarze się jutro, staram się być dobrej myśli, ale wiem, że super mi nie poszło :C Nie ma się jednak co załamywać, tym bardziej, że przecież jeszcze swojego wyniku nie znam :3 Jako, że jestem zmęczona i ostatnio niezbyt długo sypiałam, dzisiaj na blogu tylko krótka recenzja i zmykam spać. Mam nadzieję, że juro uda mi się napisać coś dużo ciekawszego, żeby zaspokoić Waszą ciekawość :3 Więc, przechodzę do rzeczy.
Każdy, kto posiada cerę mieszaną bądź tłustą, skłonną do niedoskonałości wie, jak ciężko jest o nią zadbać. Problemem jest utrzymanie równowagi w nawilżeniu skóry i odpowiednim jej oczyszczeniu. Ja jeszcze nie znalazłam żelu, który byłby w stanie w 100% spełnić moje oczekiwania. Testowałam już naprawdę wiele z nich, były lepsze, trafiały się gorsze, ale hitu nie było – nie nadszedł jego czas 😛 Dziś chciałam Wam opowiedzieć o moich odczuciach po stosowaniu Żelu myjąco – normalizującego na dzień/na noc od Ziaji. Sprawdził się, a może okazał się totaknym bublem? O tym w dalszej części posta.
Żel znajduje się w naprawdę estetycznym opakowaniu z pomką. Jest ono nie tylko ładne, ale i higieniczne – dzięki pompce nic nie dostaje się do środka, a wydobywanie produktu nie jest niczym trudnym. Pompka nie zacina się, do samego końca działa bardzo sprawnie. Naklejki na opakowaniu nie zdzierają się, są przejrzyste i łatwo wyczytać z nich informacje, ktorych szukamy. Żel jest wydajny, stosowałam go raz dzennie, rano i 1 buteleczka starczyła mi na około 2 miesiące. W opakowaniu mieści się 200 mililitrów żelu. Miałam okazję zużyć 2 całe pojemniczki. Żel ma przyjemną konsystencję, nie jest ani za rzadki ani za gęsty, nie pieni się bardzo mocno, ale mi to nie przeszkadzało. Dodatkowo produkt cudownie pachnie, mycie nim buzi dzięki temu plusowi to naprawdę czysta przyjemność.
Co obiecuje nam producent?
Oczyszczający, spłukiwalny żel myjący. Nie zawiera mydła. Przywraca skórze naturalną równowagę i świeżość.
Substancje czynne głęboko oczyszczające:
– ekstrakt z liści manuka o działaniu antybakteryjnym,
– ściągająco-normalizujący zinc coceth sulfate.
Substancje czynne nawilżająco – kojące:
– kwas laktobionowy, alantoina i prowitamina B5.
Czysta i świeża skóra
– zapewnia efekt dokładnie oczyszczonej skóry,
– łagodzi podrażnienia i zaczerwienienia skóry,
– kwas laktobionowy ułatwia redukcję sebum,
– poprawia nawilżenie i miękkość naskórka,
– przygotowuje skórę do zabiegów pielęgnacyjnych. 

Nie jestem jednak z osób, które w 100% ufają napisom z etykietek. Na pewno mogę zgodzić się z faktem, że żel dobrze oczyszczał skórę. Nie piekł w oczy, chociaż starałam się nie stosować go na te wrażliwe okolice. Po użyciu pojawiało się u mnie delikatnie ściągnięcie, ale nie było to jakoś mocno niekomfortowe, gdyż zawsze po myciu twarzy stosuję krem nawilżajacy. Nie sprawił jednak, żeby moja skóra wydzielała mniej sebum. Nie podrażniał, ale również nie łagodził skóry i zaczerwienień. Nie powodował nasilenia objawów związanych z trądzikiem, na który choruję już od kilku lat.
Skład: Aqua (Water), Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Coco Glucoside, Zinc Coceth Sulfate, Glycerin, Panthenol, Allantoin, Lactobionic Acid, Propylene Glycol, Leptospermum Scoparium Leaf Extract, Cocamide DEA, Sodium Chloride, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Sodium Benzoate, )Parfum (Fragrance), Benzyl Salicylate, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool, Citric Acid

Na drugim miejscu w składzie znaduje się siarczan, który bardzo wysusza skórę. Nie jest to składnik pożądany – wolałabym na jego miejsce jakiś łagodniejszy detergent. Cocamidopropyl Betainełagodna substancja myjąca zarówno dla skóry jak i błoń śluzowych. Coco Glucoside łagodzi działanie innych detergentów, więc tutaj bardzo dobre posunięcie ze strony producenta. Dalej mamy Zinc Coceth Sulfate to substancja wykazująca działanie antybakteryjne.  Glycerin, Panthenol, Allantoin są substancjami łagodzącymi, nawilżającymi, dobrze wpływają na naszą skórę. Wbrew powszechnej opinii gliceryna NIE JEST komadogenna, więc nie ma się co jej obawiać. Lactobionic Acid to kwas pomagający złuszczać martwy naskórek, poprawia nawilżenie skóry i wspomaga walkę z przebarwieniami. Dalej mamy jeszcze hydrofilowy ekstrakt z liści drzewa manuka – posiada właściwości  antybakteryjne, stosoway leczniczo na podrażnienia, oczyszcza również naszą skórę.
Jak dla mnie, żel może nie jest idealny, ale gdyby nie SLES miałby bardzo ciekawy skład. Polecam każdemu, kto boryka się z podobnymi problemami co ja, należy jednak uważać na przesuszenie skóry. Za niewielką cenę mamy kosmetyk, który może pomóc i ma naprawdę dobre właściwości oczyszczajace. Ja po 2 – miesięcznym stosowaniu całej serii zauważyłam poprawę w stanie mojej skóry.
Produkt dostępny jest w sklepach Ziaji, aptekach, drogeriach a także na wielu stronach online. Cena za 200 mililitrów waha się od około 7 do 9 złotych, więc jest to naprawdę niewiele.
Moja ocena:
7/10

Miałyście okazję stosować ten żel? Lubicie produkty Ziaji?

Pozdrawiam
PS PRZYPOMIANM O ROZDANIU, WYSTARCZY KLIKNĄĆ W BANNER NA PASKU BOCZNYM ŻEBY SIĘ DO NIEGO PRZENIEŚĆ
PS 2 Wolicie takie ciągłe recenzje, czy z wydzielonymi kategoriami jak robiłam to zawsze? Testuję nowe formy i jestem ciekawa, co Wam bardziej odpowiada :3