Wybrany tag

zdjęcia

Uncategorized

PODSUMOWANIE SIERPNIA NA INSTAGRAMIE | NATURA I ZABYTKI

11 września 2016

Hej!
Ostatnio mocno pracuję nad moimi zdjęciami i myślę, że odbiło się to też na ogólnym wyglądzie mojego Instagrama. Staram się nie wrzucać tam zdjęć z przypadku i każde delikatnie obrabiam. Od miesiąca mam też inny telefon i jakość fotografii podniosła się dzięki temu o dobrych kilka stopniu 🙂
Jeśli ciekawi Was, co porabiałam w sierpniu – zapraszam na wpis. Obiecuję – nie będziecie się nudzić 😀 
Na początku sierpnia dostałam kolejną paczkę od Lily Lolo. Tym razem wybrałam kosmetyki prasowane, bo często podróżuję, a chciałabym, żeby minerały mogły towarzyszyć mi każdego dnia. Zdecydowałam się na róż In the Pink, rozświetlacz Champagne i szminkę w odcieniu Temptation. Dwa ostatnie kosmetyki są nowościami, więc jeszcze bardziej palę się do tego, żeby je Wam pokazać 🙂 Posty pojawią się na pewno w przyszłym tygodniu i najprawdopodobniej wypuszczę je całą serią. Jesteście ciekawi jak sprawdziły się u mnie te kosmetyki?
Niemałą niespodzianką był dla mnie fakt, że w domu czekał na mnie nowy, złoty Iphone 6s. Wiedziałam, że dostanę go za rok ciężkiej pracy podczas przygotowań do matury i opieki nad babcią, ale nie spodziewałam się, że dostanę go jeszcze przed rozpoczęciem roku akademickiego. Już teraz mogę Wam powiedzieć, że wiem, gdzie leży fenomen tego telefonu – sama jestem nim oczarowana i nie rozstaję się z nim na krok. Mam nadzieję, że posłuży mi długie lata 🙂
Kosmetyki do pielęgnacji paznokci Herome wygrałam w rozdaniu na blogu Kosmetyki Panny Joanny. Wielkie nadzieje pokładałam w odżywce, ale niestety uczulenie na formaldehyd dało mi się we znaki i nie mogę jej stosować, bo jeszcze bardziej pogarsza stan moich paznokci. Olejek i preparat do usuwania skórek są okej, na pewno jeszcze kiedyś napiszę Wam nam ich temat kilka słów 🙂

Nie od dziś uważam, że Mazury, to cud natury. Nigdzie indziej nie ma takich pięknych jezior i lasów, możecie mnie przekonywać do innych racji, a ja i tak będę uparcie stać przy swoim. Zachody słońca potrafią zapierać dech w piersiach, a mi udało się uwiecznić jeden z nich na zdjęciu – czyż nie wygląda ono dzięki temu o wiele bardziej klimatycznie? Lubicie oglądać zdjęcia natury?
Na kolejnym zdjęciu widzicie makijaż praktycznie w całości wykonany kosmetykami naturalnymi i mineralnymi. Oprócz brwi i rzęs nie użyłam niczego, co mogłabym znaleźć na zwykłej, drogeryjnej półce. Na razie nie doszłam jednak do tak dużej wprawy, żeby korzystać z minerałów na co dzień – ich aplikacja (szczególnie podkład i korektor) pochłania zbyt dużo cennego czasu – o ile się nie śpieszę – nie przeszkadza mi to tak bardzo – gorzej, jak zaczną się wyścigi na uczelnię 😛 A jaki makijaż Wy wykonujecie najczęściej?
Jeśli chodzi o woski – mogłabym się nazwać ich kolekcjonerką 😛 Mam już całkiem pokaźną kolekcję, do której niedawno dołączyły 3 świece. Nie mogłam odpuścić zamówienia sobie kolekcji Q3 i zupełnie tego nie żałuję – w całości przypadła mi do gustu – chyba jak żadna inna. Widzę w niej nawet kilku kandydatów na duże świece, ale na razie mam inne, ważniejsze wydatki :C Znacie któryś z tych zapachów?

Pierwsze i drugie zdjęcie pochodzi z Malinówki na Mazurach. Jeśli szukacie ciszy, błogiego spokoju niedaleko od miejskiej cywilizacji – znajdziecie tam dokładnie to, o czym marzycie 😀 Las, jezioro, domki letniskowe – każdego roku mogłabym spędzać tam kilkanaście dni – taki reset każdemu się przydaje. 
Buty, które możecie zobaczyć na ostatnim zdjęciu to hit tegorocznego lata od Ugg. W lipcu i sierpniu przeważały pochmurne i dość chłodne dni (przynajmniej u mnie :C), więc ocieplane sandały byłyby dla mnie wybawieniem 😀 Niestety cena 70 euro mocno mnie odstraszyła i postanowiłam obejść się smakiem 😛

W sierpniu pytałam Was też, jak oceniacie mnie (a raczej to jak wyglądam) w okularach. Mam dużą wadę, a powszechnie wiadomo, że minusy zmniejszają oczy. Ostatnio wybrałam sobie jednak oprawki, które bardzo mi się podobają i nie czuję się w nich jak szara myszka. Teraz, kiedy świeci słońce wolę nosić soczewki, ale myślę, że kiedy nadejdą chłodniejsze dni – będę nosić je na przemian z okularami. Przecież nie mam się czego wstydzić, to nie moja wina, że mam takie, a nie inne oczy 😛
Nie obyło się też bez motywującego wpisu. Nawet w urodzinowym autoportrecie wspominałam Wam, że nie warto jest się poddawać – jeśli uparcie dążymy do celu to prędzej czy później go osiągniemy. Mogę to poprzeć swoim przykładem – gdyby nie to, że tak bardzo chciałam dostać się na medycynę, to w tym roku bym na niej nie była. Nie warto słuchać tych, którzy chcą nas zniszczyć i stłamsić – warto unieść się ponad to i próbować mimo przeciwności losu. Kiedyś te trudy na pewno zostaną nagrodzone. Pamiętajcie – życie mamy tylko jedno i lepiej czerpać z niego garściami, niż na starość narzekać, że nie zrobiliśmy tego, co zawsze było w naszych planach!
Przyznam szczerze, że w sierpniu poszalałam z zakupami 😛 Zakup dobrych okularów przeciwsłonecznych chodził za mną od dłuższego czasu. Na początku chciałam zdecydować się na coś z mniej znanej firmy – tak, żeby ochrona była na wysokim poziomie, a cena na średnim. Przymierzyłam dziesiątki par, większość z nich pasowała, ale jednogłośnie najlepiej było mi w Ray Banach. Stwierdziłam, że na zdrowiu nie warto oszczędzać, a skoro kupuję coś na lata, to 150 złotych nie robi mi większej różnicy. Z okularów jestem zadowolona – w końcu nie muszę mrużyć oczu na słońcu i nie płaczę po najmniejszym kontakcie z jego promieniami. Jeśli interesuje Was, jaki to model – piszcie w komentarzach 🙂

Nie za bardzo lubię chodzić w sukienkach, ale latem sięgam po nie znacznie częściej niż zimą. Z wiekiem coraz bardziej się do nich przekonuję – tym bardziej, że wiele osób mówi mi, że naprawdę dobrze w nich wyglądam 😀 Mam w planach zakup kilka casualowych, jesienno – zimowych sukienek, mam nadzieję, że uda mi się znaleźć coś ciekawego 😀
Kilka następnych zdjęć pochodzi z Kolonii. Byłam tam razem z moją ciocią i bratem. Szczerze przyznam, że nie chciałabym mieszkać w takim mieście – za dużo tam hałasu, ludzi, ale ma ono wiele pięknych zabytków, które warto jest zwiedzić. Katedra zrobiła na mnie niemałe wrażenie – ludzie wyglądają przy niej jak małe mróweczki, do tego cała fasada jest misternie rzeźbiona. Nigdy nie widziałam tak pięknego kościoła. Nawet katedra Notre Dame w Paryżu nie zadziałała na mnie aż tak – a nie można jej przecież odmówić oryginalności i uroku.

Na sam koniec zdjęcie z lunaparku – od dziecka fascynowały mnie balony wypełnione helem 😀 Do tego są wdzięcznym obiektem do robienia zdjęć, chociaż przyznam, że to nie jest najwyższych lotów. Lubicie chodzić do parków rozrywki? 🙂
Planowanie postów sprawia mi wiele przyjemności. Do tego o wiele łatwiej jest mi trzymać się w ryzach i publikować Wam posty tak, jak to postanowiłam tydzień wcześniej. Staram się nie planować wpisów z góry na cały miesiąc, bo wiem, że zawsze zmieniam te plany. Planujecie swoje działania na blogu, czy decydujecie się na pełną spontaniczność?
Na koniec selfie z pluszakiem, którego wygrał mi tata 😀 Zajął pierwsze miejsce w grze i zgarnęłam największego miśka, jaki był dostępny na „straganie”. Niestety na razie musiał zostać w Niemczech, bo miałam tyle bagażu, że nie byłabym w stanie wnieść go do autobusu i jechać z nim na jednym siedzeniu kilkadziesiąt godzin 😛 Przyjedzie do mnie prawdopodobnie w październiku – przynajmniej mam taką nadzieję.
Lubicie czytać podsumowania? Co ciekawego działo się u Was w sierpniu?
Pozdrawiam :*
Uncategorized

PODSUMOWANIE LIPCA NA INSTAGRAMIE | MATURA | TRÓJMIASTO | STUDIA

4 sierpnia 2016

Cześć!
Ostatnio narzekałam Wam, że czerwiec minął mi bardzo szybko. Jak na złość lipiec zleciał jeszcze szybciej – jak tak dalej pójdzie stanę się babcią zanim zdążę mrugnąć okiem 😛 Wiem, że wiele z Was śledzi mnie na Instagramie i jest na bieżąco ze wszystkimi newsami, ale lubię przygotowywać posty z podsumowaniami – to swego rodzaju mini pamiętnik, a tym był kiedyś ten blog. Co z tego, że ewoluował – pewne tradycje warto jest podtrzymywać 😀 Jeśli jesteście ciekawi co robiłam w lipcu – zapraszam! 🙂

Na początku lipca Instagramem zawładnęły buty Loft 37, które można było kupić w Biedronce. Po swoje musiałam wybrać się do innego miasta, ponieważ u mnie nie były dostępne. Na początku było super, wzięłam rozmiar większe niż noszę zazwyczaj, żeby mnie nie piły i co? Uwierają mnie tak mocno, że nie jestem w stanie chodzić w nich dłużej niż pół godziny. Żałuję, że poszłam za tłumem i je kupiłam – wolałabym przeznaczyć te pieniądze na coś bardziej wartościowego lub po prostu dołożyć i kupić coś, w czym mogłabym normalnie chodzić. W każdym razie – nie polecam. Miałam kiedyś zwykłe, gumowe buty biedronkowej produkcji i były one o wiele bardziej wygodne. Te to po prostu buble :C
Jak wiecie (lub też nie) na przełomie czerwca i lipca miałam w domu remont. Mój i brata pokój zmienił się całkowicie – nowy kolor ścian, panele, meble. Pipi na tyle wystraszyła się całego procederu, że nie chciała przechodzić przez próg – ewidentnie nie pasował jej nowy zapach, a do tego nie miała już gdzie się położyć – jej ulubiony fotel wylądował w koszu (jak tak w ogóle można :P), a jak kot może funkcjonować bez tronu? Na szczęście po kilku dniach postanowiła zbadać nowy teren. Na zdjęciu Pipi i jej władcza poza – tron ewoluował z fotela na łoże – takiej to dobrze 😀
Nie mogłam się też doczekać wakacji – mieliśmy z Mateuszem zaplanowany wyjazd nad morze – kocham Bałtyk i Trójmiasto, w tym roku też nie mogło mnie tam zabraknąć. Ustalając termin myślałam, że pogoda bardziej nam dopisze – niestety przez większość czasu było pochmurno, a do tego często padało :C Udało mi się jednak wypocząć – brakowało mi takiego resetu 🙂 A Wy gdzie spędziliście swoje wakacje? A może urlop dopiero przed Wami?

Oczekiwany wyjazd nadszedł, jak wspominałam wyżej – pogoda niestety nie dopisała, ale nie przeszkodziło nam to w tym, by się dobrze bawić. Z racji tego, że do Gdańska i Sopotu jeżdżę regularnie od kilkunastu lat to ja byłam przewodnikiem w tej grupie 😛
Powyższe zdjęcia pochodzą z Gdańska. Na pierwszym możecie zobaczyć wieżę budynku dworca w Gdańsku. Na drugim widnieje koło widokowe, z którego rozpościera się widok na całą starówkę – bilety są dość drogie – płacimy 25 złotych za 15 minutową przejażdżkę, ale wrażenia są niezapomniane. Tym razem widzieliśmy panoramę w dzień – za rok na pewno wybierzemy się tam nocą. Myślę, że odczucia będą wtedy zupełnie inne. Co do trzeciej ilustracji – na pewno wiecie o co chodzi. Żuraw to jedna z najbardziej charakterystycznych budowli w Trójmieście – znajdziecie ją i w szkolnych podręcznikach, i pocztówkach, a także wszelkiego rodzaju przewodnikach. Mieliście okazję zobaczyć go na żywo?

Selfie z nową parasolką musi być 😀 Myślałam, że deszcz nie będzie nam straszny, ale jednak bardzo się myliłam 😀 Parasolki zaczęły drożeć momentalnie, bo nie było się gdzie schować – na ulicach pojawiali się nawet sprzedawcy, których wcześniej nie było 😀 Proponowali i parasole i płaszcze przeciwdeszczowe – szkoda, że w takich wysokich cenach 😛
Kto lubi bańki mydlane? Ręka do góry 😀 Nie wiedziałam, że aparatem w telefonie mogę robić tak fajne zdjęcia 😀 Pomnik Neptuna, to kolejna gdańska atrakcja, którą warto zobaczyć, tym bardziej, że znajduje się po drodze do koła widokowego i Żurawia. Jeśli chodzi o samo fotografowanie – jest ciężko – zawsze znajduje się tam tłum ludzi 😛
Jedną z najważniejszych informacji miesiąca był fakt, że poprawiłam maturę. I to nie byle jak! Nie spodziewałam się, że tym razem wszystko pójdzie aż tak gładko i sprawnie. Wynik 90% z biologii rozszerzonej i 88% z chemii zagwarantował mi miejsce na pierwszych listach na kierunek lekarski. Jak widzicie – nie warto się poddawać – lepiej uparcie dążyć do wyznaczonego sobie celu. Spełniłam swoje marzenie, mam nadzieję, że dalej też sobie poradzę :3

Jedyne słoneczne selfie z wyjazdu. Ostatniego dnia wyszło słońce ((na 3 godziny, ale wyszło :P) i postanowiliśmy wykorzystać okazję i poleżeć na plaży. Mimo stosowania filtrów spaliłam plecy i tyłek, ale nie narzekam – to pamiątka z wakacji 😀 Uwielbiam ten klimat – szum morza, skrzeczenie mew, charakterystyczny zapach słonej wody, jodu i wodorostów – całość niezwykle skutecznie mnie odpręża – na tyle, że mam ochotę zostać tam na zawsze.
Ostatnie już zdjęcia z Gdańska. Oba pochodzą z wieży Bazyliki WNMP. O ile zdanie – wystarczy pokonać 400 schodków jest łatwe do przyswojenia, tak sama wysokość już nie bardzo 😛 W połowie marszu nogi odmawiają posłuszeństwa – miejsca jest mało, ludzi dużo, powietrza też niewiele. Moim zdaniem warto się jednak przemęczyć – na szczycie czekają na nas piękne widoki – o wiele ładniejsze niż na samym Diabelskim Młynie.

Na szczęście druga połowa miesiąca obfitowała w słoneczne dni. Może nie było aż tak upalnie (poza ostatnim tygodniem), żeby nosić krótkie spodenki, ale odczuwało się, że atmosfera jest typowo letnia. Spędzałam dużo więcej czasu na dworze, a dzięki temu lepiej się czułam. Za to lubię lato! 😀
Moje ostatnie hybyrydy. Bardzo mi się podobają, ale niestety będę musiała je już ściągnąć, bo po pierwsze – wyjeżdżam do Niemiec, a po drugie – po niespełna dwóch tygodniach odrosty są już tak duże, że całość nie wygląda zbyt estetycznie. Granat to lakier Indigo Santorini, a brokat to pyłek Mistero Milano Rainbow Effect w odcieniu Blue. Nie będę skromna i powiem, że są piękne 😀
Skuszona pozytywnymi opiniami kupiłam olejek Nuxe. Jeszcze nigdy nie używałam kosmetyków tej marki, więc ciekawi mnie podwójnie. Na razie użyłam go tylko raz, więc nie mogę się wypowiedzieć na temat jego działania. Jedno wiem na pewno – intensywny zapach nie każdemu będzie odpowiadał.

Jeśli chodzi o koniec miesiąca – stało się! Nie, nie, nie chodzi o oświadczyny, ślub itp. 😛 Wybrałam miasto, uniwersytet, miejsce, w którym chcę spędzić kolejnych kilka lat mojego życia. Na początku bardziej skłaniałam się ku Bydgoszczy, ale po zapoznaniu się z opiniami na temat uczelni wybrałam Białystok – uważam, że warunki kształcenia są ważne, może nie ważniejsze niż nakład pracy, ale na pewno sprzyjają dobrym wynikom. Mam nadzieję, że nie będę żałować. A może nawet będę miała okazję spotkać którąś z Was?
Na koniec zdjęcie, które zgłosiłam w konkursie McDonalda. W moim mieście pojawiły się ciężarówki tej fastfoodowej sieciówki, zainteresowanie było małe, więc dlaczego miałabym nie skorzystać? Wystarczyło zrobić na zdjęciu coś szalonego – wstydziłam się, ale i tak nikt na mnie nie patrzył xD Opłacało się – wygrałam kamerę do zadań specjalnych – Go Pro 😀
Jak Wam minął lipiec? Mój był świetny 😀 Byliście już na wakacjach, czy urlop jest jeszcze przed Wami?
Pozdrawiam :*
Uncategorized

PODSUMOWANIE CZERWCA NA INSTAGRAMIE

20 lipca 2016
Hej!
Mamy połowę lipca, czas więc podsumować czerwiec. Był to dla mnie miesiąc odpoczywania po maturze, intensywny, ale przyjemny, pełen frajdy, rozrywki i ciepłych dni. Na pewno podlinkuję Wam tu część czerwcowych wpisów, więc jeśli macie u mnie zaległości, to doskonały moment, żeby je nadrobić 😛 Tym razem bardziej się postarałam i fotografii znajdzie się tu znacznie więcej. Bez zbędnego przedłużania – zapraszam! 🙂

Czerwiec rozpoczął się oczywiście dniem dziecka. Niestety nie  obyło się bez chmur i innych dziwnych przygód. Wybraliśmy się z rodzicami na zakupy i na obiad, a później zaliczyliśmy grilla (ach, te mazury :P). Zdjęcie pierwotnie pochodziło ze snapchata, ale na tyle lubię ten filtr, że nie mogłam go nie zescreenować. Właśnie – brakuje Wam moich krótkich snapów? 😀
Postanowiłam sobie, że w czerwcu wezmę się trochę za siebie. Stres dał mi się we znaki i od razu odbiło się to na stanie mojej skóry. Zmiana leków zrobiła swoje – od 3 miesięcy stoję w miejscu, ale na szczęście wszystko wraca powoli do normy. Maska – zły kot bardzo Wam się spodobała, przygotowałam o niej nawet osobny post. Ukojenie, jakie dawała mojej skórze przypadło mi do gustu, dlatego kiedy zminimalizuję zapasy na pewno po nią sięgnę.
Na początku miesiąca miałam okazję spędzić cudowny weekend nad morzem. Co prawda bez Mateusza, ale mam na tyle dobry kontakt z rodzicami, żeby dobrze się z nimi bawić. O ile nie przepadam za robieniem sobie selfie (uważam to za objaw próżności :P) tak to musiało trafić gdzieś dalej. Podoba mi się ten retro klimat – czarny strój, czarny sweter, intensywna szminka, kapelusz i… BIAŁA JA 😀

Jeśli chodzi o hybrydy, nie pokazuję ich zbyt często, bo po każdej zmianie koloru robię sobie dłuższą przerwę, więc czasem wypada tak, że w konkretnym miesiącu mam hybrydowe mani na paznokciach aż… raz 😀 Na zdjęciu mój ukochany kolor rozbielonej, kawowej szarości – Caffe Latte od Indigo. Na kciuku i palcu serdecznym srebrny pyłek holo, również od Indigo 🙂
W czerwcu dostałam też prezent niespodziankę od Mateusza – wiedział, że bardzo chciałabym przetestować na sobie mgiełki Victoria’s Secret, więc zamówił dla mnie dwie 😀 Oczywiście wcześniej wspominałam mu, które zapachy najbardziej mnie interesują, a pamięć ma na szczęście dobrą 😀 Niebieska to Aqua Kiss – przepiękne, świeże połączenie frezji i stokrotki. Fuksja to natomiast Mango Temptation – zapach słodki, kwaskowaty, owocowy – idealny na ciepłe dni. 
Muszę też pochwalić się moimi włosami (ewentualnie je pochwalić :P). Ostatnio nie miewam z nimi większych problemów – rosną dość szybko, są gładkie, lśniące, nie puszą się nawet po zastosowaniu lżejszej odżywki. Wypadają w dość rozsądnej ilości, nie jest już tak źle, jak było. Mam wysyp baby hair, ale to sprawka pewnego cudu, które udało mi się znaleźć w asortymencie pewnej polskiej marki. Jesteście ciekawi o czym mówię?

W czerwcu miałam okazję podjąć kilka ciekawych współprac. Jedną z tych, które zasługują na pochwałę jest ta z Lily Lolo – poziom kontaktu z blogerem oceniam na bardzo wysoki – wszystkie moje wątpliwości zostały rozwiane, a dzięki pomocy i dobrym radom udało mi się znaleźć produkt dopasowany idealnie do mnie. Niedługo zamierzam zamieścić tu kilka wpisów na temat kosmetyków mineralnych stosowanych przy cerze mieszanej, odwodnionej trądzikowej. Macie ochotę na ich przeczytanie?
Moje stare oprawki przeszkadzały mi w codziennym funkcjonowaniu – po 3 latach zsuwały mi się z nosa, lekko się przekrzywiły i.. po prostu zbrzydły 😛 Zamiast wymienić szkła na nowe rodzice zafundowali mi nowe okulary – miał być Ray Bany, potem Armani, a padło na Guess. Jestem bardzo zadowolona – lepiej dopasowanych okularów nie miałam już dawno. Mają brązowy, postarzany front i niebieskie wnętrze oraz boki. To połączenie metalu i plastiku. Są niezwykle lekkie, ale solidne. Dzięki maksymalnemu spłaszczeniu szkieł nawet przy moich -6,25 nie wyglądam tak, jak z denkami od butelek na oczach 😛 Antyrefleks i filtr UV zapewniają mi komfort noszenia zarówno podczas siedzenia w domu, jak i w słoneczny dzień. Chcecie poczytać więcej o radzeniu sobie z dużą wadą wzroku?
Oprócz testowania kota nie mogło zabraknąć też najsłodszego zwierzaka na świecie – pandy! Tym razem maska miała rozjaśniać skórę i przebarwienia. Czy byłam z niej zadowolona? Moim zdaniem idealnie sprawdzi się przed większymi wyjściami, bo ładnie ujednolica koloryt i uspokaja zmiany. Ma składniki aktywne, które rzeczywiście działają, a poza tym – bardzo słodko wygląda. Więcej na jej temat przeczytacie w poświęconym jej poście.

Ostatnim już produktem Skin79, który miałam okazję używać był mus/twarożek do mycia twarzy. Na jego temat również napisałam oddzielny post – znajdziecie tam między innymi opis składników aktywnych, który pochłonął dobre kilak godzin mojego życia 😛 Lubicie innowacyjne produkty do oczyszczania skóry twarzy?
Czerwiec był ostatnim dzwonkiem do korzystania z dobroci natury w postaci moich ulubionych owoców – truskawek. Pochłaniałam ich całe kilogramy w różnej postaci. Na zdjęciu możecie zobaczyć własnoręcznie zrobiony, domowy sorbet. Praktycznie nie musiałam go dosładzać – cukru dosypałam odrobinę – raczej dla formalności. Mam jeszcze kilka takich lodów – na zapas 😀 Wy też uwielbiacie truskawki i nie możecie doczekać się momentu, kiedy znowu będą tak pyszne, jak teraz?
 
Ostatnią już recenzją, o której chciałam Wam przypomnieć jest ta, w której opowiadałam o kremie do twarzy Polny Warkocz – Mazidło konopne. Na razie musiałam odstawić krem, gdyż ma od dla mnie zbyt bogatą konsystencję, ale jesienią i zimą moja skóra będzie zadowolona z takiej dawki odżywienia. Wiem, że będą pojawiać się kolejne kosmetyki z tej serii – ja już nie mogę się doczekać 😀

Pod koniec czerwca udało mi się wygrać paczkę z mini produktami Lily Lolo u Hushaaabye 😀 Wybrałam zestaw Light to Medium i niestety tylko jeden odcień mi odpowiada – Warm Peach. Z resztą będę kombinować, albo po prostu je komuś oddam. Ogólnie minerały w opakowaniu wyglądają na ciemniejsze, niż po nałożeniu na skórę, więc może któryś będzie dla mnie okej – wyjątkowo mocno się w tym oku opaliłam (jak na mnie :P).
Nie mogło zabraknąć normalnego selfie 😀 Jak teraz patrzę na to zdjęcie, jestem pod wrażeniem jak szybko rosną moje włosy – mam nadzieję, że pod koniec lipca uda mi się je ściąć – i to sporo. Niedługo pozbędę się też całej farbowanej części i będę mogła cieszyć się całkowicie naturalnym kolorem! 😀
Na sam koniec moje ostatnie hybrydy, które niestety musiałam już zdjąć. Zakochałam się w pyłkach holo od Indigo – tutaj widzicie ciemniejszą szarość (poprzedni był srebrny). Na pozostałych palcach błękitno – liliowy odcień Neo Nail – hit sezonu (kolor inspirowany kolorem roku wg Pantone) Acapulco 😀 Czy ta nazwa nie brzmi wakacyjnie?

A jak Wy spędziliście czerwiec? Intensywnie, spokojnie? A może pod znakiem sesji?
Pozdrawiam :*
Uncategorized

PODSUMOWANIE MAJA NA INSTAGRAMIE | CISZA…

14 czerwca 2016
Hej!
Dawno nie było na blogu podsumowania moich Instagramowych zdjęć. Może dlatego, że mój IG umiera śmiercią tragiczną poprzez zapomnienie – zdecydowanie powinnam częściej go odkurzać 😛 Jeśli macie ochotę na luźny post do kawki z dosłownie paroma zdjęciami (te tutaj możecie policzyć na palcach dwóch rąk) – zapraszam – będzie monotematycznie, co nie oznacza, że nieciekawie 🙂 Chodźcie!

Maj rozpoczęłam kilkoma recenzjami. Pierwszą z nich była moja opinia
na temat pomarańczowego kremu BB od Skin79.
Produkt bardzo przypadł mi
go dustu i używam go, kiedy nie chcę aplikować na twarz podkładu. Kremu
BB wcale nie czuję na buzi i jest to jedna z właściwości kosmetyku,
które najbardziej cenię. Mam jeszcze kilka ciekawych produktów tej marki
– na pewno jeden z nich pojawi się na blogu jeszcze w tym miesiącu 😀
Kolejnymi
kosmetykami, które testowałam i które nadal goszczą na mojej
kosmetycznej półce są produkty do włosów marki Petal Fresh. Bardzo je lubię i na
pewno przetestują kolejne wersje – ciekawi mnie ta z wyciągiem z drzewa
herbacianego. Mają świetne składy, naturalne, więc nie każdemu będą
odpowiadać, ale z tego co widziałam na innych blogach – wiele z Was je
używało i również je poleca 🙂
 
W maju mogliście również wygrać zestaw kosmetyków Annabelle Minerals, które ja uwielbiam. Zwyciężczyni na pewno będzie zadowolona z całego zestawu – chociaż ja cicho wzdycham do ich róży – na szczęście mam w swojej kosmetyczce dwa odcienie 😀 Rozdanie niedawno się zakończyło, a już mam w planach kolejne – obserwujcie bacznie mojego bloga – na pewno się nie zawiedziecie!
Nie mogło też zabraknąć wpisu o wielkiej promocji w Rossmannie. Jestem pewna, że większość kobiet w Polsce o niej usłyszała – nawet jeśli z niej nie skorzystały musiała im się obić o uszy – nie dość, że było o niej głośno w sieci, to jeszcze Rossmann zafundował nam reklamy, w których wystąpiły znane blogerki 🙂 Sama myślałam, że kupiłam tego znacznie mniej, ale tym razem nie szalałam i kupowałam kosmetyki z listy. Na dowolność pozwoliłam sobie tylko w przypadku produktów do ust, ale i tak nie znalazłam w szafach nic ciekawego :C
Przełomowym momentem minionego i obecnego roku jest… MATURA (pisana po raz trzeci :P). Tym razem siedziałam z nosem w książkach i potulnie wchłaniałam całą wiedzę. Polubiłam rozwiązywanie zadań i zaprzyjaźniłam się z podręcznikami. Jestem dobrej myśli, ale Centralna Komisja Egzaminacyjna chce mnie długo trzymać w niepewności – wyniki będą do odebrania dopiero 5 lipca – to jeszcze szmat czasu, a ja już nie mogę się doczekać. Medycyno – czekaj na mnie 😀
W drugiej połowie miesiąca miałam okazję uczestniczyć w szkoleniu dotyczącym manicure hybrydowego. Marka Indigo zaprosiła blogerki, które były obecne na ich warsztatach na Meet Beauty na darmowe doszkalanie, więc szkoda było nie skorzystać. Dzięki tym kilku godzinom nauczyłam się tego, że na maniucre lepiej przeznaczyć kilkanaście minut więcej – zrobić to dokładniej, aby później dłużej cieszyć się pięknymi paznokciami. Na pazurkach wylądował bodajże Baby Blue – piękny odcień, ale sama na pewno go nie kupię, bo dobrze kryje dopiero  przy 3 warstwie :C
Z okazji szkolenia miałam okazję pobyć u Mateusza aż 5 dni, co jest niemałym sukcesem 😛 Na co dzień nie mogę wyrwać się z domu, więc tak długo czas wolny to dla mnie niezły rarytas. Leniwe poranki spędzaliśmy w ogródku, natomiast wieczorami wybieraliśmy się na rowerowe wycieczki. uwielbiam jazdę po lesie – kto ma podobnie – ręka do góry 🙂 Na zdjęciu widzicie baby ananasa, który urzekł mnie swoim rozmiarem – za tym owocem nie przepadam, ale ten wyglądał tak słodko, że może mogłabym go zjeść 😛
Ostatnim już, ósmym zdjęciem jest to zrobione w lustrze. Bardzo spodobała mi się taka forma przekazu, dlatego wykorzystałam ten sposób przy tworzeniu nagłówka tego posta. Na fotografii możecie zobaczyć krem, którego bardzo się obawiałam – wydawało mi się, że tak bogaty skład nie będzie pasował mojej trądzikowej skórze. Teraz, po kilku tygodniach stosowania mogę szczerze powiedzieć, że jest to mój ulubieniec – i wcale nie dlatego, że dostałam go od marki. Polny Warkocz – mazidło konopne to krem o bogatej konsystencji, który w  przypadku mojej trądzikowej skóry (stosowany średnio 3 razy w tygodniu) pozwala na jej dobre nawilżenie i natłuszczenie – bez wzmożonej produkcji sebum, kaszki na czole czy większej liczby wyprysków. Niedługo pojawi się o nim osobny post. Jesteście ciekawi?

A Wam jak minął maj? Tak szybko jak mi, czy może bardzo się dłużył? Często odświeżacie swoje IG? Podawajcie nazwy, na pewno Was odwiedzę 🙂
Pozdrawiam :*
Uncategorized

PODSUMOWANIE MARCA NA INSTAGRAMIE

8 kwietnia 2016
Hej!
Dziś piątek, początek weekendu! Ani do pracy, ani do szkoły nie chodzę, więc jest to dla mnie dzień jak co dzień. Nie oznacza to jednak, że nie mam nic do roboty – wręcz przeciwnie. Zajmowanie się domem to syzyfowe zajęcie – spędzam nad tym godziny, a efektów w ogóle nie widać 😛 Po południu wybieram się też na korepetycje – do matury został miesiąc i trochę mnie to przeraża – uczyła się cały rok, ale teraz chyba powinnam zintensyfikować to działanie 😛
Dziś zapraszam Was na mix macowych zdjęć – jeśli nie śledzicie mnie na Instagramie, to tu dowiecie się, co ciekawego się u mnie działo! Zapraszam 😉

Na początku marca postanowiłam wrócić do „Wiedźmina”. Samą serię zaczęłam już dawno temu, ale przez ostatnie dwie części jakoś nie mogłam przebrnąć – chyba dlatego, że nigdy nie lubię kończyć książkowych sag. Geralt, Yennefer i Ciri to bohaterowie, których polubiłam nie tylko dzięki książkom – miałam też okazję grać w polskie produkcje inspirowanymi książkami Sapkowskiego i to spotęgowało to uczucie.
Od niedawna zaczęłam też bardziej świadomie kupować – nie tylko kosmetyki, ale też ciuchy, czy gadżety. W rewolucjonizowaniu garderoby pomocna okazała się książka Joanny Glogazy – Slow Fashion, czyli modowa rewolucja. Nie patrzę jednak ślepo na rady dawane przez autorkę – niedługo postaram się napisać Wam recenzję tej książki i pokazać, jakie ma minusy – przynajmniej według mnie.
Marzec był również miesiącem, w którym po raz pierwszy sama pomalowałam się bronzerem :O Dla niektórych z Was może to być szok, ale zawsze wydawało mi się, że bronzer podkreśla przebarwienia, które mam na policzkach, a ja nie chciałam ich uwydatniać. Okazało się jednak, że nie jest to do końca prawda i chyba będę częściej sięgała po tego typu kosmetyki. Wcześniej słyszałam też wiele komplementów na temat kształtu swojej twarzy i myślałam, że nie muszę już niczego podkreślać 😛

Nie mam w domu dużego lustra, więc podczas wizyty u babci postanowiłam się „obfocić” 😛 Wiele z Was śmiało się z mojego stwierdzenia, że ominęłam dzień nóg (xD), ale na żywo nie wygląda to już tak różowo 😛 Czas wrócić do ćwiczeń – i dla zdrowia i walki o piękną figurę 😀
W Hebe skusiłam się na koreańskie maski w płachcie. 7 sztuk kosztowało na promocji 20 złotych, więc nie jest to zbyt wysoka cena, jak za tego typ produkty. Na razie używałam winogronowej i przyznam, że fajnie się sprawdziła. Mam nadzieję, że po życiu pozostałych moje odczucia nie ulegną zmianie 😛
Na początku marca zakończyłam też dwumiesięczną kurację  z Vitapilem. Jestem pod wrażeniem tego, jak zmieniły się moje włosy i skóra głowy – wysyp babyhair możecie zobaczyć na ostatnim zdjęciu. Więcej o efektach powiem w oddzielnym poście, do którego przygotowania zbieram się już cały miesiąc 😛

W pierwszej połowie miesiąca miałam „wolny weekend” i mogłam jechać do Mateusza do Warszawy i do Oliwii do Bydgoszczy 😀 Zrelaksowałam się jak nigdy, z Oliwią nie widziałyśmy się już naprawdę długo (od czerwca tamtego roku) i mocno się za sobą stęskniłyśmy 😀 2 dni to stanowczo za mało i po maturze będę musiała zaplanować kolejny wyjazd 😛 O ile drzwi nie zostaną przede mną zamknięte 😛
Poinformowałam Was też o nocy zakupów w Sephorze, ale sama się na nic nie skusiłam. Dzięki Mateuszowi mam już swoją wymarzoną paletkę u siebie, a nic nowego nie potrzebowałam 😀
Jedną z najlepszych wiadomości był fakt, że udało mi się dostać na kolejną edycję Meet Beauty! Bardzo się z tego powodu cieszę, bo znowu będę mogła z Wami porozmawiać – i to na żywo 😀 Tym razem nie będę się już wstydzić i jak kogoś rozpoznam, to podejdę – STRZEŻCIE SIĘ 😀

Nie obyło się bez spaceru po centrum – przed tym, jak poznałam Mateusza w stolicy byłam może raz 😛 Teraz praktycznie przy każdej wizycie jedziemy do Warszawy – trochę pochodzić, a trochę na zakupy (bo jak blogerka mogłaby ominąć Złote Tarasy, no jak? :P). Mam nadzieję, że będziemy mieli ku temu jeszcze wiele podobnych okazji.

W marcu dostałam też drugą świecę Yankee Candle – tym razem Jelly Beans to prezent od mojego taty na Dzień Kobiet. Z jej paleniem zamierzałam poczekać aż do Wielkanocy – to wtedy miała mieć swoją premierę. Zapaliłam ją kilka dni wcześniej i zaskoczyłam się jej mocą. Na początku pachniała tak intensywnie, że nie mogłam dopalić jej do ścianek, teraz jej moc zelżała – na szczęście 😀

Na końcu widzicie mnie jako króliczka wielkanocnego 😀 Ostatnio częściej korzystam ze Snapchata i tu pytanie do Was – chcielibyście mnie czasem posłuchać? Jeśli tak – koniecznie mnie dodajcie 😀 Nazywam się oczywiście elfnaczi – czekam na Wasze zaproszenia 🙂

Pod koniec miesiąca na Instagramie zawrzało. Miał to być koniec chronologicznej publikacji zdjęć – jako pierwszy miały wyświetlać się te najbardziej popularne. Każdy włączał notyfikacje, czyli powiadomienia o nowych postach. Okazało się jednak, że ta zmiana tak szybko nie nadejdzie i na razie możemy spać spokojnie. 
Dwa ostatnie zdjęcia to informacje o postach – w okolicach Wielkanocy na blogu pojawiła się recenzja świecy Jelly Beans, a niedawno postanowiłam napisać w końcu o czymś z kolorówki – padło na tusz do rzęs Max Factor Clump Defy. 

A jak Wy spędziliście marzec? Był on dla Was miesiącem łaskawym, czy wręcz przeciwnie?
Pozdrawiam :3