Wybrany tag

Vianek

KOSMETYKI PIELĘGNACJA

MARSYLSKIE.PL | PULPE DE VIE | NAJEL | VIANEK | MYDŁO MARSYLSKIE

9 lipca 2018
marsylskie.pl prezentacja paczki ambasadorskiej pulpe de vie, najel, le chatekard 1802, vianek

Hej!

Kolejny miesiąc – kolejna paczka ambasadorska od Mydlarni marsylskie.pl. Ostatnio, albo przez piękną, albo depresyjną pogodę w ogóle nie miałam ochoty siadać do bloga – mimo tego, że pisanie sprawia mi przyjemność – sesja mnie w tym roku zmęczyła.

Poza tym czeka mnie na blogu sporo zmian i pracy, głównie w kwestii technicznej – ciężko jest mi się do tego zabrać, co dodatkowo mnie demotywuje… Ale – kończąc narzekania, przejdę szybko do prezentacji zawartości paczki i przeanalizowania składu tych kosmetyków. Jesteście ciekawi, co znalazło się w niej tym razem? Podpowiem tylko, że czerwiec był miesiącem, któremu przyświecały róże. Zapraszam!

Czytaj dalej

PROJEKT DENKO

PROJEKT DENKO | PAŹDZIERNIK 2017 | RÓWNOWAGA

12 listopada 2017

Hej!

Udało mi się przeżyć tydzień, ale nie opublikowałam zbyt wielu wpisów, ponieważ mam zajęcia zazwyczaj do 16:00, a o tej porze zdjęć zrobić się już niestety nie da. Nadszedł czas, kiedy godzina 15:00 objawia się szarówką za oknem i chmurami na niebie. To czas, kiedy ciężko się mobilizować, uczyć, trwać, a zmęczenie odczuwane jest 3 razy bardziej, niż wiosną czy latem. Panowie i Panie – winter is comming.Pokażę Wam dziś kosmetyki, które udało mi się zużyć w październiku. Ponownie zawita tu kilka perełek, za którymi będę tęsknić. Ostrzegam, że to może potrwać, więc zapraszam z ciepłą herbatą albo kawą 😀

Czytaj dalej

Uncategorized

ULUBIEŃCY CZERWCA 2017 | VIANEK | LILY LOLO | BIELENDA

5 lipca 2017
VIANEK, ODŻYWCZY KREM POD OCZY LILY LOLO, ROZŚWIETLACZ DO TWARZY CHAMPAGNE ILLUMINATOR BIELENDA, OCZYSZCZAJĄCY ŻEL WĘGLOWY DO MYCIA TWARZY CARBO DETOX ulubieńcy czerwca

Cześć!

Kiedy to czytacie piszę ostatni egzamin – mam nadzieję, że nie będę musiała już wracać na uczelnię i zacznę w końcu upragnione wakacje – trzymajcie kciuki – to biochemia, na dodatek opisówka, więc nie wiem, czego mam się spodziewać 😛

W związku z tym, że miałam sporo nauki zapraszam Was dziś na okrojonych ulubieńców – będę pisać tylko o kosmetykach – w ulubieńcach znalazły się dwie pielęgnacyjne i jedna makijażowa perełka. Jesteście ciekawi, jakie produkty z oferty Vianka, Lily Lolo i Bielendy przypadły mi ostatnio do gustu? W takim razie zapraszam! 😀

VIANEK, ODŻYWCZY KREM POD OCZY LILY LOLO, ROZŚWIETLACZ DO TWARZY CHAMPAGNE ILLUMINATOR BIELENDA, OCZYSZCZAJĄCY ŻEL WĘGLOWY DO MYCIA TWARZY CARBO DETOX ulubieńcy czerwca

VIANEK, ODŻYWCZY KREM POD OCZY

VIANEK, ODŻYWCZY KREM POD OCZY

Jeśli chodzi o kremy pod oczy jestem wymagająca i raczej ciężko jest mi dogodzić. Mam jednego ulubieńca, ale sprawdza się on w moim przypadku tylko na noc, do tego stosowanie ciągle tego samego produktu może się znudzić – i nam, i skórze. Postanowiłam ponownie zwrócić się ku bardziej naturalnym opcjom i tak w moje ręce wpadł krem od Vianka. Jest lekki, szybko się wchłania i nie zostawia praktycznie żadnej wyczuwalnej warstwy na skórze. Widocznie ją napina i dobrze nawilża – nawet przy regularnym stosowaniu ciężkich korektorów moje powieki i skóra pod oczami jest dobrze odżywiona. Niestety nie wpływa znacząco na cienie pod oczami. Nie podrażnia i nie w powoduje łzawienia. Ma wygodne opakowanie, bardzo smukłe i wysokie, które dobrze leży w dłoni, a także nie zajmuje zbyt wiele miejsca w kosmetyczce. Krem ma lekko słodki, kokosowy zapach, który szybko się ulatnia. Używam go dopiero od trzech tygodni, ale śmiało mogę stwierdzić, że to jeden z lepszych kremów na dzień, które miałam.  

LILY LOLO, ROZŚWIETLACZ DO TWARZY CHAMPAGNE ILLUMINATOR

LILY LOLO, ROZŚWIETLACZ DO TWARZY CHAMPAGNE ILLUMINATOR

To niedoceniony rozświetlacz, który mam w kosmetycznej kolekcji już od kilku miesięcy. Na początku myślałam, że będzie dawał subtelny, lekki blask, a można nakładać go w nieco większej ilości i wtedy daje naprawdę mocny efekt. Ma naturalny skład i nie zapycha mojej skóry. W opakowaniu kolor może wyglądać na tradycyjne złoto, ale na skórze wypada szampańsko – nie jest ani chłodny, ani ciepły, dlatego będzie pasował wielu typom urody. Nie zawiera drobinek brokatu. Łatwo się go nakłada, w opakowaniu znajduje się spore lusterko, więc jest też idealny na podróże. Ostatnio sięgam po niego często i to miła odmiana od wszystkich złotek, które są najszerzej dostępne na drogeryjnym rynku.

  • Recenzję rozświetlacza Champagne Iluminator od Lily Lolo znajdziecie tutaj

BIELENDA, OCZYSZCZAJĄCY ŻEL WĘGLOWY DO MYCIA TWARZY CARBO DETOX

BIELENDA, OCZYSZCZAJĄCY ŻEL WĘGLOWY DO MYCIA TWARZY CARBO DETOX

Niedawno recenzowałam Wam na IG maskę w saszetce z tej serii, dziś przyszedł czas na żel, który także bardzo przypadł mi do gustu. Dostałam go w paczce od Meet Beauty i pierwotnie miał być przeznaczony dla mojego chłopaka, ale skład pozytywnie mnie zaskoczył i sama postanowiłam wypróbować go na własnej skórze. Nie zawiera SLS/SLES ani pochodnych, na drugim miejscu występuje gliceryna, a aktywowany węgiel, z tego co pamiętam, na szóstym. Jak na drogeryjną propozycję to naprawdę ciekawa opcja. Nie wysusza skóry, dobrze oczyszcza, pozostawia ją miękką w dotyku jednocześnie nie pokrywając jej tłustym czy lepiącym filmem. Niezbyt dobrze się pieni, to raczej emulsja niż żel, ale mi taka forma odpowiada na równi z tą bardziej tradycyjną. Kosmetyk ma mocny zapach, który przypomina mi aromat melona, ale jest nieco sztuczny – na szczęście nie czuć go po spłukaniu wodą. To jeden z lepszych żeli drogeryjnych, z jakimi miałam ostatnio kontakt – możecie się za nim rozejrzeć 🙂

Postanowiłam rozruszać mój Instagram i wstawiać tu krótkie opinie, na których nie mam jak wstawiać na blogu. Spodobał Wam się mój post o żelu Avene, dziś przyszedł czas na maskę Bielendy. Tak spodobał mi się żel z serii z aktywnym węglem, że postanowiłam wrzucić też do koszyka maseczkę. Użyłam ją wczoraj wieczorem, ma gęstą konsystencję, nie spływa, nie zachowuje się jak typowa glinka. Nie zasycha aż tak i nie powoduje ściągnięcia skóry. ➡️➡️➡️Jakie są efekty? Pory są oczyszczone a skóra miękka w dotyku. Krostki, które miałam na brodzie dziś są podsuszone i znacznie mniejsze. Skład nie jest zły, zawiera glinkę, aktywowany węgiel, nie ma zbyt wielu parabenów czy skodliwych związków. Na promocji kosztowała 1,60 zł. ⬇️⬇️⬇️Minusy? Za mała pojemność i to, że ciężko się zmywa, ale gąbki celulozowe pomagają. Miałyście okazję stosować tę maskę, albo inne kosmetyki z tej serii? #elfnaczi #bielenda #maska #mask #kosmetyki #cosmetics #recenzje #blogger #polishblogger #polskablogerka #blogerka #beauty #beautylogger #instatags #instaphoto #skincare #acne #tradzik #pielegnacja
Post udostępniony przez Natalia (@elfnaczi) 24 Cze, 2017 o 3:57 PDT


Znacie moich ulubieńców? Który z tych trzech kosmetyków najbardziej przypadłby Wam do gustu?
Pozdrawiam!
Uncategorized

PROJEKT DENKO | MAJ 2017 | HITY I ŚREDNIAKI

27 czerwca 2017
projekt denko na blogu, elf naczi, projekt denko maj, zużycia maja

Hejka!

W ostatnim poście opowiadałam Wam o spóźnionych ulubieńcach, więc do kompletu nie może zabraknąć projektu denko. To jedne z moich ulubionych postów, a ostatnio sporo zużywam, więc żal byłoby nie wspomnieć o kosmetykach, które przewinęły się w ubiegłym miesiącu przez moje ręce. Niestety nie jestem zadowolona ze zdjęć, ale natłok obowiązków nie pozwala mi się należycie zająć blogiem ;/

Pokażę Wam kilku moich ulubionych kosmetyków, z którymi ciężko będzie mi się pożegnać, ale znajdą się tu też takie, za którymi na pewno nie będę tęsknić. Jesteście ciekawi, co w tym miesiącu ląduje w koszu? W takim razie zapraszam dalej!

REAL TECHNIQUES, GĄBECZKA DO MAKIJAŻU MIRACLE SPONGE

MAKIJAŻ

Gąbeczki do makijażu to moi niekwestionowani faworyci jeśli chodzi o nakładanie makijażu. Może i odbierają podkładom troszkę krycia, ale dają lekkie, świetliste wykończenie i niesamowicie dokładne wprasowanie kosmetyku w skórę. Fluid nakładany gąbeczką wygląda lekko i naturalnie, a na tym najbardziej mi zależy. Ta nie piła dużych ilości podkładu, ale ja najpierw i tak kropkowałam nim skórę twarzy. Łatwo było ją domyć. Podobał mi się jej kształt – ścięty brzeg pozwalał na naprawdę szybkie nałożenie makijażu. Po roku używania wyglądała świetnie, dobrze mi służyła i na pewno jeszcze do niej wrócę. Jak na razie to moja ulubiona gąbka do makijażu. Pełną recenzję możecie znaleźć już na blogu 🙂

GARNIER, PŁYN MICELARNY DO SKÓRY WRAŻLIWEJ OPTI FREE, PŁYN DO SOCZEWEK KONTAKTOWYCH PURE MOIST PERFECTA, BALSAM DO UST SOFT LIPS 5 W 1 MANGO LA ROCHE POSAY, KREM  EFFACLAR DUO [+] VIANEK, NAWILŻAJĄCY TONIK MGIEŁKA DO TWARZY Z EKSTRAKTEM Z ZIELA OWSA

TWARZ

Pewnie Was nie zdziwię jeśli powiem, że jest to najlepszy płyn micelarny z jakim miałam do czynienia. Owszem, mam jeszcze kilka, których lubię, ale to właśnie po ten z Garniera sięgam w kryzysowych sytuacjach. Jest delikatny dla skóry i nie podrażnia moich wrażliwych oczu. Ma krótki skład. Dobrze radzi sobie nawet z bardziej odpornym na demakijaż tuszem. To jeden z najbardziej wydajnych kosmetyków tego typu, jaki miałam okazję używać. Co jakiś czas do niego wracam i nadal nie jestem zawiedziona. Mam nadzieję, że producent nie zmieni składu, ani formuły, bo ta odpowiada mi najbardziej. Recenzja tego płynu również pojawiła się na blogu.

  • OPTI FREE, PŁYN DO SOCZEWEK KONTAKTOWYCH PURE MOIST

Jeden z moich ulubionych płynów do soczewek, pojawia się w co którymś denku, więc jeśli czytanie u mnie te posty na pewno doskonale wiecie, że dobrze mi się sprawdza. Powoduje, że osady białkowe na soczewkach rozpuszczają się, a ich noszenie jest komfortowe przez cały miesiąc. Nie wpływają  negatywnie na moje oczy, nie wysuszają ich i nie sprawiają, że pod koniec dnia jedyne o czym marzę, to zdjęcie szkiełek. Na promocji można kupić go w przystępnej cenie. Polecam.

  • PERFECTA, BALSAM DO UST SOFT LIPS 5 W 1 MANGO

Balsamów to ust zużywam tysiące, ale niewiele zasługuje na miano tych, do których będę wracać. Tak jest też z Soft Lips od Perfecty. Na początku byłam zauroczona tym kosmetykiem, kupiłam 4 opakowania – o smaku miętowym,  truskawkowym, mango i jagody i granatu. Niestety balsamy te przypominają raczej wazelinę, są bardzo słodkie w smaku, ale nie zostawiają na ustach połysku, ani nie nawilżają ich dostatecznie dobrze. Nawet stosowane w ciągu dnia są dla mnie za słabe. Do tego rozpuszczają się pod wpływem ciepła, otwierają o brudzą wnętrze torebki. Sięgnęłam po nie wtedy, kiedy nie umiałam jeszcze zbyt dobre czytać składów. Okazało się, że zawierają filtr przenikający Ethylhexyl Methoxycinnamate i Benzophenone-3. Nie zużyłam ich do końca, wylądowały w koszu. Nie polecam, tym bardziej, że cena nie należy do najniższych – za jedną sztukę trzeba zapłacić 15 zł.

Ten krem to mój ulubieniec – żaden tak dobrze nie normalizował mojej skóry, może oprócz jego brata Effaclaru K [+], który polubiłam dopiero przy zużywaniu drugiej tubki. Wracając do bohatera dzisiejszego denka – to krem, który przyspiesza gojenie wyprysków i jednocześnie nie podrażnia, ani nie wysusza mojej skóry. Można stosować go punktowo, lub na całą skórę, ja preferuję to drugie wyjście. U mnie największą poprawę widzę w kwestii usuwania wyprysków oraz kaszki, czyli wyrównywania struktury mojej skóry. Z zaskórnikami radzi sobie nieco gorzej, na przebarwienia wpływa, ale dopiero po dłuższym stosowaniu. Jest wydajny, można go używać latem. Wpadłam na niego przypadkiem i cieszę się, że to zdarzenie miało miejsce 😀 Odsyłam Was do pełnej recenzji 🙂
  • TAMI,CHUSTECZKI NAWILŻANE NATURAL CARE 

Z chusteczek nawilżanych korzystam przy makijażu – wcieram nimi dłonie – ale nie tylko. Kiedy przychodzę do domu po zajęciach i nie chce mi się korzystać z płynu micelarnego – zmywam nimi makijaż. Staram się wybierać te z najbardziej delikatnym składem i takie właśnie są chusteczki od Tami. W Rossmannnie można znaleźć kilka wersji, ale zielona sprawdza się u mnie najlepiej. Są dobrze nasączone, bazują na soku z aloesu (2 miejsce w składzie) i nie zawierają parabenów. 54 sztuki kosztują około 4-5 złotych, więc uważam, że to dobry stosunek ceny do jakości i ilości. Polecam je, jak dotąd lepszych nie znalazłam i na dzień dzisiejszy nie mam ochoty szukać 😛
  • GARNIER, MASKA W PŁCHACIE MOISTURE + FRESHNESS DO SKÓRY NORMALNEJ I MIESZANEJ

Bardzo lubię maski w płachcie, ale rzadko trafiam na takie, których działanie jest od razu zauważalne na mojej skórze. Europejscy producenci podchwycili pomysł od tych azjatyckich i sami również zaczęli wypuszczać tzw. sheet mask. Te od Garniera mają w internecie mieszane opinie – albo się sprawdzają, albo są bublami, ewentualnie średniakami. Kupiłam ją na promocji w Rossmannie za około 7-8 złotych, wybrałam zieloną nie tylko ze względu na to, że jest dopasowana do mojego rodzaju skóry – miała też najlepszy skład. Jest dobrze nasączona esencją, ma takie wymiary, że nie jest o wiele za duża na moja dość wąską twarz. Działanie – średnie w stron dobrego 😛 Skóra była lekko rozjaśniona i nawilżona, be spektakularnych zmian, ale różnica była widoczna. Może jeszcze do niej wrócę, ale pewna co do tego nie jestem.
  • BIELENDA, MASKA METALICZNA DETOX & OCZYSZCZANIE CERA MIESZANA I TŁUSTA WERSJA SILVER

Maska co do której mam bardzo mieszane odczucia. Nie zrobiła mi krzywdy, ale też nie zauważyłam jakiegokolwiek pozytywnego działania z jej strony. Mam zamiar dać jej drugą szansę, ponieważ wtedy moja skóra była w złym stanie i mocno „kaprysiła”. Sam pomysł bardzo mi się podoba 😀 Maska wygląda kosmicznie, ale przecież nie o sam wygląd chodzi. Myślę, że niedługo opiszę Wam ją na IG, teraz to tam będą lądować krótkie opinie ♥

  • VIANEK, NAWILŻAJĄCY TONIK MGIEŁKA DO TWARZY Z EKSTRAKTEM Z ZIELA OWSA

Kosmetyki Sylveco bardzo lubię, a skoro Vianek jest siostrzaną marką – postanowiłam dać mu szansę. Kupiłam ten tonik z myślą i okresie między zimą a wiosną, kiedy moja skóra jest naprawdę mocno odwodniona i potrzebuje lekkich, acz skutecznie działających kosmetyków. Na początku tonik mi się podobał, ale po dłuższym stosowaniu zauważyłam, że radzi sobie dużo gorzej niż woda różana. Zaczął męczyć mnie też jego słodki zapach. Atomizer działał sprawnie, nie mogę mu nic zarzucić, samo opakowanie też bardzo mi się podoba. Mniej do gustu przypadła mi konsystencja – byłą wodnista, ale jakby lepka, nie do końca się wchłaniała, po zastosowaniu tego toniku miałam dziwne uczucie na skórze.  Nie był zły, miał dobry skład, ale do niego nie wrócę, nie jest to kosmetyk dla mnie. 

TAMI,CHUSTECZKI NAWILŻANE NATURAL CARE  GARNIER, MASKA W PŁCHACIE MOISTURE + FRESHNESS DO SKÓRY NORMALNEJ I MIESZANEJ BIELENDA, MASKA METALICZNA DETOX & OCZYSZCZANIE CERA MIESZANA I TŁUSTA WERSJA SILVER

BIOVAX, INTENSYWNIE REGENERUJĄCA MASKA DO WŁOSÓW SŁABYCH ZE SKŁONNOŚCIĄ DO WYPADANIA

WŁOSY

  • BIOVAX, INTENSYWNIE REGENERUJĄCA MASKA DO WŁOSÓW SŁABYCH ZE SKŁONNOŚCIĄ DO WYPADANIA

Jak wiecie moje włosy reagują dobrze na większość maseczek. Te z Biovaxa są jednymi  z moim ulubionych, szczególnie wersja z trzema olejami, która, nie dość, że dobrze pachnie, to jeszcze świetnie wygładza włosy i je dociążą, przez co są lśniące i gładkie. Wersję z aloesem kupiłam z zamiarem stosowania i na skórę głowy i na włosy, ale nakładana w taki sposób powodowała obciążenie kosmyków i nasady. Stosowana na długości działa raz dobrze, raz średnio, a przecież nie na tym nam zależy. Ma dobry skład, sok z aloesu występuje wysoko, zaraz po emolientach. Nie odpowiadał mi jej zapach – bardzo babciny, mnie osobiście odpychał. Do Biovaxa wrócę, ale na pewno wybiorę inne wersje. 

BALEA, ŻEL POD PRYSZNIC MARAKUJA I MALWA LACTADYD, EMULSJA DO HIGIENY INTYMNEJ SENSITIVE VICHY, HIPOALERGICZNY ANTYPERSPIRANT W KULCE APPLE &BEARS, ŻEL POD PRYSZNIC GRAPEFRUIT I WODOROSTY YOPE, MYDŁO KUCHENNE O ZAPACHU GOŹDZIKA WELLNESS & BEAUTY, KREM DO RĄK Z EKSTRAKTEM Z KWIATÓW WIŚNI I RÓŻY

CIAŁO

  • BALEA, ŻEL POD PRYSZNIC MARAKUJA I MALWA

To już ostatnie żele Balea z mojej potężnej kolekcji i na razie nie zamierzam do nich wracać. Bardzo je lubię, ponieważ dobrze się pienią i ładnie pachną, ale na dłuższa metę niestety mocno wysuszają moja skórę. Na plus działa niska cena (ok.55 centów) i mnogość zapachów – edycje limitowane pojawiają się jedna po drugiej. Nie są zbyt wydajne, ale zużywam sporo żelu na jeden prysznic – mi taka butelka starcza na 3-4 tygodnie codziennego stosowania. Pewnie kiedyś do nich wrócę – szczególnie jeśli zainteresuje mnie jakaś limitka 😀

  • LACTACYD, EMULSJA DO HIGIENY INTYMNEJ SENSITIVE

To jeden z moich ulubionych płynów do higieny intymnej. W odróżnieniu od innych wersja ta nie zawiera SLS ani jego zamienników takich jak ALS itp. Ma odpowiednie pH i jest delikatny dla wrażliwych okolic. Stosuję go zamiennie z Facelle i jestem zadowolona. Plusem jest wygodne opakowanie z pompką. Jak zauważyłyście – pojawia się na blogu naprawdę często, właśnie w projektach denko 😀

  • VICHY, HIPOALERGICZNY ANTYPERSPIRANT W KULCE

O tym antyperspirancie wiele się słyszy. Sporo osób go poleca, dlatego kiedy zauważyłam, że w Super Pharm jest na promocji i kosztuje niecałe 20 złotych, zaryzykowałam i wrzuciłam go do koszyka. Nie przepadam za antyperspirantami w kulce, ale muszę przyznać, że dobrze chronią przed nadmierną potliwością. Ten gagatek tutaj zawiera sole aluminium, dlatego dla części z Was będzie skreślony. Jestem nim zawiedziona. Spodziewałam się hitu, a w moim przypadku działa jak zwykły antyperspirant z Rossmanna, z tą różnicą, że jest od niego droższy. Nie mam wielkich problemów z poceniem się, dlatego go nie polecam – u tych z Was, które szukają mocniej działającego specyfiku się nie sprawdzi. Cieszę się, że kupiłam go na promocji, a nie w cenie regularnej, bo byłabym na siebie zła 😛 Jego plusem jest wydajność i przyjemny, raczej neutralny zapach.
  • APPLE &BEARS, ŻEL POD PRYSZNIC GRAPEFRUIT I WODOROSTY

Ten żel znalazłam w marcowej edycji Liferii, do której openboxa Was odsyłam. Na początku sceptycznie do niego podeszłam, nie spodobała mi się spora cena za pełnowymiarowe opakowanie. Moją 50 mililitrową miniaturkę zabrałam na wyjazd i przyznam, że ten żel mnie zauroczył. Jak na kosmetyk mineralny ma ładny, intensywny zapach, w którym przeważa grapefruit. Cytrusowe nuty działają na mnie oczyszczająco i tonizująco, co bardzo mnie pobudza. Żel bazuje na soku z aloesu, dlatego jest delikatny dla skóry. Jest gęsty i wydajny. Gdyby nie cena na pewno sięgnęłabym po pełnowymiarowe opakowanie, ponieważ to jeden z tych żeli, które nawilżają moją skórę i przynoszą jej ukojenie. 
  • YOPE, MYDŁO KUCHENNE O ZAPACHU GOŹDZIKA

Mydła Yope to jedne z moich zeszłorocznych odkryć. Kupiłam je mojemu bratu do mycia skóry po tatuowaniu, ale z zamierzeniem podkradania mu go po cichutku 😛 Zaczęłam od wersji wanilia i cynamon, która pachnie słodko, ale przyjemnie. Teraz testuję inne wersje zapachowe i tak w moje ręce wpadła próbka o zapachu goździka. Nie przepadam za tym zapachem, ale do kuchni pasuje idealnie. Maskuje nieprzyjemne zapachy, np. cebuli, której jestem fanką. Pielęgnuje dłonie i nie wysusza ich – odkąd zrezygnowałam z drogeryjnych mydeł nie mam problemu z aż tak wysuszonymi dłońmi, chociaż nadal muszę je regularnie kremować. Jeśli lubicie zapach goździka (albo konfitury dyniowej z tym składnikiem) – bierzcie je w ciemno! Mydła Yope to kolejny z moich hitów, cieszę się, że marka się rozwija i wprowadza do oferty nowe kosmetyki (widziałyście te żele pod prysznic?).
  • WELLNESS & BEAUTY, KREM DO RĄK Z EKSTRAKTEM Z KWIATÓW WIŚNI I RÓŻY

Kupiłam ten krem po przeczytaniu wpisu i Idalii na temat jej ulubionych mazideł do rąk. Nie przepadam za zapachem róży, ale czułam, że w tym wypadku będzie królował kwiat znany z Japonii i się nie myliłam. Balsam bardzo dobrze nawilża, a przy tym szybko się wchłania pozostawiając aksamitną warstewkę. Nie utrudnia ona jednak normalnego funkcjonowania, dlatego krem nadaje się do torebki. Nawilża na długie godziny, koi podrażnienia i zaczerwienienia. Może opakowanie nie należy do najwygodniejszych, bo odkręcany korek łatwo jest zgubić, ale to chyba jego jedyny minus. Mam sporo kremów do rąk w zapasach, ale kiedy mi się skończą i nie będę wiedziała co chcę kupić – na pewno będę miała go na uwadze. Nie dość, że działa, to pięknie pachnie! Polecam!

Znacie kosmetyki z tego projektu denko? Jak idzie Wam zużywanie?
Pozdrawiam!
Uncategorized

PROJEKT DENKO | GRUDZIEŃ 2016 | ZUŻYTE HITY

13 stycznia 2017
Hej!
Choroba zaczęła powoli mnie opuszczać (tak, znów zachorowałam, to wszystko przez te 20 stopniowe mrozy :P), więc biorę się do roboty – blog i nauka czekają na mnie z otwartymi ramionami 😛 Dziś będę też odpisywać na komentarze i odwiedzać Wasze blogi, także spodziewajcie się u siebie mojej obecności 😉
Jeśli chodzi o tematykę posta – znów zajmę się zużytymi opakowaniami. Przedstawię Wam kosmetyki, które skończyły się w grudniu, jak zwykle pisząc kilka zdań na ich temat 🙂 Jeśli jesteście ciekawi, czy znajduje się wśród nich jakaś perełka – zapraszam do dalszej części wpisu 🙂

CIAŁO:
  • GARNIER NEO, ANTYPERSPIRANT W KREMIE FRUITY FLOWER
To już druga sztuka tego antyperspirantu. Jestem z niego zadowolona – jest bardzo wydajny, przyjemnie pachnie a do tego rzeczywiście chroni mnie przed nadmiernym poceniem się. Zyskał sobie moją sympatię przez ciekawą konsystencję – rzeczywiście jest to krem, który szybko wchłania się i lekko zasycha pozostawiając skórę aksamitnie gładką i nie brudząc przy tym ubrań. Zawiera sole aluminium, co dla niektórych może być minusem. Myślę, że jeszcze do niego wrócę.
  • LINDA, MYDŁO W PŁYNIE AGREST I RABARBAR
 Kupiłam to mydło w Biedronce, wydaje mi się, że w związku z wyjściem jakiejś gazetki we wrześniu ubiegłego roku. Jest to średniak – poza ładnym zapachem i całkiem fajną wydajnością nie dostrzegłam w nim nic szczególnego. Delikatnie wysuszał mi skórę dłoni, ale nie na tyle, żeby nasilić moje problemy. Raczej nie wrócę ponownie, znam lepsze kosmetyki w podobnej cenie – chociażby mydła Isany.
  • BALEA, SZAMPON DO CODZIENNEJ PIELĘGNACJI WŁOSÓW
To szampon, który zużyłam jako żel pod prysznic, bo z takim zamierzeniem go kupiłam (po prostu wrzuciłam do koszyka i nawet nie przeczytałam co to jest xD). Był słabo wydajny – o wiele mniej niż żele Balei, a one tez do rekordzistów nie należą. Miał jednak bardzo fajny zapach – moim zdaniem to połączenie cukierków lodowych i owoców – jeśli lubicie takie słodkie aromaty to ten też przypadłby Wam do gustu 😀 Nie wysuszał zbyt mocno, ale skóra na nogach wymagała większej dawki nawilżenia. Nie kupię ponownie.

MAKIJAŻ:
  • CATRICE, LIQUID CAMOUFLAGE 010 PORCELAIN
Na początku niezbyt przepadałam za tym korektorem. Używałam go do zakrywania zmian i o ile w kwestii krycia sprawdził się super, tak po reakcji z moim sebum straszliwie ciemniał. Kończyło się to zazwyczaj tym, że miałam na policzkach pomarańczowe plamy ciemniejsze od podkładu. Nie spodziewałam się tego, bo w wielu recenzjach na blogach i youtubie nikt o tym nie wspomniał. Ostatecznie spróbowałam go używać pod oczy i byłam pozytywnie zaskoczona tym, jak fajnie się sprawdzał. Nie wysuszał, nie rolował się, świetnie krył i nie ciemniał. Trzymał się cały dzień i nie zbierał w załamaniach, a przy mojej budowie oka to już wielki plus. Kupiłam kolejne opakowanie i teraz używam go tylko do tuszowania zasinień pod oczami.

TWARZ:
  • LOMI LOMI, MASKA W PŁACHCIE KOJĄCA – JAŚMIN
Kilka miesięcy temu kupiłam na promocji w Hebe cały zestaw masek z Lomi Lomi żeby wybrać najlepsze i kupować tylko te rodzaje.  Zużyłam już większość z nich, ale nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek wylądowały w projekcie denko. Ta była całkiem fajna, ale nie zauważyłam, żeby w jakiś znaczący sposób ukoiła moją skórę i sprawiła, że wyglądała ona bardziej promiennie i na mniej zaczerwienioną. Nie jestem przekonana, czy te maski na mnie działają. Nie wiem, czy kupię ponownie.
  • BIELENDA, SUPER POWER MEZO TONIK Z 10% KWASEM MIGDAŁOWYM
Kupiłam ten tonik by wspierać serum, które aktualnie używam, w działaniu. Założyłam, że skoro zastosuję duet z tej samej serii będzie on miał bardziej skoncentrowane działanie, co pozytywnie odbije się na stanie mojej skóry. Rzeczywiście działanie serum zostało wzmocnione.  Tonik dobrze odświeżał skórę, nie podrażniał jej, nie zapychał. Moim zdaniem jest to naprawdę fajny kosmetyk, szkoda tylko, że ma w składzie substancję, która jest donorem formaldehydu. Z tego względu raczej do niego nie wrócę, myślę, że są dla niego lepsze zamienniki.
  • VIANEK, NORMALIZUJĄCY KREM DO TWARZY
To tylko próbka, więc nie wiem do końca jak sprawdziłby się u mnie pełnowymiarowy kosmetyk. Z tego co pamiętam krem był lekki i dość szybko się wchłaniał, pozostawiał jednak lekko tłustą warstwę na skórze. Raczej nie nadawałby się dla mnie na dzień, ale być może w nocy spełniałby swoje zadanie. Jestem ciekawa kosmetyków tej marki i pewnie się na któryś zdecyduję. Czy to będzie te krem – jeszcze się zastanawiam 🙂
  • ECOSPA, ŻEL ALOESOWY
Używałam tego żelu, a raczej płynu kiedy stosowałam olejki, całkiem dobrze się sprawdzał. Niestety przez to,  że jest to wodnista ciecz nie mogłam używać go solo, a wzbogacanie kremów jakoś nie idzie w parze z moją naturą. Ostatecznie do kosza trafiło pół buteleczki. Będzie fajny dla osób, które same tworzą kosmetyki, albo dla tych, które ulepszają te kupione. Jedyny minus – opakowanie. Po pewnym czasie stania w kosmetyczce wygląda bardzo nieestetycznie.
  • KLINDACIN T
 
Maść na wypryski, używam jej punktowo, kiedy widzę, że na horyzoncie pojawiają się jakieś niedoskonałości. Można dostać go u dermatologa, jest wypisywany na receptę. Dobrze radzi sobie z ropnymi wykwitami, natomiast z podskórnymi naciekami może mieć problemy. Nadal go używam.

Niekwestionowany ulubieniec w kategorii kremów przeciwtrądzikowych. Dobrze współpracuje z innymi kosmetykami, makijaż świetnie się na nim trzyma a do tego rzeczywiście przyspiesza proces gojenia się zmian. Pisałam na blogu recenzję na jego temat, nadal nie znalazłam lepszego zamiennika. Wiem, że nie wszystkim odpowiada, bo nie ma idealnego składu i nie jest kosmetykiem naturalnym, ale ja oczekuję, że jeśli coś używam, powinno to dawać widoczne efekty. Z tego też powodu nie zamierzam z niego rezygnować i, z krótkimi przerwami, będę stosować go nadal. Oczywiście kupię ponownie 😀

Znacie te kosmetyki? Macie już plany na najbliższy weekend?
Pozdrawiam 😀