Wybrany tag

usta

Uncategorized

ULUBIEŃCY PAŹDZIERNIKA | BOURJOIS | BABYDREAM | ZIAJA | Pielęgnacja znowu górą

8 listopada 2015

Kolejny miesiąc za nami, czas więc na nowych ulubieńców. Tym razem baczniej przyglądałam się swoim poczynaniom pielęgnacyjnym i makijażowym, by wybrać kosmetyki, które starałam się wykorzystać w 100%. Nie było to trudne zadanie, ponieważ dzięki Waszym blogom i opiniom rzadko trafiam na buble.  Znów w tym małym zbiorze przeważa pielęgnacja, ale nie ukrywajmy – ja poświęcam jej zdecydowanie więcej czasu niż samemu makijażowi. Dziś porozmawiamy o olejku Babydream fur mama, paście Ziaja Liście Manuka i pomadce Bourjois Rouge Edition Velvet w kolorze 10 Don’t pink of it. Zapraszam!

BABYDREAM FUR MAMA, OLEJEK DO CIAŁA

Jesienią i zimą moja skóra na ciele robi się jeszcze bardziej sucha niż jest zazwyczaj. Muszę wtedy sięgnąć po ciężką artylerię pielęgnacyjną jaką są w moim przypadku olejki. Tym razem nie widziałam na jaki się zdecydować, sięgnęłam więc po klasykę. Olejki Babydream są znane, mają szerokie zastosowanie i bardzo dobre składy. Do tego są tanie i mają dość dużą pojemność.
Wersja, którą widzicie na zdjęciu przeznaczona jest do pielęgnacji kobiet w trakcie i po ciąży. Ja w tym stanie nie jestem, ale zapach odpowiadał mi bardziej niż wariantu dla dzieciaków. Olejkiem masowałam wilgotne ciało po kąpieli i wcierałam go ręcznikiem, dzięki czemu ominęłam nielubiany przez wiele osób problem z lepkim filmem i klejącym się ciałem. Najbardziej spodobało mi się w nim to, że moja skóra nawet kilka dni po aplikacji nadal była dobrze nawilżona, co świadczy o jego długofalowym działaniu.

ZIAJA, OCZYSZCZANIE LIŚCIE MANUKA PASTA DO GŁĘBOKIEGO OCZYSZCZANIA TWARZY PRZECIW ZASKÓRNIKOM

To moje drugie opakowanie tej pasty. Stosuję ją tylko wtedy, kiedy na mojej skórze nie ma już aktywnych wyprysków, bo jest to peeling mechaniczny. Doskonale oczyszcza moją skórę, likwiduje suche skórki i powoduje, że zaskórniki są mniej widoczne, choć nie znikają do końca. Powoduje uczucie delikatnego ściągnięcia, ale nie jest to na tyle nieprzyjemne, żebym miała zrezygnować z jej stosowania. Przecież i tak chwilę po aplikacji i zmyciu produktu nakładam na twarz tonik i krem. Stosuję ją raz, maksymalnie dwa razy w tygodniu. Problem suchych skórek naprawdę się zmniejszył.

BOURJOIS, ROUGE EDITION VELVET W ODCIENIU 10 DON’T PINK OF IT

Pomadka, której prawdziwego koloru nie potrafię oddać na zdjęciach. Tutaj wygląda jak przytłumiona, ceglasta czerwień, a w rzeczywistości jest to nudziak zbliżony do koloru moich ust. Pięknie na nich wygląda, długo się utrzymuje, nie wysusza ich zanadto. Ładnie się zjada i dobrze wygląda gdy schodzi z ust. Dzięki temu kolorowi można je delikatnie powiększyć, optycznie wyglądają na pełniejsze. Mój jesienny hit, lądował na ustach już wiele razy i w listopadzie również nie zamierzam rzucić tej szminki w kąt.

Znacie? Lubicie? A może macie coś, co mogłybyście mi polecić?
Pozdrawiam cieplutko :3
PS Może ktoś byłby chętny na gościnne wpisy? Myślałam też nad tym, żeby pod koniec miesiąca nagradzać moich obserwatorów i robić linkowe party, w których polecałabym Wasze blogi. Dobry pomysł czy nie? Pamiętajcie, pozycjonowanie jest baardzo ważne 😛 Koniecznie dajcie znać, co o tym sądzicie 😉
Uncategorized

[RECENZJA] Rimmel Lasting Finish Lipstick by Kate Moss. Szminka w kolorze 20

13 czerwca 2014

Szminka jest jednym z kosmetyków Kate Moss Make Up Collection for Rimmel London, czyli kosmetyków sygnowanych własnoręcznym podpisem modelki. W kolekcji jest strażacka czerwień, jaskrawy róż, lila glamour, soczysty pomarańcz, pastelowy róż, beż nude lub perłowy – każda z nas znajdzie coś dla siebie. Ich formuła zawiera czarne diamenty, dzięki czemu nadają wargom intensywnego koloru, a technologia Color Protect sprawia, że utrzymują się na nich do 8 godzin!
 Około 15 złotych. Cena na wizażu to 17 złotych. W internecie można je kupić taniej 😀
Szafy Rimmela we wszystkich drogeriach, szminka jest łatwo dostępna.

Zbita, twarda, ale jeśli malujemy nią usta szminka sunie gładko. Konsystencja nie jest zbyt tłusta, nie pozostawia lepkiej warstwy. Szminka racze przysycha. Na szczęście tempa nie jest 😛 Powiedziałabym, że jest średnio kremowa.

Jedna warstwa daje bardzo mocny kolor i nie trzeba dokładać następnej.

 Jets solidne, lekko ścięte, matowo satynowe, mnie sie podoba. Na górnej części podpis Kate a na samym wierzchołku korona charakterystyczna dla marki Rimmel. Przeżyło kilka upadków i nadal ładnie wygląda 😀 Dominuje czerń, napis, jak widać, w kolorze różowym.
Tutaj bardzo na plus. Szminka wytrzymuje wszystko, wtapia się w usta, spokojnie trwa na nich kilka godzin bez poprawek. Zachowuje się trochę jak lip tint.

Jest to moja ulubiona szminka. Nie wysusza ich, chociaż początkowo sprawia takie wrażenie. Na ustach utrzymuje się długo, nie wymaga wielu poprawek, nie wychodzi poza kontur ust. Zdecydowanie na plus jest to, że schodzi równomiernie i nadal na ustach widać kolor – zachowuje się jak liptint. Moim zdaniem cena adekwatna do jakości. Może delikatnie podkreślać suche skórki, ale ja nie mam z tym problemu. Ogólnie bardzo polecam. Delikatny minusik za konsystencję – mogłaby byc bardziej kremowa, chociaż wtedy nie miałabym szminki z delikatnie matowym efektem 😛 Coś za coś 😛 Zapomniałabym dodać, ze szminka w zależności od oświetlenia wygląda zupełnie inaczej.

9/10

Mam 2 z tej serii, chyba zaczaję się na następne 😀

Macie swoje ulubione pomadki? Wolicie szminki czy błyszczyki? Testowałyście pomadki z tej serii?
Pozdrawionka 😀
Uncategorized

Makijaż dzienny wykonany za pomocą paletki Sleek – Oh so special

13 kwietnia 2014
Hej 😀
Jak już wiecie mam nowe pędzle i zaczął się okres jarania nimi. Jako, że w weekend się nie maluję wczoraj nie miałam jak ich przetestować 😛 Dzisiaj, z racji święta (Niedziela Palmowa jakby ktoś nie wiedział :P) i mojego wyjścia z domu postanowiłam się umalować z ich pomocą :3 Jestem totalnym nowicjuszem – to moje pierwsze pędzle, pierwsza paletka, nigdy się tak nie malowałam, więc krytyka mile widziana 🙂 Oczywiście ta konstruktywna 😛 
PS Wybaczcie mi moje „nieokiełznane” brwi, ale ja nienawidzę, gdy kosmetyczka mi je wyskubuje na cienki pasek – już wolę swoje naturalne 😀
Przejdźmy do rzeczy 😀
Po pierwsze moja twarz wcale nie wygląda tak idealnie jak na zdjęciach – moja lustrzanka żyje ze mną w zgodzie i pięknie tuszuje wszystkie niedoskonałości 😀 
W dzisiejszym makijażu użyłam:
-Loreal True Match Mineral w odcieniu Ivory Rose (N1 z tego co pamiętam)
-Loreal Nude Magique BB Powder w odcieniu Clair – dla cery jasnej
-Cień z palety Sleek Oh so special- Celebrate w zewnętrzym kąciku
-Cień z palety Sleek Oh so special- Gateau na całej powiece
-Tusz do rzęs Loreal Volume Milion Lashes Extra Black
Jak widzicie nie używam zbyt wielu kosmetyków, ale uważam, że moja cera jest jeszcze młoda i powinna sobie odpoczywać. Do tego nie jestem ekspertem i dopiero rozwijam swoje makijażowe skille 😛 Cienie wyglądają na trochę wyblakłe, bo nie mam bazy pod nie, ale z pewnością, kiedy juz uzbieram pieniądze, się w nią zaopatrzę 😀
Podoba Wam się? Coś trzeba zmienić? Czekam na wasze opinie :3
Pozdrawiam
Uncategorized

[RECENZJA] Loreal Glam Shine Miss Candy – 702 Candy pink :D

16 marca 2014
Hej!
Zapraszam Was dzisiaj na porządną recenzję – w końcu 😛 Ostatnio nie mam jakoś weny  na pisanie, pewnie dlatego, że, po pierwsze coraz więcej rzeczy na głowie, a po drugie coraz więcej stresu, bo matura zbliża się wielkimi krokami. Nie owijam w bawełnę i zapraszam do czytania 😀
 
 Glam Shine Miss Candy to bardzo delikatny
błyszczyk o fenomenalnej konsystencji. Nadaje ustom pięknego, zmysłowego
blasku. Precyzyjny aplikator pozwala wygodnie rozprowadzić błyszczyk na
ustach. Kosmetyk został wzbogacony w witaminę E oraz oleje roślinne,
które nawilżają i pielęgnują usta. Błyszczyk nie klei się i nie spływa z
ust. Błyszczyki charakteryzują się kolorowymi, owocowymi odcieniami lub
są z domieszką brokatu. 
 Na wizażu cena to 30 zł, ja jednak zamawiałam przez internet i zapłaciłam dokładnie 14,99 zł, a więc połowę. Oceniam, że nie jest to jakaś kosmiczna cena, da się przeżyć 😛
Błyszczyk można znaleźć w szafach Loreal oraz w wielu internetowych drogeriach czy nawet na allegro (przecież tak znajdziemy wszystko :P)
 
Błyszczyk przypomina sorbet, jest gęsty, ale nie lepki, nie spływa z ust, a to plus . Na początku wyglądał TAK, ale przez używanie warstwy zmieszały się ze sobą i podział nie jest widoczny.
Podobne do opakowań innych błyszczyków, jednak jest rozszerzane ku dołowi, przez co spokojnie postoi na półce. Niewielkie, zmieści się w każde, nawet najmniejszej torebce. Aplikator w kształcie odwróconego serduszka nabiera tyle produktu ile powinno. Bardzo wygodnie się nim maluje.
6 mililitrów.

Wbrew pozorom dosyć długo trzyma się na ustach, zjada się równomiernie. U mnie potrafi przetrwać nie minuty a godziny – jak na błyszczyk całkiem sporo.
 
Błyszczyk warty uwagi i godny polecenia. Za normalną cenę (30 zł) nigdy bym go nie kupiła, ale 15 zł jestem w stanie zapłacić 😛 Nie wysusza ust, nie podkreśla suchych skórek. Mój odcień jest półtransparentny, daje jednak na ustach bardzo ładną taflę bez tandetnych drobinek, barwi je na delikatnie brzoskwiniowy kolor. Utrzymuje się na ustach przez dość długi czas. Nie lepi się, nie spływa, zjada się równomiernie. Nie nawilża, ale nie takie jest jego zadanie. Moim zdaniem fajnie sprawdza się na codzień, gdy nie potrzebujemy mocnego podkreślenia warg.

 7/10

 
Może kiedyś skuszę się na inny kolor, na razie nie mam takiej potrzeby 🙂

Miałyście okazję testowania tego produktu? Lubicie delikatne błyszczyki czy może z mocnym kolorem? Matowe czy błyszczące?
 
Może ten tydzień będzie dla mnie łaskawszy i zabiorę się do częstszego pisania. Pozdrawiam 🙂
 
PS – jeśli przeszkadzają komuś moje przebarwienia czy niedoskonałości to jego problem – ja nie wstydzę się z tym pokazać, taka ludzka natura a ja o swoją skórę dbam bardzo dobrze 😛 
PS 2  – wiem kto to dermatolog xD

Uncategorized

Usta rodem z Hollywódzkich dywanów – Manhattan Soft Mat Lipcream – 45H recenzja

2 marca 2014
Hej!
Ostatnio mam fazę na same recenzje, mam nadzieję, że się podoba :3 Blog chociaż ma wtedy coś do przekazania, a nie tylko pierdółki 😛 Zrobiłam zdjęcia produktów na cały tydzień, ale nie wiem, czy się wyrobię – jak wcześniej wspominałam mam dużo nauki i do tego pracę maturalną do napisania (a temat wybrałam niebanalny i muszę go sama opracować :C :P). Zapraszam do czytania, dzisiaj zaprezentuję coś z długo nieobecnej u mnie kolorówki 🙂
 Innowacyjna pomadka w kremie w intensywnych
kolorach. Dla trwałego, matowego wykończenia makijażu ust. Gwarantuje
fantastycznie delikatne odczucie na ustach.
 Jak dla tradycyjnego błyszczyku – zakręcana, plastikowa tubka z patyczkiem i gąbeczką. Bardzo wygodnie aplikuje się nią produkt – nie trzeba używać oddzielnego pędzelka.
 6,5 mililitra – tradycyjnie.
 Pomadka schnie około 3 minut, może nawet mniej. Po tym czasie pojawia się matowe wykończenie.
 Oceniam na plus – gdy już szminka „wpije” się w usta ciężko ją zetrzeć. Schodzi od mocnego pocierania i oczywiście przy jedzeniu oraz piciu. Trzyma się kilka ładnych godzin. Znika równomiernie, bez brzydkich linii i plam.
 Jedna warstwa zapewnia całkowite krycie i ukazanie pełni koloru.
 Inna niż w tradycyjnych błyszczykach – jest to bardziej krem niż błyszczyk. Na szczęście produkt nie jest tępy, łatwo sunie po ustach i dobrze się go nakłada.
 Nie widziałam nigdzie stacjonarnie, ale w internecie można zamówić za grosze. Ja zapłaciłam 5 zł w internetowej drogerii.

 W internecie około 5 złotych, cena podana na wizaz.pl to 15 złotych.
 Produkt świetny, warty uwagi. Wysusza usta, ale nie jest tragicznie. Nie zbiera się w załamaniach, nie wychodzi poza kontur ust, ale należy uważać, aby nie nałożyć go za dużo, bo może zrobić krzywdę. Kolor piękny, wyrazisty. Należy go aplikować na nawilżone usta, bez suchych skórek, gdyż będzie je podkreślał. Ja jestem z niego bardzo zadowolona, ma więcej plusów niż minusów :3

 8/10
Jeśli znajdę inne interesujące mnie kolory to owszem, kupię ponownie 😀

Miałyście okazję testowania którejś z tych pomadek? Podoba się, czy nie? Cenicie efekt matu czy wolicie blask?
Pozdrawiam :3