Wybrany tag

Uriage

Uncategorized

#LETNICZAS | KOSMETYCZNE NIEZBĘDNIKI 2017 | BEZ JAKICH KOSMETYKÓW LATO NIE MOGŁOBY ISTNIEĆ?

21 czerwca 2017
letniczas kosmetyczne niezbędniki kosmetyki na wakacje

 Hej!
Mimo tego, że ostatnio w ogóle nie mam głowy do zdjęć ani bloga chciałabym zaprosić Was na krótki i przyjemny wpis z serii #letniczas. To już ostatni post w tym cyklu, ale nie przejmujcie się – tematu lata nie zamierzam odpuszczać – w końcu to moja ulubiona pora roku, a za kilka tygodni znów będę miała więcej czasu, by tworzyć dla Was inspirujące treści.
Jeśli śledzicie mnie od dłuższego czasu to wiecie, że w tamtym roku przygotowałam post o podobnej tematyce – też pisałam i moich letnich niezbędnikach. Tamte nadal są aktualne i regulenie korzystam z tego typu kosmetyków, dziś jednak chciałabym pokazać Wam coś nowego. Jesteście ciekawe? Zapraszam!
letniczas kosmetyczne niezbędniki kosmetyki na wakacje 2

pomadki płynne matowe, golden rose longstay liquis lipstic, matowe pomadki dr irena eris provoke

BLASK SŁOŃCA I MAT NA USTACH

Matowe pomadki nadal podbijają rynek, sama jestem ich wierną fanką i pewnie jeszcze przez długi czas ta moda dla mnie nie minie. Nie straszne im upały, pot i zimne napoje – trzymają się na ustach wiele godzin i sprawiają, że makijaż wygląda schludnie i nienagannie. Matowe szminki w mocnych, żywych kolorach potrafią ożywić nawet najbardziej nudny makijaż – wystarczy dołożyć cienką warstwę podkładu, trochę rozświetlacza i musnąć rzęsy tuszem – efekt świeżego makijażu gotowy. Jeśli chodzi o mnie latem najchętniej sięgam po fuksję i róże, ale coraz bardziej przekonuję się też do klasycznej czerwieni. Jeśli miałabym Wam polecić konkretny rodzaj szminek – moimi ostatnimi ulubieńcami są te z Ireny Eris. Pomadki Longstay Liquid Lipstic z Golden Rose maja świetne kolory i są najtrwalszymi pomadkami w mojej kolekcji, ale nie do końca odpowiada mi ich formuła. Mam teraz pod nie specjalną bazę i będę ją testować – może dzięki niej będą bardziej komfortowe w noszeniu.
pomadki matowe płynne, golden rose longstay liquid lipstick

filtry uvb uva uv, la roche posay cicaplast, la roche posay anthelios xl żel krem suchy w dotyku

OPALANIE JEST PASSE, CHCĘ BYĆ BLADA JAK GEJSZA! 

Nigdy nie lubiłam się opalać, bo zawsze, mimo stosowania filtrów spalałam się na raka. Odkąd stosuję mocniej działające kosmetyki do twarzy – czy to na bazie kwasów, czy retinoidy, z filtrami nie rozstaję się przez okrągły rok. Mimo tego najczęściej sięgam po nie latem – najwięcej czasu spędzam wtedy na słońce, a nadmierna ekspozycja grozi nie tylko poparzeniem, czy powstaniem przebarwień, ale też rakiem skóry (rak = nowotwór pochodzenia nabłonkowego). O fototypach i opalaniu pisałam Wam w pierwszym poście z tej serii, więc jeśli go jeszcze nie widziałyście – koniecznie tam wpadnijcie – to prawdziwa kopalnia wiedzy. Aktualnie do twarzy używam żel-kremu suchego w dotyku od La Roche Posay, niedługo zmienię go na Cicaplast.  Bardzo lubię też Anthelios XL Ultra Fluid, który ma lekką, oleistą konsystencję. Filtry to coś, bez czego nie wybieram się na zewnątrz, zawsze wybieram te z SPF 50+.

perfumy na lato, lekkie perfumy, dziewczęce zapachy, versace bright crystal, marc jacobs daisy eau so fresh

LEKKIE, OWOCOWE PERFUMY

Lekkie zapachy towarzyszą mi przez cały rok, natomiast latem najczęściej sięgam po te owocowe, rześkie, czasem lekko kwiatowe. Nie mam dużego arsenału perfum, ale ostatnio te szeregi zasiliła propozycja od Marca Jacobsa –  Daisy eau so fresh. Jest to zapach, lekki, ale ma otulająca bazę. Słyszałam, że te perfumy są nietrwałe i słabi utrzymuje się na ciele, natomiast na mojej skórze rozwijają się i są wyczuwalne przez długie godziny. To połączenie maliny, gruszki, liczi, zielonych nut, a także kwiatu jabłoni, róży, cedru i śliwki. Drugą propozycją jest stały bywalec, którego pokazywałam już na blogu – Versace Bright Crystal. Jak na razie to najpiękniejsze perfumy, jakie kiedykolwiek miałam, idealnie wpasowały się w mój gust. Są cukierkowe, lekko kwaśne, będą pasowały większości młodych kobiet. Na początku zaskakują lodowym połączeniem yuzu i granatu, ich serce to piwonia, lotos i magolia, a bazę stanowią piżmo ambra i cedr. To idealne propozycje na letnie dni pełne wrażeń 😉 Znacie te zapachy?

żel aloesowy gorvita, żel aloesowy holika holika

 ZIELONO MI, KIEDY CIĘ WIDZĘ!

Aloes funkcjonuje w mojej pielęgnacji od roku. Jest to magiczny składnik, który świetnie sprawdza się w pielęgnacji ciała, skóry i włosów. Łagodzi ukąszenia i użądlenia, a także oparzenia posłoneczne. Wpływa na gojenie się ranek i przyspiesza znikanie wyprysków – zawiera w sobie kwas salicylowy. Żelem, po który sięgam w tej chwili jest ten z Gorvity – to już końcówka i chcę go zużyć. Kupiłam go nie mając odpowiedniej wiedzy na temat takich kosmetyków i na dzień dzisiejszy nie zadowala mnie skład, dlatego do niego nie wrócę. Wybrałam aloes z Holika Holika, który poleciły mi dziewczyny – mam nadzieję, że mnie nie zawiedzie – wygląda świetnie – oby i działanie takie było! 😀

żel aloesowy holika holika, żel aloesowy gorvita

woda termalna uriage, izotoniczna woda termalna, woda termalna bez osuszania

 

RAJSKA MGIEŁKA

Woda termalna potrafi schłodzić skórę i dostarczyć jej niezbędnych minerałów. Trzymana w lodówce będzie świetna do spryskiwania twarzy w ciągu dnia. Jest dobrą bazą pod glinki i maski zastygające, a także do ich zraszania po aplikacji. Woda termalna przynosi ukojenie podczas oparzeń czy podrażnień. Dlaczego zawsze sięgam po tę z Uriage? Na promocji ma przystępną cenę, występuje w  3 formatach – mi to torebki, midi, czyli 150 ml – najlepsza do używania na co dzień i maxi – bodajże 300 mililitrów, przydaje się wtedy, kiedy cała rodzinka jest miłośnikiem tego specyfiku. Dodatkowo nie trzeba jej osuszać, ponieważ jest izotoniczna w stosunku do płynów międzykomórkowych naszej skóry. Przy mojej trądzikowej skórze działa cuda – kiedy coś swędzi lub mam suche, zaczerwienione czy podrażnione obszary – zmniejsza w tych miejscach reaktywność i sprawia, że zapominam o ich dotykaniu.

rozświetlacz Lily Lolo Champagne Illuminator, rozświetlacz My secret Princess dream

SHINE BRIGHT LIKE A DIAMOND… ALE TYLKO TAM, GDZIE TRZEBA 😛

Jeszcze kilka lat temu rozświetlacze nie były popularne, a przecięty zjadacz chleba nie wiedział, że takie kosmetyki istnieją. Sama byłam przeciwna rozświetlaniu cery mieszanej, czyli takiej, jakiej jestem posiadaczką. Teraz nie wyobrażam sobie makijażu bez odrobiny kontrolowanego błysku – moja twarz wygląda zdrowiej i promienniej, a mat, który szerzy się na pozostałej części nie jest tak płaski i mocno widoczny. Rozświetlaczy nie polecam tylko osobom z kaszką lub wypryskami w miejscu, w którym chcecie je zaaplikować – niestety rozświetlenie będzie przyciągało do nich wzrok i zwracało na nie uwagę. Aktualnie moimi ulubionymi kosmetykami z tej kategorii są rozświetlacz Lily Lolo Champagne Illuminator i My Secret – Princess Dream.
Zapraszam Was na blogi pozostałych dziewczyn!:

Podoba Wam się taki typ wpisu? Jak mija Wam czerwiec? 
Pozdrawiam i do zobaczenia :* Pewnie nadal będę się tu rzadko pojawiać, ale obiecuję poprawę 😛
Uncategorized

LETNIE NIEZBĘDNIKI | WIBO | LA ROCHE POSAY | URIAGE | PAESE | VICTORIA’S SECRET

12 sierpnia 2016

Hej!
Jestem ciekawa, czy chętniej wykonujecie zabiegi pielęgnacyjne latem, czy zimą? Przyznam, że u mnie różnie z tym bywa – pewne łatwiej przychodzą mi latem, inne zimą. Kiedy jest ciepło nie przepadam za smarowaniem ciała olejami czy balsamami, za to większą uwagę przykuwam do dokładnej depilacji i złuszczania martwego naskórka. Zimą chętniej sięgam po masła do ciała, ale często zapominam o dbaniu o stopy. O skórę twarzy dbam jednakowo – wiem, że kiedy na kilka dni sobie odpuszczę będą na mnie później czekać wypryski, zaskórniki i zanieczyszczona skóra.

Każda pora roku wiąże się u mnie z pewnymi niezbędnikami, o których chciałabym Wam opowiedzieć. Lato kojarzy mi się z konkretnymi kosmetykami i bez nich nie wyobrażam sobie mojego makijażu czy pielęgnacji. Też tak macie? Stosujecie produkty okresowo, czy nie zwracacie większej uwagi na otaczającą Was aurę? Jeśli jesteście ciekawi co znalazło się w przygotowanym przeze mnie zestawieniu – zapraszam dalej 😀

WODA TERMALNA URIAGE – NAJLEPSZA, BO IZOTONICZNA!
Po wodę termalną staram się sięgać regularnie. Nic tak dobrze nie łagodzi podrażnień. Sprawdza się nawet w awaryjnych sytuacjach takich jak lekkie oparzenie, przeholowanie z opalaniem czy ugryzienie komara. 
Zawsze sięgam po wodę Uriage, ponieważ nie wymaga ona osuszania. Nie chcę dodatkowo podrażniać mojej skóry wycieraniem nadmiaru wody – wybieram więc takie, które mają takie samo stężenie soli mineralnych, jakie znajdują się w komórkach naskórka – to zapobiega wysuszaniu skóry, ponieważ proces osmozy nie zachodzi (w wielkim uproszczeniu :P).
Woda termalna z Uriage ma wygodny, sprawnie działający atomizer i niezbyt wysoką cenę – za 150 mililitrową butelkę płacę na promocji od 13 do 15 złotych. Jest wydajna i starcza na długo – zużyłam dopiero 1 opakowanie – starczyło mi na kilka miesięcy 🙂
Zauważyłam też, że po regularnym pryskaniu wodą termalną wypryski na skórze goją się zdecydowanie szybciej.

BIBUŁKI MATUJĄCE WIBO – POGROMCY TŁUSTEJ SKÓRY!

Bibułki matujące to gadżet, którego nie może zabraknąć w mojej wakacyjnej kosmetyczce oraz torebce, którą aktualnie noszę. Może zabraknąć w niej pudru, ale nie tych małych kawałków pergaminu.
Odkąd używam matujących filtrów (o których wspomnę jeszcze w tym poście) nie mam tak dużego problemu z przetłuszczaniem w strefie T. Jeśli do kompletu mam na buzi podkład mineralny – makijaż jest nie do zdarcia i bibułki nie są mi wtedy potrzebne.
Kiedy jestem pomalowana tradycyjnym, płynnym podkładem po kilku godzinach od aplikacji, moje czoło, broda i skrzydełka nosa zaczynają błyszczeć. Nie chcę wtedy używać pudru, bo wiem, że w połączeniu z sebum stworzy on na mojej skórze nieestetycznie wyglądające ciastko. Bibułki matujące rozwiązują sprawę – wybieram te najzwyklejsze, najtańsze, bo wszystkie, moim zdaniem, działają tak samo.

PUDER RYŻOWY (LUB BAMBUSOWY) PAESE – JEDEN, BY SEBUM RZĄDZIĆ
Przyznam szczerze, że po drogeryjne pudry w kompakcie sięgam niezwykle rzadko – zazwyczaj zabieram je tylko na krótkie wyjazdy – za słabo matują moją skórę, a do tego przyczyniają się do zapychania porów. Odkąd poznałam pudry Paese trwały makijaż nie jest dla mnie pojęciem obcym. 
Pudry stosuję pod podkład, kiedy stawiam na minerały oraz na zakończenie w celu utrwalenia podkładów (i drogeryjnych i mineralnych). Bardzo dobrze sprawdzają się w przypadku cer tłustych i mieszanych – trzymają całość w ryzach cały dzień – nie muszę nic poprawiać, a to dla mnie cenna właściwość.
Stosowane z umiarem nie bielą i nie wysuszają, ale u osób wrażliwych mogą przyczynić się do przesuszania skóry. Absorbują sebum, przez co skóra wyświeca się zdecydowanie później. Mają tendencję do podkreślania suchych skórek, ale na szczęście nie mam z nimi ostatnio większych problemów.

MGIEŁKI VICTORIA’S SECRET – UWODZICIELSKIE, INTRYGUJĄCE I PIĘKNIE PACHNĄCE
Latem zdecydowanie częściej sięgam po mgiełki zapachowe – są lekkie, mają świeże zapachy, nie przytłaczają. Niektóre mają jedną wadę  – ich zapach szybko znika :C Niedawno dostałam od Mateusza dwie mgiełki od Victoria’s Secret, które od dłuższego czasu były na mojej chciejliście.
Mango Temptation to zapach słodki, owocowy, idealny na ciepłe dni. Ma w sobie kwaśną nutę hibiskusa i słodycz mango. Jest soczysty, potrafi mnie naładować pozytywną energią. Aqua Kiss to zapach kobiecy, kwiatowy, ale nadal delikatny – nie sposób przejść obok niego obojętnie. Główne utz to stokrotka i frezja. Na mojej skórze utrzymują się dość długo – mniej więcej kilka godzin. Nie są tak intensywne i trwale jak perfumy, ale maja w sobie to coś i kiedy na zewnątrz jest ciepło sięgam po nie zdecydowanie częściej.

LA ROCHE POSAY, ANTHELIOS XL, ŻEL KREM SUCHY W DOTYKU

Filtry to nieodłączni towarzysze mojej porannej pielęgnacji. Odkąd stosuje retinoidy moja skora jest o wiele bardziej narażona na powstawanie przebarwień. Wole zapobiegać, niż leczyć, wiec praktycznie każdego dnia nakładam na twarz filtr z SPF 50+. Te z La Roche Posay sa moimi ulubionymi – nie bielą skory, nie tworzą smug, a do tego wzdłużają trwałość makijażu – moja skora dzięki nim praktycznie w ogóle się nie świeci. Nie zapychają i skutecznie chronią – za to je lubię!
Jakie są Wasze kosmetyczne niezbędniki, których używacie latem? Postaram się odwiedzać Wasze blogi, ale komentarze będę zamieszczać niestety bez polskich znaków :C
Pozdrawiam :*
Uncategorized

HAUL KOSMEYCZNY | Balea, Alverde, Ebelin, Kiko, La Roche Posay, Loreal, Marion, Uriage, Bielenda, Bi-es, Eveline, Wellnes & Beauty

18 sierpnia 2015
 Hej!
Znowu staram się zmienić coś na blogu, Mateusz kombinuje, a ja raz jestem zadowolona, a raz nie. Chcieliśmy popracować nad dokładniejszym szablonem z większymi możliwościami rozwoju, ale niestety trzeba by było bloga przenieść na prywatny serwer, a na razie nie chcę aż tyle inwestować w bloga, bo mam jeszcze kilka rzeczy do kupienia (zdjęcia aż proszą o wykorzystanie lampy pierścieniowej, której nadal nie mam :P). Zdecydowaliśmy się też na wprowadzenie Disqusa, bo wyniki ankiety były wyrównane. Niestety wiąże się to z utratą starych komentarzy. Zaryzykowaliśmy, bo stary system komentarzy łatwo jest przywrócić, a na przyszłość łatwiej będzie importować komentarze łącząc nowy blog z moim profilem na tym serwisie. Co do zgłoszeń do rozdania – wszystko mamy zapisane 😀 Postanowiłam dziś pokazać Wam zakupy, które zrobiłam w Niemczech i w Polsce w ciągu ostatnich kilku tygodni. Mam nadzieję, że taki post Wam się spodoba i przejdziecie do jego dalszej części 🙂

Na samym początku chciałam pokazać coś, czego nie kupiłam, ale dostałam. Jest to piękna paczka od Loreala z nowymi podkładami do przetestowania. Pierwszy odcień wędruje do mnie, drugi oddaję mamie, a 3 przeznaczę na rozdanie 🙂 Jest zbyt ciemny, więc i tak go nie zużyję, a po co tak dobry produkt ma się marnować? Ja jeszcze nowej wersji ie testowałam, ale czytałam opinie o zdecydowanie lepszych właściwościach, więc jestem ich bardzo ciekawa.

W dzisiejszym wpisie zobaczycie również wiele produktów marki Balea. Nigdy nie miałam z nimi kontaktu a opakowaniami i ceną kusiły zdecydowanie bardziej niż Alverde. Postanowiłam więc, że to je najpierw przetestuję, a przy okazji kolejnej wizyty przyjrzę się kosmetykom drugiej firmy. Zdjęcie wyżej przedstawia dwie odżywki do włosów – czarna – zawiera olejki, które mają regenerować włosy, różowo turkusowa natomiast ma dodawać włosom blasku i objętości. Każda kosztowała 1,35 EUR.
Nie mogłam się też oprzeć grafikom prezentowanym na tubkach balsamów do ciała. Są one idealne na ciepłe wieczory, bo mają lekką konsystencję i szybko się wchłaniają. Wybrałam zapachy z limitowanej, letniej kolekcji. Cena tych balsamów to 1,25 EUR, więc w przeliczeniu na złotówki naprawdę niewiele.

Nie mogłam zapomnieć o słynnych już na blogach i youtube olejkach Alverde. Przypominają mi one te z Aletrry, które są dostępne u nas, mają jednak nieco inne składy. Cena jednego olejku to 3,85 EUR.

Jako fanka kremów to rąk (tylko fanka, bo lubię je kupować, gorzej z systematycznym używaniem) chciałam wypróbować coś nowego i padło na krem z koenzymem Q10 i mniejszy – pachnący egzotycznymi owocami krem nawilżający. Cena większej tubki to 1,15 EUR, natomiast drobniejszej koleżanki – 0,85 EUR.

Latem lubię używać owocowych żeli pod prysznic, więc do koszyka wrzuciłam kremowy żel o zapachu arbuza – już używałam, zero w nim sztuczności i mimo tego, że ja za jedzeniem arbuza nie przepadam to ten zapach pokochałam 😀 Cena tego cuda to 0,55 EUR, więc grosze. Żele z Balei również są lubianymi kosmetykami, więc wybrałam jeden o zapachu mango. Niestety nie było wersji, której poszukiwałam – pachnącej kokosem :C Cena tego kosmetyku to 1,15 EUR.

Ostatnimi już produktami od Balei są sztyfty to ust. Ten po lewej, o zapachu arbuza pochodzi z limitowanej kolekcji i kosztował 0,85 EUR. Drugi, zakręcony, o zapachu banana i truskawki był już droższy, bo jego to 1,25 EUR. Obie czekają na swoją kolej, po produktów do ust, podobnie jak kremów do rąk, mam całe mnóstwo.

Nie miałam okazji jeszcze testować kosmetyków KIKO, bo marka ta w Polsce jest dostępna od niedawna (z tego co mi wiadomo). W Niemczech były duże przeceny na prawie cały asortyment, niestety przyciągnęło to też wiele niezdecydowanych (tak jak ja) osób. Przełożyło się to na to, że nie mogłam nic wybrać, bo ciągle ktoś mnie popychał i wyszłam tylko z dwoma lakierami. Pierwszy to delikatny róż ze srebrnymi drobinkami, a drugi kolor to mieszanka niebieskiego i fioletu, która świetnie utrzymuje się na paznokciach. Cena lakierów w promocji to 1,90 EUR każdy.

Na początku wakacji udało mi się wygrać w konkursie i zostałam testerką firmy Marion. Przesłali mi kilka kosmetyków o których miałam napisać kilka słów. Spodobały mi się bandaże antycellulitowe i moja mama kupiła jeszcze dwie paczki 😀 Cena jednej waha się w granicach 6-7 złotych.

Musiałam uzupełnić braki kosmetyków pielęgnacyjnych – pokończyły mi się kremy i tym razem, zamiast dwóch Effaclarów Duo [+] kupiłam coś nowego – Effaclar K. Słyszałam, że jest to długodystansowiec, ale skutecznie pomaga w walce z trądzikiem. Cena Duo [+] to 43,49 zł, a Effaclaru K (poodbno +, tak jest na rachunku) to 42,74. Oba kremy kupiłam na promocji w Super Pharmie.

Polubiłam też wodę termalną  Uriage i kupiłam dodatkową buteleczkę. Świetnie łagodzi podrażnienia, niweluje świąd spierzchniętej skóry i przyśpiesza jej regenerację. Dodatkowo odświeża. Kupiłam ją w Super Pharm za 12,99 zł. Obok widzicie słynne w blogsferze serum z Bielendy do cery z niedoskonałościami. Jego cena to 27,99 zł, kupiłam je w Rossmanie.
Szukałam w Hebe mgiełek na lato i razem z mamą wybrałyśmy tą o zapachu owoców leśnych. Aromat utrzymuje się dość długo, jak na mgiełkę. Cena to około 20 złotych. Obok zauważyłam zieloną buteleczkę i zaintrygowana postanowiłam ją powąchać. Okazało się, że znalazłam tani odpowiednik mojego ukochanego jabłuszka od DKNY Be delicous. Woda perfumowana kosztowała około 25 zł i wiem, że są jeszcze inne wersje odpowiadające innym perfumom DKNY. Na pewno się na nie skuszę.

Ostatnimi już produktami są balsam antycellulitowy (serum) od Eveline. Lubię takie chłodzące produkty do masażu ud, brzucha i pupy, więc sięgnęłam po kolejną tubę. Kosztowała niecałe 14 złotych. Skończył mi się też peeling do ciała i wybrałam inną wersję zapachową lubianego przeze mnie peelingu Wellnes & Beauty. Jest wydajny, ładnie pachnie, dobrze ściera martwy naskórek i pozostawia skórę przyjemnie natłuszczoną. Jego cena to 12,99 zł.

O jajeczku Ebelin również dowiedziałam się z kilku blogów urodowych. Miało naprawdę świetne opinie i postanowiłam najpierw kupić jedno, a kiedy mi się spodoba ewentualnie wrócić po zapas. W różowej gąbeczce się zakochałam, natomiast zapasu zrobić nie mogłam, z prostego powodu – nie znalazłam zbyt wielu fabrycznie zamkniętych! :C Ostatecznie udało mi się kupić tylko jedno, co w finalnym rozrachunku daje dwa. Cena tego jajeczka to 2,45 EUR.
Spodobało się Wam coś z moich letnich zakupów? Czy do Waszych kosmetyczek też wpadło coś ciekawego? Podoba Wam się nowe tło do zdjęć?
Pozdrawiam :3

Uncategorized

Ulubieńcy czerwca ’15 | MAYBELLINE | RIMMEL | WIBO | URIAGE

4 lipca 2015
Hej!
Dopadł mnie wakacyjny leń i naprawdę nic mi się nie chce. Nawet umalować, więc ciężko było wybrać mi kosmetycznych ulubieńców 😛 Dzisiaj jestem w podróży za granicę, ciężko będzie mi się więc i komunikować i pisać posty na blogu :C Może uda mi się napisać jednego w zapasie, jeśli nie, będziemy później nadrabiać zaległości. Na weekendowy post wybrałam ten o ulubieńcach czerwca – jeśli jesteście ciekawi, jakie produkty inspirowały mnie przy tworzeniu makijaży czy pielęgnowaniu cery – zapraszam do czytania  🙂

W tym miesięcu nie zmieniałam za bardzo swojej pielęgnacji czy kolorówki, nie miałam więc z czego wbybierać nowych ulubieńców. Miałam natomiast w zanadrzu jeszcze kilka produktów, które bardzo lubię, a które jeszcze nie miały okazji uczestniczyć w tej serii na blogu. W tym poście będą przeważały kosmetyki do makijażu, łącznie będzie ich tylko 4, więc bez szaleństw.

Maybelline, róż w kremie Dream Touch Blush w odcieniu 05 Mauve


Róż ten towarzyszył mi najczęściej podczas porannych, czerwcowych makijaży. Ma bardzo delikatny odcień, przez co nie rzuca się mocno w oczy, a tylko podkreśla naturalne rumieńce, nadając twarzy zdrowego, promiennego wyglądu. Przypudrowany utrzymuje się naprawdę długo, czasem tego nie robię, aby nie zatrzeć mokrego efektu jaki daje. Jego kolor to delikatny róż nude, który będzie pasował większości z Was.

Rimmel. lakier do paznokci 60 seconds w odcieniu 262 Ring a ring o’roses

Wakacyjny, delikatny kolor, który dobrze wygląda zarówno na krótkich, jak i długich paznokciach. Utrzymuje się dość długo (z bazą i top coatem około 5-6 dni), nie odpryskuje, 2 warstwy dają pełne krycie. Ma szeroki pędzelek, którym łatwo maluje się plytkę. Ma odpowiednią gęstość i nie spływa na skórki. Efekt jaki daje jest nienachalny i schludny. 

Wibo, żel do brwi Eyebrow stylist

Żel do brwi to produkt, który w mojej kosmetyczce gości od niedawna. Nigdy nie używałam takich specyfików, ale odkąd mam ten zrozumiałam, że był to błąd. Moje włoski na brwiach są dość długie i rosną w dół przez co ciągle wyglądają jakby były w nieładzie. Żel je ujarzmia i trzyma na miejscu. Ma też delikany kolor, przez co brwi wydają się jeszcze gęstrze. Na szczoteczce widać delikatny, złoty pyłek, ale na włoskach nie jest on za bardzo widoczny.

Uriage, woda termalna

To również moje stosunkowo niedawne odkrycie, które bardzo mi się spodobało. Woda termalna jest idelna na lato, cudownie odświeża zmęczoną buzię. Wpływa ona też na jakość i stan mojej skóry – łagodzi podrażnienia, zaczerwnienienia czy zmiany zapalne. Koi i neutralizuje działanie silnych detergentów. Jej plusem jest niska cena i fakt, że nie trzeba jej osuszać papierem – wystarczy pozostawić ją do wchłonięcia.

Podobają Wam się moi skromni ulubieńcy? Co wpadło do kategorii ulubionych produktów w Waszych kosmetyczkach?
Pozdrawiam i życzę miłego dnia! :3