Wybrany tag

twarz

Uncategorized

GLY SKIN CARE ANTIOXIDANT | INTENSE C SERUM | KOLEJNE NIEPOROZUMIENIE :C

31 sierpnia 2016

Cześć wszystkim!
Walka z przebarwieniami potrądzikowymi trwa u mnie w najlepsze. Irytuje mnie fakt, że nawet kiedy pozbędę się wyprysków i tak nie mogę marzyć o pięknej skórze :C  Ma ona skłonności do powstawania blizn, krwiaków i przebarwień. Te dolegliwości nie ograniczają się niestety tylko do skóry twarzy.
Twarz z trądzikiem wygląda na zmęczoną, często jest poszarzała, a rozszerzone pory na policzkach, skroniach i skrzydełkach nosa wcale nie dodają jej uroku. Uważam, że witamina C ma zbawienne działanie jeśli chodzi o poprawę kolorytu skóry i wpływ na przebarwienia. Z jej stosowaniem wiąże się też kilka niebezpieczeństw i warto być tego świadomym. Czy serum Gly Skin Care Intense C Serum z 7,5% zawartością kwasu askorbinowego sprawdziło się w moim przypadku? Zapraszam dalej 🙂

Opis produktu:
Intense
C Serum na przebarwienia zawiera 7,5% L-Ascorbic Acid – skoncentrowaną
formę witaminy C, która docierając do najgłębszych warstw skóry zapewnia
jej ochronę przed wolnymi rodnikami, zabezpieczając jednocześnie przed
szkodliwym działaniem promieniowania UVA i UVB. Nośnikami
skoncentrowanej witaminy C w preparacie są QuSomes®, cząsteczki które
umożliwiają lepszą penetrację kosmetyku w głąb skóry. 
Rodzaj cery: 
Wszystkie rodzaje cery. 
Korzyści: 
  • Efekt anti-aging 
  • Stymulacja syntezy kolagenu 
  • Ochrona skóry przed wolnymi rodnikami 
  • Minimalizuje szkody dokonane przez promieniowanie UVA/UVB 
  • Produkt stabilny (trwałość: 2 lata) 
  • Produkt gotowy do użycia
pH: 
3
Sposób użycia:
Umyj twarz Gentle Cleanser a następnie rozprowadź 5-6
kropli Intense C Serum na twarz, delikatnie wcierając kosmetyk w skórę.
Podczas stosowania kosmetyku może pojawić się uczucie ciepła na twarzy.
Preparat należy stosować na noc – samodzielnie lub pod krem nawilżający.
Preparat przechowywać w temperaturze pokojowej.

Myślałam, że serum będzie lekkie i nie pozostawi na mojej skórze żadnej warstwy – nie lubię się lepić. Okazało się, że produkt ma oleistą konsystencję i bardziej przypomina właśnie olej, a nie, np. kwas hialuronowy. Delikatnie wchłania się w skórę, ale nawet po dłuższym czasie pod palcami wyczuwalna jest satynowa warstwa. Serum z witaminą C nie jest przeznaczone do stosowania na dzień, więc nie przeszkadza mi to aż tak bardzo, jak mogłoby się na początku wydawać.

Serum, podobnie jak inne produkty GlySkinCare możecie znaleźć w aptekach, niektórych sklepach i drogeriach internetowych, a także w firmowym sklepie Diagnosis24.pl. Jego dostępność określam jako dobrą, chociaż mogłaby być jeszcze lepsza. Nigdy nie widziałam tych produktów stacjonarnie.
80 złotych za serum to naprawdę spora suma. Używałam już produktów innych firm, które były o wiele tańsze i dobrze sprawdzały się na mojej skórze. Moim zdaniem, po raz kolejny zresztą, jest ona za wysoka – gdyby była o połowę niższa na pewno więcej osób chętniej sięgałoby po te kosmetyki.

Produkty są tradycyjnie zapakowane w kartoniki – tym razem przeważa tu brąz i motywy cytryny. Na kartoniku znajdują się wszelkie potrzebne informacje – od składu po obietnice producenta i sposób użycia. Sama buteleczka zakończona jest zakręcaną, szklaną pipetką, którą łatwo wydobyć jest z niej produkt. Wykonana jest z ciemnego szkła, co ogranicza dostawanie się promieni słonecznych do środka i zmniejszenia skuteczności działania kosmetyku. Ma pojemność 30 mililitrów. Całość bardzo mi się podoba – jest prosto, estetycznie i schludnie.

Propylene glycol – glikol propylenowy, substancja nawilżająca.
Ascorbic Acid – kwas askorbinowy, czyli tytułowa witamina C. Jest silnym przeciwutleniaczem, czyli likwiduje wolne rodniki i zapobiega starzeniu się naszej skóry. Witamina C ma właściwości wybielające i rozjaśniające przebarwienia. Wyrównuje koloryt skóry i nadaje jej zdrowy wygląd. Łatwo i szybko można osiągnąć dobre efekty – szczególnie w kwestii rozświetlenia skóry. Polecana do wszystkich typów cery. Należy uważać na jej stosowanie podczas słonecznych miesięcy – może uwrażliwiać na promieniowanie UV.
Polyacrylamide – niebezpieczny konserwant, na jego stosowanie nałożone są ścisłe normy. Jego działanie kancerogenne zostało potwierdzone. Należy stosować go z rozwagą – odkłada się w organizmie i nie jest z niego usuwany.
C13 – 14 Isoparaffin – mieszanina węglowodorów, podchodna parafiny. Teoretycznie bezpieczna dla skóry, w praktyce może zapychać.
Laureth – 7 – emulgator, stabilny w niskim pH.
Lecitin – lecytyna, wpływa na poprawę nawilżenia skóry. Jest emulgatorem.
PEG – 12 Glyceryl Dimyristate –  emolient tłusty, tworzy na skórze warstwę okluzyjną. 
Ascorbyl Palmitate – estrowa pochodna kwasu askorbinowego, przeciwutleniacz.
Przyznam szczerze, że po tak wysokiej cenie spodziewałam się czegoś innego. Używałam serum łącznie przez 2 tygodnie, potem zagłębiłam się w skład – o izoparafinie wiedziałam, ale nie myślałam, że znajdę tu konserwant kancerogenny, który gromadzi się w organizmie :O Wiedziałam, że niektóre konserwanty są szkodliwe dla zdrowia, ale nie było mi wiadome, że niektóre z nich są rakotwórcze. Kiedy to spostrzegłam, przestałam stosować to serum. Zdrowie jest dla mnie najważniejsze.

Niestety nie jestem w stanie określić wydajności. Serum stosowałam przez 2 tygodnie, ale nie codziennie – naliczyłam 8 dni. Podejrzewam, że starczyłoby na około 3-4 miesiące, ale nie chcę sprawdzać tego na własnej skórze.

Nie wiem, czy mogę wypełnić akapit „moja opinia”. Czytałam o tym serum na kilku blogach i zawsze spotykałam się z pozytywnymi opiniami na jego temat. Wiem, że nie każda blogerka stara się analizować składy tak dokładnie jak ja, ale powinniśmy robić to chociażby dla swojego bezpieczeństwa.
Okazało się, że zaraz po witaminie C w serum znajduje się konserwant, który ma działanie kancerogenne. Nie to jest w tym składniku najgorsze. Niestety odkłada się on w organizmie i nie mam możliwości jego usunięcia. W dobie dbania o własne zdrowie nie powinniśmy narażać się na kontakt z takimi substancjami – eliminujmy coś, co nam szkodzi.
Otrzymałam ten produkt w ramach współpracy i przyznam szczerze – nie myślałam,  moje testy spełzną na niczym. Wzięłam go ze sobą do Niemiec, ale praktycznie w ogóle go nie używałam.

Nie. Jeśli chodzi o Was – sami musicie to przemyśleć. Wolę się nie narażać – moja skóra jest często podrażniona po stosowaniu retinoidów i wszelkie substancje wnikają w jej głąb w o wiele łatwiejszy sposób. Znam wiele godnych zamienników dla tego kosmetyku i będę stosowała właśnie je.

Co o tym sądzicie? Stosowałybyście taki kosmetyk, czy nie?
Pozdrawiam :*
Produkt dostałam w ramach współpracy od firmy Diagnosis, ale nie miało to wpływu na moją recenzję.
Uncategorized

TRĄDZIK | AKTUALIZACJA CZERWIEC | GDYBY NIE 3 X WYSYP BYŁOBY PIĘKNIE…

7 sierpnia 2016

Cześć!
Ta aktualizacja miała trafić tu już dawno, ale ostatnio wiele złego dzieje się z moją buzią. Na szczęście znów schodzę na dobre tory – pozwoliłam sobie na zbyt wiele odstępstw od diety, antybiotyki też zrobiły swoje. Zauważyłam pewne prawidłowości, o których zaraz Wam wspomnę. Jeśli jesteście ciekawi, na jakim etapie walki z trądzikiem jestem – chodźcie dalej!

Jak możecie zauważyć na zdjęciach – wiele przebarwień zniknęło – szczególnie tych mniejszych przy nosie, ustach i brodzie. Ten fakt niezmiernie mnie uszczęśliwia – oznacza to, że jestem na dobrej drodze, a moja pielęgnacja przynosi efekty. 
Jeśli chodzi o kurację dermatologiczną – obecnie jestem na etapie jej podtrzymywania. Retinoidy zewnętrzne (nadal Izotziaja) stosuję tylko 2 razy w tygodniu – przeważnie w poniedziałek i wtorek, żeby złuszczyć się do weekendu. Zauważyłam, że mojej skórze taki system odpowiada – jest teraz o wiele gładsza i lepiej nawilżona – wieloletnie stosowanie maści mocno ją nadwyrężyło, a jak wiadomo – nadmiar też potrafi mocno zaszkodzić. 
Dermatolog przepisał mi kolejny antybiotyk doustny. Jak wspominałam w jednym z poprzenich wpisów – jestem uczulona na Doxycyklinę, nie mogłam więc ponownie jej zastosować. Jedyną szansą był dla mnie Tetralysal. Przez dwa tygodnie (1 opakownanie) miałam obserwować, czy nie wystąpi u mnie uczulenie na promienie słoneczne. O ile uczulenie nie wystąpiło w zbyt dużym nasileniu, tak nawet synbiotyki i leki osłonowe nie pomogły w złagodzeniu dolegliwości na tle układu pokarmowego. Jak wiecie – nie jem nabiału, ponieważ nie toleruję laktozy. Nie dostarczałam do organizmu odpowiedniej liczby pozytywnych bakterii, więc antybiotykoterpia negatywnie odbiła się na moim zdrowiu.
Negatywne działanie antybiotyku na mój organizm sprawiło, że w czerwcu i lipcu miałam 3 większe wysypy, ale myślę, że moja skóra i tak nie wygląda tak źle jak w marcu. Myślę, że następna aktualizacja pojawi się pod koniec sierpnia – wtedy, kiedy wrócę z wakacji w Niemczech. Mam nadzieję, że zmiana klimatu nie odbije się na stanie mojej skóry.
Co do prawidłowości, o których miałam wspomnieć – zauważyłam, że im więcej wody piję, tym lepiej zachowuje się moja skóra. Muszę się do tego zmuszać – 3 szklanki spokojnie wystarczą mi na cały dzień (+1 kubek herbaty rano), a to stanowczo za mało. Na szczęście poprawa nawyków idzie mi całkiem dobrze – do końca wakacji powinnam wyrobić w sobie samoistną chęć sięgania po butelkę z wodą.
Moja pielęgnacja z tego okresu:

RANO
  • Żel tymiankowy z Sylveco, teraz Avene Cleanace + szczotka soniczna Dermo Future
  • Hydrolat oczarowy, teraz hydrolat neroli
  • Krem La Roche Posay Effaclar Duo [+]
  • Filtr UV La Roche Posay Anthelios XL Krem-żel suchy w dotyku SPF 50+
WIECZOREM
  • Olej z pestek arbuza (do zmycia makijażu)
  • Płyn micelarny Garnier różowy
  • Skin 79 Yum Yum Cleanser + szczotka soniczna Dermo Future
  • Hydrolat oczarowy, teraz hydrolat neroli
  • Izotziaja + Klindacin T punktowo na wypryski (poniedziałek i wtorek), Ava serum z witaminą C plus naprzemiennie Gorvita Żel aloesowy i La Roche Posay Effaclar H (środa, czwartek, piątek, sobota, niedziela). Punktowo na wypryski stosuję wtedy pastę Lassari, olejek z drzewa herbacianego albo Octenisept
OKAZJONALNIE 
  • Woda termalna Uriage
  • Maseczki – Babuszka Agafia dziegciowa maska oczyszczająca, Avon, czarna maska, glinka zielona, maski w płachcie Lomi Lomi

Pamiętacie jak wyglądała moja skóra kilka miesięcy temu? Widzicie poprawę? 
Trzymajcie kciuki!
Uncategorized

SKIN 79 | ORANGE | MÓJ PIERWSZY AZJATYCKI KREM BB

2 maja 2016

Cześć!
Idę jak burza i póki mam czas przygotowuję nowe posty 😀 Do matury zostały mi dwa tygodnie, więc sprężam tyłek i biorę się za ostatnie powtórki 😀 Chciałam Wam dziś pokazać jak sprawdził się u mnie pierwszy, prawdziwy azjatycki krem BB od Skin79. Będę mówić o wersji Orange – jeśli jesteście ciekawi, czy ten krem spełnił moje wymagania – zapraszam do dalszej części posta 🙂

Czym w ogóle jest krem BB?

Krem BB (beauty balm lub blemish balm, czyli balsam na skazy, niedoskonałości) to wielofunkcyjny krem upiększający, który zastępuje krem
nawilżający, preparaty z filtrami UV, bazę pod makijaż, podkład
wyrównujący koloryt cery oraz korektor maskujący niedoskonałości.

Krem BB to, moim zdaniem, produkt pomiędzy kremem pielęgnacyjnym a podkładem – kosmetykiem, który łączy ich właściwości. Jest polecany zarówno do skóry tłustej, mieszanej, ale też normalnej i suchej – każdy jego rodzaj ma inne właściwości. Kremy BB ciekawiły mnie ze względu na krążącą w sieci opinię na ich temat – polecano je dla osób ze skórą skłonną do trądziku – krem ten miał pozytywnie na nią wpływać. Czy u mnie taki produkt zdał egzamin, czy wręcz przeciwnie?

SKIN79
Super+ Triple Functions BB Cream (Orange).
Europejki pokochały ORANGE za
kolor, który jest najbardziej zbliżony do europejskich podkładów drogeryjnych, jednocześnie
zachowując wszelkie właściwości azjatyckiego kosmetyku typu BB cream.  Lekka formuła oraz żółte tony nadają skórze
jednolity odcień, staje się gładka, świeża i promienna. Krem posiada kompleks
regulujący pracę gruczołów łojowych
, jest więc idealną propozycją na lato. Pomaga
zachować zdrowy wygląd skóry, ponadto posiada wysoki filtr przeciwsłoneczny
SPF50+PA+++.
Wysoka zawartość naturalnych olejów utrzymuje skórę jędrną i
nawilżoną, ekstrakty roślinne mają działanie przeciwzmarszczkowe. Fitosfingozyna
wzmacnia barierę ochronną naskórka i działa kojąco na niedoskonałości, również
przeciwdziała powstawaniu nowych wyprysków czy zaskórników. Cermidy uzupełniają
barierę lipidową
dzięki czemu wzrasta wilgotność w skórze.

Cena kremów BB od Skin79 waha się w granicach 100-140 złotych za pełnowymiarowe opakowanie. Może wydawać się to dużo – sama nie wydałabym takiej sumy na kosmetyk do makijażu. Muszę jednak przyznać, że krem ten jest o wiele bardziej wydajny niż podkłady, których używamy na co dzień. Moja 7 mililitrowa wersja kosztuje 30 złotych w cenie regularnej, natomiast aktualnie znajduje się w promocji i płacimy za nią 21 złotych. Mini tester w saszetce kosztuje 2.50 (w cenie regularnej 5 złotych).
Czy jest to wysoka cena? Moim zdaniem tak. Większość nastolatek czy młodych kobiet nie będzie mogła pozwolić sobie na ten kosmetyk. W cenie testera można kupić pełnowymiarowy podkład, więc działa to na niekorzyść tego kosmetyku. Jest to jednak produkt pochodzący z Azji – więc w pewnym sensie unikatowy i oryginalny.
Dość gęsta, mokra, lekko lepiąca się. Nie spływa z ręki, ale jest rzadsza od różowej wersji. Łatwo rozprowadza się na skórze, nie pozostawia smug. Skóra po użyciu tego kremu świeci się, ale ten „glow” po kilku minutach od aplikacji lekko słabnie – staje się bardziej naturalny. Efekt lepkości, analogicznie do błysku – również powoli zanika.

Krem dostępny jest na stronach z azjatyckimi kosmetykami lub na stronie producenta, a raczej polskiego dystrybutora – Skin79. Kiedyś ciężko było znaleźć oryginalne kremy BB na naszym rynku, teraz są na wyciągnięcie ręki. Wystarczy kilka kliknięć i produkt jedzie wprost do naszego domu. Jego dostępność określam na dobrą – bez problemu odnajdziemy interesującą nas wersję.

Opakowanie pełnowymiarowego kosmetyku znacznie różni się od tej wersji, którą posiadam ja. Miniaturka zapakowana jest w pomarańczową, odkręcaną tubkę wykonaną z miękkiego, plastiku. Zakrętka jest szczelna, co zapobiega wylewaniu się produktu – nawet podczas podróży. Całość prezentuje się estetycznie – napisy się nie wycierają, a opakowanie jest na tyle charakterystyczne, że bez trudu można odnaleźć je w swojej kosmetyczce.

Moim zdaniem azjatyckie kremy BB są o wiele bardziej napigmentowane, niż te inspirowane nimi, które są sprzedawane w naszych drogeriach. Wersja Orange ma średnie krycie – jest ona lżejsza od wersji różowej, która jest, swoją drogą, najbardziej popularna. Krycie to można jednak stopniować – na policzki zawsze punktowo dokładam jeszcze jedną warstwę kosmetyku i praktycznie w ogóle nie muszę wtedy sięgać po korektor. Mi to krycie w zupełności wystarcza – nie lubię nosić maski na twarzy i nie przeszkadza mi, gdy przebarwienia lekko się przebijają.
Jeśli chodzi o kolor wersja Orange najbardziej przypomina nasze podkłady. Posiadam jeszcze wersję złotą i różową, ale one są znacznie ciemniejsze i bardziej różowe – a to większości Europejek może nie do końca odpowiadać. Kolor jest lekko żółty i dla mnie, niestety, za ciemny. Staram się to niwelować nakładając krem również na szyję, ale ostatnio moja skóra jest już tak blada, że ciężko mi temu zaradzić :C

Po lewej – Loreal True Match N1
Po prawej – Skin79 Orange

Kremy BB mają to do siebie, że wyglądają najlepiej wtedy, kiedy nałożone są w minimalnej ilości. Jest to przyczyną ich zwiększonej wydajności, która jest naprawdę spora. Myślałam, że tubka szybko mi się skończy, natomiast praktycznie w ogóle nie widać po niej zużycia. Mam dwa egzemplarze, więc na wakacyjne wyjazdy będą idealną alternatywą dla podkładów.
Jeśli chodzi o trwałość to przez fakt, że krem nie ma matowego wykończenia, a lekko świetliste, satynowe (nawet po przypudrowaniu) jest mniej trwały niż zastygające podkłady. W moim przypadku zaczyna wyświecać się po około 3 godzinach, natomiast po 5 konieczne jest już ściągnięcie sebum bibułkami i przypudrowanie kremu. Negatywnie na jego trwałość może wpływać filtr, który aktualnie stosuję – jest lekki, ale pozostawia lekko tłusty film, przez co moja buzia szybciej się przetłuszcza. Kiedy zmienię krem anty UV na suchy w dotyku na pewno zedytuję ten post i dam Wam znać na Facebooku czy „pomarańczka” od Skin79 lepiej się u mnie trzyma.

Aqua – woda
Titanium
Dioxide
– tlenek tytanu, filtr UV, chroni skórę przed promieniami słonecznymi
Cyclopentasiloxane – silikon lotny, emolient, związek krzemu, tworzy na powierzchni skóry film
Ethylhexyl
Methoxycinnamate
– filtr UV, chroni skórę przed promieniowaniem słonecznym
Dipropyleneglycol – glikol dipropylenowy, substancja wiążąca wodę i pośrednio nawilżająca skórę
Cyclohexasiloxane – silikon, może wypełniać drobne zmarszczki
Phenyl
Trimethicone
– silikon pochodzący od krzemionki, wpływa na konsystencję kosmetyku i pozostawia film na skórze
Zinc
Oxide
– tlenek cynku, filtr UV
Cetyl
PEG/ PPG-10/1 Dimethicone
– emulgator, wpływa na konsystencję produktu, jest także emolientem
Arbutin – arbutyna, składnik występujący w roślinach, np. jagód mącznicy lekarskiej, ma działanie wybielajace
Sodium
Chloride
– chlorek sodu, sól, wpływa na konsystencję kosmetyku – zagęszcza ją
Methl
Methacrylate Crosspolymer
– zagęstnik, stabilizator, tworzy na skórze warstwę okluzyjną
Glycerin – gliceryna, substancja wiążąca wodę i nawilżająca
Portulaca
Oleracea Extract
– ekstrakt z potularki warzywnej, zawiera wiele witamin (m.in A i C), antyoksydantów, pierwiastków (magnez, żelazo, sód, potas) i kwasów omega 3
Centella
Asiatica Extract
– wyciąg z wąkrotki azjatyckiej, ma działanie nawilżające. Działa antybakteryjnie, przyspiesza gojenie, łagodzi podrażenienia.
Przyspiesza leczenie zmian skórnych takich jak trądzik. Stymuluje
produkcję kolagenu. Hamuje powstawanie zmarszczek i cellulitu. Wygładza,
wzmacnia i nawilża skórę.
Saussurea
Involucrata Extract
– ekstrakt roślinny z rodziny astrowatych, stosowany w azjatyckiej medynie naturalnej, miał pomagać między innymi na owrzodzenia
Morus
Alba Bark Extract
– ekstrakt z morwy białej, działa korzystnie na przebarwiania – powoduje szybsze ich gojenie i zanikanie
Citrus
Aurantifolia Extract
– ekstrakt z owocu limonki – tonizuje i odświeża skórę, podobnie jak ekstrakt z cytryny ma lekkie działanie wybielające
Rosa
Centifolia Extract
– ekstrakt z róży stulistnej, antocyjaniny znajdujące się w płatkach posiadają silne właściwości przeciwrodnikowe, dodatkowo
wzmacniają ściany naczyń krwionośnych oraz działają antyzapalnie
Hordeum
Vulgare Extract
– ekstrakt z młodego jęczmienia, działa antyuoksydacyjnie
Aloe
Bar-badensis Leaf Extract
– ekstrakt z liści aloesu, ma działanie antybakteryjne, nawilżajace, działa kojąco i wspomaga redukcję przebarwień
Camellia
Sinensis Leaf Extract
– ekstrakt z herbaty chińskiej, działa tonizująco
Cornus
Officinalis Fruit Extract
– ekstrakt z owoców dernia japońskiego, występują w nich garbniki, witamina C, P i sole mineralne
Glycyrrhiza
Glabra Root Extract
– ekstrakt z korzenia lukrecji, łagodzi podrażnienia, przyśpiesza gojenie, zmniejsza zaczerwienienia, regeneruje, rozjaśnia
Chamomilla
Recutita (Matricaria) Flower Extract
– ekstrakt z rumianku pospolitego, bogaty w witaminę C, zwalcza wolne rodniki, wzmacnia naczynia krwionośne, łagodzi i regeneruje
Pinus
Sylvestris Bud Extract
– ekstrakt z sosny, ma działanie antyseptyczne, odkażające, rozgrzewające i przeciwgrzybicze
Pinus
Sylvestris Cone Extract
– podobnie jak wyżej
Avena
Sativa Kernel Extract
– ekstrakt z ziarna owsa, antyoksydant, zawiera saponiny, polifenole i tokoferol (witaminę E)
Cirtus
Medica Limonum (Lemon) Fruit Extract
– ekstrakt z owoców cytryny, ma działanie eksofiliujące i wybielające
Rosmarinus
Officinalis Extract
– ekstrakt z rozmarynu, przeciwutleniacz
Mentha
Arvensis Extract
– ekstrakt z mięty, antyoksydant, ma też działanie antyseptyczne, bakteriobójcze
Citrus
Grandis Peel Extract
– ekstrakt z pomelo (pomarańczy olbrzymiej), ma działanie detoksykujące, tonizujące
Thermus
Thermophillus Ferment
– antyoksydant, który aktywuje się np. podczas masażu (musi zostać dostarczone ciepło), jest pozyskiwany z bakterii gram ujemnych
Humulus
Lupulus Extract
– ekstrakt z chmielu zwyczajnego, opóźnia procesy starzenia się skóry
Glycine
Soja Oil Unsaponifiables
– olej sojowy
Helianthus
Annuus Seed Oil
– olej słonecznikowy
Rosmarinus
Officinalis Oil
– olej rozmarynowy
Bertholletia
Excelsa Nut Oil
– olej z orzechów orzesznicy wyniosłej
Oryza
Sativa Bran Oil
– olej ryżowy
Argania
Spinosa Kernel Extract
– ekstrakt z arganu
isoamyl-p-methoxycinnamate
Polyglyceryl-4
Isostearate
HexylLaurate
Sorbitan
Isostearate
Disteardimonium
Hectorite
Dimethiconol
Cetyldimethicone
Aluminum
Hydroxide
Stearic
Acid Trihydroxystearin
Triethoxycaprylyl-Silane
Isopropyl
Myristate
Dimethicone/Vinyl
Dimethicone Corsspolymer
Butylene
Glycol
Vinyl
Dimethicone/Methicone Silsesquioxane Cosspolymer
Tocopheryl
Acetate
Ascorbyl
Tetraisopalmitate
Propylene
Glycol
Alcohol
Ceramide3
Caprylic/Carpic
Triglyceride
Dehydroacetic
Acid
Squa lane
Ascorbic
Acid Polypeptide
Ubiquinone
Trehalose
Hydrogenated
Lecithin
Hydrolyzed
Collagen
Ethylhexyl
Palmitate
Tribehenin
Palmitoyl
Oligopeptide
Phytosphingosine
Lecithin
Retinol
Linoleic
Acid
Cyclodextrin
Tocopherol
Adenosine
Disodium
EDTA
Methylparaben
Chlorphenesin
P
ropylparaben
Parfum ..
CI 77492
Iron Oxides (Cl 77491)
Iron Oxides (Cl 77499)

Starałam się przetłumaczyć większość składu – najbardziej zależało mi na wyjaśnieniu działania ekstraktów, których w tym produkcie mamy po prostu mnóstwo. Chciałam udowodnić osobom, które twierdzą, że kremy BB to same silikony, że nie jest to prawda – w ich składzie znajduje się wiele wyciągów, które pozytywnie wpływają na naszą skórę. Na minus obecność parabenów, ale na szczęście znajdują się one na samym końcu składu. Systematycznie będę uzupełniać ten skład – szukanie takich informacji pochłania naprawdę dużo czasu, ale chciałabym, żeby taki opis był dostępny chociaż w jednym miejscu w sieci 😉 Mam nadzieję, że to docenicie 😀

W marcu zakupiłam na promocji 3 mini tubki z kremami BB. Nigdy nie stosowałam azjatyckich kosmetyków, ale od dawna ciekawiła mnie ich pielęgnacja i kolorówka. Moja skóra miewa lepsze lub gorsze dni – ostatnio znów mam trochę stresów, więcej wyjeżdżam, zdrowe odżywianie poszło w odstawką a to odbiło się negatywnie na jej stanie.
Szukałam czegoś, co pomoże mi zakryć niedoskonałości i przebarwienia, ale nie będzie przy tym obciążało mojej skóry. Krem BB Orange od Skin79 okazał się strzałem w 10. Jest lekki, ale dobrze kryje. Nie podkreśla suchych skórek. Krycie, jakie daje, jest średnie, ale można je budować.
Krem przyjemnie pachnie. Dobrze się rozprowadza – ja aplikuję go palcami, delikatnie rozsmarowuję, a na koniec wklepuję. Przypudrowany ma przyjemne, satynowe wykończenie. Jest praktycznie niewyczuwalny na skórze. Nie jest tak trwały jak zastygające podkłady, ale świecenie da się kontrolować  i w moim przypadku krem nie sprawia większych problemów.
BB-ik zawiera filtry UV, ale musicie pamiętać, że nie będą one w 100% chronił naszej skóry. Ilość kremu, jaką nakładamy na twarz jest zbyt mała, żeby mogła zapewnić maksymalną ochronę, dlatego zalecam stosować pod makijaż dodatkowy filtr UV. 
Jeśli chodzi o wycieranie, czy znikanie z twarzy – mam tendencję do dotykania brody i tam potrafi nieznacznie się odbijać. Raczej nie zbiera się w zmarszczkach ani załamaniach – delikatnie je wypełnia i sprawia, że skóra wygląda na bardziej gładką i wypoczętą.
Czy krem wpłynął korzystnie na moją skórę? Używam go od czasu do czasu, więc nie zauważyłam, żeby uregulował wydzielanie sebum, czy wpłynął na niedoskonałości. Na pewno mnie nie zapychał, ale zawsze po jego użyciu korzystałam z dobrodziejstw dwuetapowego demakijażu (olejek + Aleppo).  Myślę, że o efektach mogłabym pomyśleć stosując codziennie pełnowymiarowe opakowanie.
Skin79 Orange sprawdzi się u osób z cerą normalną, mieszaną i trądzikową. W przypadku skóry tłustej może mieć problemy z nadmierną produkcją sebum – będzie wtedy szybciej znikał z twarzy. Jeśli jesteście ekstremalnie jasne – będzie za ciemny, jednak dla większości europejek będzie to idealny odcień. Ja niestety muszę poczekać na lato 😛

Nie wiem. Odpowiadają mi właściwości tego kremu, jego wykończenie i stopień krycia, ale mam jeden zasadniczy problem – jak większość kosmetyków tego typu jest dla mnie za ciemny ;/ Wydaje mi się, że również zbyt żółty, ale być może to kwestia oświetlenia. Myślę nad zieloną wersją, mam jej próbkę i jeśli się sprawdzi pomyślę nad zamówieniem pełnowymiarowego opakowania. 
POKREMOWANA TWARZ

JEDNA WARSTWA KREMU BB

PEŁNY MAKIJAŻ

MAKIJAŻ PO 3 GODZINACH BEZ POPRAWEK

MAKIJAŻ PO 6 GODZINACH BEZ POPRAWEK
Podoba Wam się efekt, jaki daje pomarańczowy krem BB od Skin79? Używałyście już azjatyckich kosmetyków, czy jeszcze nie miałyście okazji? 
Pozdrawiam :3

Uncategorized

TRĄDZIK AKTUALIZACJA | Zmiany po 2,5 miesiąca nowego systemu lecznia podobnymi produktami

19 marca 2016
Hej
Pamiętacie jak w grudniu opowiadałam Wam o tym, jak zmieniła się moja twarz w 4 najgorszych miesiącach walki z trądzikiem? Listopad był miesiącem największego wysypu i wtedy miałam wszystkiego naprawdę dość – skóra piekła, była napięta, bo pod nią znajdowało się mnóstwo podskórnych nacieków. Dodatkowo wypryski często same pękały – nawet przy delikatnym myciu twarz. A kiedy coś na twarzy pęka – szybko robią się z tego bardzo czerwone przebarwienia i blizny. Jesteście ciekawi, co zmieniłam w swojej pielęgnacji, że po tak krótkim czasie stan mojej skóry dość mocno się poprawił? Zapraszam 🙂

Na wizycie kontrolnej u dermatologa dowiedziałam się, że stan mojej skóry uległ znacznej poprawie. Niestety mam na policzkach płytkie blizny, które są właśnie efektem pękania wyprysków, o którym wspomniałam wyżej. Dostałam również inny antybiotyk w postaci płynu nakładanego na skórę – nie jestem w stanie przypomnieć sobie jego nazwy, ale na pewno Wam ją napiszę jak tylko odbiorę go z apteki.
Na całą twarz nadal mam nakładać izotziaję – retinoid, który mobilizuje moją skórę do częstszego złuszczania się, a co za tym idzie do intensywniejszej walki z zanieczyszczeniami, które kryją się wewnątrz niej oraz tym, co widzimy na zewnątrz – przebarwieniami i płytkimi bliznami.
Jak widzicie na zdjęciach – moim zdaniem różnica jest znaczna. Do niedawna praktycznie nie miałam na twarzy ani jednego wyprysku. W tym tygodniu coś się popsuło – albo to wina zbliżającej się miesiączki, albo to nowy krem lub podkład mnie zapychają. Jak na razie odstawiłam oba produkty i będę szukać winowajcy kaszki i kilku wyprysków w okolicach brody.
Jakie są moje plany? Następną wizytę mam 7 czerwca, więc do tego czasu nadal będę walczyć z pojawiającymi się wypryskami i przebarwieniami. W wakacje pewnie wszystko przyschnie i ulegnie poprawie – nie będę mogła jednak zrezygnować z leczenia – sami wiecie jak skończyło się to w tamtym roku ;/
Jeśli do września moje przebarwienia czy blizny nie znikną w znacznym stopniu postaram się poszukać dobrego specjalisty i wybrać się na peeling chemiczny/medyczny czy inny zabieg, który pomoże mi z tym problemem. Trzymajcie kciuki, kolejna aktualizacja w czerwcu!
Moja aktualna pielęgnacja + plany na przyszłość (strzałki oznaczają produkty po jakie będę sięgać gdy poprzednik się skończy):
  • Rano
    • Mycie twarzy żelem Sylveco Rumiankowym —> Avene Cleanace —> Sylveco Tymiankowy
    • Tonik – Hibiskusowy Sylvec, od czasu do czasu GlySkinCare —> Różany Evree
    • Krem La Roche Posay Effaclar k [+] —> Effaclar Duo [+]
    • Kiedy wychodzę na zewnątrz – Effaclar Anthelios XL SPF 50+ Fluide —>Anthelios XL SPF 50+ Żel – krem suchy w dotyku
    • Punktowo antybiotyk

  • Wieczorem
    • Demakijaż Lipowym płynem micelarnym Sylveco
    • Mycie twarzy mydłem Aleppo z błotem z Morza Martwego + planuję kupić olejek Resibo do demakijażu
    • Tonik – taki jak rano
    • Maści od dermatologa – 3/4 dni pod rząd, w trakcie przerwy serum Ava z witaminą C i olejki – konopny mieszany z żelem aloesowym
    • Raz w tygodniu glinki + 1-2 inne maski
Macie jakieś rady odnośnie zmianach w pielęgnacji? Jak radzicie sobie z okiełznaniem trądzikowej skóry?
Pozdrawiam :* 
Uncategorized

PROJEKT DENKO | Grudniowa mobilizacja i porządki w kosmetykach!

14 stycznia 2016
Hej dziewczyny!
Jestem z siebie dumna – w grudniu udało mi się wykończyć praktycznie wszystkie otwarte kosmetyki 😀 Niedługo będę mogła przejść do nowości i już nie mogę się niektórych doczekać. Do działania zmobilizowały mnie chyba przedświąteczne porządki – przez puste opakowania nie zamykała mi się szafka, a jak wiecie, nie wygląda to zbyt estetycznie. Postanowiłam więc raz dwa zużyć to, co zaplanowałam, zrobić zdjęcia i pozbyć się niepotrzebnych śmieci. Jesteście ciekawi, co znalazło się w dzisiejszym projekcie denko? Zapraszam dalej 🙂 

CIAŁO:

  • ŻEL POD PRYSZNIC, DOVE PURELY PAMPERING, PISTACJA I KWIAT MAGNOLII

Jak wiecie od niedawna stałam się fanką żeli Dove. Nie wysuszają one mojej podatnej na to skóry, pięknie pachną, są kremowe i dobrze się pienią. Na początku obawiałam się, że ta wersja zapachowa nie do końca się u mnie sprawdzi – lubię pistacje, ale sam zapach żelu wydawał mi się odrobinę dziwny. Po kilku użyciach zmieniłam zdanie i moja opinia uległa zmianie. Zapach był słodki, czuć było te lekko słonawe pistacje. Otulał i sprawiał, że kąpiel była naprawdę odprężająca. Na zimę – jak znalazł. Kupię ponownie.

  • ŻEL POD PRYSZNIC, OCEANIA AROMATIC, LEMON ENERGY

Używałam tego żelu jako płynu do kąpieli. Dawał fajną piankę i ładnie pachniał a do tego był tani i ogólnie dostępny – pochodzi z Biedronki. Nie wyróżniał się może niczym szczególnym i pewnie do niego nie wrócę, bo jednak płyny do kąpieli bardziej się pienią i zazwyczaj mają intensywniejsze zapachy.

  • ŻEL POD PRYSZNIC, ORIGINAL SOURCE, WIŚNIA I POKRZYWA

Limitowana, halloweenowa edycja żelu Original Source. Lubię ich używać ze względu na intensywne i pobudzające aromaty. Ten tutaj zostawił u mnie Mateusz, więc nie zużyłam całego opakowania sama. Zapach był dziwny, coś mi przypominał, ale nie jestem w stanie stwierdzić co 😀 Miał lejącą konsystencję jak każdy żel tej marki. Fajna odmiana raz na jakiś czas. Na pewno kupię jeszcze inne wersje zapachowe.

  • OLEJEK DO CIAŁA, BABYDREAM FUR MAMA

Był to pierwszy olejek, po który sięgnęłam po dłuższej przerwie w olejowaniu ciała. Zdałam sobie sprawę, że działa to na nią zdecydowanie lepiej niż wszelkiego rodzaju balsamy. Skład tego kosmetyku bardzo mi się spodobał, a do tego zapach odpowiadał mi zdecydowanie bardziej niż wersji dla malutkich dzieci. Olejek świetnie nawilżał ciało, stosowałam go co 2 dni i nie musiałam się martwić suchą skórą na łydkach czy innych partiach ciała najbardziej narażonych na wysuszanie. Jego cena jest rewelacyjna i na pewno do niego wrócę.

  • PŁYN DO HIGIENY INTYMNEJ, LACTACYD SENSITIVE

Jeden z moich ulubionych płynów do higieny stref intymnych. Dobrze oczyszcza, ale nie podrażnia przy tym delikatnej skóry. Pisałam o nim już wiele razy, więc na pewno wiecie, że kupię go ponownie 🙂

  • MASŁO DO CIAŁA, FARMONA TUTTI FRUTTI, KIWI I KARAMBOLA

Masełko, które miałam okazję testować już na własnej skórze, tym razem zużyła mama. Jak wspomniałam wyżej, w paragrafie z olejkiem do ciała, zimą stawiam na najbardziej nawilżająco-natłuszczające produkty. Masłem musiałabym smarować się codziennie, a nie jest to moja najbardziej ulubiona czynność i pewnie często bym z niej rezygnowała ryzykując przy tym gorszym stanem skóry. Latem chętnie do nich wrócę, teraz poziom nawilżenia jaki dają mnie nie zadowala.

WŁOSY:
  • MASKA DO WŁOSÓW, KALLOS ALGAE
Maska bardzo przypadła do gustu mojej mamie – sama nie byłabym w stanie wykończyć jej w tak krótkim czasie. Litrowe opakowanie kosztuje mniej więcej 15 złotych, a jakość w stosunku do ceny to, w moim przypadku, prawdziwa bajka. Dzięki tej maseczce moje włosy były pięknie wygładzone, lśniące i dociążone. Nie przyspieszała ich przetłuszczania, ale nigdy nie kładłam jej od nasady aż po końce. Zapach na początku nie do końca mi odpowiadał, ale się do niego przyzwyczaiłam. W ruch poszło kolejne opakowanie. Warto dodać, że w składzie naprawdę występuje ekstrakty z alg i glonów, więc nie jest to tylko chwyt marketingowy. Dla mocno zniszczonych włosów może okazać się niewystarczająca, ale myślę, że na włosach  średnioporowatych może fajnie zadziałać 🙂
  • SZAMPON DO WŁOSÓW, ALTERRA, MORELA I PSZENICA
Szampony Alterry stosuję zamiennie i praktycznie nie zauważyłam między nimi różnic. Ta wersja jednak ostatnio mnie trochę zawiodła. Wydaje mi się, że czasami powodowała u mnie delikatny łupież. Wątpię, że był od spowodowany niedokładnym spłukaniem szamponu, a odżywek czy masek na skalp nie nakładam. Na razie nie będę wracać do tej wersji – mam jeszcze wiele innych do wyboru 😀
TWARZ:
  • PIANKA DO TWARZY, HIMALAYA HERBALS, NEEM Z MIODLĄ INDYJSKĄ
Kosmetyk ten znalazłam w Hebe i zaciekawił mnie na tyle, że postanowiłam go kupić. Jak wiecie, byłam rozczarowana pianką z Nivei, ta natomiast sprawowała się już zdecydowanie lepiej. Nie zawierała silnych detergentów, ale nie była też od nich w pełni wolna -w składzie można było znaleźć ALS, który powodował na mojej skórze delikatny efekt ściągnięcia. Jedna pompka tej pianki wystarczyła na dokładne oczyszczenie twarzy, Produkt miał bardzo ładny zapach. Nie wiem czy do niej wrócę – mam jeszcze wiele innych żeli do przetestowania na swojej liście i rzadko powielam się w tej kwestii 🙂
  • KREM DO TWARZY, EFFACLAR DUO [+]
To krem, który rzeczywiście wspomaga moją walkę z trądzikiem. Po wakacyjnej przerwie zdecydowałam się do niego wrócić i uważam, że jest to dobra decyzja. Razem z produktami od dermatologa walczy z przebarwieniami, grudkami i małymi wypryskami. Nie jest cudotwórcą, ale jego działanie jest widoczne. Bardzo fajnie sprawdza się pod makijażem, bo delikatnie matuje i utrzymuje w ryzach moją strefę T. Mam w zapasach jeszcze jedno opakowanie – zużyję je i pewnie odpocznę od niego, żeby moja skóra za bardzo się nie przyzwyczaiła 🙂
  • TUSZ DO RZĘS, LOREAL VOLUME MILLION LASHES
Cała seria tych tuszy to moi faworyci w tej kategorii. Wiodą prym już od kilku lat i raczej nie zastąpię ich innym produktem. Czasem testuję coś nowego, ale kiedy nie wiem po co sięgnąć, wracam do sprawdzonego ulubieńca. Złota i fioletowa wersja to moi faworyci i praktycznie zawsze można znaleźć je w mojej kosmetyczce 🙂 Kupię ponownie 😀
  • KREM POD OCZY, DERMEDIC, HYDRAIN HIALURO
Bardzo fajny krem pod oczy, który dobrze nawilżał. Sprawdził się zdecydowanie lepiej niż poprzedni, o którym pisałam. Miał lekką, szybko wchłaniającą się konsystencję i nie powodował, że korektor utrzymywał się w okolicach oczu krócej lub zbierał się w załamaniach. Na razie szukam czegoś bardziej treściwego, ale latem powinien zdać egzamin i zastanowię się nad powrotem do tego kosmetyku.
  • SERUM, BIELENDA PROFEESIONAL, SUPER POWER MEZO SERUM Z 10% KWASE MIGDAŁOWYM

Kolejny produkt do twarzy, który świetnie się u mnie sprawdził. To kosmetyk, który aplikowałam nocą pod olejki. Wspomagał walkę z przebarwieniami, delikatnie złuszczał naskórek i sprawiał, że moja skóra stała się bardziej promienna i napięta. Krostki znikały z mojej twarzy szybciej, nawet wtedy, kiedy miałam przerwę od maści. Teraz stosuję inny produkt, ale do tego z Bielendy wrócę na pewno. Mój drogeryjny hit.

  • POMADKA OCHRONNA DO UST, BALEA, ARBUZ
Pomadka za grosze o wspaniałym zapachu i smaku. Skład też był fajny i używałam jej z przyjemnością. Smarowałam nią usta w ciągu dnia, stałą na moim biurku żebym o niej nie zapominała. Kiedy będę w DM po raz kolejny na pewno wezmę jeszcze inne smaki, bo ta pomadka bardzo fajnie nawilżała usta 🙂
  • MASEŁKO DO UST, NIVEA, JAGODA
Powiem tak – te masełka znudziły się i mnie i moim ustom ;/ Nie nawilżają już jak na początku i raczej do nich nie wrócę. Brakuje mi w nich smaku, a zapach też nie należy do najintensywniejszych. Wiem, że mają wielu zwolenników, mnie pierwsze, karmelowe opakowanie też kupiło, ale w tym momencie to już chyba za dużo. Nie kupię ponownie. 
  • ZIAJA, OCZYSZCZANIE LIŚCIE MANUKA, PASTA GŁĘBOKO OCZYSZCZAJĄCA PRZECIW ZASKÓRNIKOM
To już moje drugie opakowanie tego produktu i przyznam, że jestem z niego bardzo zadowolona. Jest to peeling mechaniczny więc nie mogłam go stosować, kiedy miałam na twarzy wypryski, ale kiedy się zagoiły wracałam do niego regularnie, raz w tygodniu. Pozbywał się suchych skórek i delikatnie oczyszczał, ale nie oznaczało to całkowitego pozbycia się zaskórników. Nie mniej były one mniej widoczne, a cera wyglądała na mniej zanieczyszczoną. Na 100% wrócę do tego produktu.
  • ZIAJA, MASECZKI DO TWARZY, NAWILŻAJĄCA I OCZYSZCZAJĄCA
To jedne z najtańszych i najlepiej sprawdzających się na mojej skórze maseczek. Nawilżająca naprawdę sprawia, że skóra jest bardziej błyszcząca, rozjaśniona, nawilżona. Ozzyszczająca pomaga w szybszym gojeniu wyprysków, ale nie są to spektakularne efekty. Regularnie do nich wracam, bo dzięki nim moja skóra wizualnie wygląda zdecydowanie lepiej. 
  • MASKA W PŁATKU, BIELENDA, SUPER POWER MEZO MASKA
Używałam jej pierwszy raz, więc nie wiem do końca, czy jest warta swojej wyższej ceny 😛 Po przeleżeniu z bawełnianym płatkiem nasączonym płynem około 20 minut moja skóra była delikatnie rozjaśniona i mocniej napięta. Raczej do niej wrócę, jeśli uda mi się ją upolować na promocji i przetestować razem z innymi produktami z tej serii.
  • PŁATKI KOSMETYCZNE, CAREA
To moje ulubione płatki do demakijażu. Nie rozwarstwiają się, są mięciutkie i nie zostawiają zbyt dużej ilości pyłku.  Nic dodać, nic ująć. Polecam 😀
  • ŚWIECA, IKEA, SINNLIG, LODY WANILIOWE
To jedna z dwóch wersji zapachowych świeczek z Ikei, którą rzeczywiście czuję podczas palenia. Może zapach nie zabija intensywnością, ale jest przyjemny, otulający o bardzo słodki. Po jej odpaleniu od razu poprawia mi się nastrój. Na pewno będę do niej wracać 🙂
Któryś z tych produktów jest Wam znany? Jak Wam poszło zużywanie produktów w grudniu?
Pozdrawiam :3