Wybrany tag

tusz do rzęs

KOLORÓWKA KOSMETYKI

MAKIJAŻOWE NOWOŚCI DROGERIA NATURA | KOBO | SENSIQUE | MYSECRET

31 sierpnia 2018
lakiery do paznokci my secret choco latte desire

Hej!

Ten wpis miałam przygotować dla Was już dawno, ale nie po drodze było mi ani z pisaniem, ani z robieniem zdjęć. Kiedy zobaczyłam ogrom kosmetyków, które do mnie przyszły – nie powiem, wbiło mnie to w fotel. Tym bardziej postaram się nadrobić zaległości i pokazać Wam makijażowe nowości, które pojawią się, lub już się pojawiły, w sieci Drogerii Natura.

Tym razem zaprezentuję Wam zarówno produkty przyciągające wzrok soczystością barw i pigmentów, a także te „nude” – idealne na każdą porę roku i okazję. Przejdziemy przez rozświetlacze, cienie, po szminki i produkty fiksujące marek Kobo, Sensique i Mysecret. To jak, zaciekawiłam Was? Zapraszam na dalszą część posta!

PS Zostańcie do końca, będzie czekała na Was mała niespodzianka 🙂

Czytaj dalej

Uncategorized

ULUBIEŃCY STYCZNIA 2017 | BATH & BODY WORKS | MY SECRET | LOREAL

8 lutego 2017

Cześć!
Wolne rozleniwia człowieka! 😛 Jedyne, do czego mam ostatnio głowę to sprzątanie i czytanie – na bloga ostatnio prawie nie zaglądam, ale dziś wstałam z przeświadczeniem, że mi się uda – i chyba coś z tego wyszło, skoro widzicie ten post 😛 Postaram się też poodwiedzać Wasze blogi i odpowiedzieć na komentarze – znów trochę mi się tego uzbierało, a ja tak bardzo nie lubię zaległości ;__;
Luty zdążył już na dobre się rozpanoszyć, wypadałoby więc napisać kilka słów na temat ulubieńców zeszłego miesiąca. Standardowo, zapraszam Was na moją opinię na temat trzech kosmetyków, po które najczęściej sięgałam na początku tego roku. Wspomnę o rozświetlaczu My Secret, tuszu Loreal i mgiełce Bath & Body Works. Zapraszam dalej! 😀

  • ROZŚWIETLACZ MY SECRET, FACE ILLUMINATOR POWDER, PRINCESS DREAM
Do niedawna rozświetlaczem, po który najczęściej sięgałam był Gold Highlighter z Lovely. Teraz zamieniłam go na szampański rozświetlacz z Lily Lolo i ten z My Secret. Po pierwszy sięgam wtedy, kiedy mam ochotę na delikatniejsze rozświetlenie,  natomiast Princess Dream to jeden z najpiękniejszych, stosunkowo tanich kosmetyków tego typu, które widziałam. Na dłoni wygląda niepozornie, natomiast na szczycie kości jarzmowych i nosie daje cudowny blask. Rzeczywiście jest to tafla, nie znajdziemy w nim drobinek. Odcień opisałabym jako beżowo-złoty, więcej jest w nim jednak ciepłych odcieni. Moim zdaniem doskonale sprawdzi się zarówno w dziennych, jak i wieczorowych makijażach, bo efekt, jaki można nim uzyskać zależy do tego, ile go na skórę nałożymy.

  • TUSZ DO RZĘS LOREAL, VOLUME MILLION LASHES SO COUTURE
To tusz, do którego wracam, to moje trzecie lub czwarte opakowanie. Lepszego jeszcze nie znalazłam, a tej kwestii jestem wymagająca – mam krótkie i proste rzęsy, które bez odpowiedniego „dopalacza” wyglądają nijako i praktycznie ich nie widać. So Couture to tusz, który od razu po otwarciu ma przyjemną, lekko musowatą konsystencję. Malowanie nim rzęs to czysta przyjemność – wystarczy kilka dokładniejszych pociągnięć i wyglądają one o niebo lepiej. Tusz podkręca, pogrubia i lekko wydłuża rzęsy. Ma przyjemny zapach. Nie podrażnia oczu, ale ciężko jest go zmyć – przy demakijażu sięgam po olejek, żeby nie trzeć i dodatkowo nie osłabiać rzęs. Niestety zawiera alkohol, dlatego staram się używać go naprzemiennie z innymi maskarami.


  • MGIEŁKA DO CIAŁA BATH & BODY WORKS, TWILIGHT WOODS
Rzadko wspominam Wam o zapachach, bo w tej kwestii jestem niezdecydowana, a mój nos całkowicie jeszcze nie dojrzał. Moje gusta co nie raz się zmieniają i choć mam już swoje ulubione zapachy stale poszukuję czegoś, co wywrze na mnie ogromne wrażenie. Jestem fanką słodkich, owocowych lub lekko kwiatowych zapachów, w mojej kolekcji brakuje czegoś typowo zimowego, co mogłabym nosić również na wieczorne wyjścia. W obawie przed kupowaniem w ciemno drogich perfum postanowiłam sięgnąć wpierw po mgiełkę, która będzie delikatniejsza i nie odstraszy mnie od tej kategorii zapachów. Wybrałam Twilight Woods od BBW. Jest to zapach słodki, nieco tajemniczy. Porzeczka, mandarynka, nektarynka, mimoza, cyprys, wanilia, wiciokrzew, kokos i frezja – mam wymieniać dalej? 😛 Jak na mgiełkę jest to bardzo złożony zapach, który rozwija się jak perfumy. Trzyma się blisko skóry, a najdłużej na ubraniach, ale nie mam mu nic do zarzucenia, jeśli chodzi o trwałość. Sięgam po ten zapach bardzo często – ma w sobie coś magicznego, co kusi i przyciąga 😀 A mój nos, widocznie lubi takie dziwne połączenia 😀 
Znacie któregoś z moich ulubieńców? Po co Wy sięgałyście najczęściej w ubiegłym miesiącu?
Pozdrawiam :*

Uncategorized

MAX FACTOR | CLUMP DEFY | Maksymalne podkręcenie i pogrubienie?

30 marca 2016

 Hej!

Dawno nie pokazywałam Wam nic z kolorówki, dzisiaj przyszedł więc czas na recenzję tuszu do rzęs, którego aktualnie używam. Niejedna z Was (raczej powinnam napisać nas :P) narzeka na swoje rzęsy. Najczęstszymi przyczynami naszej rozpaczy jest ich długość, gęstość oraz stopień podkręcenia. 
Kiedy stosowałam sera do rzęs na swoje nie mogłam narzekać. Obecnie wróciły do swojej pierwotnej postaci i niestety muszę się mocno nakombinować, żeby makijaż oka wyglądał „jako tako” ;/ Jeśli jesteście ciekawi, czy tusz Max Factor Clump Defy spełnił moje oczekiwania – zapraszam Was do dalszej części posta.

Tusz do rzęs Clump Defy od Max Factor pozwoli na nasycenie rzęs z każdym pociągnięciem szczoteczki aby osiągnąć większą objętość przy utrzymaniu pięknie rozdzielonych i podkreślonych rzęs. Szczoteczka tuszu Clump Defy Max Factor nowej technologii posiada mocne, równo rozłożone włoski, które zapobiegają powstawaniu grudek i otulają rzęsy dając rezultat mega objętości. 

Opakowanie tuszu jest charakterystyczne dla tej serii produktów. Fioletowe, dość duże, opływowe. Jest matowe i przyciąga uwagę – choćby dzięki swojemu rozmiarowi. Ma płaskie dno, przez co można postawić produkt na półce, bez obaw, że się przewróci.
Sama szczoteczka jest silikonowa, w dość standardowym rozmiarze – będzie dobrze sprawdzać się przy makijażu zarówno małych, jak i większych oczu. Jest lekko wygięta w łuk, co jest flagową cechą tuszy podkręcających. „Włoski” są gęsto umieszczone na szczotce i dobrze wyczesują rzęsy. Warto dodać, że na grzebyku nie osadza się zbyt dużo tuszu – nawet tuż po otwarciu ilość kosmetyku, jaka ląduje na szczoteczce jest do przyjęcia.
Opakowanie ma pojemność 13 mililitrów.

Tusz ma ładny, głęboki czarny kolor, który nie blaknie – ani w ciągu dnia, podczas noszenia na oku, ani w czasie całego okresu stosowania. Uważam to za ogromny plus, bo nie lubię, kiedy tusze maja szarawe odcienie – mam wtedy wrażenie,  że moje rzęsy nie są podkreślone na tyle, ile powinny.

Przez swoją dużą pojemność tusz jest również wydajny. Kiedy stosuję go sama – kilka razy w tygodniu – ciężko zużyć mi go w całości przez okres 6 miesięcy (bo na tyle, według producenta, określony jest czas w jakim powinnyśmy ten kosmetyk zużyć). Na szczęście nie zasycha zbyt szybko, więc nie jest to duża strata – i tak wymieniam tusze co kilka miesięcy.
Co do trwałości – u mnie na oku wytrzymuje cały dzień. Niestety – nie w stanie nienaruszonym :C Przez kilka pierwszych godzin jest okej, później tusz nieznacznie się osypuje. Nie tworzy jednak efektu pandy – o to możecie się nie martwić. Wspomnę też, że mam tendencję do pocierania oczu dłońmi, więc część tuszu wykrusza się po prostu podczas tej czynności. Gdybym tak nie robiła, efekt końcowy na pewno byłby o wiele lepszy.
Tusz już na starcie ma praktycznie idealną konsystencję – niezbyt gęstą, ale też nie za rzadką. Nie skleja rzęs, ale trzeba go porządnie wyczesać – jest to tusz pogrubiający, potrafi się więc w dość dużej ilości osadzić na włoskach. W trakcie zużywania nie gęstnieje dość mocno – przyjemnie używa się go nawet pod koniec stosowania – pierwsze opakowanie zużyłam z przyjemnością.

Tusz dostępny jest we wszystkim drogeriach – począwszy od Rossmanna, po Hebe, Naturę i Super Pharm. Znajduje się też w ofercie większych supermarketów i sklepów internetowych. Jest to dość popularny produkt, więc nie będzie problemów z jego znalezieniem. 

Regularna cena tego tuszu waha się w granicach 50-60 złotych. Sama zawsze kupuję go  na promocji, np. -49% w Rossmannie i wtedy można znaleźć go za mniej więcej 30 złotych. W internecie jego cena oscyluje w granicach 26-30 złotych. Jak dla mnie nie jest to zbyt wygórowana cena za tusz – praktycznie wszystkie, które używam znajdują się właśnie w tej półce cenowej.

Gołe rzęsy | Jedna warstwa | Dwie warstwy

Mój pierwszy raz z tym tuszem miał miejsce mniej więcej dwa lata temu. Mama szukała czegoś nowego i koleżanka poleciła jej właśnie Clump Defy od Max Factora. Nigdy nie testowałyśmy tych tuszy – pozostawałyśmy wierne ulubionym maskarom z Loreala.
Na początku sceptycznie do niego podeszłam – lubię silikonowe szczotki, ale proste – tymi wygiętymi zdecydowanie trudniej manewruje mi się przy oku – być może dlatego, że mam opadającą powiekę i zdecydowanie łatwiej jest ją ubrudzić. Szczoteczka okazała się przyjemna w użytkowaniu – ma małe włoski, które dokładnie rozczesują rzęsy, a do tego ryzyko pobrudzenia całego oka jest dzięki temu zminimalizowane (wiem co mówię, mam do tego tendencję :P).
Tusz już na starcie ma dobrą konsystencję – nie jest ona ani za rzadka, ani za gęsta. Konstrukcja opakowania umożliwia nabieranie odpowiedniej jej ilości, przez co nie musimy martwić się jak zdjąć nadmiar kosmetyku ze szczotki.
Efekt jaki daje ten tusz jest moim zdaniem bardzo ładny, ale na pewno nie spektakularny. Zawsze nakładam go bardzo cienkimi warstwami – jedna, ale gruba może nieestetycznie posklejać rzęsy ;/ Moje są oporne na wszystkie możliwe sposoby – są proste jak druty i podkręcić je może tylko zalotka.
Tusz wydłuża rzęsy i delikatnie unosi je przy nasadzie dodając im tym samym większej objętości. Pogrubia i sprawia, że spojrzenie jest bardziej zalotne. Trzeba jednak uważać, żeby nie przesadzić z ilością – wtedy tusz nieładnie skleja rzęsy i sprawia, że mamy je dosłownie 3 na krzyż. Szybko zastyga i nie odbija się na powiekach w ciągu dnia.
Ma jeden mały minus – przy delikatnym tarciu potrafi się trochę osypać – nie jest to na szczęście zbyt widoczne.
Myślę, że tak. Używam już drugiego opakowania i jestem zadowolona z efektów, jakie daje na moich rzęsach. Może nie przebija mojego ulubionego VML, ale jest jego godnym zamiennikiem.
Tusze jakiej firmy są Waszymi ulubionymi? Jakich właściwości oczekujecie po idealnym kosmetyku tego typu? Miałyście okazję używać Clump Defy?
Pozdrawiam

Uncategorized

PACZKA NIESPODZIANKA OD LOREAL | Czyli jak poprawić humor drobnym gestem :D

24 lutego 2016

Hej!
Chciałam Wam dziś napisać o przesyłce, która w tamtym tygodniu poprawiła mi humor na kilka dni. Loreal również tym razem się postarał i przyznam, że wiele dziewczyn może się poczuć dzięki nim docenione i rozpieszczone. Tak było też w moim przypadku, a jeśli chcecie się dowiedzieć, co znajdowało się wewnątrz tajemniczego pudełka (o ile już nie widzieliście go na innych blogach :P) zapraszam dalej 😉

W ładnie zapakowanej paczuszce znajdowały się 2 tusze do rzęs. Oba, czyli Volume Million Lashes i Volume Million Lashes Feline miałam okazję testować, chętnie więc przekonam się jak sprawdzą się wersja Extra Black, czyli jeszcze czarniejsze niż tradycyjne mascary 😀 
Volume Million Lashes Extra Black – to standardowa wersja mascary ze zwykłą szczoteczką, której kolor jest jednak intensywniejszy. Dodaje rzęsom objętości i dokładnie je rozczesuje.
Volume Million Lashes Noir Feline – to najnowsza mascara z rodziny VML – ma za zadanie podkręcać rzęsy by nadać spojrzeniu drapieżnego, kociego wyrazu. Ma szczoteczkę z drobnymi rzęskami, przez co łatwo dostać się nią nawet w okolice kącików oka.
Co mnie najbardziej urzekło? Chyba kartka, którą znalazłam w środku – zapakowaną w piękną, złotą kopertę. Utwierdziło mnie to w przekonaniu, że marka Loreal naprawdę zainteresowała się moją osobą i blogiem, którego tworzę – a to, według mnie, duże wyróżnienie.

Jeśli tak jak ja jesteście fankami tuszy VML, albo nie miałyście okazji ich jeszcze testować, zapraszam Was na konkurs, w którym codziennie do wygrania są właśnie te, kultowe już, mascary. Główną nagrodą są dwie sztabki złota, więc gra jest warta świeczki. Więcej informacji i konkursie znajdziecie na stronie www.lorealparis.pl.
Dziękuję marce Loreal za świetny prezent i kilka miłych słów.
Lubicie mascary Loreal Paris? Lubicie takie prezenty?
Pozdrawiam :3
Uncategorized

PUPA VAMP EXTRTREME MASCARA + MAKIJAŻ INSPIROWANY STYLEM VAMP

14 lutego 2016

Hej!
Wracam do Was po tygodniowej nieobecności. Nie mogę powiedzieć, że byłam umierajaca, ale czułam się naprawdę źle. W zeszłą sobotę dostałam dużego krwotoku z nosa – na tyle dużego, że w obawie przed moim mdleniem zadzwoniliśmy po karetkę. Na szczęście po 15-20 minutach krwotok ustał i już się nie powtórzył. Napędziło mi to niezłego stracha – krew po prostu leciała jak szalona – mimo że jestem twardą osobą pod koniec miałam nogi jak z waty i trzęsłam się jak galareta – byłam bliska pierwszemu w historii omdleniu :O Zaraz po tym złapała mnie infekcja i byłam zmuszona przyjmować antybiotyk – jak widzicie – niezła kombinacja.
Wszystko jest już na dobrej drodze, a ja mogę powrócić do blogowania, za którym, przyznam szczerze, tęskniłam. Matura coraz bliżej, mam wiec coraz więcej nauki, ale mam nadzieję, że kilka postów w tygodniu będę ws stanie wyprodukować 😛 
Kończąc ten długi wstęp – zapraszam Was na recenzje tuszu Pupa Vamp Extreme, który udało mi się wygrać w konkursie „Zostań gwiazdą blogosfery”. Jeśli uda mi się przejść do drugiego etapu, czyli najlepszej dwudziestki „zawodników” to od Was będzie zależało, jakie zdobędę miejsce. Na koniec przygotowałam moją interpretację makijażu w stylu wamp – mam nadzieję, że dostrzeżecie w niej coś pozytywnego – ostatnio w ogóle się nie maluję i moje umiejętności są na naprawdę kiepskim poziomie 😛 Zapraszam dalej 😉

Tusz do rzęs nadający efekt ekstremalnej objętości.
Synergiczne połączenie bogatej, kremowej formuły i szczoteczki o
innowacyjnym kształcie zapewnia zaskakującą i natychmiastową objętość
rzęs. Formuła miękko osadza się na rzęsach i nie obciąża ich.
Wysoka koncentracja czystych, głęboko czarnych pigmentów – efekt
atramentowo-czarnych rzęs.
Synergiczne działanie nadających strukturę wosków i żelowej fazy wodnej,
która otula rzęsy kolorem i optycznie je pogrubia. W formule połączono
dwa polimery najnowszej generacji, które tworzą miękki, elastyczny film
na rzęsach dla długotrwałego efektu pogrubienia, bez grudek i
osypywania.

Nie zawiera parabenów. Niskie ryzyko alergii. Testowana okulistyczne.
Odpowiednia dla osób o wrażliwych oczach i noszących soczewki
kontaktowe.

Tusz zapakowany jest w kartonik utrzymany w kolorach srebra i czerwieni. Na kartoniku pokazany jest właściwe opakowanie tuszu. Zawarte są na nim wszystkie potrzebne informacje – opis produktu, skład, kolor maskary i jej nazwa oraz pojemność i przydatność po otwarciu. Samo opakowanie tuszu jest srebrne, o metalicznym, lustrzanym wykończeniu – wygląda bardzo ładnie. Jego kształt to dość wysoki walec. Pojemność pełnowymiarowego opakowania to 12 mililitrów.

Nie wiem, czy powinnam to umieścić w tej kategorii, ale muszę przyznać, że ten tusz ma bardzo ładny, soczysty, czarny kolor. Podoba mi się to, bo kiedy kupuję maskarę w kolorze czarnym – nie chcę, żeby był on wyblakły, albo grafitowy 😛

Myślę, że takie opakowanie może wystarczyć na 6 miesięcy codziennego użytkowania, ale nie wiem, po jakim czasie ten tusz stanie się na tyle gęsty, że będzie brzydko wyglądał na rzęsach. Według mnie 3-4 miesiące użytkowania to minimum.

Tusz używam zaledwie od kilku dni i ma on jak dla mnie zbyt mokrą konsystencję. Wiem, że to się zmieni, kiedy formuła trochę przyschnie i czekam na ten moment. Kiedy pomagamy sobie grzebyczkiem nawet na samym początku możemy otrzymać zadowalający efekt. Kiedy pozostawimy rzęsy same sobie – mogę się one trochę posklejać. Po kilku tygodniach ten problem na pewno minie – większość tuszy do rzęs tak ma 😛

Maskary Pupa dostępne są w sieci perfumerii Douglas.pl. Vamp Extreme znajdziecie pod tym linkiem [KLIK]. Może ze stacjonarną dostępnością jest trudniej, bo ja do najbliższego mam ponad 100 km (ale w te strony nie jeżdżę :P), a do Warszawy czeka mnie ponad 200 kilometrowa podróż. Na szczęście można też zamawiać te produkty w Internecie – to dla mnie ogromny plus 🙂

Na stronie Douglas cena tej mascary to 69 złotych. Jest to średnio-półkowy tusz. Na promocjach (np. -20% podczas nocy zakupów) można ją kupić zdecydowanie taniej.

Jak wspomniałam wyżej maskarę wygrałam w pierwszym etapie konkursu „Zostań gwiazdą Blogosfery”. Nie miałam jeszcze kosmetyków marki Pupa, więc byłam ciekawa, jak ten tusz sprawdzi się w moim przypadku. Kiedy nie używam odżywek moje rzęsy są dość krótkie i proste, ale nie mogę powiedzieć, że jest ich mało. Od tuszy wymagam przede wszystkim pogrubienia, dobrego rozczesywania i rozdzielania włosków i chociaż delikatnego ich wydłużenia. Czy znalazłam te cechy w mascarze Vamp Extreme? Wydaje mi się, że tak. Mimo, że na początku trochę ciężko mi się z nią pracowało ze względu na lepką i rzadką konsystencję, po kilku razach uzyskałam naprawdę zadowalający efekt. Rzęsy mocno zyskały na objętości, były delikatnie sklejone, ale przeczesanie  grzebykiem załatwiło sprawę. 
Co do opakowania – jestbardzo fajne, przyciąga uwagę. Jestem fanką silikonowych szczoteczek, więc i ta szybko mi „podpasowała” 😛 Na początku miałam problemy z okiełznaniem jej rozmiarów, ale tutaj też poszło szybko i sprawnie.

Jeszcze nie wiem – dopiero zaczęłam stosować ten tusz i muszę sobie wyrobić na jego temat bardziej szczegółową opinię. Myślę jednak, że przypadnie mi do gustu 😀
Zapraszam Was jeszcze na mój makijaż inspirowany stylem Vamp. W rzeczywistości wyszedł o wiele mocniejszy, ale aparat zjadł mi kolory z powieki 😛 Dostałam się do 50 najlepszych osób i będę walczyć o dalsze nagrody! 😀 Może makijażystką nie jestem, ale z samego makijażu jestem zadowolona.

Czym dla mnie jest styl vamp? Drapieżnością, czymś co kusi. Nie bez powodu zdecydowałam się na wyraźne podkreślenie linii rzęs i powiększenie ust. Zmodernizowałam trochę ten makijaż – kobieta vamp, mimo tego, że dąży po trupach do celu, wcale nie musi być wulgarna – wręcz przeciwnie – powinna kusić i kokietować na wysokim poziomie. Co sądzicie o takiej interpretacji tego stylu?

Robiąc złą minę wyglądam jak naburmuszony dzieciak, który nie dostał zabawki xD
Podoba Wam się mój makijaż? Co sądzicie o tym tuszu?
Pozdrawiam! :3