Wybrany tag

Trudi Canavan

Uncategorized

[PRZECZYTAĆ TYLE ILE MASZ WZROSTU] Trylogia Zdrajcy Trudi Canavan – Misja Ambasadora, Łotr, Królowa Zdrajców i zbiór opowiadań – Szepty Dzieci Mgły

4 kwietnia 2015

 Hej!
Korzystając z okazji wolnego i świąt postanowiłam w końcu przygotować post o przeczytanych przeze mnie książkach. Wszystkie czytałam około półtorej miesiąca- zaczęłam w sesji a skończyłam w połowie marca. Mam nadzieję, że nie będzie dla Was nudny fakt, że znowu pisze o Trudi 😀 Jest ona, jak dla mnie, jedną z najbardziej obiecujących i najlepszych pisarek nowego pokolenia. Dzisiaj chciałabym Wam opowiedzieć o Trylogii Zdrajcy, która jest powiązana z Trylogią Czarnego Maga, o której pisałam Wam w poprzednim podobnym poście. Jeśli nie chcecie poznać treści to radzę nie czytać – mogę odrobinę zaspoilerować, a nie chcę nikomu psuć czytania 😛 Więc – zapraszam :3
Na początku chciałam wspomnieć, że trylogia ta jest powiązana z ostatnią – występują tutaj te same postacie co ostatnio, pojawiają się również nowe. Pierwsza część, czyli Misja Ambasadora opowiada o fakcie wyjazdu syna Sonei do Sachaki. Zostaje on asystentem Dannyla, który mianowany został Ambasadorem Gildii w tymże kraju. Gdy dojeżdżają na miejsce ktoś planuje zabić Lorkina, lecz ratuje go nieznajoma niewolnica – Tavara. Uciekają z domu gildii i w tajemnicy przed wszystkimi. Jedyną poszlaką jaką po sobie zostawili jest martwa niewolnica leżąca przy łóżku sekretarza. W tej części głównym motywem jest ucieczka młodzieńca i więź, która powstaje między nim i Tavarą. Docierają oni do Azylu – ukrytego miejsca, w którym mieszkają Zdrajcy. Są oni opozycjonistami Ashakich, którzy rządzą Sachaką. Poszukiwaniami Lorkina zajmuje się Dannyl, Sonea nie może tego dokonać ze względu na nałożone na nią zakazy (została mianowana Czarnym Magiem gildii). W międzyczasie w Imardinie ginie coraz więcej starych Złodzieji, przez co Cery zwraca się o pomoc do Sonei i razem szukają tajemniczej osoby, która posługuje się magią i likwiduje swoich wrogów. Cery traci rodzinę i postanawia złapać mordercę.

Druga część trylogii, czyli Łotr, jest moim zdaniem równie ciekawa jak poprzednia. Lorkin zostaje u Zdrajców mimo że Dannylowi udało się go odnaleźć. Przyjaciel akceptuje decyzję młodzieńca, przez co traci poważanie w Sachace. Zdrajcy ujawniają Lorkinowi mroczną tajemnicę jego ojca – obiecał on, że zlikwiduje niewolnictwo panujące w Sachace co było równoznaczne z likwidacją Ashakich. W tym egoztycznym kraju pojawiają się dwie nowe postacie – kolejny asystent – zostaje nim młoda, ale bardzo inteligetna uzdrowicielka i Ambasador Elyne, czyli dobrze znany Dannylowi Tayend – jego były kochanek. W Imardinie natomiast kontynuowane są poszukiwania dzikiego maga. Cery’emu i Sonei udaje się schwytać jego matkę co uważaja punkt zwrotny w ich działaniach.  Niespodziewanie w stolicy Kyralii pojawia się Dorien – pierwsza miłość Sonei. Ich młodzieńcze uczucia budzą się do życia, jednak Sonea postanawia przestawać wysyłać sygnały, gdyż syn Rothena poślubił kobietę i ma z nią dzieci. Niespodziewanie poszukiwania Skellina krzyżują dwie nowicjuszki, które nauczyły się czarnej magii z książek. Gildia musi się więc zająć również ich procesem, co powoduje spowolnienie działań związanych z czychającym na ulicach miasta niebezpieczeństwem.
Ostatnia część, czyli Królowa Zdrajców traktuje o wojnie między Zdrajcami a Ashakimi. Lorkin niespodziewanie wraca do Arvice, budzi to wielkie zaskoczenie. Jego decyzja nie była zbyt korzystna dla Króla Sachaki, dlatego pojmuje on syna Sonei i chce wyciągnąć od niego jak najwięcej informacji. Chłopak pozostaje nieugięty i nie wyjawia ani jednego sekretu. Król nie chce uwolnic młodzieńca mimo starań ze strony Tayenda i Dannyla. Sonea podejmuje się trudnego zadania i wyrusza do Sachaki w celu negocjowania z królową Zaralą – chce wymienić wiedzę na temat uzdrawiania za naukę o tworzeniu magicznych klejnotów. Sprawę Skellina przejmuje dtugi czany Mag –  Kallen, lecz Cery nie ufa mu przez wzgląd na jego uzależnienie od nilu. Cery musi ukryć się w tunelach pod Gildią aby czarny mag nie mógł go dopaść. Zdrajcy podejmują kolejne kroki i planują bunt i wojnę z Ashakimi. Walka trwa, Sonea jest w tym czasie razem z Reginem w Sachace i obserwują wszystkie te wydarzenia. W Imardinie niefortunnie Skellin pojawia się w tunelach i Cery umiera przez to na zawał. Podczas tego wydarzenia dziki mag porywa córkę przyjaznego Złodzieja, która jest blisko związana z Lili. Kallen i Rothen oraz Gol pomagają dziewczynie odbić zakładniczkę. Ostatecznie Skellin i jego matka giną a Anyi zostaje uratowana. Zdrajcy wygrywają bitwę i przejmują rządy w Sachace. Lorkin pozostaje z Tavarą, a Sonea zakochuje się w swoim największym wrogu z czasów nowicjatu – Reginie. Lili wiąże się z Anyi, ta przejmuje interesy ojca i ustanawia Gola wspólnikiem. Jednym słowem – wszystko kończy się dobrze, szkoda że nie ma czwartej części 😛
Ostatnia już ksiażka o której chciałam dziś wspomnieć to zbiór opowiadań tej samej autorki. Nie będę go streszczać tak jak książek – zajęłoby mi to więcej czasu przez zróżnicowaną fabułę. Moim zdaniem opowiadania te, czyli Szepty Dzieci Mgły czyta się bardzo szybko, jednym tchem. Mi ciężko było się od tej książki oderwać. Można tu zobaczyć trochę inny styl pisania autorki, inną narrację, jest to ciekawa odmiana.
Podsumowując – do mojego wyniku dodaję 18 centymetrów, czyli osiągnęłam już próg 50 centymetrów 😀 Nie jest źle, czytam dalej 😀 Mam nadzieję, że spodoba Wam się ten post, bo naprawdę siedziałam nad tym dość długo – nie jest łatwo streścić książkę ja mogłoby się o niej rozprawiać godzinami. Ogólnie jest to jedna z moich ulubionych serii. Nie wiem nawet czy nie pobiła Trylogii Czarnego Maga. Ja z całego serca polecam i daję mocne 10 😀
Czytaliście? Lubicie fantasy?
Ja pozdrawiam i życzę milutkich i ciepłych Świąt!
Uncategorized

[PRZECZYTAĆ TYLE ILE MASZ WZROSTU] Trylogia Czarmego Maga – Gildia Magów, Nowicjuszka, Wielki Mistrz i Prequel – Uczennica Maga

23 lutego 2015
Hej!
Czas pobytu w domu niestety mi się skończył i postanowiłam dzisiaj napisać Wam coś bardziej konkretnego 😀 Nie samymi kosmetykami człowiek żyje, a ja ostatnio dość intensywnie spożytkowałam swój czas przeznaczony na czytanie :3 Nie myślcie, że przeczytałam tylko te 4 książki w ciągu kilku ostatnich miesięcy 😛 Zebrało się ich troszkę więcej, ale o nich na pewno opowiem w kolejnych postach. Dziś na warsztat idą cztery z nich.

Chciałabym zacząć od Uczennicy Maga Trudi Canavan. Jest to prequel do całej trylogii. Była to moja pierwsza książka z całej tej serii. Wciągnęła mnie niesamowicie i czytałam ją już… 4 razy 😀 Mniej więcej raz, dwa razy do roku sięgam po nią, jest to jedna z moich ulubionych lektur. Opowiada o dziejach magów jeszcze sprzed powstania Gildii. Wydarzenia mają miejsce kilkaset lat wstecz w porównaniu do tych, o których dowiadujemy się w Trylogii Czarnego Maga. W książce znajdziemy wiele wątków, począwszy od magii po miłosne zawirowania głównych bohaterów. Każdy znajdzie tu coś dla siebie, poza tym, postacie są tak wielowymiarowe, że trudno znaleźć tą swoją ulubioną. Książka podzielona jest na części, narrator opowiada nam o losach kilku bohaterów z różnych perspektyw – spotkamy i  osoby z ludu Kyralian i ich opozycjonistów – groźnych ichanich z Sahaki. Poznamy również losy kobiet, które mają ograniczone prawa w kraju, który zostaje pokonany przez pierwszą nację. Język jest przejrzysty, zrozumiały, nowe pojęcia wypisane są w słowniczku na końcu. Opisy, zarówno walk, przyrody jak i te o bohaterach nie są nudne i łatwo przez nie przebrnąć. Na koniec chciałam wspomnieć, że niektórzy polecają, żeby przygodę z tą serią zacząć jednak od Trylogii a skończyć na Prequelu. Dlaczego? W tej książce wyjaśnionych jest wiele rzeczy i okazują się one później zbyt oczywiste. Mi to jednak nie przeszkadzało 🙂 Warto również wspomnieć, że Uczennica Maga została napisana jako ostatnia, już po ukończeniu całej serii.

Gildia Magów opowiada o pewnej dziewczynie ze Slumsów – Sonei, której udaje się samoistnie rozwinąć swoją magiczną moc. Cała fabuła skupia się wokół jej ucieczek przed magami, ukrywaniu wśród przyjaciół z półświatka i sposobach magów na jak najszybsze jej złapanie. Nie wie ona jednak, że grozi jej śmiertelne niebiezpieczeństwo – niekontrolowana moc może ją w każdej chwili zabić. Nie będę dalej sypać spoilerami, wspomnę tylko, że styl pisania jest podobny jak w poprzedniej części. Czyta się łatwo, rozdziały ułożone są tak, żeby ciągle stanowiły niedosyt dla czytelnika – mamy ochotę czytać i czytać i czytać bo znów nie wiadomo co się zaraz stanie. Akcja jest dynamiczna i jej rozwój jest zdecydowanie szybszy niż w Uczennicy Maga. Ma na to wpływ również rozmiar książki – jest ona krótsza niż ta, o której wspominałam w poprzednim akapicie. Tutaj również znajdziemy wykaz nowych słów i pojęć, który może być dla nas naprawdę przydatny jeśli chcemy mieć dokładny obraz świata, o którym czytamy.

Druga część trylogii – Nowicjuszka była dla mnie chyba „najnudniejszą” częścią. Nie dlatego, że była gorzej napisana – co to to nie 😀 Dowiadujemy się tutaj po prostu więcej o samych magach, gildii, jest to bardziej opis miejsca, w którym obraca się nasza głowna bohaterka. Nie mniej jednak Trudi postanowiła i w tej części wpleść kilka nieoczekiwanych zwrotów akcji i gdy Sonea zaakceptowała magów i swój pobyt w nowym miejscu pojawiają się kolejni antagoniści, którzy przyprawiają jej wiele kłopotów. Poznajemy rodzaje magii – oczywiście, idąc trochę schematycznym tropem pojawia się również ta zła. Według mnie pisarka właśnie w tej części ujawiniła swoje prawdziwe „ja” i jej talent pisarski osiągnął punkt kulminacyjny. Nie ma tu już nieścisłości, które mogłyby pojawić się w poprzedniczce. Pod względem literackim ta książka stawia innym z podobnego gatunku naprawdę wysoką poprzeczkę. Nie bez powodu Trudi została okrzyknięta najlepszą pisarką fantasy ostatniego dziesięciolecia :3

Ta część – ostatnia – Wielki Mistrz jest moim zdaniem najlepsza. Nie mogłam się od niej oderwać, dzieliłam sobie jednak tą cegiełkę na porcje, bo nie chciałam, żeby tak szybko się skonczyła. Głównymi postaciami są Akkarin – wspomniany w tytule Wielki Mistrz i Sonea – bohaterka pojawiająca się i w poprzednich książkach. Ta powieść jest zarówno fascyjnująca, wzruszająca i po prostu cudowna. Zakończenie zostaje w pamięci, każdy czytelnik pewnie chciałby, żeby było ono inne, ale jest tak nieoczekiwane, że po skończeniu patrzyłam w puste już strony przez kilka dobrych minut. W tej książce możemy znaleźć to, jak wielkim cudem jest miłość czy przyjaźń, a także jaki ból sprawiają bohaterom decyzje innych. Po przeczytaniu epilogu ewidentnie spodziewamy się kolejnej trylogii spokrewnionej z tą tutaj. Ta część utwierdziła mnie w przekonaniu, że trafiłam na jedną z najlepszych serii XXI wieku ( a przynajmniej jego początku ). Po przeczytaniu czułam jednak niedosyt, a może było to coś innego… Wiem, po prostu chciałam WIĘCEJ i żałowałam, że chwile spędzone nad tą częścią prozy po prostu się skończyły :C

Podsumowując – polecam przeczytać tą serię każdemu fanowi fantasy. Kocham Tolkiena, ale Trudi czytało mi się zdecydowanie lepiej. Z senstymentem wracam do tych książek i co nieraz przypominam sobie wydarzenia o których tak bardzo lubię czytać. Każdy znajdzie w tej trylogii coś dla siebie – dużo magii, odrobinę przyjaźni i opowieść o skomplikowanym życiu młodej dziewczyny. Jest wiele momentów, w których ogarnia nas złość, czy wzruszenie. Łatwo jest podążać z losem bohaterów, utożsamiać się z nimi. Spokojnie mogę przydzielić tym tytułom ogólną notę:

  10/10

I doliczyć sobie kolejne 20 centymetrów w moim wyzwaniu 😀 Łącznie osiągnęłam poziom 32 centymetrów, jeszcze prawie 140 przede mną :3 Niedługo opowiem wam o kolejnych książkach i mam nadzieję, ze polecę Wam coś naprawdę ciekawego!
Lubicie fantasy? Spotkaliście się już z Tessią, Jayanem, Soneą i Akkarinem?
Pozdrawiam :3
Uncategorized

HAUL | KSIĄŻKI | UBRANIA | DIDATKI | KOSMETYKI

15 września 2014

Hej!
   Miałam być tutaj już dawno, ale wyszło jak zawsze :C Był to dość intensywny tydzień, miałam dużo pracy, a poza tym w weekend czekało mnie wesele ciotecznego brata. Nawet nie miałam czasu sobie po prostu posiedzieć 😛 Książki z chemii przyszły, na maturę jestem zapisana – wszystko jest tak, jak ma być. A może prawie tak, jak ma być :c Dzisiaj miałam jakiś bardzo pechowy dzień  – zwolniłam się z pracy, żeby jechać do mojej szkoły, jestem w samochodzie, prawie dotarliśmy z Mateuszem do celu i nagle coś w samochodzie huknęło – chcemy ruszyć i nic :C Musiałam biec na drugi koniec miasta żeby zdążyć przed  15- udało mi się. Samochód zabrał wujek a do domu wróciliśmy autobusem. Na dodatek w domu soczewka przesunęła mi się pod powiekę – na początku zaczęłam działać, ale potem załamałam ręce i zaczęłam płakać. Po jakimś czasie udało mi się ją wygrzebać z oka – niestety w dwóch częściach.
      Po kilku żalach przechodzę do właściwej części mojego posta 😛 W niedzielę pojechaliśmy na zakupy do galerii w Ełku. Na samym początku był Empik więc odwiedziliśmy go jako pierwszy. Akurat była promocja na fantastykę – 3 za 2. Ja wybrałam sobie 2 ostatnie części Trylogii Zdrajców T. Canavan. – Łotr i Królowa Zdrajców. Łącznie wyszło mi około 65 złotych, więc zaoszczędziłam 25. Mateusz natomiast zabrał ze sobą Metro – Do światła. Jak na razie kolekcjonuje całą serię 😀

   W Sinsay kupiłam piżamy z nadrukami z filmu Batman. Są bardzo wygodne i mięciutkie, już je testowałam 😀 Takie piżamy właśnie lubię – luźniejsze bluzy i obcisłe spodnie. Kosztowały 60 złotych, więc wcale nie tak dużo.

   W H&M przepadłam, gdy zobaczyłam kolorowe Twist Band’s. Wzięłam dwie paczki – w każdej po 5 sztuk. Jedne są pastelowe, drugie natomiast neonowe. Wcześniej kupiłam podobne w Sinsay, ale są dla mnie za duże i używam ich do włosów, te będą moimi bransoletkami 😀 Każda paczuszka kosztowała 6,90 złotego. 
   W H&M wpadły mi też w oko pierścionki. W tym zestawie są one różnego rodzaju – od zwykłych obrączek do kwadratowych paseczków po takie z oczkami. Przydadzą mi się do eleganckich stylizacji 😀 Na szczęście znalazłam najmniejszy rozmiar, niestety większość była za dużo :C Te tutaj kosztowały 19.90 złotego.   
   W Sinsay do każdego zakupu można było wybrać biżuterię z konkretnego asortymentu za 10 groszy. Nie było nic mocno ciekawego, ale na coś się trzeba było zdecydować. Wybrałam proste bransoletki na rzemyku – są delikatne i pasują do wszystkiego. Ich pierwotna cena to 9,99.

    
   Ostatnie już zakupy to zamówienie z  cocolita.pl. Miało dojść przed weselem, niestety pocztex zawiódł i dotarło dopiero dzisiaj. Skusiłam się w końcu na kosmetyki z Makeup Revolution i jestem bardzo zadowolona – jeszcze ich nie używałam, ale już mi się podobają 😀 
   Do koszyka wrzuciłam dwa lakiery po 5,90 każdy. Oba pochodzą z MUA a ich nazwy to Bold Blue i Amaretto Crush. Kolory są w moim stylu, zarówno na lato jak i na jesień. Szczególnie podoba mi się ten błękit, bo podobnego nie mam w swojej kolekcji 😛
   Postanowiłam też kupić jedną szminkę z Makeup Revolution i wybór padł na kolor o nazwie Encore. Jest to metaliczny, chłodny róż. Zdjęcia nie oddają jego uroku i muszę szybko zrobić jego recenzję, bo jest naprawdę warty uwagi i ciekawy. Pomadka kosztowała 5 złotych.

    Wśród moich zakupów znalazł się też rozświetlacz, również z Makeup Revolution. Kosztował 15 złotych, a jest naprawdę solidnie wykonany. Na początku chciałam kupić kolor złoty, ale potem stwierdziłam że dla cery o chłodnej barwie lepiej sprawdzi się ten brzoskwiniowy. Nie ma w sobie drobinek, daje efekt rozświetlonej tafli – to mi się podoba!

    
    W moim koszyku wylądował też tusz do rzęs Volume Milion Lashes de Cils. Kosztował 19.90 i ma w sobie delikatne złote drobinki o czym nie wiedziałam :C Na szczęście nie rzucają się mocno w oczy i mam nadzieję, że nie będę nimi świecić każdego dnia 😛 Szczoteczka jest standardowa i charakterystyczna dla tego rodzaju tuszu. Oby się sprawdził 😛

   Przedostatnim produktem jest paleta – hit. Iconic 3 jest bardzo podobna do Naked 3 z Urban Decay. Kolory są ładne, część ma chłodną tonację z czego jestem niezmiernie zadowolona. Cienie kosztowały 20 złotych i spodobały się nawet mojej mamie, która za brązami nie przepada 😛

   Ostatnią rzeczą jest paleta róży, która skradła moje serce. Kosztowała 30 złotych i mieści w sobie 6 róży (chociaż ostatni w górnym rzędzie jest dla mnie jak rozświetlacz :P). Jest pięknie zapakowana i solidna. Kolory są nasycone, ale raczej nie zrobimy sobie nimi krzywdy.  To chyba najbardziej oczekiwany przeze mnie produkt i już nie mogę doczekać się kiedy go użyję 😀

   Ufff, udało mi się dotrwać do końca. 😛 dzisiaj był męczący dzień i mimo że jest 21:45 to ja zasypiam przed komputerem. Mam nadzieję, że post wam się podobał i przepraszam za moją nieobecność. Niestety w przyszłym tygodniu czeka mnie przeprowadzka, więc też będzie problem z postami :C
Kupiłyście coś ostatnio? Czy tylko ja mam takiego pecha jaki spotkał mnie dzisiaj?
Pozdrawiam :3