Wybrany tag

trądzik

TRĄDZIK

AKTUALIZACJA TRĄDZIK | LISTOPAD 2017 | NOWE KROKI W LECZENIU!

18 listopada 2017
Hej!
Dawno nie podsumowywałam Wam aktualnej pielęgnacji mojej twarzy. Jeśli chodzi o trądzik zaszło u mnie ostatnio sporo zmian i mam o czym opowiadać. Będzie to ostatni wpis z tej serii w takiej formule – za 2, 3 miesiące chciałabym coś zmodernizować, dodać, rozwinąć, bo wydaje mi się zbyt surowy i mało przystępny – co o tym myślicie? Zapraszam do czytania!

Czytaj dalej

Uncategorized

TRĄDZIK A SAMOOCENA | JAK REAGUJĘ NA SWOJE ODBICIE W LUSTRZE?

19 sierpnia 2017
samoocena a trądzik, trądzk, wysoka samoocena przy trądziku, samoakceptacja a trądzik 1

Cześć!
Od kilku miesięcy w trądzikowych aktualizacjach dzielę się z Wami stanem mojej skóry. Niczego wtedy nie ulepszam, nie wycinam, nie podnoszę w aparacie wartości ekspozycji, by zdjęcie było lekko prześwietlone, a zmiany mniej widoczne.
Mogłoby się wydawać, że przychodzi mi to łatwo, tym bardziej, że nie spotykam się ty z hejtem, a życzliwością i pomocą. Czy od zawsze pokazywanie nagiej skóry przychodziło mi bez większego wysiłku? Czy w realnym świecie trądzik ma na mnie jakiś wpływ? Czy coś zmieniło się we mnie w momencie, kiedy ta choroba mocno się nasiliła? Zapraszam Was na luźny, pogadankowy wpis. Dzisiaj będę pisać o tym, jak zmieniło się moje podejście do mnie, czy po latach dojrzałam i czy samooakceptacja to znane mi pojęcie. Przejdźcie dalej. 

samoocena a trądzik, trądzk, wysoka samoocena przy trądziku, samoakceptacja a trądzik 2

Jako nastolatka, jak każda z nas, miewałam kompleksy. Chłopcy w wieku gimnazjalnym wcale nie pomagali ich przezwyciężać – wręcz przeciwnie, często dokładali nam, dziewczynom, problemów. Niejednokronie usłyszałam, że mamkrzywe nogi, jestem brzydka i garbata, do tego okularnica i aparatka – prawie jak serialowa brzydula 😛 Po pewnym czasie przyzwyczaiłam się do tych uszcztpliwych uwag i nie zwracałam na nie większej uwagi. Wiedziałam, że robią to po to, by mi dokuczyć, a w rzeczywistości jestem zwyczajną Natalią, a nie monstrem rodem z horrorów.
W liceum było już dużo lepiej, mimo tego, kiedy zaczynałam dojrzewać miałam problem z tym, że moja sylwestka przybiera kobiece kształty. Zrozumiałam jednak, ze to naturalny proces i moje krągłości zaczęły mi się podobać – tym bardziej, że słyszałam wiele komplementów, również od koleżanek, a to nie zawsze się zdarza (kobiety są zazdrosne, prawda? :P). Jeśli chodzi natomiast o twarz – może nie będę modelką, ale nigdy nie uważałam się za szppetną czy niezadbanbą osobę. Krótko mówiąc – po zaakceptowaniu kilku małych wyprysków i rozstępów na pupie i biodrach byłam dumna z tego, jak wyglądam. 
Problemy pojawiły się mniej więcej 2 lata temu, kiedy moja twarz była usiana ropnymi wyrpryskami, bliznami i podskórnymi zmianami naciekowymi. Moje policzki i broda były jedną wielką, żywoczerwoną, a momentami fioletową plamą. Nawet makijaż nie radził sobie z ich przykryciem, a nie chciałam nakładać na twarz kilka warstw podkładu, bo wyglądałoby to jeszcze gorzej.
Każda z wizyt na mieście kojarzyła mi się ze spojrzeniami przechodniów i ich wytykaniem mnie, chociaż było to tylko mylnym wrażeniem. Tak naprawdę nikt nie zwracał na mnie i moją skórę większej uwagi – wmawiałam sobie jednak, że było inaczej, a inni tłumaczą mi to tak, by nie było mi przykro. 
Kiedy codziennie stawałam przed lustem, tylko podczas porannej i wieczornej pielęgnacji oraz makijażu, miałam siebie dość. Szczerze nienawidziłam mojej skóry chociaż byłam świadoma, że wiele osób ma gorszy trądzik i nie powinnam tak narzekać. Mówiłam, że wolę, żeby ta skóra znikła, niż towarszyszyła mi przez kilka miesięcy – mogłaby zostać zerwana, starta – cokolwiek, byleby nie rzucała mi się w oczy. Wychodząc do ludzi miałam wrażenie, że jedyne na co patrzą i co we mnie widzą, to krosty. Myślałam, że ich to brzydzi, że zakładają, że pewnie nakładam codziennie „tapetę” i dokładnie się nie myję, więc takie są tego skutki i najprawdopodobniej to wszystko jest moją winą. Był taki czas, gdzie sama się nakręcałam i niejednokrotnie płakałam później do poduszki, że jestem brzydka, mam okropną twarz i nikt normalny nie zwróci na mnie większej uwagi (byłam wtedy z Mateuszem, ale nie brałam jego słów na poważnie, bo, tak jak pisałam wyżej, myślałam, że mówi to, żeby nie było mi przykro).
Po kilku miesiącach walki z aktywnymi wypryskami, bliznami i przebarwieniami zaczęlam patrzeć na siebie inaczej. Uświadomiłam sobie, że wpadłam w spiralę, w której sama wmawiam sobie taki stan rzeczy, bo nikt nigdy nie powiedział mi tego przecież wprost. Nabrałam pewności siebie, bo wiedziałam, że trądzik to nie moja wina i dotyka tysiące osób. Zaczęłam wychodzić na miasto bez makijażu i się przy tym uśmiechałam – wiedziałam, że kiedy będę radosna każdy zwróci uwagę na mój uśmiech, a nie na kilka czerwonych placków na twarzy. Pielęgnowałam skórę świadomie, przestalam katować ją częstymi peelingami i mocno złuszczającymi kosmetykami. Odeszłam od skubania zmian – potrafiłam rozdrapywać strupy – do wyciskania nigdy mnie nie ciągnęło, ale to pierwsze potrafiło być moją zmorą. Po prostu zaakceptowałam siebie i to, jak na daną chwilę wyglądam – wyszło mi to na dobre, bo odkąd z większym luzem podchodzę do tego, jak wyglądam, mniej się stresuję i mniej mnie przez to wysypuje.
Słowem podsumowania – mam nadzieję, że ten wpis dotrze do każdej osoby dotkniętej jakąkolwiek dermatozą. Wiem, jak zewnętrzne choroby potrafią zmniejszyć samoocenę i przysporzyć zmartwień, przez co i nasz stan psychiczny ulega sporemu pogorszeniu. Każdy z nas ma lepsze i gorsze dni, ale uwierzcie mi – nikt nie zwraca uwagi na Wasze problemy tak, jak Wy sami. Na moim przykładzie widzicie, że tak naprawdę nie spotkałam się z ani jednym nieprzyjemnym słowem. Jeśli będziecie uśmiechnięci – będziecie pięknymi osobami. Nie dokładajcie sobie problemów, bo one potrafią realnie pogłębić te dermatologiczne. Wiem, że jest Wam ciężko, ale te trudne chwile na pewno miną, bo po burzy zawsze wychodzi słońce. Trzymam za Was kciuki i wysyłam Wam sporą dawkę pewności siebie. Trzymajcie się! Trądzik to nie przekleństwo, piętno, czy znamię. To choroba, z którą można i należt walczyć. Nie warto się poddawać. Samoakepctacja jest ważnym czynnikiem w kontakach międzyludzkich, dlatego nie pozwólcie, by kilka wyprysków spowodowało, że z duszy towarzystwa zmienicie się w płaczące zombie nie wychylające nosa z domu. Nie warto!
Macie problemy z samooakceptacją? Znacie takie osoby? Powiedzcie im jakieś miłe słowo!
Pozdrawiam :*
 
Uncategorized

TRĄDZIK | AKTUALIZACJA LIPIEC 2017 | CZARNE CHMURY ZWANE SESJĄ

10 sierpnia 2017
trądzik aktualizacja, trądzik hormonalny, blizny potrądzikowe, pielęgnacja skóry trądzikowej

 Cześć!
Dawno nie wspominałam Wam nic na temat mojej skóry – może oprócz kilku Instastories w lipcu i czerwcu. Wypadałoby opisać moją aktualną pielęgnację i to, co zamierzam robić w niedalekiej przyszłości.
Jak widzicie po tytule – kolorowo w ciągu ostatnich kilku tygodni nie było, ale nie załamałam się i ostatecznie stwierdzam, że nie jest aż tak źle – w końcu zawsze mogło być gorzej (mówi to ja, realistko-pesymistka :P). Jeśli ciekawi Was, czym uraczyła mnie ostatnio moja skóra – przejdźcie niżej 🙂 

Korzystając z wehikułu czasu cofnęłam się do ostatniej aktualizacji. Obiecywałam sobie, że kolejna pojawi się za trzy miesiące, ale przez sesję nie byłam jej w stanie dobrze przygotować. Może to i dobrze – wtedy nie miałabym Wam do pokazania nic ciekawego 😛

Do końca maja moja skóra miała się naprawdę dobrze. Wszystkie krostki zniknęły, zostały po nich jakieś blade pozostałości, z którymi powoli zaczynałabym walczyć, by wrócić ze zdwojoną siłą jesienią, kiedy słońce nie będzie już tak mocno grzało.
To, co podziało się w czerwcu przeszło moje najśmielsze oczekiwania. I nie, nie w tą dobrą stronę. Zaczęła się sesja, a z nią przyszedł stresujący, siedzący tryb życia, mało wody, dużo kawy i słodycze. Gotować, gotowałam przeważnie sama, ale często były to szybkie i niepełnowartościowe posiłki. O ile dietę bym przeżyła, bo starałam się unikać tego, co mi szkodzi, czyli mleka i wszystkiego, co je zawiera, tak brak nawodnienia i stres zrobiły swoje.
Niespodzianki pojawiały się jeszcze długo, po zakończeniu tegorocznej edukacji, do tego doszło niesamowite podrażnienie i przesuszenie, spowodowane zmianą miejsca pobytu – z Białegostoku wróciłam do domu. Każdy krem nawilżający, nawet te, których używałam wcześniej zaczęły mnie zapychać, a ja, bezradna, nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić. Taki stan spowodował, że byłam kłębkiem nerwów – tym bardziej, że kiedy nastąpił ten najgorszy okres, apogeum, musiałam wychodzić do ludzi – pacjentów, lekarzy, pielęgniarek. Bardzo się krępowałam, choć nikt nie zwracał na to większej uwagi – tkwiłam w tym sama, jeszcze bardziej się nakręcając.
Na szczęście w drugiej połowie lipca zauważyłam pierwsze pozytywne zmiany – skóra była miększa, a suche skórki nie były już codziennym gościem, z którym miałam problemy podczas makijażu. Wypryski powoli zaczynały się goić, choć tym największym podskórnym, zajęło to kilkanaście dni. 
Na dzień dzisiejszy, czyli początek sierpnia, moja buzia wygląda tak, jak na zdjęciu wyżej – znów jest usiana przebarwieniami i lekko zaczerwieniona, ale nie ma na niej ani jednej aktywnej zmiany – coś rodzi mi się na brodzie, ale mam nadzieję, że szybko zniknie. 

Co zmieniłam w swojej pielęgnacji?

  • Maksymalnie ją uprościłam, a przynajmniej tak mi się wydaje. Nie kombinuję z częstymi zmianami kosmetyków, używam tego, co aktualnie się u mnie sprawdza. 
  • Do tonizowania skóry używam niejałowych gazików, a nie płatków kosmetycznych. Mają one lekkie właściwości ścierne, dlatego suche skórki znikają w zastraszającym tempie (wągry też), a skóra jest lepiej ukrwiona i po kilku dniach takiego delikatnego masażu ma ładniejszy kolor w ciągu dnia.
  • Nie używam kremów nawilżających – moja bariera hydrolipidowa sama się odbudowała, używam tylko humeknantu w postaci żelu aloesowego.
  • Nie drapię buzi! Zdarzyło mi się może raz czy dwa zerwać strupka, a to spore osiągnięcie.


Co zamierzam zrobić?

W czwartek idę do ginekologa – mam nadzieję, że dostrzeże u mnie problem z trądzikiem i po mojej prośbie skieruje mnie na badania hormonalne.


Jak wygląda moja aktualna pielęgnacja?

RANO:

  • myję twarz micelarno-fizjologiczną pianką La Roche Posay w zastępstwie po ich żelu Lipikar Surgras, który już mi się kończy
  • przecieram twarz tonikiem Ziaja Oczyszczanie Liście Manuka z kwasem migdałowym.
  • nakładam krem  La Roche Posay Effaclar Duo [+]
  • nakładam filtr UV La Roche Posay Cicaplast Baume B5 SPF 50+ 
  • opcjonalnie nakładam makijaż

WIECZOREM:

  • zwilżoną wodą twarz masuję olejkiem Alverde z arniką górską 
  • zmywam olej z zanieczyszczeniami płynem micelarnym – obecnie kończę Balneokosmetyki, później będę używać Biolaven (oba kroki wykonuję wtedy, kiedy mam makijaż lub sporo filtru)

 

    • RECENZJĘ PŁYNU MICELARNEGO BALNEOKOSMETYKI ZNAJDZIECIE tutaj.

 

  • myję twarz żelem Avene Cleanace 
  • przecieram twarz tonikiem Ziaja Oczyszczanie Liście Manuka z kwasem migdałowym
  • nakładam żel aloesowy lub Izotziają (retinoid raz, dwa razy w tygodniu)
  • punktowo na wypryski ląduje mieszanka olei z olejkiem z drzewa herbacianego, maść cynkowa lub, wtedy kiedy retinoid, maść z antybiotykiem

SPORADYCZNIE DO KILKU RAZY W TYGODNIU:

  • maski oczyszczające i nawilżające
  • woda termalna 
  • peeling z korundem
Ogólnie – nie jest źle, ale chciałabym, żeby było jeszcze lepiej. Chciałabym wypróbować jakieś typowo azjatyckie kosmetyki w mojej pielęgnacji, a jeśli chodzi o nie, to moim guru jest kherblog.com 😀
W tym miesiącu upoluję też coś w Lushu, a przynajmniej mam taką nadzieję. Możecie polecić coś od nich do skóry z wypryskami?
Niżej możecie podejrzeć zdjęcia mojej skóry z początku tego roku.
trądzik aktualizacja, trądzik hormonalny, blizny potrądzikowe, pielęgnacja skóry trądzikowej 2
Jest lepiej, czy gorzej? Was też dopada czasem dół jeśli chodzi o Wasz wygląd? Jak sobie z tym radzicie?
Pozdrawiam!
Uncategorized

TRĄDZIK | AKTUALIZACJA MARZEC 2017 | HORMONY WARIUJĄ :c

25 kwietnia 2017
trądzik aktualizacja, jak radzić sobie z trądzikiem, bliznami i przebarwieniami, trądzik młodzieńczy, hormonalny, neuropatyczny
Hej!
W czasie planowania zmian na blogu, mających miejsce na początku tego roku postanowiłam pisać aktualizacje odnoście stanu mojej twarzy co trzy miesiące. Obecnie nie dzieje się na niej tak dużo, jak wcześniej, dlatego opisywanie zmian co miesiąc nie ma sensu – usuwanie blizn i przebarwień to powolny, potrzebujący wiele czasu proces.
Jeśli jesteście ciekawi, co działo się u mnie w ciągu ostatnich trzech miesięcy – zapraszam dalej. Ostrzegam, że tym razem nie będzie kolorowo, bo skóra mojej twarzy, jak i cały mój organizm nie był dla mnie łaskawy – niestety to normalna sprawa i czasem tak bywa. W dalszej części wpisu znajdziecie plan mojej pielęgnacji, to, jak oceniam aktualny stan mojej skóry i plany na najbliższą przyszłość 🙂 

Styczeń był świetnym miesiącem w pielęgnacji mojej skóry, tak samo jak i początek lutego. Mimo tego, że miałam wtedy sporo kolokwiów i sesję wcale się nie stresowałam, a mniejszy natłok zajęć spowodował, że lepiej się wysypiałam, odżywiałam i nawadniałam, a to z kolei pozytywnie odbiło się na stanie mojej cery. Dodatkowo zauważyłam, że „domowa” woda lepiej działa na moją skórę niż białostocka, to samo tyczy się powietrza. Kiedy przez 3 tygodnie siedziałam w domu każdy z wyprysków zagoił się, blizny zbledły, a o suchych skórkach po prostu zapomniałam. Worki i cienie pod oczami znikły, byłam naprawdę zadowolona z tego, jak wyglądam.

Na przełomie marca i lutego, po powrocie na uczelnię z moim ciałem zaczęło dziać się coś dziwnego. Hormony znów szalały (a ja nie byłam zdziwiona, bo co kilkanaście miesięcy ma to miejsce), a mój cykl menstruacyjny wydłużył się ze średnio 33 dni na 47. Cała ta sytuacja mnie stresowała, codziennie czułam się tak, jakbym to właśnie dziś miała dostać okresu – raz było lepiej, raz gorzej, ale PMS trwał te dwa wydłużone tygodnie. Kilka dni przed okresem mocno mnie wysypało w okolicach brody – pojawiły się podskórne wypryski z którymi znów walczyłam długimi tygodniami, ale na szczęście pod koniec marca udało się opanować sytuację.

Wiem, że w drugiej połowie marca trochę sobie zaszkodziłam. Podczas tej spóźnionej miesiączki pofolgowałam sobie z czekoladą, a niestety alergia pokarmowa w moim przypadku nie chce odpuścić. Po dwóch dniach na skórze pojawiły się małe, ropne krostki, co jest ewidentnym objawem nietolerancji. A mówiłam sobie – „Naczi… Uważaj na laktozę…” 😛

Dopadła mnie też ogólna suchość skóry i lekkie podrażnienie, co możecie zobaczyć na zdjęciu po prawej stronie. Mimo tego, że uważałam na to, żeby nie przesadzić ze złuszczaniem często miałam na skórze czerwone, zaognione place, szczególnie w ostatnim tygodniu ubiegłego miesiąca. Wydaje mi się, że było to spowodowane ciągłymi zmianami temperatury – moja skóra tego nie lubi, a w krótkim czasie była narażona na działanie słońca, wiatru, deszczu i chłodów.

Stan skóry na koniec marca oceniam jako średni – często się czerwieniła, w ciągu tych trzech miesięcy pojawiło się na niej sporo wyprysków, ale wszystko zmierza ku lepszemu – zazwyczaj pogorszenie jej stanu następuje tylko przed miesiączką (i to nie zawsze). Przebarwienia bledną, blizny są płytkie, ale widoczne pod światło. Udaje mi się nie wyciskać wyprysków, natomiast czasem zdarza mi się rozdrapać strupek po niedoskonałości. Mam nadzieję, że w maju i czerwcu będzie lepiej!

PLAN PIELĘGNACJI

RANO:

  • Oczyszczam twarz żelem La Roche Posay lipikar Surgras i szczoteczką soniczną Dermo Future. Wycieram ją małym ręczniczkiem z Ikei przeznaczonym tylko do twarzy.
  • Wklepuję pod oczy i na powieki krem nawilżająco – drenujący z Beauty Oil.
  • Spryskuję twarz nawilżającym tonikiem-mgiełką z Vianka (seria niebieska).
  • Nakładam na buzię krem La Roche Posay Effaclar Duo [+].
  • Opcjonalnie nakładam filtr La Roche Posay Anthelios XL żel-krem suchy w dotyku.
  • Usta smaruję nawilżającym masełkiem z Nacomi i zapachu Love Grenade.

WIECZOREM:

  • Rozpuszczam makijaż olejkiem do demakijażu Resibo.
  • Ścieram zanieczyszczenia i nadmiar olejku płynem micelarnym z Garniera do skóry wrażliwej (różowym).
  • Myję twarz żelem La Roche Posay Effaclar, nie jestem jednak z niego zadowolona, ale chcę go zużyć. Wycieram twarz tym samym ręczniczkiem co rano i wyrzucam go do prania.
  • Nakładam pod oczy i na powieki krem nawilżający z Nacomi z olejem arganowym i z pestek winogron.
  • Twarz spryskuję tym samym tonikiem co rano.
  • Nakładam retinoidy i punktowo maść z antybiotykiem (poniedziałek i wtorek) lub serum z kwasem migdałowym z Bielendy i krem nawilżający La Roche Posay Effaclar H/żel aloesowy z Gorvity (środa-niedziela).

OPCJONALNIE:

  • Minimum raz w tygodniu nakładam na twarz jakąkolwiek maseczkę.
  • W piątki wieczorem zamiast żelu stosuję peeling z korundem wygładzający z Nacomi.
Jak oceniacie stan mojej skóry? Wiem, że nie jest różowo, moim zdaniem wygląda gorzej niż w styczniu, ale mam nadzieję, że powoli dojdzie do siebie. Zdjęcie było robione w ostatnim tygodniu marca.
Pozdrawiam :*
Uncategorized

AKTUALIZACJA TRĄDZIK | CO POTRAFI ZDZIAŁAĆ KILKA MIESIĘCY ŚWIADOMEJ PIELĘGNACJI?

29 stycznia 2017

Hej!
Uważam, że trądzik to pospolita, ale przysparzająca wielu problemów choroba. O ile dość łatwo jest ją zdiagnozować, tak przygotowanie odpowiedniego planu pielęgnacji i sposobu leczenia do najłatwiejszych nie należy. 
Nie wiem, od jak dawna mnie śledzicie, więc przypomnę, że wcześniej nie miałam wielkich problemów ze skórą. Walczyłam głównie z zaskórnikami i pojedynczymi wypryskami, które pojawiały się u mnie przed miesiączką. To, czego skutki widzicie dzisiaj rozpoczęło się w ostatnim kwartale 2015 roku. Jeśli jesteście ciekawi, jak doszłam do obecnego stanu i co zmieniłam w swoim postępowaniu – przejdźcie dalej. Chętnie odpowiem też na Wasze pytania (oczywiście jeśli jakiekolwiek do mnie macie :P).

Mimo tego, że problemy zaczęły się w 2015 roku nie miałam pomysłu jak walczyć z wypryskami. Za układanie podstawowego planu pielęgnacji zabrałam się mniej więcej rok temu (myślę, że mógł to być luty/marzec). Testowałam różne opcje, które bardziej lub mniej pozytywnie wpływały na stan mojej skóry.
Jak widzicie, na dzień dzisiejszy prezentuje się całkiem nieźle i jestem z siebie zadowolona. Może dla kogoś ta roczna zmiana jest znikoma, ja natomiast uważam, że wiele przebarwień zniknęło, a blizny powoli się spłycają. Zaznaczę, że nie wykonywałam żadnych zabiegów z zakresu dermatologii estetycznej – ani przeciwtrądzikowych, ani działających na zmiany pozostające po wypryskach. 
Niestety, jak to przy przeprowadzce bywa, w październiku ubiegłego roku stan mojej cery znacznie się pogorszył, ale udało mi się to dość szybko opanować. Niestety, po podskórnych naciekach często pozostają czerwone place i tak też było w tym przypadku. W grudniu i styczniu w związku z dość dużymi problemami ze zdrowiem moja skóra odmówiła posłuszeństwa i efekty tego widzicie na zdjęciach.
Zaczęło się od poważnego przeziębienia, które dwukrotnie kończyło się masywnym krwotokiem z nosa. Możecie wyobrazić sobie, jak mocno byłam osłabiona. Na domiar złego, jak to przed świętami bywa – miałam na głowie sporo kolokwiów i nie mogłam pozwolić sobie na leżenie w łóżku. Kiedy udało mi się zwalczyć infekcję moja skóra była odwodniona w ekstremalnym stopniu. Żadne kremy nie pomagały, a ja bałam się ryzykować z używaniem olei. Mniej więcej po 3 tygodniach udało mi się dojść do stanu, jaki widzicie na zdjęciu – skóra łuszczy się już tylko w okolicach nosa, na szczęście coraz mniej.
Jak aktualnie pielęgnuję skórę twarzy?
RANO:
  • Myję twarz delikatnym żelem La Roshe Posay Surgras. Kilka razy w tygodniu sięgam po szczoteczkę soniczną z Dermo Future.
  • Twarz wycieram codziennie wymienianym ręczniczkiem z Ikei.
  • Spryskuję skórę wodą różaną z Make Me Bio i lekko ją wklepuję. Pozwalam się jej w 80% wchłonąć.
  • Na lekko wilgotną twarz aplikuję krem La Roche Posay Effaclar K [+].
  • Kiedy jestem w domu punktowo na wypryski aplikuję mieszankę olei bazujących na olejku eterycznym z drzewa herbacianego. Kiedy wychodzę na uczelnię po prostu nakładam makijaż.
WIECZOREM:
  • Lekko moczę buzię w wodzie. Pierwszym etapem demakijażu jest krótki masaż olejkiem Resibo.
  • Olejek zmywam płatkami nasączonymi płynem micelarnym Garnier (różowym, nie ma alkoholu w składzie, jest najbardziej delikatny z całej trójki).
  • Twarz myję tym samym żelem, co rano, czyli Surgrasem z LRP.
  • Podobnie jak rano korzystam z dobroci wody różanej z MMB.
  • Na twarz nakładam serum z kwasem migdałowym z Bielendy. 
  • Czasem, kiedy widzę, że moja skóra potrzebuje czegoś silniej działającego nakładam retnoid w żelu – Izotziaję. Nie używam jej jednak częściej niż 2 razy w tygodniu, ostatnio ograniczam ją jeszcze bardziej.
  • Kiedy serum się wchłonie w skórę wsmarowuję krem La Roche Posay Effaclar H lub żel aloesowy, kiedy potrzebuję lżejszego nawilżenia.
  • Punktowo na wypryski nakładam maść cynkową, olejek z drzewa herbacianego lub maść z antybiotykiem Klindacin T.
OKAZJONALNIE:
  • Staram się przynajmniej raz w tygodniu nałożyć na twarz maskę oczyszczającą, a kiedy potrzebuję silnego nawilżenia – nawilżającą (często w płachcie).
  • Raz w tygodniu wykonuję peeling mechaniczny peelingiem z korundem od Nacomi.
  • Kiedy moja skóra jest podrażniona spryskuję ją wodą termalną Uriage.
  • Czasem wracam do prostego sposobu – bezkremowej nocy. Kończę wtedy moją pielęgnację na toniku (używam go tylko po to, by skóra szybciej wróciła do fizjologicznego pH). Moja skóra ma wtedy chwilę żeby odpocząć i zregenerować się, nie jest niczym obciążona i ładniej wygląda o poranku. 
Co dała mi taka schematyczna, dość minimalistyczna pielęgnacja? To,
że widzę, na co moja skóra reaguje dobrze, a na co źle. Łatwo jest mi
więc wyeliminować kosmetyk, który powoduje pogorszenie jej stanu. Staram
się patrzeć na potrzeby mojej skóry, nie obciążać jej, nie wysuszać
preparatami anty-trądzikowymi, ale też nie nawilżam, ani nie natłuszczam
jej zbyt mocno – szczególnie wtedy, kiedy widzę, że tego nie
potrzebuje. 
Jakie mam plany na przyszłość? Chcę
poszukać w Białymstoku dobrego ginekologa i dermatologa, wykonać
dokładne badania hormonalne, a kiedy uda mi się unormować skórę –
skorzystać z dobroci kwasów (w wyższych stężeniach) lub innych zabiegów,
które pomogą mi walczyć z pozostałościami po wypryskach. Warto też
zaznaczyć, że nie przeszłam żadnej terapii hormonalnej!

Macie dla mnie jakieś rady? A może pytania? Sądzicie, że moja walka z trądzikiem wygląd na udaną, czy bliżej mi ku porażce?
Pozdrawiam :*