Wybrany tag

Tołpa

PROJEKT DENKO

PROJEKT DENKO PAŹDZIERNIK 2018

3 stycznia 2019
projekt denko październik 2018

Cześć!

Czas uporać się z zaległymi projektami denko. Miałam nie wrzucać tu tych wpisów, ale zużyłam kilka ciekawych kosmetyków, o których chciałabym Wam opowiedzieć. W październiku udało mi się wykończyć ich naprawdę dużo, dlatego jeśli ciekawi Was naturalna pielęgnacja, azjatyckie smaczki i kolorówka – zapraszam do dalszej części wpisu.

Przy okazji chciałabym życzyć Wam wszystkiego dobrego w Nowym Roku. Mam nadzieję, że będzie on jeszcze łaskawszy i lepszy niż poprzedni. Poza tym, niech spełnią się wszystkie nasze cele, marzenia i postanowienia! Trzymam za to kciuki.

Czytaj dalej

Uncategorized

ŁUPY Z MEET BEAUTY | KIEDY JA TO WSZYSTKO ZUŻYJĘ? :O

19 maja 2016
Zdjęcie w tle pochodzi z bloga Ani – potejstronielustra.pl
Hej!
Wiem, że szał na posty z Meet Beauty już minął, ale przed maturą nie miałam kiedy pokazać Wam, co z konferencji przywiozłam. Po wyjściu ze stadionu czułam się jak prawdziwy buraczek cebulaczek – byłam obładowana torbami cięższymi ode mnie 😛 Dobrze, że nie musiałam wracać do Mateusza autobusem – nie wiem jak byśmy tę podróż przeżyli 😛 Jeśli jesteście ciekawi, co nam tak ciążyło – zapraszam dalej! Tylko ostrzegam – weźcie ze sobą kawę i ciastko, to może chwilę potrwać 😀

Na stanowisku Pilomax, oprócz badania skóry głowy każda z nas dostała paczkę wypełnioną po brzegi kosmetykami tej firmy. O ile ich szampon do codziennego stosowania niezbyt się u mnie sprawdził, to ich maski są lubiane przez moje włosy. Wszystkie maski są tymi o mniejszej pojemności, ale dla mnie to zaleta, a nie wada – brakowało mi czegoś, co mogłabym zabierać na kilkudniowe podróże. W mojej paczce znalazł się szampon Olamin Wax, który ma pomóc mi w znormalizowaniu mojej skóry głowy – na zbliżeniach okazało się, że jest ona lekko podrażniona i przesuszona. Jeśli chodzi o maski, od mojej torby zawędrowały Aloes Wax w dwóch egzemplarzach, ale jeden już oddałam, Arabica Wax, która podobno brzydko pachnie i odżywka regenerująca do włosów ciemnych i farbowanych na ciemne kolory.

Jedną z najlepszych, według mnie, paczek była ta od Annabelle Minerals. Dostałyśmy podkład matujący Golden Fair, puder rozświetlający, cień do powiek Vanilla i róż do policzków Rose. Trzy z tych kosmetyków niestety oddałam na rozdanie – podkład jest za ciemny, pudrów używam tylko matujących, ewentualnie satynowych, a róż po prostu mam 😛 Mam nadzieję, że którejś z Was posłużą lepiej, niż mi – nie lubię kiedy coś leży na półce i się marnuje.

Na warsztatach makijażowych Lirene miałyśmy okazję dowiedzieć wielu ciekawostek o makijażu, a także o kosmetycznych nowościach tej marki. Podkład No mask jest jednym z najbardziej zachwalanych podkładów na blogach – dla mnie niestety okazał się być kosmetykiem za ciemnym i też na pewno zorganizuję z nim rozdanie w roli głównej 😀 Kosmetykiem pielęgnacyjnym, jaki dostałyśmy w tym zestawie był albo żel micelarny, albo płyn dwufazowy, który ma powodować wzmocnienie rzęs i ja otrzymałam właśnie ten drugi produkt 🙂

Na stanowisku Glov każda z nas mogła z bliska przyjrzeć się tym magicznym rękawicom oraz poznać kolorowe nowości tej marki (które moim zdaniem wyglądały naprawdę uroczo :P). W misce z dobrociami czekały na nas mini rękawiczki na palec, które służą usuwaniu makijażu oka lub ust. Wiem, że dziewczyny, które miały wizytówki mogły wybrać sobie Glov On the Go, ale ja o wizytówkach nawet nie pomyślałam, a szkoda 😛 Teraz wiem, co muszę zabrać na kolejną edycję. Tego gadżetu jeszcze nie testowałam, ale jak już sprawdzę co i jak – na pewno coś o nim napiszę – czy to tutaj, czy na profilu na Facebooku.

W paczce od Bielendy znalazł się odżywczy balsam do ciała, który powędrował do mojej przybranej cioci. Nie miał zachwycającego składu, wiedziałam więc, że raczej zostanie u mnie na dnie szafy i nie będę z niego korzystać. Podkład matujący ma zdecydowanie za ciemny odcień, więc wrzucę go do kolejnej rozdaniowej niespodzianki. Z produktów ze zdjęcia zużyję tylko maskę peel off – tej nawilżająco – dotleniającej jeszcze nie miałam, ale inne z tej serii fajnie działały na moją skórę. Masełko do ust też się nie zmarnuje – na pewno wrzucę je do torby, bo jest w formie wygodnego sztyftu.

Od Palmersa dostałyśmy mini balsamy i 2 próbki. Ich stoisko było oblegane od samego rana, a ja z Zuzią wybrałam się tam praktycznie pod koniec całej konferencji. Było mi smutno, kiedy Zuzia dostała balsam na rozstępy, a mnie panie zbyły i nawet nie chciały porozmawiać ze mną o nowościach z olejem kokosowym i masłem Shea. Miałam o nich dobre zdanie, ale ich reputacja trochę zmalała – przynajmniej w moich oczach. Balsam kupiłam sama w Hebe – mam nadzieję, że sprawdzi się tak dobrze, jak go zachwalały.

Tołpa mnie niestety rozczarowała. Nie byłam na ich warsztatach, ale zrobiłam „wywiad środowiskowy” i wiem, że nie wszystkim dziewczynom się one podobały. Osoby, które nie uczestniczyły w zajęciach otrzymały tylko jeden, ale bardzo ciekawy, na pierwszy rzut oka, produkt – krem BB upiększający. Bardzo się cieszyłam, bo szukałam czegoś lżejszego na lato. Kiedy go użyłam nieprzyjemnie się zaskoczyłam i powiem tylko jedno – nie polecam tego kosmetyku. Jeśli chcecie, mogę przygotować na jego temat oddzielny wpis – poświęcę się i potestuję ten bubel jeszcze trochę czasu, żeby była ona choć trochę bardziej szczegółowa 😛

Stoisko Eveline też obadałam jako jedna z ostatnich dziewczyn i mimo szczerych chęci Pani konsultantki nic ciekawego już nie było. Balsam z chłodzącym efektem zużyję latem na newralgiczne partie ciała – brzuch, uda i pośladki. Tusz i ta brązowo-pomarańczowa szminka lądują w rozdaniu. Koralowo – różową pomadkę miałam już na ustach i przyznam, że świetnie będzie wyglądała w pełnym słońcu 😀

Warsztaty paznokciowe podobały mi się najbardziej, więc nie jesteście pewnie zdziwieni, że paczka z Indigo też. Nie spodziewałam się, że dostaniemy tak wielką ilość kosmetyków :O I to w przepięknej, złotej torbie, która niestety nie znalazła się na zdjęciu. Na samej górze widzicie zestaw lakierów w kolorach nude – mam niewiele podobnych osobników w swojej kosmetyczce, więc jestem podwójnie zadowolona 😀 Obok w woreczku znajdują się próbki z różnymi zapachami kremów do rąk – będę mogła wybrać te, które najbardziej przypadną mi do gustu. W kolejnym fioletowym woreczku znajdują się 3 próbki perfum, a obok nich balsam do ciała, krem do rąk oraz olejek w sprayu. Po prawej stronie zapachów do samochodu znajduje się oliwka do skórek z mirrą, a niżej krem do rąk „rybka”, polerka, dwie odżywki do paznokci i masło shea – które razem z polerką można wykorzystać do wykonania autorskiego manucire shea. Paczka bomba – wszystkie te kosmetyki będą przeze mnie używane z przyjemnością – mają świetne opakowania, pięknie pachną – oby jeszcze działanie było tak dobre, jak strona wizualna 😀

Paczka od Shwarzkopfa również przypadła mi do gustu. Znalazł się w niej lakier malinowy z Got2Be, który przejęła już moja mama – sama lakierów nie używam, więc nie wiem jak sprawdziłby się na długich włosach. Odżywki w sprayu Gliss Kur lubię i w ciągu kilku ostatnich lat raczej nie zdradzałam ich z kosmetykami innych marek. Wersji Ultimate Repair jeszcze nie używałam, bo jest to nowość na drogeryjnych półkach. Puder dodający objętości nie jest dla mnie nieznanym produktem – używam go przed imprezami, bo na co dzień raczej denerwowałby mnie ten efekt tępych włosów. Olejek na końce na pewno zużyję, bo po każdym myciu zabezpieczam je właśnie silikonowym serum , a maskę pożrą suche i rozjaśniane włosy mojej mamy 😀

Ostatnimi już zdobyczami są długopis – szminka, który robi furorę wśród moich znajomych 😀 Dalej mamy coś a’la błyszczyk w pomadce, czyli nowość Golden Rose Sheer Shine. Moja jest w kolorze brudnego różu – jest to dzienny nudziak i na pewno będzie lądowała na ustach wtedy, kiedy nie będę chciała podkreślać ust czymś bardziej wyrazistym. Jest to numerek 4. Lakier również jest jednym z nowszych kosmetyków tej marki – jest to seria Ice Chick, a ta ciemna śliwka to numerek 18. Częściej będę do niego wracać jesienną porą. 

Co przyciągnęło Waszą uwagę? Mnie najbardziej podobają się prezenty od Indigo i Annabelle Minerals. Szkoda tylko, że kolory i właściwości nie do końca mi odpowiadają :C
Pozdrawiam
Uncategorized

PROJEKT DENKO #3 | Latem pochłaniam kosmetyki 2 razy szybciej :P

25 sierpnia 2015
Hej dziewczyny!
Niskie ciśnienie, pochmurne niebo i duszne powietrze – czy u Was też jest podobna pogoda? Jak dla mnie to najgorsze co może być – lepiej czuję się kiedy pada deszcz, niż kiedy się na niego kilka dni zbiera. Poleniuszkowałam sobie trochę, odpoczęłam, zaczęłam uczyć się do wrześniowego egzaminu. Musiałam też zabrać się za porządki w domu, bo musiałam znaleźć trochę miejsca na nowe rzeczy 😛 Wieczorami nie miałam przez to ochoty na pisanie postów, a ja nie lubię się do tego zmuszać. 
Aby nie gromadzić pustych opakowań w pokoju postanowiłam przygotować post o zdenkowanych kosmetykach. Trochę ponarzekam, ale opowiem też o moich ulubionych kosmetykach. Starałam się wykończyć wszystkie resztki, żeby nic zbędnego nie zalegało mi  na półkach, a dodatkowo – chcę już zacząć testować nowości, a obiecałam sobie, że nie otworzę ich, dopóki nie wykorzystam tego co zaczęłam 😛 Jeśli jesteście ciekawi co sądzę o kilku produktach do pielęgnacji czy makijażu – zapraszam do dalszej części posta 🙂

CIAŁO

  •  DOVE, Caring protection
Nigdy nie przepadałam za żelami z Dove. Po pierwsze były zawsze w wysokiej cenie, po drugie zawierały SLS, przez co w pielęgnacji mojej skóry nie różniły się niczym od tanich myjadeł z Isany, które kiedyś bardzo lubiłam. Kiedy zmienili skład postanowiłam spróbować i zakochałam się. Moja skóra jest dzięki nim zdecydowanie bardziej nawilżona. Służy jej odstawienie silnych detergentów. Do tego dużą butlę można upolować nawet za 10-12 złotych, co przy ich wydajności jest małym wydatkiem. Wersja, którą widzicie na zdjęciu ma konsystencję jak balsam – gęstą, zbitą, przez co troszkę ciężko wycisnąć ją z opakowania, gdy jest już w nim niewiele produktu. Pięknie pachnie, świetnie się pieni – POLECAM. Na pewno kiedyś do niego wrócę 🙂
  • JONHSON’S BABY, Softwash extracare
Żel pod prysznic i do mycia włosów. Jest przeznaczony dla delikatnej i wrażliwej skóry dziecka. W składzie nie ma silnych detergentów za co wielki plus. Myje niestety gorzej niż Dove, prawie w ogóle się nie pieni. Ma lejącą konsystencję, przez co nie jest zbyt wydajny. Zapach jest neutralny, pachnie jak większość kosmetyków dla maluszków. Kosztował około 13 złotych i więcej go nie kupię.
  •  NIVEA, Odżywczy balsam do ciała pod prysznic
To opakowanie kupiłam już dawno temu – w czasach, gdy balsamy pod prysznic wchodziły na rynek i były dla wszystkich nowością. Zawiodłam się już na początku – w sklepie nie spojrzałam na skład, a szczerze – nie porywa. Parafina wysoko w składzie, na jednej z pierwszych pozycji. Jest niewydajny, ma lekką konsystencję przez co trzeba go użyć dość dużo,a by pokryć całe ciało. Po spłukaniu nie dawał nawet minimalnej dawki nawilżenia – moja skóra jak była sucha, taka i pozostała. Pachniał charakterystycznie – jak niebieski krem nivea. Nie polecam, zapłaciłam za niego około 15 złotych i za tą cenę można kupić zdecydowanie lepsze preparaty nawilżające czy natłuszczające.
  • EVELINE, Balsam + peeling pod prysznic Argan & Vanilla
Produkt podobny do tego, o którym opowiadałam akapit wyżej. Martwego naskórka  nie ścierał, natomiast jako balsam działał zdecydowanie lepiej. Pachniał bardzo ładnie, a zapach dość długo utrzymywał się na skórze. Taka mała tubka starczyła mi na 3 aplikacje. Sprawdzał się nieźle, ale moja skóra potrzebowała mocniejszej dawki nawilżenia. Nie jestem fanką tego typu kosmetyków (nawet latem) i do niego nie wrócę. Był dołączony do pełnowymiarowego serum antycellulitowego Eveline.

  •  FARMONA, Tutti frutti, masło do ciała Liczi & Rambutan i Malina & Jeżyna
Zarówno ja, jak i moja mama bardzo polubiłyśmy te masełka. Nie kosztują nawet 15 złotych, a są wydajne, dobrze nawilżają i cudownie pachną. Na drugim miejscu w składzie zawierają masło shea, za co ogromny plus. Dalej jest parafina, ale na szczęście nie wpłynęła ona na stan mojej skóry. Pierwszy raz kupiłam z ciekawości, ale spodobały mi się i zostałam na dłużej. Mamy jeszcze 2 opakowania, więc je wykorzystamy, a potem poszukamy czegoś innego – żeby nie było nudy w pielęgnacji ciała 😉

  • FA, Sport Double Power Spring fresh
 Nie przepadam za antyperspirantami Fa, bo słabo działają na mojej skórze i tak się stało również tym razem. Mama kupiła z ciekawości, ale obie byłyśmy średnio zadowolone. Sprawdzał się nieźle, ani dobrze, ani źle. Nie zapadł nam w pamięć i więcej po niego nie sięgniemy.
  • GARNIER MINERAL, Invisible

Jeden z moich ulubionych antyperspirantów, dobrze chroni przed nadmierną potliwością, ładnie pachnie. Nie uczula i nie brudzi ubrań.  Taka duża butla do złapania w Rossmannie, na promocji kosztuje wtedy około 11-12 złotych. Jest wydajny i na pewno będę do niego wracać 🙂

KOLORÓWKA I INNE

  •  BOURJOIS, Healthy Mix w odcieniu 51 Light Vanilla
U mnie ten podkład totalnie się nie sprawdził, więc oddałam go mamie. Też była średnio zadowolona, według niej stara wersja sprawdzała się o wiele lepiej. Nie kupimy go ponownie. Złowiony na promocji w Rossmannie za około 30 złotych. Regularna cena jest mniej więcej 2 razy wyższa.
  • LOREAL, Infallible puder
Również kosmetyk mojej mamy. Była z niego zadowolona. Dobrze się nakładał, przedłużał trwałość makijażu. Matowił, ale nie dawał przy tym efektu maski. Pewnie jeszcze kiedyś go kupi, choć znalazła drugiego ulubieńca 🙂 
  • MERZ SPECIAL, Dragges suplement diety
Zużyłam już ponad 1,5 opakowania i jak na razie widzę efekty. Zmiany są dość delikatne, ale dam mu szansę i poczekam do końca kuracji. O wrażeniach po 1,5 miesiąca stosowanie pisałam TUTAJ.

WŁOSY
  • ALTERRA,  Szampon dodający objętości papaja i migdał
W miesiącach wakacyjnych myję włosy zdecydowanie rzadziej, przez co zużywam mniej kosmetyków do włosów. W moich zbiorach znalazł się więc tylko jeden szampon Alterry. Stosuję je zamiennie i chyba wszystkie sprawdzają się tak samo dobrze. Zawsze robię sobie ich zapas na promocji, kosztuję wtedy niecałe 6 złotych. Są wydajne, dobrze się pienią, nie zawierają silnych detergentów i domywają oleje. Żyć nie umierać 😀 O innych wersjach pisałam TU i TU.

TWARZ

  • BIELENDA, Esencja Młodości, Nawilżajacy płyn micelarny do mycia i demakijażu 3 w 1
Płyn micelarny mojej mamy, którego i ja miałam okazję używać. Bardzo fajnie zmywa makijaż oka i twarzy.  Czasem jednak powodował podrażnienie moich wrażliwych oczu. Wolę delikatniejsze kosmetyki, gdyż płynami micelarnymi wykonuję tylko wstępny demakijaż. Możecie go kupić we wszystkich drogeriach za około 12 złotych.
  • DERMEDIC, Normacne Preventi, Tonik antybakteryjny do skóry mieszanej i tłustej

Dość fajny kosmetyk, który kupiłam na promocji w Super Pharm. Zapłaciłam za niego niecałe 12 złotych. Nie podrażniał mojej skóry, nie powodował wysypu niedoskonałości. Szybko niwelował uczucie ściągnięcia skóry twarzy po myciu mydełkiem Aleppo. Nie zauważyłam, żeby wpływał na ilość zaskórników, ale na pewno nie powodował zwiększenia ich liczby. Kiedyś do niego wrócę. 

  • LA ROCHE POSAY, Effaclar Duo [+]

Mój ulubiony krem, a tutaj widzicie 3 tubkę. Teraz zrobiłam sobie od niego około 3 miesięczną  przerwę, aby moja skóra za bardzo nie przyzwyczaiła się do jego działania. Dzięki niemu moje zaskórniki są mniej widoczne, świetnie współgra z lekami przepisanymi przez dermatologa. Więcej o nim znajdziecie TUTAJ.

  • AA OCEANIC, Long 4 Lashes

Moim zdaniem świetna odżywka do rzęs za niską cenę. Nie wystąpiły u mnie żadne skutki uboczne związane z jej stosowaniem, ale obchodziłam się z nią bardzo uważnie.  Efekty możecie podejrzeć tutaj: rozpoczęcie, pierwszy miesiąc, drugi i trzeci. Obecny stan moich rzęs możecie znaleźć TUTAJ.

  • BALMI

Na początku się nim zachwycałam, a potem mój entuzjazm powoli gasł.  Opakowanie wyrobiło się (tak jak wspomniała któraś z Was) i otworzyło się w torebce brudząc wszystko, co znalazło się w zasięgu. Brrr. Chyba jednak warto zainwestować w balsamy EOS, tym bardziej, że ich cena jest podobna. Pisałam o nim TU.

  • TOŁPA, Botanic Amarantus, nawilżający krem rozjaśniający pod oczy

Super produkt. Wydajny, z wygodnym i higienicznym opakowaniem. Świetnie nawilżał skórę pod oczami i na powiekach i faktycznie delikatnie rozjaśniał cienie, za co wielki plus dla niego. Na blogu na pewno pojawi się jego pełna recenzja, nie wiem tylko kiedy, bo się z nimi nie wyrabiam 😛

  • BE BEAUTY, Delikatny żel-krem łagodzący

 Również został mi z ostatniego pobytu w domu. Jest naprawdę delikatny i nie podrażnia skóry – wręcz przeciwnie, łagodzi wszelkie podrażnienia. Nie wysusza skóry, nie powoduje u mnie uczucia ściągnięcia. Zużyłam kilka opakowań i nadal dobrze mi służy. Do tego jego cena jest śmiesznie niska – kosztuje 5 złotych.


Znalazłyście tu coś, co same stosowałyście? A może coś, co chciałybyście wypróbować?
Pozdrawiam 🙂
Uncategorized

RECENZJE | Tołpa Simply młoda skóra – oczyszczający żel-peeling do mycia twarzy

31 lipca 2015
Hej dziewczyny!
Pomijając ewentualne pytania – tak – wróciłam, żyję, mam się dobrze (w miarę) i zamierzam od teraz regularnie blogować! 😀 Mam nadzieję, że cieszycie się razem ze mną 😛 W moim życiu zapadło przez ten krótki okres wiele ważnych decyzji, część z nich na pewno zdradzę Wam w najbliżsszym miesiącu. 
Jak na razie nie ma mnie jeszcze w domu, więc nie mogę Wam zaoferować bardzo ciekawego posta – brak lustrzanki daje się we znaki – nie mam jak zrobić dodatkowych zdjęć, a karty pamięci ze sobą nie zabrałam, tak jak i laptopa – nie był mi potrzebny za granicą, a nie chciałam, żeby stało się coś z nim w podróży.
Dziś porozmawiamy więc o kosmetyku, który dobrze sprawdził się w pielęgnajcji mojej problematycznej, trądzikowej cery. Jeśli jesteście ciekawi, co najbardziej mi się w nim spodobało – zapraszam do przeczytania dalszej części posta 😉

Opakowanie dość popularne, jak w wielu tego typu produktach. Jest to zwykła tubka zamykana na klik. Miękki plastik nie utrudnia wyciskania produktu na zewnątrz. Szata graficzna czytelna i miła dla oka. Co ważne – na opakowaniu znajdują się wszystkie ważne informacje – od składu po datę ważności. Znajdziemy tu też PS charakterystyczny dla Topły – a w nim krótki żart 🙂 

To właśnie skład był motorem, który popchnął mnie do zakupu tego żelu. Nie zawiera SLS, SLES i parabenów, za to tubka po brzegi wypchana jest naturalnymi wyciągami i ekstraktami. Na początku listy znajdziemy np. :wosk/olej (?) z otrębów/ziaren ryżu, puder bambusowy – które matują naszą skórę, dalej ekstrakt z torfu, który ma działanie bakteriobójcze, przeciwzapalne, czyli jest pomocny w leczeniu trądziku. W produkcie znajdziemy też ekstrakt z korzenia łopiau, ekstrakt z owoców jałowca, liści tymianku i wiele innych. Skład tego kosmetyku oceniam bardzo pozytywnie, moim zdaniem na naszym rynku, w drogeriach stacjonarnych, powinno się pojawić więcej tego typu nowości 🙂

Produkt jest średnio wydajny, ponieważ nie pieni się zbyt mocno po nałożeniu na twarz. Wystarczył mi na około dwa miesiące codziennego, wieczornego stosowania, więc i tak nie jest źle 😛 Nie trzeba go nakładać zbyt wiele, bo ma lejącą konsystencję.

Jak już wspomniałam konsystencja tego żelu jest dość rzadka, lejąca się. Nie spływa jednak z dłoni i twarzy, da się go dobrze nałożyć. Jeśli chodzi o drobinki peelingujące – są drobne, niewielkie, niektóre w postaci wiórków. Delikatnie zdzierają martwy naskórek, przez co produkt nadaje się do codziennego stosowania. 

Cena tego kosmetyku to 16,99 złotego. Jak na mój gust – ani zbyt wysoka, ani zbyt niska – w sam raz 🙂

To jest właśnie największy minus tego produktu. Teraz nie jest dostępny prawie w ogóle. Swój egzemplarz kupiłam w Biedronce kilka miesięcy temu. Na początku myślałam, że będzie to nowa seria od Tołpy wprowadzona na stałe na sklepowe półki. Gdy zorientowałam się, że jednak jest to edycja ‚limitowana” było już za późno i nie zdążyłam zrobić zapasów. Z tego co wiem, ta seria jak na razie nie będzie dostępna, ale może firma to zmieni (mam na to cichą nadzieję :P).

Jest to dla mnie jeden z najlepszych żeli z drobinkami, które miałam okazję testować w ostatnim czasie. Dobrze oczyszczał skórę ne powodując uczucia ściągnięcia. Drobinki deliktanie zdzierały martwy naskórek, przez co produkt przyczyniał się do zmniejszenia powstawania zaskórników i niedoskonałości. Moja skóra czasami kaprysiła i reagowała podrażnieniem, które jednak szybko mijało – mogło to być skutkiem zbyt intensywnego złuszczania – odstawiałam wtedy żel na 2-3 dni i wszystko wracało do normy. Miał ładny zapach i wygodne opakowanie. Podczas stosowania go i toniku z tej samej serii stan mojej cery rzeczywiście się poprawił.

Jeśli znowu pojawi się w sklepach na pewno kupię kilka opakowań 😀 Pewnie skończy się na 2, bo w końcu trzeba wprowadzić większy minimalizm i zużyć zapasy 😀 Podoba mi się jednak na tyle, żeby ponownie po niego sięgnąć.

O czym chcielibyście poczytać w następnych wpisach? Ktoś miał okazję testowania tego kosmetyku? Lubicie produkty Tołpy?
Pozdrawiam goraco :3
Uncategorized

[PROJEKT DENKO] Wycisnięci do dna vol 2 :D

20 czerwca 2015
Hej!
Jest sobota, ja mogę w końcu troszkę wypocząć, więc postanowiłam napisać niezbyt wymaającego posta 😀 Takie pogadanki pisze mi się zdecydowanie łatwiej niż recenzję jednego, wybranego kosmetyku. Jako że mineły już 2 miesiące od ostatniego prezentowania przeze mnie zużytych kosmetyków przygotowałam kolejną edycję 😀 Jest tego dość dużo, a to dlatego, że mam naprawdę porządną liczbę otwartych kosmetykó, które należałoby w końcu pozużywać. Trzymam się więc swojego planu i więcej zużywam niż kupuję 😛 Jak zwyklę podzieliłam produkty na kategorie. Jeśli jesteście ciekawi co sądzę o tcyh produktach to zapraszam do dalszej części posta :3

Pielęgnacja twarzy
  • Alterra, Emulsja do mycia twarzy z granatem 
Zużyłam 2 opakowania tej emulsji i byłam z niej bardzo zadowolona. Jest przeznaczony raczej do skóy normalnej  tłustej, ale olejki w niej zawarte wpływały dobrze na moją mieszaną (w stronę tłustej) skórę. Niwelowała zaczerwienienia, nie podrażniała, skóra po jej użyciu była gładka, dobrze nawilżona, suche skórki pojawiały się u mnie naprawdę rzadko. Tania, ale średnio wydajna. Miała bardzo ładny zapach, jak wszsytkie produkty z tej serii. Co ważne – nie zapychała i nie spowodowała nasilenie objawów trądziku. Kiedyś na pewno kupię ponownie.
  • Tołpa simply, Młoda skóra, Oczyszczający żel-peeling do mycia twarzy
Kosmetyk ten kupiłam w Biedronce i teraz nigdzie nie mogę go znaleźć. Żel ten używałam tylko wieczorem i naprawdę mi się podobał. Ma w składzie dużo naturalnych wyciągów roślinnych, nie ma SLS. Drobinki nie były na tyle duże, że powinno się ograniczyć jego stosowanie. Dobrze oczyszczał skórę, chociaż pod koniec potrafiał mnie delikatnie podrażniać na policzkach. Myślę, że było do spowodowane intensywniejszym stosowaniem kuracji antytrądzikowych. Kosmetyk mi się podobał i jeśli znajdę go to kupię ponownie, żeby stosować go jako mocniejszy peeling kilka razy w tygodniu.
  • Płyn do soczewek Solo Care Aqua
Jest to jeden z dwóch płynów, których używm od początku soczewkowej kariery. Nie podrażnia oka, świetnie pielęgnuje soczewki. Białkowe osady prawie w ogóle na moich szkłach kontaktowych nie występują, a dla mnie to bardzo ważne, bo mam dość tłusty i gęsty film łzowy. Soczewki przez cały dzień są dobrze nawilżone i nie powodują dyskomfortu podczas noszenia. Taka butla starcza mi na max 3 miesiące, ale jest to dobra wydajność w stosunku do jakości i ceny. Na pewno kupię ponownie.

Pielęgnacja włosów
  • Alterra, szampony Pszenica i morela oraz Papaja i bambus
Szampony z Alterry są moją ulubioną alternatywą dla tych z SLS. Są dość wydajne, dobrze się pienią, nie mają problemów z domywaniem zanieczyszczeń czy olei. Są tanie i pięknie pachną. Na pewno nie mogłabym doliczyć się ilości zużytych przeze mnie opakowań. Mam swoje ulubione wersje i zmieniam je, żeby moim włosom się nie nudziło 😛 Kupię ponownie.
  • Batiste, Suchy szampon do włosów o zapachu Tropical
Szampon ten kupiłam bardzo dawno temu, bo jeszcze wtedy, kiedy były one w Biedronce za 10 złotych. W końcu udało mi się go zużyć 😛 Suche szampony stosuję niezwykle rzadko, ale uważam, że są one niezbędnym gadżetem w mojej kosmetyczce. Czasem umyję włosy jednego dnia, a wstając drugiego mam na głowie armmagedon – czasem przez stres, czasem przez warunki pogodowe. Batiste ratuje mnie wtedy z opresji. Na pewno zabiorę go ze sobą na wakacje, bo może przydać się w awaryjnych sytuajach. Ta wersja zapachowa nie jest akurat moją ulubioną – jest słodka i trochę mdła. Wolę inne, ale nie ma co narzekać 😛 Szampon robił, to co miał robić. Kupię ponownie, ale inne wersje zapachowe.

Pielęgnacja ciała
  • Lirene, Krem do stóp stop rogowaceniu z 30% zawartością mocznika
Krem ten świetnie sprawdził się w sytuacji, gdy skóra na moich kostkach pękała, bolała i była bardzo sucha. Na początku używałam go codziennie, potem zmniejszyłam dawkę do kilku razy w tygodniu i w pozostałe dni stosowałam inne specyfiki. Pomógł mi pożegnać suche strupy i wiosną mogłam cieszyć się pięknymi stopami. Teraz problem znowu powrócił i testuję inny krem. Mam nadzieję, że sprawdzi się tak, jak ten z Lirene. Na pewno sięgnę po niego, gdy nic innego nie pomoże – kupię ponownie.
  • AA My intima, Odświeżający żel do higieny intymnej
Żel, który kupiłam przypadkiem. Potrzebowałam, wrzuciłam do kozyka nawet nie sprawdzając składu. Okazało się, że miał SLS i potrafiał mnie czasem podrażniać. Nie polecam. Więcej na jego temat nie mogę powiedzieć. Nie kupię ponownie’
  • Playboy Woman, Perfumy
Zapach ten miałam od bardzo dawna i postawiłam go w końcu zużyć. Nie przepadałam za nimi jakoś bardzo, wolę zdecydowanie świeższe perfumy. Opakowanie ładne, zapach utrzymuje się cały dzień, jednak ja nie kupię ich ponownie.
Gadżety
  • Carea, płatki kosmetyczne
Najlepsze i najtańsze płatki jakich miałam okazję używać. Zielona wersja jest lepsza, bo mniej się rozarstwia, ale ta też była okej. Co tu dużo mówić – kupię ponownie 😛
  • Bielenda Oczyszczająca maska peel – off
Maseczkę tą kupiłam na promocji w Rossmannie za około 2,6 zł. Jest fajna, nie wysusza i naprawdę ładnie schodzi z twarzy. Delikatnie oczyszcza, ale nie powiedziałabym, żeby był to jakiś spektakularny efekt. Ma bardzo ładny, ananasowy zapach. Myślę, że kupię ponownie.

Home decor

  • Bracka, świece o zapachu karmelu

W przeciwieństwie do trudkawkowych karmelków, o których opowiadałam Wam [TUTAJ] ta wersja pachniała zdecydowanie bardziej intensywnie. Zapach był słodki, ale nie mdły, przynajmniej mi się takie podobają 😛 Wypaliły się do samego dna, więc nie ma co narzekać, bo świece te byly naprawdę tanie (chyba około 6 złotych za zestaw, ja trafiłam wtedy na promocję -15%). Nie wiem czy kupię ponownie, bo mam jeszcze w zapasie kilka świec i wosków 😛

  • Yankee Candle, wosk Cotton Clean
Jeden z najłądniejszych zapachów od Yankee Candle jaki miałam. Pisałam o nim [TUTAJ]. Pachnie świeżo, czystym praniem, proszkiem i delikatnym płynem do płukania. Lubię takie zapachy, działają na mnie odprężająco. Zapach, który wydzielała ta mała tarteletka był średnio intensywny, ale mi to nie przeszkadzało. Nie wiem, czy kupię ponownie, bo mam naprawdę duże zapasy wosków i jeszcze tyle opcji to przetestowania 😛
Miałyście któryś z tych produktów? Wpadło Wam coś w oko? Lubicie projekty denko?
Pozdrawiam i miłego weekendu :3