Wybrany tag

Sylveco

Uncategorized

PROJEKT DENKO | MARZEC 2016 | SŁABO, SŁABO :P

21 kwietnia 2016
Hej!
Zakupy w Rossmannie już zrobione, czy może omijacie tę drogerię szerokim łukiem? Ja tym razem  na szczęście nie zaszalałam i jestem z siebie dumna 😀 kupiłam 3 kosmetyki, ale pokażę je Wam w oddzielnym poście – teraz na blogu będą pojawiać się krótsze teksty, bo skupiam się  bardziej na odpoczynku i ostatnich powtórkach przed maturą – mam nadzieję, że rozumiecie o co mi chodzi 😀
W tym miesiącu trochę opóźniłam się z denkiem – jakoś ciężko mi się zorganizować – mam nadzieję, że w połowie maja wszystko wróci do normy. Pokażę Wam  dzisiaj kilka kosmetyków, które udało mi się zużyć w marcu – moje zapasy w końcu zaczęły topnieć i jestem z tego powodu bardzo zadowolona. Jeśli ciekawi Was, co znalazło się w gronie pustych opakowań – zapraszam do dalszej części posta 🙂

TWARZ:
To krem, o którym mogliście przeczytać post na blogu. Działał, ale jak na moje oko (i twarz :P) zbyt delikatnie. Nadal mam aktywne zmiany (co prawda pojedyncze, ale jednak) i potrzebuję działania antybakteryjnego. Ten krem bardziej sprawdzi się u osób z rozszerzonymi porami, poszarzałą cerą i zaskórnikami. Będzie również fajną alternatywą dla osób koło 30, które szukają podobnego działania + czegoś co zadziała antyoksydacyjnie. Nie jestem na nie, ale nie wrócę – Duo [+] sprawdza się w moim przypadku znacznie lepiej.
  • GARNIER, PŁYN MICELARNY – SKÓRA NORMALNA I MIESZANA
Zachęcona pozytywnymi opiniami na blogach i Youtube skusiłam się na zieloną wersję popularnego płynu micelarnego z Garniera. Jak widać – ta butelka nie jest zużyta do końca, ale znalazłam ją gdzieś w szafie – stała zapomniana pośród rzeczy z przeprowadzki. Miałam już jedno opakowanie i przyznam szczerze, że się na nim zawiodłam. Zmywa makijaż gorzej, niż różowa wersja, a do tego ma w składzie alkohol i dość mocno nim pachnie. Potrafi trochę wysuszyć, ale na szczęście mnie nie podrażniał. Nie stosowałam go jednak w okolice oczu. nie kupię ponownie.
  • IZOTZIAJA
To już stały bywalec moich projektów denko. retinoid, którego używam stale. Uprzedzając pytania – jest to lek wypisywany przez lekarza na receptę. Złuszcza martwy naskórek i stymuluje produkcję nowego. Mam w zapasie jeszcze 2 opakowania i jak na razie mam używać ją do czerwca 🙂
  • LOREAL, LUMI MAGIQUE – KOREKTOR ROZŚWIETLAJACY
Korektor, którego ja nie miałam okazji używać (tylko raz, ale to nie jest podstawa, żeby pisać na jego temat recenzję :P), ale moja mama kazała wspomnieć o nim w którymś poście. Bardzo jej się spodobał przez to, że całkiem ładnie kryje, a do tego rozświetla obszar pod oczami i sprawia, że oko wygląda na dużo bardziej wypoczęte. Warto sięgnąć po niego na promocji w Rossmannie, bo nie należy do najtańszych kosmetyków. Warto wspomnieć, że dość szybko się kończy – jak każdy korektor w pisaku.
Dla mnie jest to kosmetyk kultowy – tak jak podkład z tej serii – i regularnie do niego wracam. Zawsze kupuje go na promocjach lub w sieci, bo wychodzi zdecydowanie taniej niż przy zakupie w cenie regularnej. Dobrze kryje i nie wysusza skory wokół oczu. Ma satynowe wykończenie, jest bardziej rozjaśniający niż rozświetlajacy. Nie wchodzi w załamania i nie ciemnieje.
  • SKIN 79, BB CLEANSER
Miałam 3 próbki tej pianki i jestem oczarowana formułą tego kosmetyku. tak gęstej i naładowanej powietrzem pianki jeszcze nie używałam. Doskonale oczyszcza twarz i chętnie bym się na nią skusiła, ale mam zbyt duży zapas produktów do oczyszczania :C Myślę, że kiedyś pełnowymiarowe opakowanie trafi do mojej kosmetyczki! 😀
  • SYLVECO, LEKKI KREM ROKITNIKOWY
Po zużyciu takiej małej saszetki ciężko jest cokolwiek powiedzieć o kremie. Użyłam go na noc – dobrze nawilżył skórę i mnie nie zapchał. Przeraził mnie jego żółty kolor – jakoś nie chciał się wchłonąć i wyglądałam jak kurczak 😛 Raczej nie kupię – nie jest dostosowany do mojego typu cery.
  • CLARENA, KREM Z LIPOSOMAMI I KWASEM PIROGRONOWYM
Próbka, która również starczyła mi na jedno użycie. Krem szczypał mnie w twarz, ale może to wina tego, że miałam ją lekko podrażnioną po retinoidach. Miał bardzo treściwą konsystencję, ładnie pachniał, ale czułam, jakby moja skóra w ogóle nie miała dostępu do tlenu. Nie lubię takiego efektu oblepienia, więc go nie kupię – to niestety kolejny kosmetyk nie dla mnie.

CIAŁO:

  • DOVE, ŻEL POD PRYSZNIC SILK GLOW
Wersja, która miałam pierwszy raz. Miała pół kremową konsystencje i nie wysuszała skóry, ale nie do końca odpowiadał mi jej zapach. Zdecydowanie wolę te bardziej owocowe albo słodkie. Raczej po nią nie sięgnę- jest do wyboru tyle wariantów, że mam w czym wybrzydzać 😛
  • BALEA, ŻEL DO GOLENIA, LETNI OGRÓD
najlepsze i najtańsze żele jakich miałam okazję używać. W DM kosztują 1,15 EURO, więc to pikuś, nawet po przeliczeniu na złotówki. Żel był  bardzo wydajny, gęsty i pięknie pachniał mango. Nie spływał z nóg i zmieniał się w gęstą, mocno trzymającą się skóry pianę. Dzięki niemu maszynka gładko sunęła po ciele i podrażnienia czy zadrapania zostały zredukowane do minimum. mam nadzieję, że w te wakacje też uda mi się jechać do Niemiec – na pewno uzupełnię sobie zapasy, bo warto 😀
  • FA, FLORAL PROTECT, ANTYPERSPIRANT
Antyperspiranty z Fa nie są moimi ulubionymi, ale moja mama kupiła ostatnio dwa na promocji i pomagałam jej w  ich zużywaniu. Ten bardzo ładnie pachniał – moim zdaniem kwiatowo – owocowo. Jeśli chodzi o ochronę przed poceniem – u mnie dawał radę, ale nie należę do osób, które mają z tym duży problem. Był okej, ale nie wiem czy do niego wrócę.
  • BALEA, FRUITY HARMONY, KREM DO RĄK
Jeden z moich ulubionych kremów do rąk. Miał treściwą konsystencję, bardzo dobrze nawilżał i natłuszczał. Pozostawiał na skórze delikatny film, ale nie przeszkadzał on w codziennych czynnościach. Je go zapach był cudowny – owocowy, słodki – sprawiał, że kremowałam ręce częściej niż zazwyczaj. Po raz kolejny mam nadzieję, że będzie mi dane uzupełnić zapasy 😀
  • KNEIPP, BIO OLEJEK DO CIAŁA
Kolejna próbka, którą niezbyt fajnie wspominam. Olejek zadziałał dobrze, miał ładny, cytrusowy zapach, ale wiem, że miał w składzie pochodną parafiny (albo samą parafinę), a mnie takie produkty potrafią na dłuższą metę zapchać – szczególnie na plecach i dekolcie. Po tak pozytywnych opiniach spodziewałam się czegoś lepszego i przyznam szczerze, że się rozczarowałam. Nie sięgnę po pełną wersję.
  • ISANA, ZIMOWE MYDŁO DO RĄK
Moje drugie i ostatnie opakowanie zimowego kremu do rąk. Lubię mydła Isany – może trochę wysuszają, ale są bardzo tanie i łatwo dostępne. Ta wersja miała obłędny, karmelowo – waniliowy zapach. Mam nadzieję, że za rok wymyślą coś podobnego 😀

WŁOSY:

  • ISANA MED, SZAMPON UREA
Szampon, którego używałam raz w tygodniu w celu mocniejszego oczyszczenia skóry głowy i włosów. Mimo tego, że w swoim składzie zawiera SLES, to ma łagodniejsze działanie, bo dalej rzeczywiście występuje mocznik. Fajnie się pienił, nie podrażniał, a przy tym dobrze usuwał silikony czy inne zanieczyszczenia. Jeszcze do niego wrócę.
Znacie któryś ze zdenkowanych przeze mnie produktów? Coś ciekawego wpadło Wam w oko? A jak Wam poszło marcowe zużywanie kosmetyków?
Pozdrawiam :3
Uncategorized

MINI ZAKUPY COCOLITA.PL {SEMILAC CATRICE GOLDEN ROSE}

13 kwietnia 2016

Hej!
U mnie mobilizacja w zużywaniu kosmetyków nadal stoi na wysokim poziomie i ostatnio naprawdę kupuję tylko to, co potrzebne 😀 Za tydzień zaczyna się promocja w Rossmannie, boję się więc, że może to się źle skończyć dla mojej silnej woli, chociaż przygotowałam sobie listę, żeby nie zgrzeszyć za bardzo 😛
Dzisiaj pokażę Wam moje mini zamówienie z drogerii internetowej Cocolita.pl. Skusiłam się tylko na 4 produkty, z których jeden wędruje od mojej mamy. Jesteście ciekawi co to takiego? Zapraszam dalej 😉

Manicure hybrydowy wykonuję nie tylko sobie, ale też mamie, babci i mojej sąsiadce 😛 Małe pojemności płynów potrzebnych do tego zabiegu szybko się skończył, sięgnęłam więc po ich większe wersje. Mowa tu o Acetonie i Cleanerze. Wybrałam 500 mililitrowe wersje – acetonu zużywam zdecydowanie więcej, ale niestety w dniu składania zamówienia butelka o litrowej pojemności nie była dostępna :C Oba kosztowały 15 złotych, więc jest to zdecydowanie bardziej ekonomiczny wybór.

Ostatnimi kosmetykami są dwa korektory, które, o dziwo, również kosztowały tyle samo – każdy z nich 15,90 zł. Moja mama wybrała korektor lżejszy, w pędzelku, czyli Golden Rose Liquid Concealer. Jest to numerek  01 – nie jest chyba najjaśniejszy z całej gamy, a szkoda – wędruje pod oczy, więc jaśniejszy kolor dodatkowo rozjaśniłby te okolice. Dla siebie wybrałam sławny już w blogosferze płynny kamuflaż z Catrice w kolorze 010 Porcellain. Na razie testuję go i na wypryski i pod oczy i przyznam, że jeszcze się nie zawiodłam, ale użyłam go dopiero 3 razy i nie chcę wydawać pochopnej opinii. Jego odcień jest delikatnie różowo – szarawy, ale dobrze dopasowuje się do mojej neutralnej, lekko wpadającej w żółć, karnacji 🙂

Nie obyło się również bez gratisów. Na pierwszy ogień chciałam pokazać Wam próbki – są to 4 kremy –  intensywnie nawilżający na noc od Vianka, lekki, rokitnikowy od Sylveco, krem pielęgnujący od Sylvfeco dla dzieci  i krem na noc od Biolaven. Nie miałam jeszcze tych kremów do twarzy, fajnie będzie się wiec z nimi zapoznać.

Kolejnym prezentem jest podkład matujący z Annabelle Minerals, niestety w zbyt ciemnym kolorze – na pewno oddam go komuś innemu. Dostałam również miniaturkę odżywki do rzęs Realash o pojemności 1 mililitra. Przyglądałam się jej składowi i z tego co pamiętam nie mam w nim bimatoprostu, jestem wiec ciekawa, czy sprawdzi się jako alternatywa dla mojej ulubionej Long 4 Lashes. Na zdjęciu widzicie jeszcze teatralnie gęste i długie rzęsy od MUA. Raczej nie odważę się i nie będę ich nosić ani na co dzień, ani na imprezy, ale fajnie nadadzą się do nauki nakładania – może w końcu posiądę tę umiejętność 😛

Ostatnią już rzeczą, którą chciałam Wam pokazać jest spiralka do wyczesywania brwi od Beauty Crew. podobno jest to marka zbliżona ceną i jakością do Hakuro, więc ciekawi mnie, jak się sprawdzi. Na pierwszy rzut oka wygląda solidnie i jestem pewna, że będzie mi służyła przez wiele miesięcy 😉
Też ograniczacie się z kosmetycznymi zakupami? Wolicie standardowe wizyty w drogerii, czy zamawianie kosmetyków przez internet?
Pozdrawiam :3
Uncategorized

HAUL COCOLITA.PL | SEMILAC | BABUSZKA AGAFIA | BOURJOIS | LOREAL |

1 lutego 2016

Hej!
W grudniu wspominałam Wam, że mam już kilka lakierów hybrydowych, bazę, top coat, ale brakowało mi pozostałych „narzędzi” do wykonania trwałego manicure. W porozumieniu z mamą postanowiłyśmy zamówić to, co niezbędne i wypróbować, czy taka forma malowania paznokci nam się spodoba. Przy okazji do koszyka wpadło jeszcze kilka innych kosmetyków – jeśli jesteście ciekawi, co zamówiłam w drogerii Cocolita.pl – zapraszam do dalszej części posta 🙂

Najdroższym przedmiotem z koszyka jest lampa led Semilac. Zastanawiałam się nad innymi, ale ta najbardziej spodobała mi się pod względem designu. Jest bardzo mała i łatwo będzie przewozić ją w torbie. Używałam jej raz i działa bez zarzutu. Lakier wysycha w 60 sekund, więc cały manicure nie zajmuje przez to tak dużo czasu, jak mogłoby się wydawać. Jest dość droga – kosztowała 150 złotych.
Kupiłam również Nail Cleaner, czyli płyn do odtłuszczania płytki paznokcia i Aceton do ściągania manicure hybrydowego. Oba produkty pochodzą z firmy Diamond Cosmetics i kosztowały 7.90 zł.
Przy okazji do koszyka wrzuciłam jeszcze pilniczek w kształcie banana o gradacji 100/180, ale jestem z niego średnio zadowolona – ten z Rossmanna jest delikatniejszy dla moich paznokci i lepiej się u mnie sprawdza. Jego cena to 5 złotych. Bloczek polerski jest już zdecydowanie fajniejszy i delikatniejszy. Kosztował 3.90 zł.

Waciki bezpyłowe to już ostatnia rzecz potrzebna do wykonania manicure hybrydowego. Jak wskazuje nazwa – nie pylą, co zapobiega pojawianiu się na paznokciach zamalowanych, drobnych kropeczek, które nie wyglądają z byt estetycznie. 1000 sztuk kosztowało 14.90 zł i również, jak pozostałe produkty, pochodzą z Semilaca.

Jeśli chodzi o kosmetyki, to nie chciałam kupić ich zbyt dużo – nie po to starałam się zużyć w grudniu jak najwięcej produktów, żeby teraz nadrabiać braki 😛 Z Sylveco sięgnęłam tylko po odżywczą pomadkę z peelingiem, której zabrakło przy ostatnim zamówieniu a kosmetykami tej firmy (niestety nie była wtedy dostępna). Zapłaciłam za nią 7.72 zł, ponieważ była akurat objęta promocją. 
Nigdy nie miałam rosyjskich kosmetyków, a przeczytałam na ich temat wiele dobrego. Pierwszym produktem, o jakim pomyślałam, była dziegciowa, oczyszczająca maska do twarzy. Mam cerę tłustą, zanieczyszczoną i takie maseczki potrafią działać u mnie cuda. 100 mililitrowa, zakręcana saszetka kosztowała 5.90zł. Drugim kosmetykiem, o którym dowiedziałam się na blogu minimalniee.blogspot.com jest mydło cedrowe do ciała i włosów. Nigdy nie miałam kosmetyków o podobnej konsystencji, więc bardzo mnie ciekawiło. Kosztowało 17.90 zł. Maska drożdżowa, to kosmetyk który dzień przed składaniem przeze mnie zamówienia nie był dostępny. Czytałam o tej maseczce na wielu blogach i opinie były mieszane – postanowiłam wypróbować ją na własnej skórze i podzielić się z Wami moją opinią na jej temat. Jej cena to 12.90 zł. Wszystkie pochodzą albo z firmy Receptura Babuszki Agafii albo Bania Agafii.

Moja mama zdecydowała się natomiast na puder w kamieniu Bourjois Healthy Balance. Jest lekki i bardzo ładnie wygląda na twarzy. Jest drobniutko zmielony i daje naturalny, lekko satynowy efekt. Kosztował 29.90 zł. Do koszyka wpadł też kosmetyk, który jest dla mojej mamy nowością. Po kilkukrotnym użyciu moich korektorów stwierdziła, że jeden jest potrzebny i jej 😛 Zaproponowałam jej coś rozświetlającego i padło na produkt Loreal – Lumi Magique. Jego cena to 24.90 zł.

Cocolita.pl i tym razem dorzuciła mi do zamówienia kilka gratisów. Znowu jestem z nich bardzo zadowolona i będę ich używać z przyjemnością. Mini puder ryżowy z Ecocera będzie idealnie sprawdzał się  podróży – zajmie niewiele miejsca w kosmetyczce, a na pewno dobrze się sprawdzi. Drugim produktem jest baza pod cienie z W7 – Get Set. Używałam jej dopiero raz, ale zapowiada się całkiem nieźle. Wisienką na torcie jest paleta do makijażu ze Sleeka – znajdują się w niej róż, rozświetlacz oraz 4 cienie,które idealnie pasują do mojej jasnej tęczówki. Jej pełna nazwa to Sleek Makeup Eye & Cheek All Day Soiree.

Dostałam również wiele próbek, które z przyjemnością zużyję. Najbardziej ciekawią mnie mydełka Yope, bo są ostatnio hitem blogosfery. Do tego podobają mi się ich opakowania i zastanawiam się nad zakupem któregoś z nich.

Wpadło Wam coś w oko? Lubicie robić kosmetyczne zakupy?
Pozdrawiam :3
TRĄDZIK

JAK ZMIENIŁA SIĘ MOJA TWARZ W CIĄGU 4 MIESIĘCY + WIZYTA U DERMATOLOGA

29 grudnia 2015
jak walczyć z trądzikiem? 4 miesiące leczenia yrądziku, odpowiednia pielęgnacja, wizbyta u dermatologa
Hej!
Jak wiecie, borykam się z problemem trądziku. Jest on moim największym kompleksem – może wychodzenie do ludzi bez makijażu nigdy nie było dla mnie problemem, ale dyskomfort podczas takich sytuacji pozostał do dziś. Jest to choroba przewlekła, nawracająca, która dotyka wiele osób w wieku nastoletnim lub późniejszym.
Jeśli chodzi o mój przypadek – do czerwca moja skóra wyglądała cudownie – pozbywałam się tylko bladych przebarwień, które mogłam policzyć na palcach jednej ręki. W sierpniu zaczęło się coś psuć i postanowiłam bliżej przyjrzeć się mojej pielęgnacji – jeśli jesteście ciekawi, co działo się ze skórą mojej twarzy w ciągu ostatnich 4 miesięcy, jak się zmieniał jej stan oraz pielęgnacja – zapraszam dalej 😉

Czytaj dalej

Uncategorized

HAUL COCOLITA.PL | Kultowe produkty Sylveco

20 listopada 2015
sylveco kosmetyki

 Hej!
Dziś przygotowałam dla Was haul z internetowej drogerii cocolita.pl. Zaczynają kończyć mi się produkty pielęgnacyjne, więc postanowiłam w końcu wypróbować polecane mi przez wiele osób kosmetyki Sylveco. Złożyłam zamówienie na tej stronie, a nie mintishop, bo tam niestety brakowało tego, co miałam na swojej liście. Paczka przyszła błyskawicznie, a ja, jako gratis, dostałam paletkę cieni, co bardzo mnie zaskoczyło –  wartość zamówienia nie była kolosalnie wysoka, a taka miła niespodzianka poprawiła mi humor na cały dzień. Jeśli jesteście ciekawi, co znalazło się w paczce – zapraszam do dalszej części posta 🙂

Na początku chciałam Wam przedstawić produkty do makijażu, których nie będzie wiele. Pierwszym z nich jest kosmetyk, którą możecie wygrać w rozdaniu świątecznym, które ruszyło 18 listopada. Szminka Freedom Pro Lipstick Pro Red w odcieniu Red wine, ma naprawdę idealny kolor i będzie pasowała osobom z chłodnym jak i ciepłym typem urody. To neutralna, krwista czerwień, która, moim zdaniem jest must have każdej kobiety. Cena tej szminki to 5.00 zł. 
Drugim kosmetykiem jest paleta Sleek Au naturel, która w moim zamówieniu była gratisem – nie spodziewałam się, że coś o dość dużej wartości trafi do mnie w prezencie. Myślę, że paletkę zostawię dla Was, bo sama rzadko wykonuję makijaż oczu i tylko by się zmarnowała. A szkoda – prawda? :P. Cena takiej palety to mniej więcej 40 złotych. Sleek na chwilę wyszedł z mody, ale moim zdaniem palety są godne polecenia i warte uwagi – sama mam dwie i jestem z nich zadowolona 🙂

Przechodząc już do właściwej części zamówienia, chciałam pokazać Wam kilka produktów Sylveco. Są to polskie kosmetyki naturalne, których ja nie miałam jeszcze okazji testować. Jak wspomniałam, wiele z Was polecało je na swoich blogach i w końcu musiałam się skusić na zamówienie by przetestować je na własnej skórze. Do koszyka wpadły więc dwa żele. 
Pierwszym z nich jest rumiankowy żel do twarzy, który ma działanie kojące i oczyszczające. Przeznaczony jest do cery spękanej, czerwonej, wrażliwej. Pomaga przy nadmiernym łuszczeniu i rogowaceniu a także łagodzi zmiany zapalne.
Tymiankowy żel do twarzy ma natomiast silne właściwości antyoksydacyjne i antyseptyczne. Polecany jest do cery trądzikowej, gdyż wspomaga walkę z przebarwieniami i rumieniem. Działa łagodząco i przyspiesza regenerację naskórka.
Cena każdego z tych oczyszczających produktów wynosi 17.00 złotych za 150 mililitrów.

Zdecydowałam się również na oczyszczający peeling do twarzy z korundem. Przeznaczony jest do cery skłonnej do przetłuszczania się i z rozszerzonymi porami. Zawiera korund, ekstrakt ze skrzypu i drzewa herbacianego, które wspomagają walkę z trądzikiem. Nie jest zalecany przy skórze z wieloma wykwitami, ale u mnie na szczęście stany zapalne pojawiają się już bardzo rzadko. Cena słoiczka z peelingiem to 19,90 złotego za 75 mililitrów. 
Krem pod oczy Dermedic, o którym pisałam Wam niedawno już się kończy, szukałam więc dla niego godnego zastępcy.  O łagodzącym kremie Sylveco pod oczy słyszałam i dobre i złe słowa, postanowiłam sama go wypróbować i wyrobić sobie na jego temat opinię. Patrząc na skład myślę, że będę zadowolona i mam nadzieję, że moje przypuszczenia będą trafne. Pojemność kremu to aż 30 mililitrów, a cena – 23,90 złotego i jest to najdroższy produkt, który trafił do koszyka.

Przechodząc do ostatnich w tym haulu kosmetyków chciałam pokazać Wam lipowy płyn micelarny, który niedawno podbił blogsferę i wiele osób ma o nim naprawdę dobre zdanie. Producent zapewnia, że jest to delikatny, ale skuteczny preparat do demakijażu, który nawilża skórę i chroni ją przed nadmierną utratą wody. Ma też zmniejszać zaczerwienienia, na czym bardzo mi zależy. Kosztował 18.00 złotych. Jeśli się sprawdzi, będzie dla mnie zamiennikiem płynów Loreala i Garniera.
Maluszek, którego widzicie na zdjęciu to hibiskusowy tonik do twarzy. Czytałam o nim na wizażu i podobno ma łagodzić zaczerwienienia i przyspieszać regenerację naskórka, blizn za pomocą soku aloesowego, który jest w nim zawarty. Mam nadzieję, że nie są to cuda na kiju, bo po zaleczeniu wyprysków borykam się z problemem przebarwień na policzkach, które bardzo powoli bledną. Kosztował 15,90 zł.
Za całe zamówienie, łącznie z przesyłką zapłaciłam niecałe 131 złotych. Myślę, że to dobra cena, bo kosmetyki wystarczą mi na długi czas – później będę uzupełniała ewentualne braki. Niedługo biorę się do testów i na pewno dam Wam znać, jak te produkty będą się u mnie sprawdzać.
Znacie drogerię cocolita.pl? Lubicie produkty Sylveco? Może macie jeszcze inne kosmetyki naturalne godne polecenia – szczególnie te do skóry mieszanej, skłonnej do wyprysków?
Pozdrawiam :3