Wybrany tag

serum do paznokci

Uncategorized

#FEBNAILS | JAK DBAM O DŁONIE I PAZNOKCIE?

5 lutego 2017

Cześć!

Jak wiecie, uwielbiam projekty, które pozwalają mi zapoznać się z nowymi osobami. Nie mogłam przejść więc obojętnie obok podobnej propozycji i tak na blogu ląduje dziś wpis, który zapoczątkowuje akcję #FebNails.
Przez kilka najbliższych niedziel, razem z Magdą, Natalią i Justyną będziemy oprowadzać Was po tematach związanych z naszymi paznokciami. Odkryjemy przed Wami tajniki naszej pielęgnacji, zaproponujemy ciekawą stylizację, wspomnimy o lakierach wartych uwagi. Jeśli jesteście kobietami, dla których piękno dłoni jest ważne – koniecznie śledźcie nas na blogach, a także mediach społecznościowych, aby nie przeoczyć żadnego tekstu 🙂

Przyznam
szczerze, że ostatnio nie mam zbyt wiele czasu dla moich dłoni, dlatego
skupiam się głównie na ich pielęgnacji, a malowanie paznokci odkładam
na większe wyjścia.
Uważam, że dłonie są wizytówką każdego człowieka,
dlatego powinniśmy o nie dbać. Teraz, zimą, są one narażone na wiele
niesprzyjających czynników zewnętrznych – suche powietrze, mrozy, ciągłe
skoki temperatury. Odbija się to negatywnie na ich stanie – w moim
przypadku objawia się to popękaną, szorstką skórą, zaniedbanymi skórkami
i suchymi paznokciami, które kruszą się przy najmniejszym, mechanicznym
urazie.

Staram
się temu przeciwdziałać suplementując się od wewnątrz, ale kosmetyki,
których używam w dużym stopniu pomagają mi walczyć z wyżej wymienionymi
problemami doraźnie. Opiszę Wam dziś kilka moich ulubionych sposobów na mocne paznokcie i nawilżone dłonie, a także przedstawię kilka ulubionych typów produktów, które zawsze staram się mieć w kosmetycznych zbiorach.

Na pierwszy ogień lecą olejki i oliwki. Wyżej wspominałam, że moje skórki przez mrozy cierpią katusze. Są twarde, grube, często się zadzierają, co czasem sprawia mi ból – tym bardziej, że mam kontakt z detergentami, a czasem nawet formaliną. Kiedy przypomnę sobie o tym, że powinnam coś z tym zrobić biorę się za oliwki i wsmarowuję je w całe paznokcie. Olej pozytywnie wpływa nie tylko na naszą skórę, ale też na paznokcie – stają się bardziej elastyczne, szybciej rosną, a także mają ładniejszy kolor. Moimi ulubionymi oliwkami są te z Indigo, a konkretniej zapach Matrioshka, a także nowość w mojej kosmetyczce – NC Nails i ich Summer Feeling. 

Na paznokcie staram się też nakładać sera, które pozytywnie wpłynęłyby na szybkość ich wzostu, a także twardość i elastyczność. Jednym z moich ulubionych, które aktualnie jest w użyciu to serum z mirrą z Indigo, które sprawia, że moje paznokcie, nawet te najbardziej zniszczone, rosną jak szalone, a do tego nabierają pięknego, zdrowego blasku. W składzie rzeczywiście znajduje się mirra, a na pierwszym miejscu występuje jeden z moich ulubionych olejków – jojoba. Serum aplikuję na płytkę, skórki i pod paznokieć za pomocą pędzelka i delikatnie je wmasowuję. Jeśli macie problem z płytką i wolny wzrostem – powinnyście się za nim obejrzeć 🙂

Masło Shea to broń na uporczywe problemy, które stale nawracają i nie chcę zniknąć pod wpływem lekkich, delikatnych preparatów. Sięgam po nie zawsze wtedy, kiedy narzekam na dużą suchość skóry dłoni. Nie wiem czy wiecie, ale dłonie, jako jedne z niewielu miejsc na naszym ciele nie posiadają gruczołów łojowych. Oznacza to, że łój nie jest w tej okolicy produkowany i wydzielany. Z czym się to wiąże? Z tym, że skóra dłoni starzeje się szybciej, ponieważ nie zawsze jest odpowiednio nawilżona. Powinno to zmotywować nas do przeciwdziałania prawom natury 😛

Masło Shea, tak jak pozostałe produkty Indigo (oprócz serum) jest perfumowane. Moje jest o zapachu słodkich owoców – Sunset Beach. Masło pod wpływem ciepła naszej skóry rozpuszcza się i zamienia w treściwy, gęsty olej, który wolno się wchłania. Stosuję je na dwa sposoby – na noc, jako kompres nawilżający lub wykonuję manicure masłem shea. Zabieg pozwala wzmacniać płytkę i nadaje jej blasku. Jedynym jego minusem jest fakt, że nie możemy od razu po jego wykonaniu pomalować pazurków, jednak ja jestem w stanie mu to wybaczyć. Jesteście ciekawi jak taki zabieg wykonać? Jak wyglądają paznokcie po jego kilkakrotnym odnowieniu? Może przygotuję post na ten temat?

Przedostatnim już produktem jest krem do rąk. Stosuję ich kilka, często zamiennie, a w każdej torebce znajduje się kolejna jego sztuka. Kiedy jestem w domu najczęściej sięgam jednak po dużą tubę od Indigo, chyba przez to, że ma szybki w użyciu aplikator – pompkę 😀 Richness Hand Cream jest lekki, a mimo tego dość tłusty. Dobrze nawilża skórę i sprawia, że po kilku użyciach jest ona przyjemna i miękka. Suche place znikają, a koloryt jest ładnie wyrównany. Czy zostawia po sobie tłusty film? Niestety tak, jednak nie jest on lepiący i uciążliwy. W dużym stopniu zależy to od tego, ile kremu na dłonie nałożymy.  Ma dobry skład, pachnie tak samo pięknie, jak i oliwka, a do tego jest nieziemsko wydajny. Chyba znalazłam kolejnego ulubieńca 😀

Na sam koniec wspomnę o odżywce, którą aktualnie posiadam. Zazwyczaj sięgam po te od Sally Hansen – nie uczulają mnie i rzeczywiście wzmacniają paznokcie. Ostatnio postanowiłam wypróbować coś, co ma wiele pozytywnych opinii w blogosferze. Czarna odżywka od Golden Rose – Black Diamond to bezbarwna odżywka dostosowana także do stosowania jako baza pod lakiery. Szybko schnie, daje wysoki połysk i nie wpływa negatywnie na trwałość lakieru. Wzmacnia paznokcie, ale nie przyspiesza ich wzrostu.

To by było na tyle. Jestem ciekawa jak Wy dbacie o swoje dłonie – przykładacie do tego wielką uwagę, czy jednak jest to dla Was drugorzędna sprawa? Zapraszam Was też na wpisy dziewczyn:

Znacie któryś z tych kosmetyków? Macie ciekawe sposoby na piękne dłonie i paznokcie?
Pozdrawiam :*
Uncategorized

ULUBIEŃCY SIERPNIA | INDIGO | LILY LOLO

4 września 2016

Cześć!
Sierpień nie obfitował u mnie w makijażowe czy pielęgnacyjne nowości, ale postanowiłam wyciągnąć z mojej kosmetyczki coś, czego jeszcze nie używałam. Po dogłębnym testowaniu na urlopie, niekiedy w trudnych warunkach, wybrałam złotą trójkę sierpnia – znajdziecie tu dwie perełki do makijażu i jedną do pielęgnacji paznokci.
Jeśli macie ochotę przeczytać krótką opinię na temat serum Indigo z mirrą, różu Lily Lolo In the pink i szminki Lily Lolo – Temptation – zapraszam dalej!

INDIGO, SERUM OLEJOWE DO PAZNOKCI Z MIRRĄ

Sierpień był dla mnie miesiącem bez hybryd. Postanowiłam odbudować jakoś swoją naturalną płytkę, chociaż nie była ona mocno zniszczona, a jedynie osłabiona. Nie miałam ochoty bawi się w manicure japoński, który pochłania zdecydowanie więcej czasu, postanowiłam wrócić więc do regularnego olejowania paznokci i skórek. Do tego celu wybrałam olejek z mirrą z Indigo, który zapakowany jest w przepięknym, złotym opakowaniu z pędzelkiem.
Paznokcie smarowałam różnie – czasem tylko przed pójściem spać, czasem w ogóle. Zdarzały się dni, kiedy z oliwki korzystałam kilka razy. Po dwóch tygodniach moje paznokcie stały się wyraźnie twardsze, bardziej błyszczące, a wolny brzeg był o wiele bielszy. Skórki nie narastały tak szybko na płytkę i nie miałam problemów z ich zadzieraniem. To jeden z moich ulubionych gadżetów do pielęgnacji paznokci, myślę, że jest wart swojej ceny. Zużyję do końca, później dam paznokciom chwilę wytchnienia i na pewno do niej wrócę.

LILY LOLO, POMADKA DO UST W ODCIENIU TEMPTATION

Pomadkę dostałam przed wyjazdem od Lily Lolo – była jednym z trzech kosmetyków (o drugim będziecie mogli przeczytać trochę niżej), które otrzymałam do testów pod koniec lipca. Na początku zasmucił mnie fakt, że w opakowaniu kolor w ogóle nie przypominał chłodnego różu, o którym wspominał producent. Postanowiłam jednak dać jej szansę i zobaczyć, jak będzie wyglądała na moich mocno napigmentowanych utach. Okazało się, że jej kolor, to rzeczywiście chłodny róż, który wygląda jednak na tyle naturalnie, aby nosić go na co dzień – czy to na zakupy, czy na uczelnię. Pomadka jest bardzo kremowa, dobrze kryje i nie podkreśla suchych skórek. Jej wykończenie jest naturalne, lekko połyskujące. Nie ma drobinek. Znika z usta mniej więcej po 3 godzinach – kiedy nic nie jem. W innym wypadku blaknie znacznie szybciej, ale nie przeszkadza mi to, bo nie jest to pomadka zastygająca. Jeszcze w tym miesiącu na blogu pojawi się jej recenzja 🙂

LILY LOLO, PRASOWANY RÓŻ DO POLICZKÓW, IN THE PINK

Róże to jedne z moich ulubionych kosmetyków. Jestem świadoma tego, że czasem mogą skupiać uwagę na moich przebarwieniach na policzkach, ale wcale mi to nie przeszkadza. Róż od Lily Lolo ma naturalny kolor i łatwo jest nim zarumienić cerę. Całość wygląda niezwykle naturalnie, a moc, z jaką go widać, można oczywiście stopniować. Jedna warstwa daje dobrze widoczne, naturalne rumieńce, przy dwóch kolor mocno się odznacza. Jest zdecydowanie łatwiejszy w obsłudze niż sypkie róże mineralne – nie pyli, nie robi plam i nie jest tak mocno napigmentowany.
Wiem, że wiele osób narzeka na jego nieciekawy zapach – czuć go bezpośrednio z opakowania, natomiast po nałożeniu na policzkach nie jest w ogóle wyczuwalny.

Na zdjęciu niżej możecie zobaczyć swatche różu i szminki. Nie ingerowałam w tę fotografię, nie delikatnie ją rozjaśniłam. Nie nakładałam też na nią filtra, aby jak najdokładniej oddać kolory 🙂

Znacie moich ulubieńców? Co ciekawego wpadło Wam w oko w sierpniu? Może polecicie mi coś godnego przetestowania?
Pozdrawiam :*