Wybrany tag

Sally Hansen

Uncategorized

#FEBNAILS | SALLY HANSEN INSTANT CUTICLE REMOVER | POGROMCA NARASTAJĄCYCH SKÓREK

19 lutego 2017

Cześć!


Cały tydzień spędziłam na sprzątaniu, wynoszeniu mebli i totalnej demolce, dlatego dzisiaj, mimo najszczerszych chęci, nie pokażę Wam moich paznokci. Są połamane i bardzo krótkie, nawet nie pasują do akcji FEBNAILS, ale cóż ja mogę na to poradzić – tu stuknę, tu puknę, mam do tego tendencję 😛
Nie chcąc jednak łamać danego dziewczynom i Wam słowa, zapraszam na wpis, który będzie recenzją mojego paznokciowego hitu – preparatu do usuwania skórek z Sally Hansen – Instant Cuticle Remover. Jesteście ciekawe, za co go cenię? Jeśli tak – zapraszam dalej 🙂

Obietnice producenta
Usuwanie skórek. Zmiękczanie skórek w ciągu 15
sekund. Martwi Cię: Nadmiar skórek wokół paznokci, które są suche i
nachodzą na paznokcie. Rezultat: Gładkie, miękkie skórki. Jak to działa?
Rewolucyjna formuła pomaga usunąć nadmiar skórek w kilkanaście sekund, a
zawartość nawilżającego aloesu i rumianku łagodzi podrażnienia. 

Skórki: Wyciśnij żel na skórki i pod końcówki
paznokcia. Po 15 sekundach delikatnie odsuń skórki patyczkiem. Następnie
dokładnie zmyj nadmiar ciepłą wodą i mydłem. Zgrubiały naskórek: Nałóż
na zgrubienia na 1 minutę, nie dłużej. Następnie dokładnie zmyj nadmiar
ciepłą wodą i mydłem. Trzymaj dłonie z daleka od oczu podczas
stosowania. Nie stosuj częściej niż 2 razy w tygodniu. Nie stosuj na
uszkodzoną lub wrażliwą skórę.

Opakowanie

Opakowanie tego kosmetyku to śmieszna tubka z dzióbkiem. Wykonana jest z dość twardego, półtransparentnego plastiku, który pozwala ocenić stan zużycia produktu. Moim zdaniem idealnie pasuje do formy żelu, który jest lekki i dość lejący. Dzięki aplikatorowi dozowanie odpowiedniej ilości nie jest niczym trudnym. Tubka zapakowana jest w kartonik, który opatrzony jest polskimi napisami. Na opakowaniu znajduje się też pełny skład.

Skład
Aqua/Water/EAU, Potassium Hydroxide, Butylene
Glycol, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Tetrasodium EDTA,
Dipotassium Glycyrrhizate, Camellia Oleifera Leaf Extract, Chamomilla
Recutita (Matricaria) Flower Extract, Sodium Hydroxide, Phenoxyethanol,
Imidazolidinyl Urea, Methylparaben, Propylparaben, Ethylparaben, Citric
Acid. 

Nie wiem, czy mam tu wiele do tłumaczenia  – każdy widzi jak jest. Skład nie bazuje na naturalnych składnikach, ale mi to w tym wypadku nie przeszkadza. Kosmetyk trzymam na skórkach góra 2 minuty, raz na 1-1,5 tygodnia, wiec nawet parabeny czy czterosodowy EDTA nie są raczej w stanie zaszkodzić. Z ciekawszych składników mamy tutaj ekstrakt z zielonej herbaty, który na skórę działa regenerująco i tonizująco, a także wciąg z kwiatów rumianku , który znany jest z szybkiego łagodzenia podrażnień. Moim zdaniem nie jest wcale tak źle, tym bardziej, że preparat jest skuteczny.

Wydajność
Taka mała tubka, jaką widzicie na zdjęciu starcza mi mniej więcej na 2 lata regularnego stosowania, mieszczę się więc w czasie sugerowanego zużycia. Nie trzeba nakładać na skórki grubej warstwy żelu, aby zadziałał – staram się serwować go dokładnie, ale nie w nadmiernej ilości, ponieważ i tak większość z tej porcji ląduje później na chusteczce. Jest to najbardziej wydajny preparat do skórek z jakim miałam do czynienia.
Dostępność
Żel do usuwania skórek jest dostępny wszędzie tam, gdzie szafy Sally Hansen. Swój kupiłam w Rossmannie, ale widziałam je też w Hebe. Produkt ten można też zamówić w wielu internetowych drogeriach, często w niższej, okazyjnej cenie.

Cena
Regularna cena tego preparatu to mniej więcej 22-24 złotych. Ja swój egzemplarz upolowałam na promocji -49% w Rossmannie, więc zapłaciłam tylko połowę tej kwoty. W drogeriach internetowych można znaleźć go w cenie od 15 do 18 złotych.
Moja opinia


Każda z nas pragnie mieć zadbane, dobrze prezentujące się dłonie, a nic tak mocno nie szpeci nawet najdokładniej wykonanego manicure jak suche, odstające skórki. Ja mam niestety bardzo suchą skórę na dłoniach, szczególnie zimą, więc automatycznie falbanki wokół paznokcia też nie wyglądają najlepiej. Od dawna szukałam preparatów, które pozwoliłyby mi pozbyć się tego problemu. Mniej więcej dwa lata temu odkryłam ulubieńca, o którym opowiadam Wam dzisiaj. 
Moje skórki dość mocno narastają na paznokieć, dodatkowo kończą się cienką błonką, którą trudno jest usunąć nawet wtedy, kiedy długo namaczam dłonie (np. po kąpieli, w innych przypadkach staram się jednak unikać zbyt długich kontaktów z wodą). Od żelu wymagam tego, by zmiękczył moje skórki i pozwolił na ich dokładne odsunięcie. To co nadal wystaje i wiewa się nad paznokciem wycinam cążkami.
Preparat od Sally Hansen w ciągu 1-2 minut na tyle zmiękcza skórki, że mogę je bardzo dokładnie odsunąć za pomocą metalowego kopytka. Mam wtedy spokój na tydzień, czasem na dwa, zależy jak mocno nawilżam dłonie. To prawdziwe wybawienie – nawet gołe paznokcie wyglądają wtedy zdecydowanie lepiej, a dodatkowo nic się nie zadziera i nie sprawia mi bólu.

Czy kupię ponownie?
Serdecznie polecam ten kosmetyk – miałam już kilka podobnych  żeli, ale lepszego zamiennika dla niego nie znalazłam. To już moja druga buteleczka i przyznam się – na pewno nie będzie ostatnią 😛

Tradycyjnie zapraszam Was na pozostałe blogi, dziewczyny naprawdę się postarały.
Co sądzicie na temat tego żelu? Miałyście okazję go używać? Sprawdzał się u Was?
Pozdrawiam!
Uncategorized

PROMOCJA -49% ROSSMANN | HAUL | CO MNIE ZIRYTOWAŁO? | NA CO WARTO UWAŻAĆ?

9 maja 2016

Cześć!
Promocja w Rossmannie dobiega już końca (na szczęście nasze i naszych portfeli :P), więc dzisiaj chciałabym pokazać Wam co mi udało się kupić. Na samym początku przygotowałam sobie listę na pierwsze dwa tygodnie. Co do ostatniego – nie byłam pewna co chciałabym wrzucić do koszyka, dałam więc sobie wolną rękę. Jeśli jesteście ciekawi, czy trzymałam się swojego planu, czy może tym razem (tak samo jak w listopadzie :P) emocje mnie poniosły – zapraszam dalej 😛

TYDZIEŃ PIERWSZY – TWARZ
Miało być szaleństwo, ale niestety mi nie wyszło 😛 Kilka dni przed promocją udałam się do drogerii w celu poszukania zamiennika dla mojego Loreal True Match N1 – chciałam w końcu przetestować coś nowego – używanie jednego podkładu od kilku lat może się znudzić – uwierzcie 😛 Niestety, mimo usilnych prób nie znalazłam niczego w tak jasnym odcieniu (który teraz jest dla mnie odrobinę za ciemny :C). Owszem, w szafach Rimmela znalazłam podkłady, które były jasne, ale niestety miały różowe tony, a mi bardziej pasują podkłady w neutralnych, może lekko żółtych odcieniach.
Jeśli chodzi o samą promocję, wybrałam się na nią pierwszego dnia na samo otwarcie – 9.10 byłam już na miejscu 😛 Szafy były już oblężone, ale na szczęście wzięłam to co chciałam i szybko uciekłam do kasy. W moim koszyku znalazł się jeden z moich ulubionych korektorów pod oczy – Loreal True Match w odcieniu 1 Ivory (18 złotych). Moją zachcianką w tym tygodniu była nowa paletka do konturowania twarzy na mokro – Loreal Infallible Sculpt, za którą zapłaciłam aż 38,50 zł. To chyba mój najdroższy zakup z całej promocji. Chciałam ją jednak wypróbować, a wiele blogerek wypowiadało się o niej w samych superlatywach – miałam już okazję jej używać i przyznam, że jestem nią pozytywnie zaskoczona. Zdaję sobie jednak sprawę, że do najtańszych nie należy i wiele dziewczyn z tego powodu ją skreśli. Jak już wybadam ją na każdy możliwy sposób na pewno przygotuję dla Was jej recenzję. Ostatnim już, i najtańszym zakupem był bibułki matujące z Wibo, które kosztowały tylko 3,40 zł i również były produktem objętym promocją -49%.

TYDZIEŃ DRUGI – OCZY 
Jeśli chodzi o oczy również kupiłam tylko to, co zaplanowałam. Ten tydzień zdominowały produkty Loreala 😛 Moim chciejstwem był tusz – to wszystko przez Paulinę z bloga redttights.blogspot.com – to przez jej recenzję nie mogłam przejść obok niego obojętnie. Mowa tutaj o Loreal False Lash Wings. Maskara kosztowała 32,97 zł. Postanowiłam wypróbować również nowość do brwi Brow Artist Sculpt, o której na razie jest u nas dość cicho – oglądałam jej recenzje na zagranicznym Youtubie i przyznam, że mocno mnie zaciekawiła. Maskara do brwi kosztowała 24,50 zł. Ostatnim produktem, jaki znalazł się u mnie w koszyku jest eyeliner, również z Loreala. Wybrałam wersję czarną – Super Liner Perfect Slim. Kresek rysować nie umiem, eyelinerami w kałamarzu często robię sobie grube linie, które przy mojej budowie oka nie są wskazane. Postanowiłam wybrać więc coś w pisaku z bardzo cienką końcówką i padło na Super Liner. Używałam go kilka razy i jestem zadowolona. Po raz pierwszy udało mi się narysować tak cienką linię, która miała za zadanie optyczne zagęszczenie linii rzęs. Jeśli będzie wydajny i nie zaschnie zbyt szybko na pewno stanie się moim ulubieńcem, do którego będę stale wracać. Kosztował 18,50 zł.

TYDZIEŃ TRZECI – USTA I PAZNOKCIE

W tym wypadku pozwoliłam sobie na totalną dowolność. Pojechałam do Rossmanna nieco później, kręciłam się przy szafach pół godziny i, uwaga uwaga, nic ciekawego nie znalazłam. Oprócz kredek do ust, które chciałam wypróbować szukałam jeszcze szminek w ciekawych kolorach. nic nie przyciągnęło mojej uwagi :C Chciałam kupić kolejne Rouge Edition Velvet od Bourjois, ale stwierdziłam,  że to za drogi biznes – tym bardziej, że to bardziej zachcianka niż potrzeba. Postanowiłam więc nie kupować nic na siłę i pozostałam przy trzech produktach z kolorówki. Pierwszym z nich jest szminka Wibo Juicy Colour, która znalazła się w rozdaniowej paczce. Kosztowała 5,85 zł. Dla siebie wybrałam dwie pomadki w kredce – fuksję Astor Soft Sensation 013 Magic Magenta (14,50 zł) i róż Rimmel 110 Make me Blush (14,40 zł).

Z balsamów do ust wybrałam Blistex w wersji mango i pomarańcza, który kosztował mniej więcej 5,50 i zł i Carmex o smaku Granatu – za który zapłaciłam mniej więcej tyle samo.

Jeśli chodzi o paznokcie do koszyka wpadł tylko niezawodny żel do skórek z Sally Hansen – Instant Cuticle Remover. Zapłaciłam za niego mniej więcej 11 złotych. 
CO MNIE ZIRYTOWAŁO?
Tłumy, otwierające wszystko kobiety, wyrywanie sobie produktów z rąk i ciągła walka o ostatnie sztuki. Wiem, że to normalne, bo na każdej takiej promocji dzieje się to samo, ale kiedy kobieta otwiera wszystkie tusze z droższych szaf (nie po jednej sztuce z każdego rodzaju, dosłownie wszystkie), a ja proszę o zwrócenie jej przez pracownicę i nic się w tym kierunku nie dzieje – człowiek traci wiarę w człowieka 😛 Większość szminek była ponapoczynana, wymaziana, połamana – jakby przez półki przeszedł tajfun… Czy nie można po prostu wziąć tego co się chce i kulturalnie ten kosmetyk kupić? Bez przepychania się łokciami i otwierania wszystkiego po kolei? Sama nie wiem – nawet świetnie wyglądające i dobrze ubrane kobiety zachowywały się w Rossmannie jak, za przeproszeniem, stado bydła…
NA CO WARTO UWAŻAĆ?
Na politykę podwyższania cen przez Rossmann. Zdarza się to najczęściej przy produktach, które sprzedają się w większej ilości – pomadek matowych z Bourjois, tuszy i podkładów Loreala, paletek Wibo. Ceny w internetowej drogerii Rossmanna podskoczyły już na starcie, ja niestety nie miałam wyboru i cen nie mogłam w żaden sposób porównać, bo w okolicy mam tylko jeden Rossmann i to oddalony ode mnie o dobre 25 kilometrów. Ceny skoczyły do góry nawet o 5-6 złotych, co moim zdaniem jest po prostu robieniem z klientów głupiej masy. To jawne oszustwo i moim zdaniem takie „czarne interesy” nie powinny mieć miejsca – nie lepiej zrobić promocję -40% a zostawić przy tym te same ceny, które były dzień przed jej rozpoczęciem? Wiem, że Rossmann zwracał pieniądze jeśli udowodniło się im, że podnieśli ceny, ale jak ja miałam to zrobić? Fotografować szafy tydzień przed? 😛 Nie wiem 😛
Udało Wam się upolować to, co chciałyście na promocji w Rossmannie? Co sądzicie o polityce podnoszenia cen? Jak oceniacie zachowanie klientek?
Pozdrawiam 😉
Uncategorized

HAUL ROSSMANN -49% | Szaleństwo w złym tego słowa znaczeniu (i nie chodzi tu o ilość kupionych kosmetyków :P)

16 listopada 2015
haul rossmann

Cześć dziewczyny!
Dla mnie promocja w Rossmannie już się skończyła 😛 Kupiłam to co chciałam i nie będę już wchodzić do tego przybytku szatana, bo jeszcze coś mnie skusi a i tak wydałam sporą sumkę 😛 Tym razem przygotowałam się do cotygodniowych wypadów – miałam listę z zakupami – głównie po to, żeby nie kupić miliona niepotrzebnych, ale ładnych rzeczy. Nadprogramowo kupiłam 3 produkty, ale po ogólnym przejrzeniu toaletki zastąpią one po prostu te, które się już do użytku nie nadają. Jeśli jesteście ciekawi, co wrzuciłam do koszyka – zapraszam 🙂

haul rossmann -49% usta i paznokcie



PAZNOKCIE I USTA – TYDZIEŃ PIERWSZY

Postanowiłam tym razem zainwestować w coś, czego nie kupiłabym w cenie regularnej. Wybór padł na Rouge Edition Velvet w odcieniu 06 Pink Pong (26 zł). Już dawno miałam ochotę na drugą pomadkę z tej serii i w końcu mam ją w swojej kolekcji. Kolor jest piękny – nasycona fuksja to coś, co lubię. Postanowiłam też uzupełnić zapasy moich ulubionych odpowiedników EOS, czyli kostek lodu Soft Lips z Perfecty (7,64 zł). Zdecydowałam się na dwa nowe smaki (truskawka i brzoskwinia – mango), ale muszę przyznać, że truskawka pachnie średnio :C 
Jeśli chodzi o paznokcie to zdecydowałam się tylko na dwa lakiery – biały z Rimmela (5,52 zł), który nosi nazwę White Hot Love i numerek 703. Ma w sobie delikatny, srebrny pyłek, który znosi efekt korektora na paznokciach 😛 Lubię lakiery z tej serii i mam nadzieję, że ten również fajnie się sprawdzi. Pierwszą nadprogramową rzeczą jest właśnie lakier Sally Hansen Xtreme Wear 240 Babe blue (7,64 zł). Uwielbiam niebieskie kolory na paznokciach i ten zastąpi mi stary lakier, który bardzo lubiłam. Również ma w sobie delikatne drobinki, ale nie rzucają się one w oczy, kiedy lakier jest na paznokciach.

haul rossmann -49% loreal volume million lashes feline, max factor clump defy, maybelline color tatoo pernament taupe creme de rose, maybelline satin brow dark brown

OCZY – TYDZIEŃ DRUGI

Zacznę może od tuszy do rzęs. Jak wiecie, jestem fanką tych z Loreala. Testowałam już wszystkie wersje i teraz chciałam wypróbować nowości, czyli Volume Million Lashes Feline (31,11 zł). Opakowanie jest tak piękne, jak pozostałych produktów z tej serii. Mam nadzieję, że ta sprawdzi się tak samo dobrze jak poprzedniczki. Drugim tuszem, który już miałam jest Max Factor Clump Defy (30,60 zł). Jest tu tusz, który fajnie pogrubia i podkręca rzęsy, a to właśnie moim kłaczkom jest potrzebne. Wybrałam zwykłą wersję, bo nie lubię wodoodpornych formuł. Uzupełniłam zapas Maybelline Color Tattoo (12,74 zł) w odcieniu 40 Pernament Taupe, którego używam zazwyczaj do wypełniania brwi. Jeśli chodzi o dodatkowy produkt, to sięgnęłam po drugi cień – 91 Creme De Rose, który będzie idealnie sprawdzał się jako baza pod cienie. Jako uzupełnienie makijażu brwi wybrałam kredkę Maybelline Brow Satin w odcieniu Dark Brown (14,27 zł), która będzie idealnie sprawdzać się w czasie podróży – jest kompaktowa i zajmuje mało miejsca.

rossmann -49% wibo trio róż rozświetlacz bronzer, korektor maybelline affinitone 01 nude beige, korektor astor perfect stay 001 ivory, puder rimmel lasting finish 001 porcelain

TWARZ – TYDZIEŃ TRZECI

Ostatnio w swojej kosmetyczne mam tylko pudry sypkie, a stare opakowania Paese mają to do siebie, że puder jest wszędzie, tylko nie w nich. Szukałam dobrego pudru w kompakcie, który nie byłby przy tym drogi, bo korzystałabym z niego tylko w podróży. Miałam wybrać mój ulubiony Loreal True Match, ale cena mnie trochę zniechęciła. Wybrałam więc stosunkowo nowy produkt, czyli Rimmel Lasting Finish w odcieniu 001 Light Porcelain (17,34 zł). Miał lepsze oceny na wizażu niż Affinitone, więc to on ostatecznie wpadł do mojego koszyka. Uzupełniłam też zapas korektorów i zdecydowałam się na Astor Perfect Stay w kolorze 001 Ivory (15,80 zł) i Maybelline Affinitone w odcieniu 01 Nude Beigie (14,28 zł). Miały całkiem dobre opinie a szukałam czegoś nowego do przetestowania 😀 Ostatnim nieplanowanym już zakupem jest trio 3 steps to perfect face contour palette z Wibo (8,66 zł). Widziałam, że robi ono furorę i w wielu Rossmannach jest już niedostępne. 
MOJE WRAŻENIA
Na sam koniec, w podsumowaniu, chciałabym wspomnieć o zachowaniu konsumentek i samego personelu. W pierwszym tygodniu u mnie było całkiem spokojnie. Przyjechałam tuż po otwarciu, ludzi nie było w ogóle – miałam ten komfort, że mogłam pomedytować nad szafami i wybrać to, co chcę. Okazało się jednak, że wszystkie pomadki Bourjois Rouge Edition Velvet w kolorze, który mnie interesował były otwarte. Poprosiłam ekspedientkę, żeby sprawdziła, czy nie ma może nowego egzemplarza w szufladzie. Na moje pytanie odpowiedziała, że pomadka jest otwarta maksymalnie od kwietnia i nikt się nią nie malował, więc mogę ją kupić. Nie kupiłam… Szminka leżała w najgorszym wypadku otwarta 7 miesięcy, a jej termin ważności upływa po 12 miesiącach… Podczas promocji na kosmetyki do oczu kobieta otwieraja wszystkie tusze. Poprosiłam ekspedientkę o nowy z szuflady, niestety nie było. Otwierającej pani nie zwróciła uwagi ;/ To samo działo się też w ostatnim tygodniu – pootwierane, powylewane korektory, pomacane róże i pudry… Ludzie, przecież tak nie można! Nawet jeśli nie ma testera, to nie oznacza to, że jesteśmy uprawnieni do otworzenia pełnowymiarowego kosmetyku…  Kiedy zrozumieją to Ci, którzy takie „akcje” urządzają na porządku dziennym?
Co Wam udało się kupić? Też denerwuje Was, gdy wszystko jest pootwierane i użyte?
Pozdrawiam :3

Uncategorized

[RECENZJA] Lakier do paznokci Sally Hansen Salon Manicure 414 Cherry, Cherry, Bang, Bang

28 listopada 2014

Hej!
Dawno nie było żadnej recenzji, a moje opinie o lakierach lądują tu naprawdę rzadko, dlatego rehabilituję się i pokazuję Wam co ostatnio nosiłam na swoich paznokciach. Mam nadzieję, że post Wam się spodoba, więc nie przedłużam i przechodzę do sedna sprawy 😛 Zapraszam do czytania :3

Lakier zamknięty jest w estetycznym, dość dużym szklanym flakoniku. Jego design bardzo mi się podoba, bo wyróżnia go to na tele innych lakierów do paznokci. Wygląda eksluzywnie, uroku dodaje mu metalowa zakrętka. Mi bardzo się podoba, wszystko wygląda spójnie i estetycznie.
Lakier nie jest ani za rzadki ani za gęsty. Łatwo pokryć nim płytkę paznokcia, nie rozlewa się na skórki ani nie zastyga zbyt szybko. Nie ciągnie się jak guma, łatwo jest nim manipulować malując paznokcie z nałożoną już bazą jak i te „gołe”.

Lakiery Sally Hansen dostępne są stacjonarnie i na wielu stronach internetowch. Stacjonarnie można je kupić i zobaczyć w Rossmannie, SuperPharmie a nawet Douglasie i Sephorze. Jest więc dość szeroko dostępny – nie ma co narzekać. W internecie mamy często jednak do wyboru więcej odcieni, znajdziemy tam nawet te, które nie są dostępne w sklepach w Polsce.

Pojemność tego opakowania z lakierem to aż 14,7 mililitra. To więcej nawet niż u Essie (13 mililitrów), a ich opakowania są naprawdę dość duże. Można się dzielić z koleżankami, można malować paznokcie mamy, siostry, brata, taty a nawet kota 😛 

W skleach stacjonarnych cena jest dosyć wysoka, bo buteleczka lakieru kosztuje aż 29 złotych. W drogeriach internetowych cena jest już decydowanie milsza dla oka ( i portfela oraz oszczędności 😛 ), bo wynosi około 10-12 złotych. Jak dla mnie cena, np. z Rossmanna jest za wysoka, ale ta w Internecie jest w granicch normy i mogłabym za niż kupić kolejne sztuki.
Lakier Sally Hansen Salon Manicure 414 Cherry, Cherry, Bang, Bang jst moim zdaniem piękny. Kolor idealny zarówno na lato jak i zimę czy jesień ze względu na swoją wielowymiarowość – raz wygląda na fiolet, raz na magnetę, potem fuksję a czasem nawet śliwkę. Pełne krycie uzyskałam po 2 warstwach. Na zdjęciach lakier na moich paznokciach miał już 4 dni i spokojnie wytrzyma nawet do tygodnia, a to już jest jak dla mnie bardzo długo. Łatwo się nim maluje ze względu na duży pędzelek. Jak dla mnie jest to hit i sprawdził się na moich paznokciach zdecydowanie lepiej niż Essie, a tamte lakiery są jeszcze droższe. Podsumowując – gorąco polecam.
10/10

Ten kolor wędruje do mojej mamy jako prezent, więc ja będę musiała uzupełnić zapasy i kupić sobie jakiś inny. Naprawdę jak dla mnie ten lakier był najlepszy z całej mojej kolekcji.

Miałyście któryś z tych lakierów? Podoba Wam się ten kolor?
Pozdrawiam
Uncategorized

[HAUL] Promocja 1+1 w Rossmannie

23 listopada 2014
Hej kochane!
    Tak jak już Wam wspomniałam będę Was męczyć kolejnym haulem, a potem jeszcze jednym 😛 W sumie jestem z tego faktu zadowolona, bo takie posty pisze mi sie zdecydowanie najłatwiej i najszybciej 😀 Gadać lubię dużo i tutaj właśnie to widać – gadulstwo się ujawnia 😀 Wiem też, że haule bardzo lubicie dlatego cieszę się, że mogę się wstrzelić w wasze gusta 😀
   Bez zbędnego owijania w bawełnę przejdę do sedna tematu. Większość z Was wie (o ile nie każda) że niedawno odbyła się w Rossmannnie promocja 1+1. Szkoda by było nie skorzystać  – tak mi podpoiwadał mój wewnętrzny ekspert do spraw zakupów 😀 Na początku miałam kupić tylko 2 produkty i więcej już do Rossmanna nie zaglądać, ale jakoś tak wyszło, że do koszyka wpadło w ciągu tych kilku dni promocji aż 10! :C Miałam oszczędzać, ale mi nie wyszło 😛 W pierwotym założeniu miałam kupić tylko 2 cienie Color Tatoo i potem 2 nudziakowe lakiery. I tak było 😀 W prezencie dostałam te dwie piękne szminki więc się nie liczy 😛 Ostatecznie, w poniedziałek miałam zamawiać podkład i puder bo moje są już na wykończeniu. I tutaj doznałam szoku :C Patrzyłam, szukałam i to nawet w kilku drogeriach internetowych i nigdzie nie mogłam znaleźć produktów o najjaśniejszym odcieniu. Po porozumieniu z mamą wybrałam się do Rossmanna i dokupiłam jeszcez 2 podkłady i puder, a na prezent dla mamuś lakier (tylko cicho sza, lepiej, żeby się  tym nie dowiedziała :P).
  Jeśli jesteście ciekawi jak prezentuje się cała kolekcja zapraszam do oglądania i czytania :3

   Po pierwsze zdecydowałam się na dwa cienie do powiek od Maybelline Color Tattoo. Jest to kolor 35 – On and on bronze i 25 – Everlating Navy. Pierwszy to piękny brąz idealnie pasujący zarówno do makijażu dziennego i wieczorowego. Cień po prawej to granat opalizujący na niebiesko i ten kolor wybrałam jako zamiennik zywkłego czarnego eyelinera. Na oku, w formie kreski prwzentuje się świetnie i mi się ten efekt podoba 😀

   Każdy z nich kosztował 24złotych, więc zapłaciłam tyle za oba. Cena jednego wyniosła około 12 złotych.

   Drugą parą są dwa lakiery z Wibo. Ich koszt to niecałe 7 złotcyh, myślę, że w granicach 6,50. Oba to nudziaki, takich mi w mojej kolekcji brakowało. Pierwszy z nich to chłodny beż, ktory na paznokciach na szczęście nie wygląda trupio. Jest matowy i świetnie prezentuje się i na codzień i na większe wyjścia. Drugi lakier to nowość, pochodzi z kolekcji BB i jest podobno oddychający. Czy tak naprawdę jest nie mogę Wam powiedzieć, jednak sam kolor na paznokciach wygląda idealnie! Jest piękny 😀 Mogę go polecić każdej dziewczynie, ja jestem z niego bardzo zadowolona.

   Para numer 3 to dwie szminki od Maybelline Color Sensational. Dostałam je w prezencie od Pana Mateusza 😀 Wiedziałam, ze mi je kupi, bo poszłam i pół godziny wybierałam kolory (nie dlatego, że byłam tak niezdecydowana, ale dlatego, że nie mogłam dopchnąć się do szafy z produktami :C). Po ewej widzimy żywy rożowo czerwony kolor o wdzięcznej nazwie Vivid Rose – 504. Jest to piękny, mocny i soczysty kolor. 103 – Iridescent Rose Diamond to z kolei propozycja na codzień dająca lekki kolor ale za to piękny blask. Każda ze szminek kosztowała 28 złotych a ja zgarnęłam za tę cenę 2 😀

   W ostatnim dniu promocji do mojego koszyka wpadł puder Stay Matte w odcieniu 003 Peach Glow. Miałam go już kiedyś i dość dobrze mi się sprawdzał. Wzięłam odcień 003 bo był jednym z dwóch najjaśniejszych odcieni. 001 wpadał niestety w mocno żółte tony a podkłady na które się zdecydowałam też miały żółty pigment, dlatego chciałam to zbalansować. Na twarzy wcale nie wygląda różowo, raz go używałam i wfekt naprawdę fajny. Kosztował 25 złotych. Drugim poduktem, troszkę droższym byl lakier od Sally Hansen w odcieniu 414 – Cherry, Cherry, Bang, Bang. Jest to piękny, jesienny odcień, coś pomiędzy śliwką a a fuksją. Wygląda super przy nieopalonej, bladej skórze 😀 Kosztował 29, 99 złotego, więc koszt tej pary to 30 złotych – nie jest źle.

   Ostatnimi już produktami są dwa podkłady, które od dawna chciałam przestestować. Są to 123 Perfect i Healthy Mix od Bourjois. Pierwszy kosztował 50 złotych, drugi 60, więc cena każdego z nich wyszła 30 złotych. W internecie ceny również oscylują w podobnych warościach, więc jestem zadowolona. Od dawna używam Loreal True Match w odcieniu Ivory, te tutaj to odcień najjaśniejszy – 51 Vanilla Clair ale i tak jest trochę ciemniejszy :C Mam nadzieję, że mi się sprawdzą, jak nie to któryś powędruje do mojej mamy. 
   My, bladolice dziewczyny powinnyśmy zbojkotować produkcję podkłądów i wymagać jeszcze jaśniejszych odcieni. Ja nie mogę znaleźć sobie idealnego :C Wszystkie drogeryjne podkłady są zbyt ciemne :CC
   Mam nadzieję, że haul Wam się podobał. Osobiście uważam, że promocja w Rossmannie byłą bardzo fajna, ale ja niesttey zbyt dużo kupiłam i z siebie nie jestem zadowolona :C Pocieszam się tylko faktem, że wszystkie produkty mi się przydadzą i nic nie będzie zalegać na dnie półki z kosmetykami.
A Wy upolowałyście coś ciekawego? Podobają Wam sie zrobione przeze mnie zdjęcia, cy wolicie te na białym tle?

Pozdrawiam :3