Wybrany tag

rossmann

Uncategorized

PROMOCJA ROSSMANN -49% | CO WARTO KUPIĆ? | MOJE PEREŁKI

29 września 2016
Cześć i czołem!
Wiem, że pewnie niektórym z Was temat promocji w drogeriach mocno się przejadł – pełno tego ostatnio na blogach, Facebookach, Instagramach – każdy pokazuje co innego i człowiek może się pogubić 😛 Postanowiłam jednak przygotować ten wpis, bo będzie on pomocny nie tylko dla Was, ale i dla mnie – chciałam pokazać Wam kosmetyczne perełki, które są jednymi z moich ulubionych kosmetyków. Będę mogła w każdej chwili wrócić do tego posta i spojrzeć, czy coś, co super mi się sprawdzało nie wyleciało z mojej pamięci. To jak – jesteście ciekawi, co dostało się na moją listę? Zapraszam 😀

Zacznijmy od produktów do twarzy. W kwestii podkładów mam do polecenia tylko jeden – Loreal True Match. To najlepszy podkład drogeryjny i jedyny, do którego regularnie wracam. Ma bardzo jasny, przyjemny kolor, który nie wpada zbyt mocno w róż, ani w żółć, choć zdecydowanie więcej jest w nim tych drugich tonów. Jest lekki, nie zapycha i ma dobre krycie, które można budować. W zestawie z dobrym pudrem utrzymuje się na mojej buzi cały dzień.
Korektor też mam tylko jeden – niestety nadal nie znalazłam ideału pod oczy, a temu jest zdecydowanie najbliżej do tego tytułu. Mowa tu o korektorze True Match od Loreala. Na zdjęciu widzicie kolor Ivory, najjaśniejszy. Jest żółciutki, więc dobrze maskuje fioletowe cienie pod oczami. Krycie określiłabym jako średnie – na co dzień takie mi w zupełności wystarczy. Zdecydowanie lepiej sprawdza się pod oczami niż na niedoskonałości – z nich dość szybko znika. Nie zbiera się też mocno w załamaniach.
Ostatnią już rzeczą jest paletka do mokrego konturowania, również od Loreal Infallible Sculpt Ligh/Medium. Nie jest to produkt bez wad, ale kiedy mam ochotę na kosmetyki w formie kremu – zawsze po niego sięgam. Bronzer w opakowaniu ma chłodny kolor, na mojej skórze niestety się ociepla i oscyluje gdzieś pomiędzy lekko chłodnymi, a neutralnymi tonami. Nie jest zbyt ciemny, więc ciężko jest zrobić sobie nim krzywdę. Matowy rozjaśniacz jest rzeczywiście jasny, niestety dla mnie zbyt różowy, dlatego praktycznie w ogóle go nie używam. Paletkę polubiłam przez jej niestandardową konsystencję – ani to puder, ani krem, ani mus – coś pomiędzy. Uważam, że nie jest to niezbędny kosmetyk, ale mogę nazwać ją ciekawym gadżetem.

Niejednokrotnie wspominałam, że róże to jedne z moich ulubionych kosmetyków do makijażu, dlatego mam Wam do pokazania aż 3 cudowne egzemplarze. Pierwszym z nich jest róż w kremie od Maybelline – Dream Touch Blush w kolorze 05. Jest to dzienna, różowo-koralowa pozycja. Ma przyjemną, musową konsystencję i dobrze rozciera się zarówno na podkładzie, jak i pudrze. Nie posiada drobinek, ale można uzyskać nim zdrowy, lekko wilgotny rumieniec.
Róż z Bourjois w kolorze 34 Rose D’or to blogowy klasyk. Cudo – mój ulubieniec, po którego sięgam niemal codziennie, a na pewno wtedy, kiedy nie mam pomysłu na to, co powinno wylądować na moich policzkach. Jest wypiekany, przez co bardzo wydajny. Opakowanie jest dobrej jakości, zamykane na magnes, w środku można znaleźć pędzelek. Niestety napisy szybko się z niego ścierają. Jego kolor to ciepły róż ze złotą poświatą – nie uświadczycie w nim jednak drobinek. Ożywi każdy, nawet ciężki makijaż – moim zdaniem to must have każdej kobiety!
Ostatnią propozycja z tej kategorii jest róż, który mam dopiero kilka dni. Zdążyłam go już jednak poużywać i muszę Wam o nim wspomnieć – chociażby przez wzgląd na ciekawy kolor. Mowa tu o kolejnym różu Maybelline, tym razem jest to Studio Fix w odcieniu 70 Rose Madison. Ma zimny, lekko liliowy kolor, chociaż na moich policzkach wygląda znacznie cieplej, niż na ręku. Ma aksamitną konsystencję i nie robi plam na policzkach. Jest matowy, przez co nie podkreśla nierówności skóry. Idealnie sprawdzi się przy fioletowym makijażu ust 😀

Rozświetlacze to kolejna kategoria kosmetyków, bez których nie wyobrażam sobie codziennego makijażu. Tym razem również przygotowałam dla Was trzy propozycje, z których jedna będzie nowością. Zacznijmy od rozświetlacza, którego używam najdłużej – Lovely Gold Highlighter. Zacznę od wad – słabej jakości opakowanie i skłonności do powstawania grudek – mimo tego, że często myję pędzle i nie dotykam go palcami wygląda tak, jakbym wprowadziła do niego hektolitry sebum :O Daje piękny, lustrzany, złoty blask na policzkach – takiej tafli mogą mu pozazdrościć nawet naprawdę drogie produkty. Na pewno będę do niego wracać, za taką cenę chyba nie znajdę nic lepszego 😀

Druga propozycja to coś mniej złotego – o bardziej szampańskich, neutralnych tonach. To Diamond Illuminator od Wibo – kolejny tani, ale świetnej jakości rozświetlacz. Moja mama tak go polubiła, że zaraz zacznie drugie opakowanie 😛 Na szczycie kości jarzmowej trzyma się cały dzień, daje piękny, choć delikatniejszy blask. Nie znajdziecie w nim drobinek. Ma lepsze i solidniej wykonane opakowanie, a przez to, że jest zamykane na klik, a nie zakręcane – przyjemniej się go używa. Jest lekki i mały, dlatego idealnie spisuje się na wyjazdach!

Ostatni rozświetlacz, to nowość od Loreala – Loreal Highlight. W moje łapki wpadł odcień 02 – ten bardziej różowy (Rosy). Z jednej strony się cieszę – złotych rozświetlaczy mam aż nadto, więc ten będzie fajną odskocznią – tym bardziej, że na skórze wygląda niezwykle subtelnie. Ma 3 odcienie, które można mieszać (tak pokazałam go na zdjęciu) lub stosować oddzielnie. Loreal True Match Highlighter ma opakowanie podobne do pudru z tej samej serii – na górze znajduje się produkt, a na dnie – schowek na pędzelek, który swoją drogą jest dobrej jakości, oraz spore lusterko. Ma w sobie drobinki, ale nie rzucają się one zbyt mocno w oczy. To najdroższa pozycja, ale mi bardzo się spodobała.

Maybelline Color Tattoo to chyba klasyka tych promocji – pojawiają się praktycznie w każdych tego typu zestawieniach, a ja w ogóle się temu nie dziwię – są po prostu świetne. Kiedyś miałam więcej kolorów, ale zostawiłam sobie tylko 3, po które sięgam najczęściej. Są trwałe, mogą służyć jako baza pod makijaż, albo samodzielne cienie. Nawet na moich tłustych powiekach trzymają się cały dzień, choć potrafią lekko zebrać się w załamaniach. On and on Bronze to złoto-brązowy kolor, dla mnie za ciemny do codziennego makijażu. Natomiast na imprezy nadaje się idealnie. Pernament taupe to kolor, którego używałam do wypełnienia brwi – moje włoski mają chłodny odcień, więc fioletowy pigment nie rzucał się w oczy. Nie jest to mój ulubiony kosmetyk do malowania brwi, ale czasem po niego sięgam. Ostatni odcień to brudny róż – Creme de rose, który ląduje na moich powiekach jako baza pod inne cienie. Jej przygaszony kolor bardzo przypomina odcień mojej skóry. Przed nakładaniem cieni zawsze ją lekko pudruję – inaczej jej trwałość nie jest aż tak duża, jak tego od niej wymagam.

Mimo tego, że jestem maniaczką szminek, nie mam ich zbyt wielu do polecenia. Sama szukam czegoś nowego, ale nigdy nic ciekawego nie wpadło mi w oko. Bourjois Rouge Edition Velvet to jedne z moich ulubionych, matowych pomadek. Zastygają na mat, ale nie wysuszają ust tak mocno, jak płynne pomadki z Golden Rose. Mają musową konsystencję i są mocno napigmentowane. Niestety ich cena lubi przed promocją wzrastać. Posiadam dwa odcienie – delikatny Don’t pink of it i odważny Pink Pong – obie super się sprawdzają, choć mam wrażenie, ze fuksja ma przyjemniejszą konsystencję.
Bardziej dzienną propozycją jest szminka z Maybelline ColorSensational – Mystic Mauve. To brudny róż, w moim przypadku lekko ciemniejszy od koloru ust. Najczęściej sięgam po nią jesienią –  z tą porą roku kojarzy mi się jej ciasteczkowo-cynamonowy zapach. Jest kremowa, ale wykończenie na ustach to jednak satyna – nie lśni tak mocno jak typowa pomadka. Dzięki temu dłużej się utrzymuje. Nie wysusza ust, za co ma u mnie ogromny plus!
Ostatnią szminką jest pomadka dla osób, które lubią mocniejszy makijaż ust. To malinowa, soczysta i mocno błyszcząca propozycja od Rimmela. Dokładnie jest to Rimmel Moisture Renew w odcieniu As you want Victoria. Na ustach wygląda świetnie, kolor mocno wpija się w usta i nawet kiedy szminka zniknie – nadal wygląda jak tint. Niestety u mnie czasem potrafi odbić się na zębach, ale mam do tego tendencję. Jest najbardziej kremowa z całej czwórki, fenomenalnie wygląda przy lekkim makijażu oczu – potrafi być jego gwiazdą!

Jedyny liner, jaki sprawdza się u mnie to Loreal Super Liner Perfect Slim. Ma cienką, gąbczastą końcówkę i łatwo jest mi nim narysować nawet bardzo cieniutkie kreski. Jest dobrze napigmentowany, a jego kolor to prawdziwa, głęboka czerń. Trzyma się na powiekach cały dzień, chociaż jaskółka potrafi czasem zniknąć – dlatego zazwyczaj jej nie maluję (takie uroki posiadania opadającej powieki :C). Więcej mi nie trzeba – lepszego jak na razie nie znalazłam 😀
Obowiązkową pozycją  w moim przypadku jest cielista kredka – używam ją na linię wodną – moje oczy wydają się wtedy większe, a spojrzenie jest świeższe – nawet wtedy, kiedy nie jestem do końca wyspana. Max Factor, Kohl Pencil w kolorze 090 Natural Glaze to trwała i dobrze napigmentowana kredka. Jest miękka, dlatego nie podrażnia nawet delikatnych oczu. Jej kolor nie jest ani zbyt żółty, ani zbyt różowy. Nawet na moich często łzawiących oczach utrzymuje się kilka godzin. 
Świetny produkt do brwi, za którym na początku nie przepadałam to kredka Maybelline Brow Satin w odcieniu Dark Brown. Wydawała mi się być kosmetykiem niewydajnym, który szybko mi się skończy. Mam ją już mniej więcej rok, używam jej przy każdym makijażu i nadal jeszcze trochę mi jej zostało. Jeden koniec zakończony jest automatyczną kredką – średnio twardą. Nie zawiera ona wosku, więc nie utrwala włosków i potrzebny jest jeszcze dodatkowy produkt do tego, aby utrzymać makijaż brwi w ryzach przez cały dzień. Z drugiej strony znajduje się gąbeczka z cieniem, który ma kolor odpowiadający kredce. Można wypełnić nim większe braki. To naprawdę ciekawy kosmetyk, zrobię sobie od niego przerwę, ale myślę, że jeszcze do niego wrócę.

Jeśli chodzi o tusze do rzęs – zdecydowanie najlepiej sprawdzają się u mnie te od Loreala. W tym momencie mam Wam do polecenia dwa, chociaż każda mascara z tej serii fajnie działała na moich rzęsach. Moim ulubieńcem jest zdecydowanie Loreal Volume Million Lashes So Couture. Ta maskara jest fenomenalna – od początku ma idealną, lekko gęstszą konsystencję, świetnie rozdziela, wydłuża i pogrubia rzęsy. Nawet tak słabe jak moje są po niej widoczne, a to dla mnie wielki sukces. Trzyma się cały dzień, nie osypuje, nie podrażnia moich oczu. Jest na tyle trwała, że ciężko jest ją zmyć. Najlepiej robić to olejkami – wtedy obejdzie się bez tarcia!
Druga maskara, którą używam już kilka tygodni to Loreal False Lash Wings. Na początku ciężko było mi przyzwyczaić się do jej niestandardowej szczoteczki – nie jest ona obła, bardziej przypomina nieregularny wielościan. Włoski mają różną długość, przez co łatwo jest nią dotrzeć do każdej, nawet najmniejszej rzęsy. Niestety nabiera się na nią dość spora ilość tuszu, więc na początku niejednokrotnie możemy nabawić się „muszych nóżek”. Wystarczyło jednak kilkakrotne użycie i zdecydowanie łatwiej jest mi ją opanować. Moim zdaniem jest to maskara wydłużająca, daje jednak lekki efekt pogrubienia.

Pozostając w temacie kosmetyków do oczu i produktów Loreal mam Wam do pokazania dwa żele utrwalające do brwi. Zaczniemy od czegoś bardziej klasycznego, czyli Loreal Artist Brow Plumper. To żel do brwi w ciemnym, neutralnym kolorze. Jest średnio gęsty, dobrze utrwala włoski, ale nie sprawia, że stają się one sztywne i niemiłe w dotyku. Dzięki niemu cień czy kredka nie znikają tak szybko z brwi. Nie ma w sobie drobinek brokatu (co innego Wibo :P) i idealnie sprawdzi się u dziewczyn z ciemniejszymi włosami. Wersja, którą tu pokazuję to Medium/Dark.
Drugim produktem jest Loreal Brow Arist Sculpt w kolorze 03 Cool Brunette. To kosmetyk dwuzadaniowy – można nim utrwalać włoski, ale także je domalowywać. Ma ciekawy aplikator i należy nauczyć się nim posługiwać. Brow Artist Sculpt ma zdecydowanie chłodniejszy i nieco ciemniejszy odcień od poprzednika – sama mam ciemne włosy i świetnie się u mnie sprawdza. Lubię zabierać go w podróże, bo nie muszę mieć wtedy żadnych cieni ani kredek do brwi.

Ostatnią dwójką jest para konturówek z Lovely. Towarzyszą mi one przy wielu makijażach, ponieważ mają na tyle uniwersalne kolory, że pasują do kilku szminek. Numer 1 to brudny róż, który zależnie od pomadki wygląda bardziej beżowo, lub różowo. Numer 2 to fuksja – dopasuje się do wielu ciemno – różowych pomadek. Obie są kremowe, miękkie i łatwo się nimi maluje, natomiast nie są to najbardziej trwałe konturówki w mojej kolekcji. Nie mniej jednak lubię po nie sięgać i mam zamiar dokupić jeszcze jeden egzemplarz tej jaśniejszej. Za taką cenę – BRAĆ I SIĘ NIE ZASTANAWIAĆ 😛

Znalazłyście coś ciekawego w moich propozycjach? Wybieracie się na promocje w Rossmannie? Na który tydzień czekacie najbardziej?
Pozdrawiam 🙂
Uncategorized

PROMOCJA -49% ROSSMANN | HAUL | CO MNIE ZIRYTOWAŁO? | NA CO WARTO UWAŻAĆ?

9 maja 2016

Cześć!
Promocja w Rossmannie dobiega już końca (na szczęście nasze i naszych portfeli :P), więc dzisiaj chciałabym pokazać Wam co mi udało się kupić. Na samym początku przygotowałam sobie listę na pierwsze dwa tygodnie. Co do ostatniego – nie byłam pewna co chciałabym wrzucić do koszyka, dałam więc sobie wolną rękę. Jeśli jesteście ciekawi, czy trzymałam się swojego planu, czy może tym razem (tak samo jak w listopadzie :P) emocje mnie poniosły – zapraszam dalej 😛

TYDZIEŃ PIERWSZY – TWARZ
Miało być szaleństwo, ale niestety mi nie wyszło 😛 Kilka dni przed promocją udałam się do drogerii w celu poszukania zamiennika dla mojego Loreal True Match N1 – chciałam w końcu przetestować coś nowego – używanie jednego podkładu od kilku lat może się znudzić – uwierzcie 😛 Niestety, mimo usilnych prób nie znalazłam niczego w tak jasnym odcieniu (który teraz jest dla mnie odrobinę za ciemny :C). Owszem, w szafach Rimmela znalazłam podkłady, które były jasne, ale niestety miały różowe tony, a mi bardziej pasują podkłady w neutralnych, może lekko żółtych odcieniach.
Jeśli chodzi o samą promocję, wybrałam się na nią pierwszego dnia na samo otwarcie – 9.10 byłam już na miejscu 😛 Szafy były już oblężone, ale na szczęście wzięłam to co chciałam i szybko uciekłam do kasy. W moim koszyku znalazł się jeden z moich ulubionych korektorów pod oczy – Loreal True Match w odcieniu 1 Ivory (18 złotych). Moją zachcianką w tym tygodniu była nowa paletka do konturowania twarzy na mokro – Loreal Infallible Sculpt, za którą zapłaciłam aż 38,50 zł. To chyba mój najdroższy zakup z całej promocji. Chciałam ją jednak wypróbować, a wiele blogerek wypowiadało się o niej w samych superlatywach – miałam już okazję jej używać i przyznam, że jestem nią pozytywnie zaskoczona. Zdaję sobie jednak sprawę, że do najtańszych nie należy i wiele dziewczyn z tego powodu ją skreśli. Jak już wybadam ją na każdy możliwy sposób na pewno przygotuję dla Was jej recenzję. Ostatnim już, i najtańszym zakupem był bibułki matujące z Wibo, które kosztowały tylko 3,40 zł i również były produktem objętym promocją -49%.

TYDZIEŃ DRUGI – OCZY 
Jeśli chodzi o oczy również kupiłam tylko to, co zaplanowałam. Ten tydzień zdominowały produkty Loreala 😛 Moim chciejstwem był tusz – to wszystko przez Paulinę z bloga redttights.blogspot.com – to przez jej recenzję nie mogłam przejść obok niego obojętnie. Mowa tutaj o Loreal False Lash Wings. Maskara kosztowała 32,97 zł. Postanowiłam wypróbować również nowość do brwi Brow Artist Sculpt, o której na razie jest u nas dość cicho – oglądałam jej recenzje na zagranicznym Youtubie i przyznam, że mocno mnie zaciekawiła. Maskara do brwi kosztowała 24,50 zł. Ostatnim produktem, jaki znalazł się u mnie w koszyku jest eyeliner, również z Loreala. Wybrałam wersję czarną – Super Liner Perfect Slim. Kresek rysować nie umiem, eyelinerami w kałamarzu często robię sobie grube linie, które przy mojej budowie oka nie są wskazane. Postanowiłam wybrać więc coś w pisaku z bardzo cienką końcówką i padło na Super Liner. Używałam go kilka razy i jestem zadowolona. Po raz pierwszy udało mi się narysować tak cienką linię, która miała za zadanie optyczne zagęszczenie linii rzęs. Jeśli będzie wydajny i nie zaschnie zbyt szybko na pewno stanie się moim ulubieńcem, do którego będę stale wracać. Kosztował 18,50 zł.

TYDZIEŃ TRZECI – USTA I PAZNOKCIE

W tym wypadku pozwoliłam sobie na totalną dowolność. Pojechałam do Rossmanna nieco później, kręciłam się przy szafach pół godziny i, uwaga uwaga, nic ciekawego nie znalazłam. Oprócz kredek do ust, które chciałam wypróbować szukałam jeszcze szminek w ciekawych kolorach. nic nie przyciągnęło mojej uwagi :C Chciałam kupić kolejne Rouge Edition Velvet od Bourjois, ale stwierdziłam,  że to za drogi biznes – tym bardziej, że to bardziej zachcianka niż potrzeba. Postanowiłam więc nie kupować nic na siłę i pozostałam przy trzech produktach z kolorówki. Pierwszym z nich jest szminka Wibo Juicy Colour, która znalazła się w rozdaniowej paczce. Kosztowała 5,85 zł. Dla siebie wybrałam dwie pomadki w kredce – fuksję Astor Soft Sensation 013 Magic Magenta (14,50 zł) i róż Rimmel 110 Make me Blush (14,40 zł).

Z balsamów do ust wybrałam Blistex w wersji mango i pomarańcza, który kosztował mniej więcej 5,50 i zł i Carmex o smaku Granatu – za który zapłaciłam mniej więcej tyle samo.

Jeśli chodzi o paznokcie do koszyka wpadł tylko niezawodny żel do skórek z Sally Hansen – Instant Cuticle Remover. Zapłaciłam za niego mniej więcej 11 złotych. 
CO MNIE ZIRYTOWAŁO?
Tłumy, otwierające wszystko kobiety, wyrywanie sobie produktów z rąk i ciągła walka o ostatnie sztuki. Wiem, że to normalne, bo na każdej takiej promocji dzieje się to samo, ale kiedy kobieta otwiera wszystkie tusze z droższych szaf (nie po jednej sztuce z każdego rodzaju, dosłownie wszystkie), a ja proszę o zwrócenie jej przez pracownicę i nic się w tym kierunku nie dzieje – człowiek traci wiarę w człowieka 😛 Większość szminek była ponapoczynana, wymaziana, połamana – jakby przez półki przeszedł tajfun… Czy nie można po prostu wziąć tego co się chce i kulturalnie ten kosmetyk kupić? Bez przepychania się łokciami i otwierania wszystkiego po kolei? Sama nie wiem – nawet świetnie wyglądające i dobrze ubrane kobiety zachowywały się w Rossmannie jak, za przeproszeniem, stado bydła…
NA CO WARTO UWAŻAĆ?
Na politykę podwyższania cen przez Rossmann. Zdarza się to najczęściej przy produktach, które sprzedają się w większej ilości – pomadek matowych z Bourjois, tuszy i podkładów Loreala, paletek Wibo. Ceny w internetowej drogerii Rossmanna podskoczyły już na starcie, ja niestety nie miałam wyboru i cen nie mogłam w żaden sposób porównać, bo w okolicy mam tylko jeden Rossmann i to oddalony ode mnie o dobre 25 kilometrów. Ceny skoczyły do góry nawet o 5-6 złotych, co moim zdaniem jest po prostu robieniem z klientów głupiej masy. To jawne oszustwo i moim zdaniem takie „czarne interesy” nie powinny mieć miejsca – nie lepiej zrobić promocję -40% a zostawić przy tym te same ceny, które były dzień przed jej rozpoczęciem? Wiem, że Rossmann zwracał pieniądze jeśli udowodniło się im, że podnieśli ceny, ale jak ja miałam to zrobić? Fotografować szafy tydzień przed? 😛 Nie wiem 😛
Udało Wam się upolować to, co chciałyście na promocji w Rossmannie? Co sądzicie o polityce podnoszenia cen? Jak oceniacie zachowanie klientek?
Pozdrawiam 😉
Uncategorized

PROMOCJA ROSSMANN KWIECIEŃ 2016 | CO WARTO KUPIĆ? | CZĘŚĆ 2 – OCZY

28 kwietnia 2016
Cześć!
W Rossmannie rozpoczęła się nowa część promocji – od wtorku 49% taniej kupicie wszystkie produkty do makijażu oczu. Przygotowałam dla Was kilka propozycji, które na stale wylądowały w mojej kosmetyczce. Większość z nich pewnie jest dla Was znana, ponieważ są to blogosferowe hity 😀 Jeśli jesteście ciekawi, co polecam – zapraszam dalej!

EYELINERY I KREDKI

  • MAX FACTOR KOHL PENCIL 090 NATURAL GLAZE
Moja ulubiona, cielista kredka do rozjaśniania linii wodnej. Jest miękka i przyjemnie się z nią pracuje – nie ma mowy, że coś będzie kuło nas w oko przy aplikacji. Ma ładny, jasnobeżowy kolor, który nie jest ani zbyt żółty, ani pomarańczowy, czy też różowy. Mimo tego, że mam z natury łzawiące oczy i codziennie noszę soczewki daje radę przez kilka dobrych godzin. Nie należy do najtańszych, ale jest bardzo wydajna.
 
  • LOREAL SUPER LINER PERFECT SLIM
Liner, który kupiłam po raz pierwszy właśnie na promocji, o której Wam teraz piszę. Wiele blogerek polecało go w sowich postach i muszę przyznać, że pozytywnie się zaskoczyłam. Jest to liner w pisaku. ma bardzo precyzyjną końcówkę, którą można narysować nawet bardzo cienkie linie. Jest trwały, ale nie wodoodporny. Występuje w kilka odcieniach – między innymi brązowym, granatowym, szarym, butelkowo – zielonym i czarnym. Warto zwrócić na niego uwagę.

CIENIE DO POWIEK
  • MAYBELLINE COLOR TATTOO, 35 ON AND ON BRONZE
Brązowy, opalizujący na złoto cień, który pięknie wygląda na powiece. Można używać go solo, ale stanowi też świetną bazę pod podobnego koloru cienie prasowane. Długo utrzymuje się na tłustych powiekach, ale można też nałożyć go na bazę – wtedy będzie nie do zdarcia. Czasem używam go w dziennym makijażu – kiedy nie chce mi się używać kilka kolorów lub po prostu nie mam na to czasu 😛
 
  • MAYBELLINE COLOR TATTOO, 95 CREME DE ROSE
Cień w kremie, którego używam często zamiast tradycyjnej bazy. Nakładam go na powieki, przypudrowuję i wiem, że cienie nałożone na tak przygotowaną powiekę będą się u mnie trzymać cały dzień. Ma ładny różowo – beżowy kolor, który jest bardzo zbliżony do mojego koloru skóry, dlatego nie jest na niej zbyt widoczny. Dobrze ujednolica koloryt. Jest całkowicie matowy i łatwo się z nim pracuje. 
 
  • MAYBELLINE COLOR TATOO, 40 PERNAMENT TAUPE
Cień w kremie, który służy mi do wypełniania ubytków w brwiach. Wiem, że wielu osobom się już znudził, według innych ma zbyt fioletowy odcień – u mnie jednak tych chłodnych, trupich tonów w ogóle na brwiach nie widać. Jest trwały i trzyma się cały dzień. Bardzo go lubię i uważam, że jest to dośc uniwersalny kosmetyk – będzie pasował zarówno blondynkom, jak i szatynkom. Nie polecałabym go jednak osobom z czarnymi włosami – wtedy może okazać się po prostu za jasny. 

PRODUKTY DO BRWI

  • LOREAL BROW ARTIST SCULPT
Produkt, który również do mojej kosmetyczki trafił niedawno, ale miałam już okazję go używać i powiem Wam, że jestem nim pozytywnie zaskoczona. Obawiałam się, że może się u mnie nie sprawdzić, bo nie mam doświadczenia w pracy z takim aplikatorem, jednak już przy pierwszym użyciu doskonale z nim sobie poradziłam. Wybrałam odcień Cool Brunette, czyli ciemniejszy, chłodny brąz, kolorem zbliżony do Pernament Taupe o którym pisałam wyżej. Można nim dorysować włoski i jednocześnie je wyczesać, więc jest to idealne rozwiązanie do podróżnej kosmetyczki – mamy dwa produkty w jednym i oszczędzamy trochę cennego miejsca.
  • LOREAL BROW ARTIST PLUMPER
Jak na razie jest to mój ulubiony tusz do brwi. Doskonale ujarzmia włoski – cały dzień nie ruszają się z miejsca. Dostępny jest, podobnie jak kosmetyk wyżej, w trzech odcieniach, z tym, że tutaj jedna wersja jest po prostu bezbarwna.Ma malutką szczoteczkę, która nie brudzi skóry. Nie nabiera się na nią zbyt dużo produktu. Jeśli myśleliście o tym z szafy Wibo – zrezygnujcie – wcale nie jest tak dobry, jak piszą o tym dziewczyny. Ma dużą szczotkę, która nabiera zbyt dużą ilość produktu, którym łatwo jest się ubrudzić. Obfituje też w złoty połysk, a raczej żadna z nas nie chce mieć świecących brwi. Jeśli szukacie dla niego tańszej alternatywy – wybierzcie produkt z Essence 🙂
  • MAYBELLINE BROW SATIN
Automatyczna kredka do brwi, która na drugim końcu ma jeszcze puder/cień do brwi. Jest miękka i ładnie wygląda na brwiach. Cień sprawdza się dobrze zarówno solo, jak i na kredce. Mam najciemniejszy odcień i jest to ładny, neutralny brąz. Ma jeden minus – strona z kredką dość szybko się kończy – drugi koniec jest o wiele bardziej wydajny. 
TUSZE DO RZĘS

Tusz, którego recenzja pojawiła się już na blogu. Ładnie wydłuża i pogrubia rzęsy. Z podkręceniem ich jest już ciężej, ale w moim przypadku żaden tusz ich nie rusza – moim ratunkiem jest tylko zalotka, której JESZCZE nie mam 😛 Od samego początku ma konsystencję, która nie skleja rzęs. Tusz nie wysycha zbyt szybko, co sprawia, że jest bardzo wydajny.
  • LOREAL VOLUME MILLION LASHES FELINE
Jeden z nowszych tuszy Loreala. Ma za zadanie podkręcać rzęsy i to robi. Ma dość mokrą konsystencję, ale dobrze się z nim pracuje. nie skleja rzęs, ładnie je wydłuża i delikatnie pogrubia. Nie wykrusza się i nie tworzy efektu pandy Tusze z Loreala nie podrażniają moich oczu, bo mają miękkie szczoteczki 😀
  • LOREAL VOLUME MILLION LASHES SO COUTURE
Mój tuszowy ulubieniec. Maskara numer 1! 😀 Będę o niej pisać do końca istnienia tego bloga i na pewno będzie częstym gościem w mojej kosmetyczce. Pogrubia, wydłuża i jest nie do zdarcia. Unosi rzęsy u nasady, ale zbyt mocno ich nie podkręca. Ma bardzo ładny zapach. Lepiej zmywać ją dwufazówkami albo olejkami. Jedyny minus – ma alkohol w składzie, więc możże wysuszać – ja po zużyciu opakowania robię sobie od niej przerwę.
Promocyjny szał już za Wami? Udało Wam się kupić w tym tygodniu to, co zaplanowałyście? Znacie któreś z pokazanych tu kosmetyków?
Pozdrawiam :3
Uncategorized

PROMOCJA ROSSMANN KWIECIEŃ 2016 | CO WARTO KUPIĆ? | CZĘŚĆ 1 – TWARZ

19 kwietnia 2016
Hej!
Pytałam Was na Facebooku czy chcielibyście zobaczyć, jakie kosmetyki są, według mnie, godne polecenia i kupienia na najbliższej promocji w Rossmannie, która rozpoczyna się już w środę (czyli jutro :P). Przygotowałam dość duże zestawienie tego, co u mnie się sprawdziło + 2 nowości, których jeszcze nie miałam. Mam nadzieję, że pomogę Wam się na coś zdecydować, albo wręcz przeciwnie – po przeczytaniu krótkiego opisu zrezygnujecie z kosmetyku i zaoszczędzicie kilka groszy 😀
Jeśli jesteście ciekawi, jakie produkty do twarzy polecam – przejdźcie do dalszej części posta 🙂

PODKŁADY:
  • Loreal True Match – mój faworyt i podkład numer jeden, Jestem mu wierna od lat, ponieważ jest to jeden z niewielu podkładów drogeryjnych, który jest na tyle jasny, abym mogła go używać.  Ma satynowo-matowe wykończenie i zawiera mikroskopijne drobinki, które mają rozświetlać naszą twarz – na szczęście nie są widoczne na twarzy. Niestety ma tendencję do podkreślania suchych skórek, ale jestem mu w stanie to wybaczyć. Na mojej mieszanej skórze dobrze się trzyma. Ma dobre krycie, ale raczej nie da się nim zrobić maski na twarzy, a na większe niedoskonałości będzie trzeba nałożyć korektor.
PUDRY: 
  • Rimmel Lasting Finish – puder, który mam aktualnie w swojej kosmetyczce. Ma fajne, funkcjonalne opakowanie z lusterkiem i dość dużą pojemność. Jest wydajny. Nie daje efektu płaskiego matu, więc nie bardzo sprawdzi się w przypadku cery tłustej. Jest lekko kryjący i można nakładać go na mokro.
  • Rimmel Stay Matte –  jeden z najbardziej sławnych pudrów blogosfery. Jest tani i dobrze matuje, ma ładne, jasne kolory. Moją skórę matowi na naprawdę dość długo okres czasu. Minusem jest niezbyt trwałe opakowanie, które ni nadaje się do torebki – puder potrafi się otworzyć ;/
  • Loreal True Match – Jeden z moich pierwszych pudrów, jest dużo droższy od poprzedników (mniej więcej 2 razy), ale miło go wspominam. Jego opakowanie ma podobną budowę do pudru Lasting Finish – tu również mamy oddzielna kasetkę na gąbeczkę i lusterko. Daje ładny efekt na buzi, dobrze matuje, jest idealny do poprawek w ciągu dnia.

KOREKTORY:
  • Maybelline Affinitone – jest to korektor dla osób, które szukają średniego krycia. Ma ładne kolory i kremowe wykończenie. Raczej nie wchodzi w załamania czy zmarszczki, ale trzeba pamiętać, aby nie przesadzić z jego ilością. Nie zakryje dużych sińców pod oczami, ale dobrze sprawdza się u osób potrzebujących mniejszego krycia.
  • Loreal Lumi Magique – korektor typowo rozświetlający, idealny pod oczy dla osób, które mają niewielkie problemy z cieniami 9nie oznacza to, że korektor nie kryje – moim zdaniem ma lekkie krycie w stronę średniego). Ładnie rozświetla i wyrównuje koloryt, dobrze stapia się ze skórą.  Niestety, jak większość korektorów w pisaku, nie jest zbyt wydajny. 
  • Loreal True Match – mój ulubiony drogeryjny korektor. Idealnie sprawdza się przy zakrywaniu sińców, ponieważ jego najjaśniejszy odcień ma dużo żółtego pigmentu. Dobrze kryje i jest wydajny. Nie wysusza okolicy pod oczami i nie wchodzi w załamania. Warto go przetestować.

BAZY POD MAKIJAŻ:
  • Rimmel Lasting Finish Primer – to jeden z dwóch kosmetyków, których jeszcze nie miałam w swojej kolekcji. Nie mam w kosmetyczce żadnej bazy pod podkład, a wiem, że ta nie jest aż tak silikonowa w odczuciu jak te tradycyjne. Nie będę jej używała na co dzień, tylko  na jakieś większe wyjścia – myślę, że w takiej kwestii da radę.
ROZŚWIETLACZE:
  • Wibo Diamond Illuminator – jeden z najpiękniejszych i najtańszych rozświetlaczy, porównywany do Marry Lou Manizer 😀 Ma go moja mama, więc miałam okazję go używać i daje bardzo ładny efekt na skórze. Nie jest ani za ciemny, ani za jasny. Nie wpada ani w różowe ani w żółte tony – powiedziałabym, że to kolor szampański. Dobrze trzyma się na skórze i nie ma w sobie drobinek.
  • Lovely Gold Highlighter – to z kolei rozświetlacz, który znalazł się w mojej kosmetyczce. pod względem konsystencji i jakości jest bardzo zbliżony do brata z sąsiedniej marki, natomiast ma zupełnie inny kolor – jest złoty. W Rossmannie dostępna jest jeszcze wersja chłodniejsza, która wpada delikatnie w srebro. 
BRONZERY / PRODUKTY DO KONTUROWANIA:
  •  Loreal Infallible Sculpt – to duo do konturowania twarzy od Loreal to coś, co zapragnęłam mieć od momentu, w którym pierwszy raz zobaczyłam ten kosmetyk. Podobno ma ciekawą – pudrowo-podkładową konsystencję, której jestem chyba najbardziej ciekawa. Najjaśniejsza wersja ma ładny, chłodny bronzer, którego brakuje mi w mojej kolekcji. Będę na nią polować jutro z samego rana 😛
RÓŻE:
  • Bourjois Blush – przepiękny, kultowy róż. Mam odcień 34 Rose D’or i to właśnie ten konkretny chciałam Wam polecić.  Jest wypiekany, ma perfumowany, dość intensywny zapach, co nie każdemu będzie odpowiadać. Jest różowy, ale odbija światło na złoto, co daje wielowymiarowy efekt. Do tego jest tak wydajny, że chyba nie sposób go zużyć przez 5 lat 😛
  • Maybelline Dream Touch Blush – to jedyny kremowy róż, jaki posiadam. Używam go najczęściej latem, bo mogę go przypudrować i lepiej się wtedy trzyma. Daje delikatny efekt, chociaż można go stopniować dodając kolejne warstwy. 
To już wszystkie kosmetyki do twarzy, które są moim zdaniem godne polecenia. Znacie któreś z nich? Lubicie? Co planujecie kupić na promocji?
Pozdrawiam :3
Uncategorized

HAUL ROSSMANN -49% | Szaleństwo w złym tego słowa znaczeniu (i nie chodzi tu o ilość kupionych kosmetyków :P)

16 listopada 2015
haul rossmann

Cześć dziewczyny!
Dla mnie promocja w Rossmannie już się skończyła 😛 Kupiłam to co chciałam i nie będę już wchodzić do tego przybytku szatana, bo jeszcze coś mnie skusi a i tak wydałam sporą sumkę 😛 Tym razem przygotowałam się do cotygodniowych wypadów – miałam listę z zakupami – głównie po to, żeby nie kupić miliona niepotrzebnych, ale ładnych rzeczy. Nadprogramowo kupiłam 3 produkty, ale po ogólnym przejrzeniu toaletki zastąpią one po prostu te, które się już do użytku nie nadają. Jeśli jesteście ciekawi, co wrzuciłam do koszyka – zapraszam 🙂

haul rossmann -49% usta i paznokcie



PAZNOKCIE I USTA – TYDZIEŃ PIERWSZY

Postanowiłam tym razem zainwestować w coś, czego nie kupiłabym w cenie regularnej. Wybór padł na Rouge Edition Velvet w odcieniu 06 Pink Pong (26 zł). Już dawno miałam ochotę na drugą pomadkę z tej serii i w końcu mam ją w swojej kolekcji. Kolor jest piękny – nasycona fuksja to coś, co lubię. Postanowiłam też uzupełnić zapasy moich ulubionych odpowiedników EOS, czyli kostek lodu Soft Lips z Perfecty (7,64 zł). Zdecydowałam się na dwa nowe smaki (truskawka i brzoskwinia – mango), ale muszę przyznać, że truskawka pachnie średnio :C 
Jeśli chodzi o paznokcie to zdecydowałam się tylko na dwa lakiery – biały z Rimmela (5,52 zł), który nosi nazwę White Hot Love i numerek 703. Ma w sobie delikatny, srebrny pyłek, który znosi efekt korektora na paznokciach 😛 Lubię lakiery z tej serii i mam nadzieję, że ten również fajnie się sprawdzi. Pierwszą nadprogramową rzeczą jest właśnie lakier Sally Hansen Xtreme Wear 240 Babe blue (7,64 zł). Uwielbiam niebieskie kolory na paznokciach i ten zastąpi mi stary lakier, który bardzo lubiłam. Również ma w sobie delikatne drobinki, ale nie rzucają się one w oczy, kiedy lakier jest na paznokciach.

haul rossmann -49% loreal volume million lashes feline, max factor clump defy, maybelline color tatoo pernament taupe creme de rose, maybelline satin brow dark brown

OCZY – TYDZIEŃ DRUGI

Zacznę może od tuszy do rzęs. Jak wiecie, jestem fanką tych z Loreala. Testowałam już wszystkie wersje i teraz chciałam wypróbować nowości, czyli Volume Million Lashes Feline (31,11 zł). Opakowanie jest tak piękne, jak pozostałych produktów z tej serii. Mam nadzieję, że ta sprawdzi się tak samo dobrze jak poprzedniczki. Drugim tuszem, który już miałam jest Max Factor Clump Defy (30,60 zł). Jest tu tusz, który fajnie pogrubia i podkręca rzęsy, a to właśnie moim kłaczkom jest potrzebne. Wybrałam zwykłą wersję, bo nie lubię wodoodpornych formuł. Uzupełniłam zapas Maybelline Color Tattoo (12,74 zł) w odcieniu 40 Pernament Taupe, którego używam zazwyczaj do wypełniania brwi. Jeśli chodzi o dodatkowy produkt, to sięgnęłam po drugi cień – 91 Creme De Rose, który będzie idealnie sprawdzał się jako baza pod cienie. Jako uzupełnienie makijażu brwi wybrałam kredkę Maybelline Brow Satin w odcieniu Dark Brown (14,27 zł), która będzie idealnie sprawdzać się w czasie podróży – jest kompaktowa i zajmuje mało miejsca.

rossmann -49% wibo trio róż rozświetlacz bronzer, korektor maybelline affinitone 01 nude beige, korektor astor perfect stay 001 ivory, puder rimmel lasting finish 001 porcelain

TWARZ – TYDZIEŃ TRZECI

Ostatnio w swojej kosmetyczne mam tylko pudry sypkie, a stare opakowania Paese mają to do siebie, że puder jest wszędzie, tylko nie w nich. Szukałam dobrego pudru w kompakcie, który nie byłby przy tym drogi, bo korzystałabym z niego tylko w podróży. Miałam wybrać mój ulubiony Loreal True Match, ale cena mnie trochę zniechęciła. Wybrałam więc stosunkowo nowy produkt, czyli Rimmel Lasting Finish w odcieniu 001 Light Porcelain (17,34 zł). Miał lepsze oceny na wizażu niż Affinitone, więc to on ostatecznie wpadł do mojego koszyka. Uzupełniłam też zapas korektorów i zdecydowałam się na Astor Perfect Stay w kolorze 001 Ivory (15,80 zł) i Maybelline Affinitone w odcieniu 01 Nude Beigie (14,28 zł). Miały całkiem dobre opinie a szukałam czegoś nowego do przetestowania 😀 Ostatnim nieplanowanym już zakupem jest trio 3 steps to perfect face contour palette z Wibo (8,66 zł). Widziałam, że robi ono furorę i w wielu Rossmannach jest już niedostępne. 
MOJE WRAŻENIA
Na sam koniec, w podsumowaniu, chciałabym wspomnieć o zachowaniu konsumentek i samego personelu. W pierwszym tygodniu u mnie było całkiem spokojnie. Przyjechałam tuż po otwarciu, ludzi nie było w ogóle – miałam ten komfort, że mogłam pomedytować nad szafami i wybrać to, co chcę. Okazało się jednak, że wszystkie pomadki Bourjois Rouge Edition Velvet w kolorze, który mnie interesował były otwarte. Poprosiłam ekspedientkę, żeby sprawdziła, czy nie ma może nowego egzemplarza w szufladzie. Na moje pytanie odpowiedziała, że pomadka jest otwarta maksymalnie od kwietnia i nikt się nią nie malował, więc mogę ją kupić. Nie kupiłam… Szminka leżała w najgorszym wypadku otwarta 7 miesięcy, a jej termin ważności upływa po 12 miesiącach… Podczas promocji na kosmetyki do oczu kobieta otwieraja wszystkie tusze. Poprosiłam ekspedientkę o nowy z szuflady, niestety nie było. Otwierającej pani nie zwróciła uwagi ;/ To samo działo się też w ostatnim tygodniu – pootwierane, powylewane korektory, pomacane róże i pudry… Ludzie, przecież tak nie można! Nawet jeśli nie ma testera, to nie oznacza to, że jesteśmy uprawnieni do otworzenia pełnowymiarowego kosmetyku…  Kiedy zrozumieją to Ci, którzy takie „akcje” urządzają na porządku dziennym?
Co Wam udało się kupić? Też denerwuje Was, gdy wszystko jest pootwierane i użyte?
Pozdrawiam :3