Wybrany tag

recenzja

Uncategorized

MAKE ME BIO | WODA RÓŻANA | JAK SPRAWDZA SIĘ NA PODRAŻNIONEJ, TRĄDZIKOWEJ SKÓRZE?

2 marca 2017

Hej!
Toniki to jeden z najważniejszych elementów mojej porannej i wieczornej pielęgnacji, są lekkie, a dobrze dobrane potrafią wręcz działać cuda. Często zdradzam je z hydrolatami i o jednym z nich będziecie mogli przeczytać w dzisiejszym poście. Jesteście ciekawi jak ja, antyfanka zapachu róży, zareagowała na kosmetyk bazujący właśnie na tym składniku? Dałam radę, czy aplikacja była nie do zniesienia? Zapraszam na dalszą część wpisu 🙂

Obietnice producenta

Hydrolat z płatków róży damasceńskiej znany jest jako
kosmetyk o wyjątkowym działaniu odżywczym, łagodzącym i pielęgnacyjnym.
Stosowany jako tonik do twarzy głęboko oczyszcza, łagodzi zmiany trądzikowe,
regeneruje i przywraca blask zmęczonej i dojrzałej skórze. Wykazuje też
działanie nawilżające, rozjaśnia przebarwienia, poprawia elastyczność naskórka
i wyraźnie go zmiękcza. Sprawia, że skóra jest doskonale przygotowana do
dalszych zabiegów pielęgnacyjnych, a także doskonale odżywiona, promienna i
świeża. Stosowany na włosy wspomaga ich regenerację, poprawia elastyczność i
odżywia. Sprawia, że są bardziej sprężyste, miękkie i przyjemne w dotyku.
Wyjątkowy zapach róży damasceńskiej działa też kojąco na zmysły, pomaga się
odprężyć i zrelaksować. Woda różana doskonale sprawdza się w pielęgnacji
każdego rodzaju cery, w tym suchej, dojrzałej i trądzikowej, a także każdego
rodzaju włosów.
Działanie:
– tonizuje i odświeża
– łagodzi stany zapalne i podrażnienia
– zmiękcza, wygładza i poprawia elastyczność skóry
– wspomaga regenerację włosów i poprawia ich sprężystość
– odpręża i pomaga się zrelaksować
Zalety:
– 100% czysty hydrolat z płatków róży damasceńskiej
– idealny do pielęgnacji skóry i włosów
– odpowiedni do każdego rodzaju cery i włosów
– wygodna w stosowaniu butelka z atomizerem
Sposób użycia: Po umyciu twarzy, skórę zwilżyć
hydrolatem. Stosować rano i wieczorem lub częściej w zależności od potrzeb.
Wygodny atomizer pozwala na równomierne nałożenie produktu.

Opakowanie
Woda różana zapakowana jest w bezbarwną butelkę z dość prostą etykietką. Znajdują się na niej wszystkie potrzebne informacje oraz skład. Atomizer działa bez zarzutu, ma dłuższą, zakręconą na dnie rurkę, więc nawet resztki zostały zebrane i ostatecznie nawet kropelka się nie zmarnowała. Szata graficzna mogłaby być bardziej wyszukana, a butelka ciemna, jak słoik w przypadku kremów, ale nie narzekam 😛

Skład
Rosa Damascena Flower Water (Hydrolat z kwiatów róży damasceńskiej)
Jeśli miałabym opisać jakoś skład przytoczyłabym chyba słynne powiedzenie – krótko, zwięźle i na temat. Nie ma tu żadnych zbędnych konserwantów, które mogłyby podrażnić wrażliwą skórę. Jakie właściwości ma woda różana? Przede wszystkim działa na skórę kojąco i regenerująco. Łagodzi wszelkie podrażnienia i zaczerwienienia. Nawilża skórę i napina ją, sprawiając, że staje się bardziej elastyczna. Hydrolat ten sprawia, że skóra staje się promienna, a jej kondycja jest zdecydowanie lepsza. W przypadku skóry trądzikowej pozytywnie wpływa na czas gojenia się zmian – wykazuje działanie antybakteryjne. Zmiany potrądzikowe – przebarwienia – również stają się mniej różowe.

Cena
Cena wody różanej jest niska – butelka kosztuje około 16-17 złotych, więc nie jest to wygórowana kwota. Moim zdaniem adekwatna do jakości. Można pewnie znaleźć ją jeszcze taniej na promocjach, natomiast ja zakupiłam swoją w regularnej cenie.

Wydajność
Mimo tego, że buteleczka nie jest za duża, ponieważ ma 100 mililitrów, wystarczyła mi na prawie 2 miesiące codziennego stosowania. Uważam, że to dobry wynik, tym bardziej, że jej sobie nie szczędziłam i dwa razy dziennie obficie spryskiwałam nią skórę twarzy. Wydaje mi się, że wysoką wydajność zawdzięczamy atomizerowi – w przypadku toników wylewanych na wacik musimy dość mocno go nasączyć, aby produkt miał szansę zadziałać.
Dostępność
Kosmetyki Make Me Bio dostępne są w wielu sklepach internetowych, ja swoją wodę zamówiłam na Cocolita.pl. Stacjonarnie można je dostać w mniejszych sklepach i drogeriach, chociaż ja jeszcze się z nimi nie spotkałam. Uważam jednak, że dostępność jest naprawdę dobra – znajdziecie je we wszystkich znanych drogeriach internetowych.

Moja opinia
Moja przygoda z hydrolatami zaczęła się już jakiś czas temu. Zaczęłam od neroli, oczarowego i lipowego, żeby skończyć na różanym. Na początku strasznie się przed nim wzbraniałam – nie jestem fanką różanego zapachu i byłam pewna, że kosmetyk, który jest „odpadkiem” przy uzyskiwaniu olejku różanego na pewno nie przypadnie mi do gustu. 
Zamówiłam ją jakoś na początku grudnia, stosowanie zaczęłam w połowie miesiąca. Używałam jej dwa razy dziennie, pod krem. Spryskiwałam twarz mniej więcej 5-6 razy i delikatnie wklepywałam hydrolat w skórę.
Nie zauważyłam żadnego, przejściowego pogorszenia stanu mojej skóry, za co jestem mu bardzo wdzięczna. Już po kilku dniach moja twarz wyglądała na zdrowszą i lepiej nawilżoną. Po mniej więcje miesiącu zauważyłam pozytywne działanie w kwestii gojenia się wyprysków. W połączeniu z naturalnymi i aptecznymi specyfikami udało mi się szybko je „pacyfikować”, a pozostałości po nich nie były tak widoczne, jak miało to miejsce zazwyczaj. Z pozytywnych zmian zauważyłam jeszcze to, że mimo mrozów i suchego, ogrzanego powietrza w mieszkaniu na skórze pojawiało się znacznie mniej suchych skórek. Nie czerwieniła się ona też tak mocno, jak zazwyczaj – hydrolat widocznie uszczelniał  naczynka na nosie i policzkach. 
Co do zapachu – bardziej przypominał różaną marmoladę niż babcine perfumy, co w ogólnym rozrachunku sprawiło, że lubiłam sięgać po ten kosmetyk. Jak dotąd hydrolat różany i oczarowy sprawdziły się u mnie najlepiej – efekty były najszybciej i najbardziej widoczne.
Czy kupię ponownie?

Tak! Zużyłam już całe opakowanie, aktualnie testuję inny tonik, który też jest fajny, ale to jednak nie to samo. Po wodę różaną Make Me Bio sięgnę pewnie jeszcze nie raz. Wam też polecam się z nią zapoznać – efekty zobaczycie naprawdę szybko! 🙂

Lubicie używać hydrolatów? Z jakimi mieliście do czynienia? Czuć u Was wiosnę?
Pozdrawiam :*

Uncategorized

Ziaja med – kuracja antybakteryjna. Krem redukujący trądzik.

7 lutego 2014
Hej wszystkim 🙂
Korzystam z dobrodziejstw naturalnego światła które pozwala mi na robienie o wiele ładniejszych zdjęć. Czekam wiosny i lata bo wtedy mamy o wiele większe możliwości niż o tej porze roku – jak wracam ze szkoły to jest już ciemno i dobre zdjęcia niestety nie wychodzą :c
Bez zbędnego gadania przechodzę do rzeczy 🙂 Zapraszam do czytania 🙂
Głównym bohaterem dzisiejszego zamieszania jest Ziaja med – kuracja antybakteryjna. Krem redukujący trądzik. Bierzemy go pod lupę 😀
Co mówi producent?
Aktywna emulsja o lekkiej konsystencji, bez kompozycji zapachowej. Hamuje aktywność enzymu 5a-reduktazy, normalizuje pracę gruczołów łojowych, przyspiesza złuszczanie warstwy rogowej naskórka, ogranicza rozwój bakterii.
Substancje aktywne: kwas oleanolowy, kompleks proteinowo-cynkowy, ekstrakt z lukrecji, ekstrakt z afrykańskiego drzewa Enantia chlorantha, alantoina, a-hydroksykwasy AHA, prowitamina B5 (D-panthenol), witamina A.
Skład
 Aqua (Water), Octyldodecanol, Cyclopentasiloxane, Glycerin, Butylene Glycol, Enantia Chlorantha (Bark) Extract, Oleanolic Acid, Cetearyl Alcohol, PEG-20 Stearate, Propylene Glycol, Glycyrrhiza Glabra (Licorice) Root Extract, Sodium Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, lsohexadecane, Polysorbate 80, Saccharamyces/Zinc Ferment, Glyceryl Stearate Citrate, Sodium Polyacrylate, Citrus Medica Limonum (Lemon) Fruit Extract, Saccharum Officinarum (Sugar Cane) Extract Vaccinium Myrtillus Extract, Vitis Vinifera (Grape) Fruit Extract, Pyrus Malus (Apple) Fruit Extract, Lactic Acid, Citric Acid, Glycolic Acid, Malic Acid, Tartaric Acid, Allantoin, Panthenol, Retinyl Palmitate, Phenoxyethanol, Methylparaben, Propylparaben, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Diazolidinyl Urea, CI 42090 (FD&C Blue No.1)

Pojemność
50 ml
Cena
około 12,50 zł
Dostępność
Apteki
Co obiecuje producent? <widoczne na zdjęciu>

Konsystencja
Krem ma postać lekkiej papki koloru miętowego, pachnie bardzo delikatnie.
Opakowanie
Wygodna tubka, zamknięcie mogłoby być inne (np. na zatrzask), jest odkręcane.
Moja opinia na temat tego produktu:
Zużyłam całe opakowanie już kilka miesięcy temu, resztki stały tak na półce i czekały w kolejce do recenzji. Jakoś nie zapad mi w pamięć. Nie zrobił mi krzywdy, ale też nie zdziałał cudów. Jakoś za nim nie przepadałam, gdyż średnio współgrał z moim ulubionym podkładem. Plusem na pewno było to, że nie zapychał i nie pojawiały się nowe krosty, a lekka konsystencja wchłaniała się dosyć szybko. Mat nie był płaski, jedynie delikatny. Policzki były zmatowione cały dzień (tutaj cera dosyć sucha, wrażliwa, wymagająca dobrego nawilżenia), strefa T jednak zaczynała się błyszczeć po kilku godzinach (w tej okolicy mam cerę tłustą, problemową). Zapach kremu jest przyjemny, delikatny, nie podrażniał mnie. Opis producenta wydawał się interesujący, w składzie natomiast znalazłam dużo chemii, czego w kosmetykach tego typu nie lubię.Podsumowując, produkt ma kilka plusów i kilka minusów, ja jednak nie skuszę się na drugie opakowanie, chociaż wcale go nie odradzam – dla mnie jest to średniak w kierunku dobrej strony mocy 😛 Bardzo sobie cenię produkty ziaji, może gdybym stosowała ten krem z innymi produktami z tej serii byłabym bardziej zadowolona.
Czy kupię ponownie?
Raczej nie, chyba że najdzie mnie ochota na darowanie mu drugiej szansy.

6,5/10

A Wy mieliście kiedyś styczność z tym kremem? Lubicie produkty z Ziaji? Może macie coś godnego polecenia dla cery mieszanej, bardzo problematycznej?

Uncategorized

Karnawał czas zacząć – Lakier Vipera Belcanto 138

30 grudnia 2013
Gdy zobaczyłam ten lakier tydzień temu zakochałam się 😀 Nie dość, że jest mocno niebieski, to dodatkowo nadaje się świetnie na sylwestrową zabawę. Kupiłam go w osiedlowym sklepiku za 10,80 zł. Myślę, że jeśli znajdziecie je gdzieś u siebie to będą w podobnej cenie.

Lakier może służyć jak top coat, ale także jako samodzielny lakier. Ja chciałam pokazać go bez lakieru bazowego – aby każdy mógł zobaczyć jego pełną okazałość. 2 warstwy dają już ładny efekt, ale pomalowałam 2 paznokcie 3 warstwą, żeby pokazać różnice w wyglądzie. Lakier zawiera w sobie drobniutkie srebrne i niebieskie drobinki oraz większe, holograficzne. 
Lakier utrzymuje się 2-3 dni, więc nie należy ani do bublów, ani do cudownych wynalazków 😀
Schnie dosyć szybko, a pędzelek jest wygodny. Pojemność lakieru to 13 mililitrów, więc jest stosunkowo duży. Drobinki rozkładają się w miarę równomiernie, stąd nie trzeba długo pracować nad tym, aby paznokieć dobrze wyglądać.
Tutaj widoczna jest różnica między 2 i 3 warstwami. Na palcu wskazującym i środkowym nałożyłam 3 warstwy, na pozostałych dwie.
Najgorsze pewnie będzie jego zmywanie 😛

8/10

Mam nadzieję, że podobała wam się moja recenzja i skorzystacie z tego lakieru. Jeśli nie zdążę jutro napisać już dziś życzę wam miłego Sylwestra.  Paa :3

Uncategorized

Essence Fruity – owoce na paznokciach :D

14 grudnia 2013

Jestem osobą, która lubi czasem przełamywać rutynę 😀 Jak wiadomo, jesień i zima kojarzy się innym z ciemnymi paznokciami, ewentualnie klasyczną czerwienią czy nude’owym kolorem. Tak, ja również jestem w tej grupie, ale czasami lubię zaszaleć i w pochmurny dzień mieć na paznokciach błękitną, czy lekko różową mgiełkę lakieru. Tak właśnie jest z tym pomysłem, który zobaczycie zaraz na zdjęciach.

Te naklejki na paznokcie kupiłam kiedyś w szafie essence. Podejrzewam, że było to późną wiosną, ewentualnie latem 😀 Są według mnie słodkie i cudowne. Pięknie wyglądają, jak prawdziwe miniaturki owoców. Ale czy mam jakieś „ALE” 😛
Na początek – plasterki owoców zapakowane są w okrągłe, zakręcane i przeźroczyste pudełeczko wyłożone różową gąbeczką. Wydaje się ich niewiele, ale jak widać, mimo tego, że używam ich stosunkowo rzadko, mam je już kilka miesięcy. Do opakowania dołączony był również klej, który moim zdaniem, jest w ogóle nieprzydatny. Nie jest wyciskany, co jest minusem. Na zakrętce nie ma pędzelka jak w lakierze, jest natomiast plastikowa szpatułka, którą ja nie jestem w stanie nanieść tego kleju na płytkę paznokcia.

Poza wyglądem nie mogłam doszukać się plusów tej ozdoby. Przyklejałam je na świeży lakier, następnie pokrywałam Top coatem – w najlepszym wypadku odpadały kilka godzin później, w najgorszym, zaraz po zamieszczeniu. Potrafię zrozumieć fakt, że są one „3D”, więc prędzej czy później odpadną, ale nie po tak krótkim czasie! Po pracach z klejem efekt był ten sam. Najgorsze zbyło to, że zostawiały po sobie nieestetyczny odcisk w kształcie kółka zwieńczony brakiem lakieru w  środku.
Zapłaciłam za nie około 5-7 złotych. Dostępne były w tym sezonie w szafach essence, nie wiem, jak będzie w kolejnych. Na pewno dadzą coś innego, więc ja swoje opakowanie trzymam jako „edycję limitowaną”. Nie polecam ich, chyba że ktoś miałby zamiar jakoś wtopić je w tipsy, żele, akryle czy hubrydowy lakier.

5/10

Dziś postaram się napisać jeszcze jednego posta, o tym, dlaczego nie było mnie aż cały tydzień. Może wyjdzie, może nie 😉 Jak da się zauważyć, zmieniamy coś na blogu, wariacje i w ogóle szok ;P Nie mogę znaleźć stylu, który w końcu bardzo by mi się spodobał :3 Kapitan ma przeze mnie trochę pracy, choć to, co zrobiłam do tej pory (podpis i nagłówek) to moje dzieło :3

Pozdrawiam

Uncategorized

Ziaja. Kuracja lipidowa. Fizjoderm Krem – coś co uratowało moją przesuszoną skórę.

8 grudnia 2013
Od 4 dni powróciłam kuracji antytrądzikowej. Nadal mam przepisane te same leki od dermatologa, a mianowicie są to dwie maści. Jedna z antybiotykiem i retinoidem, która ma za zadanie spowodować zwiększenie łuszczenia skóry i zapobieganiu rozwojowi bakterii oraz drugą, która jest tylko złuszczająca – do późniejszego stosowania, kiedy pozbędę się już wyprysków i krostek.
Jako że maści stosowałam już wcześniej wiedziałam co i jak mam robić.Wieczorem posmarowałam twarz tą z antybiotykiem i położyłam się spać.
Co czekało mnie rano? Niespodziankaaa! Na brodzie i w okolicach nosa i ust miałam czerwone, piekące place. Smarowałam to 2 dni kremami, odstawiłam żel – nic nie pomogło. Skóra była szorstka, spierzchła, zaczerwieniona i bardzo wrażliwa oraz podrażniona. Tak, jakbym doznała poparzenia. Myślałam już, że nic mi nie pomoże. Poprosiłam tatę o kupno jakiegoś dobrze nawilżającego kremu. Poszedł do apteki i tam pani poradziła mu właśnie ten krem.
Podeszłam do niego sceptycznie. Lubiłam produkty ziaji, stosowałam już kilka. Były dobre, ale cudów nie działały. Smarowałam twarz kilka razy w ciągu dnia, potem grubszą warstwą na noc i co? Skóra jest o wiele gładsza, nie spodziewałam się takich rezultatów po 1,5 dnia stosowania. 

Krem ma trochę dziwny zapach, ale mi to nie przeszkadza. Ma średnią konsystencję – nie jest za gęsty, nie jest za rzadki, dobrze rozprowadza się go na twarzy. Szybko się wchłania, zostawia delikatny, tłusty film, dlatego raczej jako baza pod makijaż się nie nadaje. Na początku czułam lekkie pieczenie, ale to normalne – moja skóra była bardzo podrażniona.

Nie wiem jak sprawdzałby się na skórze atopowej, bardzo skłonnej do alergii. Moja jest mieszana i skłonna do alergii, więc na ten temat nie mogę się wypowiedzieć. W składzie ma kilka olejków, jest na bazie wody. Alkohole pojawiają się na dole tej listy. Jak na razie nie zauważyłam, żeby przesuszał, ale aby o tym mówić, muszę stosować go dłużej. Jak na razie, moim zdaniem, sprawdza się tak, jak obiecuje to producent.
Co do pudełka i opakowania – minimalistyczne, bardzo poręczne. Krem nie wypływa z tubki, jest ona zakręcana. Za 50 mililitrów kremu zapłaciłam niecałe 16 zł – pojemność jest adekwatna do ceny, do rezultatów również.

Ktoś z was miał okazję stosować ten krem? Co o nim sądzicie? W ogóle, jak oceniacie produkty ziaji?