Wybrany tag

przemyślenia

Uncategorized

BLOGOWY KRYZYS PO 4 LATACH PISANIA | CZY TO MNIE DOTYCZY?

1 lipca 2017
blogowy kryzys, jak pisać ciekawe wpisy, kryzys twórczy

Hej!

Od kilku tygodni nosiłam się z zamiarem napisania posta lifestylowego, w którym zawarłabym kilka moich ostatnich przemyśleń. Wiem, że wolicie czytać wpisy kosmetyczne, ale czasem mam potrzebę uzewnętrznienia się i wyżalenia – w końcu kto zrozumie mnie lepiej, niż moi czytelnicy? Jeśli chcecie posłuchać o tym, co w ostatnim czasie mi dokucza – przejdźcie dalej. Mam nadzieję, że na koniec będziecie mogły zostawić w komentarzu jakieś słowo otuchy.

TRUDNE POCZĄTKI

Dziś mijają 4 lata od założenia bloga elfnaczi.pl. Na początku była to strona, którą traktowałam jak swój pamiętnik – pisałam o tym, co się u mnie działo, co kupiłam, jak idzie mi nauka. Po mniej więcej półtorej roku, może dwóch latach postanowiłam, że chciałabym zmienić to miejsce – na bardziej kobiece, kosmetyczne, lifestylowe. Z natury nie jestem humanistką, mam raczej ścisły, analityczny umysł,
ale ciągnęło mnie do „sztuki” i tak wykreował się pomysł stworzenia
własnej strony w sieci.
Początki były trudne, choć mam wrażenie, że przed prawdziwą „górką” jestem dopiero teraz. Kiedyś dodawałam wpisy nieregularnie i nikt nie zwracał na to uwagi, zresztą tak samo na zdjęcia, oprawę bloga i tekst.
Kiedy już miałam na siebie plan i zaczęłam wdrażać go w życie zauważyłam pozytywne aspekty tych zmian – więcej czytelników, komentarzy, wyświetleń. To coś, co każdemu twórcy przynosi wielką radość – widzimy wtedy, że nasza praca nie idzie na marne, a to, w moim mniemaniu, prawdziwy sukces!

SAMOROZWÓJ KLUCZEM DO SUKCESU

Jeśli znacie mnie osobiście wiecie, że należę do osób, które stawiają sobie cele i je osiągają. Mimo porażek nie poddaję się i dążę do tego, by się rozwijać. Myślę tu o różnych płaszczyznach mojego życia, także o blogu. Pokonywanie własnych słabości dało mi dużo pewności siebie. Ze wszystkiego co robię staram się wyciągać jak najwięcej, bo w końcu ten, kto czerpie z życia garściami jest człowiekiem szczęśliwym.
Dzięki temu portalowi nauczyłam się pisać naprawdę długie, aczkolwiek ciekawe teksty (przynajmniej tak myślę :P). Pogłębiłam swoją wiedzę na tematy, które mnie interesują. Nauczyłam się czytać składy INCI i dzięki temu stan mojej skóry bardzo się poprawił. Zaczęłam eksperymentować z fotografią – raz jest lepiej, raz gorzej, ale i tak uważam, że zrobiłam spory postęp. 
Dzięki blogowi poznałam też wiele wspaniałych osób, z którymi utrzymuję kontakty w życiu prywatnym. To pozwoliło mi uświadomić sobie, że za cyferkami i literkami stoją ludzie. Mam nadzieję, że dalej będę mogła się rozwijać, tworzyć dla Was coraz lepsze i bardziej inspirujące wpisy. Chciałabym mieć też okazję, by poznać jeszcze więcej z Was – to Wy jesteście moją motywacją i chcę, byście o tym wiedzieli.

blogowy kryzys, jak pisać ciekawe wpisy, kryzys twórczy

 

CO MNIE BOLI?

Siedzę w blogosferze 4 lata… 4 lata bacznie się jej przyglądam, czasem z większym, czasem z mniejszym zaangażowaniem. Jestem dobrym obserwatorem, który stara się nie wtrącać, ale notuje wszystkie podejrzane sprawy. Myślałam, że to JA jestem osobą zawistną, obojętną, prawdziwą zołzą. Może tego nie widać, ale uwierzcie mi – mam diabełka za skórą, tylko dobrze się ukrywam 😛  Staram się być miła dla wszystkich, a jeśli coś mi nie odpowiada – kontaktuję się z tą osobą. 
Mam wrażenie, że panuje teraz moda na hejtowanie wszystkich po kolei. Temu nie pasuje to, że blogosfera jest taka, jaka jest, temu nie pasują zbyt idealne zdjęcia na Insta. Od kiedy inni mają prawo mówić nam jak mamy robić coś, co lubimy? Uważam, że jeśli nie szkodzimy przy tym osobom trzecim inni nie mają prawo ingerować w nasze życie. Dajmy sobie trochę luzu, nikt nie jest idealny, ale nie jest to powodem, dla których powinno wyśmiewać się z pewnych treści/osób/rzeczy, czy piętnować pewne zachowania. 
Dziwi mnie, że to te „duże” blogerki wywołują takie gównoburze, a czytelnicy jeszcze im przyklaskują. Dla mnie to działanie poniżej jakiegokolwiek poziomu. W moim mniemaniu odnosi to odwrotny skutek od zamierzonego – w moich oczach takie osoby tracą, pokazują jakie są zazdrosne, infantylne i jak boją się o swoją ciepłą posadkę. Mam nadzieję, że reszcie też spadną klapki z oczu i zamiast bić brawo pod takimi wpisami zaczną po prostu zamykać kartę i wychodzić – bez zostawiania zbędnych komentarzy. Wtedy takie działania umrą śmiercią naturalną, tylko taką widzę dla nich przyszłość.

CZY JESTEM ZAZDROSNA? MAM O COŚ ŻAL? TO BLOGOWY KRYZYS?

Na początku tego roku postanowiłam, że w końcu wezmę się za naukę i poczytam trochę o SEO, pozycjonowaniu i reklamie bloga. Myślę, że efekty mówią same za siebie, bo jakieś wzrosty mam. Jakieś… I właśnie o to się to wszystko rozchodzi. Mimo wkładania w bloga coraz więcej pracy i zaangażowania statystyki poleciały na łeb na szyję. 

Czy jestem zazdrosna o czyjeś wyświetlenia i obserwatorów, a nawet współprace? Tak. Jestem tylko człowiekiem i to uczucie nie jestem mi obce. Do pewnego momentu ta zazdrość pchała mnie do działania i działała na mnie jak lekki poganiacz. Z czasem jednak stwierdziłam, że zaczęłam się przez to wypalać.
Boli mnie fakt, że blogi, na których zdjęcia są robione kalkulatorem, a we wpisach widnieją 3 zdania na krzyż wiodą prym. Że współprace dotyczą tylko tych, którzy mają miliony wyświetleń i zarabiają przez to tyle samo monet. Boli mnie to, że nie docenia się kogoś, kto pisze rzetelnie – nawet jeśli wspomni o wadach. 
Przyznam się Wam do czegoś. Na blogu, w ciągu tych 4 lat zarobiłam 150zł! Gdybym miała podliczyć wydatki – no cóż, byłoby tego o wiele, wiele więcej. Nie wiem, co robię nie tak, że nie przyciągam producentów, a kiedy już nadarzy się okazja i wspominam o wynagrodzeniu – zwiewają gdzie pieprz rośnie. 
Nie wiem też, czy zauważyliście, ale ostatnio spadła jakość zdjęć – mój prawie 5 letni obiektyw się popsuł, a z racji tego, że nie pracuję nie mam jak kupić drugiego. Wiem, że może nie powinnam Wam o tym pisać, bo brzmi to jak pójście na łatwiznę i wzbudzanie litości, ale komu mam o tym powiedzieć? Nie pracuję, bo mój kierunek studiów mi nie pozwala, a naciąganie rodziców na nowe „zabawki” w wieku 22 lat wcale mnie nie bawi.
Dla bloga poświęcam dużo czasu – same przygotowanie zdjęć i treści do jednego wpisu to w moim przypadku 3-4 godziny pracy. A gdzie social media? Gdzie komentarze? Mimo mojego zaangażowania mam coraz mniej siły, bo nie jest to jedyne, co robię w życiu. Niejednokrotnie myślałam o zamknięciu bloga, ale po prostu szkoda mi tego, co już na nim zrobiłam. Nie raz pisałam, mimo braku weny, spadku formy, czy braku czasu. Przez bloga odmawiam sobie niektórych przyjemności i poświęcam mu swój wolny czas.
Mam nadzieję, że ta czwarta rocznica będzie przełomową. Może coś właśnie w tej chwili ruszy do przodu, a może stanie się tak, że w końcu zrobię sobie przerwę i zobaczę, czy brakuje mi pisania. Na początku ten wpis miał wyglądać inaczej, ale postanowiłam się otworzyć – kiedy trzymamy w sobie pewne sprawy za długo, zaczynają nas one przytłaczać i sprawiać, że czujemy się coraz gorzej. Mimo wsparcia przyjaciół i rodziny czuję, że powoli się wypalam i nie chodzi tu o samo tworzenie. Chodzi o poczucie, że to, co robię, nie podoba się jednej z moich docelowych grup. Zaczynam się wtedy zastanawiać, czy brakuje mi polotu, czy za mało wchodzę innym… wiadomo gdzie. Mam nadzieję, że ktoś mnie jeszcze doceni. Może niektórym ciężko jest zaakceptować to, że nie jestem głupiutką osobą, która każdy otrzymany kosmetyk opisze w superlatywach – jestem na jednym z najcięższych kierunków, sama zapracowałam sobie na swoje dobre imię i nie zamierzam tracić w waszych oczach na rzecz darmowych fantów.
Ma nadzieję, że to docenicie i pozostaniecie ze mną przez kolejnych kilka lat. A może nawet poślecie ten szczery wpis dalej w świat. Wiem, że życie nie jest sprawiedliwe, ale mam prawo mówić o tym głośno.
Arrivederci.
Uncategorized

#LETNICZAS | RELAX, TAKE IT EASY | JAK SIĘ RELAKSUJĘ? MOJE SPOSOBY NA IDEALNE WAKACJE? DOM CZY PODRÓŻE?

15 czerwca 2017
#letni czas sposoby na relaks plany na wakacje elfnaczi

Hej!

Zapraszam Was dziś na kolejną odsłonę wpisów z serii #letniczas. Tym razem opowiem Wam w kilku słowach jak zazwyczaj spędzam wakacje oraz o moich pomysłach na relaks. Będzie to wpis bardziej lifestylowy, niż kosmetyczny, ale mam nadzieję, że Wam się spodoba.
Niestety mam opóźnienia, ale sesja mnie goni i przez najbliższe trzy tygodnie muszę (i chcę) skupić się na nauce. Postaram się dodawać tu przynajmniej 2 wpisy tygodniowo – mam już kilka  w planach i mam nadzieję, że uda mi się je zrealizować. Jeśli zaciekawił Was temat tego – zapraszam dalej 🙂 Będę zdradzać słodkie tajemnice 😀

#letni czas sposoby na relaks plany na wakacje elfnaczi 2

LATO, LATO, LATO CZEKA…

Kto nie zna tego hitu – buuuu 😛 Piosenka mojego dzieciństwa, puszczana z magnetofonu i kaset – ile radości było w przekręcaniu taśmy, kiedy się skończyła. W tym paragrafie chciałabym wspomnieć o tym, z czym kojarzy mi się letnia pora.

Dzieciństwo spędzone na wsi zaowocowało konkretnymi skojarzeniami – złotymi lub żółtymi polami, lasem i ciepłymi wieczorami przy ogniskach czy nad jeziorem. Mam to szczęście mieszkać na terenie zielonych płuc Polski, w niewielkiej miejscowości oddalonej od zgiełku miast. Cisza, spokój, odgłosy cykad i świerszczy potrafią działać na mnie niezwykle relaksująco. 

Rano budzi mnie śpiew ptaków i promienie słońca padające z okna. Nie wstaję wtedy od razu – delektuję się tą chwilą, póki jeszcze mogę. Jestem w na tyle komfortowej sytuacji, że nie czeka mnie praca, mąż, czy dziecko. Mogę pozwolić sobie na chwilę wytchnienia, rozpieszczać się i pielęgnować wewnętrzną, infantylną Naczi. Lato, wbrew temu co mogłoby się wydawać, nie kojarzy mi się z ciągłym pędem. To właśnie okres spokoju, ładowania akumulatorów i dumania – nad książką, herbatą, czy dobrym filmem.

#letni czas sposoby na relaks plany na wakacje elfnaczi 3

SPONTANICZNOŚĆ, CZY SKRUPULATNE PLANOWANIE?

Niestety jestem typem człowieka, który nie pogodzi się z wyjazdem na ostatnią chwilę. Staram się planować wszystko najdokładniej jak się da, a spontaniczny wyjazd – co najwyżej gdzieś niedaleko, na krótko i w znajome okolice. Nie wyobrażam sobie podróży ‚last minute’ do zamorskich krain. Lubię spędzać wakacje w domu – tylko wtedy mogę się tam tak naprawdę odprężyć – w ciągu roku akademickiego zazwyczaj muszę siedzieć z nosem w książkach, a wtedy, kiedy się nie uczę, myśli zaprzątają mi inne uczelniane sprawy. Zdecydowanie stawiam na planowanie i się tego nie wstydzę 😛 Nie od dziś wiadomo, że rozrywkową dziewczyną nie jestem, a mój M. cierpi, jak ma mnie gdzieś bez zapowiedzi wyciągnąć 😛

#letni czas sposoby na relaks plany na wakacje elfnaczi 4

SPOSOBY NA LETNIE WIECZORY

Wspominałam już o ogniskach, czytaniu książek i oglądaniu seriali. Uwielbiam też spacerować po lesie, polanach – nie muszę wybierać się daleko – mam to na wyciągnięcie ręki. Przesiadywanie w ogrodzie do późna to coś, co odkryłam na nowo i zaczęłam w końcu doceniać. Nie przeszkadzają mi w tym nawet komary. Latem uwielbiam wdawać się w długie rozmowy z moimi rodzicami – są moimi przyjaciółmi i traktują mnie jak równą sobie – żaden temat im nie straszny, a z tatą zaczęłam dogadywać się tak samo dobrze, jak z mamą! Ogromną przyjemność sprawia mi też wpatrywanie się w gwieździste niebo – w mieście nie widać gwiazd, bo jest zbyt jasno. W moim rodzinnym domu niebo jest roziskrzone, a bardziej wprawne oko odnajdzie nawet kilka gwiazdozbiorów. Czy Wy też czekacie czasem na spadającą gwiazdkę?

#letni czas sposoby na relaks plany na wakacje elfnaczi 5

CZY CZEGOŚ MI BRAK?

Tak… Bardzo brakuje mi długich wypraw z moim psem. Kochałam patrzeć na jego radość, wdzięczne oczy – między mną i moim bratem a nim nawiązała się niesamowita więź. Jest mi smutno bez jego uśmiechów (umiał szczerzyć zęby i marszczyć nochal i to jeszcze jak!), wesołego poszczekiwania i czołgania się z łapkami ułożonymi do tyłu. Brakuje mi jego mądrych oczu, w których widziałam miłość, zrozumienie, a czasem współczucie, czy smutek. Nie ma go z nami już 2 lata, ale tych 15, które spędziliśmy razem były cudowne – miło jest je wspominać. Czy Wy też macie psiego przyjaciela?

Zakończyłam ten post nieco refleksyjnie, ale nie myślcie, że smutno – taka jestem kolej rzeczy i w pełni to zaakceptowałam. Lubię jednak wracać do miłych, radosnych wspomnień, które za każdym razem, kiedy budzone są na nowo, wyglądają trochę inaczej. Lato to cas refleksji, dojrzewania, nie tylko zabaw i psot. Czy Wy też odnosicie podobne wrażenie?

#letni czas sposoby na relaks plany na wakacje elfnaczi 6

Zapraszam Was na blogi dziewczyn:

Jakie macie plany na tegoroczne wakacje? Spokój, czy szalone wyjazdy? U mnie będzie i jedno, i drugie, a jeszcze dodatkowo pierwsze praktyki 🙂
Pozdrawiam!
Uncategorized

AUTOPORTRET 2016 | 21 LAT MINĘŁO…

7 września 2016
Hej wszystkim!
Dziś jest wyjątkowy dzień
(przynajmniej dla mnie :P), więc postanowiłam przygotować dla Was coś innego,
coś, co sprawi, że spojrzycie na mnie z innej strony – tej bardziej prywatnej.

Autoportrety stały się popularne na You Tube, kilka osób zainspirowało mnie,
żeby napisać coś takiego o sobie. Czekałam jednak na dogodną okazję. A
najlepszym momentem opublikowania tego posta będą moje URODZINY.

Dokładnie 21 lat temu o godzinie
21.30 przyszłam na świat
. Jestem czwartkowym dzieckiem – według astrologii
moim patronem jest Jowisz, największa planeta o niezwykłej sile. Powinnam być
indywidualna, samodzielna i odpowiedzialna. Powinnam też stawiać sobie cele i
uparcie do nich dążyć. Czy taka jestem? Tak! Jesteście ze
mną już kilka lat, wiecie, że musiałam podjąć ważne dla mnie decyzje. 
Byłam radosnym dzieckiem i bardzo
lubiłam czytać, pisać i malować
. W wieku 2 lat prowadziłam konwersacje
z rodzicami, babciami i dziadkami – podobno czasem ciężko było mnie przegadać.
Pierwsze próby z literkami przeszłam w wieku 2,5 lat – mój alfabet niestety nie
do końca przypominał ten, z którym mam kontakt obecnie, ale najważniejsze jest
to, że próbowałam.
Kiedy byłam nieco starsza często
wcielałam się w rolę lekarza.
Szkoda tylko, że najbardziej cierpiały na
tym moje miśki – przecież nie mogłam wstrzykiwać im samego powietrza 😛 Woda
służyła mi jako specyfik na każdą znaną chorobę – niestety nie każdy pluszak po
mojej kuracji wyglądał jak milion dolarów, ale jak to mówią, straty w ludziach
muszą być 😛
Od najwcześniejszych lat
szkolnych wykazywałam duże zainteresowanie przyrodą.
Brałam udział we
wszelkiego rodzaju konkursach i, nie ukrywając, wiele z nich wygrywałam. Mimo
tego, że byłam nieśmiała lubiłam wychylać się ponad poziom grupy. Do dziś
pamiętam moją kłótnię z wychowawczynią. W drugiej klasie podstawówki sprzeczałyśmy
się o to, czym jest delfin – ona mówiła ryba, a ja – ssak. Kto wygrał –
domyślcie się 😛
Gimnazjum było ciężkim okresem –
ciągłe drwiny i przytyki nie raz podcinały mi skrzydła.
Nie poddawałam
się jednak i dzięki swojej ciężkiej pracy otrzymałam tytuł laureata olimpiady
biologicznej i zostałam zwolniona z matematyczno-przyrodniczej części egzaminu
gimnazjalnego. Gorzej było ze stroną emocjonalną – najlepsza przyjaciółka
odwróciła się ode mnie po 9 latach znajomości, a reszta zaczęła powoli się
odsuwać – niestety tak czasem bywa.
Liceum wspominam mile, choć nie
tak, jak studia
. Kiedy miałam 17 lat poznałam Mateusza i udało nam się przetrwać
do dziś. Wtedy też założyłam tego bloga, który początkowo miał być
pamiętnikiem, by później ewoluować w coś bardziej złożonego. Pięknym
wspomnieniem są też nasze studniówki – czułam się wtedy jak księżniczka –
szczególnie na sali balowej jak z bajki
(studniówka Mateusza – mieli każdy
szczegół dopięty na ostatni guzik :D). U siebie prowadziłam poloneza pokazowego
– było to dla mnie wielkim wyzwaniem, ale na szczęście ja i mój kolega Michał
świetnie sobie w tej roli poradziliśmy. Kilka zimowych miesięcy minęło i
nadeszło coś, co dla wielu jest wydarzeniem strasznym – MATURA.
Pierwsze nieudane starcie z
maturą skończyło się lądowaniem awaryjnym na farmacji.
Studia dały mi
wiele radości i nauczyły mnie radzić sobie w trudnych sytuacjach. Rok poza
domem dał mi wiele do myślenia – jeszcze bardziej związałam się z moimi
rodzicami, z którymi i tak miałam bardzo dobry kontakt. Mieszkanie na „swoim”
sprawiło, że nauczyłam się lepiej organizować swój czas i utwierdziłam się w
przekonaniu, że można połączyć pracę nad domem, blogiem, studiami i związkiem w
jedną, spójną całość. 
Kolejne podejście do egzaminu
maturalnego było dla mnie znacznie łaskawsze, ale nadal nie wystarczyło to,
abym mogła dostać się na wymarzone studia.
Nowa podstawa programowa
napisała test znacznie lepiej i progi skoczyły w górę o kilka dobrych punktów –
tendencje wzrostu, czy spadku wahają się zawsze w granicach 2, maksymalnie 3
punktów. W ubiegłym roku, mimo tego, że zostały otwarte 2 nowe uczelnie progi
wynosiły nawet 8-9 punktów więcej w stosunku do ubiegłorocznego procesu
rekrutacji. Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić – płacz i załamywanie rąk na
pewno nie pomogłyby mi dostać się na wymarzony kierunek.
Rok przerwy był w moim mniemaniu
czym nienaturalnym – planowałam, że studia skończę w wieku 25 lat, a wyjdzie na
to, że, przy dobrych lotach, moje kalkulacje przesuną się o 2 lata.

Zaryzykowałam i nie żałuję. Odpoczęłam, nadrobiłam braki, weszłam na egzamin z
uśmiechem, chociaż byłam jedyną poprawiającą osobą. Bez stresu zaczęłam
przeglądać pytania, odpowiadać, a na koniec sprawdzać. Wyszłam przed czasem
patrząc na nietęgie miny tych, którzy na tej sali siedzieli po raz pierwszy.
Nie było mi ich żal – każdy jest kowalem własnego losu – i przy odrobinie
szczęścia osiągnie to, co zaplanował.
Czy ja miałam to szczęście? O
ile pierwsze podejście uważam za nieudane z mojej winy, tak w 2015 roku miałam
żal do Ministrów, Komisji i ogólnie pojętej władzy. Konstytucja nakazuje równe
traktowanie każdej jednostki, czego nie można było powiedzieć o nas,
maturzystach. Dwa różne egzaminy, dwa różne zakresy materiałów i ta sama
rekrutacja. Nie uważacie, że jest z tym systemem coś nie tak?
Protestowaliśmy – niestety bez większych skutków. Usprawiedliwiano się tym, że
przecież my mogliśmy iść na STUDIA, dokształcić się PONAD POZIOM matury, więc
nie miejmy pretensji, że była ona za trudna.
Kończąc temat studiów i wracając do astrologicznej analizy – zgodnie z tym, co mówią gwiazdy jestem
małomównym introwertykiem – nie mam zbyt wielu przyjaciół ani znajomych,
mogłabym wymienić tych najbliższych na palcach jednej ręki. Lubię być sama, co
nie oznacza, że jestem samotnikiem. W nowym towarzystwie jestem wstydliwa, ale
kiedy kogoś poznam i polubię – mogę zagadać go na śmierć.
Mimo tego, że uważam się w pewnym
stopniu za egoistkę jestem wrażliwa na krzywdę innych osób.

Niejednokrotnie pomagałam przy wypadkach, raz udało mi się uratować ludzkie
życie – gdyby nie ja i moja mama ten Pan nie dotrwałby nawet do przyjazdu
karetki. Niestety zmarł po kilku dniach w szpitalu, ale to do nas powiedział
swoje ostatnie słowa. Czuję, że robiłyśmy wszystko, co było w naszej mocy. Nie
żałuję żadnej decyzji podjętej w tamtej chwili. Cieszę się, że udało mi się
zachować zimną krew – umocniło mnie to w przekonaniu, że rzeczywiście zostałam
stworzona po to, by zostać lekarzem. Teraz wiem, że to moje powołanie. 
Jestem Panną – poukładaną i
pedantyczną – dlatego tak wiele od siebie wymagam.
Uważam, że ten blog
nadal nie stoi na takim poziomie, na jakim powinien. Jeśli uda mu się
przetrwać, kiedy zaczną się zajęcia na pewno będę nadal nad nim pracować.  Wydaje mi się, że moje teksty są nudne, a
zdjęcia nie wyróżniają się niczym szczególnym. Wiele z Was stara się mnie
przekonać, że się mylę, ale z tyłu głowy cały czas pali mi się żółta lampka –
mam nadzieję, że to dobrze, że staram się dążyć do perfekcji. 
Taka jestem – nie boję się o tym
mówić.
Siedzę w Białymstoku, nowym mieszkaniu i myślę, jak moje życie
zmieni się w ciągu najbliższych 6 lat. Mam nadzieję, że studia, które miały być
spełnieniem moich marzeń mnie nie zawiodą. Jeszcze rok temu każdy życzył mi
medycyny – teraz, oprócz zdrowia, miłości i szczęścia, bliscy życzą mi
zadowolenia z siebie.
Mam więc nadzieję, że za rok będę
mogła powiedzieć – Natalia, jestem z Ciebie dumna!
Mam nadzieję, że taki wpis
przypadnie Wam do gustu. Ostatnio niezbyt wiele pisałam Wam o sobie, ale
nauczyłam się, że w internecie warto dbać o swoją prywatność. Do piątku jestem
bez połączenia z siecią, ale mam nadzieję, że uda mi się opublikować jeszcze
jeden wpis
🙂
Pozdrawiam :*
Uncategorized

DLACZEGO MNIE NIE BYŁO? | REKRUTACJA | WAKACJE | BLOGOWY DETOKS

15 lipca 2016

Hej!
Dawno mnie tu nie było, a wczoraj na Instagramie (jeśli mnie jeszcze nie obserwujecie – zapraszam :P) ogłosiłam, że wracam z pisaniem postów na bloga.  Jeśli chcecie poczytać trochę „prywaty”, której na tym blogu jest coraz mniej, albo interesuje Was, co działo się u mnie w ciągu ostatnich kilku miesięcy – zapraszam z kawą i ciastkiem 😀

Jak wiecie od lipca tamtego roku miałam (i nadal mam) długie wakacje – chyba najdłuższe w moim życiu. Myślałam, że podczas urlopu dziekańskiego będę gdzieś pracować, ale mieszkam na takim odludziu, że nie mogłam nic dla siebie znaleźć… Najbliższe miasta mam oddalone o 25  i ponad 40 kilometrów, więc na codzienne dojeżdżanie zmarnowałabym mnóstwo paliwa. Okazało się, że i tak jestem potrzebna w domu – ktoś musiał sprzątać, gotować i zajmować się babcią – tak zostałam kurą domową.
Do października miałam totalną labę jeśli chodzi o naukę – postanowiłam odpocząć i dać moim szarym komórkom chwilę wytchnienia po sesji. Na jesieni zaczęłam chodzić na cotygodniowe korepetycje z chemii – potarzałam najtrudniejsze tematy, a to, co mogłam przyswoić sama, przypominałam pomiędzy kolejnymi „sesjami” – w domu. Do końca grudnia udało mi się nadrobić braki, później zajęłam się ostatnimi powtórkami. Najwięcej czasu poświęcałam na robienie zadań i czytanie podręczników – notatek robiłam niewiele – praktycznie ograniczyłam się do chemii organicznej – były dla mnie stratą czasu. 
Tak mijał mi czas do 13 maja. Tego dnia napisałam maturę, wyszłam zadowolona i od tamtego momentu miałam cichą nadzieję, że medycyna będzie stała dla mnie otworem. 
Jestem osobą, która dusi w sobie wiele negatywnych emocji, dlatego po roku miałam czasem serdecznie wszystkiego dość. Najbardziej w kość dawała mi się babcia – nie możemy sobie z nią poradzić, a jeśli ktoś z Was ma kontakt (24h/7 dni w tygodniu) z osobą chorą na demencję – wie o czy mówię. Tuż przed ogłoszeniem wyników matury moja „cierpliwość” sięgnęła zenitu.
Zamknęłam się w sobie, całymi dniami siedziałam w książkach albo grałam w Wiedźmina. Z utęsknieniem czekałam na lipiec – miałam zaplanowane kilkudniowe wakacje z Mateuszem, które miały być dla mnie resetem – NA SZCZĘŚCIE TYM BYŁY.
Po odebraniu wyników kamień spał mi z serca. 88% – nawet nie spodziewałam się, że egzamin pójdzie mi tak dobrze. Żałuję, że nie składałam papierów na więcej uczelni – w Białymstoku i w Bydgoszczy się dostałam i mam teraz dylemat, które miasto wybrać 😛

Na wakacjach odpoczęłam, mam nowe pomysły i chcę wykorzystać ten wolny czas, który mi jeszcze pozostał. Mam nadzieję, że ten blog nie umrze, ale na pewno nie będę dla niego nadwyrężać swoich sił – w końcu nauka jest najważniejsza.

Blogowy detoks był mi bardzo potrzebny. Po kilku dniach przerwy mam ochotę pisać, nie mam problemy z ubieraniem myśli w słowa, co rusz przychodzą mi do głowy nowe pomysły. Pisze mi się lekko i przyjemnie, a to chyba o to w tym najbardziej chodzi. O to, żeby czerpać z blogowania przyjemność.
Zgadzacie się z przemyśleniami z ostatniego akapitu? Wy też zamierzacie sobie zrobić przerwę od blogowania?
Pozdrawiam 🙂