Wybrany tag

projekt denko

Uncategorized

PROJEKT DENKO | LIPIEC 2017

7 sierpnia 2017
projekt denko lipiec 2017 elfnaczi

Cześć!
Wakacje to czas, w którym dni mijają mi tak szybko, że ciężko mi stwierdzić, który mamy dzisiaj 😛 Lipiec przeleciał mi przez palce – końcówka sesji, chwila oddechu i praktyki – było intensywnie, ale jakże produktywnie – nauczyłam się wielu nowych rzeczy, poznałam inspirujących ludzi – cenię takie momenty i staram się stwarzać ku nim jak najwięcej okazji.
Dziś na blogu poopowiadam Wam o kilku zużytych w lipcu kosmetykach. Nie było tego dużo, ale znalazło się tu kilka perełek, a także kosmetyków, do których lubię wracać. Jesteście ciekawi, co dobiło dna? Czy warto zaopatrzyć się w jakiś kosmetyk z tej listy? Zapraszam!

ISANA, OLEJEK POD PRYSZNIC Z NATURALNYMI OLEJAMI I WITAMINĄ E GARNIER, ANTYPERSPIRANT NEO FRESH BLOSSOM ALVERDE, RELAX PFLEGEOL WILDROSE SANDDORN | RELAKSUJĄCY OLEJEK Z DZIKIEJ RÓŻY I ROKITNIKA  NIVEA, ŻEL POD PRYSZNIC CARE & STARFRUIT O ZAPACHU KARAMBOLI
  • CIAŁO

ISANA, OLEJEK POD PRYSZNIC Z NATURALNYMI OLEJAMI I WITAMINĄ E

Kiedyś używałam tego olejku tak, jak zaleca producent, czyli pod prysznic, ale wolę jednak rozwiązania, które raczę mnie pięknymi zapachami – nawet kosztem tego, że muszę po nich nabalsamować ciało. Po produkt ten sięgam jednak regularnie – służy mi od dłuższego czasu jako produkt do mycia pędzli. Szybko i dokładnie usuwa wszelkie zanieczyszczania w postaci podkładu, pudru, szminek czy cieni do powiek. Domywa pędzle zarówno z włosia syntetycznego, jak i naturalnego. Brud na gąbeczkach typu Beauty Blender też nie jest mu straszny 😀 Nie powoduje, że włosie robi się sztywne, czy zaczyna się kruszyć, a to dla mnie ważny aspekt. Jest tani i na pewno jeszcze do niego wrócę ♥ To mój ulubiony kosmetyk do czyszczenia przyrządów do makijażu.

GARNIER, ANTYPERSPIRANT NEO FRESH BLOSSOM

Jeden z moich ulubionych antyperspirantów. Co nie raz do nich wracam – lubię ten aplikator i intensywne, owocowe zapachy, które długo się utrzymują, ale nie wchodzą w kooperację z perfumami, które aktualnie noszę. Minusem dla niektórych z Was będzie to, że zawiera sól aluminium. Niewątpliwą zaletą jest fakt, że wysoko w składzie występuje olej kokosowy, który działa antybakteryjnie i neutralizuje podrażnienia. Nie pocę się mocno, a są dni, kiedy ten antyperspirant niestety nie daje rady. Wydaje mi się, że wersja w kremie ma lepsze działanie i jest po prostu skuteczniejsza. Zużyłam dwa czy trzy opakowania i nie wiem, czy jeszcze po niego sięgnę.

ALVERDE, RELAX PFLEGEOL WILDROSE SANDDORN | RELAKSUJĄCY OLEJEK Z DZIKIEJ RÓŻY I ROKITNIKA

Alverde to marka często porównywana do Alterry, która jest dostępna w polskich Rossmannach. Olejek stał u mnie już półtorej roku i w końcu postanowiłam wziąć się za jego zużywanie. Jest to produkt odpowiedni dla wegan, ma przyjazny dla skory skład. Używałam go na kilka sposobów – służył mi do rozpuszczania makijażu jako pierwszy etap wieczornego oczyszczania twarzy, stosowałam go do ciała i olejowania włosów. W każdym z tych trzech sposobów dobrze się sprawdził i nie mogłam na niego narzekać. 100 mililitrową buteleczkę zużyłam z przyjemnością, teraz testuję inną wersję, której nazwy teraz nie pamiętam 😛 Podoba mi się opakowanie z pompką, która może nie działa idealnie (wylewa się wokół niej trochę oleju), ale pozwala zaoszczędzić sporą ilość produktu. Zapach był dość mocny, ale szybko się ulatniał, w ogóle nie przypominał mi róży. Dobrze się wchłaniał, nie zapychał i nie powodował szybszego przetłuszczania się włosów. Do tego nie był drogi. Polecam. Niżej wstawiam skład 🙂
Helianthus Annuus Seed Oil*, Glycine Soja Oil*, Vitis Vinifera Seed Oil,
Olea Europaea Fruit Oil*, Parfum**, Prunus Amygdalus Dulcis Oil,
Simmondsia Chinensis Seed Oil*, Rosa Canina Fruit Oil*, Hippophae
Rhamnoides Oil*, Tocopherol, Helianthus Annuus Seed Oil, Geraniol**,
Citronellol**, Limonene**, Linalool**, Citral**.

NIVEA, ŻEL POD PRYSZNIC CARE & STARFRUIT O ZAPACHU KARAMBOLI

Jeśli chodzi o drogeryjne żele pod prysznic to jestem fanką tych z Isany, Alterry oraz Dove. Reszta ma całkiem ładne zapachy, ale wysuszają mnie tak samo, jak najtańsze z Isany, więc rzadko po nie sięgam. Temu nie mogłam się jednak oprzeć – uwielbiam zapach karamboli w kosmetykach. Ten żel był bardziej kremowy od standardowych, nazwałabym go bardziej mleczkiem, niż żelem. Pięknie pachniał – orzeźwiająco, owocowo, to aromat idealny na lato – pobudzający zmysły. Żel pod koniec stosowania trochę mnie wysuszał, głównie przez fakt, iż zawierał SLS. To jedyna wersja zapachowa z Nivei, do której lubię wracać. Może nie jest to ideał, ale żele mają przede wszystkim myć i ładnie pachnieć – ten oba założenia spełnia 😛 Pewnie wrócę ponownie.

NATURALIS, WIESIOŁKOWY TONIK DO TWARZY SELFIE PROJECT, PŁYN MICELARNY DO SKÓRY MŁODEJ Z NIEDOSKONAŁOŚCIAMI BIELENDA, MASKA DO TWARZY BLUE DETOX DETOX & NAWILŻANIE  NACOMI, ARGANOWY KREM POD OCZY Z OLEJEM Z PESTEK WINOGRON

  • TWARZ

NATURALIS, WIESIOŁKOWY TONIK DO TWARZY

To tonik, który znalazłam kilka miesięcy temu w pudełku Liferia. Sceptycznie do niego podeszłam – szata graficzna nie zachęca, więc moje pierwsze wrażenie było takie sobie. Ostatecznie okazało się, że to dobry kosmetyk, który nie podrażnia skóry twarzy i rzeczywiście dobrze ją tonizuje. Po użyciu moja twarz zawsze była ukojona i mniej reaktywna, a także ściągnięta, a głównie na tym zależy mi kiedy sięgam po tonik. Miał przyjemny zapach, skład również należał do tych lepszych, ale nadal nie można nazwać go naturalnym hitem. To średniak, miło mi się go używało, ale raczej do niego nie wrócę. Lubię testować nowe toniki i rzadko w mojej kosmetyczce ląduje po raz drugi taka sama sztuka.

SELFIE PROJECT, PŁYN MICELARNY DO SKÓRY MŁODEJ Z NIEDOSKONAŁOŚCIAMI

W kwestii demakijażu mam już kilka ulubionych produktów, ale lubię szukać nowych hitów, dlatego nie zamykam się na nowości, które do mnie trafiają. Płyn z Selfie Project dostałam na spotkaniu blogerek, które odbyło się w lutym. Miał dłużej poczekać na swoją kolej, ale niestety upuściłam go i pękła plastikowa zatyczka – nie chciałam zostawiać kosmetyku, który ma kontakt z powietrzem w zapasach, więc postanowiłam jak najszybciej go zużyć. To, co jest niewątpliwym jego plusem to fakt, że zawiera sok z aloesu oraz cynk, które pozytywnie wpływają na skórę trądzikową. Podsuszają zmiany, przyspieszają ich gojenie i normalizują wydzielanie sebum. Płyn miał miły, świeży zapach, który dobrze mi się kojarzył. Ze zmywaniem makijażu twarzy radził sobie dobrze, natomiast oczy były dla niego problemem. Niestety potrafił mnie podrażnić o podszczypywać, dlatego już do niego nie wrócę. Może dla osób z mniej wrażliwą skórą, szczególnie powiek, się sprawdzi. A może po prostu jestem na niego za stara? 😛

BIELENDA, MASKA DO TWARZY BLUE DETOX DETOX & NAWILŻANIE

Maskę tę opisywałam Wam pokrótce na Instagramie. U mnie ta seria metaliczna jak na razie średnio się sprawdza. Owszem, maska wygląda super, ale samo działanie jest średnie i nie zaskakuje niczym pozytywnym. Mam skórę mieszaną i odwodnioną, więc od masek wymagam dobrego nawilżania bez zapychania skóry. Ta maska niestety nie nawilżała w znaczącym stopniu, choć było ono lekko widoczne. Po jej zmyciu skóra była ściągnięta  i lekko zaczerwieniona, co niestety często mi się zdarza. Znam lepsze maski i do tej raczej nie wrócę. Mam jeszcze dwie w zapasie – złotą i srebrną i najpewniej na tym moja przygoda z tą serią się skończy.

NACOMI, ARGANOWY KREM POD OCZY Z OLEJEM Z PESTEK WINOGRON

Ten krem to mój ulubieniec na noc. Ma treściwą, dość tłustą konsystencję, a nałożony grubszą warstwą sprawia, że skóra w tej delikatnej i wrażliwej okolicy jest nawilżona i ukojona. Nie podrażnia i nie powoduje łzawienia, jest praktycznie bezzapachowy. Skład określiłabym mianem bardzo naturalnego i przyjaznego dla skóry, co w stosunku do ceny tego produktu jest świetnym osiągnięciem.  Dość dobrze się wchłania. Nie zauważyłam spektakularnego działania na cienie pod oczami. Może słoiczek nie jest najbardziej higieniczną i wygodną formą opakowania dla kremu pod oczy, ale ja się  już do niego przyzwyczaiłam. Szukam dla niego godnego zamiennika. Kiedyś na pewno wrócę.

  • RECENZJĘ ARGANOWEGO KREMU POD OCZY ZNAJDZIECIE tutaj.

ECO LABORATORIE, SZAMPON NORMALIZUJĄCY DO WŁOSÓW PRZETŁUSZCZAJĄCYCH SIĘ

  • WŁOSY

ECO LABORATORIE, SZAMPON NORMALIZUJĄCY DO WŁOSÓW PRZETŁUSZCZAJĄCYCH SIĘ

To jeden z moich pierwszych szamponów bez SLS/SLES i ich pochodnych. Na początku sceptycznie do niego podeszłam, myślałam, że delikatny szampon nie poradzi sobie z moimi przetłuszczającymi się włosami. Ostatecznie bardzo go polubiłam. Dobrze się pienił, świetnie oczyszczał, mogłam myć włosy co dwa dni, czyli tak jak normalnie i nie były one nieświeże. Nie wysuszał kosmyków ani skóry głowy, domywał oleje. Przy dłuższym, regularnym stosowaniu rzeczywiście wykazywał lekkie działanie regulujące. Zawiera w składzie oleje i ekstrakty m.in z pigwy, oczaru wirginijskiego i imbiru, które normalizują przetłuszczanie się i podnoszą witalność włosa na długości. Szampon nie był drogi, do tego jest w ponad 97% złożony z substancji pochodzenia naturalnego, dlatego na pewno jeszcze do niego wrócę.
Wpadło Wam coś w oko? Używałyście któregoś z tych kosmetyków?
Pozdrawiam!
Uncategorized

PROJEKT DENKO | CZERWIEC 2017 | CIAŁA OBCE :O

18 lipca 2017
projekt denko blog czerwiec

Hej!
Dziś jest drugi dzień moich praktyk – mam nadzieję, że nauczę się podstawowych rzeczy, które ułatwią mi późniejszą pracę. Jestem z jednej strony podekscytowana i ciekawa, a z drugiej boję się, że z pewnymi rzeczami sobie nie poradzę, bo nie wszystko jest takie proste, na jakie wygląda 😛
Zapraszam Was dziś na projekt denko. Pokażę Wam, co udało mi się zużyć w czerwcu, a jak zwykle jest tego sporo – tym razem prym wiodą kosmetyki do ciała, ale znalazło się tu też coś z kolorówki. Jeśli ciekawią Was krótkie opisy kosmetyków i moja opinia na ich temat – zerknijcie niżej, na pewno znajdziecie coś, co Was zainteresuje 🙂 

PIERRE RENE PROFESSIONAL, PODKŁAD SKIN BALANCE COVER W ODCIENIU 20 CHAMPAGNE PAESE, PUDER RYŻOWY LOREAL, TUSZ DO RZĘS FALSE LASH WINGS

  • MAKIJAŻ

PIERRE RENE PROFESSIONAL, PODKŁAD SKIN BALANCE COVER W ODCIENIU 20 CHAMPAGNE

Jest to jeden z najjaśniejszych odcieni podkładów dostępnych w drogerii, nada się więc dla bledszych osób. Gama kolorystyczna jest dość szeroka, więc każdy znajdzie odpowiedni kolor dla siebie. To już moja druga, czy trzecie buteleczka, kupiłam ten podkład przypadkiem, na promocji, a stał się jednym z moich ulubionych 🙂 Ma naprawdę dobre krycie, nie ciemnieje i, przypudrowany dobrym pudrem, nie ściera się w ciągu dnia. Kiedy utrwalałam go ryżowym pudrem z Paese nie było na niego mocnych – mój makijaż wyglądał świetnie od rana, do wieczora. Nie zapycha, nie powoduje powstawania wyprysków czy zaskórników, nie ściera się. Po kilku godzinach może się lekko błyszczeć, ale nadal wygląda ładnie. Nie tworzy efektu maski i nie podkreśla rozszerzonych porów. Mój hit!

PAESE, PUDER RYŻOWY

W ubiegłym miesiącu niestety tak wyszło, że wykończyłam moje ulubione kosmetyki do makijażu twarzy. To jeden z nich – puder ryżowy, który utrwala makijaż tak dobrze, że nawet na mojej mieszanej cerze skłonnej do przetłuszczania się utrzymuje się on cały dzień, prawie w stanie nienaruszonym. Puder ten był bardzo drobno zmielony i nie odznaczał się na twarzy. Nie bielił, a po kilku minutach mat zamieniał się w satynę – nie było mowy o białej powłoczce na twarzy. Taki puder starczył mi na kilkanaście miesięcy stosowania. Cieszę się, że Paese zdecydowało się na zmianę opakowania – to nowe jest o wiele bardziej wygodne, a dodatkowo pozwala zaoszczędzić sporo produktu, bo nic nie sypie się wokół przy każdym jego otwarciu. Teraz kupiłam puder z Ecocery i nie umywa się do tego – pozostawia białe ślady na twarzy, wysusza, podkład brzydko po nim wygląda. Chyba czas wrócić do starego, dobrego ulubieńca.

LOREAL, TUSZ DO RZĘS FALSE LASH WINGS

To tusz, który kupiłam któregoś razu na promocji w Rossmannie po tym, jak blogerki dostały paczki od firmy z jego nowszą wersją (sculpt bodajże). Znudziły mi się Volume Million Lashes, po które sięgam regularnie, postanowiłam więc sięgnąć po coś nowego, ale od znanej mi już marki. Wybór padł na ten i w sumie nie jestem zawiedziona. Tusz na początku miał bardzo mokrą konsystencję, ale po kilkunastu dniach zgęstniał i było łatwiej go nakładać. Nie mogłam też przyzwyczaić się do nietuzinkowej szczoteczki, ale i ją po kilku próbach okiełznałam. Tusz głównie wydłużał rzęsy i pięknie je rozdzielał, o dużym pogrubieniu nie ma mowy. Jest trwały, ale czasem coś mi się osypało, szczególnie w kącikach – oczy często mi łzawią i jest to niestety nieuniknione. Zużyłam go w całości i myślę, że kiedyś jeszcze do niego wrócę – nauczyłam się z nim pracować i dawał wtedy naprawdę dobre efekty 😀

BANIA BABUSZKI AGAFII, MASKA DROŻDŻOWA DO WŁOSÓW I SKÓRY GŁOWY STYMULUJĄCA POROST PILOMAX, MASKA DO WŁOSÓW WAX Z ALOESEM INDIGO, OLEJEK ARGANOWY I MIGDAŁOWY

  • WŁOSY

RECEPTURY BABUSZKI AGAFII, MASKA DROŻDŻOWA DO WŁOSÓW I SKÓRY GŁOWY STYMULUJĄCA POROST

To maska, którą udało mi się w końcu zużyć – przyznam, że sporo czasu spędziła w zapasach, a później na półce z używanymi aktualnie kosmetykami. Na początku byłam do niej sceptycznie nastawiona – jest bardzo rzadka, myślałam, że nie przyniesie moim włosom nic dobrego. Aplikowana na skalp niestety obciążała moje włosy, więc postanowiłam wypróbować ją na długości. Okazała się być naprawdę ciekawym kosmetykiem – wygładzała włosy, nadawała im blasku i sprężystości bez jednoczesnego obciążania ich. Rzadka konsystencja wpłynęła jednak na jej wydajność – ciekła mi przez palce i przez to zużyłam ją w dość szybkim tempie – jak na moje zużywanie produktów do włosów. Pachniała ciasteczkami, ale po pewnym czasie ten zapach mnie drażnił, bo jest dość intensywny i utrzymywał się na włosach po umyciu nawet do kilku godzin. Kosztuje niewiele, więc jeszcze do niej wrócę!

PILOMAX, MASKA DO WŁOSÓW WAX Z ALOESEM

Maski Pilomax są jednymi z moich ulubionych – mimo tego, że nie są do końca naturalne, a ich składy nie wprawiają mnie w osłupienie coś sprawia, że moje kosmyki po ich zastosowaniu wyglądają tak, jak poszłabym do fryzjera. Są wygładzone, dociążone i lśniące, a przy tym lejące i gładkie przy dotykaniu. Maska ta nie była jednak taka, jak poprzednie – włosy nadal wyglądały na zadbane, ale nie tak, jak po użyciu choćby wersji z kawą. Może to wina aloesu, który w połączeniu choćby z lekką wilgocią może spowodować puszenie się włosów? Sama nie wiem, ale do tej wersji nie wrócę – wolę klasyczną lub do włosów farbowanych na ciemne kolory (choć moje są całkowicie naturalne :D).


INDIGO, OLEJEK ARGANOWY I MIGDAŁOWY

Olejek ten początkowo służył mi do pielęgnacji ciała, jednak zrezygnowałam z tej opcji i po kilku użyciach zaczęłam go stosować na włosy. Zapytacie pewnie dlaczego – otóż ma atomizer, którym wygodnie spryskuje się włosy i nie nakłada na nie za dużej ilości kosmetyku. Olejek zawierał nie tylko oleje, ale też syntetyczne emolienty, moim włosom jednak pasował i nie mogłam narzekać na jego działanie. Nakładałam go od ucha w dół przed myciem włosów, często na noc. Rano, po umyciu były miękkie, wygładzone i lśniące. Wykorzystałam go do ostatniej kropelki, ponieważ nie tylko dobrze działał, ale miał też piękny zapach – jak wszystkie kosmetyki Indigo. Polecam 🙂 Dla fanów błysku na ciele jest jeszcze wersja z mini brokatem, a raczej shimmerem, która nie tylko pielęgnuje skórę, ale również ją nabłyszcza.

 BALEA, ŻEL DO GOLENIA O ZAPACHU LODÓW WANILIOWO - CYTRYNOWYCH ISANA MED, KREM DO RĄK Z MOCZNIKIEM EVREE, KREM DO RĄK MAX REAPIR YOPE, MYDŁO DO RĄK ZIELONA HERBATA I MIĘTA BALEA, PIANKA DO MYCIA CIAŁA SWEET CAKE BALEA, ŻEL POD PRYSZNIC GRANAT I KWIAT WIŚNI

  • CIAŁO

 BALEA, ŻEL DO GOLENIA O ZAPACHU LODÓW WANILIOWO – CYTRYNOWYCH

 
Przyznam szczerze, że kiedyś moimi ulubionymi żelami do golenia były te z Gillette dla kobiet – wydajne, w dobrej cenie i o godnym pochwały działaniu. Kiedy pierwszy raz kupiłam żel z Balei – nie zmienię go już chyba na żaden inny. Kosztuje 1,15 EUR, ma identyczną objętość i wydajność. Jest gęsty i tworzy zbitą pianę, która w krótkim czasie zmiękcza nawet twarde włoski. Zapobiega podrażnieniom, otarciom i zacięciom, a niestety mam do tego skłonności. Mnogość wersji zapachowych i coraz to nowe edycje limitowane zachęcają do zakupu. Mam jeszcze kilka w zapasach i na pewno sięgnę po kolejne. Świetnie działają, pięknie pachną, są tanie jak barszcz – mi więcej nie potrzeba 😛
 

ISANA MED, KREM DO RĄK Z MOCZNIKIEM

 
Krem, który stosowałam na noc, zarówno do rąk, jak i do stóp. Zawiera średnie stężenie mocznika, ale jest ono na tyle wysokie, że radzi sobie z suchą skórą. Pachnie przyjemnie, w przeciwieństwie do niektórych preparatów do stóp. Bardzo dobrze nawilża i natłuszcza skórę, powoli się wchłania i pozostawia na niej ochronną warstwę. Jak dla mnie to idealny krem na chłodne, zimowe dni albo wietrzne lato – używany raz dziennie sprawia, że skóra w problematycznych miejscach staje się miękka i nie rogowacieje w tak szybkim tempie. Dostępny jest w Rossmannie za niewielkie pieniądze. Jeszcze do niego wrócę.

EVREE, KREM DO RĄK MAX REAPIR

Krem bardzo podobny do tego, o którym pisałam wyżej – i konsystencją i działaniem, chociaż nie jest ono aż tak intensywne. Ten krem też ma przyjemny zapach i również stosowałam go i na stopy, i na dłonie, by szybciej go zużyć. Jest droższy od poprzednika, ma też gorszy skład (chodzi mi tu o kontrowersyjne konserwanty), a skoro mogę kupić coś bardzo podobnego, a nawet lepszego i to taniej – nie waham się nawet chwili. Kupiłam go przez wzgląd na dużą popularność, ale raczej do niego nie wrócę. Nadaje się do stosowania i w dzień, i w nocy, ale ja wybierałam tylko drugą opcję, bo nie lubię stosować rano kremów, które pozostawiają tłustą warstwę.


YOPE, MYDŁO DO RĄK ZIELONA HERBATA I MIĘTA

Nie jest to moje pierwsze mydło Yope i na pewno nie ostatnie. Zapach zielona herbata i mięta pochodzi z nowszej kolekcji o udoskonalonej formule. Mam wrażliwe dłonie, które na mycie zwykłym mydłem reagują przesuszeniem. Yope nie robi mi krzywdy, wręcz przeciwnie, lekko pielęgnuje skórę podczas mycia. Zapach jest intensywny, długo utrzymuje się  na rękach. Ta wersja jest odświeżająca, rzeczywiście lekko herbaciana, moim zdaniem idealna na lato. Mydło nie pieni się zbyt mocno, ale wystarczy niewielka jego ilość (pół pompki), aby dokładnie oczyścić dłonie. Wrócę do tego zapachu, bo mi się podobał, aktualnie testuję inne warianty, które również przypadły mi do gustu 😀

BALEA, PIANKA DO MYCIA CIAŁA SWEET CAKE

Pianki do mycia ciała podbijają nasz rynek. Spopularyzowało je Rituals, później ruszyła Balea, a teraz widziałam je nawet w ofercie Dove czy Nivea. Zużyłam już kilka opakowań tych pianek i moim zdaniem są fajną odskocznią od tradycyjnych żeli. Nie wysuszają tak mocno, jak tradycyjna formuła, choć nie bazują na łagodnych detergentach. Pianki są gęste, ale niezbyt wydajne – może to moja wina, bo używam sporą ich ilość. Ładnie pachną, a ich przyjemna konsystencja umila każdy prysznic. Mam jeszcze 2 w zapasie i z przyjemnością je zużyję. Jak na Baleę przystało – nie są drogie – kosztują niecałe 2,50 EUR.

BALEA, ŻEL POD PRYSZNIC GRANAT I KWIAT WIŚNI

To kolejny kremowy żel Balei, który zużyłam. Specjalnie zostawiłam go sobie na koniec – to moja ostatnia sztuka i chciałam pożegnać się z tymi kosmetykami w jak najmilszych okolicznościach. Lubię te żele, ale muszę robić sobie od nich przerwy – niestety mocno wysuszają moją skórę, do tego stopnia, że codziennie muszę sięgać po balsamy i nie da się tego przeskoczyć w żaden sposób. Te kremowe nie wykazują aż ta silnego działania, ale nadal daleko im do delikatnych, bardziej naturalnych opcji. Ta wersja pachniała cudownie, za każdym razem zachwycałam się tym zapachem – mogłabym postawić ją na podium razem z tą o zapachu mango. Dobrze oczyszczał skórę, ale tak jak wspomniałam – przy okazji ją wysuszał. Na razie robię sobie od nich przerwę (trwa ona już miesiąc i da się to przeżyć :P), ale na pewno pojawią się one jeszcze w mojej kosmetyczce.

LA ROCHE POSAY, EFFACLAR ŻEL DO MYCIA TWARZY PURE MOIST, OPTIFREE PŁYN DO PIELĘGNACJI SOCZEWEK BEAUTY OIL, NAWILŻAJĄCO-DRENUJĄCY KREM POD OCZY NACOMI, MASŁO DO UST LOVE GRENADE KLARESA, MASKA PEEL OFF TERAPIA WZMACNIAJĄCA BIELENDA, MASKA WĘGLOWA OCZYSZCZAJĄCA CARBO DETOX LOMI LOMI, MASKA W PŁACHCIE PRZECIWZMARSZCZKOWA Z MIŁORZĘBEM JAPOŃSKIM

  • TWARZ

 LA ROCHE POSAY, EFFACLAR ŻEL DO MYCIA TWARZY

Niejednokrotnie na blogu wspominałam, że nie lubię tego żelu i niezbyt dobrze sprawdza się on na mojej wrażliwej, skłonnej do podrażnień i odwodnienia skórze twarzy. Żel ten bazuje na SLES i niestety przyczynia się w moim przypadku do naruszenia bariery hdrolipidowej naskórka i szybszego parowania wody, co w konsekwencji prowadzi do wysuszenia i nadwrażliwości skóry na bodźce zewnętrzne. Jest inwazyjny, nie polecam go do codziennego stosowania – zużyłam go na spółkę z Mateuszem, używaliśmy go co kilka dni, by nie zaszkodzić naszym twarzom. Niektórym się sprawdza, ale ja niestety do tego grona nie należę. To jeden z nielicznych kosmetyków La Roche Posay, których nie lubię – niewiele takich do mnie trafiło.

PURE MOIST, OPTIFREE PŁYN DO PIELĘGNACJI SOCZEWEK

Kolejne opakowanie w kolejnym denku. Jak zwykle muszę wspomnieć, że to bardzo dobry płyn w przystępnej cenie. Pozwala cieszyć się dużym komfortem użytkowania soczewek nawet po kilkanaście godzin dziennie. Usuwa osady białkowe i inne zanieczyszczenia. To dobry kosmetyk.

BEAUTY OIL, NAWILŻAJĄCO-DRENUJĄCY KREM POD OCZY

Cóż… Czytając recenzję tego kremu spodziewałam się czegoś naprawdę super, a trochę się rozczarowałam. Krem nie jest zły, ale dla mnie na noc stanowczo za lekki, natomiast na dzień średnio się sprawdzał, bo pozostawiał na skórze film, po którym ślizgały się niektóre korektory. Nie zauważyłam większego nawilżenia, redukcji cieni, o likwidacji zmarszczek nie mówiąc. To po prostu średnio nawilżający krem, który dobrze sprawdzi się u osób bez większych problemów z tą okolicą. Znam kremy w podobnej cenie, które lepiej działały, a skutki ich stosowania były widoczne gołym okiem. Nie planuję do niego wrócić.

NACOMI, MASŁO DO UST LOVE GRENADE

Masełko, które kiedyś wrzuciłam do koszyka w Hebe, bo było na całkiem sporej promocji. Postanowiłam dać mu szansę, bo lubię kosmetyki tej marki i dobrze się u mnie sprawdzają. Masło miało naturalny, przyjazny dla skóry skład. Zawierało między innymi olej awokado i witaminę E, które pozytywnie wpływają na naskórek w obrębie warg. Stosowałam je dwa razy dziennie, rano i wieczorem, drugi raz kładąc grubszą warstwę – moje usta lubią nocną regenerację. Pozostawiało na ustach oleistą warstwę, która chroniła je przed zewnętrznymi czynnikami. To opakowanie starczyło mi na prawie 10 miesięcy używania, a kosztowało 10 zł… To mówi samo przez się 😛 Warto mieć choć jeden taki produkt do ust – zapachów jest sporo, więc każdy znajdzie coś dla siebie 😀

KLARESA, MASKA PEEL OFF TERAPIA WZMACNIAJĄCA

Kupiłam tę maskę kilka miesięcy temu, zużyłam ją i zapomniałam wyrzucić do denka. Pamiętam, że przypominała maski algowe i przyniosła przyjemne ukojenie mojej podrażnionej skórze. Ściągnęła się praktycznie w jednym kawałku, bezproblemowo. Nie wysuszyła ani nie spowodowała zaczerwienienia. Czy zauważyłam wzmocnienie? Po jednym razie to raczej nierealne, ale poprawa była widoczna – skóra wyglądała na świeższą i bardziej oczyszczoną. Raczej do tych masek nie wrócę, jeśli chodzi o algowe wolę coś o większej pojemności.


BIELENDA, MASKA WĘGLOWA OCZYSZCZAJĄCA CARBO DETOX

Słyszałam wiele negatywnych opinii na temat tych masek. Dziewczyny skarżyły się na to, że ciężko się zmywają, wchodzą w pory i nie przynoszą widocznych efektów. Sama testowałam wersję do cery tłustej, zanieczyszczonej, a moja mama do dojrzałej i obie jesteśmy zadowolone. Maska ma konsystencję podobną do glinki, ale jest jakby bardziej gumowa, elastyczna, nie kruszy się podczas zasychania. Nie podrażnia i nie powoduje zaognienia zmian. Wycisza skórę i dobrze oczyszcza pory. U mnie zadziałała na tyle dobrze, że za kilka tygodnie sięgnę po nią ponownie.

LOMI LOMI, MASKA W PŁACHCIE PRZECIWZMARSZCZKOWA Z MIŁORZĘBEM JAPOŃSKIM

Z tego co pamiętam to już moja ostatnia maska w płachcie tej marki. Szczerze mówiąc, z siedmiu, które były w opakowaniu działaniem zaskoczyły mnie dwie – winogronowa i z acerolą. Reszta była średnia i ta należy do tego grona. Te maski nic nie robią na mojej twarzy, pozostawiają bardzo lepki film, który musze zmyć, bo źle się czuję, kiedy mam go na twarzy. Nie łagodzą podrażnień, nie koją, ani nie chłodzą. Może lekko nawilżają skórę, ale nie jest to spektakularny efekt. Raczej do nich nie wrócę, wolę zainwestować w azjatyki, których zastosowanie rzeczywiście przynosi jakieś skutki.
Znacie jakiś kosmetyk z tego denka? Co macie ochotę wypróbować?
Pozdrawiam 
Uncategorized

PROJEKT DENKO | MAJ 2017 | HITY I ŚREDNIAKI

27 czerwca 2017
projekt denko na blogu, elf naczi, projekt denko maj, zużycia maja

Hejka!

W ostatnim poście opowiadałam Wam o spóźnionych ulubieńcach, więc do kompletu nie może zabraknąć projektu denko. To jedne z moich ulubionych postów, a ostatnio sporo zużywam, więc żal byłoby nie wspomnieć o kosmetykach, które przewinęły się w ubiegłym miesiącu przez moje ręce. Niestety nie jestem zadowolona ze zdjęć, ale natłok obowiązków nie pozwala mi się należycie zająć blogiem ;/

Pokażę Wam kilku moich ulubionych kosmetyków, z którymi ciężko będzie mi się pożegnać, ale znajdą się tu też takie, za którymi na pewno nie będę tęsknić. Jesteście ciekawi, co w tym miesiącu ląduje w koszu? W takim razie zapraszam dalej!

REAL TECHNIQUES, GĄBECZKA DO MAKIJAŻU MIRACLE SPONGE

MAKIJAŻ

Gąbeczki do makijażu to moi niekwestionowani faworyci jeśli chodzi o nakładanie makijażu. Może i odbierają podkładom troszkę krycia, ale dają lekkie, świetliste wykończenie i niesamowicie dokładne wprasowanie kosmetyku w skórę. Fluid nakładany gąbeczką wygląda lekko i naturalnie, a na tym najbardziej mi zależy. Ta nie piła dużych ilości podkładu, ale ja najpierw i tak kropkowałam nim skórę twarzy. Łatwo było ją domyć. Podobał mi się jej kształt – ścięty brzeg pozwalał na naprawdę szybkie nałożenie makijażu. Po roku używania wyglądała świetnie, dobrze mi służyła i na pewno jeszcze do niej wrócę. Jak na razie to moja ulubiona gąbka do makijażu. Pełną recenzję możecie znaleźć już na blogu 🙂

GARNIER, PŁYN MICELARNY DO SKÓRY WRAŻLIWEJ OPTI FREE, PŁYN DO SOCZEWEK KONTAKTOWYCH PURE MOIST PERFECTA, BALSAM DO UST SOFT LIPS 5 W 1 MANGO LA ROCHE POSAY, KREM  EFFACLAR DUO [+] VIANEK, NAWILŻAJĄCY TONIK MGIEŁKA DO TWARZY Z EKSTRAKTEM Z ZIELA OWSA

TWARZ

Pewnie Was nie zdziwię jeśli powiem, że jest to najlepszy płyn micelarny z jakim miałam do czynienia. Owszem, mam jeszcze kilka, których lubię, ale to właśnie po ten z Garniera sięgam w kryzysowych sytuacjach. Jest delikatny dla skóry i nie podrażnia moich wrażliwych oczu. Ma krótki skład. Dobrze radzi sobie nawet z bardziej odpornym na demakijaż tuszem. To jeden z najbardziej wydajnych kosmetyków tego typu, jaki miałam okazję używać. Co jakiś czas do niego wracam i nadal nie jestem zawiedziona. Mam nadzieję, że producent nie zmieni składu, ani formuły, bo ta odpowiada mi najbardziej. Recenzja tego płynu również pojawiła się na blogu.

  • OPTI FREE, PŁYN DO SOCZEWEK KONTAKTOWYCH PURE MOIST

Jeden z moich ulubionych płynów do soczewek, pojawia się w co którymś denku, więc jeśli czytanie u mnie te posty na pewno doskonale wiecie, że dobrze mi się sprawdza. Powoduje, że osady białkowe na soczewkach rozpuszczają się, a ich noszenie jest komfortowe przez cały miesiąc. Nie wpływają  negatywnie na moje oczy, nie wysuszają ich i nie sprawiają, że pod koniec dnia jedyne o czym marzę, to zdjęcie szkiełek. Na promocji można kupić go w przystępnej cenie. Polecam.

  • PERFECTA, BALSAM DO UST SOFT LIPS 5 W 1 MANGO

Balsamów to ust zużywam tysiące, ale niewiele zasługuje na miano tych, do których będę wracać. Tak jest też z Soft Lips od Perfecty. Na początku byłam zauroczona tym kosmetykiem, kupiłam 4 opakowania – o smaku miętowym,  truskawkowym, mango i jagody i granatu. Niestety balsamy te przypominają raczej wazelinę, są bardzo słodkie w smaku, ale nie zostawiają na ustach połysku, ani nie nawilżają ich dostatecznie dobrze. Nawet stosowane w ciągu dnia są dla mnie za słabe. Do tego rozpuszczają się pod wpływem ciepła, otwierają o brudzą wnętrze torebki. Sięgnęłam po nie wtedy, kiedy nie umiałam jeszcze zbyt dobre czytać składów. Okazało się, że zawierają filtr przenikający Ethylhexyl Methoxycinnamate i Benzophenone-3. Nie zużyłam ich do końca, wylądowały w koszu. Nie polecam, tym bardziej, że cena nie należy do najniższych – za jedną sztukę trzeba zapłacić 15 zł.

Ten krem to mój ulubieniec – żaden tak dobrze nie normalizował mojej skóry, może oprócz jego brata Effaclaru K [+], który polubiłam dopiero przy zużywaniu drugiej tubki. Wracając do bohatera dzisiejszego denka – to krem, który przyspiesza gojenie wyprysków i jednocześnie nie podrażnia, ani nie wysusza mojej skóry. Można stosować go punktowo, lub na całą skórę, ja preferuję to drugie wyjście. U mnie największą poprawę widzę w kwestii usuwania wyprysków oraz kaszki, czyli wyrównywania struktury mojej skóry. Z zaskórnikami radzi sobie nieco gorzej, na przebarwienia wpływa, ale dopiero po dłuższym stosowaniu. Jest wydajny, można go używać latem. Wpadłam na niego przypadkiem i cieszę się, że to zdarzenie miało miejsce 😀 Odsyłam Was do pełnej recenzji 🙂
  • TAMI,CHUSTECZKI NAWILŻANE NATURAL CARE 

Z chusteczek nawilżanych korzystam przy makijażu – wcieram nimi dłonie – ale nie tylko. Kiedy przychodzę do domu po zajęciach i nie chce mi się korzystać z płynu micelarnego – zmywam nimi makijaż. Staram się wybierać te z najbardziej delikatnym składem i takie właśnie są chusteczki od Tami. W Rossmannnie można znaleźć kilka wersji, ale zielona sprawdza się u mnie najlepiej. Są dobrze nasączone, bazują na soku z aloesu (2 miejsce w składzie) i nie zawierają parabenów. 54 sztuki kosztują około 4-5 złotych, więc uważam, że to dobry stosunek ceny do jakości i ilości. Polecam je, jak dotąd lepszych nie znalazłam i na dzień dzisiejszy nie mam ochoty szukać 😛
  • GARNIER, MASKA W PŁCHACIE MOISTURE + FRESHNESS DO SKÓRY NORMALNEJ I MIESZANEJ

Bardzo lubię maski w płachcie, ale rzadko trafiam na takie, których działanie jest od razu zauważalne na mojej skórze. Europejscy producenci podchwycili pomysł od tych azjatyckich i sami również zaczęli wypuszczać tzw. sheet mask. Te od Garniera mają w internecie mieszane opinie – albo się sprawdzają, albo są bublami, ewentualnie średniakami. Kupiłam ją na promocji w Rossmannie za około 7-8 złotych, wybrałam zieloną nie tylko ze względu na to, że jest dopasowana do mojego rodzaju skóry – miała też najlepszy skład. Jest dobrze nasączona esencją, ma takie wymiary, że nie jest o wiele za duża na moja dość wąską twarz. Działanie – średnie w stron dobrego 😛 Skóra była lekko rozjaśniona i nawilżona, be spektakularnych zmian, ale różnica była widoczna. Może jeszcze do niej wrócę, ale pewna co do tego nie jestem.
  • BIELENDA, MASKA METALICZNA DETOX & OCZYSZCZANIE CERA MIESZANA I TŁUSTA WERSJA SILVER

Maska co do której mam bardzo mieszane odczucia. Nie zrobiła mi krzywdy, ale też nie zauważyłam jakiegokolwiek pozytywnego działania z jej strony. Mam zamiar dać jej drugą szansę, ponieważ wtedy moja skóra była w złym stanie i mocno „kaprysiła”. Sam pomysł bardzo mi się podoba 😀 Maska wygląda kosmicznie, ale przecież nie o sam wygląd chodzi. Myślę, że niedługo opiszę Wam ją na IG, teraz to tam będą lądować krótkie opinie ♥

  • VIANEK, NAWILŻAJĄCY TONIK MGIEŁKA DO TWARZY Z EKSTRAKTEM Z ZIELA OWSA

Kosmetyki Sylveco bardzo lubię, a skoro Vianek jest siostrzaną marką – postanowiłam dać mu szansę. Kupiłam ten tonik z myślą i okresie między zimą a wiosną, kiedy moja skóra jest naprawdę mocno odwodniona i potrzebuje lekkich, acz skutecznie działających kosmetyków. Na początku tonik mi się podobał, ale po dłuższym stosowaniu zauważyłam, że radzi sobie dużo gorzej niż woda różana. Zaczął męczyć mnie też jego słodki zapach. Atomizer działał sprawnie, nie mogę mu nic zarzucić, samo opakowanie też bardzo mi się podoba. Mniej do gustu przypadła mi konsystencja – byłą wodnista, ale jakby lepka, nie do końca się wchłaniała, po zastosowaniu tego toniku miałam dziwne uczucie na skórze.  Nie był zły, miał dobry skład, ale do niego nie wrócę, nie jest to kosmetyk dla mnie. 

TAMI,CHUSTECZKI NAWILŻANE NATURAL CARE  GARNIER, MASKA W PŁCHACIE MOISTURE + FRESHNESS DO SKÓRY NORMALNEJ I MIESZANEJ BIELENDA, MASKA METALICZNA DETOX & OCZYSZCZANIE CERA MIESZANA I TŁUSTA WERSJA SILVER

BIOVAX, INTENSYWNIE REGENERUJĄCA MASKA DO WŁOSÓW SŁABYCH ZE SKŁONNOŚCIĄ DO WYPADANIA

WŁOSY

  • BIOVAX, INTENSYWNIE REGENERUJĄCA MASKA DO WŁOSÓW SŁABYCH ZE SKŁONNOŚCIĄ DO WYPADANIA

Jak wiecie moje włosy reagują dobrze na większość maseczek. Te z Biovaxa są jednymi  z moim ulubionych, szczególnie wersja z trzema olejami, która, nie dość, że dobrze pachnie, to jeszcze świetnie wygładza włosy i je dociążą, przez co są lśniące i gładkie. Wersję z aloesem kupiłam z zamiarem stosowania i na skórę głowy i na włosy, ale nakładana w taki sposób powodowała obciążenie kosmyków i nasady. Stosowana na długości działa raz dobrze, raz średnio, a przecież nie na tym nam zależy. Ma dobry skład, sok z aloesu występuje wysoko, zaraz po emolientach. Nie odpowiadał mi jej zapach – bardzo babciny, mnie osobiście odpychał. Do Biovaxa wrócę, ale na pewno wybiorę inne wersje. 

BALEA, ŻEL POD PRYSZNIC MARAKUJA I MALWA LACTADYD, EMULSJA DO HIGIENY INTYMNEJ SENSITIVE VICHY, HIPOALERGICZNY ANTYPERSPIRANT W KULCE APPLE &BEARS, ŻEL POD PRYSZNIC GRAPEFRUIT I WODOROSTY YOPE, MYDŁO KUCHENNE O ZAPACHU GOŹDZIKA WELLNESS & BEAUTY, KREM DO RĄK Z EKSTRAKTEM Z KWIATÓW WIŚNI I RÓŻY

CIAŁO

  • BALEA, ŻEL POD PRYSZNIC MARAKUJA I MALWA

To już ostatnie żele Balea z mojej potężnej kolekcji i na razie nie zamierzam do nich wracać. Bardzo je lubię, ponieważ dobrze się pienią i ładnie pachną, ale na dłuższa metę niestety mocno wysuszają moja skórę. Na plus działa niska cena (ok.55 centów) i mnogość zapachów – edycje limitowane pojawiają się jedna po drugiej. Nie są zbyt wydajne, ale zużywam sporo żelu na jeden prysznic – mi taka butelka starcza na 3-4 tygodnie codziennego stosowania. Pewnie kiedyś do nich wrócę – szczególnie jeśli zainteresuje mnie jakaś limitka 😀

  • LACTACYD, EMULSJA DO HIGIENY INTYMNEJ SENSITIVE

To jeden z moich ulubionych płynów do higieny intymnej. W odróżnieniu od innych wersja ta nie zawiera SLS ani jego zamienników takich jak ALS itp. Ma odpowiednie pH i jest delikatny dla wrażliwych okolic. Stosuję go zamiennie z Facelle i jestem zadowolona. Plusem jest wygodne opakowanie z pompką. Jak zauważyłyście – pojawia się na blogu naprawdę często, właśnie w projektach denko 😀

  • VICHY, HIPOALERGICZNY ANTYPERSPIRANT W KULCE

O tym antyperspirancie wiele się słyszy. Sporo osób go poleca, dlatego kiedy zauważyłam, że w Super Pharm jest na promocji i kosztuje niecałe 20 złotych, zaryzykowałam i wrzuciłam go do koszyka. Nie przepadam za antyperspirantami w kulce, ale muszę przyznać, że dobrze chronią przed nadmierną potliwością. Ten gagatek tutaj zawiera sole aluminium, dlatego dla części z Was będzie skreślony. Jestem nim zawiedziona. Spodziewałam się hitu, a w moim przypadku działa jak zwykły antyperspirant z Rossmanna, z tą różnicą, że jest od niego droższy. Nie mam wielkich problemów z poceniem się, dlatego go nie polecam – u tych z Was, które szukają mocniej działającego specyfiku się nie sprawdzi. Cieszę się, że kupiłam go na promocji, a nie w cenie regularnej, bo byłabym na siebie zła 😛 Jego plusem jest wydajność i przyjemny, raczej neutralny zapach.
  • APPLE &BEARS, ŻEL POD PRYSZNIC GRAPEFRUIT I WODOROSTY

Ten żel znalazłam w marcowej edycji Liferii, do której openboxa Was odsyłam. Na początku sceptycznie do niego podeszłam, nie spodobała mi się spora cena za pełnowymiarowe opakowanie. Moją 50 mililitrową miniaturkę zabrałam na wyjazd i przyznam, że ten żel mnie zauroczył. Jak na kosmetyk mineralny ma ładny, intensywny zapach, w którym przeważa grapefruit. Cytrusowe nuty działają na mnie oczyszczająco i tonizująco, co bardzo mnie pobudza. Żel bazuje na soku z aloesu, dlatego jest delikatny dla skóry. Jest gęsty i wydajny. Gdyby nie cena na pewno sięgnęłabym po pełnowymiarowe opakowanie, ponieważ to jeden z tych żeli, które nawilżają moją skórę i przynoszą jej ukojenie. 
  • YOPE, MYDŁO KUCHENNE O ZAPACHU GOŹDZIKA

Mydła Yope to jedne z moich zeszłorocznych odkryć. Kupiłam je mojemu bratu do mycia skóry po tatuowaniu, ale z zamierzeniem podkradania mu go po cichutku 😛 Zaczęłam od wersji wanilia i cynamon, która pachnie słodko, ale przyjemnie. Teraz testuję inne wersje zapachowe i tak w moje ręce wpadła próbka o zapachu goździka. Nie przepadam za tym zapachem, ale do kuchni pasuje idealnie. Maskuje nieprzyjemne zapachy, np. cebuli, której jestem fanką. Pielęgnuje dłonie i nie wysusza ich – odkąd zrezygnowałam z drogeryjnych mydeł nie mam problemu z aż tak wysuszonymi dłońmi, chociaż nadal muszę je regularnie kremować. Jeśli lubicie zapach goździka (albo konfitury dyniowej z tym składnikiem) – bierzcie je w ciemno! Mydła Yope to kolejny z moich hitów, cieszę się, że marka się rozwija i wprowadza do oferty nowe kosmetyki (widziałyście te żele pod prysznic?).
  • WELLNESS & BEAUTY, KREM DO RĄK Z EKSTRAKTEM Z KWIATÓW WIŚNI I RÓŻY

Kupiłam ten krem po przeczytaniu wpisu i Idalii na temat jej ulubionych mazideł do rąk. Nie przepadam za zapachem róży, ale czułam, że w tym wypadku będzie królował kwiat znany z Japonii i się nie myliłam. Balsam bardzo dobrze nawilża, a przy tym szybko się wchłania pozostawiając aksamitną warstewkę. Nie utrudnia ona jednak normalnego funkcjonowania, dlatego krem nadaje się do torebki. Nawilża na długie godziny, koi podrażnienia i zaczerwienienia. Może opakowanie nie należy do najwygodniejszych, bo odkręcany korek łatwo jest zgubić, ale to chyba jego jedyny minus. Mam sporo kremów do rąk w zapasach, ale kiedy mi się skończą i nie będę wiedziała co chcę kupić – na pewno będę miała go na uwadze. Nie dość, że działa, to pięknie pachnie! Polecam!

Znacie kosmetyki z tego projektu denko? Jak idzie Wam zużywanie?
Pozdrawiam!
Uncategorized

PROJEKT DENKO | KWIECIEŃ 2017 | SKROMNIE, ALE Z KLASĄ

16 maja 2017
blog projekt denko kwiecień 2017

Hej!
 
Ciężką pracę w tym tygodniu mam już za sobą – tak jak informowałam Was na Instagramie i Facebooku – jako jedna z nielicznych zaliczyłam kolokwium z biochemii i to na 5! Jestem z siebie dumna, ale miałam też trochę szczęścia – większość pytań dotyczyła tego, z czego chciałabym napisać tę pracę 😀 
Jeśli chodzi zaś o dzisiejszy wpis – zapraszam Was na projekt denko – skromny, ale pokażę tu kilka kosmetyków, które naprawdę polubiłam. Jeśli jesteście ciekawi, co udało mi się zużyć w zeszłym miesiącu i przeczytać krótkie opinie na temat tych kosmetyków – serdecznie Was zapraszam!

żel pod prysznic balea mango, demsa topic żel do skóry atopowej

CIAŁO:

  • KREMOWY ŻEL POD PRYSZNIC BALEA O ZAPACHU MANGO

Mój zapas żeli z Balei na szczęście się kończy. Bardzo je lubię – szczególnie wersje kremowe, ale przyznam, że czasem mocno wysuszają moją skórę, a ja nie zawsze mam ochotę na smarowanie się balsamami. Te kremowe nie działają aż tak destrukcyjnie na naskórek, ale zwykłe rodzaje (te przeźroczyste galaretki) mają bardziej oczyszczające działanie, przez co mogą podrażniać delikatne ciało. Ten gagatek tutaj pachniał przepięknie, miał mleczną konsystencję i intensywnie pomarańczowy kolor – wręcz neonowy. Zużyłam go z przyjemnością, dobrze się pienił i dokładnie oczyszczał skórę. Był średnio wydajny, żele z Balei używać 3-4 tygodnie – więcej nie jestem w stanie z nich wyciągnąć. Pewnie kiedyś do nich wrócę, zużywam ostatni i robię sobie dłuższą przerwę. 
  • PREPARAT DO MYCIA DEMSA TOPIC

Kosmetyki Demsy wygrałam dawno temu w konkursie. Z racji tego, że zużywam kosmetyki od najstarszych, od najnowszych  sięgnęłam po tę serię. Niestety muszę Was zasmucić – nie polecam tych produktów. Producent dedykuje je dla osób z atopowym zapaleniem skóry i maluszków od 6 miesiąca życia. Szkoda, że zawierają one silen detergenty pokroju SLES, które dodatkowo podrażniają skórę, wysuszają ją i naruszają i tak wątłą barierę ochronną. Wysuszał mnie tak samo, jak standardowe żele z drogerii, miał bardzo gęstą konsystencję, przez co ciężko było wydobyć go z opakowania. Ostatecznie Mateusz zużył go do mycia głowy, ale niestety w tej kwestii też niezbyt dobrze się sprawdzał – czasem potrafił podrażnić skalp. Strzeżcie się przed tym kosmetykiem, myślałam, że będzie to coś ciekawego, a praktycznie cała seria okazała się być jedym wielkim niewypałem.
SZAMPON DO WŁOSÓW OSŁABIONYCH I WYPADAJĄCYCH ALTERRA, BIOTYNA I KOFEINA SZAMPON DO WŁOSÓW WYPADAJĄCYCH INSIGHT, LOSS CONTROL

WŁOSY:

  • SZAMPON DO WŁOSÓW OSŁABIONYCH I WYPADAJĄCYCH ALTERRA, BIOTYNA I KOFEINA

Szampony z Alterry używam od początków mojego włosomaniactwa, miałam w zapasie 3 i na razie chcę od nich odpocząć. Przestały służyć moim włosom i nie oczyszczają skóry głowy tak, jak bym tego chciała. Sprawdzają się u mnie tylko dwie wersje, reszta zaczęła bardziej szkodzić, niż przynosić jakiekolwiek korzyści. Wersja z biotyną i kofeiną znalazła się niestety w tej gorszej grupie. Włosy ładnie po niej wyglądały, ale niestety pobudzała moją skórę głowy do nadmiernej produkcji sebum, co powodowało szybsze przetłuszczanie. Przyzwyczajona do mycia włosów co drugi dzień nie mogłam znieść tego, że dzień po myciu były już przetłuszczone. Do tej konkretnej wersji już nie wrócę – znalazłam lepsze szampony z delikatniejszym składem, które nie przyspieszają przetłuszczania.  
  • SZAMPON DO WŁOSÓW WYPADAJĄCYCH INSIGHT, LOSS CONTROL

Jest to mój pierwszy szampon tej marki i na pewno nie ostatni. Odkryłam je stosunkowo niedawno, czytając na ich temat pozytywne opinie na grupach włosomaniaczek i blogach dziewczyn, które opisują pielęgnację włosów.  Szampon InSight dobrze oczyszcza włosy i skórę głowy nie podrażniając ich. Nie należy do najdelikatniejszych, ponieważ bazuje na SCS, czyli roślinnym odpowiedniku SLS, który ma podobną moc, ale zdecydowanie niższe jest ryzyko podrażnienia. Czy wpłynął znacząco na wypadanie? Współdziając z innymi kosmetykami przeciwdziałającymi temu problemowi – tak. Moich włosów w odpływie pojawiało się znacznie mniej. Mogłam je myć co 2, 3 dni i nadal wyglądało świeżo. Skóra głowy nie była przesuszona ani podrażniona. 500 mililitrowa butla starczyła mi na prawie 5 miesięcy używania. Podoba mi się też pomysł z pompką – to duża oszczędność. Na pewno do niego wrócę, teraz używam wersji do włosów przetłuszczających się.
To już druga buteleczka tego serum. Robię nim sobie kurację raz do roku – wydaje mi się, że to optymalny odstęp czasu, zważywszy na to, że to serum starcza mi na 3-4 miesiące używania. Podczas jego stosowania na mojej skórze pojawia się mniej zaskórników, a wypryski szybciej się goją. Nie wysusza mnie ani nie podrażnia, można stosować je pod krem. Mimo tego, że kwas migałowy raczej nie uwrażliwia na słońce przy stosowaniu tego serum producent zaleca nakładanie na skórę kremów z filtrem – ja korzystam z nich praktycznie przez cały rok. Serum najbardziej wpływa na przebarwienia – zmusza je do szybszego blednięcia i znikania. Co do blizn – poprawa może i jest, ale ich usuwanie to proces powolny, wymagający wielu miesięcy albo nawet lat. Na pewno wrócę do tego serum zimą, lub wczesną wiosną w przyszłym roku. Jego recenzję możecie przecztać klikając w nagłówek tego akapitu. 


  • POMADKA OCHRONNA BALEA, LOVELY MINT

Pomadki ochronne to coś, co znajduje się w każdej mojej torebce, łazience, a także na biurku – podobnie jak krem do rąk. Ta z Balei była naprawdę fajna, nie bazowała na taniej parafinie. Dobrze nawilżała usta, ale nie była jak odżywczy balsam – wymagała kilkukrotnej aplikacji w ciągu dnia. Miło ją wspominam przez jej lekko słodki smak i cudowny zapach – kto lubi miętowe tic taci na pewno byłby z niej zadowolony. Mam jeszcze arbuzową – ją miałam okazję używać w tamtym roku i też dobrze mi się sprawdzała – niedługo przyjdzie na nią kolej. Te pomadki są bardzo tanie (ok. 0,70 EUR), a ich działanie jest dobre, więc jeśli macie okazję po nie sięgnąć – może warto dać im szansę i spróbować 🙂 

  • KREM POD OCZY MAKE ME BIO Z WITAMINĄ E I EKSTRAKTEM Z OGÓRKA

To jeden z najlepszych kremów na dzień, jakich miałam okazję używać. Był bardzo lekki, szybko się wchłaniał, ale przy tyjm intensywnie nawilżał. Może znacząco nie wpływał na cienie pod oczami (ale w moim przypadku żaden krem nie usunie ich do końca), mi jednak najbardziej zależy na odżywieniu tej delikatnej okolicy. Krem lekko napinał skórę, przez co drobne zmarszczki czy kurze łapki nie były tak mocno widoczne. Makijaż – w moim przypadku korektor i puder – dobrze się na nim trzymały. Skóra powiek była mięciutka i dobrze wypielęgnowana. Krem pozostawiał miłe uczucie – trzmany w lodówce na pewno zadziałałby jeszcze lepiej. Myślę, że do niego wrócę. 

ŻEL UTWALAJĄCY DO BRWI WIBO, EYEBROW STYLIST DWUSTRONNA KREDKA + CIEŃ DO BRWI MAYBELLINE BROW SATIN, DARK BROWN

MAKIJAŻ:

  • ŻEL UTWALAJĄCY DO BRWI WIBO, EYEBROW STYLIST

Żel do brwi to, zaraz po cieniu, kredce lub pomadzie, kosmetyk niezbędny jeśli chodzi o mój makijaż brwi. Moje włoski są długie i niestety mają tendencję do rozbiegania się we wszystkie możliwe strony, dlatego ich utrwalenie jest czymś, czego nie mogę sobie odpuścić. Ten z wibo był moim pierwszym, kupiłam go kiedyś na promocji w Rossmannie zachęcona pozytywnymi opiniami. Na początek nie chciałam wybierać nic drogiego, dlatego ostatecznie wpadł do koszyka. Nie jestem z niego zadowolona. Niewątpliwym plusem było to, że włoski po jego użyciu nie były sztywne, ale nistety oznaczało to, że po kilku godzinach zaczną się wywijać. Duża szczoteczka powodowała, że nie raz ubrudziłam sobie skórę wokół. Dodatkowo kolor – baza sama w sobie nie była zła – brązowa, w neutralnym odcieniu. Byłoby naprawdę dobrze, gdyby nie złote drobinki… Na moich brwiach były mocno widoczne i rzucały się w oczy – wyglądało to dziwnie. Nie sięgnę po niego ponownie. 
  • DWUSTRONNA KREDKA + CIEŃ DO BRWI MAYBELLINE BROW SATIN, DARK BROWN

To moja pierwsza kredka do brwi – wcześniej używałam znanego wszystkim Pernament Taupe, czyli kremowego cienia. Przejście na nieco cieplejszy kosmetyk było dla mnie szokiem, ale cieszę się, że zdecydowałam się na tę kredkę. Wypełnianie nią brwi zajmowało chwilę i można było nią precyzyjnie wyrysowac łuk. Była dość miękka, dlatego wysunięcie większego fragmentu kończyło się niestety jej złamaniem. Cień po drugiej stronie świetnie sprawdzał się zarówno do brwi jak i do namalowania przydymionej kreski przy linii rzęs. Bardzo lubiłam tę kredkę za efekt, jaki dawała oraz za szybkość makijażu. Miała jeden minus – niestety nie należy do grona kosmetyków wydajnych. Być może do niej wrócę.

Co w tym projekcie denko przyciągnęło Waszą uwagę? Znacie te kosmetyki?
Pozdrawiam :*
Uncategorized

PROJEKT DENKO | W KOŃCU COŚ DO WŁOSÓW!

7 marca 2017

Hej!
W powietrzu czuć już wiosnę, a dzięki temu ja mam ochotę wstać z łóżka, co zimą nie zdarzało mi się praktycznie w ogóle 😛 [EDIT – wczorajsza pogoda była koszmarna, deszcz, chmury, niskie ciśnienie :C]. Nie jest jeszcze na tyle ciepło, żeby zmienić kurtkę zimową na wiosenną, ale same promienie słońca sprawiają, że nawet perspektywa całego dnia spędzonego na uczelni nie wydaje się być tak złowroga, jak mogłoby się to na początku wydawać.
Skoro mamy już marzec chciałam dziś zaprosić Was na kosmetyczny bilans – opowiem Wam o kosmetykach, które udało mi się zużyć w zeszłym miesiącu. Spodziewałam się, że będzie tego znacznie mniej, bo luty jest zazwyczaj miesiącem stagnacji. Na szczęście udało mi się zmobilizować i widzicie tego efekty 😀 Jeśli jesteście ciekawi, czy wśród pustych opakowań znajduje się pudełko po jakimś hicie lub bublu – przejdźcie do dalszej części wpisu 🙂



TWARZ:
Niedawno napisałam Wam o tym kosmetyku osobny post, jeśli go już czytaliście wiecie, że fajnie się u mnie sprawdziła. Dawno nie miałam tak dobrze nawilżającego toniku. Dodatkowo pozytywnie wpływał na elastyczność mojej skóry i pomagał w walce z przebarwieniami i nowo powstającymi wypryskami. Mimo tego, że różany hydrolat skończył się kilka tygodni temu już mi go brakuje. Na pewno do niego wrócę – jest pozytywnym zaskoczeniem. Dla tych efektów jestem nawet w stanie przeżyć różany zapach 😀

Krem, który stosuję wtedy, kiedy chcę odpocząć do Effaclaru Duo, a zależy mi na podtrzymaniu efektów, które daje. Bardziej, niż na wypryski, działa na przebarwienia i to głównie w tej kwestii zobaczyłam największą poprawę. Nie wysuszał mojej skóry, nie wzmagał nadmiernego przetłuszczania. Nie zapychał i dobrze sprawdzał się pod makijaż. Pewnie jeszcze nie raz do niego wrócę, chociaż nadal szukam jeszcze czegoś innego 😀

  • PURE MOISTURE, PŁYN DO SOCZEWEK
Kolejny kosmetyk, który już niejednokrotnie pojawił się w projektach denko. Bardzo go lubię i jeśli szukacie czegoś, co dobrze zadba o Wasze szkła kontaktowe i sprawi, że przez cały miesiąc będą komfortowe w noszeniu – powinniście postawić na dobry płyn do ich przechowywania. Często można go znaleźć w Super Pharmie na promocji – np. 2 w cenie 1 😀 Warto się wtedy za nim rozejrzeć 🙂

  • LOMI LOMI, MASKA W PŁACHCIE ALOESOWA
Maski w płachcie są moimi ulubionymi jeśli chodzi o nawilżenie – jeśli chodzi o oczyszczające wolę sięgać po te zwykłe, w kremie. To przedostatnia maska z Lomi Lomi, która została mi z pudełeczka zawierającego płachtę na każdy dzień. Aloesowa lekko nawilżyła moją skórę i sprawiła, że była bardziej napięta. Niestety nie wywarła na mnie jakiegoś większego wrażenia – bardziej spodobała mi się ta z acerolą lub winogronem 🙂 Raczej nie sięgnę po nią ponownie.

  • EVREE, KREM DO TWARZY MAGIC ROSE
Krem, który kupiłam kilka miesięcy temu, kiedy był na nie największy „boom”, ale niestety nie przypadł on mojej skórze do gustu. Po kilku dniach regularnego stosowania zaczął mnie zapychać, a wypryski były później ciężkie do wyleczenia. Krem zużyłam w inny sposób – nakładałam go na szyję. Dobrze nawilżał, ale niezbyt szybko się wchłaniał. Nie pozostawiał tłustej warstwy. Podejrzewam, że u mnie lepiej sprawdziłaby się formuła 20+, która jest lżejsza, mimo tego, że przeznaczona do innego typu skóry niż normalna. Nie wrócę do tego produktu.

  • LIQCC, SERUM DO TWARZY Z WITAMINĄ C LIGHT
Próbki tego serum dostałam w paczce od Magdy z landofvanity.pl. Już wcześniej pisałam jej, że jestem zainteresowana kosmetykami tej firmy. Zużyłam już dwie próbki tego serum i przyznam, że choć nie ma idealnego składu, to mogłoby się u mnie dobrze sprawdzić. Ma oleistą konsystencję, więc stosowałabym je na noc, solo. Sera z witaminą C poprawiają kondycję mojej skóry i rozjaśniają przebarwienia w widoczny sposób. Nie wiem, czy sięgnę po pełnowymiarowe opakowanie, bardziej kusi mnie chyba wersja z witaminą E 🙂



CIAŁO:

  • ALLPRESSAN FUSS SPECIAL, KREM DO STÓP W PIANCE Z 15% MOCZNIKIEM
Stopy to część ciała, którą traktuję po macoszemu (i pewnie nie jestem tu jedyna :P). Od czasu do czasu przypominam sobie o tym, że o nie też powinnam dbać i tak w moje ręce wpadł kosmetyk, po który wcześniej sięgała moja mama. Obie mamy problem z suchą skórą na stopach, moja zimą potrafi nawet pękać i rogowacieć i nie mówię tu o piętach, a okolicach kostek ;/ Ten krem w piance był bardzo lekki i szybko się wchłaniał, a przy tym bardzo dobrze nawilżał. Może nie pachniał najładniej, ale był skuteczny, dlatego za rok, zimą, kiedy stan moich stóp znów się pogorszy, pewnie będę o tym produkcie myślała.

WŁOSY:

  • PILOMAX, MASKA DO WŁOSÓW HENNA WAX NATUR CLASSIC
Maski Pilomaxu dobrze sprawdzają się na moich włosach, ale nie mogę stosować ich tak, jak zaleca producent – nie nakładam ich na skórę głowy, bo każda maska obciąża mi wtedy włosy i sprawia, że zaraz po myciu wyglądają one na nieświeże. Kończąc narzekanie – maska z henną wygładza moje włosy i sprawia, że są one lśniące i dociążone. Łuski zamykają się, a włosy wyglądają na zdrowie i w rzeczywistości takie są. To już moje drugie, czy trzecie opakowanie, na razie zużywam włosowe zapasy, ale myślę, że jeszcze do tej maski wrócę.

  • PILOMAX, MASKA DO WŁOSÓW ARABICA WAX COLOUR CARE
Kolejna maska Pilomaxu, tym razem do włosów farbowanych na kolory ciemne, z kawą. Mimo tego,  że włosów nie farbuję maska sprawdziła się podobnie, jak ta wyżej. czyli bardzo dobrze. Miała jednak mniej przyjemny zapach – jakby lekko sfermentowanych ziaren kawy, nie był on jednak uciążliwy i nie utrzymywał się zbyt długo na włosach. Łatwo było ją spienić i wmasować we włosy. Pogłębiała kolor moich naturalnych kosmyków, na świetle wyglądały o wiele ładniej, niż przed jej zastosowaniem.


Szampony Batiste jak na razie nie mają u mnie konkurencji, bardzo lubię ich używać, chociaż robię to niezwykle rzadko – tylko wtedy, kiedy naprawdę jestem do tego zmuszona. Na moich ciemnych włosach nie zawsze da się wyczesać biały proszek w 100%, ale nie rzuca się on na tyle w oczy, żebym czuła się komfortowo. Wersja Oriental jest jedną z moich 3 ulubionych – zaraz obok Eden i Cherry. Na pewno będę do tych szamponów, chociaż ostatnio znalazłam dla niego w Hebe sporą konkurencję – domyślacie się, o czym piszę? 😀
Duet Petal Fresh recenzowałam już kiedyś na blogu i dopiero teraz udało mi się zużyć odżywkę. Sprawdzała się ona u mnie całkiem dobrze, choć nie dociążała włosów tak, jak maska. Sięgałam po nią wtedy, kiedy miałam ochotę na coś, co nie obciąży moich cienkich, skłonnych do tego włosów. Nie mogłam stosować jej w wilgotne dni, bo trochę puszyła mi wtedy włosy i miałam fryzurę, jak to mawia moja mama, „aj lajk Szopen” xD Raczej do niej nie wrócę, nie mam czasu na skomplikowane zabiegi na włosy i wolę sięgnąć bo coś bardziej treściwego – maskę. 

INNE:

  • ARIL, ODŚWIEŻACZ POWIETRZA WINTER FOREST
To coś, czego zazwyczaj nie pokazuję w projektach denko, ale chcę wspomnieć o tym zapachu, bo jest po prostu piękny 😛 Słodka choinka, zamiast anielskich włosów wata cukrowa i śnieg gdzieś w tle 😀 Jeśli będziecie miały okazję – powąchajcie go – myślę, że pokaże się jeszcze w Biedronkach, bo ich popularne serie zawsze wracają na półki 🙂 
Znacie któryś z tych kosmetyków? Podobał Wam się post? Ja walczę z fantomem na Pierwszej Pomocy, a Wam życzę miłego dnia! 😀
Pozdrawiam :*