Wybrany tag

Petal Fresh

Uncategorized

PROJEKT DENKO | W KOŃCU COŚ DO WŁOSÓW!

7 marca 2017

Hej!
W powietrzu czuć już wiosnę, a dzięki temu ja mam ochotę wstać z łóżka, co zimą nie zdarzało mi się praktycznie w ogóle 😛 [EDIT – wczorajsza pogoda była koszmarna, deszcz, chmury, niskie ciśnienie :C]. Nie jest jeszcze na tyle ciepło, żeby zmienić kurtkę zimową na wiosenną, ale same promienie słońca sprawiają, że nawet perspektywa całego dnia spędzonego na uczelni nie wydaje się być tak złowroga, jak mogłoby się to na początku wydawać.
Skoro mamy już marzec chciałam dziś zaprosić Was na kosmetyczny bilans – opowiem Wam o kosmetykach, które udało mi się zużyć w zeszłym miesiącu. Spodziewałam się, że będzie tego znacznie mniej, bo luty jest zazwyczaj miesiącem stagnacji. Na szczęście udało mi się zmobilizować i widzicie tego efekty 😀 Jeśli jesteście ciekawi, czy wśród pustych opakowań znajduje się pudełko po jakimś hicie lub bublu – przejdźcie do dalszej części wpisu 🙂



TWARZ:
Niedawno napisałam Wam o tym kosmetyku osobny post, jeśli go już czytaliście wiecie, że fajnie się u mnie sprawdziła. Dawno nie miałam tak dobrze nawilżającego toniku. Dodatkowo pozytywnie wpływał na elastyczność mojej skóry i pomagał w walce z przebarwieniami i nowo powstającymi wypryskami. Mimo tego, że różany hydrolat skończył się kilka tygodni temu już mi go brakuje. Na pewno do niego wrócę – jest pozytywnym zaskoczeniem. Dla tych efektów jestem nawet w stanie przeżyć różany zapach 😀

Krem, który stosuję wtedy, kiedy chcę odpocząć do Effaclaru Duo, a zależy mi na podtrzymaniu efektów, które daje. Bardziej, niż na wypryski, działa na przebarwienia i to głównie w tej kwestii zobaczyłam największą poprawę. Nie wysuszał mojej skóry, nie wzmagał nadmiernego przetłuszczania. Nie zapychał i dobrze sprawdzał się pod makijaż. Pewnie jeszcze nie raz do niego wrócę, chociaż nadal szukam jeszcze czegoś innego 😀

  • PURE MOISTURE, PŁYN DO SOCZEWEK
Kolejny kosmetyk, który już niejednokrotnie pojawił się w projektach denko. Bardzo go lubię i jeśli szukacie czegoś, co dobrze zadba o Wasze szkła kontaktowe i sprawi, że przez cały miesiąc będą komfortowe w noszeniu – powinniście postawić na dobry płyn do ich przechowywania. Często można go znaleźć w Super Pharmie na promocji – np. 2 w cenie 1 😀 Warto się wtedy za nim rozejrzeć 🙂

  • LOMI LOMI, MASKA W PŁACHCIE ALOESOWA
Maski w płachcie są moimi ulubionymi jeśli chodzi o nawilżenie – jeśli chodzi o oczyszczające wolę sięgać po te zwykłe, w kremie. To przedostatnia maska z Lomi Lomi, która została mi z pudełeczka zawierającego płachtę na każdy dzień. Aloesowa lekko nawilżyła moją skórę i sprawiła, że była bardziej napięta. Niestety nie wywarła na mnie jakiegoś większego wrażenia – bardziej spodobała mi się ta z acerolą lub winogronem 🙂 Raczej nie sięgnę po nią ponownie.

  • EVREE, KREM DO TWARZY MAGIC ROSE
Krem, który kupiłam kilka miesięcy temu, kiedy był na nie największy „boom”, ale niestety nie przypadł on mojej skórze do gustu. Po kilku dniach regularnego stosowania zaczął mnie zapychać, a wypryski były później ciężkie do wyleczenia. Krem zużyłam w inny sposób – nakładałam go na szyję. Dobrze nawilżał, ale niezbyt szybko się wchłaniał. Nie pozostawiał tłustej warstwy. Podejrzewam, że u mnie lepiej sprawdziłaby się formuła 20+, która jest lżejsza, mimo tego, że przeznaczona do innego typu skóry niż normalna. Nie wrócę do tego produktu.

  • LIQCC, SERUM DO TWARZY Z WITAMINĄ C LIGHT
Próbki tego serum dostałam w paczce od Magdy z landofvanity.pl. Już wcześniej pisałam jej, że jestem zainteresowana kosmetykami tej firmy. Zużyłam już dwie próbki tego serum i przyznam, że choć nie ma idealnego składu, to mogłoby się u mnie dobrze sprawdzić. Ma oleistą konsystencję, więc stosowałabym je na noc, solo. Sera z witaminą C poprawiają kondycję mojej skóry i rozjaśniają przebarwienia w widoczny sposób. Nie wiem, czy sięgnę po pełnowymiarowe opakowanie, bardziej kusi mnie chyba wersja z witaminą E 🙂



CIAŁO:

  • ALLPRESSAN FUSS SPECIAL, KREM DO STÓP W PIANCE Z 15% MOCZNIKIEM
Stopy to część ciała, którą traktuję po macoszemu (i pewnie nie jestem tu jedyna :P). Od czasu do czasu przypominam sobie o tym, że o nie też powinnam dbać i tak w moje ręce wpadł kosmetyk, po który wcześniej sięgała moja mama. Obie mamy problem z suchą skórą na stopach, moja zimą potrafi nawet pękać i rogowacieć i nie mówię tu o piętach, a okolicach kostek ;/ Ten krem w piance był bardzo lekki i szybko się wchłaniał, a przy tym bardzo dobrze nawilżał. Może nie pachniał najładniej, ale był skuteczny, dlatego za rok, zimą, kiedy stan moich stóp znów się pogorszy, pewnie będę o tym produkcie myślała.

WŁOSY:

  • PILOMAX, MASKA DO WŁOSÓW HENNA WAX NATUR CLASSIC
Maski Pilomaxu dobrze sprawdzają się na moich włosach, ale nie mogę stosować ich tak, jak zaleca producent – nie nakładam ich na skórę głowy, bo każda maska obciąża mi wtedy włosy i sprawia, że zaraz po myciu wyglądają one na nieświeże. Kończąc narzekanie – maska z henną wygładza moje włosy i sprawia, że są one lśniące i dociążone. Łuski zamykają się, a włosy wyglądają na zdrowie i w rzeczywistości takie są. To już moje drugie, czy trzecie opakowanie, na razie zużywam włosowe zapasy, ale myślę, że jeszcze do tej maski wrócę.

  • PILOMAX, MASKA DO WŁOSÓW ARABICA WAX COLOUR CARE
Kolejna maska Pilomaxu, tym razem do włosów farbowanych na kolory ciemne, z kawą. Mimo tego,  że włosów nie farbuję maska sprawdziła się podobnie, jak ta wyżej. czyli bardzo dobrze. Miała jednak mniej przyjemny zapach – jakby lekko sfermentowanych ziaren kawy, nie był on jednak uciążliwy i nie utrzymywał się zbyt długo na włosach. Łatwo było ją spienić i wmasować we włosy. Pogłębiała kolor moich naturalnych kosmyków, na świetle wyglądały o wiele ładniej, niż przed jej zastosowaniem.


Szampony Batiste jak na razie nie mają u mnie konkurencji, bardzo lubię ich używać, chociaż robię to niezwykle rzadko – tylko wtedy, kiedy naprawdę jestem do tego zmuszona. Na moich ciemnych włosach nie zawsze da się wyczesać biały proszek w 100%, ale nie rzuca się on na tyle w oczy, żebym czuła się komfortowo. Wersja Oriental jest jedną z moich 3 ulubionych – zaraz obok Eden i Cherry. Na pewno będę do tych szamponów, chociaż ostatnio znalazłam dla niego w Hebe sporą konkurencję – domyślacie się, o czym piszę? 😀
Duet Petal Fresh recenzowałam już kiedyś na blogu i dopiero teraz udało mi się zużyć odżywkę. Sprawdzała się ona u mnie całkiem dobrze, choć nie dociążała włosów tak, jak maska. Sięgałam po nią wtedy, kiedy miałam ochotę na coś, co nie obciąży moich cienkich, skłonnych do tego włosów. Nie mogłam stosować jej w wilgotne dni, bo trochę puszyła mi wtedy włosy i miałam fryzurę, jak to mawia moja mama, „aj lajk Szopen” xD Raczej do niej nie wrócę, nie mam czasu na skomplikowane zabiegi na włosy i wolę sięgnąć bo coś bardziej treściwego – maskę. 

INNE:

  • ARIL, ODŚWIEŻACZ POWIETRZA WINTER FOREST
To coś, czego zazwyczaj nie pokazuję w projektach denko, ale chcę wspomnieć o tym zapachu, bo jest po prostu piękny 😛 Słodka choinka, zamiast anielskich włosów wata cukrowa i śnieg gdzieś w tle 😀 Jeśli będziecie miały okazję – powąchajcie go – myślę, że pokaże się jeszcze w Biedronkach, bo ich popularne serie zawsze wracają na półki 🙂 
Znacie któryś z tych kosmetyków? Podobał Wam się post? Ja walczę z fantomem na Pierwszej Pomocy, a Wam życzę miłego dnia! 😀
Pozdrawiam :*
Uncategorized

PROJEKT DENKO SIERPIEŃ 2016 | ZNÓW SPORO I TO PO OSTATNIM (NIEOPUBLIKOWANYM) DENKU

21 września 2016

Cześć wszystkim!

Ostatnio nie publikowałam denka – tak wyszło, że byłam za granicą, miałam zaplanowane posty, które znikły, a zdjęć i aparatu niestety ze sobą nie zabrałam ;/ Było – minęło. Nie mniej jednak zdjęcia wrzuciłam na Facebooka i jeśli jesteście ciekawi, jaki ogrom kosmetyków zużyłam w lipcu – kliknijcie w TEN LINK 😀
Teraz też nie jest źle, cieszę się, że moje zapasy w końcu zaczynają się kurczyć! To bardzo satysfakcjonujące – wiem, że robię sobie miejsce na nowości i czekam na nie z niecierpliwością. Nie planuję jednak żadnych dużych zakupów – nawet wizja promocji w Rossmannie mnie nie kręci. 
Jeśli jesteście ciekawi, czy wśród zużytych kosmetyków kryje się jaka perełka – pędźcie do dalszej części tego posta!

TWARZ:
  • BLISTEX, POMADKA OCHRONNA ORANGE MANGO BLAST
 Pomadka ochronna do ust, której używałam codziennie rano i wieczorem podczas rutynowej pielęgnacji. Bardzo ładnie pachniała, miała słodki smak i naprawdę dobrze nawilżała usta. Nie było ono tak intensywne jak w przypadku bogatych formuł w słoiczkach, ale nie mogłam narzekać na stan moich ust. Niestety 1/3 opakowania się zmarnowała – pomadka rozpuściła się i przykleiła do wieczka tak, że nie jestem jej już w stanie uratować. Raczej nie kupię ponownie, bo do używania w domu wolę wybierać treściwsze formuły. 
  • BIELENDA, PŁYN MICELARNY LASER XTREME
Ten płyn micelarny był używany głównie przez moją mamę, ale kiedy nie miałam pod ręką mojego ulubionego Garniera – często jej go podkradałam. Wszystkie kosmetyki z tej serii mają naprawdę super składy – ten płyn zawiera w sobie nawilżający hialuronian sodu (już 2 pozycja :O), witaminę PP, która reguluje pracę gruczołów łojowych, łagodzącą Alantoinę, glicerynę, komórki macierzyste, Lecytynę i kwas mlekowy. Ta wersja mnie nie podrażniała, chociaż niektóre miały do tego tendencje. Moim zdaniem za mało wspomina się o nich w blogosferze. Zawiera DMDM Hydantoin, która jest donorem formaldehydu, ale została dopuszczona do stosowania w kosmetykach w ograniczonym stężeniu.
  • OPTI-FREE, PŁYN DO SOCZEWEK PURE MOIST

Nie jest to mój ulubiony płyn do soczewek, ale nie mogę na niego narzekać. Dobrze rozpuszcza białkowe osady, których w moim przypadku dużo się zbiera. Gdy noszę soczewki po wyczyszczeniu ich w tym płynie nie uwierają mnie one później w ciągu dnia. Dodatkowo nie wysychają tak szybko, dlatego ich noszenie jest bardzo komfortowe – nawet wieczorem.

  • NACOMI, KREM POD ODY MOROCCAN ARGAN CREAM WITH GRAPE SEED OIL
Krem pod oczy, który pojawił się już w ulubieńcach. Znalazłam go w Hebe i od razu spodobał mi się ze względu na przyjazny skład. Ma treściwą konsystencję, dlatego jest idealny na noc. Skóra po całonocnym zabiegu jest miękka, a cienie lekko rozjaśnione. Podczas jego stosowania nie mam problemów z suchą skórą pod oczami, czy na powiekach, nawet wtedy, kiedy stosuję zastygające korektory. Nie każdemu będzie odpowiadała forma opakowania – słoiczek – ale mi w ogóle ten aspekt nie przeszkadza. Mam już drugie opakowanie – koniecznie muszę napisać na jego temat oddzielny wpis 🙂

WŁOSY:

Szampon bez SLS, z naprawdę dobrym składem. Dobrze się u mnie sprawdzał przy codziennym myciu włosów, ale musiałam co nie raz stosować go naprzemiennie z innym szamponem. Miał wiele ekstraktów, a także olejki, więc po pewnym czasie obciążał moje delikatne i cienkie włosy. Dobrze oczyszczał, ale nie plątał przy tym włosów. Był delikatny dla mojego skalpu. Do tej wersji raczej nie powrócę, ale mam ochotę na tę normalizującą.

  • LABORATORIUM PILOMAX, MASKA DO WŁOSÓW CIEMNYCH

Odżywki i maski Pilomax należą do kosmetyków, które u jednych działają cuda, a u innych nie sprawdzają się kompletnie. Ja należę do tej pierwszej grupy i jestem z ich kosmetyków bardzo zadowolona (pomijając szampony). Ta wersja mocno wygładzała moje włosy i sprawiała, że były one miękkie w dotyku i bardzo lejące. Tego oczekuję po maseczkach, dlatego pewnie jeszcze do niej wrócę. Zauważyłam też, że kolor moich włosów wyglądał po niej o wiele ładniej – był jakby bardziej wielowymiarowy i pojawiały się na nim refleksy widoczne w słońcu – pewnie było to zasługą ekstraktu z kawy 🙂

MAKIJAŻ:

 Pudry Paese towarzyszą mi w codziennym makijażu od lat. Zazwyczaj wybierałam te bambusowe, bo są delikatniejsze, chociaż następcą tego będzie już ryżowy – chciałam sprawdzić, jak zadziała na moją skórę. Takie opakowanie starcza mi mniej więcej na 1,5 roku, czasem dłużej, czasem krócej – wszystko zależy od tego, ile kosmetyku mi się wysypie. Jedynym jego minusem jest właśnie pudełko – nie ma w nim żadnego zabezpieczenia, dlatego na początku puder znajduje się wszędzie, tylko nie tam, gdzie powinien. Matuje na długo, mnie nie wysusza, chociaż potrafi podkreślić suche skórki. Nie bieli twarzy i nie zapycha. Jeśli ktoś ma problemy z szybkim przetłuszczaniem się skóry, albo zależy mu na długiej trwałości makijażu – ten kosmetyk jest właśnie dla niego.

  • GOLDEN ROSE, BŁYSZCZYK DO UST LUXURY RICH COLOR LIPGLOSS ODCIEŃ 09

Nie przepadam za błyszczykami, ale to kolejna rzecz, którą podkradałam mojej mamie. Błyszczyk jest gęsty, lepki i mocno napigmentowany. Można nim uzyskać pełne krycie przy pięknym blasku, więc jeśli ktoś jest fanem takiego efektu – to kosmetyk stworzony dla niego. Cena jest przystępna, bo to dość duże opakowanie kosztuje mniej więcej 20 złotych. Jest dość tłusty i lekko lepi się na ustach, więc na pewno znajdzie przeciwników. Ja po niego nie sięgnę, natomiast moja mama kupiła już drugie opakowanie! 😀

  • LOREAL, TUSZ DO RZĘS VOLUME MILLION LASHES FELINE

Jedna z najnowszych maskar Loreala. Ma wyprofilowaną, silikonową szczoteczkę, przez co ma działać na nasze rzęsy podkręcająco. Pozostaje dość rzadki od początku, do końca używania, dlatego nieumiejętnie nałożony może posklejać rzęsy. Ja byłam zadowolona z efektów jakie daje, chociaż So Couture to nadal moja ulubiona wersja.  Cieszę się, że szczoteczki od tuszów Loreal są giętkie i miękkie – ryzyko podrapania się po oku jest naprawdę nikłe, a uwierzcie mi na słowo – takie sytuacje są u mnie na porządku dziennym 😛 Jeszcze do niej wrócę – tym razem poużywam wersję Extra Black.

Tusz od Max Factora był chyba jedynym tuszem (oprócz kolorowego z Bebeauty), o którym pisałam na łamach bloga. Pełną recenzję znajdziecie klikając w tytuł tego nagłówka. Jeśli miałabym opisać go w kilku słowach – to naprawdę dobry tusz, wracam do niego po raz kolejny. Fajnie pogrubia i delikatnie podkręca rzęsy, o ich wydłużeniu raczej nie będę mówić.  Ma wygodną, lekko wygiętą szczoteczkę, która nie jest jednak tak miękka, jak ta u poprzednika. Jego konsystencja jest o wiele gęstsza – bardziej przypomina mus niż ciecz. Pewnie jeszcze do niego wrócę, choć znam lepiej działające u mnie tusze.

CIAŁO:

  • LUKSJA, PŁYN DO KĄPIELI PINK SPARKLE

Płyn do kąpieli to nieodłączny element mojej wieczornej pielęgnacji. Nie mam prysznica, mogę więc godzinami wylegiwać się w wannie pełnej piany (no chyba nie… kolejka jest :P). Po płyny z Luksji sięgam bardzo często – po pierwsze są tanie i dostępne w Biedronce, op drugie mają przyjemne zapachy – jedne mniej, inne bardziej intensywne, a po trzecie – są gęste i dają MNÓSTWO bąbelków 😀 Wersja Pink Sparkle pachnie przyjemnie – słodko, perfumeryjnie, nieco kwiatowo. Gdzieś daleko w tle czuć tego szampana. Spodobała mi się i chętnie kiedyś do niej wrócę – niestety pewnie nie prędko, bo niedługo się wyprowadzam, a tak czeka na mnie chłodna kabina prysznicowa ;__;

  • DOVE, ŻEL POD PRYSZNIC GO FRESH, OGÓREK I LIŚCIE ZIELONEJ HERBATY

Niejednokrotnie wspominałam, że żele pod prysznic z Dove są moimi ulubionymi i wracam do nich bardzo często – zmieniając tylko warianty zapachowe. Ogórek i liście zielonej herbaty to propozycja idealna na lato – orzeźwiająca, nieco wytrawna, pobudza do wieczornego działania. Żele Dove są bardzo kremowe i gęste, a ich wydajność potrafi zaskoczyć. Na dobrej promocji taką 750 mililitrową butlę kupicie za 12 złotych – DEAL ŻYCIA 😀

A tak poza tym – wiecie że ogórek to afrodyzjak? Czy Dove miało coś na myśli przygotowując taką wersję zapachową? A może to teoria spiskowa? Illuminati? 😀

  • ISANA, ŻEL POD PRYSZNIC HELLO SPRING

Zaletą żeli Isana jest ich bardzo dobra cena – kiedy szukam jakieś tańszej opcji sięgam właśnie po nie. Kuszą ciekawymi opakowaniami, edycjami limitowanymi i naprawdę intensywnymi zapachami. Wersja Hello Spring pachniała słodką brzoskwinią. Zapach był niezwykle odprężający, dlatego żel skończył się w ekspresowym tempie. Ma jedną wadę – przy dłuższym, regularnym stosowaniu potrafi mnie mocno przesuszyć. Mam wrażliwą skórę, która niezbyt lubi się z SLS czy SLeS :C

  • LINDA, MYDŁA TRADYCYJNE, BOGACTWO OWSA, SŁODYCZ MIODU, ŚWIEŻOŚĆ MIĘTY

Te mydełka kupiłam naprawdę dawno temu (mniej więcej rok :O), ale rzadko używam wersji w kostkach, dlatego tak długo leżało. Miały o wiele lepszy skład, niż te zwykłe, nie zawierały silnych detergentów. Zapachy były delikatne, naturalne, najbardziej spodobał mi się miód i mięta. Ładnie wyglądały w łazience, niestety nie zrobiłam zdjęć kostkom. Pewnie do nich nie wrócę, bo nie wiem, czy jeszcze kiedykolwiek je znajdę. Zostały kupione w Biedronce, przy okazji wypuszczenia jakiejś kosmetycznej gazetki.

  • BALEA, BALSAM DO CIAŁA TROPICAL SUNSHINE, POMARAŃCZA I MANGO
Kupiony rok temu, leżał i czekał na swoją kolej. W końcu doczekał się i został doceniony. Był tani jak barszcz, a mimo tego naprawdę fajnie się sprawdził Jest to balsam idealny na letnie miesiące – lekki, szybko się wchłaniający, bardziej przypomina mleczko niż treściwy balsam. Dobrze nawilża, ma prosty skład – głównymi nawilżaczami są tu gliceryna, sól kwasu stearynowego i olej migdałowy. Nawet moja sucha skóra była po nim gładka i napięta. Mam jeszcze jedno opakowanie – o innym zapachu i na pewno zużyję je z przyjemnością. Jest to edycja limitowana, może jeszcze kiedyś Balea do niej wróci.

  • FA, ANTYPERSPIRANT FRUIT ME UP, FRUITY FRESH

Jedna z dwóch wersji limitowanych antyperspirantów Fa. Ta jest zdecydowanie bardziej owocowa i świeża – sama nazwa to wskazuje. Chroniła przyzwoicie, chociaż u osób ze sporym problemem z potliwością raczej się nie sprawdzi. Szkoda, że to edycja limitowana – jej zapach bardzo mi się spodoba i chętnie bym do niej wróciła.

  • GARNIER, ANTYPERSPIRANT NEO, SHOWER CLEAN

Mój najnowszy ulubieniec – moim zdaniem jest jeszcze lepszy od tego w kremie. Dobrze chroni przez cały dzień, a zapach jest na  tyle intensywny, że czuć go od rana do wieczora. Dobrze maskuje nieprzyjemne aromaty. Innowacyjny aplikator zapobiega zbieraniu się produktu w jednym miejscu, co chroni przed powstawaniem plam na ubraniach. Ma w składzie olej kokosowy, dlatego nie wysusza nawet wrażliwej skóry. Na pewno będę do niego wracać. Moje ulubione wersje to pomarańczowa i różowa.

Czy jakiś kosmetyk wpadł Wam w oko? Jak idzie Wam zużywanie? W Waszych zużyciach jest więcej ulubieńców, czy bubli?
Pozdrawiam :*
Uncategorized

PETAL FRESH | DUET AGE – DEFYING | GRAPE SEED & OLIVE OIL | WŁOSY MŁODSZE ODE MNIE?

15 maja 2016

Hej!

Matura jest już za mną, mogę więc znowu, przynajmniej na kilka najbliższych miesięcy, na poważnie zająć się blogowaniem. Od przyszłego tygodnia posty powinny pojawiać się jak zwykle, czyli mniej więcej co 2 – 3 dni. Dzisiaj zapraszam Was na recenzję duetu Petal Fresh – Age Defying Grape Seed & Olive Oil. Czy przypadł mi go gustu? Odpowiedź na to pytanie znajdziecie niżej 😉

Obietnice producenta

Kosmetyki Petal Fresh produkowane są w Stanach Zjedonoczonych. Składniki pochodzenia naturalnego, które są zawarte w tych produktach pochodzą wyłącznie z ekologicznych upraw. Kosmetyki te są wolne od szkodliwych substancji – SLS/SLES, GMO (chociaż ja nie uważam GMO za nic szkodliwego, ale może przygotuję o tym oddzielny post – chcecie?), ftalanów, parabenów i sztucznych barwników. Posiada naturalne pH. Kosmetyki Petal fresh są przyjazne weganom i nie są testowane na zwierzętach. 
Szampon Grape Seed & Olive nadaje włosom witalność i świeżość. Jest bogaty w antyoksydanty i chroni włosy przed zanieczyszczeniami.
Petal Fresh
Organics to marka kosmetyczna tworząca unikatowe kompozycje i formuły
pielęgnacyjnych szamponów i odżywek, z zawartością roślin pochodzących z najdalszych
zakątków Ameryki. Do tworzenia
wyjątkowych kompozycji, marka Petal Fresh wykorzystuje tylko najlepsze,
organiczne ekstrakty roślinne i olejki naturalne. Ich jakość potwierdza certyfikat Stellar
Certification Services, który daje gwarancję produktu etycznego, nietestowanego na
zwierzętach na żadnym etapie produkcji.
Wykorzystanie
organicznych składników to nie jedyna zaleta produktów marki Petal Fresh
Organics. Szampony i odżywki nie zawierają syntetycznych emulgatorów,
substancji zapachowych, barwników, konserwantów, stabilizatorów czy roślin
modyfikowanych genetycznie.

– See more at: http://szmaragdowy-deszcz.blogspot.com/2016/03/petal-fresh-organics-znacie.html#sthash.zueqPk1r.dpuf

Petal Fresh
Organics to marka kosmetyczna tworząca unikatowe kompozycje i formuły
pielęgnacyjnych szamponów i odżywek, z zawartością roślin pochodzących z najdalszych
zakątków Ameryki. Do tworzenia
wyjątkowych kompozycji, marka Petal Fresh wykorzystuje tylko najlepsze,
organiczne ekstrakty roślinne i olejki naturalne. Ich jakość potwierdza certyfikat Stellar
Certification Services, który daje gwarancję produktu etycznego, nietestowanego na
zwierzętach na żadnym etapie produkcji.
Wykorzystanie
organicznych składników to nie jedyna zaleta produktów marki Petal Fresh
Organics. Szampony i odżywki nie zawierają syntetycznych emulgatorów,
substancji zapachowych, barwników, konserwantów, stabilizatorów czy roślin
modyfikowanych genetycznie.

– See more at: http://szmaragdowy-deszcz.blogspot.com/2016/03/petal-fresh-organics-znacie.html#sthash.zueqPk1r.dpuf

Petal Fresh
Organics to marka kosmetyczna tworząca unikatowe kompozycje i formuły
pielęgnacyjnych szamponów i odżywek, z zawartością roślin pochodzących z najdalszych
zakątków Ameryki. Do tworzenia
wyjątkowych kompozycji, marka Petal Fresh wykorzystuje tylko najlepsze,
organiczne ekstrakty roślinne i olejki naturalne. Ich jakość potwierdza certyfikat Stellar
Certification Services, który daje gwarancję produktu etycznego, nietestowanego na
zwierzętach na żadnym etapie produkcji.
Wykorzystanie
organicznych składników to nie jedyna zaleta produktów marki Petal Fresh
Organics. Szampony i odżywki nie zawierają syntetycznych emulgatorów,
substancji zapachowych, barwników, konserwantów, stabilizatorów czy roślin
modyfikowanych genetycznie.

– See more at: http://szmaragdowy-deszcz.blogspot.com/2016/03/petal-fresh-organics-znacie.html#sthash.zueqPk1r.dpuf

Opakowanie

Zarówno szampon, jak i odżywka zapakowane są w bardzo podobne, proste butelki w kolorze ciemniej zieleni. Mi ten kolor przypomina stare, apteczne specyfiki i dobrze się przez to kojarzy. Butelki zwieńczone są korkami zamykanymi na klik – z tą różnicą, że aby je otworzyć musimy wcisnąć je do środka.  Obie są dość duże i mają pojemność 375 mililitrów
Etykiety są bardzo proste, ale solidnie wykonane – jeśli to określenie pasuje do naklejki 😛 Nic nie schodzi, nie ściera się, można znaleźć tu interesujące nas informacje oraz to, co ma grać w tym duecie główne skrzypce – oliwki i winogrona.

Skład

 SZAMPON:

Aqua – woda,
Sodium Lauroyl Sarcosinate – łagodny detergent, Cocamidopropyl Betaine – kolejna łagodna substancja myjąca, Sodium Cocoyl Isethionate – delikatny detergent, pochodzi od oleju kokosowego, Ammonium Cocyl Isethionate – następny delikatny detergent, również pochodzi z oleju kokosowego, Hydroxypropyl
Cellulose
– pochodna celulozy, nawilżacz,
Vitis Vinifera (Grape) Seed Extract – ekstrakt z nasion winorośli – ma działanie antyseptyczne, czyli bakteriobójcze, wspomaga wzrost włosów, Olea Europaea
(Olive) Fruit Oil
– oliwa z oliwek, natłuszcza i nabłyszcza, Orbignya
Oleifera (Babassu) Seed Oil
– olej z babasuu – palmy – zmiękcza i wygładza oraz nabłyszcza włosy, Tocopheryl Acetate – witamina E, prawdopodobnie to ten składnik ma mieć działanie przeciwstarzeniowe, bo jest przeciwutleniaczem, Retinyl Palmitate – witamina A – działa jak naturalny filtr UV, Panthenol – witamina B5, działa łagodząco, kojąco, wspomaga regenerację Glycerin – gliceryna, humektant, Tussilago Farfara (Coltsfoot) Flower Extract – ekstrakt z kwiatów podbiału pospolitego, ma działanie regenerujące, Achillea Milefolium
(Yarrow) Extract
– ekstrakt z krawnika pospolitego, wykazuje działanie przeciwłupieżowe, Equisetum Arvense Horsetail) Extract – ekstrakt ze skrzypu polnego, hamuje wypadanie włosów i pozytywnie wpływa na ich zdolności regeneracyjne, Rosmarinus Officinalis (Rosmary) Leaf Extract – ekstrakt z rozmarynu – rozgrzewa, pobudza ukrwienie i pomaga we wnikaniu substancji aktywnych, Althaea Officinalis (Marshmallow) Leaf Extract – ekstrakt z prawoślazu, ma działanie nawilżające i regenerujące, Chamomilla
Recutita (Chamomile) Flower Extract
– ekstrakt z kwiatów rumianku pospolitego, łagodzi podrażnienia, Melissa Officinalis (Lemon Balm) Leaf Extract – ekstrakt z melisy, działa przeciwzapalnie, przeciwwirusowo, ściągająco, Thymus Vulgaris (Thyme) Extract – ekstrakt z tymianku, kolejny antyutleniacz, Polysorbate 20 – emulgator, Citric Acid – kwas cytrynowy, konserwant, Dehydroxyacetic Acid – kwas glikolowy, działa złuszczająco, poprawia stan skóry głowy, Benzyl Alcohol – alkohol benzylowy, konserwant, Sodium Chloride – chlorek sodu, wpływa na konsystencję i konserwuje, Parfum – zapach.

ODŻYWKA
Aqua – woda,
Glycerin – gliceryna, czyli substancja nawilżająca, humektant, Isopropyl Palmitate – emolient, wygładza i nabłyszcza włosy, Caprylic/Capric Triglyceride – emolient, zmiękcza i wygładza włosy, Behenyl Alcohol – wygładza włosy i je uelastycznia, Cetearyl
Alcohol
– kolejny emolient, tworzy na włosie warstwę okluzyjną, która zapobiega odparowywaniu wody z powierzchni włosów, Cetyl Alcohol – emolient, natłuszcza i nawilża, Stearyl Alcohol – emolient, zmiękcza, wygładza, natłuszcza, Hydroxypropyl Methylcellulose – pochodna celulozy, nawilżacz, Olea Europaea (Olive) Fruit Oil – oliwa z oliwek, emolient, natłuszcza, wygładza i nabłyszcza włosy, Helianthus Annuus
(Sunflower) Seed Oil
– olej z nasion słonecznika, jest bogaty w nienasycone kwasy tłuszczowe, Tocopheryl Acetate – witamina E, antyoksydant, hamuje procesy starzenia, Retinyl Palmitate – witamina A, naturalny filtr UV, Panthenol – witamina B5, łagodzi i wpływa na regenrację naskóka, Vitis Vinifera (Grape) Seed
Extract
– ekstrakt z nasion winorośli, pobudza wzrost włosa, Salvia Officinalis (Sage) Leaf Extract – ekstrakt z liści szałwii, ma działanie antyseptyczne, łagodzi istniejące już stany zapalne, Orbignya Oleifera (Babassu) Seed Oil – olej z nasion Babassu, podobnie jak inne emolienty zmiękcza, wygładza i nabłyszcza włosy, Tussilago Farfara (Coltsfoot)
Flower Extract
– ekstrakt z kwiatów podbiału pospolitego, regeneruje, Achillea Milefolium (Yarrow) Extract – ekstrakt z krwawnika pospolitego, ma działanie przeciwzapalne i przeciwłupieżowe, Equisetum
Arvense Horsetail) Extract
– wyciąg ze skrzypu polnego, zmniejsza wypadanie włosów, Rosmarinus Officinalis (Rosmary) Leaf Extract – ekstrakt z rozmarynu, ma działanie rozgrzewające i pobudza krążenie, Althaea Officinalis (Marshmallow) Root
Extract
– ekstrakt z prawoślazu, ma działanie łagodzące,
Chamomilla Recutita (Chamomile) Flower Extract – ekstrakt z rumianku – działa przeciwzapalnie i łagodząco, Melissa Officinalis (Lemon Balm) Leaf Extract – ekstrakt z melisy, ma działanie antyseptyczne, Thymus Vulgaris (Thyme) Extract – ekstrakt z tymianku, antyutleniacz, ma działanie łagodzące,
Dehydroacetic Acid – konserwant, Benzyl Alcohol – konserwant,
Parfum – zapach.

Wydajność

Zarówno szampon jak i odżywka są bardzo wydajnymi produktami.  Używałam ich kilka razy w ciągu ostatnich trzech tygodni, a użycie jest naprawdę znikome. Jestem osobą, która lubi nakładać dużo produktów na włosy, w tym wypadku też ich nie oszczędzałam. Jestem pewna, że te kosmetyki starczą mi na dobre 3-4 miesiące używania.

Konsystencja

Szampon jest przejrzysty, praktycznie nie ma koloru. Ma lejącą konsystencję, więc trzeba uważać, żeby niezauważenie nie spłynął z ręki 😛 Odżywka ma średnio gęstą konsystencję – jest lekka, jakby lekko piankowata ale nie zsuwa się ani z dłoni, ani z włosów. Łatwo jest ją rozprowadzić, a potem, dla lepszego działania, spienić.

Dostępność

Produkty Petal Fresh, w tym seria Age Defying, dostępna jest w wielu sklepach internetowych, które mają produkty marek organicznych oraz w drogeriach Hebe (niestety nie wiem, czy we wszystkich). Kiedyś były dostępne w moim Rossmannie, natomiast teraz znikły z półek – zarówno w sklepach stacjonarnych jak i w internetowe drogerii Rossmanna.

Cena

Cena tych produktów waha się w granicach 20-30 złotych, co za produkt o tak dużej pojemności wcale nie jest ceną zbyt wysoką. Na promocji można kupić je jeszcze taniej – pamiętam, że w Hebe kosztowały wtedy mniej więcej 15 złotych.

Moja opinia

Zarówno szampon, jak i odżywkę otrzymałam w ramach współpracy z marką Petal Fresh. Dopiero raczkują i pojawiają się na półkach w naszych drogeriach stacjonarnych. Lubię delikatne kosmetyki do włosów, które bazują na substancjach naturalnego pochodzenia, postanowiłam więc wypróbować duet i dać mu kredyt zaufania. 
Przed użyciem przeczytałam kilka recenzji na innych blogach i wybadałam opinie na Instagramie – większość dziewczyn polecała te kosmetyki – miałam więc nadzieję, że u mnie też sprawdzą się tak samo dobrze.
Postanowiłam wypróbować kosmetyki w różnych kombinacjach – jako zestaw i pomieszane z produktami, których aktualnie używałam. Udało mi się dzięki temu znaleźć ich plusy i minusy, chociaż tych pierwszych jest tutaj zdecydowanie więcej.
Szampon, mimo dość delikatnego składu bardzo dobrze się pieni. Myślę, że przez tak dużą ilość ziołowych ekstraktów wrażliwców może trochę wysuszać, albo podrażniać – takie ryzyko zawsze występuje – niezależnie od stosowania chemicznych, czy naturalnych produktów. Dobrze oczyszczał skalp i włosy. Kiedy zastosowałam go kilka razy pod rząd moje włosy zaczęły się jednak szybciej przetłuszczać. Zazwyczaj myję je co 2 dni – po kilku zastosowaniach tego szamponu  w połowie drugiego dnia były już lekko nieświeże i musiałam je związać – w innym wypadku czułabym się niekomfortowo, choć pewnie dla osób postronnych nie było to tak dramatyczne zjawisko 😛 Muszę go stosować na przemian z innymi szamponami – wtedy sprawdza się najlepiej.
Jeśli chodzi o odżywkę to stosowana z tym szamponem, jak i z innymi ładnie wygładzała włosy i je dociążała. Stosowana po olejowaniu sprawiała, że moje włosy były sypkie, lśniące i niezwykle rzadkie – ostatnio mam mocno przesuszone końce, a po zastosowaniu tej odżywki nie miałam podobnego problemu. Włosy łatwo się rozczesywały, ale kiedy nałożyłam ją zbyt wysoko były lekko oklapnięte i przez to szybciej się przetłuszczały.
Szampon i odżywka mają prawie identyczny, przyjemny zapach, który na moich włosach nie utrzymuje się zbyt długo. Można ich używać do 36 miesięcy po otwarciu, co moim zdaniem jest wartością imponującą.
Warto jednak stosować je naprzemiennie z innymi kosmetykami, albo częściej oczyszczać włosy mocniejszymi detergentami – naturalne substancje mogą się na ich osadzać i po dłuższym okresie stosowania włosy nie będą wyglądały zbyt dobrze.

Czy kupię ponownie?

Duet świetnie sprawdził się na moich włosach. Będę go używała jeszcze przez długi czas, a potem wypróbuję jeszcze inne wersje – ciekawi mnie ta z drzewem herbacianym. Szczerze je polecam – jeśli szukacie naturalnych produktów z przyjaznym dla włosów i skalpu składem oraz nie testowanych na zwierzętach – kosmetyki Petal Fresh mogą wam się spodobać.

Znacie kosmetyki Petal Fresh? Stosujecie łagodne kosmetyki do włosów, czy może Wasze kosmyki lubią mocniejsze oczyszczanie?
Pozdrawiam i zachęcam do wzięcia udziału w rozdaniu :3