Wybrany tag

Perfecta

Uncategorized

PROJEKT DENKO | MAJ 2017 | HITY I ŚREDNIAKI

27 czerwca 2017
projekt denko na blogu, elf naczi, projekt denko maj, zużycia maja

Hejka!

W ostatnim poście opowiadałam Wam o spóźnionych ulubieńcach, więc do kompletu nie może zabraknąć projektu denko. To jedne z moich ulubionych postów, a ostatnio sporo zużywam, więc żal byłoby nie wspomnieć o kosmetykach, które przewinęły się w ubiegłym miesiącu przez moje ręce. Niestety nie jestem zadowolona ze zdjęć, ale natłok obowiązków nie pozwala mi się należycie zająć blogiem ;/

Pokażę Wam kilku moich ulubionych kosmetyków, z którymi ciężko będzie mi się pożegnać, ale znajdą się tu też takie, za którymi na pewno nie będę tęsknić. Jesteście ciekawi, co w tym miesiącu ląduje w koszu? W takim razie zapraszam dalej!

REAL TECHNIQUES, GĄBECZKA DO MAKIJAŻU MIRACLE SPONGE

MAKIJAŻ

Gąbeczki do makijażu to moi niekwestionowani faworyci jeśli chodzi o nakładanie makijażu. Może i odbierają podkładom troszkę krycia, ale dają lekkie, świetliste wykończenie i niesamowicie dokładne wprasowanie kosmetyku w skórę. Fluid nakładany gąbeczką wygląda lekko i naturalnie, a na tym najbardziej mi zależy. Ta nie piła dużych ilości podkładu, ale ja najpierw i tak kropkowałam nim skórę twarzy. Łatwo było ją domyć. Podobał mi się jej kształt – ścięty brzeg pozwalał na naprawdę szybkie nałożenie makijażu. Po roku używania wyglądała świetnie, dobrze mi służyła i na pewno jeszcze do niej wrócę. Jak na razie to moja ulubiona gąbka do makijażu. Pełną recenzję możecie znaleźć już na blogu 🙂

GARNIER, PŁYN MICELARNY DO SKÓRY WRAŻLIWEJ OPTI FREE, PŁYN DO SOCZEWEK KONTAKTOWYCH PURE MOIST PERFECTA, BALSAM DO UST SOFT LIPS 5 W 1 MANGO LA ROCHE POSAY, KREM  EFFACLAR DUO [+] VIANEK, NAWILŻAJĄCY TONIK MGIEŁKA DO TWARZY Z EKSTRAKTEM Z ZIELA OWSA

TWARZ

Pewnie Was nie zdziwię jeśli powiem, że jest to najlepszy płyn micelarny z jakim miałam do czynienia. Owszem, mam jeszcze kilka, których lubię, ale to właśnie po ten z Garniera sięgam w kryzysowych sytuacjach. Jest delikatny dla skóry i nie podrażnia moich wrażliwych oczu. Ma krótki skład. Dobrze radzi sobie nawet z bardziej odpornym na demakijaż tuszem. To jeden z najbardziej wydajnych kosmetyków tego typu, jaki miałam okazję używać. Co jakiś czas do niego wracam i nadal nie jestem zawiedziona. Mam nadzieję, że producent nie zmieni składu, ani formuły, bo ta odpowiada mi najbardziej. Recenzja tego płynu również pojawiła się na blogu.

  • OPTI FREE, PŁYN DO SOCZEWEK KONTAKTOWYCH PURE MOIST

Jeden z moich ulubionych płynów do soczewek, pojawia się w co którymś denku, więc jeśli czytanie u mnie te posty na pewno doskonale wiecie, że dobrze mi się sprawdza. Powoduje, że osady białkowe na soczewkach rozpuszczają się, a ich noszenie jest komfortowe przez cały miesiąc. Nie wpływają  negatywnie na moje oczy, nie wysuszają ich i nie sprawiają, że pod koniec dnia jedyne o czym marzę, to zdjęcie szkiełek. Na promocji można kupić go w przystępnej cenie. Polecam.

  • PERFECTA, BALSAM DO UST SOFT LIPS 5 W 1 MANGO

Balsamów to ust zużywam tysiące, ale niewiele zasługuje na miano tych, do których będę wracać. Tak jest też z Soft Lips od Perfecty. Na początku byłam zauroczona tym kosmetykiem, kupiłam 4 opakowania – o smaku miętowym,  truskawkowym, mango i jagody i granatu. Niestety balsamy te przypominają raczej wazelinę, są bardzo słodkie w smaku, ale nie zostawiają na ustach połysku, ani nie nawilżają ich dostatecznie dobrze. Nawet stosowane w ciągu dnia są dla mnie za słabe. Do tego rozpuszczają się pod wpływem ciepła, otwierają o brudzą wnętrze torebki. Sięgnęłam po nie wtedy, kiedy nie umiałam jeszcze zbyt dobre czytać składów. Okazało się, że zawierają filtr przenikający Ethylhexyl Methoxycinnamate i Benzophenone-3. Nie zużyłam ich do końca, wylądowały w koszu. Nie polecam, tym bardziej, że cena nie należy do najniższych – za jedną sztukę trzeba zapłacić 15 zł.

Ten krem to mój ulubieniec – żaden tak dobrze nie normalizował mojej skóry, może oprócz jego brata Effaclaru K [+], który polubiłam dopiero przy zużywaniu drugiej tubki. Wracając do bohatera dzisiejszego denka – to krem, który przyspiesza gojenie wyprysków i jednocześnie nie podrażnia, ani nie wysusza mojej skóry. Można stosować go punktowo, lub na całą skórę, ja preferuję to drugie wyjście. U mnie największą poprawę widzę w kwestii usuwania wyprysków oraz kaszki, czyli wyrównywania struktury mojej skóry. Z zaskórnikami radzi sobie nieco gorzej, na przebarwienia wpływa, ale dopiero po dłuższym stosowaniu. Jest wydajny, można go używać latem. Wpadłam na niego przypadkiem i cieszę się, że to zdarzenie miało miejsce 😀 Odsyłam Was do pełnej recenzji 🙂
  • TAMI,CHUSTECZKI NAWILŻANE NATURAL CARE 

Z chusteczek nawilżanych korzystam przy makijażu – wcieram nimi dłonie – ale nie tylko. Kiedy przychodzę do domu po zajęciach i nie chce mi się korzystać z płynu micelarnego – zmywam nimi makijaż. Staram się wybierać te z najbardziej delikatnym składem i takie właśnie są chusteczki od Tami. W Rossmannnie można znaleźć kilka wersji, ale zielona sprawdza się u mnie najlepiej. Są dobrze nasączone, bazują na soku z aloesu (2 miejsce w składzie) i nie zawierają parabenów. 54 sztuki kosztują około 4-5 złotych, więc uważam, że to dobry stosunek ceny do jakości i ilości. Polecam je, jak dotąd lepszych nie znalazłam i na dzień dzisiejszy nie mam ochoty szukać 😛
  • GARNIER, MASKA W PŁCHACIE MOISTURE + FRESHNESS DO SKÓRY NORMALNEJ I MIESZANEJ

Bardzo lubię maski w płachcie, ale rzadko trafiam na takie, których działanie jest od razu zauważalne na mojej skórze. Europejscy producenci podchwycili pomysł od tych azjatyckich i sami również zaczęli wypuszczać tzw. sheet mask. Te od Garniera mają w internecie mieszane opinie – albo się sprawdzają, albo są bublami, ewentualnie średniakami. Kupiłam ją na promocji w Rossmannie za około 7-8 złotych, wybrałam zieloną nie tylko ze względu na to, że jest dopasowana do mojego rodzaju skóry – miała też najlepszy skład. Jest dobrze nasączona esencją, ma takie wymiary, że nie jest o wiele za duża na moja dość wąską twarz. Działanie – średnie w stron dobrego 😛 Skóra była lekko rozjaśniona i nawilżona, be spektakularnych zmian, ale różnica była widoczna. Może jeszcze do niej wrócę, ale pewna co do tego nie jestem.
  • BIELENDA, MASKA METALICZNA DETOX & OCZYSZCZANIE CERA MIESZANA I TŁUSTA WERSJA SILVER

Maska co do której mam bardzo mieszane odczucia. Nie zrobiła mi krzywdy, ale też nie zauważyłam jakiegokolwiek pozytywnego działania z jej strony. Mam zamiar dać jej drugą szansę, ponieważ wtedy moja skóra była w złym stanie i mocno „kaprysiła”. Sam pomysł bardzo mi się podoba 😀 Maska wygląda kosmicznie, ale przecież nie o sam wygląd chodzi. Myślę, że niedługo opiszę Wam ją na IG, teraz to tam będą lądować krótkie opinie ♥

  • VIANEK, NAWILŻAJĄCY TONIK MGIEŁKA DO TWARZY Z EKSTRAKTEM Z ZIELA OWSA

Kosmetyki Sylveco bardzo lubię, a skoro Vianek jest siostrzaną marką – postanowiłam dać mu szansę. Kupiłam ten tonik z myślą i okresie między zimą a wiosną, kiedy moja skóra jest naprawdę mocno odwodniona i potrzebuje lekkich, acz skutecznie działających kosmetyków. Na początku tonik mi się podobał, ale po dłuższym stosowaniu zauważyłam, że radzi sobie dużo gorzej niż woda różana. Zaczął męczyć mnie też jego słodki zapach. Atomizer działał sprawnie, nie mogę mu nic zarzucić, samo opakowanie też bardzo mi się podoba. Mniej do gustu przypadła mi konsystencja – byłą wodnista, ale jakby lepka, nie do końca się wchłaniała, po zastosowaniu tego toniku miałam dziwne uczucie na skórze.  Nie był zły, miał dobry skład, ale do niego nie wrócę, nie jest to kosmetyk dla mnie. 

TAMI,CHUSTECZKI NAWILŻANE NATURAL CARE  GARNIER, MASKA W PŁCHACIE MOISTURE + FRESHNESS DO SKÓRY NORMALNEJ I MIESZANEJ BIELENDA, MASKA METALICZNA DETOX & OCZYSZCZANIE CERA MIESZANA I TŁUSTA WERSJA SILVER

BIOVAX, INTENSYWNIE REGENERUJĄCA MASKA DO WŁOSÓW SŁABYCH ZE SKŁONNOŚCIĄ DO WYPADANIA

WŁOSY

  • BIOVAX, INTENSYWNIE REGENERUJĄCA MASKA DO WŁOSÓW SŁABYCH ZE SKŁONNOŚCIĄ DO WYPADANIA

Jak wiecie moje włosy reagują dobrze na większość maseczek. Te z Biovaxa są jednymi  z moim ulubionych, szczególnie wersja z trzema olejami, która, nie dość, że dobrze pachnie, to jeszcze świetnie wygładza włosy i je dociążą, przez co są lśniące i gładkie. Wersję z aloesem kupiłam z zamiarem stosowania i na skórę głowy i na włosy, ale nakładana w taki sposób powodowała obciążenie kosmyków i nasady. Stosowana na długości działa raz dobrze, raz średnio, a przecież nie na tym nam zależy. Ma dobry skład, sok z aloesu występuje wysoko, zaraz po emolientach. Nie odpowiadał mi jej zapach – bardzo babciny, mnie osobiście odpychał. Do Biovaxa wrócę, ale na pewno wybiorę inne wersje. 

BALEA, ŻEL POD PRYSZNIC MARAKUJA I MALWA LACTADYD, EMULSJA DO HIGIENY INTYMNEJ SENSITIVE VICHY, HIPOALERGICZNY ANTYPERSPIRANT W KULCE APPLE &BEARS, ŻEL POD PRYSZNIC GRAPEFRUIT I WODOROSTY YOPE, MYDŁO KUCHENNE O ZAPACHU GOŹDZIKA WELLNESS & BEAUTY, KREM DO RĄK Z EKSTRAKTEM Z KWIATÓW WIŚNI I RÓŻY

CIAŁO

  • BALEA, ŻEL POD PRYSZNIC MARAKUJA I MALWA

To już ostatnie żele Balea z mojej potężnej kolekcji i na razie nie zamierzam do nich wracać. Bardzo je lubię, ponieważ dobrze się pienią i ładnie pachną, ale na dłuższa metę niestety mocno wysuszają moja skórę. Na plus działa niska cena (ok.55 centów) i mnogość zapachów – edycje limitowane pojawiają się jedna po drugiej. Nie są zbyt wydajne, ale zużywam sporo żelu na jeden prysznic – mi taka butelka starcza na 3-4 tygodnie codziennego stosowania. Pewnie kiedyś do nich wrócę – szczególnie jeśli zainteresuje mnie jakaś limitka 😀

  • LACTACYD, EMULSJA DO HIGIENY INTYMNEJ SENSITIVE

To jeden z moich ulubionych płynów do higieny intymnej. W odróżnieniu od innych wersja ta nie zawiera SLS ani jego zamienników takich jak ALS itp. Ma odpowiednie pH i jest delikatny dla wrażliwych okolic. Stosuję go zamiennie z Facelle i jestem zadowolona. Plusem jest wygodne opakowanie z pompką. Jak zauważyłyście – pojawia się na blogu naprawdę często, właśnie w projektach denko 😀

  • VICHY, HIPOALERGICZNY ANTYPERSPIRANT W KULCE

O tym antyperspirancie wiele się słyszy. Sporo osób go poleca, dlatego kiedy zauważyłam, że w Super Pharm jest na promocji i kosztuje niecałe 20 złotych, zaryzykowałam i wrzuciłam go do koszyka. Nie przepadam za antyperspirantami w kulce, ale muszę przyznać, że dobrze chronią przed nadmierną potliwością. Ten gagatek tutaj zawiera sole aluminium, dlatego dla części z Was będzie skreślony. Jestem nim zawiedziona. Spodziewałam się hitu, a w moim przypadku działa jak zwykły antyperspirant z Rossmanna, z tą różnicą, że jest od niego droższy. Nie mam wielkich problemów z poceniem się, dlatego go nie polecam – u tych z Was, które szukają mocniej działającego specyfiku się nie sprawdzi. Cieszę się, że kupiłam go na promocji, a nie w cenie regularnej, bo byłabym na siebie zła 😛 Jego plusem jest wydajność i przyjemny, raczej neutralny zapach.
  • APPLE &BEARS, ŻEL POD PRYSZNIC GRAPEFRUIT I WODOROSTY

Ten żel znalazłam w marcowej edycji Liferii, do której openboxa Was odsyłam. Na początku sceptycznie do niego podeszłam, nie spodobała mi się spora cena za pełnowymiarowe opakowanie. Moją 50 mililitrową miniaturkę zabrałam na wyjazd i przyznam, że ten żel mnie zauroczył. Jak na kosmetyk mineralny ma ładny, intensywny zapach, w którym przeważa grapefruit. Cytrusowe nuty działają na mnie oczyszczająco i tonizująco, co bardzo mnie pobudza. Żel bazuje na soku z aloesu, dlatego jest delikatny dla skóry. Jest gęsty i wydajny. Gdyby nie cena na pewno sięgnęłabym po pełnowymiarowe opakowanie, ponieważ to jeden z tych żeli, które nawilżają moją skórę i przynoszą jej ukojenie. 
  • YOPE, MYDŁO KUCHENNE O ZAPACHU GOŹDZIKA

Mydła Yope to jedne z moich zeszłorocznych odkryć. Kupiłam je mojemu bratu do mycia skóry po tatuowaniu, ale z zamierzeniem podkradania mu go po cichutku 😛 Zaczęłam od wersji wanilia i cynamon, która pachnie słodko, ale przyjemnie. Teraz testuję inne wersje zapachowe i tak w moje ręce wpadła próbka o zapachu goździka. Nie przepadam za tym zapachem, ale do kuchni pasuje idealnie. Maskuje nieprzyjemne zapachy, np. cebuli, której jestem fanką. Pielęgnuje dłonie i nie wysusza ich – odkąd zrezygnowałam z drogeryjnych mydeł nie mam problemu z aż tak wysuszonymi dłońmi, chociaż nadal muszę je regularnie kremować. Jeśli lubicie zapach goździka (albo konfitury dyniowej z tym składnikiem) – bierzcie je w ciemno! Mydła Yope to kolejny z moich hitów, cieszę się, że marka się rozwija i wprowadza do oferty nowe kosmetyki (widziałyście te żele pod prysznic?).
  • WELLNESS & BEAUTY, KREM DO RĄK Z EKSTRAKTEM Z KWIATÓW WIŚNI I RÓŻY

Kupiłam ten krem po przeczytaniu wpisu i Idalii na temat jej ulubionych mazideł do rąk. Nie przepadam za zapachem róży, ale czułam, że w tym wypadku będzie królował kwiat znany z Japonii i się nie myliłam. Balsam bardzo dobrze nawilża, a przy tym szybko się wchłania pozostawiając aksamitną warstewkę. Nie utrudnia ona jednak normalnego funkcjonowania, dlatego krem nadaje się do torebki. Nawilża na długie godziny, koi podrażnienia i zaczerwienienia. Może opakowanie nie należy do najwygodniejszych, bo odkręcany korek łatwo jest zgubić, ale to chyba jego jedyny minus. Mam sporo kremów do rąk w zapasach, ale kiedy mi się skończą i nie będę wiedziała co chcę kupić – na pewno będę miała go na uwadze. Nie dość, że działa, to pięknie pachnie! Polecam!

Znacie kosmetyki z tego projektu denko? Jak idzie Wam zużywanie?
Pozdrawiam!
Uncategorized

PROJEKT DENKO | OSTATNIE TAKIE WIELKIE W TYM ROKU :P

14 października 2016

Hej!
Na samym początku chciałam Wam powiedzieć, że będziemy musieli zmienić harmonogram publikowania postów – czwartek niestety nie bardzo mi pasuje, bo cały tydzień mam zajęcia do dość później pory, a kiedy kończę wcześniej – muszę uczyć się na najbardziej wymagające przedmioty. Piątek będzie dla mnie dniem idealnym, ponieważ w piątki będę miała tylko chemię – przez 5 tygodni – a później czekają mnie długie, wolne weekendy 🙂 
Pisałam już o ulubieńcach, podsumowywałam Instagram – przyszedł wiec czas na projekt denko. To ostatnie, jakie „stworzyłam” wspólnie z mamą – dlatego znajduje się w nim znowu sporo kosmetyków. Już teraz mogę zaznaczyć, że następne na pewno nie będą tak okazałe – zużywanie solo idzie mi o wiele, wiele wolniej 😛 Jeśli jesteście ciekawi, jakie kosmetyki dobiły dna we wrześniu i chcecie przeczytać krótkie opinie na ich temat – zapraszam do dalszej części posta 🙂

WŁOSY:

  • SZAMPON  WZMACNIAJĄCY DO WŁOSÓW, JOANNA, JOANNA RECEPTURA, SKRZYP ROZMARYN

Ten szampon rezydował na mojej półce bardzo długo. Kupiłam go kiedyś na promocji w Biedronce i używałam do mocniejszego oczyszczania skóry i włosów mniej więcej raz na 1-2 tygodnie. Był wydajny, bardzo dobrze się pienił i oczyszczał włosy z nadbudowanych protein, silikonów czy innych zanieczyszczeń. Pachniał ziołowo, ale zapach nie utrzymywał się zbyt długo na głowie. Nie podrażniał mojego skalpu i nie mogłam na niego narzekać. Za 400 mililitrów zapłaciłam niecałe 8 złotych. Jeśli kiedyś go gdzieś znajdę – na pewno wrzucę go do koszyka 🙂
  • ODŻYWKA BEZ SPŁUKIWANIA DO WŁOSÓW ZNISZCZONYCH, LOREAL ELSEVE TOTAL REPAIR

Odżywki w sprayu to mój must have jeśli chodzi o pielęgnację włosów. Zazwyczaj wybieram te z Gliss Kura i stosuję zamiennie różne wersje – pomagają mi rozczesać włosy, wygładzają je i nabłyszczają. Ostatnio sięgnęłam jednak po Loreal Elseve, ponieważ oprócz hydrolizowanej keratyny zawierała kwas mlekowy i to bardzo wysoko w składzie (chyba 2 pozycja :)). Jej działanie rzeczywiście było widoczne – moje włosy były silniej nawilżone i gładkie. Niestety czasem powodowała puszenie – szczególnie wtedy, kiedy było wilgotno, niestety humektanty tak mają. Nie była tak wydajna jak odżywki Gliss Kur, ale mimo to, bardzo ją polubiłam! Na pewno kupię kolejne opakowanie, bo tak dobrej mgiełki już dawno nie miałam 🙂
  • SZAMPON DO WŁOSÓW NAWILŻAJĄCY, ALTERRA, GRANAT I ALOES

Niejednokrotnie pisałam, że szampony z Alterry są moimi ulubieńcami. Niestety ostatnio przestały mi służyć – po latach ciągłego używania nie są już tak skuteczne i jestem w trakcie szukania dla nich godnego zamiennika. Wersja z aloesem i granatem jest moją ulubioną. Ma lekko galaretowatą konsystencję. Mimo braku SLS/SLES szybko się pieni i nie ma z tym większych problemów. Dobrze oczyszcza włosy, domywa nawet oleje. Nie podrażnia skóry głowy. Włosy po jego zastosowaniu są miękkie i lśniące, czasem obchodziłam się nawet bez maski i przyznam, że wyglądały całkiem fajnie. Może nie nawilża włosów, ale na pewno tego poziomu nie obniża.

CIAŁO:

  • DIAMOND COSMETICS, SEMILAC, ACETON
Acteon, którego używałam do ściągania hybryd. Nie uczulał mnie, ale za to mocno wysuszał skórki i paznokcie – musiałam zastosować olejek na noc, żeby wróciły do normalnego stanu. Nie zawiera żadnych dodatków nawilżających, to czysty aceton. Półlitrowa butelka, która starczyła mi na kilka miesięcy kosztowała nie więcej niż 20 złotych. Nie kupię ponownie – wolę removery z lanoliną.
  • LUSH COMFORTER
Prawdziwe cudo – nie wiedziałam, że można się tak zakochać w produkcie do robienia piany. Nie należał do najtańszych, bo za  200 gramową kostkę zapłaciłam 6 euro, ale moim zdaniem jest wart swojej ceny. Jeśli nie lejecie bardzo dużo wody do wanny – starczy na 4 kąpiele. W innym przypadku radzę podzielić go na 3 kawałki. Barwi wodę na intensywnie różowy kolor, pachnie ona słodkimi, pudrowymi cukierkami. Piana jest, ale na pewno nie tak duża, jak niektórzy oczekują tego po kąpielowych dodatkach. Woda jest po nim tłusta, a ciało tak miękkie, że nie ma potrzeby używania jakichkolwiek dodatkowych produktów nawilżających. Jestem zadowolona, że jednak się na niego zdecydowałam i kiedy będę miała okazję – może do niego wrócę. Nie jestem jednak pewna, bo Lush kusi ciekawymi nowościami, a chyba wolę przetestować ich kolejne kosmetyki 😀 Znacie ten ból? 😛
  • PALMOLIVE, ŻEL POD PRYSZNIC, GLAMOUR, JEŻYNY, SMOCZY OWOC I WANILIA
Rzadko sięgam po żele pod prysznic z Palmolive – jakoś nie przepadam za tą marką, a d tego wszystkie z nich zawierają silne detergenty, które niestety mocno wysuszają moją skórę – szczególnie w sezonie grzewczym. Tego używałam naprzemiennie z Dove i przyznam, że jestem z niego zadowolona. Miał lekko lejącą konsystencję, ale dobrze się pienił i nie trzeba było używać go zbyt dużo. Zapach rzeczywiście przypominał cierpkie jeżyny połączone z nutą słodkiej wanilii – moim zdaniem jest odpowiedni i na lato i na chłodniejsze miesiące. Na razie mam zapas żeli, więc nie zamierzam do niego wracać, ale kiedy już trochę ich zużyję – pomyślę o nim – zapach utkwił mi w pamięci 🙂
  • PALMERS, BALSAM DO CIAŁA, COCOA BUTTER FORMULA, MASSAGE LOTION STRETCH-MARKS
Mimo tego, że jestem osobą szczupłą i nie mogę narzekać na duże wahania wagi – mam rozstępy. To zmora wielu dziewczyn i kobiet, moje są już jasne, mniej widoczne, ale nie mogę z nimi walczyć tak jak na początku – najprawdopodobniej będą mi towarzyszyć już zawsze. Staram się jednak zapobiegać powstawaniu nowych i w tym celu nawilżam moją skórę treściwymi olejami czy balsamami. W moje ręce trafił ten od Palmersa – słyszałam na temat tych kosmetyków wiele pozytywnych opinii i chciałam przetestować je na własnej skórze. Balsam na przyjemny, kakaowy zapach, który na skórze zaczyna niestety trochę nieprzyjemnie pachnieć – na szczęście kilka minut po aplikacji ten dziwny zapach się ulatnia i nie ma już z tym większych problemów. Bardzo dobrze nawilża skórę – masło kakaowe występuje w składzie, niestety znajduje się w nim też parafina, ale nie zauważyłam wysypu krostek. Skóra przy regularnym stosowaniu jest miękka, napięta i nabiera ładnego, zdrowego koloru (nie mylić z jej przyciemnieniem). Lubiłam ten kosmetyk i z przyjemnością po niego sięgałam. Nie zauważyłam, aby powstawały nowe rozstępy, choć teraz nie pojawiają się one u mnie tak często jak kiedyś. Myślę, że jeszcze do niego wrócę.
  • FA, ANTYPERSPIRANT FRUIT ME UP, FRUITY TOUCH
W poprzednim denku pisałam Wam o drugiej, także limitowanej wersji tego zapachu. Tamta bardzo mi się podobała – była owocowa, ale świeża i soczysta. Ta miała w sobie jakby więcej kwiatowych nit. Doskonale była tu też wyczuwalna wiśnia, za którą niekoniecznie przepadam. Przez to, że zapach nie do końca mi odpowiadał nie polubiłam się z tym kosmetykiem. Ochrona była na średnim poziomie, a nie należę do osób, które narzekają na problem nadmiernej potliwości. Nie wrócę do niego – pewnie nawet nie będę miała okazji, bo jak widać po napisie na opakowaniu – jest to wersja limitowana. 

TWARZ:

  • GARNIER, DWUFAZOWY PŁYN DO DEMAKIJAŻU OCZU
Kiedyś, kiedy płyny micelarne nie były jeszcze tak popularne, dwufazówki były jedynymi kosmetykami (oprócz mleczek), którymi można było usunąć makijaż oka. Postanowiłam wrócić do takiego płynu i sprawdzić, czy rzeczywiście zobaczę różnicę. Dwufaza z Garniera była dobra, ale nie na tyle, żebym miała porzucać płyny micelarne i oleje na jej rzecz. Domywała makijaż, ale trwało to znacznie dłużej i mam wrażenie, że demakijaż nie był wtedy tak dokładny, jak po połączeniu olejku i miceli. Do takiego typu kosmetyków już nie wrócę – nie stosuję tuszy wodoodpornych, a mam wrażenie, że z takimi te płyny by sobie nie poradziły. 
  • SOLO CARE, PŁYN DO SOCZEWEK
Mój ulubiony płyn, o którym pisałam na tym blogu już kilkakrotnie. Dobrze rozpuszcza białkowy nalot z soczewek, sprawia, że są one czyste i komfortowe w noszeniu przez wiele godzin. Płacę za niego 40 złotych, a tak duża pojemność (360 mililitrów) spokojnie starcza mi na 3 miesiące praktycznie codziennego stosowania. Wrócę do niego ponownie. 
  • ZIAJA, MASKA OCZYSZCZAJĄCA Z GLINKĄ SZARĄ
Ostatnio nie używam zbyt często maseczek w takiej formie – większość z nich mam w pudełeczkach albo tubkach, natomiast te z Ziaji są jednymi z moich ulubionych. Kosztują grosze, a działają. Wersja do skóry mieszanej z glinką szarą fajnie oczyszcza i odświeża skórę bez jej jednoczesnego wysuszania.  Lubię sięgać po każdą z tej serii, natomiast ta sprawdza się na mojej skórze najlepiej. Ma przyjemny, słodki zapach i nie zasycha, przez co dość łatwo się ją zmywa. Po jej użyciu zanieczyszczenia porów zostają w sporym stopniu usunięte, a skóra wygląda na gładszą i ma bardziej równomierny koloryt. Na pewno do niej wrócę. 
To kosmetyk, który dostałam kilka miesięcy temu w ramach współpracy. Używałam go do wieczornego mycia twarzy i jestem zaskoczona, że działał tak fajnie! Skóra była tak oczyszczona, że aż „skrzypiała” od czystości. Mimo tego nie zauważyłam przesuszenia czy innych negatywnych skutków używania tego kosmetyku. W połączeniu z soniczną szczotką dobrze usuwał zanieczyszczenia i ewentualne resztki makijażu. Nie zawierał silnych detergentów i nie podrażniał mojej skóry. Pisałam już pełną recenzje na jego temat i znajdziecie ją, klikając w link w opisie tego akapitu. Jedynym minusem jest dla mnie dość wysoka cena, ale wynagradza nam ją wydajność tego kosmetyku. Może wrócę ponownie.
Mój „Święty Graal”, krem, które używam z przerwami od kilku dobrych lat. Dobrze działa na skórę, nie zapycha jej, a małe, ropne krostki goją się przy jego stosowaniu zdecydowanie szybciej. Idealnie nadaje się na dzień, pod makijaż, ale można też stosować go wieczorem. Nie przyspiesza przetłuszczania się mojej skóry i nie obciąża jej. Na promocji można dorwać taką 40 mililitrową tubkę za około 40 złotych. Przy jednorazowym, codziennym stosowaniu takie opakowanie starcza mi mniej więcej na 2,5 miesiąca, góra 3. Szukam dla niego godnego zamiennika, ale nadal nic ciekawego nie znalazłam – może Wy macie coś godnego polecenia? Pełną recenzję możecie przeczytać, klikając w link w tytule. Sama na pewno kupię go ponownie, ale na razie chciałam znów trochę od niego odpocząć 🙂
  •  BEBEAUTY, HYDRATE, NAWILŻAJĄCE CHUSTECZKI DO DEMAKIJAŻU
Chusteczki, które zabrałam ze sobą zamiast płynu micelarnego na dwutygodniowy wyjazd do Niemiec. W opakowaniu mamy 25 sztuk. Niestety chusteczki nie są zbyt mocno nawilżone i miał problemy z domywaniem resztek, których nie pozbył się zastosowany wcześniej olejek. Widziałam sporo pozytywnych opinii na ich temat, ale sama ich nie polecam. Moje ulubione chusteczki dla dzieci są o wiele tańsze – mają w opakowaniu 2 razy więcej sztuk, a cena jest podobna. Sprawdzają się o wiele lepiej i bez problemów domywają makijaż – nawet samodzielnie. Nie wrócę do nich ponownie. 
  • ECOSPA, OLEJEK Z PESTEK ARBUZA
Jeden z najlżejszych olejków, jakich miałam okazję używać. Nie pachnie, przy użyciu minimalnej ilości dość szybko się wchłaniał. Niestety musiałam przestać go używać jako nawilżacza, bo przy kilku miesiącach regularnego olejowania skóry twarzy na noc mocno się ona zbuntowała. Używałam go do usuwania makijaż i bez problemu radził sobie nawet z bardziej opornymi tuszami. Nie był drogi, więc mogę go polecić. Jeśli jesteście posiadaczkami skóry tłustej – mógłby być dla Was idealnym olejem 🙂 Nie jest zbyt znany, a moim zdaniem działa naprawdę super. 
  • AVA, AKTYWATOR MŁODOŚCI, SERUM Z WITAMINĄ C
To serum to hit mojej pielęgnacji. Po witaminie C moja skóra szybciej się regenerowała, miała ładniejszy kolor a przebarwienia lekko zbladły. Ma prosty skład i konsystencją bardziej przypomina kwas hialuronowy niż typowe serum z witamina C – jest lekkie, nieoleiste i szybko się wchłania, zostawiając na skórze lekko lepką powłoczkę, która znika po zastosowaniu kremu. Nie jest drogie – swoją buteleczkę kupiłam na promocji za około 20 złotych. Spodobało mi się głównie dlatego, że nie zapychało mojej skóry. Na pewno do niego wrócę, kiedy skończę stosowanie tych z kwasami. 

  • PERFECTA, SOFTLIPS, BALSAM DO UST O SMAKU TRUSKAWKOWYM
O tych kostkach lodu pisałam Wam już w kilku projektach denko. Ta jest przedostatnią, jaką mam Wam do pokazania i moim zdaniem jest to, jak na razie, najgorsza wersja z jaką miałam do czynienia. Pominę fakt, że zawiera one filtr przenikający (a takie filtry działają na naszą gospodarkę hormonalną). Ten balsam miał bardzo chemiczny i sztuczny zapach, nie używałam go zbyt często. Nadawał się do nawilżania usta w ciągu dnia, na noc był zdecydowanie za lekki. Miał wazelinkową konsystencję. Niestety jest to kolejna sztuka, która otworzyła mi się w torbie, ubrudziła wszystko i tak skoczyła swój żywot. Nie wrócę do nich ponownie.  

Znacie coś z tych kosmetyków, o których pisałam w dzisiejszym poście? Lubcie czytać projekty denko?
Pozdrawiam i życzę miłego weekendu 🙂 Do zobaczenia w niedzielę! 😀 
Uncategorized

HAUL ROSSMANN -49% | Szaleństwo w złym tego słowa znaczeniu (i nie chodzi tu o ilość kupionych kosmetyków :P)

16 listopada 2015
haul rossmann

Cześć dziewczyny!
Dla mnie promocja w Rossmannie już się skończyła 😛 Kupiłam to co chciałam i nie będę już wchodzić do tego przybytku szatana, bo jeszcze coś mnie skusi a i tak wydałam sporą sumkę 😛 Tym razem przygotowałam się do cotygodniowych wypadów – miałam listę z zakupami – głównie po to, żeby nie kupić miliona niepotrzebnych, ale ładnych rzeczy. Nadprogramowo kupiłam 3 produkty, ale po ogólnym przejrzeniu toaletki zastąpią one po prostu te, które się już do użytku nie nadają. Jeśli jesteście ciekawi, co wrzuciłam do koszyka – zapraszam 🙂

haul rossmann -49% usta i paznokcie



PAZNOKCIE I USTA – TYDZIEŃ PIERWSZY

Postanowiłam tym razem zainwestować w coś, czego nie kupiłabym w cenie regularnej. Wybór padł na Rouge Edition Velvet w odcieniu 06 Pink Pong (26 zł). Już dawno miałam ochotę na drugą pomadkę z tej serii i w końcu mam ją w swojej kolekcji. Kolor jest piękny – nasycona fuksja to coś, co lubię. Postanowiłam też uzupełnić zapasy moich ulubionych odpowiedników EOS, czyli kostek lodu Soft Lips z Perfecty (7,64 zł). Zdecydowałam się na dwa nowe smaki (truskawka i brzoskwinia – mango), ale muszę przyznać, że truskawka pachnie średnio :C 
Jeśli chodzi o paznokcie to zdecydowałam się tylko na dwa lakiery – biały z Rimmela (5,52 zł), który nosi nazwę White Hot Love i numerek 703. Ma w sobie delikatny, srebrny pyłek, który znosi efekt korektora na paznokciach 😛 Lubię lakiery z tej serii i mam nadzieję, że ten również fajnie się sprawdzi. Pierwszą nadprogramową rzeczą jest właśnie lakier Sally Hansen Xtreme Wear 240 Babe blue (7,64 zł). Uwielbiam niebieskie kolory na paznokciach i ten zastąpi mi stary lakier, który bardzo lubiłam. Również ma w sobie delikatne drobinki, ale nie rzucają się one w oczy, kiedy lakier jest na paznokciach.

haul rossmann -49% loreal volume million lashes feline, max factor clump defy, maybelline color tatoo pernament taupe creme de rose, maybelline satin brow dark brown

OCZY – TYDZIEŃ DRUGI

Zacznę może od tuszy do rzęs. Jak wiecie, jestem fanką tych z Loreala. Testowałam już wszystkie wersje i teraz chciałam wypróbować nowości, czyli Volume Million Lashes Feline (31,11 zł). Opakowanie jest tak piękne, jak pozostałych produktów z tej serii. Mam nadzieję, że ta sprawdzi się tak samo dobrze jak poprzedniczki. Drugim tuszem, który już miałam jest Max Factor Clump Defy (30,60 zł). Jest tu tusz, który fajnie pogrubia i podkręca rzęsy, a to właśnie moim kłaczkom jest potrzebne. Wybrałam zwykłą wersję, bo nie lubię wodoodpornych formuł. Uzupełniłam zapas Maybelline Color Tattoo (12,74 zł) w odcieniu 40 Pernament Taupe, którego używam zazwyczaj do wypełniania brwi. Jeśli chodzi o dodatkowy produkt, to sięgnęłam po drugi cień – 91 Creme De Rose, który będzie idealnie sprawdzał się jako baza pod cienie. Jako uzupełnienie makijażu brwi wybrałam kredkę Maybelline Brow Satin w odcieniu Dark Brown (14,27 zł), która będzie idealnie sprawdzać się w czasie podróży – jest kompaktowa i zajmuje mało miejsca.

rossmann -49% wibo trio róż rozświetlacz bronzer, korektor maybelline affinitone 01 nude beige, korektor astor perfect stay 001 ivory, puder rimmel lasting finish 001 porcelain

TWARZ – TYDZIEŃ TRZECI

Ostatnio w swojej kosmetyczne mam tylko pudry sypkie, a stare opakowania Paese mają to do siebie, że puder jest wszędzie, tylko nie w nich. Szukałam dobrego pudru w kompakcie, który nie byłby przy tym drogi, bo korzystałabym z niego tylko w podróży. Miałam wybrać mój ulubiony Loreal True Match, ale cena mnie trochę zniechęciła. Wybrałam więc stosunkowo nowy produkt, czyli Rimmel Lasting Finish w odcieniu 001 Light Porcelain (17,34 zł). Miał lepsze oceny na wizażu niż Affinitone, więc to on ostatecznie wpadł do mojego koszyka. Uzupełniłam też zapas korektorów i zdecydowałam się na Astor Perfect Stay w kolorze 001 Ivory (15,80 zł) i Maybelline Affinitone w odcieniu 01 Nude Beigie (14,28 zł). Miały całkiem dobre opinie a szukałam czegoś nowego do przetestowania 😀 Ostatnim nieplanowanym już zakupem jest trio 3 steps to perfect face contour palette z Wibo (8,66 zł). Widziałam, że robi ono furorę i w wielu Rossmannach jest już niedostępne. 
MOJE WRAŻENIA
Na sam koniec, w podsumowaniu, chciałabym wspomnieć o zachowaniu konsumentek i samego personelu. W pierwszym tygodniu u mnie było całkiem spokojnie. Przyjechałam tuż po otwarciu, ludzi nie było w ogóle – miałam ten komfort, że mogłam pomedytować nad szafami i wybrać to, co chcę. Okazało się jednak, że wszystkie pomadki Bourjois Rouge Edition Velvet w kolorze, który mnie interesował były otwarte. Poprosiłam ekspedientkę, żeby sprawdziła, czy nie ma może nowego egzemplarza w szufladzie. Na moje pytanie odpowiedziała, że pomadka jest otwarta maksymalnie od kwietnia i nikt się nią nie malował, więc mogę ją kupić. Nie kupiłam… Szminka leżała w najgorszym wypadku otwarta 7 miesięcy, a jej termin ważności upływa po 12 miesiącach… Podczas promocji na kosmetyki do oczu kobieta otwieraja wszystkie tusze. Poprosiłam ekspedientkę o nowy z szuflady, niestety nie było. Otwierającej pani nie zwróciła uwagi ;/ To samo działo się też w ostatnim tygodniu – pootwierane, powylewane korektory, pomacane róże i pudry… Ludzie, przecież tak nie można! Nawet jeśli nie ma testera, to nie oznacza to, że jesteśmy uprawnieni do otworzenia pełnowymiarowego kosmetyku…  Kiedy zrozumieją to Ci, którzy takie „akcje” urządzają na porządku dziennym?
Co Wam udało się kupić? Też denerwuje Was, gdy wszystko jest pootwierane i użyte?
Pozdrawiam :3

Uncategorized

PROJEKT DENKO | Wykończeni we wrześniu

25 września 2015
Hej dziewczyny!
Trzymam się mocno mojego postanowienia i nawet kiedy kupię nowy kosmetyk najpierw staram się zużyć te, które mam już zaczęte. A że pootwieranych produktów miałam dużo i stan ich zużycia był od minimalnego do bardzo dużego, projektów denko jest u mnie teraz naprawdę sporo. Mam też pomocnika w osobie mojej mamy, z którą zużywanie i pilnowanie się idzie mi zdecydowanie łatwiej 😀 Jeśli ciekawi Was, co ostatnio gościło w mojej kosmetyczce – zapraszam do dalszej części posta 🙂

CIAŁO:

  • Dove, Żel pod prysznic Granat & Werbena cytrynowa
Ostatnio stałam się wielką fanką żeli Dove, czemu sama się dziwię. Broniłam się przed nimi rękoma i nogami, a teraz, kiedy zmienili formułę stwierdzam, że nie wiem czemu byłam tak negatywnie nastawiona. Nie wysuszają skóry, pięknie pachną i dobrze oczyszczają skórę. Ta wersja jest jedną z moich ulubionych. Aromat, jaki unosi się podczas kąpieli jest nieziemski. Na pewno będę do niego wracać.
  • Lactacyd, Emulsja do higieny intymnej Sensitive
Mój ulubiony płyn do higieny intymnej. Jest delikatny, ma krótki skład i nie zawiera zbędnych substancji. Dobrze oczyszcza nie podrażniając przy tym wrażliwych okolic. Jest wydajny i ma pompkę, co jest dla mne ogromnym plusem. Kiedyś była tylko jedna wersje tego płynu i nie zawierała SLES. Teraz tylko dwie są wolne od tej substancji – Sensitive i Med. Kupię ponownie
  • Rexona Woman, Antyperspirant o zapachu Cotton
Antyperspiranty Rexony są moimi ulubionymi na równi z tymi od Garniera. Świetnie neutralizują nieprzyjemny zapach i zapobiegają nadmiernemu poceniu się. Nie mam z tym większych problemów, ale czuję się zdecydowanie pewniej, kiedy użyję tego kosmetyku. Myślę, że kiedyś jeszcze po niego sięgnę.
  • Isana, Pianka do golenia o zapachu Brzoskwini
Pianka, którą kupiłam zachęcona pozytywnymi opiniami przeczytanymi na wielu blogach i wizaz.pl. Pianka była gęsta, nie spływała z ciała i dość dobrze zmiękczała włoski. Zapach był ładny. Nie przepadam jednak za piankami i uważam, że są mniej wydajne niż żele – ta skończyła się niespodziewanie szybko. Już jej nie kupię.
  • Perfecta, Solny peeling do ciała Kryształowa rosa
Sięgnęłam po niego pod wpływem impulsu,  kiedy mama powiedziała podczas zakupów w Hebe, że skończył jej się peeling do ciała. Nie byłam z niego zbyt zadowolona. Zapach był mocny, świeży, czasem drażnił mój wrażliwy nos. Peeling, w przeciwieństwie do tego z Wellnes & Beauty, podrażniał moje ciało. Parafina na pierwszym miejscu w składzie też nie zachęca do ponownego zakupu. Więcej po niego nie sięgnę.
  • Wellnes & Beauty, Żel pod prysznic Mango i papaja
Kupiłam miniaturkę z myślą o moim wyjeździe nad morze. Nie było nic bez SLS, więc wybrałam taki produkt, którego zapach najbardziej mi odpowiadał. Żel mnie nie zawiódł, zanadto nie wysuszał i nie sprawiał, żeby moja skóra była ściągnięta. Starczył na kilka dobrych myć. Jeśli będę jeszcze kiedyś wybierała się na krótki wypad na pewno wpadnie do mojego koszyka.

 TWARZ:

  • La Roche Posay, Krem Toleriane Ultra Fluide
Krem, o którym pisałam Wam we wczorajszym poście. Nawilżać nawilżał, ale nie w takim stopniu, w jakim bym chciała. Na lato był okej, na zimę na pewno za mało treściwy. Jeśli byłby tańszy na pewno istniałaby szansa na ponowny zakup, jednak cena 90 złotych mnie odstrasza :C
  •  Merz Special Dragges

W tym miesiącu postanowiłam połączyć te tabletki z innymi – magnezem. Przez moją wadę serca magnez słabiej mi się przyswaja i często mam jego niedobory w organizmie. Z taką pomocą wypadanie włosów naprawdę się zmniejszyło, paznokcie też są mocniejsze. Cera jak cera – nadal leczę się z wakacyjnych wybryków i pewnie nieprędko to minie, ale na poprawę w tej kwestii zbytnio nie liczyłam. Pisałam już o efektach w połowie kuracji i o ogólnym planie brania tego suplementu. Wpadajcie 🙂

WŁOSY:

  • Alterra, Szampon Jojoba i migadł
Szampony Alterry stosuję zamiennie i każdy działa na moje włosy tak samo. Są po nich błyszczące, sypkie, miękkie. Nawet wtedy, kiedy nie zastosuję maski czy odżywki do spłukiwania. Moim zdaniem świetne szampony za niską cenę. Pisałam już o wersji Pszenica i morela oraz Makadamia i figa. Na pewno kupię ponownie.
  •  L’biotica, Maska intensywnie regenerująca Biovax Orchid 
Maska, która skusiła mnie do zakupu swoim opakowaniem. Kupiłam ją na promocji za 12 złotych. Maski Biovax zawsze sprawdzały się u mnie świetnie, z działania tej natomiast jestem średnio zadowolona. niby wszystko było okej, ale włosy nie były ani bardzo błyszczące, ani miękkie – wręcz przeciwnie – delikatnie spuszone i sztywne. Nie wrócę do niej więcej, wolę tradycyjne wersje, które są tańsze i lepiej działają.
  • Kallos, Keratin
Maska keratynowa, która na moich włosach sprawdzała się świetnie. Nie używałam jej zbyt często, bo moje włosy wolą humektanty i emolienty zamiast protein, ale czasem potrzebowały i tego składnika. Świetnie odżywiała włosy, sprawiała, że były lśniące i odżywione. Nie jest to moje pierwsze opakowanie na pewno jeszcze do niej wrócę, kiedy zużyję swoje zapasy.

KOLORÓWKA:

  • Bourjois, Puder sypki w kolorze peach
Puder, który był głównie używany przez moją mamę. Podkradałam go jej czasami i muszę przyznać, że fajnie się sprawdzał. Było go naprawdę dużo w opakowaniu, przez co stał się wydajny. Miał lekko żółty odcień, który świetnie dopasowywał się do  koloru skóry. Mama kupiła go jeszcze raz, więc bardzo jej się spodobał.
  • Rimmel, Stay Matte 003 Pech glow
Puder pasowany, który naprawdę bardzo lubię. Pisałam jego osobną recenzję.  U mnie sprawdza się świetnie, dobrze matuje, nie zapycha, jest wydajny. Będę do niego wracać jeszcze wiele razy. Ma fatalne opakowanie, ale wybaczam mu to przez jego działanie.

INNE:

  • Świeca Omtalad

Na jej temat tylko kilka słów – nie pachniała intensywnie. Zawiodłam się, bo świece z IKEI zazwyczaj dobrze się u mnie sprawdzają. Ta zaczęła wydzielać aromat dopiero po całym dniu palenia. Nie spodobał mi się jednak i do niej nie wrócę. Inaczej wyobrażałam sobie zapach czerwonych owoców ze śmietanką.

  • Świeca Sinnlig

Moje ulubione świece z IKEI. Te z kolei pachną intensywnie i nie ma z nimi większych problemów. Moimi ulubionymi są poziomkowa i waniliowa. Ta ze zdjęcia autentycznie pachnie tymi owocami. Jeśli chcecie się dowiedzieć więcej na temat waniliowej zajrzyjcie koniecznie do posta sprzed kilku miesięcy.  

 
Znacie któryś z tych produktów? Polecacie jakieś zamienniki?
 
Pozdrawiam :3
Uncategorized

[HAUL] IKEA i Rossmann :D

10 maja 2015
Hej!
Przyszedł czas na to, żeby pokazać Wam co kupiłam podczas ostatniego pobytu majówkowego w Warszawie i co wpadło do koszyka podczas promocji -49% w Rossmannie 😀 Post będzie dość obszerny, bo ja jak zwykle nakupowałam milion rzeczy mimo posiadania listy a potem miałam moralnego kaca. Nie rozumiem tego do końca, jak żyć z takim nałogiem 😛 A prawdę mówiąc – nadprogramowo kupiłam niewiele rzeczy, ale o tym się zaraz przekonacie 😀 Jeśli jesteście ciekawi, na co wydałam większość kieszonkowego zapraszam do czytania i oglądania 😛

W IKEI z Mateuszem nie mogliśmy znaleźć nic interesującego, więc nasze zakupy na pewno nie zasługują na miano bardzo ciekawych 😛 Wzięliśmy drobiazgi, które moglyby przydać się w mieszkaniu, a których nie kupiliśmy jeszcze na miejscu, bo IKEI w Bydgoszczy niestety nie ma, a my po sklepach meblowych czy z innego rodzaju wyposażeniem często się nie poruszamy 😛 Na zdjęciu powyżej widzicie słomki SOMMARFINT, które były w dwóch wersjach kolorystycznych i kosztowały 3,99 złotego. Zdecydowaliśmy się na wersję ze słomkami w kolorach: błękitnym, różowym, czerwonym i żółtym. Słomki mają dość dużą śednicę i nie mają miejsca do ich „łamania” czy zaginania. Na lato jak znalazł, idealne do zimnych napojów i koktajli 😀

Drugą rzeczą w podobnym, letnim klimacie są pojemniczki do zamrażania własnych lodów. Chciałam kupić podobne w Tesco, które pod względem wizualnym były 1000 razy ładniejsze, ale niestety i większe – mamy mały zamrażalnik i nie wygospodarowalibyśmy tyle miejsca żeby je tam postawić. Pojemniki równnież dostępne w dwóch wersjach kolorystycznych, my sięgnęliśmy po różowo- żółtą, bo ta druga była strasznie ponura. Cena tych foremek to 9,99, a nazwa CHOSIGT.

Kolejną rzeczą są miarki, które w mojej kuchni są przedmiotem niezbędnym. Lubię piec ciasta, robić różne desery, a jednak szczypta dla każdego oznacza co innego – w moim wypadku często zdarza mi się przesadzać i potem wychodzą jakieś zakalce, albo cynamoneczniki zamiast jabłecznika 😀 Miałam już takie, ale zostawiłam w domu, brat używa ich przy sporządzaniu „koktajli na masę” 😀 Łyżeczki kosztowały 2,99 zł, więc naprawdę niewiele, a są pomocne przy pichceniu różnego rodzaji potraw 😀

Może to cud, ale skusiłam się tylko na jedną świecę – nie było zbyt wielu nowych zapachów, a ja nie chciałam kupować trójpaków, bo i tak mam dużo wosków do odpalenia 😀 Żeby jednak nie wyjść z niczym i nie zapomnieć o radycji (zawsze jak jestemw  IKEI kupuję świece :P) wybrałam tą o zapachu letnich owoców 😀 Kosztowała 1,99 zł i nazywa się OMTALAD.

Przedostatnią już rzeczą jest wazon, bo brakowało mi w mieszkaniu czegoś, do czego mogłabtm wstawiać świeże kwiaty. Wybrałam taki o prostym kształcie, bo ten najbardziej pasował do wystroju mieszkania. Nie był drogi, bo kosztował 9,99, a wykonany jest z dość grubego szkła, więc mam nadzieję, ze trochę mi posłuży. Jego nazwa to REKTANGEL 😀

Ostatni przedmiot, to raczej gadżet niż planowany zakup 😀 Po wizycie w IKEI planowaliśmy jeszcze pojechać do Warszawy, a gdzieś zakupy zapakować było trzeba 😀 Zwykła torebka, która leżala przy kasie, z kartą IKEA Family kosztowała 4,99 i przyda się na codzienne zakupy w spożywczaku 😀 
Jeśli chodzi o rzeczy do domu to by było na tyle 😀 Przejdziemy teraz do rzeczy z Rossmanna, a tych jest duuużo więcej. Mam nadzieję, że nie uznacie mnie za osobę niezrównoważoną psychicznie 😛 Ostatnio prawie w ogóle nie kupiłam kosmetyków, moje zapasy są bliskie 0 i jestem z siebie dumna 😀 Z promocji skorzystać musiałam, uzupełniłam braki, kupiłam trochę zachcianek, a i tak w mojej kosmetyczce zaszła czystka i pozbyłam się trochę kolorówki – część poszła do mamy, część oddam komuś innemu bo i tak z wszytskich rzeczy nie korzystam – mam kilka nietrafionych komsetyków a nie chcę żeby się zmarnowały. Bez przedłużania jednak przejdę do przedstawienia na co zdecydowałam się podczas trwania promocji.

Jak sami wiecie promocja byłą podzielona na 3 części – najpierw objętę były nią produkty do makijaży twarzy, potem oczu a na końcu kosmetyki do ust i paznokci. Ja przed całym wydarzeniem miałam przygotowaną listę z potencjalnymi zakupami, ale sama do końca nie wiedziałam na co powinnam się zdecydować. Dlatego wyszło jak wyszło, wszystko przez Oliwię, bo nadprogramowo wyciągała mnie do Rossmanna a ja z pustą reką wyjść nie mogłam, skoro na półkach tyle ładnych rzeczy 😛

Jeśli chodzi o produkty do twarzy, to tutaj naprawdę skromnie 😀 Dla mamy kupiłam podkład Max Factor Ageless Elixir w  kolorze Beige 55, kosztował 35,18 zł i puder sypki Bourjois za 31,1 zł. Wybrałam ten w odcieniu peach, czyli delikatnie żółtym. Dla siebie natomiast kupiłam 2 róże, bo paleta z Makeup Revolution leci do mamy – ja z niej nie korzystam i szkoda, żeby się zmarnowała. Wypiekany róż z Bourjois to must have, zdecydowałam się na odciń 34 Rose D’or i zapłaciłam za niego 26,01 zł. Drugi, również polecany na wielu blogach to Dream Touch Blush z Maybelline w bardzo naturalnym odcieniu 05. Ostanio miałam ochotę wypróbować kremowyc kosmetyków i ten od pierwszego użycia przypadł mi do gustu.

Jeśli chodzi o drugą część promocji to tutaj zdecydowałam się na więcej produktów, aczkolwiek w niższej cenie. Tym razem dla mamy wybrałam lubiany przed nas tusz Loreal Volume Milion Lashes w podstawowej wersji. Jego cena to 31,11 zł, więc taniej niż zamawiamy go przez internet. Odżywka Long 4 Lashes również była objęta promocją i ze względu na to, że sprawdza sie u mnie postanowiłam ją sprezentować i mamie. Na promocji kosztowała 40,79 zł, więc naprawdę taniej niż w wielu dostępnych mi sklepach. Sobie wybrałam bazę pod cienie Wibo za 5,09 zl, bo moja z Paese już dogorywa 😛 Nie szukałam niczego drogiego, bo cienie u mnie naprawdę rzadko wchodzą w rachubę. Do koszyka wrzuciłam też 2 tusze do brwi, bo mam dlugie włoski i takie produkty mnie ciekawiły 😀 Pierwsza po lewej to maskara od Wibo – eyebrow stylist, zdecydowanie tańsza, bo za jedyne 4,83 zł. Na razie mogę o niej powiedzieć tylko tyle, że dobrze utrzymuje włoski w ryzach i ma świetny, popielaty kolor bez rudych tonów. Druga natomoast pochodzi z szafy Loreal i jest to Brow Artist Plumper w kolorze medium/dark. Na początku miałam wziąć transparentną, ale się rozmyśliłam. Jak na razie będzie leżeć nieużywana, bo najpierw chcę wykończyć tą z Wibo. Ta była droższa i kosztowała 18,35 zł. Kolejnym produktem do oczy jest cielista kredka od Max Faxtora na linię wodną w odcieniu 090 natural glaze. Nie mogłam znaleźć takiej, której kolor nie przypominałby korektora, biała natomiast wygląda u mnie nienaturalnie. Zapłaciłam za nią 15,3 zł. Ostatnim kosmetykiem z te kategorii jest eyeliner Wibo, który już miałam i bardzo go lubiłam. W promocji dorwałam go za zawrotną cenę 3,77 zl 😛

Jeśli chodzi o lakiery początkowo zdecydowałam się jedynie na 2 z Wibo, ale przy kolejnej wizycie w Rossmannie nie mogłam się oprzeć kolejnym 3 😛 Takie życie kobiety sroki 😀 Nie chcę jednak dalej się dobijać i duszę w sobie resztki kaca moralnego. Błękit to Wibo granite summer nr 5 i jest to coś w rodzaju lakieru piaskowego, kosztował 3,87. Kolejny z Wibo pochodzi z kolekcji Hello summer i ma przepiękny, różowy – brzoskwionowy kolor. Jego numer to 2, a cena 3,05 zł. Różowy ze środka jest z Rimmela i jest to nr 262 Ring a ring o’roses. Był tańszy niże jego bracia, a jego cena wynosiła 5,61 zł. Jak najbardziej letni kolor 😀 Kolejne 2 może letnie nie są, ale brakowało mi ciemniejszych odcieni.  Ten jaśniejszy to 411 Nacy seal, a grafitowy – 711 Punk rock. Słyszałam na ich temat wiele pozytywnych opinii i mam nadzieję, że u mnie sprawdzą się równie dobrze 😀 Oba kosztowały 9,17 zł.

Ostatnia już kategoria, a zarazem moja ulubiona. Mimo to szału nie ma, sama jestem w szoku 😀 Mateusz namawia mnie na jeszcze 2 pomadki Rouge edition velvet, ale ja dzielnie się opieram 😛 Do koszyka wpadła właśnie wspomniana pomadka Bourjois rouge edition velvet w kolorze 10 – Don’t pink of it. Mam deficyt nudziakowych kolorów, więc ta musiała być moja. Jestem z niej bardzo zadowolona, na pewno pojawi się na blogu recenzja. Jej cena to 26,01 zł, więc naprawdę niemało. Kolejny matowy błyszczyk ze zdjęcia pochodzi z Lovely – extra lasting w nr 2. Kosztował 4,48 zł, więc w porównaniu do poprzednika naprawdę grosze 😛 Zdecydowałam się też na 2 konturówki z Lovely – perfect line, jedną w kolorze fuksji (nr 2), druga to zgaszony róż (nr 1). Są miękkie i fajnie się z nimi pracuje. Ich cena to 3,05 zł. Ostatnią już rzeczą jest pomadka ochronna z Perfecty, której mialam miętową wersję zapachową i którą zabrała mi mama (tak jej się spodobała :P). Z racji tego, że mam miętowe balmi wybrałam tą o zapachu granata i borówki 😀 Również była objęta promocją i kosztowała 7,64 zł.
Jak widzicie, zakupów jest naprawdę sporo. Znowu mam zakaz na kupowanie kosmetyków, dokupię tylko coś do mycia twarzy, bo emulsja z Rossmanna jest na wykończeniu. Rodzice pewnie sobie myślą – syn jest tańszy 😛 Sama twierdzę, że trochę przesadziłam, ale czasu nie da się cofnąć :c
Wy też zaszalałyście? Coś przyciągnęło Waszą uwagę?
Pozdrawiam :3