Wybrany tag

pędzle

Uncategorized

PĘDZLE A’LA REAL TECHNIQUES Z ALIEXPRESS | CZY WARTO?

7 października 2016

Cześć!
Jak wiecie, nie popieram kupowania podróbek, a jeśli decyduję się już na podobny produkt, to wychodzi on z rąk innej firmy i jest po prostu kosmetykiem inspirowanym. Przeglądając Instagram natknęłam się na te pędzle – coś na kształt Real Techniques, jednak nie są one w żaden sposób naznaczone – każdy z nich to no – name. Musicie przyznać, że na zdjęciach wyglądają naprawdę cudownie. A jak sprawują się przy wykonywaniu makijażu? Mogę je polecić, czy raczej powiem, żeby omijać je szerokim łukiem? Jeśli chcecie znaleźć odpowiedzi na te pytania – koniecznie zajrzyjcie do dalszej części tego wpisu 🙂 Zapraszam!

Pędzle zamówiłam jeszcze w wakacje i czekałam mniej więcej miesiąc na to, żeby do mnie przyszły. Zapłaciłam za nie nie więcej niż 5,5 USD. W Polsce za taką samą kwotę miałabym może jeden pędzel Hakuro, ewentualnie dwa, kiedy wybrałabym te do oczu. Czy za tak niską kwotę możemy spodziewać się wysokiej jakości produktu? Czy warto zastanowić się nad zakupem tych pędzli? Niżej opowiem Wam o każdej sztuce, a na koniec podsumuję cały zestaw.

Największy pędzel to ten przeznaczony do pudru. Ma długą rączkę, nieco szpiczastą. Sam jest eliptyczny, zaokrąglony, ma dość długie, ale niezbyt mocno zbite włosie syntetyczne. Jest miękki, ale bardzo sztuczny i plastikowy w dotyku. Można nim fajnie omieść twarz pudrem, ale raczej nie da się go w nią wprasować.

Pędzel do konturowania jest już innego koloru, niż jego poprzednik. Również ma długą rączkę, a włosie jest podobnej jakości. Jest też o wiele krótsze i gęściej osadzone w skuwce. Nabiera produkt, ale nie chce przenieść go na twarz, przez co ciężko wykonuje się nim jakikolwiek makijaż. Tylko w przypadku rozświetlacza radzi sobie jako tako.

Kolejny pędzel ma nieco krótszy trzonek i jest o wiele mniejszy od poprzedników. Ta lekko szpiczasta kuleczka przeznaczona do nakładania różu. Niestety tak jak w przypadku poprzednika – mimo tego, że produkt finalnie ląduje na pędzlu, to nie można przenieść go choćby w 50% na policzki. Skutkuje to tym, że musimy dokładać kilka warstw kosmetyku, żebyśmy mogli cokolwiek na jabłuszkach zobaczyć.

Ostatni pędzel do makijażu twarzy to narzędzie o ciekawym kształcie. Wydaje mi się, że służy do nakładania podkładu – z jednej strony jest płaski, z drugiej, jakby dachówkowaty – na przekroju moglibyśmy dostrzec trójkąt (mam nadzieję, że po moim tłumaczeniu zrozumiecie, jaki to kształt :P). Jest tak samo sztywny i sztuczny jak pozostałe, nie mogę nawet znaleźć dla niego ciekawej funkcji. Można nim ewentualnie przypudrować okolice pod oczami, ale cudów spodziewać się nie należy.

Jeden z trzech pędzli do oczu, które znalazły się w tym zestawie to pędzel do malowania kresek. Tu akurat fakt, że ma prawie plastikowe włosie pomaga – nie wygina się mocno, nie wpija kosmetyku więc łatwo jest nim rozprowadzać kremowe lub żelowe produkty. Używałam go do makijażu ust i jestem zadowolona – jedna z najlepszych sztuk w tym secie.

Mała kuleczka do blendowania to coś, co każda z nas, która wykonuje makijaż oczu, powinna mieć w swojej pędzlowej kolekcji. Tym gagatkiem nałożymy cień na całą powiekę i lekko go rozetrzemy, natomiast do pracy z kilkoma cieniami i budowania wielowymiarowego makijażu się nie nadaje. Moim zdaniem ma zbyt mocno zbite włosie, które jest dodatkowo krótkie i to potęguje ten negatywny efekt. Przez to jest dość sztywny i twardy, a to nie pomaga w tworzeniu płynnych przejść między warstwami.

Ostatni pędzel do oka to nieco spłaszczona, duża kulka. Jego rozmiar jest zdecydowanie zbyt duży to wykonywania makijażu oka, ale jakość wykonania jest nieco inna – na końcu włosie jest rzadsze a przy tym bardziej plastyczne, co ułatwia z nim pracę. Niestety jego rozmiar nie pozwala mi go używać w ten sposób, do jakiego został przeznaczony. Lepiej jest nakładać nim rozświetlacz lub puder w miejscach, które są ciężej dostępne.
 

Jak oceniam cały ten zestaw? Za taką sumę nie powinnam spodziewać się niczego, czego jakość bardzo pozytywnie by mnie zaskoczyła. Pędzle rzeczywiście wyglądają pięknie, ale praktycznie na tym ich użyteczność się kończy. Mają bardzo lekkie, plastikowe trzonki, a ich włosie w ogóle nie przypomina tego, z jakim miałam kontakt – jest sztywne, mało plastyczne i działa na dwa sposoby – albo pobiera produkt i później już go na twarz nie oddaje, albo nie chce zabrać go z opakowania. Plus za to, że trzonki są jednak ładnie wykonane, włosie jak na razie nie wypada i jest równo przycięte i dokładnie zabarwione. Poużywałam ich trochę, ale przyznam, że jestem przyzwyczajona do włosia lepszej jakości, a wcale nie posiadam tym droższych pędzli – moja kolekcja ogranicza się praktycznie do samego Hakuro. Umyję je i będą mi służyły jako ozdoba na biurku i do zdjęć – w tej roli na pewno spiszą się o wiele lepiej 😀
Co sądzicie o takich tanich pędzlach? Czy według Was to podróbka, czy jednak produkt inspirowany?

Pozdrawiam i życzę miłego weekendu! Mam nadzieję, że w przyszłym tygodniu uda mi się publikować posty zgodnie z harmonogramem 🙂

Uncategorized

DDD | ECOSPA | MATRAS | MINTISHOP | Moje zakupy z 1 grudnia

10 grudnia 2015

Cześć!
Jak wiecie, 1 grudnia był dniem darmowej dostawy. Już wcześniej zanotowałam sobie, co chciałabym kupić, żeby znowu nie wydać fortuny na niepotrzebne rzeczy. Na początku nie planowałam zakupów w drogerii Mintishop, ale mój pędzel do pudru z Essence zaczął tracić włosie i niedługo będę musiała go pożegnać :C Stwierdziłam, że czas więc zainwestować w nowy egzemplarz. W Matrasie kupiłam też kilka ksiżżek, ale dzisiaj pokażę Wam tylko jedną, przeznaczoną dla mnie – nie chcę żeby osoby, które mają dostać resztę w formie prezentu dowiedziały się o tym przed czasem 😛 W Ecospa uzupełniłam zapas olejków i postanowiłam w końcu po raz pierwszy wypróbować glinkę i hydrolaty 🙂 Jeśli chcecie przeczytać kilka słów o każdym z produktów – zapraszam do dalszej części wpisu 🙂

Na początku na oku miałam Elementarz Stylu Kasi Tusk (za którą jakoś bardzo nie przepadam, ale podobno książka pięknie wydana :P) lub Love x Style X Life Garance Dore. Nie mogąc się zdecydować na konkretną z nich zapytałam mojej przyjaciółki co o tym sądzi. Stwierdziła, że dobre opinie ma Slow Fashion – Modowa rewolucja Joanny Glogazy i żebym to właśnie na ten tytuł się zdecydowała. Posłuchałam jej i mam nadzieję, że nie będę zawiedziona 😛 Na początku trochę się rozczarowałam, bo książka jest wydana na zwykłym, niezbyt estetycznie wyglądającym papierze. Mam nadzieję, że nadrobi zaległości treścią. Znajdziecie ją w księgarni Matras za niecałe 27 złotych.

Jak wspomniałam we wstępie posta, życie mojego pędzla do pudru z Essence chyba dobiega końca. Zaczęło z niego wypadać włosie i z każdym myciem jest coraz gorzej :C Postanowiłam się zabezpieczyć i tym razem zdecydowałam się na pędzel Hakuro H55. Dodatkowo po filmie Red Lipstick Monster do koszyka wpadł też mniejszy brat do makijażu oka, czyli Hakuro H79.

Hakuro H55 kosztował 41 złotych. Jest świetnie wykonany, żaden włosek nie wystaje poza delikatny łuk. Pędzel jest dość mocno zbity, przez co będzie można wprasować nim puder w twarz i dzięki temu mocniej utrwalić makijaż. Trzonek nie jest długi (ale z tego co wiem dłuższy od tych, które są w pędzlach Zoeva), dlatego pędzel dobrze leży w dłoni. Druga nowość to Hakuro H79, czyli naturalny maluszek do blendowania cieni. Mikołaj doniósł mi, że na święta przyjedzie do mnie nowa paleta, postanowiłam więc zaopatrzyć się w lepszy pędzel do nakładania i rozcierania cieni. Jest to pierwsza sztuka z koziego włosia, jaką mam w swojej kolekcji, mam więc nadzieję, że będę umiała się nią zaopiekować aby długo mi posłużyła.

Największe zamówienie zdecydowanie pochodzi ze strony Ecospa.pl. Od dawna kusiły mnie naturalne produkty, a że polubiłam się z olejkami i kończą mi się moje aktualne sztuki postanowiłam zamówić kolejne. Pierwszy raz zdecydowałam się między innymi hydrolaty. Niestety, wtedy kiedy składałam zamówienie nie  był dostępny hydrolat z czytska, który jest polecany do skóry trądzikowej. Poczytałam trochę na temat każdego z oferty i w końcu wybrałam dwa egzemplarze. Pierwszym z nich jest hydrolat z lipy ekologiczny. Pomaga on łagodzić stany zapalne i zaczerwienienia, które u mnie pojawiają się naprawdę często. 100 mililitrów kosztowało 12,60 zł. Drugim, chyba najdroższym hydrolatem z oferty jest ten neroli, czyli z kwiatu pomarańczy. Działa ściągająco i ma działanie antyseptyczne, przeciwzapalnie i przeciwgrzybicznie. Ma sprawiać, że skóra będzie wyglądała promiennie. Jestem bardzo ciekawa jego działania. Ta buteleczka kosztowała 14,60 zł za 100 mililitrów.

Zamówiłam też w końcu glinki, które dla mojej skłonnej do trądziku i przebarwień skóry mają być wybawieniem. Zdecydowałam się na glinkę żółtą, która jest delikatniejsza niż zielona. Ma najwyższą zawartość żelaza spośród znanych glinek. Ma właściwości remineralizujące, delikatnie oczyszczające i regulujące. Minimalizuje pory i matuje skórę, a ponadto ma działanie przeciwzapalne i detoksykujące. 100 gramów kosztowało 7,90 złotego. Ta, którą widzicie na górze, zapakowana w folijkę, to również 100 gramowa porcja glinki – była dodawana losowo jako gratis.Glinka zielona (moja wersja to Montmorillonite), jest chyba najbardziej znana wśród trądzikowców. Ma właściwości dezynfekujące, absorpcyjne i gojące oczyszczające, ściągające, antybakteryjne, ujędrniające, a także polepszające krążenie i detoksykujące. Pomaga w leczeniu trądziku i wyprysków. Za 100 gramowy słoiczek zapłaciłam 8,40 zł.

Teraz, gdy mam niewiele wyprysków, szczególną uwagę zwracam na regularne złuszczanie naskórka. To dzięki niemu pożegnałam wiele zaskórników na dobre. Powoli pozbywam się też przebarwień potrądzikowych, a różnego rodzaju peelingi mi w tym pomagają. Korund 125 mikronów zamówiłam właśnie w celu wzbogacania peelingów, czy nawet zwykłych żeli do mycia twarzy. 100 gramów kosztowało tylko 5 złotych, a taka ilość starczy mi na wieki. Ziarenka są bardzo drobne i potrafią być wszędzie (jak dobrze się przyjrzycie, znajdziecie je również na zdjęciach xD) , ale czuję, że będą nieźle ścierały martwy naskórek. Na pewno będę próbowała go również na całe ciało.

Ostatnią już porcją kosmetyków naturalnych są oleje i żel aloesowy. Olej konopny polecało mi wiele osób w ramach walki z trądzikiem. Podobno ma nieprzyjemny zapach, ale szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy na skórze. Kosztował 6,90 zł za standardowe 30 mililitrów. Drugim olejkiem jest ten z pestek arbuza. Ma silne działanie nawilżające, ale jest jednym z najlżejszych olei, prze co polecany jest do skóry tłustej, odwodnionej. 30 mililitrowa buteleczka kosztowała 8 złotych. 10 mililitrowy maluszek na końcu to olej z nasion malin. Działa nawilżająco, przeciwalergicznie, przeciwzapalnie, pobudza
regenerację skóry, wspomaga gojenie się ran, działa
przeciwzaskórnikowo
. Jest o wiele droższy od poprzedników, bo kosztuje 7,90 za mniejszą pojemność. Wszystkie oleje mają niską zawartość komedogennych olei, więc powinny się u mnie sprawdzić. 
Ostatnim już produktem jest żel aloesowy, który ma wspomóc mnie w walce z przebarwieniami. Ma on działanie nawilżające, wspomaga odbudowę naskórka, działa antybakteryjnie i przeciwzapalnie a także pobudza produkcję kolagenu. Mam zamiar mieszać go z olejkami. Kosztował 8,90 zł za 30 mililitrów.



To już całe zakupy. Wpadło Wam coś w oko? Zamówiłyście coś podczas dnia darmowej dostawy? Lubicie naturalne kosmetyki?
Pozdrawiam :3
Uncategorized

DRESSLINK | Pędzle Real Techniques za 5,56$ zestaw!

6 września 2015

Hej wszystkim!
Poprawka już za mną i trochę odetchnęłam z ulgą. Co ma być to będzie, teraz nie da się już zmienić ani odpowiedzi, ani arkusza 😛 Studenckie wakacje nadal trwają, w ten weekend szykuje mi się wypad nad morze, więc na pewno zaleję Was zdjęciami. 
Ważną wiadomością jest również to, że Zosia urodziła! Mam w domu trzy małe koteczki. Na szczęście poród odbył się bez komplikacji, a sama mamuśka od razu zaopiekowała się maleństwami. Musicie mi wierzyć na słowo, że są słodkie 😛 Jak podrosną na pewno je tutaj pokażę. 
W dzisiejszym poście chciałam pokazać Wam pędzle, które wybrałam sobie do zrecenzowania w ramach współpracy ze sklepem internetowym dresslink.com. Jeśli jesteście ciekawi mojej opinii na ich temat – zapraszam do dalszej części posta 🙂

Szukałam czegoś właściwego dla siebie i zdecydowałam się na dwa zestawy pędzli, bo to właśnie tych akcesoriów brakowało mi w moim codziennym makijażu. Pierwszy z nich to set o nazwie „travel essentials”. W jego skład wchodzą trzy pędzle, które mają stanowić potrzebne nam minimum na wszelkich wyjazdach. Zestaw kosztuje 5,56 $ i obecnie jest w promocji. Więcej informacji znajdziecie o nim TUTAJ.
Drugi zestaw przeznaczony jest do makijażu oka. W jego skład wchodzi 5 pędzli różnego kształtu i pełniących różne funkcje. Jego nazwa to „starter set” i również kosztuje 5,56$. Jeśli szukacie dokładniejszego opisu, zerknijcie TU.
Pędzle z obu zestawów umieszczone są w praktycznych opakowaniach, które służą zarówno za etui, chronią pędzle przed uszkodzeniami mechanicznymi oraz dzięki nim możemy postawić pędzle na półkę.

Na zestaw „travel essentials” składa się (od lewej):

  • Essential foundation brush – pomarańczowy pędzel, który według producenta ma nam służyć do nakładania podkładu na naszą twarz. Czy jednak jest do tego odpowiednim narzędziem? Moim zdaniem – nie. Nie lubię płaskich, języczkowych pędzli do nakładania płynnych produktów na twarz. W moim makijażu lepiej sprawdza się przy nakładaniu rozświetlacza lub pudrowania okolic pod oczami.
  • Deluxu crease brush – pędzel, który w tym zestawie przeznaczony jest do makijażu oka. Moim zdaniem średnio się do tego nadaje – jest zbyt duży. Możemy nim, według mnie, nałożyć jedynie cień na całą powiekę. Ja znalazłam dla niego inne zastosowanie – nakładam nim rozświetlacz na szczyty kości policzkowych (tak, tak, wiem, że są to kości jarzmowe :P) i sprawdza się wtedy świetnie!
  • Multi task brush – według producenta – pędzel wielozadaniowy. Myślę, że jest to trafne określenie, ponieważ kształt pędzla oraz jego wielkość umożliwiają wykonanie kilku kroków w makijażu. po pierwsze – możemy nim przypudrować całą twarz. Jest dość mocno zbity, przez co dobrze wtłoczy kosmetyk w naszą skórę. Po drugie i trzecie – nakładanie bronzera i róża tym pędzlem to też dobre wyjście. Z całej trójki ten pędzel stał się moim ulubieńcem i to właśnie jego jakość wykonania jest najlepsza.

Na zestaw „starter set” składa się (od lewej):

  • Deluxu crease brush – czyli mój ulubiony pędzel z całej piątki. Można nim nałożyć cień na całą powiekę, zaakcentować wewnętrzny kącik czy podkreślić załamanie. Lubię takie wielozadaniowe akcesoria, bo w podróży mogę ograniczyć ich ilość. Włosie jest bardzo miękkie i elastyczne, dobrze przyjmuje cienie i pozwala na dobre ich rozcieranie.
  • Base shadow brush – pędzel, który ma dla mnie podobne zastosowania do poprzednika. Spełnia się we wszystkich funkcjach znakomicie, z tym wyjątkiem, że jest mniejszy, mniej zbity i bardzie precyzyjny. Z jego pomocą nałożymy cień również na dolną powiekę. Coś w jego środku grucha, ale nie wiem co to jest i co jest tego przyczyną – pędzel i tak działa bez zarzutu, więc staram się nie zwracać na to uwagi 😛
  • Accent brush – pędzel do zadań specjalnych. Jak nazwa wskazuje przeznaczony jest do akcentowania. Ja używam go do nakładania cieni na dolną powiekę i zaznaczania wewnętrznego kącika. Jest sztywny i bardzo zbity. Przypomina zwykły, większy pędzel języczkowy.
  • Fine liner brush – pędzel do kresek. Moim zdaniem nie nadaje się do tej czynności. Ma jedną zasadniczą wadę – jest zbyt duży i zbyt gruby – trzeba byłoby mieć wielkie oczy mutanta żeby ta kreska nie wyglądała na przerysowaną xD Ja używam go do makijażu ust. Kiedy nie mam pod ręką konturówki sprawdza się świetnie, gdy potrzebujemy wykonać precyzyjny makijaż warg.
  • Brow brush – pędzel do brwi. Na mój gust – za wielki, ale da się nim wykonać makijaż, tyle, że niezbyt precyzyjny. Do kreski też się nie nadaje, bo jest zbyt szeroki. Muszę znaleźć dla niego inne zastosowanie.

Jak wspomniałam, pędzle zamknięte są w dwóch etui. Na pierwszy rzut oka widać, że opakowania się od siebie różnią. Jedno jest obite grubym materiałem, a drugie miękką gąbką. Oba jednak dobrze spełniają swoje zadanie i nie pozwalają na uszkodzenie pędzli.

Jeśli miałabym podsumować to, jak wykonane są pędzle – jestem na wielkie tak. Włosie jest miękkie, nie wypada, a trzonki dobrze leżą w dłoni. Pędzle fajnie się piorą i nie tracą przy tym kształtu ani włosia. Pewnie zastanawiacie się, czy są to oryginalne pędzle Real Tecniques? Moim zdaniem tak. Dlaczego więc są takie tanie i można je kupić na stronie chińskiego sklepu? Dlatego, że każdy z nich ma jakiś mały mankament, który jednak nie przeszkadza w użytkowaniu – albo napis jest delikatnie starty, albo farba, którą wykonane są napisy pobrudziła gdzieś pędzel. Jeden, jak wspomniałam wyżej, ma coś w środku, co grzechocze. Według mnie, są to pędzle, które nie przeszły kontroli jakości i nie zostały dopuszczone na rynek.

Podsumowując – są to pędzle bardzo dobrej jakości za niewielkie pieniądze. Jeśli będę miała okazję na pewno dokupię sobie jeszcze jeden zestaw, który pozostał mi do skompletowania kolekcji (pomarańczowy). Mogę Wam je śmiało polecić – nie zawiedziecie się 😀
Jeśli chodzi o kontakt ze sklepem – jest bardzo dobry. Cały zakup nie sprawił mi kłopotów, w każdej chwili mogłam skontaktować się z pracownikiem. Paczka doszła w osiem dni roboczych, a miała przyjść w 10-25 dr, więc jestem tych faktem pozytywnie zaskoczona. Sklep mogę polecić z czystym sercem – jak na razie produkty lepsze niż w BPS.

Co sądzicie na temat tych pędzli? Miałyście okazję współpracować ze sklepem dresslink.com?
Pozdrawiam :3

 Jeśli chcecie dokonać zakupów w wyżej wspomnianym sklepie – skorzystajcie ze zniżki, którą dresslink.com przygotował specjalnie dla moich czytelników.
Uncategorized

Zakupy z Cocolita.pl

11 kwietnia 2014

Hej!
Po kolejnej dłuższej przerwie przychodzę z powrotem 😀 Jak na razie w miarę udaje mi się utrzymać ciągłość postów, ciągle żałuję, że mam tak mało czasu na pisanie, ale przez najbliższy miesiąc, jak zapewne już wiecie, czeka mnie nieustanna nauka 😛
Dzisiaj przyszło do mnie zamówienie z drogerii cocolita.pl.
Jak wspomniałam wcześniej zamawiałam swoje pierwsze pędzle – zestaw 7 z Hakuro. Jak na razie jestem zadowolona, ale nie miałam jeszcze okazji ich przetestować 😛 Jak już wyrobię sobie o nich konkretną opinię, to na pewno na blogu pojawi się recenzja.
Zestaw ten zawiera w sobie 7 pędzli :
*H50s
*H60
*H24
*H77
*H85
*H70
*H80
Przyszły do mnie zapakowane każdy w osobną folijkę, co zabezpieczyło je przed zniszczeniem.
Cena zestawu to 120 zł, ale ja zapłaciłam 108, bo trafiłam na zniżkę 😀

Oprócz tego w zamówieniu znalazły się:
*Mój ulubiony tusz Loreal Volume Milion Lashes, tym razem w wersji Extra Black – jest to mój ulubieniec i nie zamienię go na żaden inny 😀 Kosztował 32,90 zł, a więc dużo taniej niż np. w Rossmannie. Tam cena oscyluje w granicach 50 kilku złotych.
*Paletka Smokey by Technic– specjalnie dla mamy, paletka o zawrotnej cenie 8 złotych. W środku odcienie szarości, idealne do stworzenia makijażu typu Smokey Eyes 😀
To by było na tyle. Jutro jakaś recenzja albo inny post, zależy na co będzie wena 😛
Miałyście może pędzle Hakuro albo któryś z tych produktów? Znacie zamienniki? Polecacie coś innego?
Pozdrawiam :3