Wybrany tag

Paese

Uncategorized

LETNIE NIEZBĘDNIKI | WIBO | LA ROCHE POSAY | URIAGE | PAESE | VICTORIA’S SECRET

12 sierpnia 2016

Hej!
Jestem ciekawa, czy chętniej wykonujecie zabiegi pielęgnacyjne latem, czy zimą? Przyznam, że u mnie różnie z tym bywa – pewne łatwiej przychodzą mi latem, inne zimą. Kiedy jest ciepło nie przepadam za smarowaniem ciała olejami czy balsamami, za to większą uwagę przykuwam do dokładnej depilacji i złuszczania martwego naskórka. Zimą chętniej sięgam po masła do ciała, ale często zapominam o dbaniu o stopy. O skórę twarzy dbam jednakowo – wiem, że kiedy na kilka dni sobie odpuszczę będą na mnie później czekać wypryski, zaskórniki i zanieczyszczona skóra.

Każda pora roku wiąże się u mnie z pewnymi niezbędnikami, o których chciałabym Wam opowiedzieć. Lato kojarzy mi się z konkretnymi kosmetykami i bez nich nie wyobrażam sobie mojego makijażu czy pielęgnacji. Też tak macie? Stosujecie produkty okresowo, czy nie zwracacie większej uwagi na otaczającą Was aurę? Jeśli jesteście ciekawi co znalazło się w przygotowanym przeze mnie zestawieniu – zapraszam dalej 😀

WODA TERMALNA URIAGE – NAJLEPSZA, BO IZOTONICZNA!
Po wodę termalną staram się sięgać regularnie. Nic tak dobrze nie łagodzi podrażnień. Sprawdza się nawet w awaryjnych sytuacjach takich jak lekkie oparzenie, przeholowanie z opalaniem czy ugryzienie komara. 
Zawsze sięgam po wodę Uriage, ponieważ nie wymaga ona osuszania. Nie chcę dodatkowo podrażniać mojej skóry wycieraniem nadmiaru wody – wybieram więc takie, które mają takie samo stężenie soli mineralnych, jakie znajdują się w komórkach naskórka – to zapobiega wysuszaniu skóry, ponieważ proces osmozy nie zachodzi (w wielkim uproszczeniu :P).
Woda termalna z Uriage ma wygodny, sprawnie działający atomizer i niezbyt wysoką cenę – za 150 mililitrową butelkę płacę na promocji od 13 do 15 złotych. Jest wydajna i starcza na długo – zużyłam dopiero 1 opakowanie – starczyło mi na kilka miesięcy 🙂
Zauważyłam też, że po regularnym pryskaniu wodą termalną wypryski na skórze goją się zdecydowanie szybciej.

BIBUŁKI MATUJĄCE WIBO – POGROMCY TŁUSTEJ SKÓRY!

Bibułki matujące to gadżet, którego nie może zabraknąć w mojej wakacyjnej kosmetyczce oraz torebce, którą aktualnie noszę. Może zabraknąć w niej pudru, ale nie tych małych kawałków pergaminu.
Odkąd używam matujących filtrów (o których wspomnę jeszcze w tym poście) nie mam tak dużego problemu z przetłuszczaniem w strefie T. Jeśli do kompletu mam na buzi podkład mineralny – makijaż jest nie do zdarcia i bibułki nie są mi wtedy potrzebne.
Kiedy jestem pomalowana tradycyjnym, płynnym podkładem po kilku godzinach od aplikacji, moje czoło, broda i skrzydełka nosa zaczynają błyszczeć. Nie chcę wtedy używać pudru, bo wiem, że w połączeniu z sebum stworzy on na mojej skórze nieestetycznie wyglądające ciastko. Bibułki matujące rozwiązują sprawę – wybieram te najzwyklejsze, najtańsze, bo wszystkie, moim zdaniem, działają tak samo.

PUDER RYŻOWY (LUB BAMBUSOWY) PAESE – JEDEN, BY SEBUM RZĄDZIĆ
Przyznam szczerze, że po drogeryjne pudry w kompakcie sięgam niezwykle rzadko – zazwyczaj zabieram je tylko na krótkie wyjazdy – za słabo matują moją skórę, a do tego przyczyniają się do zapychania porów. Odkąd poznałam pudry Paese trwały makijaż nie jest dla mnie pojęciem obcym. 
Pudry stosuję pod podkład, kiedy stawiam na minerały oraz na zakończenie w celu utrwalenia podkładów (i drogeryjnych i mineralnych). Bardzo dobrze sprawdzają się w przypadku cer tłustych i mieszanych – trzymają całość w ryzach cały dzień – nie muszę nic poprawiać, a to dla mnie cenna właściwość.
Stosowane z umiarem nie bielą i nie wysuszają, ale u osób wrażliwych mogą przyczynić się do przesuszania skóry. Absorbują sebum, przez co skóra wyświeca się zdecydowanie później. Mają tendencję do podkreślania suchych skórek, ale na szczęście nie mam z nimi ostatnio większych problemów.

MGIEŁKI VICTORIA’S SECRET – UWODZICIELSKIE, INTRYGUJĄCE I PIĘKNIE PACHNĄCE
Latem zdecydowanie częściej sięgam po mgiełki zapachowe – są lekkie, mają świeże zapachy, nie przytłaczają. Niektóre mają jedną wadę  – ich zapach szybko znika :C Niedawno dostałam od Mateusza dwie mgiełki od Victoria’s Secret, które od dłuższego czasu były na mojej chciejliście.
Mango Temptation to zapach słodki, owocowy, idealny na ciepłe dni. Ma w sobie kwaśną nutę hibiskusa i słodycz mango. Jest soczysty, potrafi mnie naładować pozytywną energią. Aqua Kiss to zapach kobiecy, kwiatowy, ale nadal delikatny – nie sposób przejść obok niego obojętnie. Główne utz to stokrotka i frezja. Na mojej skórze utrzymują się dość długo – mniej więcej kilka godzin. Nie są tak intensywne i trwale jak perfumy, ale maja w sobie to coś i kiedy na zewnątrz jest ciepło sięgam po nie zdecydowanie częściej.

LA ROCHE POSAY, ANTHELIOS XL, ŻEL KREM SUCHY W DOTYKU

Filtry to nieodłączni towarzysze mojej porannej pielęgnacji. Odkąd stosuje retinoidy moja skora jest o wiele bardziej narażona na powstawanie przebarwień. Wole zapobiegać, niż leczyć, wiec praktycznie każdego dnia nakładam na twarz filtr z SPF 50+. Te z La Roche Posay sa moimi ulubionymi – nie bielą skory, nie tworzą smug, a do tego wzdłużają trwałość makijażu – moja skora dzięki nim praktycznie w ogóle się nie świeci. Nie zapychają i skutecznie chronią – za to je lubię!
Jakie są Wasze kosmetyczne niezbędniki, których używacie latem? Postaram się odwiedzać Wasze blogi, ale komentarze będę zamieszczać niestety bez polskich znaków :C
Pozdrawiam :*
Uncategorized

[RECENZJE] Paese, Puder bambusowy z jedwabiem

22 czerwca 2015
Hej!
Znowu będę Was zanudzać i straszyć starymi zdjęciami, jednak ten produkt jest na tyle warty opisu i uwagi, że muszę poświęcić estetykę. Treść jest ważniejsza 😛 Mam już drugie opakowanie tego puru i na pewno nie będzie ono ostatnim 😀 Na mojej mieszanej cerze sprawdza się idealnie – strefa T jest długo utrzymana w ryzach. Wkradł się tutaj mały spoiler, bo zdradziłam Wam moją opinię na temat bambusowego pudru z jedwabiem od Paese, ale mam nadzieję, że nie zniechęci Was do do przejścia ku dalszej części posta! Zapraszam :3

Dedykowany do cery tłustej, mieszanej, z nadprodukcją sebum.
Puder bambusowy z jedwabiem stosowany jako naturalny puder sypki, zapewnia najwyższy stopień zmatowienia. Wygładza skórę i nadaje jej delikatnej poświaty, bez jednoczesnego efektu kryjącego. 
Puder bambusowy zawiera ponad 90% krzemionki, która silnie absorbuje sebum, działa antybakteryjnie, łagodząco, wspomaga gojenie i reguluje aktywność gruczołów łojowych. Krzemionka rozprasza światło, co prowadzi do optycznego zmniejszenia zmarszczek i drobnych defektów skóry oraz daje efekt soft focus, dlatego też jest często stosowana samodzielnie przez fotografików, charakteryzatorów i wizażystów.
Puder wzbogacony został luksusowym jedwabiem w proszku, który ma właściwości nawilżające oraz nadaje cerze delikatny blask, zmiękczając rysy skóry oraz zmniejszając widoczność zmarszczek. Bez talku i parabenów.

Opakowannie, które widzicie na tych zdjęciach jest jeszcze starej generacji. Można było na nie ponarzekać, bo gdy produktu było dużo wysypywała się go zbyt wielka ilość, co raczej nie jest pójściem nam na rękę. Mimo tego było dość solidne i mimo kilku upadków przeżyło – zawartość również. Teraz firma zmieniła opakowanie i jest ono na pewno łatwiejsze w użyciu, gdyż możemy łatwiej dozować ilość potrzebnego produktu. Nowy mechanizm przypomina mi ten z podkładów mineralnych Lily Lolo. Zmiana jak dla mnie na plus. Pojemność starego opakowania to 15g, natomiast nowego – 8 gramów (tak przynajmniej napisane jest na stronie producenta). 2 – krotnie mniej produktu za wyższą cenę? Tego osobiście nie pochwalam.

[EDIT] Na opakowaniu, które znalazłam pojemność określona jest na 8 g 😀 Jednak Paese nas nie ozukuje 😛

30 mililitrów tego produktu starczyło mi na ponad 6 miesięcy codziennego użytkowania. Uważam że jest to naprawdę długi okres czasu i w tej kwestii produkt mnie nie zawiódł.
Jeśli chodzi o trwałość. Puder matuje moją twarz na dłużej niż robią to drogeryjne podkłady prasowane, które miałam okazję testować. Policzki trzymają się suer cały dzień, natomiast ze strefą T mam trochę więcej problemów. Wystarczą jednak same bibułki matujące lub kawałek pepieru – nie potrzeba go przypudrowywać, przynajmniej ja nie mam takiej potrzeby 😀 

Skład bardzo prosty, znajduje się w nim tylko 5 półproduktów, jeżeli mogę je tak nazwać 😛 Na pierwszym miejscu mamy puder bambusowy, czyli to, co mówi nam nazwa kosmetyku. Dalej stearynian magnezu, czyli poplularny składnik zasypek dla dzieci, czy właśnie pudrów – jest to polepszacz przyczepności, co w kwestii takiego produktu jest naprawdę ważne. Kolejnym składnikiem jest tutaj puder jedwabny, czyli producent nie oszukał nas w kwestii zawartości tego dodatku. Na 4 i 5 miejscu mamy dwa konserwanty, oba dozwolone, z czego ostatni działa nawet lekko nawilżająco. Jak dla mnie skład fajny, prosty, nie ma tu zbędnych udziwnień, czy substancji, kótre mogłyby nas zapychać jak to jest w przypadku stosowania pudrów drogeryjnych marek.

Puder jest bardzo drobno zmielony, jest to delikatny, biały proszek. Nie bieli twarzy, nie jest bardzo widoczny, ale ma tendencje do delikatnego osadzania się na włoskach. Dobrze się z nim współpracuje, nie ma problemów z osadzaniem się na pędzlu. 
Stacjonarnie puder jest dość ciężko dostępny. Nie widziałam go w żadnej bydgoskiej drogerii. Za to w internecie można znaleźć go łatwo, czy to na stronie producenta, czy w innych sklepach z kosmetykami. Ja zawsze zamawiam go z innymi zakupami na kosmetykach z Ameryki.

Ja kupowałam go za około 20-25 złotych, zależy jak duży rabar został naiczony na moje zamówienie. Na stronie producenta jest za 45 złotych i polecam go szukać w innych miejscach, żeby po prostu nie przepłacać, bo po co? ;P
Jestem z tego pudru bardzo zadowolona. Jest to mój ulubieniec od dłuższego czasu. Wydajny, dobrze matuje skórę. Producent zapewnia nas, że skóra będzie wyglądała naturalnie i zgadzam sie z tym. Cenię go również za to, że mnie nie zapycha. Przedłuża trwałość każdego podkładu na jaki go nakładałam. NIe tworzy efektu maski. Przez kilka pierwszych minut mat może wydawać się płaski, a twarz na zmęczoną, ale mija to po chwili od aplikacji. Może odrobinę wysuszać przy długim stosowaniu, ale moja skóra za bardzo na tym nie ucierpiała. Mam w zapasach opakowanie ze starej wersji i ubolewam nad tym, że opakowanie jest trochę niewydodne w użytkowaniu, przynajmniej na począku. Właściwości tego kosmetyku jednak rekompensują mi wady pudełeczka. Polecam 😀
Jak tylko skończę opakowanie, które mam pozostawione w zapasach na pewno siegnę po następne. Chyba, że znajdę coś lepszego, ale w to na razie wątpię 😛 Zastanawiam się jeszcze nad wersją ryżową, może to właśnie ona będzie następna?

Lubicie takie produkty? Potrzebujecie zmatowienia na dłużej? Testowałyście?
Pozdrawiam, biegnę na spożywcze zakupy i siadam do nauki do ostatniego egzaminu 😀 Pa!
Uncategorized

Kosmetyczni ulubieńcy maja

31 maja 2014
Hej 😀
Dobiega koniec miesiąca i po aktualizacji włosowej postanowiłam opublikować na blogu moich ulubieńców maja. Starałam się, aby były to nowe produkty, które nie pojawiły się we wcześniejszych miesiącach.  Mam nadzieję, że znajdziecie tu coś, czego jeszcze nie znacie, a może warto byłoby wypróbować.
Zapraszam do czytania.
Po pierwsze moich ulubieńców podzieliłam na trzy katergorie. Pierwsza z nich to 
AKCESORIA

Pierwszym akcesorum o którym chciałam wspomnieć jest mój ukochany tangle teezer. Nie wyobrażam sobie bez tej szczotki mojego dnia. Dzięki niej nie wyrywam sobie włosów, są one pięknie rozdzielone, a kiedy przeczeszę nią kosmyki są one ułożone i ładnie wygładzone.
Następnie moim ulubieńcem było urządzenie do czyszczenia i pielęgnacji twarzy z Biedronki. Szczoteczki używałam kiedy potrzebowałam czegoś w stylu peelingu, natomiast głowicy masującej kiedy nakładałam maseczki, żeby wzmocnić ich działanie. Sprawdzała się w tej kwestii bardzo fajnie, teraz, niestety wyczerpały się baterie, a ja zapominam ich dokupić :p
Ostatnimi z tej kategorii są pędzle z Hakuro. Jest to zestaw 7 pędzli: 
– H50s: pędzel do podkładu
– H24: pędzel do konturowania, różu 
– H78: pędzel do smużenia
– H77: pędzel „puchacz” do rozcierania
– H85: pędzel do brwi, eyelinera
– H70: pędzel do nakładania cieni
– H60: pędzel do korektora
Sprawdzają się świetnie, a wykonywanie makijażu dzięki nim jest dużo łatwiejsze. Ogólnie nie mam z nimi większych problemów – podczas prania nie wypada włosie, ładnie wpracowują cienie czy podkład. Ogólnie bardzo polecam, bo jakość wykonania jest naprawdę adekwatna do ceny.
Następna kategoria to

PIELĘGNACJA

Tutaj jak zwykle najwięcej prokuktów 😀 Z tego to już chyba jestem znana 😛
Na pierwszy ogień idzie szampon z Alterry – orzech makadamia i figa. Nie ma w składzie SLS, dobrze się pieni, fajnie pielęgnuje włosy. Nigdy mi ich nie plątał ani nie wysuszał. Sprawdza się bardzi fajnie. Do tego cena na promocji jest dość niska – około 5-6 złotych.
Kolejnym produktem jest serum – kuracja z olejem arganowym. Stosuję je na końcówki i świetnie je zabezpiecza i „skleja” zapobiegając rozdwajaniu się. Jego zapach jest obłędny a cena śmiesznie niska. W zestawie z ampułkami z tej samej kuracji kosztował 6 złotych.
Jeśli chodzi o pielęgnację moich dłoni to świetnie sprawdza się krem z Isany z 5% stężeniem mocznika. Często stosuję go na noc, gdyż jest mocno nawilżającą emulsją. Zostawia lepką wasrtwę, ale wybaczam mu to ze względu na działanie. Zapach nie do końca mi odpowiada, ale po pewnym czasie ultania się, więc również jestem skłonna przymknąć na to oko. Samo dzialanie na 5+.
Aby wzmocnić paznokcie nadal stosuję odżywkę z Sally Hansen Maximum Growth. Moje paznokcie ją tolerują, a ja nie chcę eksperymentować. Dzięki niej wzrost mojej płytki jest dużo szybszy, nie powoduje uczuleń czy podrażnień. Gdy pomaluję nią paznokcie wyglądają one na zdrowe a do tego pięknie błyszczą. Nie miałam jeszcze tak nabłyszczającej odżywki 😀
Do olejowania włosów czy paznokci w tym miesiącu najczęściej stosowałam oliwkę z Babydream. Pachnie małym dzieciaczkiem, choć zapach jest delikatnie chemiczny. Bardzo dobrze wygładza włosy, sprawia że są one dociążone, ale nadal sypkie. Co do paznokci dobrze nawilża skorki i całą skórę dłoni. Paznokcie po nim ładnie wyglądają, podrażnienia i przesuszenia dłoni mijają. Ja mam jego mini wersję.
Ostatnim produktem z tej katergorii jest wcierka Jantar. Wzmocniła moje włosy, wypadanie już ograniczyło się, a stosuję ją dopiero od dwóch tygodni. Codziennie wsmarowuję ją w skalp. Przyśpiesza przyrost włosów a moje babyhair stają się coraz dłuższe. Cieszę się, że w końcu ją znalazłam, bo jej dostępność jest naprawdę koszmarna. Znalazłam ją w mniejszej drogerii, bodajże Drogeriach Polskich na stoisku farmony. Zużyłam 1/3 buteleczki.
Ostatnią już kategorią jest
KOLORÓWKA
Tutaj produktów jest 5. 
Moim ulubieńcem wszech czasów jest tusz do rzęs Loreal Volume Milion Lashes, tutaj w wersji Extra Black. Wydłuża moje rzęsy, rodziela je i pogrubia. Sprawdza się znakomicie, nie kruszy się, nie osypuje. Do tego nie zasycha zbyt szybko w opakowaniu i jest długo przydatny do użycia. Mój hit.

Kolejnym produktem jest baza pod cienie z firmy Paese. Mówić krótko, zwięźle i na temat – podbija kolor cieni, mimo mojej tłustej i opadającej powieki cienie utrzymują się dzięki niej cąły dzień  i nie bledną. Mój hit, dzieki niej zaczęłam naprawdę lubić cienie. Wcześniej rolowały mi się w załamaniu i nie miałam z ich noszenia żadnej przyjemności.
Do podkreślenia brwi używałam w tym miesiacu Maybelline Color Tattoo 40 – Pernament Taupe. Kolor jest piękny i zimny, konsystencja w sam raz, łatwo się z nią współpracuje. na brwiach ten cień / farbka utrzymuje się cały dzień i nie rozmazuje się, co jest wielkim plusem. Cena jest niezła, a produkt ten jest porównywalny do Aqua Brow, a ten produkt jest o wiele droższy.
Szminką do ust, chyba moją ulubioną tak w ogóle jest pomadka z Rimmela z serii Kate. Jest to kolor 020. Bardzo chłodny róż, a raczej fuksja. Pięknie prezentuje się na ustach, daje półmatowy efekt, nie wychodzi poza kształt ust. Do tego barwnik wpija się w usta i nawet kiedy ta szminka schodzi z ust, nadal wygląda dobrze. Zachowuje się jak Liptint.

Ostatnią już rzeczą jest paletka Sleek Del Mar. Kolory są piękne i nasycone. Idealne na lato. Testowałam już prawie każdy z nich – można stworzyć milion kombinacji makijażu. Serdecznie ją polceam, bo kolory są niebanalne i każdy znajdzie tu coś ciekawego dla siebie.

To by było na tyle 😀
Mam nadzieję, że post wam się podobał.
Testowałyście któryś z tych produktów? A może macie już u siebie post o ulubieńcach? Chętnie się z nimi zapoznam 😀

Pozdrawiam
Uncategorized

[Haul] Kosmetyczna gazetka Biedronki i zamówienie z kosmetykizameryki.pl

10 maja 2014
Hej!
Matura, na której najbardziej mi zależy tuż tuż, więc nie wiem czy pojawi się tutaj coś jeszcze w tym tygodniu. Wczoraj przyszła do mnie paczka z kosmetykizameryki.pl, w czwartek robiłam zakupy w Biedronce więc pochwalę się Wam co złowiłam przez te 2 dni 😀

W Biedronce kupiłam na początku zestaw z olejkiem arganowym do włosów z Marion – myślałam, że te produkty są sprzedawane oddzielnie, przy kasie okazało się jednak co innego. Najbardziej zależało mi na tym serum/olejku – chcę zabezpieczać swoje końcówki dopóki nie zetnę włosów do takiej długości, że będą już zdrowe (nadal boryka się z sianem po farbowaniu, na to nic nie pomoże, trzeba to po prostu systematycznie ścinać).  Kosztowała ona 6,89, więc nie jest to bajońska suma za 5 ampułek i 50 mililitrów olejku.

Sięgnęłam też po 3 saszetki z Biovaxa, każda za 1,99 zł. Tych masek jeszcze nie testowałam, a szukam tej najlepszej, z którą moje włosy najbardziej się polubią. Jak na razie najlepiej przypasowała im maska z olejami. Moje włosy skłaniają się ku emolientom i humektantom a nie proteinom, chociaż od czasu do czasu i tak je stosuję.
Po namyślę sięgnęłam tez po aktywne serum do rzęs i regenerujący krem do rzęs od L’biotici. Słyszałam, że coś tam działa, chcę spróbować co mi to da, bo w planach i tak mam zakup odżywki z AA Oceanic Long 4Lashes. Te tutaj, kosztowały 7,99 zł każda, więc też nie jest to zbyt dużo.
Tutaj natomiast widać moje (i mamy) zamówienie z internetowej drogeii.
Trochę tego jest, a miało być mało 😛 Nie potrafię się czasem powstrzymać przed zakupem jakiejś nowinki 😀 Jak to każda kobieta, czasem mam potrzeby – raz nie kupuję nic przed długi okres czasu, a potem nadrabiam 😛

Zdecydowałam się na paletkę Sleek Del Mar, która kosztowała 37,50 zł. Kolory ujęły mnie, są letnie, a wiele z nich pasuje do niebieskiej tęczówki jaką posiadam. Już testowałam, kolory są pięknie nasycone, a cienie nie osypują się aż tak bardzo. Do koszyka wrzuciłam też bazę pod cienie z rodzimej formy Paese. Słyszałam o niej wiele dobrego, a ja dopiero zaczynam przygodę z makijażem, więc nie chciałam inwestować w coś droższego. Jej cena to około 12 zł. Kolejnym produktem dla mnie był lakier Manhattan – kolor boski! Uwielbiam takie na paznokciach od czasu do czasu 😀 Kosztował 3,99.
Mama natomiast wybrała Puder z Loreala. Miałam kiedyś taki sam, pan u którego go kupiłam wcisnął mi za ciemny kolor a ja oczywiście nie spojrzałam, bo upominałam się o najjaśniejszy… Zaczęła go więc używać mama i się jej spodobał :D. Kosztował coś około 25 zł, nie pamiętam dokładnie. Wybrała dla siebie też dwukolorowy róż z Maybelline – ma bardzo ładny, soczysty, wiosenny kolor 😀 Kosztował 8,99 zł. Ostatnim produktem jest błyszczyk z Manhattanu Lip Jelly – pachnie pięknie, żelkami 😀 Kosztował 4,99 zł.
Dodatkowo wzięłam także duży słoik oleju kokosowego za 14,99 zł. Wybrałam go po to, aby wsmarowywać w skórę i włosy. Słyszałam, że sprawdza się też znakomicie w kuchni 😀

Tu jeszcze dwa zdjęcia paletki. Kolory naprawdę przypadły mi do gustu. Paletka w takim samym stylu jak reszta, zaznaczony jest tylko fakt, że to wersja limitowana. Ma jeden minus – strasznie ciężko mi ją otworzyć :C

To by było na tyle z moich zakupów. Wiem, że Haule wam się podobają 😀

Kupiłyście coś z nowej gazetki Biedronki? Jak nie, koniecznie sprawdźcie bo są tam naprawdę fajne produkty.
Przypominam o rozdaniu – więcej informacji  TU.