Wybrany tag

nivea

Uncategorized

PROJEKT DENKO | LIPIEC 2017

7 sierpnia 2017
projekt denko lipiec 2017 elfnaczi

Cześć!
Wakacje to czas, w którym dni mijają mi tak szybko, że ciężko mi stwierdzić, który mamy dzisiaj 😛 Lipiec przeleciał mi przez palce – końcówka sesji, chwila oddechu i praktyki – było intensywnie, ale jakże produktywnie – nauczyłam się wielu nowych rzeczy, poznałam inspirujących ludzi – cenię takie momenty i staram się stwarzać ku nim jak najwięcej okazji.
Dziś na blogu poopowiadam Wam o kilku zużytych w lipcu kosmetykach. Nie było tego dużo, ale znalazło się tu kilka perełek, a także kosmetyków, do których lubię wracać. Jesteście ciekawi, co dobiło dna? Czy warto zaopatrzyć się w jakiś kosmetyk z tej listy? Zapraszam!

ISANA, OLEJEK POD PRYSZNIC Z NATURALNYMI OLEJAMI I WITAMINĄ E GARNIER, ANTYPERSPIRANT NEO FRESH BLOSSOM ALVERDE, RELAX PFLEGEOL WILDROSE SANDDORN | RELAKSUJĄCY OLEJEK Z DZIKIEJ RÓŻY I ROKITNIKA  NIVEA, ŻEL POD PRYSZNIC CARE & STARFRUIT O ZAPACHU KARAMBOLI
  • CIAŁO

ISANA, OLEJEK POD PRYSZNIC Z NATURALNYMI OLEJAMI I WITAMINĄ E

Kiedyś używałam tego olejku tak, jak zaleca producent, czyli pod prysznic, ale wolę jednak rozwiązania, które raczę mnie pięknymi zapachami – nawet kosztem tego, że muszę po nich nabalsamować ciało. Po produkt ten sięgam jednak regularnie – służy mi od dłuższego czasu jako produkt do mycia pędzli. Szybko i dokładnie usuwa wszelkie zanieczyszczania w postaci podkładu, pudru, szminek czy cieni do powiek. Domywa pędzle zarówno z włosia syntetycznego, jak i naturalnego. Brud na gąbeczkach typu Beauty Blender też nie jest mu straszny 😀 Nie powoduje, że włosie robi się sztywne, czy zaczyna się kruszyć, a to dla mnie ważny aspekt. Jest tani i na pewno jeszcze do niego wrócę ♥ To mój ulubiony kosmetyk do czyszczenia przyrządów do makijażu.

GARNIER, ANTYPERSPIRANT NEO FRESH BLOSSOM

Jeden z moich ulubionych antyperspirantów. Co nie raz do nich wracam – lubię ten aplikator i intensywne, owocowe zapachy, które długo się utrzymują, ale nie wchodzą w kooperację z perfumami, które aktualnie noszę. Minusem dla niektórych z Was będzie to, że zawiera sól aluminium. Niewątpliwą zaletą jest fakt, że wysoko w składzie występuje olej kokosowy, który działa antybakteryjnie i neutralizuje podrażnienia. Nie pocę się mocno, a są dni, kiedy ten antyperspirant niestety nie daje rady. Wydaje mi się, że wersja w kremie ma lepsze działanie i jest po prostu skuteczniejsza. Zużyłam dwa czy trzy opakowania i nie wiem, czy jeszcze po niego sięgnę.

ALVERDE, RELAX PFLEGEOL WILDROSE SANDDORN | RELAKSUJĄCY OLEJEK Z DZIKIEJ RÓŻY I ROKITNIKA

Alverde to marka często porównywana do Alterry, która jest dostępna w polskich Rossmannach. Olejek stał u mnie już półtorej roku i w końcu postanowiłam wziąć się za jego zużywanie. Jest to produkt odpowiedni dla wegan, ma przyjazny dla skory skład. Używałam go na kilka sposobów – służył mi do rozpuszczania makijażu jako pierwszy etap wieczornego oczyszczania twarzy, stosowałam go do ciała i olejowania włosów. W każdym z tych trzech sposobów dobrze się sprawdził i nie mogłam na niego narzekać. 100 mililitrową buteleczkę zużyłam z przyjemnością, teraz testuję inną wersję, której nazwy teraz nie pamiętam 😛 Podoba mi się opakowanie z pompką, która może nie działa idealnie (wylewa się wokół niej trochę oleju), ale pozwala zaoszczędzić sporą ilość produktu. Zapach był dość mocny, ale szybko się ulatniał, w ogóle nie przypominał mi róży. Dobrze się wchłaniał, nie zapychał i nie powodował szybszego przetłuszczania się włosów. Do tego nie był drogi. Polecam. Niżej wstawiam skład 🙂
Helianthus Annuus Seed Oil*, Glycine Soja Oil*, Vitis Vinifera Seed Oil,
Olea Europaea Fruit Oil*, Parfum**, Prunus Amygdalus Dulcis Oil,
Simmondsia Chinensis Seed Oil*, Rosa Canina Fruit Oil*, Hippophae
Rhamnoides Oil*, Tocopherol, Helianthus Annuus Seed Oil, Geraniol**,
Citronellol**, Limonene**, Linalool**, Citral**.

NIVEA, ŻEL POD PRYSZNIC CARE & STARFRUIT O ZAPACHU KARAMBOLI

Jeśli chodzi o drogeryjne żele pod prysznic to jestem fanką tych z Isany, Alterry oraz Dove. Reszta ma całkiem ładne zapachy, ale wysuszają mnie tak samo, jak najtańsze z Isany, więc rzadko po nie sięgam. Temu nie mogłam się jednak oprzeć – uwielbiam zapach karamboli w kosmetykach. Ten żel był bardziej kremowy od standardowych, nazwałabym go bardziej mleczkiem, niż żelem. Pięknie pachniał – orzeźwiająco, owocowo, to aromat idealny na lato – pobudzający zmysły. Żel pod koniec stosowania trochę mnie wysuszał, głównie przez fakt, iż zawierał SLS. To jedyna wersja zapachowa z Nivei, do której lubię wracać. Może nie jest to ideał, ale żele mają przede wszystkim myć i ładnie pachnieć – ten oba założenia spełnia 😛 Pewnie wrócę ponownie.

NATURALIS, WIESIOŁKOWY TONIK DO TWARZY SELFIE PROJECT, PŁYN MICELARNY DO SKÓRY MŁODEJ Z NIEDOSKONAŁOŚCIAMI BIELENDA, MASKA DO TWARZY BLUE DETOX DETOX & NAWILŻANIE  NACOMI, ARGANOWY KREM POD OCZY Z OLEJEM Z PESTEK WINOGRON

  • TWARZ

NATURALIS, WIESIOŁKOWY TONIK DO TWARZY

To tonik, który znalazłam kilka miesięcy temu w pudełku Liferia. Sceptycznie do niego podeszłam – szata graficzna nie zachęca, więc moje pierwsze wrażenie było takie sobie. Ostatecznie okazało się, że to dobry kosmetyk, który nie podrażnia skóry twarzy i rzeczywiście dobrze ją tonizuje. Po użyciu moja twarz zawsze była ukojona i mniej reaktywna, a także ściągnięta, a głównie na tym zależy mi kiedy sięgam po tonik. Miał przyjemny zapach, skład również należał do tych lepszych, ale nadal nie można nazwać go naturalnym hitem. To średniak, miło mi się go używało, ale raczej do niego nie wrócę. Lubię testować nowe toniki i rzadko w mojej kosmetyczce ląduje po raz drugi taka sama sztuka.

SELFIE PROJECT, PŁYN MICELARNY DO SKÓRY MŁODEJ Z NIEDOSKONAŁOŚCIAMI

W kwestii demakijażu mam już kilka ulubionych produktów, ale lubię szukać nowych hitów, dlatego nie zamykam się na nowości, które do mnie trafiają. Płyn z Selfie Project dostałam na spotkaniu blogerek, które odbyło się w lutym. Miał dłużej poczekać na swoją kolej, ale niestety upuściłam go i pękła plastikowa zatyczka – nie chciałam zostawiać kosmetyku, który ma kontakt z powietrzem w zapasach, więc postanowiłam jak najszybciej go zużyć. To, co jest niewątpliwym jego plusem to fakt, że zawiera sok z aloesu oraz cynk, które pozytywnie wpływają na skórę trądzikową. Podsuszają zmiany, przyspieszają ich gojenie i normalizują wydzielanie sebum. Płyn miał miły, świeży zapach, który dobrze mi się kojarzył. Ze zmywaniem makijażu twarzy radził sobie dobrze, natomiast oczy były dla niego problemem. Niestety potrafił mnie podrażnić o podszczypywać, dlatego już do niego nie wrócę. Może dla osób z mniej wrażliwą skórą, szczególnie powiek, się sprawdzi. A może po prostu jestem na niego za stara? 😛

BIELENDA, MASKA DO TWARZY BLUE DETOX DETOX & NAWILŻANIE

Maskę tę opisywałam Wam pokrótce na Instagramie. U mnie ta seria metaliczna jak na razie średnio się sprawdza. Owszem, maska wygląda super, ale samo działanie jest średnie i nie zaskakuje niczym pozytywnym. Mam skórę mieszaną i odwodnioną, więc od masek wymagam dobrego nawilżania bez zapychania skóry. Ta maska niestety nie nawilżała w znaczącym stopniu, choć było ono lekko widoczne. Po jej zmyciu skóra była ściągnięta  i lekko zaczerwieniona, co niestety często mi się zdarza. Znam lepsze maski i do tej raczej nie wrócę. Mam jeszcze dwie w zapasie – złotą i srebrną i najpewniej na tym moja przygoda z tą serią się skończy.

NACOMI, ARGANOWY KREM POD OCZY Z OLEJEM Z PESTEK WINOGRON

Ten krem to mój ulubieniec na noc. Ma treściwą, dość tłustą konsystencję, a nałożony grubszą warstwą sprawia, że skóra w tej delikatnej i wrażliwej okolicy jest nawilżona i ukojona. Nie podrażnia i nie powoduje łzawienia, jest praktycznie bezzapachowy. Skład określiłabym mianem bardzo naturalnego i przyjaznego dla skóry, co w stosunku do ceny tego produktu jest świetnym osiągnięciem.  Dość dobrze się wchłania. Nie zauważyłam spektakularnego działania na cienie pod oczami. Może słoiczek nie jest najbardziej higieniczną i wygodną formą opakowania dla kremu pod oczy, ale ja się  już do niego przyzwyczaiłam. Szukam dla niego godnego zamiennika. Kiedyś na pewno wrócę.

  • RECENZJĘ ARGANOWEGO KREMU POD OCZY ZNAJDZIECIE tutaj.

ECO LABORATORIE, SZAMPON NORMALIZUJĄCY DO WŁOSÓW PRZETŁUSZCZAJĄCYCH SIĘ

  • WŁOSY

ECO LABORATORIE, SZAMPON NORMALIZUJĄCY DO WŁOSÓW PRZETŁUSZCZAJĄCYCH SIĘ

To jeden z moich pierwszych szamponów bez SLS/SLES i ich pochodnych. Na początku sceptycznie do niego podeszłam, myślałam, że delikatny szampon nie poradzi sobie z moimi przetłuszczającymi się włosami. Ostatecznie bardzo go polubiłam. Dobrze się pienił, świetnie oczyszczał, mogłam myć włosy co dwa dni, czyli tak jak normalnie i nie były one nieświeże. Nie wysuszał kosmyków ani skóry głowy, domywał oleje. Przy dłuższym, regularnym stosowaniu rzeczywiście wykazywał lekkie działanie regulujące. Zawiera w składzie oleje i ekstrakty m.in z pigwy, oczaru wirginijskiego i imbiru, które normalizują przetłuszczanie się i podnoszą witalność włosa na długości. Szampon nie był drogi, do tego jest w ponad 97% złożony z substancji pochodzenia naturalnego, dlatego na pewno jeszcze do niego wrócę.
Wpadło Wam coś w oko? Używałyście któregoś z tych kosmetyków?
Pozdrawiam!
TRĄDZIK

JAK ZMIENIŁA SIĘ MOJA TWARZ W CIĄGU 4 MIESIĘCY + WIZYTA U DERMATOLOGA

29 grudnia 2015
jak walczyć z trądzikiem? 4 miesiące leczenia yrądziku, odpowiednia pielęgnacja, wizbyta u dermatologa
Hej!
Jak wiecie, borykam się z problemem trądziku. Jest on moim największym kompleksem – może wychodzenie do ludzi bez makijażu nigdy nie było dla mnie problemem, ale dyskomfort podczas takich sytuacji pozostał do dziś. Jest to choroba przewlekła, nawracająca, która dotyka wiele osób w wieku nastoletnim lub późniejszym.
Jeśli chodzi o mój przypadek – do czerwca moja skóra wyglądała cudownie – pozbywałam się tylko bladych przebarwień, które mogłam policzyć na palcach jednej ręki. W sierpniu zaczęło się coś psuć i postanowiłam bliżej przyjrzeć się mojej pielęgnacji – jeśli jesteście ciekawi, co działo się ze skórą mojej twarzy w ciągu ostatnich 4 miesięcy, jak się zmieniał jej stan oraz pielęgnacja – zapraszam dalej 😉

Czytaj dalej

Uncategorized

PROJEKT DENKO | Wykończeni w październiku i listopadzie

28 listopada 2015

Hej!
Nie wiem czy Wy też tak macie, ale ja mam ogromną satysfakcję z  tego, że udało mi się wykończyć jakiś produkt. Po rozpoczęciu przygody z blogowaniem na poważnie miałam tendencję do otwierania kilku opakowań kosmetyku tego samego typu – czy to szamponu, czy balsamu. Wiązało się to z długim czasem używania kosmetyków. Na półkach piętrzyły się wieżyczki zbudowane z masek do włosów i pomadek do ust, a ja ciągle dokupowałam nowe rzeczy – przeczytałam recenzję i coś mnie zaciekawiło, promocje w sklepach też często kusiły. Zmobilizowałam się jednak do zrobienia porządku i skutecznie uszczuplam swoje zapasy. Dziś chciałam Wam pokazać pudełka po produktach zużytych w ciągu ostatnich dwóch miesięcy. Zapraszam 🙂

CIAŁO:

DOVE, GO FRESH, OGÓREK I ZIELONA HERBATA
O żelach Dove wspominałam na łamach bloga już kilka razy. Kupując pierwszy podchodziłam do całej sprawy sceptycznie, ale teraz muszę szczerze przyznać, że jestem nimi zachwycona. Moja skóra w końcu nie jest wysuszona, a balsamowanie, czy olejowanie ciała co 2 dni w zupełności wystarcza – pozbyłam się już bardzo suchych miejsc na ciele (pozostało kilka, ale taka już moja uroda 😛 poza tym i tak wyglądają zdecydowanie lepiej niż kiedyś). Żele świetnie się pienią i mają kremową konsystencję. Skóra po ich użyciu jest miękka i nie można mówić o uczuciu ściągnięcia. Do tego przez kilkadziesiąt minut i na nas i w łazience unosi się piękny zapach – w tym wypadku świeżego ogórka i trawy cytrynowej. Polecam!
BABYDREAM, OLEJEK DO CIAŁA
Olejek ten zabierałam ze sobą w podróże ze względu na jego niewielkie rozmiary. Olejowałam nim zarówno ciało, jak i włosy i w obu przypadkach sprawdził się doskonale. Włosy były miękkie, sprężyste i lśniące, a skóra jędrna, napięta i dobrze nawilżona. Mimo niewielkich wymiarów starczył mi na naprawdę długi okres czasu. Olejek ma krótki i wartościowy skład. Nie do końca odpowiadał mi jego zapach, ale po użyciu nie był aż tak intensywny i nie drażnił mojego nosa. Chętnie sięgnę po jego pełną wersję, bo jest to produkt niedrogi, a idealnie wpasowuje się w potrzeby mojej skóry. 
LACTACYD, EMULSJA DO HIGIENY INTYMNEJ SENSITIVE
Mój ulubiony płyn do higieny intymnej. Dlaczego o nim wspominam? Niestety ciężko jest teraz znaleźć produkt z tej kategorii bez SLS, czyli takiego, który nie naruszałby naturalnej bariery ochronnej naszego organizmu. Jak na razie w moim domu gości tylko Facelle i wspomniany wyżej Lactacyd. Nie podrażnia i delikatnie, ale skutecznie oczyszcza. Będę do niego wracać i również polecam. Pisałam o nim w poprzednim denku. 



WŁOSY:

ALTERRA, SZAMPON KOFEINA – BIOTYNA

Szampony Alterry stosuję zamiennie, na promocji kupuję różne warianty raczej nie zwracając uwagi na to, czy produkt jest w 100% dostosowany do potrzeb mojej skóry głowy i włosów. Jak dla mnie taki kosmetyk ma po prostu moje kosmyki myć, a przy tym nie powodować wysuszenia, plątania. Szampon nie powinien być też czynnikiem, który spowoduje podrażnienia skalpu. Szampony Alterry dobrze myją włosy, są pozbawione silnych detergentów, a do tego nawet po samym szamponie i odżywce w sprayu są one miękkie, lśniące i sypkie. Na pewno kupię ponownie, chociaż ta wersja ma średni zapach 😛

FARMONA, HERBAL CARE, SZAMPON CZARNA RZEPA
Raz na jakiś czas (2-3 razy w miesiącu) myję włosy mocniejszym szamponem. Ten tutaj jest naprawdę świetny – ma krótki skład i doskonale domywa włosy z wszelkich zanieczyszczeń i produktów, które zdążyły się na nich osadzić w ciągu kilku tygodni pielęgnacji. Szampon nie ma zbyt przyjemnego zapachu, ale wybaczam mu to przez jego dobre działanie. Jest wydajny, a udoskonalona buteleczka z mniejszym otworem sprawia, że oszczędzamy produkt podczas mycia – dozujemy odpowiednią jego ilość. O jego skrzypowym bracie pisałam już dawno temu. Na pewno do niego wrócę, ale chcę przetestować jeszcze inne szampony o podobnym działaniu.
FARMONA, JANTAR, ODŻYWKA Z WYCIĄGIEM Z BURSZTYNU
Jantar to zdecydowanie najbardziej popularna odżywka do skóry głowy w sieci. To z nią zetknęłam się na początku mojego włosomaniactwa i pozostałam jej wierna do dziś. Nie zawiera alkoholu przez co nie będzie podrażniać nawet wrażliwych skalpów. U mnie nie powoduje szybszego przetłuszczania się włosów, za co bardzo ją cenię – w innym wypadku musiałabym je myć codziennie, a to nie jest mi na rękę. Bardzo przyspiesza porost włosów, więc mogę polecić ją osobom, które walczą o każdy centymetr przyrostu w miesiącu. Po 3 tygodniach kuracji mam na głowie mnóstwo baby hair, które są cieniutkie, ale mocne. Jeśli jesteście ciekawi i chcecie dowiedzieć się o niej więcej zajrzyjcie do posta, w którym zawarłam pełną jej recenzję.

L’BIOTICA, BIOVAX NATURALNE OLEJE, DWUFAZOWA ODŻYWKA DO WŁOSÓW BEZ SPŁUKIWANIA

Odżywkę w spray stosuję rano, przed każdym czesaniem oraz po myciu włosów. Jej głównym zadaniem jest pomoc w rozczesaniu moich plączących się kosmyków. Ta odżywka radziła sobie z tym dobrze, ładnie nabłyszczając przy tym włosy. Były po niej jeszcze miększe, bardziej lśniące a do tego pięknie i słodko pachniały. Jej używanie było dla mnie przyjemnością, jest jednak jedno ALE – atomizer zamiast rozpryskiwać mgiełkę produktu czasem psikał strumień cieczy i sprawiało to, że włosy były sklejone i nie wyglądało to zbyt estetycznie. Myślę, że wrócę jeszcze do tych odżywek, bo są godnymi zamiennikami moich ulubionych Gliss Kurów. 
ALTERRA, SZAMPON GRANAT – ALOES
Jest to chyba mój ulubiony wariant szamponów Alterry. Pachnie bardzo ładnie i najbardziej nawilża moje włosy nie powodując przy tym ich obciążenia. Mini wersję zabierałam ze sobą do podróżnej kosmetyczki. Taka mała butelczka starczyła mi na 5 albo 6 myć i jest to moim zdaniem niezły wynik. Do tego szamponu wrócę na pewno – jest tani, dobry i nie oczekuję do myjących włosy produktów więcej.
ALTERRA, ODŻYWKA DO WŁOSÓW GRANAT – ALOES
Miałam szampon z tej serii, miałam maskę, przyszedł więc też czas na odżywkę. Tak jak szampon, o którym pisałam wyżej, zabierałam ją na podróże i również sprawdziła się świetnie. Sprawiała, że moje włosy były lśniące, lejące, miękkie i wygładzone. Czasem delikatnie traciły przez to objętość, ale zbytnio mi to nie przeszkadzało. Wrócę do tej odżywki, gdy uszczuplę swoje włosowe zapasy. Warto polować na nią w promocji – kosztuje wtedy około 6 złotych. 
DOVE, OXYGEN MOISTURE, SUFLET DO WŁOSÓW

Niedawno pisałam Wam o tej masko-odżywce posta i wspominałam w nim, że mimo mało wybitnego składu moje włosy bardzo polubiły ten produkt. Moje kosmyki lubią emolienty, a tych w tym kosmetyku nie brakowało. Nie był zbyt wydajny i tani, ale raz na jakiś czas mogę sobie na taki kosmetyk pozwolić i „dożywić” moje włosy czymś bardziej chemicznym. Odżywka miała ciekawą, napowietrzoną konsystencję i świeżo pachniała, a zapach utrzymywał się na włosach przez wiele godzin. Wygładzała włosy. Po jej zastosowaniu wyglądały na bardziej zdrowe i mocne. To już drugie zużyte opakowanie i jeszcze kiedyś kupię następne.

TWARZ:

NIVEA, ODŚWIEŻAJĄCA PIANKA OCZYSZCZAJĄCA

Ta pianka również miała już swoje pięć minut na blogu. Kupiłam ją na promocji w Rossmannie i niestety nie byłam zadowolona. Jej konsystencja była bardzo lekka, przez co szybko zmieniała się w lepką ciecz zamiast delikatnie sunąć po twarzy stawiała opór. Jej zapach też niezbyt mi pasował, bo był bardzo intensywny i mocno perfumowany. Moja skóra po jej zastosowaniu była ściągnięta. Zawierała alkohol. Na pewno nie kupię jej ponownie. 
ZIAJA, OCZYSZCZANIE LIŚCIE MANUKA, TONIK ZWĘŻAJĄCY PORY  NA DZIEŃ/NA NOC
Jest to jeden z moich ulubionych toników. Jest bardzo wydajny przez to, że posiada atomizer (który może być dla jednych plusem, a dla innych wadą tego kosmetyku). Może i nie zwężał znacząco porów, ale moja skóra była po nim rozświetlona i dobrze nawilżona, a przy tym oczyszczona. Stosowałam go rano i wieczorem i moim zdaniem świetnie wspierał kremy i sera w działaniu antytrądzikowym. To moje drugie opakowanie i na pewno nie ostatnie. O całej serii kilka słów napisałam w oddzielnym poście.
GARNIER, PŁYN MICELARNY 3W1 DO SKÓRY NORMALNEJ I MIESZANEJ
Zaskoczona tym, jak dobrze sprawdził się u mnie jego starszy, różowy brat, postanowiłam sięgnąć po zieloną wersję przeznaczoną do skóry mieszanej i normalnej, czyli takiej, której bliżej do mojego typu cery. Niestety okazała się moim zdaniem słabsza od poprzednika. Nie dość, że słabiej zmywała makijaż (mówię tu o tym niewodoodpornym) to jeszcze zawierała alkohol, który przyczyniał się do powstawania suchych skórek  Mam jeszcze jedno opakowanie, ale następnego już nie kupię – zdecydowanie lepiej sprawdziła się u mnie wersja do skóry wrażliwej.



ZIAJA, IZOTZIAJA

Izotziaja to żel, który przepisuje mi dermatolog. Jest to retinoid, przyczynia się więc do szybszego złuszczania naszej skóry i powstawania nowych warstw naskórka. Zapobiega to powstawaniu zaskórników, wyprysków. Mobilizuje też skórę do walki z przebarwieniami. Warto wspomnieć, że stosowanie retinoidów przeciwdziała powstawaniu zmarszczek, ponieważ  wpływa na powstawanie kolagenu w warstwie nazwanej skórą właściwą.
BORJOIS, PODKŁAD 1 2 3 PERFECT
Podkład, który zużyłam już dawno temu, ale gdzieś zniknął mi w szafce. Kupiłam go na promocji w Rosmannie 1+1, która obowiązywała w drogeriach mniej więcej rok temu. Mimo tego, że fajnie krył i dobrze utrzymywał się na mojej skórze to więcej po niego nie sięgnę. Na twarzy wyglądał pudrowo i było widać, że mamy coś na twarzy. Kolory podkładów Bourjois są dla mnie za ciemne, to ten dodatkowo na mojej skórze oksydował i sprawiał wrażenie jeszcze ciemniejszego. Odznaczał się od szyi i na mojej neutralnej karnacji wypadał pomarańczowo, a taki efekt raczej nie jest pożądany 😛 Dla mniejszych bladziochów niż ja może być fajnym produktem, ja niestety mówię mu nie.

INNE:

SOLO CARE AQUA, PŁYN DO SOCZEWEK

Soczewki noszę już dobrych kilka lat i to, moim zdaniem, jest najlepszy płyn do ich higieny. Dzięki niemu moje miesięczne soczewki od pierwszego dnia po otwarciu do ostatniego są wygodne w noszeniu i nie uwierają mnie w powieki. Dzięki niemu na soczewkach nie zbierają się białkowe złogi – polecam go więc wszystkim, którzy mają tłusty, gęsty film łzowy. Butelka 360 mililitrów starcza mi na 3/4 miesiące codziennego stosowania. Na pewno sięgnę po niego ponownie. 
YANKEE CANDLE, PINK SANDS
Wosk, który podbił moje serce. Tuż po rozpaleniu trafił do grona moich ulubieńców – był słodki, kwiatowy, ale też świeży, przez co nie wydawał się ciężki. Więcej o tych różowych piaskach możecie przeczytać w oddzielnym poście

CHUSTECZKI ODŚWIEŻAJĄCE – GO PURE FRESH MINT, BABYDREAM FEUCHTEWASHLAPPEN I GESICHT & HANDE
Chusteczki nawilżane nosiłam w torebce, aby mieć czym wytrzeć ręce w miejscach, których zwykłe umycie było niemożliwe, a nakładanie żelu antybakteryjnego na ubrudzone czymś ręce to dla mnie głupota. Wszystkie trzy sprawdzały się fajnie, były dobrze nawilżone, a te z Babydream poradziły sobie nawet ze zmyciem makijażu w podróży. Najmniej nasączone były te turkusowe z bobaskiem, ale nie można było na nie narzekać. Tanie i dobre, pewnie jeszcze kiedyś po nie sięgnę.
Uff – udało się, dobrnęłam do końca tego denka. Zdecydowanie powinnam pisać takie posty raz w miesiącu, bo później nie mogę skończyć pisać, a takie długie posty są męczące zarówno dla Was jak i dla mnie 😛
Miałyście okazję wypróbować któryś z pokazanych przeze mnie kosmetyków? Może macie dla nich jakieś godne zamienniki? Lubicie tak pisane projekty denko – z mini recenzjami zużytych produktów?
Pozdrawiam :3
Uncategorized

NIVEA | HIT CZY KIT? | Odświeżająca pianka oczyszczająca do cery normalnej i mieszanej

10 listopada 2015

Hej dziewczyny!
Dawno nie pisałam na blogu o kosmetyku, który się totalnie u mnie nie sprawdził. Raz, ze rzadko mam w swojej kolekcji takie produkty, bo przed zakupem staram się analizować skład i opinie innych. Dwa – moja skóra jest teraz tolerancyjna – kiedyś stan alergiczny pojawiał się przy połowie produktów – teraz zdarza się to ze zdecydowanie mniejszą częstotliwością. Dziś opowiem Wam jednak o kosmetyku, który nie do końca spełnił moje oczekiwania. mowa tu o odświeżającej piance oczyszczającej do cery normalnej i mieszanej z Nivei. Jeśli jesteście ciekawi, jak ten produkt sprawdził się u mnie – zapraszam dalej 🙂

 Odświeżająca pianka oczyszczająca wzbogacona witaminą E i Hydra IQ:
– głęboko oczyszcza skórę,
– pomaga utrzymać naturalny poziom nawilżenia skóry,
– mycie twarzy staje się przyjemnością dzięki delikatnej piance i przyjemnemu zapachowi,
– formuła z witaminą E jest szczególnie łagodna dla skóry,
– skóra jest głęboko oczyszczona, miękka i odświeżona, wygląda zdrowo i pięknie.
 
Pianka umieszczona jest w  tradycyjnym dla tego typu kosmetyków opakowaniu z pompką. Pompka działała u mnie bez zarzutu, nie zacinała się, powodowała, że płyn zamieniał się w puszystą pianę. Samo opakowanie jest estetycznie wykonane, etykietki nie odchodzą i nie odstają. Butelka jest niebieska, ale transparentna, przez co możemy kontrolować ilość kosmetyku, która kryje się w opakowaniu. Pojemność to 150 mililitrów.

 Aqua, Glycerin (gliceryna, nawilża skórę, zatrzymuje w niej wodę, ale u niektórych osób może powodować trądzik kosmetyczny), Decyl Glucoside (emulgator, ma łagodne działanie myjące),
Alcohol Denat. (alkohol etylowy, może wysuszać i podrażniać wrażliwą skórę), Disodium Cocoyl Glutamate (substancja myjąca, połączenie naturalnych środków myjących pochodzących z kokosa i kwasy glutaminowego), Glyceryl Glucoside,
Tocopheryl Acetate
(ester kwasy octowego i witaminy E), Nelumbium Speciosum Flower Extract (ekstrakt z kwiatów lotosu, ma działanie nawilżające, antyseptyczne, ściągające), Panthenol (środek łagodzący podrażnienia),
Propylene Glycol (środek nawilżający), PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, PEG-200 Hydrogenated
Glyceryl Palmate, Sodium Sulfate, Poly- quaternium-10, Sodium Chloride,
Citric Acid, Sodium Benzoate, Butylphenyl Methylpropional, Benzyl
Alcohol, Geraniol, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Parfum.
Przyznam się bez bicia, że ten produkt wrzuciłam do koszyka na promocji w Rossmannie nie patrząc zbyt szczegółowo na jego skład. Pobieżnie sprawdziłam tylko, czy nie zawiera SLS/SLES, które mocno wysuszają moją skórę. Niestety wysoko w składzie ma alkohol, który potrafił delikatnie podrażnić moją skórę. Skład nie zachwyca, ale nie jest też tragiczny. U niektórych osób taka kombinacja może się całkiem nieźle sprawdzić.

Pianka jest dość lekka, przez co trzeba nałożyć jej na twarz większą ilość. Jest aksamitna i puszysta, wydaje się być bardzo delikatna. Na twarzy szybko się rozpuszcza i tworzy lepką warstwę, która niezbyt chce się później pienić. Mam jeszcze jedną pianką i konsystencja tamtej odpowiada mi zdecydowanie bardziej.

Pianka dostępna jest we wszystkich drogeriach stacjonarnych, tak jak i reszta produktów Nivei. Często znajduje się tez na różnych promocjach.
Regularna cena pianki jest średnia jak na tego typu produkt. Na pewno znajdą się tańsze, ale również i droższe kosmetyki. Wynosi ona 16 złotych. Mi udało się kupić tą piankę na promocji -40% w Rossmannie (bodajże z okazji Dnia Matki), czyli kosztowała około 10 złotych.
U mnie ta pianka się nie sprawdziła. Zużyłam ja, ale nie odpowiadało mi w niej kilka rzeczy. Po pierwsze powodowała uczucie ściągnięcia, co nie jest pożądanym skutkiem używania takich produktów do mycia twarzy. Nie polubiłam jej też ze względu na jej mocny, perfumowany zapach, który potrafił podrażnić mój nos (a nie należy on do najwrażliwszych).  Moim zdaniem kosmetyki do pielęgnacji twarzy powinny pachnieć delikatnie, subtelnie. Nie do końca spodobała mi się też jej konsystencja – używałam bardziej zbitych pianek i lepiej usuwały zanieczyszczenia. Żeby jednak nie wieszać na niej psów, powiem też kilka pozytywnych słów. Pianka była tania, a skład (oprócz tego alkoholu i gliceryny tak wysoko) nie jest zły. Powaliła mnie na kolana również swoją wydajnością – jak na złość nie chciała się skończyć 😛 Plus za dostępność, bo znajdziecie ją nawet w większych supermarketach, a nie tylko drogeriach 😉

Nie kupię, bo mojej cerze nie odpowiada. Nie twierdzę, że to totalny bubel, ale w moim przypadku akurat kit. 
Lubcie pianki, czy wolicie bardziej treściwe żele? Jesteście fanami Nivei, czy raczej patrzycie na ich produkty z przymrużeniem oka?
Pozdrawiam :3
Uncategorized

PROJEKT DENKO #3 | Latem pochłaniam kosmetyki 2 razy szybciej :P

25 sierpnia 2015
Hej dziewczyny!
Niskie ciśnienie, pochmurne niebo i duszne powietrze – czy u Was też jest podobna pogoda? Jak dla mnie to najgorsze co może być – lepiej czuję się kiedy pada deszcz, niż kiedy się na niego kilka dni zbiera. Poleniuszkowałam sobie trochę, odpoczęłam, zaczęłam uczyć się do wrześniowego egzaminu. Musiałam też zabrać się za porządki w domu, bo musiałam znaleźć trochę miejsca na nowe rzeczy 😛 Wieczorami nie miałam przez to ochoty na pisanie postów, a ja nie lubię się do tego zmuszać. 
Aby nie gromadzić pustych opakowań w pokoju postanowiłam przygotować post o zdenkowanych kosmetykach. Trochę ponarzekam, ale opowiem też o moich ulubionych kosmetykach. Starałam się wykończyć wszystkie resztki, żeby nic zbędnego nie zalegało mi  na półkach, a dodatkowo – chcę już zacząć testować nowości, a obiecałam sobie, że nie otworzę ich, dopóki nie wykorzystam tego co zaczęłam 😛 Jeśli jesteście ciekawi co sądzę o kilku produktach do pielęgnacji czy makijażu – zapraszam do dalszej części posta 🙂

CIAŁO

  •  DOVE, Caring protection
Nigdy nie przepadałam za żelami z Dove. Po pierwsze były zawsze w wysokiej cenie, po drugie zawierały SLS, przez co w pielęgnacji mojej skóry nie różniły się niczym od tanich myjadeł z Isany, które kiedyś bardzo lubiłam. Kiedy zmienili skład postanowiłam spróbować i zakochałam się. Moja skóra jest dzięki nim zdecydowanie bardziej nawilżona. Służy jej odstawienie silnych detergentów. Do tego dużą butlę można upolować nawet za 10-12 złotych, co przy ich wydajności jest małym wydatkiem. Wersja, którą widzicie na zdjęciu ma konsystencję jak balsam – gęstą, zbitą, przez co troszkę ciężko wycisnąć ją z opakowania, gdy jest już w nim niewiele produktu. Pięknie pachnie, świetnie się pieni – POLECAM. Na pewno kiedyś do niego wrócę 🙂
  • JONHSON’S BABY, Softwash extracare
Żel pod prysznic i do mycia włosów. Jest przeznaczony dla delikatnej i wrażliwej skóry dziecka. W składzie nie ma silnych detergentów za co wielki plus. Myje niestety gorzej niż Dove, prawie w ogóle się nie pieni. Ma lejącą konsystencję, przez co nie jest zbyt wydajny. Zapach jest neutralny, pachnie jak większość kosmetyków dla maluszków. Kosztował około 13 złotych i więcej go nie kupię.
  •  NIVEA, Odżywczy balsam do ciała pod prysznic
To opakowanie kupiłam już dawno temu – w czasach, gdy balsamy pod prysznic wchodziły na rynek i były dla wszystkich nowością. Zawiodłam się już na początku – w sklepie nie spojrzałam na skład, a szczerze – nie porywa. Parafina wysoko w składzie, na jednej z pierwszych pozycji. Jest niewydajny, ma lekką konsystencję przez co trzeba go użyć dość dużo,a by pokryć całe ciało. Po spłukaniu nie dawał nawet minimalnej dawki nawilżenia – moja skóra jak była sucha, taka i pozostała. Pachniał charakterystycznie – jak niebieski krem nivea. Nie polecam, zapłaciłam za niego około 15 złotych i za tą cenę można kupić zdecydowanie lepsze preparaty nawilżające czy natłuszczające.
  • EVELINE, Balsam + peeling pod prysznic Argan & Vanilla
Produkt podobny do tego, o którym opowiadałam akapit wyżej. Martwego naskórka  nie ścierał, natomiast jako balsam działał zdecydowanie lepiej. Pachniał bardzo ładnie, a zapach dość długo utrzymywał się na skórze. Taka mała tubka starczyła mi na 3 aplikacje. Sprawdzał się nieźle, ale moja skóra potrzebowała mocniejszej dawki nawilżenia. Nie jestem fanką tego typu kosmetyków (nawet latem) i do niego nie wrócę. Był dołączony do pełnowymiarowego serum antycellulitowego Eveline.

  •  FARMONA, Tutti frutti, masło do ciała Liczi & Rambutan i Malina & Jeżyna
Zarówno ja, jak i moja mama bardzo polubiłyśmy te masełka. Nie kosztują nawet 15 złotych, a są wydajne, dobrze nawilżają i cudownie pachną. Na drugim miejscu w składzie zawierają masło shea, za co ogromny plus. Dalej jest parafina, ale na szczęście nie wpłynęła ona na stan mojej skóry. Pierwszy raz kupiłam z ciekawości, ale spodobały mi się i zostałam na dłużej. Mamy jeszcze 2 opakowania, więc je wykorzystamy, a potem poszukamy czegoś innego – żeby nie było nudy w pielęgnacji ciała 😉

  • FA, Sport Double Power Spring fresh
 Nie przepadam za antyperspirantami Fa, bo słabo działają na mojej skórze i tak się stało również tym razem. Mama kupiła z ciekawości, ale obie byłyśmy średnio zadowolone. Sprawdzał się nieźle, ani dobrze, ani źle. Nie zapadł nam w pamięć i więcej po niego nie sięgniemy.
  • GARNIER MINERAL, Invisible

Jeden z moich ulubionych antyperspirantów, dobrze chroni przed nadmierną potliwością, ładnie pachnie. Nie uczula i nie brudzi ubrań.  Taka duża butla do złapania w Rossmannie, na promocji kosztuje wtedy około 11-12 złotych. Jest wydajny i na pewno będę do niego wracać 🙂

KOLORÓWKA I INNE

  •  BOURJOIS, Healthy Mix w odcieniu 51 Light Vanilla
U mnie ten podkład totalnie się nie sprawdził, więc oddałam go mamie. Też była średnio zadowolona, według niej stara wersja sprawdzała się o wiele lepiej. Nie kupimy go ponownie. Złowiony na promocji w Rossmannie za około 30 złotych. Regularna cena jest mniej więcej 2 razy wyższa.
  • LOREAL, Infallible puder
Również kosmetyk mojej mamy. Była z niego zadowolona. Dobrze się nakładał, przedłużał trwałość makijażu. Matowił, ale nie dawał przy tym efektu maski. Pewnie jeszcze kiedyś go kupi, choć znalazła drugiego ulubieńca 🙂 
  • MERZ SPECIAL, Dragges suplement diety
Zużyłam już ponad 1,5 opakowania i jak na razie widzę efekty. Zmiany są dość delikatne, ale dam mu szansę i poczekam do końca kuracji. O wrażeniach po 1,5 miesiąca stosowanie pisałam TUTAJ.

WŁOSY
  • ALTERRA,  Szampon dodający objętości papaja i migdał
W miesiącach wakacyjnych myję włosy zdecydowanie rzadziej, przez co zużywam mniej kosmetyków do włosów. W moich zbiorach znalazł się więc tylko jeden szampon Alterry. Stosuję je zamiennie i chyba wszystkie sprawdzają się tak samo dobrze. Zawsze robię sobie ich zapas na promocji, kosztuję wtedy niecałe 6 złotych. Są wydajne, dobrze się pienią, nie zawierają silnych detergentów i domywają oleje. Żyć nie umierać 😀 O innych wersjach pisałam TU i TU.

TWARZ

  • BIELENDA, Esencja Młodości, Nawilżajacy płyn micelarny do mycia i demakijażu 3 w 1
Płyn micelarny mojej mamy, którego i ja miałam okazję używać. Bardzo fajnie zmywa makijaż oka i twarzy.  Czasem jednak powodował podrażnienie moich wrażliwych oczu. Wolę delikatniejsze kosmetyki, gdyż płynami micelarnymi wykonuję tylko wstępny demakijaż. Możecie go kupić we wszystkich drogeriach za około 12 złotych.
  • DERMEDIC, Normacne Preventi, Tonik antybakteryjny do skóry mieszanej i tłustej

Dość fajny kosmetyk, który kupiłam na promocji w Super Pharm. Zapłaciłam za niego niecałe 12 złotych. Nie podrażniał mojej skóry, nie powodował wysypu niedoskonałości. Szybko niwelował uczucie ściągnięcia skóry twarzy po myciu mydełkiem Aleppo. Nie zauważyłam, żeby wpływał na ilość zaskórników, ale na pewno nie powodował zwiększenia ich liczby. Kiedyś do niego wrócę. 

  • LA ROCHE POSAY, Effaclar Duo [+]

Mój ulubiony krem, a tutaj widzicie 3 tubkę. Teraz zrobiłam sobie od niego około 3 miesięczną  przerwę, aby moja skóra za bardzo nie przyzwyczaiła się do jego działania. Dzięki niemu moje zaskórniki są mniej widoczne, świetnie współgra z lekami przepisanymi przez dermatologa. Więcej o nim znajdziecie TUTAJ.

  • AA OCEANIC, Long 4 Lashes

Moim zdaniem świetna odżywka do rzęs za niską cenę. Nie wystąpiły u mnie żadne skutki uboczne związane z jej stosowaniem, ale obchodziłam się z nią bardzo uważnie.  Efekty możecie podejrzeć tutaj: rozpoczęcie, pierwszy miesiąc, drugi i trzeci. Obecny stan moich rzęs możecie znaleźć TUTAJ.

  • BALMI

Na początku się nim zachwycałam, a potem mój entuzjazm powoli gasł.  Opakowanie wyrobiło się (tak jak wspomniała któraś z Was) i otworzyło się w torebce brudząc wszystko, co znalazło się w zasięgu. Brrr. Chyba jednak warto zainwestować w balsamy EOS, tym bardziej, że ich cena jest podobna. Pisałam o nim TU.

  • TOŁPA, Botanic Amarantus, nawilżający krem rozjaśniający pod oczy

Super produkt. Wydajny, z wygodnym i higienicznym opakowaniem. Świetnie nawilżał skórę pod oczami i na powiekach i faktycznie delikatnie rozjaśniał cienie, za co wielki plus dla niego. Na blogu na pewno pojawi się jego pełna recenzja, nie wiem tylko kiedy, bo się z nimi nie wyrabiam 😛

  • BE BEAUTY, Delikatny żel-krem łagodzący

 Również został mi z ostatniego pobytu w domu. Jest naprawdę delikatny i nie podrażnia skóry – wręcz przeciwnie, łagodzi wszelkie podrażnienia. Nie wysusza skóry, nie powoduje u mnie uczucia ściągnięcia. Zużyłam kilka opakowań i nadal dobrze mi służy. Do tego jego cena jest śmiesznie niska – kosztuje 5 złotych.


Znalazłyście tu coś, co same stosowałyście? A może coś, co chciałybyście wypróbować?
Pozdrawiam 🙂