Wybrany tag

MUA

Uncategorized

MINI ZAKUPY COCOLITA.PL {SEMILAC CATRICE GOLDEN ROSE}

13 kwietnia 2016

Hej!
U mnie mobilizacja w zużywaniu kosmetyków nadal stoi na wysokim poziomie i ostatnio naprawdę kupuję tylko to, co potrzebne 😀 Za tydzień zaczyna się promocja w Rossmannie, boję się więc, że może to się źle skończyć dla mojej silnej woli, chociaż przygotowałam sobie listę, żeby nie zgrzeszyć za bardzo 😛
Dzisiaj pokażę Wam moje mini zamówienie z drogerii internetowej Cocolita.pl. Skusiłam się tylko na 4 produkty, z których jeden wędruje od mojej mamy. Jesteście ciekawi co to takiego? Zapraszam dalej 😉

Manicure hybrydowy wykonuję nie tylko sobie, ale też mamie, babci i mojej sąsiadce 😛 Małe pojemności płynów potrzebnych do tego zabiegu szybko się skończył, sięgnęłam więc po ich większe wersje. Mowa tu o Acetonie i Cleanerze. Wybrałam 500 mililitrowe wersje – acetonu zużywam zdecydowanie więcej, ale niestety w dniu składania zamówienia butelka o litrowej pojemności nie była dostępna :C Oba kosztowały 15 złotych, więc jest to zdecydowanie bardziej ekonomiczny wybór.

Ostatnimi kosmetykami są dwa korektory, które, o dziwo, również kosztowały tyle samo – każdy z nich 15,90 zł. Moja mama wybrała korektor lżejszy, w pędzelku, czyli Golden Rose Liquid Concealer. Jest to numerek  01 – nie jest chyba najjaśniejszy z całej gamy, a szkoda – wędruje pod oczy, więc jaśniejszy kolor dodatkowo rozjaśniłby te okolice. Dla siebie wybrałam sławny już w blogosferze płynny kamuflaż z Catrice w kolorze 010 Porcellain. Na razie testuję go i na wypryski i pod oczy i przyznam, że jeszcze się nie zawiodłam, ale użyłam go dopiero 3 razy i nie chcę wydawać pochopnej opinii. Jego odcień jest delikatnie różowo – szarawy, ale dobrze dopasowuje się do mojej neutralnej, lekko wpadającej w żółć, karnacji 🙂

Nie obyło się również bez gratisów. Na pierwszy ogień chciałam pokazać Wam próbki – są to 4 kremy –  intensywnie nawilżający na noc od Vianka, lekki, rokitnikowy od Sylveco, krem pielęgnujący od Sylvfeco dla dzieci  i krem na noc od Biolaven. Nie miałam jeszcze tych kremów do twarzy, fajnie będzie się wiec z nimi zapoznać.

Kolejnym prezentem jest podkład matujący z Annabelle Minerals, niestety w zbyt ciemnym kolorze – na pewno oddam go komuś innemu. Dostałam również miniaturkę odżywki do rzęs Realash o pojemności 1 mililitra. Przyglądałam się jej składowi i z tego co pamiętam nie mam w nim bimatoprostu, jestem wiec ciekawa, czy sprawdzi się jako alternatywa dla mojej ulubionej Long 4 Lashes. Na zdjęciu widzicie jeszcze teatralnie gęste i długie rzęsy od MUA. Raczej nie odważę się i nie będę ich nosić ani na co dzień, ani na imprezy, ale fajnie nadadzą się do nauki nakładania – może w końcu posiądę tę umiejętność 😛

Ostatnią już rzeczą, którą chciałam Wam pokazać jest spiralka do wyczesywania brwi od Beauty Crew. podobno jest to marka zbliżona ceną i jakością do Hakuro, więc ciekawi mnie, jak się sprawdzi. Na pierwszy rzut oka wygląda solidnie i jestem pewna, że będzie mi służyła przez wiele miesięcy 😉
Też ograniczacie się z kosmetycznymi zakupami? Wolicie standardowe wizyty w drogerii, czy zamawianie kosmetyków przez internet?
Pozdrawiam :3
Uncategorized

Lakieromaniaczką nie jestem, ale … – moja kolekcja lakierów do paznokci

28 września 2014
Cześć 😀
   Dzisiaj miał być post o mieszkaniu, ewentualnie o kolejnym produkcie z serii Ziaja – Oczyszczanie. Liście Manuka, ale dogorywam i nie mam ochoty wymyślać nie wiadomo czego :C Dlatego zdecydowałam się na prosty, ale, mam nadzieję, ciekawy post, który pozwoli Wam się dowiedzieć troszeczkę nowości o mojej kolekcji kosmetyków.
   Tym razem przyszła pora na lakiery do paznokci. Nie mam ich jakoś bardzo dużo, ale zdaję sobie sprawę, że nie jest to też zbiór należący do najmniejszych i najbardziej skromnych. Wszystkie produkty, które posiadam staram się używać, bo nie chcę, żeby coś niepotrzebnie zajmowało tak cenne miejsce 😛 
   Lakiery zawsze miałam na spółkę z mamą – raz kupowała je jedna, kolejnym razem druga. Czasami popadałyśmy w jakąś euforię, czy zakupowy szał i skutkiem tego była dwa razy większa kolekcja. Teraz, w związku z przerowadzką musiałam się nimi podzielić i wybrałam te, które uważam za moje ulubione. Jeśli jesteście ciekawi, zapraszam do dalszego czytania :3

   Wszystkie moje lakiery i odżywki do paznokci trzymam w kuferku, który dostałam od mamy. Bardzo mi się podoaba, mimo tego, że jest podrapany przez moje koteły i zniszczony biegiem czasu. Jest klimatyczny i pasuje do mojego nowego mieszkania, staje się jego ładną ozdobą – z mojego punktu widzenia 😛

   Staram się mieć wszystko ładnie poukładane i trzymać moje szpargały w ryzach. Czasem się to nie udaje, ale wtedy robię porządki i wszystko wraca do normy. Pokażę Wam teraz każdy produkt z osobna, zaspokajając tym samym ciekawość 😀 Mam nadzieję, że będzie się Wam podobało 😀
   Na pierwszy ogień idą odżywki i preparat do usuwania skórek – wszytskie od Sally Hansen. Od lewej jest to serym – Nailgrowth Miracle Serum, które jest preparatem do wcierania w skórki i płytkę paznokcia. Ma stymulować jej wzrost i wzmacniać ją od zewnątrz. W środku stoi moja ukochana Maximum Growth – przyspiesza wzrost paznokcia a do tego go wzmacnia i to w krótkim czasie. Z prawej strony natomiast uplasował się Instant Cuticle Remover – żel do usuwania skórek, który podobno jest świetny, ale ja go jeszcze nie testowałam 😛
   Ostatnią odżywką jest Continous Treatment – Hardening, którą mam już od dawna. Pomogła mi wzmocnić paznokcie i zahodować je do prawie wymarzonej długości (a raczej połowy tej długości, ale ja z takimi długimi paznokciami nie potrafiłabym normalnie funkcjonować :P). Niestety już mi się kończy :C Niedługo pewnie pojawi się jej recenzja.

   Tym razem dwa lakiery z Manhattan. Pierwszy z nich to holograficzny lakier, który mieni się na czarno – turkusowo. Wolę go używać z innym lakierem, na jeden lub dwa paznokcie i wtedy prezentuje się świetnie. Pochodzi on z edycji Loutus Effect, a jego numer to  4. Nazwa natomiast – The Ballad of Blue. Drugi brat to typowy, tranparentny nudziak. Ten z kolei to lakier z serii Quick Dry i muszę przyznać, że naprawdę dość szybko wysycha. Idealnie nadaje się do french manicure, czy wtedy, kiedy nie możemy mieć pomalowanych paznokci na jaskrawe czy ciemne kolory. Jego numrek to 11B.

   Kolejny jest jedynak z Miss Spoty w kolorze czarnym. Jego numerek to 20. Nie przepadam za nim – smuży, ciężko się nim maluje a do tego nie spełnia obietnic w 100% – nie utrzymuje się 7 dni. U mnie odpryski i wytarcia na końcówkach widać już na dzień po malowaniu. Nie jestem z niego zadowolona, ale kiedy czasem korzystam z niego w celu pomalowania pojedynczych paznokci. 

  Te tutaj, z Astora, też nie są moimi największymi ulubieńcami. Kobaltowy jest przyjemny i łatwo się nim maluje, natomiast brzoskwinka sprawia więcej problemów. Pierwszy to numer 228 – First Act, a drugi nie ma nazwy, tylko sam numerek i jest to 138.

   Pastele z Maybelline zrobiły na mnie dobre wrażenie 😀 I nadal się ono utrzymuje. Długo pozostają w nienaruszonym stanie, pięknie wglądają na paznokciach i szybko się nimi maluje. Rozbielony niebieski to  numer 610 – Ceramic Blue, a liliowy, jak sama nazwa wskazuje to 240 – Lilac Charm.

   Jeden z kolegów wyżej, to bohater wczorajszego posta – zachwalałam go i nadal podtrzymuję swoje zdanie. Jeszcze przebywa na moich paznokciach 😛 Oba pochodzą z firmy MUA i są to kolejno: Amaretto Crush i Bold Blue. Oba są warte uwagi.

   Mój jedyny Essie, który jeszcze nadaje się do użytku to numer 242 – Where’s my chauffeur. Jest to błękit połączony z miętą i wcale nie jest tak jasny jak mogłoby się wydawać. Oczekiwałam po nim troszkę więcej i zawiodłam się, że urzymuje się na pazokciach tyle samo, ile lakiery duże od niego tańsze. Do tego bardzo długo schnie, bąbelkuje nawet przy cienkiej warstwie i często mi odpryskuje. Nie wiem, czy to ferelny model, czy po prostu ja nie umiem go urzytkować 😛

   Tutaj natmiast, dwa preparaty, które nie są lakierami do paznokci.  Jeden to matowy Top Coat z NYC, który utrzymuje efekt matu około dwóch dni a potem stopniowo się nabłyszcza. Drugi z kolei to preparat do usuwania skórek z WIBO, który jednak z moimi skórkami robił naprawdę niewiele, chociaż muszę przyznać, że łatwiej mi się je po nim odsuwało patyczkiem z drzewa różanego.

   Tutaj widzicie lakiery piaskowe z Lovely. Mają bardzo fajną fakturę, pięknie się prezentują na paznokciach, szybko schną, ale niestety strasznie ciężko się je zmywa. Błękit ze srebrem to numer 3, natomiast czerwień ze złotem do 5.  Bardzo je lubię i często stosuję jako urozmaicenie i ozdobienie zwykłego manicure, chociaż można je też stosować solo.

   Teraz przyszła kolej na największą kolekcję z moich lakierów. Wszystkie pochodzą z WIBO, ale są z różnych serii. Cenię je sobie za łatwą dostępność, dobrą jakoś i przyzwoite ceny. Podzieliłam je na dwie (przypadkowe) grupy, aby łatwiej było mi je opisać.

    Pierwszy to fluo top coat. Stosuję go normalnie na każdy lakier, bo nadaje naprawdę ładny połysk i przedłuża trwałość lakieru. Położony na samą płytkę niweluje jej żółtawe zabarwienie a do tego świeci w świetle ultrafioletowym 😀 Drugi w kolejce jest piaskowy lakier z serii Candy Shop o numerku 4. Pięknie wygląda na paznokciach, ma liliowy, nasycony odcień. Łatwo się go zmywa i utrzymuje się około 4 dni. Trzeci to Last & Shine Lacquer o numerku 3. Jest to ciężki do określenia kolor – troszkę ceglasty, ale jednak nie pomarańczowy. Brązowy też nie jest, więc nie wiem jak mam go opisać 😛 Następny to marchwekowo-różowo-czerwony lakier, któremu nadano numerek 299. Świetnie prezetuje się w słońcu i przy opalonej skórze, czyli latem. Ostatni z tej 5 to butelkowa zieleń, jak dla mnie idealnie jesienny kolor. Jego numer to 390. Dwa ostatnie pochodzą z seri Express Growth.

   Trzy pierwsze lakiery pochodzą z niedawno dostępnej serii Celebrity Nails Lacquer. Bardzo podobają mi się ich opakowania. Dzięki kolorom zakrętek łatwo je znaleźć i nie trzeba grzebać we wszystkich lakierach aby wybrać ten odpowiedni. Pierwszy z nich to soczysta pomarańczka o nazwie Neon style i numerze 1. Ciemna czerwień nosi nazwę So classy i jest to numer 5, natomiast mięta to Pastel Love i jest to numer 7. Wszystkie mają drobinki i łatwo się rozprowadzają. U mnie utrzymują się nawet do 5 dni i jest to jak dla mnie naprawdę długo. Przedostatni to ładny buraczkowy kolor ze złotymi refleksami. Świetnie prezetuje się przy bladej skórze i wygląda naprawdę elegancko i klasycznie. Jego numer to 169. Pochodzi z serii Express Growth. Ostatni już z dzisiejszych bohaterów to piękny top coat (jeden z moich ulubionych). Są to kawałeczki złotej folii zatopione w matowym lakierze. Świetnie wygląda i prezetuje się ekstrawagancko. Pasuje zrówno do ciemnych jak i jasnych lakierów podkładowych. Pochodzi z serii Wow effect – matte glitters i jest to numer 1.
   To by było na tyle. Jak mówiłam, moja kolekcja może nie jest imponująca, ale troszkę się tego zebrało 😀 Jutro postaram się zrobić Wam zdjęcia mieszkania, żeby już dłużej nie zżerała Was ciekawość.
Co sądzicie o mojej kolekcji? Macie któryś z tych lakierów?
Podzdrawiam i buziaczki :3

Uncategorized

[RECENZJA] Lakier do paznokci MUA – Bold Blue

27 września 2014

Hej!
   Tak jak obiecałam przychodzę do Was dzisiaj z nowym postem 😀 Zbierałam się do napisania recenzji i nie wiedziałam co ma iść na pierwszy ogień, więc wybrałam lekki temat jakim są lakiery do paznokci. Jeśli ostatnio oglądaliście moje zamówienie z cocolity to zapewne pamiętacie, że znalazły się w nim dwa lakiery z MUA. Jednym z nich jest bohater dzisiejszego posta, czyli błękit o nazwie Bold Blue. Zapraszam do czytania i oglądania 😀

   Lakier zamknięty jest w niewielkiej szklanej buteleczce z wypukłum napisem MUA. Moim zdaniem stylistyką nawiązuje do znanej marki Essie. Tyle, że pojemność nie wynosi 13 milimetrów, a zaledwie 6,2, czyli mniej niż połowa. Co ja sądzę o takiej wielkości? Nie mam nic przeciwko – mam dużo lakierów i nie jestem w stanie zużyć ich do końca. Mniejsza buteleczka powoduje, że zużywa się ją zdecydowanie szybciej. A do tego cena jest niższa 😛
   W kwestii ceny – lakier kosztował 5,90 złotego i moim zdaniem jest to stawka adekwatna do jakości tego produktu. Buteleczka jest solidnie wykonana a sam lakier utrzymuje się około 3-4 dni, więc nie jest to takie zły wynik.
   Co do konsystencji – lakier jest rzadki i szybko schnie. Pełne krycie uzyskujemy przy dwóch cienkich warstwach. Jak już wspomniałam, lakier utrzymuje się około 3 – 4 dni. Sam w sobie ładnie błyszczy, ale ja dodatkowo pokrywam go moim top coatem z wibo. Czasem jest kapryśny i lekko smuży, ale wychodzi to bardziej na zdjęciach niż w rzeczywistości.

   Jedynym minusem jest moim zdaniem pędzelek – ja wolę te grubsze, ten natomiast jest wyjątkowo cienki, ale da się do niego przyzwyczaić.  Nie wypada z niego włosie, jest dokładnie i równo przycięty, co pozwala na równomierne rozprowadzenie lakieru.

   Lakier niestety jest niedostęny stacjonarnie, ale można go kupić w wielu drogeriach internetowych. Zazwyczaj w tych, w których dostępne są i inne produkty z asortymentu MUA.

   Co ja sądzę o tym lakierze? Bardzo ładnie wygląda na paznokciach, nawet na tak bladych dłoniach jak moje. Świetnie wygląda latem i zimą. Utrzymuje się u mnie standardowo i nie odbiega wiele w tej kwestii od Essie. Mogę go z czystym sercem polecić i mam nadzieję, że drugi odcień, który mam będzie miał takie same właściwości.

   Nie pozostało mi nic innego, jak przyznać mu ocenę. Chcę to zrobić sprawiedliwie, więc magicznej dziesiątki ten błękit nie dostanie, ale w pełni zasługuje na 
8/10
Macie jakiś lakier od Mua? Lubicie takie odcienie?
Pozdrawiam i zapraszam jutro

Uncategorized

HAUL | KSIĄŻKI | UBRANIA | DIDATKI | KOSMETYKI

15 września 2014

Hej!
   Miałam być tutaj już dawno, ale wyszło jak zawsze :C Był to dość intensywny tydzień, miałam dużo pracy, a poza tym w weekend czekało mnie wesele ciotecznego brata. Nawet nie miałam czasu sobie po prostu posiedzieć 😛 Książki z chemii przyszły, na maturę jestem zapisana – wszystko jest tak, jak ma być. A może prawie tak, jak ma być :c Dzisiaj miałam jakiś bardzo pechowy dzień  – zwolniłam się z pracy, żeby jechać do mojej szkoły, jestem w samochodzie, prawie dotarliśmy z Mateuszem do celu i nagle coś w samochodzie huknęło – chcemy ruszyć i nic :C Musiałam biec na drugi koniec miasta żeby zdążyć przed  15- udało mi się. Samochód zabrał wujek a do domu wróciliśmy autobusem. Na dodatek w domu soczewka przesunęła mi się pod powiekę – na początku zaczęłam działać, ale potem załamałam ręce i zaczęłam płakać. Po jakimś czasie udało mi się ją wygrzebać z oka – niestety w dwóch częściach.
      Po kilku żalach przechodzę do właściwej części mojego posta 😛 W niedzielę pojechaliśmy na zakupy do galerii w Ełku. Na samym początku był Empik więc odwiedziliśmy go jako pierwszy. Akurat była promocja na fantastykę – 3 za 2. Ja wybrałam sobie 2 ostatnie części Trylogii Zdrajców T. Canavan. – Łotr i Królowa Zdrajców. Łącznie wyszło mi około 65 złotych, więc zaoszczędziłam 25. Mateusz natomiast zabrał ze sobą Metro – Do światła. Jak na razie kolekcjonuje całą serię 😀

   W Sinsay kupiłam piżamy z nadrukami z filmu Batman. Są bardzo wygodne i mięciutkie, już je testowałam 😀 Takie piżamy właśnie lubię – luźniejsze bluzy i obcisłe spodnie. Kosztowały 60 złotych, więc wcale nie tak dużo.

   W H&M przepadłam, gdy zobaczyłam kolorowe Twist Band’s. Wzięłam dwie paczki – w każdej po 5 sztuk. Jedne są pastelowe, drugie natomiast neonowe. Wcześniej kupiłam podobne w Sinsay, ale są dla mnie za duże i używam ich do włosów, te będą moimi bransoletkami 😀 Każda paczuszka kosztowała 6,90 złotego. 
   W H&M wpadły mi też w oko pierścionki. W tym zestawie są one różnego rodzaju – od zwykłych obrączek do kwadratowych paseczków po takie z oczkami. Przydadzą mi się do eleganckich stylizacji 😀 Na szczęście znalazłam najmniejszy rozmiar, niestety większość była za dużo :C Te tutaj kosztowały 19.90 złotego.   
   W Sinsay do każdego zakupu można było wybrać biżuterię z konkretnego asortymentu za 10 groszy. Nie było nic mocno ciekawego, ale na coś się trzeba było zdecydować. Wybrałam proste bransoletki na rzemyku – są delikatne i pasują do wszystkiego. Ich pierwotna cena to 9,99.

    
   Ostatnie już zakupy to zamówienie z  cocolita.pl. Miało dojść przed weselem, niestety pocztex zawiódł i dotarło dopiero dzisiaj. Skusiłam się w końcu na kosmetyki z Makeup Revolution i jestem bardzo zadowolona – jeszcze ich nie używałam, ale już mi się podobają 😀 
   Do koszyka wrzuciłam dwa lakiery po 5,90 każdy. Oba pochodzą z MUA a ich nazwy to Bold Blue i Amaretto Crush. Kolory są w moim stylu, zarówno na lato jak i na jesień. Szczególnie podoba mi się ten błękit, bo podobnego nie mam w swojej kolekcji 😛
   Postanowiłam też kupić jedną szminkę z Makeup Revolution i wybór padł na kolor o nazwie Encore. Jest to metaliczny, chłodny róż. Zdjęcia nie oddają jego uroku i muszę szybko zrobić jego recenzję, bo jest naprawdę warty uwagi i ciekawy. Pomadka kosztowała 5 złotych.

    Wśród moich zakupów znalazł się też rozświetlacz, również z Makeup Revolution. Kosztował 15 złotych, a jest naprawdę solidnie wykonany. Na początku chciałam kupić kolor złoty, ale potem stwierdziłam że dla cery o chłodnej barwie lepiej sprawdzi się ten brzoskwiniowy. Nie ma w sobie drobinek, daje efekt rozświetlonej tafli – to mi się podoba!

    
    W moim koszyku wylądował też tusz do rzęs Volume Milion Lashes de Cils. Kosztował 19.90 i ma w sobie delikatne złote drobinki o czym nie wiedziałam :C Na szczęście nie rzucają się mocno w oczy i mam nadzieję, że nie będę nimi świecić każdego dnia 😛 Szczoteczka jest standardowa i charakterystyczna dla tego rodzaju tuszu. Oby się sprawdził 😛

   Przedostatnim produktem jest paleta – hit. Iconic 3 jest bardzo podobna do Naked 3 z Urban Decay. Kolory są ładne, część ma chłodną tonację z czego jestem niezmiernie zadowolona. Cienie kosztowały 20 złotych i spodobały się nawet mojej mamie, która za brązami nie przepada 😛

   Ostatnią rzeczą jest paleta róży, która skradła moje serce. Kosztowała 30 złotych i mieści w sobie 6 róży (chociaż ostatni w górnym rzędzie jest dla mnie jak rozświetlacz :P). Jest pięknie zapakowana i solidna. Kolory są nasycone, ale raczej nie zrobimy sobie nimi krzywdy.  To chyba najbardziej oczekiwany przeze mnie produkt i już nie mogę doczekać się kiedy go użyję 😀

   Ufff, udało mi się dotrwać do końca. 😛 dzisiaj był męczący dzień i mimo że jest 21:45 to ja zasypiam przed komputerem. Mam nadzieję, że post wam się podobał i przepraszam za moją nieobecność. Niestety w przyszłym tygodniu czeka mnie przeprowadzka, więc też będzie problem z postami :C
Kupiłyście coś ostatnio? Czy tylko ja mam takiego pecha jaki spotkał mnie dzisiaj?
Pozdrawiam :3