Wybrany tag

Miss Sporty

Uncategorized

Lakieromaniaczką nie jestem, ale … – moja kolekcja lakierów do paznokci

28 września 2014
Cześć 😀
   Dzisiaj miał być post o mieszkaniu, ewentualnie o kolejnym produkcie z serii Ziaja – Oczyszczanie. Liście Manuka, ale dogorywam i nie mam ochoty wymyślać nie wiadomo czego :C Dlatego zdecydowałam się na prosty, ale, mam nadzieję, ciekawy post, który pozwoli Wam się dowiedzieć troszeczkę nowości o mojej kolekcji kosmetyków.
   Tym razem przyszła pora na lakiery do paznokci. Nie mam ich jakoś bardzo dużo, ale zdaję sobie sprawę, że nie jest to też zbiór należący do najmniejszych i najbardziej skromnych. Wszystkie produkty, które posiadam staram się używać, bo nie chcę, żeby coś niepotrzebnie zajmowało tak cenne miejsce 😛 
   Lakiery zawsze miałam na spółkę z mamą – raz kupowała je jedna, kolejnym razem druga. Czasami popadałyśmy w jakąś euforię, czy zakupowy szał i skutkiem tego była dwa razy większa kolekcja. Teraz, w związku z przerowadzką musiałam się nimi podzielić i wybrałam te, które uważam za moje ulubione. Jeśli jesteście ciekawi, zapraszam do dalszego czytania :3

   Wszystkie moje lakiery i odżywki do paznokci trzymam w kuferku, który dostałam od mamy. Bardzo mi się podoaba, mimo tego, że jest podrapany przez moje koteły i zniszczony biegiem czasu. Jest klimatyczny i pasuje do mojego nowego mieszkania, staje się jego ładną ozdobą – z mojego punktu widzenia 😛

   Staram się mieć wszystko ładnie poukładane i trzymać moje szpargały w ryzach. Czasem się to nie udaje, ale wtedy robię porządki i wszystko wraca do normy. Pokażę Wam teraz każdy produkt z osobna, zaspokajając tym samym ciekawość 😀 Mam nadzieję, że będzie się Wam podobało 😀
   Na pierwszy ogień idą odżywki i preparat do usuwania skórek – wszytskie od Sally Hansen. Od lewej jest to serym – Nailgrowth Miracle Serum, które jest preparatem do wcierania w skórki i płytkę paznokcia. Ma stymulować jej wzrost i wzmacniać ją od zewnątrz. W środku stoi moja ukochana Maximum Growth – przyspiesza wzrost paznokcia a do tego go wzmacnia i to w krótkim czasie. Z prawej strony natomiast uplasował się Instant Cuticle Remover – żel do usuwania skórek, który podobno jest świetny, ale ja go jeszcze nie testowałam 😛
   Ostatnią odżywką jest Continous Treatment – Hardening, którą mam już od dawna. Pomogła mi wzmocnić paznokcie i zahodować je do prawie wymarzonej długości (a raczej połowy tej długości, ale ja z takimi długimi paznokciami nie potrafiłabym normalnie funkcjonować :P). Niestety już mi się kończy :C Niedługo pewnie pojawi się jej recenzja.

   Tym razem dwa lakiery z Manhattan. Pierwszy z nich to holograficzny lakier, który mieni się na czarno – turkusowo. Wolę go używać z innym lakierem, na jeden lub dwa paznokcie i wtedy prezentuje się świetnie. Pochodzi on z edycji Loutus Effect, a jego numer to  4. Nazwa natomiast – The Ballad of Blue. Drugi brat to typowy, tranparentny nudziak. Ten z kolei to lakier z serii Quick Dry i muszę przyznać, że naprawdę dość szybko wysycha. Idealnie nadaje się do french manicure, czy wtedy, kiedy nie możemy mieć pomalowanych paznokci na jaskrawe czy ciemne kolory. Jego numrek to 11B.

   Kolejny jest jedynak z Miss Spoty w kolorze czarnym. Jego numerek to 20. Nie przepadam za nim – smuży, ciężko się nim maluje a do tego nie spełnia obietnic w 100% – nie utrzymuje się 7 dni. U mnie odpryski i wytarcia na końcówkach widać już na dzień po malowaniu. Nie jestem z niego zadowolona, ale kiedy czasem korzystam z niego w celu pomalowania pojedynczych paznokci. 

  Te tutaj, z Astora, też nie są moimi największymi ulubieńcami. Kobaltowy jest przyjemny i łatwo się nim maluje, natomiast brzoskwinka sprawia więcej problemów. Pierwszy to numer 228 – First Act, a drugi nie ma nazwy, tylko sam numerek i jest to 138.

   Pastele z Maybelline zrobiły na mnie dobre wrażenie 😀 I nadal się ono utrzymuje. Długo pozostają w nienaruszonym stanie, pięknie wglądają na paznokciach i szybko się nimi maluje. Rozbielony niebieski to  numer 610 – Ceramic Blue, a liliowy, jak sama nazwa wskazuje to 240 – Lilac Charm.

   Jeden z kolegów wyżej, to bohater wczorajszego posta – zachwalałam go i nadal podtrzymuję swoje zdanie. Jeszcze przebywa na moich paznokciach 😛 Oba pochodzą z firmy MUA i są to kolejno: Amaretto Crush i Bold Blue. Oba są warte uwagi.

   Mój jedyny Essie, który jeszcze nadaje się do użytku to numer 242 – Where’s my chauffeur. Jest to błękit połączony z miętą i wcale nie jest tak jasny jak mogłoby się wydawać. Oczekiwałam po nim troszkę więcej i zawiodłam się, że urzymuje się na pazokciach tyle samo, ile lakiery duże od niego tańsze. Do tego bardzo długo schnie, bąbelkuje nawet przy cienkiej warstwie i często mi odpryskuje. Nie wiem, czy to ferelny model, czy po prostu ja nie umiem go urzytkować 😛

   Tutaj natmiast, dwa preparaty, które nie są lakierami do paznokci.  Jeden to matowy Top Coat z NYC, który utrzymuje efekt matu około dwóch dni a potem stopniowo się nabłyszcza. Drugi z kolei to preparat do usuwania skórek z WIBO, który jednak z moimi skórkami robił naprawdę niewiele, chociaż muszę przyznać, że łatwiej mi się je po nim odsuwało patyczkiem z drzewa różanego.

   Tutaj widzicie lakiery piaskowe z Lovely. Mają bardzo fajną fakturę, pięknie się prezentują na paznokciach, szybko schną, ale niestety strasznie ciężko się je zmywa. Błękit ze srebrem to numer 3, natomiast czerwień ze złotem do 5.  Bardzo je lubię i często stosuję jako urozmaicenie i ozdobienie zwykłego manicure, chociaż można je też stosować solo.

   Teraz przyszła kolej na największą kolekcję z moich lakierów. Wszystkie pochodzą z WIBO, ale są z różnych serii. Cenię je sobie za łatwą dostępność, dobrą jakoś i przyzwoite ceny. Podzieliłam je na dwie (przypadkowe) grupy, aby łatwiej było mi je opisać.

    Pierwszy to fluo top coat. Stosuję go normalnie na każdy lakier, bo nadaje naprawdę ładny połysk i przedłuża trwałość lakieru. Położony na samą płytkę niweluje jej żółtawe zabarwienie a do tego świeci w świetle ultrafioletowym 😀 Drugi w kolejce jest piaskowy lakier z serii Candy Shop o numerku 4. Pięknie wygląda na paznokciach, ma liliowy, nasycony odcień. Łatwo się go zmywa i utrzymuje się około 4 dni. Trzeci to Last & Shine Lacquer o numerku 3. Jest to ciężki do określenia kolor – troszkę ceglasty, ale jednak nie pomarańczowy. Brązowy też nie jest, więc nie wiem jak mam go opisać 😛 Następny to marchwekowo-różowo-czerwony lakier, któremu nadano numerek 299. Świetnie prezetuje się w słońcu i przy opalonej skórze, czyli latem. Ostatni z tej 5 to butelkowa zieleń, jak dla mnie idealnie jesienny kolor. Jego numer to 390. Dwa ostatnie pochodzą z seri Express Growth.

   Trzy pierwsze lakiery pochodzą z niedawno dostępnej serii Celebrity Nails Lacquer. Bardzo podobają mi się ich opakowania. Dzięki kolorom zakrętek łatwo je znaleźć i nie trzeba grzebać we wszystkich lakierach aby wybrać ten odpowiedni. Pierwszy z nich to soczysta pomarańczka o nazwie Neon style i numerze 1. Ciemna czerwień nosi nazwę So classy i jest to numer 5, natomiast mięta to Pastel Love i jest to numer 7. Wszystkie mają drobinki i łatwo się rozprowadzają. U mnie utrzymują się nawet do 5 dni i jest to jak dla mnie naprawdę długo. Przedostatni to ładny buraczkowy kolor ze złotymi refleksami. Świetnie prezetuje się przy bladej skórze i wygląda naprawdę elegancko i klasycznie. Jego numer to 169. Pochodzi z serii Express Growth. Ostatni już z dzisiejszych bohaterów to piękny top coat (jeden z moich ulubionych). Są to kawałeczki złotej folii zatopione w matowym lakierze. Świetnie wygląda i prezetuje się ekstrawagancko. Pasuje zrówno do ciemnych jak i jasnych lakierów podkładowych. Pochodzi z serii Wow effect – matte glitters i jest to numer 1.
   To by było na tyle. Jak mówiłam, moja kolekcja może nie jest imponująca, ale troszkę się tego zebrało 😀 Jutro postaram się zrobić Wam zdjęcia mieszkania, żeby już dłużej nie zżerała Was ciekawość.
Co sądzicie o mojej kolekcji? Macie któryś z tych lakierów?
Podzdrawiam i buziaczki :3

Uncategorized

Zakupy kosmetyczne ostatnich tygodni

21 lutego 2014
Hej 😀
Zapraszam Was dzisiaj na haul kosmetyczny. Ogłaszam też wszem i wobec, że oficjalnie wróciłam do regularnego pisania postów. Jak na razie jesteśmy w trakcie „publikacji” zmian na blogu. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. Przechodzę do  rzeczy 😛 Zapraszam ^^
Plasterki na nos usuwające wągry. Jest ich po 6 w paczce, zapakowane są oddzielnie. W turkusowym opakowaniu znajdują się te nasączone wyciągiem z drzewa herbacianego, te w czerwonym natomiast mają większy rozmiar. Jedna paczka kosztowała 6 zł. O efektach niedługo na blogu. Dostępne w Biedronce, ale tylko w ofercie z walentynkowego katalogu, więc mogą być już niedostępne.

Mydło naturalne, hipoalergiczne. Kupiłam je do mycia moich pędzli. A raczej jak na razie pędzla. Dostępne w Biedronce za 2 zł.

Krem AA do cery mieszanej na dzień zmniejszający pory. Zdecydowałam się na zmianę kremu, mam nadzieję, że się sprawdzi. Dostępny w Rossmannie za 19 zł.

Odżywka Maximum Growth (6,50zł) i wysuszacz Dry Kwik (8zł) z Sally Hansen. Pochodzą z internetowej drogerii kosmetykizameryki.pl.

Piaskowy lakier z Lovely. Kupiłam go w Rossmannie za 8,59 zł, mam nadzieję, że sprawdzi się tak jak to sobie wymyśliłam 😀 Jeśli stworzę z nim coś fajnego, na pewno zamieszczę zdjęcia na blogu :3

Top coat z wibo. Pochodzi z Rosmanna, kosztował 6,99 złotego. Zapowiada się ciekawie 😀

Maska do włosów Crema Al Latte z Kallosa. Pachnie pięknie, budyniowo i kokosowo. Pan Mateusz upolował ją dla mnie w Hebe, gdyż u mnie nie ma tej drogerii :C Kosztowała 13 złotych, za litr, więc cena naprawdę niewielka.

2 pomadki z Miss Sporty, również pochodzą z drogerii kosmetykizameryki.pl po 3,50 każda. 

Są to kolory 059 I poke, czyli ciepła pomarańczka albo brzoskwinka oraz 009 Innocence, czyli róż, idealny będzie dla blondynek.
Kolejna odżywka z Gliss Kura. Jest to jakaś nowa wersja mająca zapewnić super blask. Nie jest dla mnie ważne aby to zapewniła, oby tylko pomogła w rozczesywaniu splatanych po myciu włosów. Cena to około 15-17 zł, kupiona została w Rossmannie.
Żel micelarny z Biedronki. Cena to około 5 zł, jak na razie sprawdza się o wiele lepiej niż ten z Garniera, będzie oddzielna recenzja.

Szampon dla dzieci Johnson’s baby z rumiankiem. Dostępny w Rossmannie, kosztował 6,79 zł. Mam nadzieję, że będzie dobrą alternatywą dla sprawdzonego już na moich włosach Babydream.
Peelingi z Joanna Naturia, dostępne w Biedronce. Wybrałam zapachy truskawkowy i czarna porzeczka. Są fajne, nie drapią mocno, ale robią to co mają robić. Będzie recenzja 😀 Kosztowały 3,80 zł każdy.
No to już koniec dzisiejszego posta 😀 Poczekajcie dzień, dwa a znów się rozkręcę 😛 
Zasmuca mnie tylko jedna rzecz – MATURA :C
Macie którąś z tych rzeczy? Może polecacie jakąś inną alternatywę dla produktów tutaj która się u Was sprawdziła?
Pozdrawiam :3

Uncategorized

Zakupy studniówkowe część 2 :3

22 grudnia 2013

Po pierwsze tak, wiem, ten post miał się pojawić jutro, a znalazł się tu tydzień później xD Po drugie, pierwszej części nie ma, bo jak na razie chcę zostawić w tajemnicy jaką będę miała na sobie sukienkę 😛 Mogę tylko ogólnie streścić, że będzie krótka i czarna :3
Chcę zaprezentować tutaj moje ostatnie zakupy ze strony kosmetykizameryki.pl Jak już wspomniałam wcześniej drogeria ta jest świetna i myślę, że zostanę jej wierna przez długi długi czas 😀

Pierwszą rzeczą z listy, może nie do końca studniówkowej, jest mój pierwszy Tangle Teezer. Jak na razie jestem z niego zachwycona, zapłaciła, za niego niecałe 35 złotych, więc wcale nie tak drogo 😀 Pierwszy raz w życiu mogłam rozczesać mokre włosy bez ich bolesnego (:C) wyrywania 😀 Miałam mieć tą w wersji niebiesko różowej, ale niestety nie zdążyłam z zakupem :C Zadowalam się więc klasyczną czernią.
Tym razem już coś konkretnego z mojej Prom Wish Listy – czerwony lakier Essie w kolorze Snap Happy. Moim zdaniem jest śliczny, bardzo klasyczny i zawsze modny. Zdecydowałam się na dodatki w kolorze czerwonym, więc lakier też musi taki być ^^ Ma gruby pędzelek, ale nie miałam go okazji jeszcze testować. Mam nadzieję, że będzie tak trwały jak inne lakiery z tej firmy. Za ten lakier zapłaciłam 12 złotych.

Ostatnimi produktami są dwie szminki z Miss Sporty. Są to różne odcienie czerwieni o numerach 055 Dream i 058 Malaga. Ten pierwszy należy do bardziej klasycznych odcieni, wpada w delikatne bordo, natomiast drugi ma krwistoczerwoną barwę, nie omieszkam stwierdzić, że to czerwień z nutką pomarańczy. Swatche można zobaczyć na dole. Zobaczymy jak szybko będą się zjadały i jak będą prezentować się na ustach. Dodam tylko ze mają piękny arbuzowy zapach. Kosztowały niecałe 5 złotych.

Pozdrawiam wszystkich i życzę Wesołych Świąt spędzonych w rodzinnym gronie. Buziaczki :*

Uncategorized

Kosmetyki z Ameryki ^^

18 listopada 2013
Dzisiaj zapowiedź moich niedawnych zakupów, na razie tylko zdjęcia a potem większy opis 😀
Będę powoli testowała wszystko i wydawała opinie na temat każdego z kosmetyków.
Wspomnę tylko, że produkty zamawiałam w internecie ze strony kosmetykizameryki.pl i zapłaciłam za każdą z nich o wiele mniej, niż w stacjonarnej drogerii. Pojawiają się tu marki takie jak Loreal, Essie, NYC, Manhattan, Sally Hansen, Astor czy Miss Sporty. Jutro uzupełnię post o ceny każdej rzeczy ;3

PS Dodam tylko, że umieram na przeziębienie vol 2. Nie wiem jak dożyję do matury ;C
By Naczi
Uncategorized

Pomysł na dziś, czyli MOTD :P

31 października 2013
Wszyscy ciągle pokazują swoje „stroje dnia”, czyli OutfitOfTheDay <OOTD>, ja natomiast postanowiłam dzisiaj podzielić się swoim makijażem. Hmmm… może nie w dosłownym tego słowa znaczeniu xD
Post będzie krótki, ale treściwy 😛 Poniżej zamieszczę to, co mam na twarzy 😀 A dużo tego nie ma 😛
1. Twarz
-krem antybakteryjny, nawilżający do skóry tłustej, redukujący blizny i zmiany potrądzikowe Soraya Clean&Control
-korektor Miss Sporty So clear 01
-podkład Loreal True Match Mineral Vanilla Rose (niestety nie zwróciłam uwagi co do torby pakuje mi pan,  od którego kupuję kosmetyki i dał mi odcień za ciemny kolor :c)
-puder w kamieniu Loreal Indefecitible Beige Rose (ten sam problem o którym mowa wyżej :c)
2. Usta
-szminka Rimmel wersja Kate Moss  020 Rosetto
3. Oczy
-tusz do rzęs Loreal Volume Milion Lashes Noir Excess w kolorze czarnym
4. Brwi
-kredka do brwi ze szczoteczką Pierre Rene w kolorze brązowym
Pozdrawiaaam ;3
By Naczi