Wybrany tag

medycyna

MEDYCYNA

MEDYCZNIE | MOTYWACJA Z IG | STUDYGRAM MED.NACZI

20 grudnia 2017
Hej!

Kiedy ja przygotowywałam się do matury (a nie było to wcale tak dawno temu) motywowaliśmy się wzajemnie w gronie najbliższych przyjaciół – zazwyczaj klasa dzieliła się wtedy na kilka grup, bo jednym zależało na wysokich wynikach z rozszerzeń i studiach na „elitarnych” kierunkach, a innym na tym, by maturę po prostu zdać i mieć jakiekolwiek wykształcenie dające możliwość dalszego rozwoju.

Dziś, w dobie internetu powstaje masa tzw. studygramów. Są to profile na Instagramie zakładane po to, by regularnie się uczyć, poznawać osoby o podobnych zainteresowaniach, a także dzielić się opiniami na temat danych uczelni, książek, podręczników czy kursów. Profile takie mają też na celu wspierać się i pomagać w naukowych problemach.

Zainteresowały mnie na tyle, że postanowiłam założyć swój. Co dało mi 3 miesiące jego prowadzenia? Czy warto śledzić takie profile? Czy to dobry trend? Zapraszam na moje krótkie przemyślenia.

Czytaj dalej

Uncategorized

MEDYCZNIE… | PRAKTYKI PIELĘGNIARSKIE | GDZIE, JAK, CZEGO SIĘ NAUCZYŁAM?

23 sierpnia 2017
praktyki pielęgniarskie po I roku lekarskiego, studia medyczne, medycyna

Cześć!
Przeglądając odpowiedzi w ostatniej ankiecie uświadomiliście mi, że bardzo lubicie czytać u mnie pogadankowe wpisy o medycznej tematyce. Już na początku tego miesiąca wspominałam, że chętnie opowiem o moich pierwszych praktykach – tym razem były to praktyki pielęgniarskie. Opowiem gdzie je robiłam, czego powinnam się nauczyć i jakie cele osiągnęłam. Poruszę też kwestię tego, czy rzeczywiście są one potrzebne oraz tego, czy musimy na nie coś organizować.  Serdecznie zapraszam dalej!

praktyki pielęgniarskie po I roku lekarskiego, studia medyczne, medycyna 2

CZYM SĄ PRAKTYKI PIELĘGNIARSKIE?

Praktyki pielęgniarskie to obowiązkowe praktyki po I roku studiów medycznych. Należy je odbyć, aby zdobyć wpis do indeksu/usosa i móc zaliczyć pierwszy rok na uczelni. Jest to 120 godzin akademickich darmowej „pracy”, które mają nas nauczyć podstawowych umiejętności i pozwolić na obycie się z widokiem pacjentów i szpitala. Pozwalają na kontakt z personelem, obserwację zabiegów i po prostu… praktykę. 

CZY PRAKTYKI MOŻNA ODBYĆ W CIĄGU ROKU AKADEMICKIEGO?

Niektórzy z moich znajomych taką praktykę „odbębnili” nie w wakacje, a w ferie zimowe, kiedy mieliśmy naprawdę sporo wolnego. Ja, jak większość, postanowiłam odłożyć je na wakacje. Powszechnie wiadomo, że nikt nie spędza w szpitalu pełnych 4 tygodni, ale mi zależało na tym, by się czegoś nauczyć. Mimo tego, że zakończyłam już praktyki i mam zebrane wszystkie dokumenty umówiłam się z oddziałową, że we wrześniu jeszcze do nich wpadnę – to jedyna szansa, żeby ogarnąć podstawy – później może nie być na to czasu (albo możliwości).

GDZIE MOŻNA ODBYĆ PRAKTYKI?

Praktyki można odbyć i w Szpitalu Klinicznym (tym przy Uniwersytecie) i w każdym innym, o ile władze wyrażą zgodę. Ja zdecydowałam się na ich odbycie w Szpitalu Rejonowym, a ściślej na prywatnym oddziale. Oddział, jaki wybierzecie też jest dowolny, ale najlepiej iść na takie, na którym znajdzie się choć niewielka część zabiegowa. Osobiście postawiłam na kardiologię – miałam dzięki temu kontakt i z pacjentami, i z personelem, także w trakcie zabiegów. Pozwoliło mi to obejrzeć wiele ciekawych rzeczy, których nie miałabym okazji poznać np. na alergologii.
praktyki pielęgniarskie po I roku lekarskiego, studia medyczne, medycyna 3

WYMAGANE DOKUMENTY, STRÓJ I AKCESORIA.

Jak pewnie wiecie, na praktyki potrzebne są aktualne badania. Szpital najczęściej wymaga tzw. książeczki sanepidowskiej zawierającej badania do celów sanitarno-epidemiologicznych. Dodatkowo najczęstszym wymaganym badaniem jest RTG klatki piersiowej oraz to, czy byliśmy szczepieni przeciwko WZW typu B. Jeśli nasza próbka będzie reaktywna przed praktykami należy się doszczepić. W moim przypadku do dokumentów musiałam dołączyć także wyniki badania przesiewowego MRSA, czyli takie, które dawało pewność, że nie jestem zarażona gronkowcem złocistym i innymi, często niebezpiecznymi dla zdrowia osłabionych pacjentów, drobnoustrojami. Nie jest ono inwazyjne, wymaz pobierany jest ze śluzówki nosa. Oprócz tego ważne jest zdobycie porozumienia pomiędzy szpitalem/oddziałem a uczelnią w dwóch egzemplarzach. W czasie praktyki uzupełniamy też kartę przebiegu praktyk, w której uwzględniamy wykonywane przez nas czynności.
Do niezbędnych akcesoriów na pewno należy zmienne obuwie oraz fartuch lub uniform – zależnie od tego, jakie zasady panują na oddziale. Ja nie musiałam dokupować mundurku. Stetoskopy, czepki itd. na tak wczesnym etapie naszej nauki nie są niezbędne, ja ich nie potrzebowałam. Jeśli wchodziłam na zabieg korzystałam z ochronnej odzieży personelu i ewentualnie jałowych fartuchów znajdujących się na sali.

CZEGO POWINNAM NAUCZYĆ SIĘ NA PRAKTYKACH PO I ROKU STUDIÓW LEKARSKICH?

Każdy z nas musiał wydrukować ze strony uczelni plan praktyk po pierwszym roku, w którym wypisane były czynności oraz umiejętności, któe na praktykach każde z nas powinno nabyć. Aby nie skłamać niżej prezentuję fragment tego dokumentu. który jasno określa, co jest celem wakacyjnej nauki:

Na
praktyce realizowane są następujące efekty kształcenia:

W zakresie
umiejętności:

  • student wykonuje
    podstawowe procedury i zabiegi lekarskie, w tym:

pomiar temperatury ciała, pomiar tętna, nieinwazyjny pomiar
ciśnienia tętniczego,

monitorowanie parametrów życiowych przy pomocy kardiomonitora,
pulsoksymetrię,

badanie spirometryczne, leczenie tlenem, wentylację wspomaganą i
zastępczą,

wstrzyknięcia dożylne, domięśniowe i podskórne, kaniulację żył
obwodowych, pobieranie obwodowej krwi żylnej, pobieranie posiewów
krwi, pobieranie krwi tętniczej, pobieranie arterializowanej krwi
włośniczkowej,

pobieranie wymazów z nosa, gardła i skóry, nakłucie jamy
opłucnowej
  • student pobiera
    materiał do badań wykorzystywanych w diagnostyce laboratoryjnej.
W zakresie
kompetencji społecznych:
  • student
    przestrzega tajemnicy lekarskiej i prawa pacjenta,
  • student
    potrafi nawiązać i utrzymać głęboki i pełen szacunku kontakt z
    chorym,
  • student
    kieruje się dobrem chorego, stawiając je na pierwszym miejscu,
  • student
    posiada świadomość własnych ograniczeń i umiejętność stałego
    dokształcania się.
Na pierwszy rzut oka widać, ze w tym spisie znajdują się czynności, których żaden student pierwszego roku nie będzie w stanie wykonać i raczej żaden lekarz nie podejmie ryzyka, z którym przekazanie pałeczki uczniowi by się wiązało. Chodzi mi tu głównie o nakłuwanie jamy opłucnowej oraz pobieranie krwi tętniczej. Fizycznie niemożliwe jest też to, by na każdym z oddziałów wykonać wszystkie te zadania, jednak samo zapoznanie teoretyczne jest przepustką do zaliczenia praktyk.

CO WYNIOSŁAM Z PRAKTYK PIELĘGNIARSKICH? CZY SĄ ONE NIEZBĘDNE W TOKU KSZTAŁCENIA MŁODYCH LEKARZY?

Po opisaniu wszystkich formalnych spraw opowiem Wam, jak wyglądały praktyki z mojej perspektywy. Pamiętam, jak pierwszego dnia się stresowałam, nie wiedziałam, gdzie mam włożyć ręce i bałam się, że będę popełniać błąd za błędem. Na szczęście pierwszy stres szybko minął, pracowałam z tak przyjaznym personelem, że nie odczuwałam spięcia – nawet wśród lekarzy. Na pewno nie byłam tak wygadana, jak na co dzień, ale z dnia na dzień czułam się w ich obecności jak najlepiej.
Już pierwszego dnia miałam okazję zobaczyć zabieg ablacji, który polega na leczeniu zaburzeń rytmu serca – ośrodki, które wysyłają niezgodne impulsy są po prostu „wyłączane”. Wyłączeniem nazywamy po prostu zniszczenie anatomicznego obszaru, który przyczynia się do powstania częstoskurczu. Lekarze wyjaśnili na czym dokładnie polega zabieg – może z zewnątrz nie wygląda zbyt ciekawie, ale sam w sobie jest bardzo interesujący.

Próbowałam wtedy pierwszy raz zakaniulować żyłę, pobrać krew i wykonać EKG. Przyznam, że nawet najprostsze czynności sprawiały mi trudność i wydawały się być czymś niemożliwym do ogarnięcia w tak krótkim czasie. Bałam się kontaktu z pacjentem, myślałam, że mogą negatywnie podchodzić do osoby, która jest niedoświadczona, „ćwiczy” na nim i ciągle mu się przygląda.

Po kilku dniach zaczęłam dawać sobie bez problemu radę, a zakuwanie żył okazało nie być się tak straszną i trudną rzeczą, jak niektórzy nam wmawiali. Przy dobrym nauczycielu można pojąć to w mig, tak samo rzecz tyczy się EKG, toalety chorego, jego karmienia i zapewniania jak najwyższego komfortu psychicznego i fizycznego.

Podczas moich praktyk wielokrotnie miałam okazję przyglądać się, a nawet uczestniczyć w zabiegach koronarografi i wszczepiania stymulatora. To fascynujące móc zobaczyć tak precyzyjną robotę, pooglądać pracę serca i zmiany jego rytmu przed i po wszczepieniu urządzenia stymulującego. Mimo tego, że większość tych zabiegów była planowana, a ja raczej nie trafiałam na nagłe przypadki (zdarzył mi się jeden) i tak było to dla mnie ciekawym przeżyciem.

Jeśli chodzi o moje zachowanie – do każdego członka personelu, niezależnie od jego pozycji, oraz do pacjentów podchodziłam z uśmiechem, z każdym starałam się zamienić choć zdanie, dodać otuchy albo uspokoić, czy wytłumaczyć na czym polega procedura, której będzie poddany. Praktyki pielęgniarskie mają nauczyć nas szacunku i zrozumienia dla drugiej istoty. Powinniśmy obdarzać nimi nie tylko lekarzy i pielęgniarki, ale też salowe, sekretarki, czy panie pracujące w kuchni (o pacjentach nie wspominając). Możecie mi wierzyć, lub nie, ale studenci lekarskiego często lekceważą wszystkich, oprócz doktorów, naprawdę. Albo udają, że nikogo innego nie widzą, albo są chamscy i niemili. Brakuje im pokory, myślą, że wszystko im wolno i nie ma żadnej bariery, której nie mogliby przebić. Praktyki te mają sprowadzić takich gagatków na ziemię, ale myślę, ze to kwestia charakteru i kultury, a w ciągu 120 godzin nie da się zmienić żadnego człowieka.

Czy takie praktyki mają sens? Owszem. W ciągu roku, przynajmniej na początkowym etapie naszej edukacji nie mamy jak kontaktować się z pacjentami oraz lekarzami. Nie mamy też możliwości ćwiczyć pewnym zachowań i umiejętności, ponieważ nie wchodzimy na oddziały ani nie mamy zajęć w szpitalu. Dzięki praktykom mogę od strony personelu zobaczyć, jak wygląda praca w szpitalu czy laboratorium, zdobyć wymagane umiejętności i sprawdzić, jaka specjalizacja podoba mi się, lub też nie. Po swoim przykładzie mogę stwierdzić, że to właśnie na praktykach czuje się, czy w przyszłości będzie się robić, to, co się lubi, czy studia medyczne są trafnym wyborem. Ja nie żałuję, bo na oddział przychodziłam z przyjemnością i czułam, że to właśnie moje miejsce i chciałabym kiedyś tak pracować i ciągle się rozwijać. Zmotywowało mnie to do dalszej nauki i działania i wiem, że jestem w stanie dotrwać do samego końca!

praktyki pielęgniarskie po I roku lekarskiego, studia medyczne, medycyna 4

Czy na Waszych studiach praktyki były wymagane? Jak wyobrażaliście sobie praktyki na studiach lekarskich? Jak oceniacie trudność zdobycia umiejętności, o których pisze program?
Pozdrawiam!
Uncategorized

MEDYCZNIE… | PODSUMOWANIE I ROKU MEDYCYNY | KREW, POT I ŁZY?

3 sierpnia 2017
plan zajęć medycyna I rok II semestr, plan medycyna UMB

Hej!
Oficjalnie mogę nazwać się studentką drugiego roku lekarskiego na Uniwersytecie Medycznym w Białymstoku. W lipcu zakończyłam sesję, zaliczyłam wszystkie letnie egzaminy i odbyłam praktyki pielęgniarskie. O praktykach przygotuję dla Was oddzielny wpis, dziś chciałabym się skupić na II semestrze i podsumowaniu całego roku. Najpierw pokrótce opiszę Wam przedmioty i ewentualnie egzaminy z niektórych z nich, a później przejdę do ogólnego podsumowania. Czy studia na lekarskim to rzeczywiście pot, łzy i krew? Czy to prawda, że nie ma czasu na sen, jedzenie, nie wspominając o wyjściach ze znajomymi? Niżej napiszę Wam, jak to było ze mną i całym tym studiowaniem 😛 Zapraszam!

PIERWSZA POMOC

Nowy przedmiot, którego nie było w pierwszym semestrze. Ciekawy, skupiony głównie na czynnościach praktycznych, miał nas nauczyć szybkiego i odpowiedniego reagowania na zastaną sytuację i zwyczajowego udzielenia pierwszej pomocy na poziomie KPP – Kwalifikowanej Pierwszej Pomocy. Na wykładach słuchaliśmy teorii, na ćwiczeniach zajmowaliśmy się przerabianiem jej na praktykę. Na początku prowadzący mówili i pokazywali coś od siebie, na późniejszych zajęciach zajmowaliśmy się głównie scenkami (rodzajowymi :P) – a to babcia upadła, a to kolega wziął (srogie) piguły. Nie miałam większych problemów z podejściem do egzaminu, bo większość z tych czynności była mi znana – Joannici bardzo pomogli, tak samo jak i manewry ratownicze. Egzamin dość trudny i szczegółowy, jak ktoś dobrze strzelał, to mógł zdobyć i 5, jak nie – no cóż 😛 Mi udało się zaliczyć go w pierwszym terminie. Na UMB zakład PP przyjazny, pracują tam głównie anestezjolodzy, zmienił się kierownik, więc nie wiem jak będzie za rok.

ANATOMIA

Zajęcia wyglądały identycznie, jak w pierwszym semestrze, dlatego pod koniec tego posta dam Wam link do wpisu na ten temat i tam będziecie mogli przeczytać o zajęciach na tym przedmiocie. Tym razem opiszę Wam egzamin. Podzielony jest na dwie części – jednego dnia piszemy praktykę, czyli tzw. szpilki, a drugiego teorię. Szpilki nie były trudne, wystarczyło nauczyć się dobrze rozpoznawać zbiór kilkudziesięciu preparatów z zeszłego roku i raczej nie było możliwości ich oblania. Kilkunastu szczęśliwcom się to niestety udało. Z teorią jest gorzej, bo materiału jest naprawdę sporo, a nie ma już później czasu na czytanie podręczników. Ja zajęłam się giełdami – 700 szczegółowo przerbionych pytań nie dało rady… Pech chciał, że w większości weszły pytania z zeszłego roku, a ja je zwyczajowo olałam, bo stwierdziłam, że się nie powtórzą. Ten, kto wyszedł z podobnego założenia jak ja teorię oblał, albo nastrzelał (ja jestem tragiczna, jeśli chodzi o strzelanie :P). Poprawka między egzaminami, więc mało czasu na powtórki. Mi na szczęście udało się ją zaliczyć, dlatego ominął mnie wrzesień. Egzamin składał się z pytań zamkniętych i otwartych i obejmował język polski, łaciński i angielski.

HISTOLOGIA

Histologia w drugim semestrze różni się nieco od tej w pierwszym. Na początku zajmowaliśmy się omawianiem poszczególnych tkanek, komóreczek, a w drugim semestrze pracowaliśmy już na całych układach, co nie było ani proste, ani trudne – wszystko zależało od tego, czy dany temat nam pasował, czy nie. Mi w drugim semestrze szło zdecydowanie lepiej, bo wyrobiłam sobie odpowiedni plan działania, jeśli chodzi o naukę. Informacji było więcej, a kolokwia, w moim odczuciu, trudniejsze. Aby podejść do egzaminu należało mieć zaliczone wszystkie kolokwia, był jeden dzień, w którym można było poprawić 4 z 5, więc jeśli ktoś w ciągu roku się nie postarał, to miał praktycznie egzamin przed egzaminem 😛 Mnie kombajn ominął, uff. Aby podejść do teorii trzeba było zdać praktykę, tu też krążyły zdjęcia preparatów zwane „złodziejem butów” 😛 Na 10 punktów należało zdobyć 7, było 10 preparatów, a na połowie jeszcze celowania, czyli zaznaczone konkretne struktury, komórki, które należało podpisać. Teoria to egzamin ABDC i choć byłam obkuta, bo lubiłam uczyć się z histologii, to zaliczyłam go tylko na 3,5.

BIOCHEMIA

Kolejne zajęcia, które opisywałam już w poście dotyczącym I semestru. Dodam tylko, że teraz zajęcia były o wiele bardziej nudne i monotonne, a doświadczenia niezbyt ciekawe. Plusem był fakt, że często dało się je zrobić szybciej i wychodziliśmy np. godzinę wcześniej. Kolokwia na podobnym poziomie jak poprzednio, opisowe z wzorami i reakcjami. Egzamin również był opisowy, ale wystarczyło czytać ultragiełdę i dobrze nauczyć się wzorów. Mi udało się napisać aż 6 stron A4 – odpadała mi ręka, ale było warto. 4 z egzaminu to dobre osiągnięcie 😀 Za biochemią nie przepadałam, ale wydaje mi się być ciekawym przedmiotem – gdybym nie miała przymusu się tego uczyć, to wybrałabym najciekawsze tematy i z przyjemnością je czytała. 

JĘZYK ANGIELSKI

W drugim semestrze zmienił nam się prowadzący i zajęcia nie były już tak ciekawe. W sumie uzupełnialiśmy podręcznik, przygotowywaliśmy w domu jakieś prace i trochę odpowiadaliśmy. Szkoda, myślałam, że nauczę się czegoś więcej, że będziemy więcej mówić, a tak – nadal mam jakąś blokadę i przy próbie wypowiedzenia czegokolwiek zapominam nawet podstawowe słowa. Z pisaniem i czytaniem nie jest tak źle – z czytaniem praktycznie nie mam problemów. Widać, że aktywna forma języka u mnie kuleje i nie wiem, czy nie zapiszę się w tym roku na jakiś kurs. Egzaminu z angielskiego nie było – czeka mnie dopiero na drugim roku.

HISTORIA MEDYCYNY

Myślałam, że będzie to jeden z najnudniejszych przedmiotów, na którym będę spać lub w ogóle nie będę przychodzić na wykłady. To, jak bardzo się myliłam może potwierdzić tylko jedno – nie opuściłam żadnego z naszych spotkań. Jeśli nie miałam nic do nauki z zainteresowaniem słuchałam wywodów wykładowcy – Pani Grassmann opowiada historię powstania tej nauki tak ciekawie, że szkoda było zaprzepaścić możliwość posłuchania o tym, jak działo się kiedyś, jak wyewoluował zawód lekarza i jak kiedyś leczono. Przeszliśmy przez wszystkie epoki – od starożytności po czasy dzisiejsze. Jeśli śledzicie mnie na IG na pewno widzieliście instastory ze „stróżem odbytu faraona” 😀

SOCJOLOGIA

Nauka tak bardzo potrzebna, że aż dziwna 😛 Nie przepadam za takimi zajęciami, moim zdaniem to zapchajdziury, ale jak trzeba chodzić, to trzeba. To już moje drugie spotkanie z tym przedmiotem – pierwsze zaliczyłam na farmacji. Dzięki temu udało mi się uniknąć chodzenia na wykłady. Zajęcia nie były tak nudne, jak się tego spodziewałam, poruszaliśmy tematy ważne z perspektywy zawodu lekarza. Zostaliśmy podzieleni na małe grupki (a raczej sami się podzieliliśmy) i każda miała przygotować na zajęcia prezentację. Ja i moi znajomi wybraliśmy temat „Szpital jako instytucja społeczna”, który okazał się być dość ciekawy i interesujący. Omawialiśmy jeszcze między innymi pracę lekarza, problem niepełnosprawności, nałogów, patologii, starości. Na koniec czekało na nas kolokwium na zaliczenie, które większość zdała bez większych problemów. Egzaminu z tego przedmiotu nie było.

FAKULTET: JĘZYK WŁOSKI

Starałam się wybierać takie fakultety, które jak najszybciej się kończyły, były ciekawe i niezbyt wymagające. O ile włoski nie wymagał pisania kolokwiów czy sprawdzianów, tak nie był ani ciekawy, ani krótki. Zajęcia skończyliśmy w maju, czyli dość późno. Miałam wrażenie, że na tych zajęciach zostałam rzucona na głęboką wodę – ciężko było mi nadążać za wątkiem, skupić się. Jak coś notowałam – inne sprawy umykały. Uczyliśmy się jakichś podstaw, ale i medycznego słownictwa. po tych zajęciach nie umiem nic nowego. Nie podobały mi się. Żałuję, że nie wybrałam łaciny – mogłabym ja przepisać, a nawet jeśli nie – pomogłaby mi trochę w anatomii.

FAKULTET: ALERGENY

Fakultety komedia 😀 Tu też należało wykonać prezentację i uczestniczyć na każdych zajęciach, a dodatkowo rysowaliśmy sobie pyłki i inne stworki – jak ktoś mial kredki i zabarwił je na kolorowo dostawał pochwałę – praktycznie tak, jak w przedszkolu. Kończyliśmy je szybciej, niże powinniśmy, bo nikomu nie chciało się siedzieć do późna na uczelni – prowadzącym też. Moja grupa robiła prezentację jako pierwsza, potem wszyscy ściągali od nas i powtarzali praktycznie to samo – nikt się jednak nie czepiał 😛 Zajęcia prowadziła Kleopatra – jak zobaczycie tę sympatyczną kobietę od razu będziecie wiedzieli, ze to ona 😛 Ogólnie nudne, ale szybko mijające zajęcia, które skończyły się po 5 tygodniach – warunkiem zaliczenia było posiadanie zeszytu i wykonanie prezentacji.

PODSUMOWANIE

Jeśli ktoś kiedyś powie Wam, że na medycynie nie ma życia – nie wierzcie. Owszem, na trzecim roku jest ciężko, ale to wszystko jeszcze przede mną – podobno jeśli przetrwa się I i III – dalej będzie już z górki. Na pierwszym roku miałam czas dla siebie, swoich pasji i dla znajomych. Na miasto wychodziłam częściej, niż na farmacji. Mogłam ustalić w tygodniu dzień, w którym leniuchowałam, nie musiałam non stop siedzieć w książkach. Razem z Mateuszem gotowaliśmy i sprzątaliśmy – nic strasznego. Wbrew temu, jaka panuje opinia o studentach zawsze mieliśmy choć chwilę, by ogarnąć mieszkanie. Sesja była ciężkim kawałkiem chleba, głównie od strony psychicznej – 1,5 miesiąca nauki potrafi wykończyć człowieka – jak zaczęłam 29 maja, tak skończyłam 5 lipca 😛 Ogólnie spodziewałam się czegoś gorszego, a odniosłam wrażenie, że to na farmacji było mi ciężej. Jeśli zamierzacie iść na studia medyczne powiem jedno – jest ciężko, ale nie na tyle, by sobie nie poradzić. Jeśli dobrze zaplanujecie swój czas i nie narobicie sobie zaległości – zaliczycie wszystko – niezależnie od tego czy w sesji, czy już na poprawkach. Nie m się czego bać, warto stawiać sobie poprzeczkę coraz wyżej.
  • PODSUMOWANIE PIERWSZEGO SEMESTRU NA LEKARSKIM ZNAJDZIECIE tutaj.
Co sądzicie o moim planie? Który z tych przedmiotów zainteresowałby Was najbardziej?
Pozdrawiam ♥
Uncategorized

#FEBNAILS | PAZNOKCIE A ZDROWIE I MEDYCYNA

26 lutego 2017
 

Cześć!
Jest już strasznie późno, a ja dopiero siadam do napisania tego posta… Tak, piszę go o 22, mam nadzieję, że zdążę przed północą – nie chcę sprawić dziewczynom zawodu. 
Jeśli miałabym w kilku zdaniach podsumować ten tydzień – pot i łzy – dawno się już tak nie zmęczyłam, mam nadzieję, że od jutra zaczną się dla mnie łaskawsze dni 😛 Większość spraw udało mi się pozałatwiać, więc nic oprócz zajęć i nauki nie powinno absorbować mojego czasu 🙂
Dziś postanowiłam napisać Wam nieco inny, odmienny od reszt wpisów post. Nie mam zdolności do malowania paznokci, dlatego opowiem Wam o paznokciach w medycynie 😛 Jesteście ciekawi, co znajdzie się w jego dalszej części – zapraszam! 🙂

PAZNOKCIE, A ZAWÓD MEDYCZNY
Dłonie i paznokcie są nie tylko wizytówką kobiet, ale każdego człowieka. Zawsze myślałam, że na studiach medycznych będę musiała wystrzegać się malowania paznokci i skracać je za każdym razem kiedy zaczną wykraczać poza opuszki palców. Na kierunku lekarskim nikt nie zwraca nam uwagi – są dziewczyny z paznokciami, w które ciężko jest cokolwiek złapać i jedyne, co dostają, to komplementy na ich temat 😛 Na pielęgniarstwie jest za to całkiem odwrotnie – tam pomalowane paznokcie są źródłem wielu nieporozumień i uwag, dlatego lepiej nie ryzykować.
A jak ma się to w dorosłym życiu i późniejszej praktyce? Raczej tak samo, chociaż odchodzi się od tego, żeby zwracać uwagę pielęgniarkom. 
Jak ja wyobrażam sobie idealne dłonie pracowników służby medycznej? Zadbane, z krótszymi paznokciami, pociągnięte chociaż odżywką – ważne, żeby prezentowały się schludnie i elegancko. „Szpony” są moim zdaniem nie na miejscu, ale kto co lubi. A Wy, jak je sobie wyobrażacie?
CO PAZNOKCIE MÓWIĄ I TWOIM ZDROWIU?
  • Niedobór witaminy B7
Wiąże się on z przesuszeniem paznokci, a więc i ze zwiększoną ich łamliwością i kruchością. Wystarczy nawet lekkie uderzenie aby paznokieć złamał się bądź ukruszył.
  • Pionowe fałdy, wzniesienia na płytce
Pionowe wyniesienia są typowe raczej dla osób starszych i wiążą się z wiekiem. Tak, jak na naszej skórze pojawiają się zmarszczki, tak zmienia się struktura płytki naszych paznokci. Mogą być także skutkiem wielu chorób, chociaż jeśli nie występują wraz z innymi zmianami można spać bezpiecznie. 
  • Poziome fałdy i dołki na paznokciu
O ile pionowe bruzdy wiązały się z wiekiem, tak poziome są już wynikiem niewłaściwie wykonywanego manicure. Zbyt mocne usuwanie skórek z płytki, wycinanie ich radełkiem i majstrowanie przy proksymalnym brzegu paznokcia (tym od strony palca) wiążą się z uszkodzeniem zewnętrznych warstw paznokcia – warto być przy tych czynnościach delikatnym. Poziome bruzdy mogą też wiązać się z łuszczycą.
  •  Żółte paznokcie
Winne są papierosy, zbyt duża ilość karotenu, choroby wątroby czy niedobór witaminy E. Warto zacząć od zbadania poziomu witaminy lub uważać na pomarańczowe czy marchwiowe soki i żółte warzywa i owoce 😛
  • Grzybica
Choroba, którą dość łatwo jest się zarazić, szczególnie jeśli chodzi się na basen lub nosi się niedopasowane, nieoddychające buty i skarpetki (wilgoć i ciepło sprzyja rozwijaniu się grzybów). Paznokcie mogą mieć wtedy zielonkawy kolor, być miękkie, łuszczące się warstwa po warstwie a także wydają niezbyt przyjemny zapach. Podejrzewasz u siebie grzybicę – koniecznie zgłoś się do lekarza.
  • Białe plamki na paznokciu
Ile ja się nasłuchałam na ich temat – a, bo nie jesz owoców, nie jesz warzyw, to wszystko przez brak witamin i minerałów! Po części tak 😛 Wiąże się to głównie z niedoborem cynku, ale może mieć też zupełnie inne podłoże. U mnie często plamki pojawiają się po uszkodzeniach mechanicznych – tu stuknę palcem, tu uderzę, a zamiast krwiaków pojawiają się u mnie białe kropki.
  •  Onycholiza 
Wbrew wszelkiemu przekonaniu nie jest to choroba zakaźna, często powstaje przez uszkodzenia mechaniczne, a nie chemiczne. Onycholiza to odejście płytki od macierzy, warto iść wtedy do lekarza, który przepisze maści sterydowe. Nie radzę kombinować z olejkiem herbacianym – olejki eteryczne mogą uczulać, więc nie warto ryzykować pogłębieniem problemu.
DLACZEGO NIEPOMALOWANY PAZNOKIEĆ RATUJE ŻYCIE?
Jak wiecie – w życiu różnie bywa. Wypadki zdarzają się nawet najbardziej ostrożnym. Dlaczego warto mieć niepomalowane paznokcie? Dlaczego przy zabiegach lub operacjach warto jest zrezygnować z pomalowania chociaż jednego pazurka? Po pierwsze – pulsoksymetr nie może prawidłowo odczytywać parametrów życiowych nawet wtedy, kiedy paznokcie pomalowane są na jasny kolor. Z drugiej strony kiedy dochodzi do niedotlenienia – najpierw widać to po sinych paznokciach. Często wykonuje się test – naciska lekko na paznokieć i bada się, w jakim czasie powróci on do naturalnej, lekko różowej barwy. Im dłużej to trwa, tym słabsze jest krążenie naszej krwi.
To by było na tyle! Mam nadzieję, że post o trochę innej tematyce się Wam spodobał 🙂 Zapraszam do pozostałych dziewczyn, które współtworzą serię #Febnails 🙂

Udało mi się Was zaciekawić? Znalazłyście tu jakąś informację, o której nie miałyście pojęcia?
Pozdrawiam!

Uncategorized

MEDYCZNIE… | PODSUMOWANIE I SEMESTRU NA KIERUNKU LEKARSKIM NA UMB

11 lutego 2017

Hej!
Tak, jak obiecałam, przychodzę do Was z nową serią zatytułowaną „Medycznie…”. Postanowiłam rozpocząć od czegoś neutralnego, a potem poruszę tematy, które będą najbardziej Was interesować i o których napiszecie mi, np. w komentarzach 🙂 Zaczynamy więc nową podróż! Opowiem Wam o tym, jakie są moje odczucia po pierwszym semestrze studiowania medycyny! Jeśli jesteście ciekawi co sądzę na temat każdego z przedmiotów, z jakich podręczników korzystam i z czego jestem najbardziej zadowolona – zapraszam dalej 🙂

  • Chemia medyczna
Typowy przedmiot zapychacz, na UMB nie kończy się egzaminem, ani oceną – jest po prostu na zaliczenie. Na nieszczęście mojej grupie wypadał w piątek i to późnym wieczorem. Z drugiej strony cieszyliśmy się z tego powodu, ponieważ kiedy w grudniu skończyliśmy zajęcia – mieliśmy dłuższe weekendy. Zajęcia odbywały się raz w tygodniu przez 5 tygodni. Były to laboratoria pomieszane z seminariami. Raz robiliśmy doświadczenia, innym razem zadania – raczej podstawowe rzeczy i jeśli ktoś słuchał na zajęciach i chodził na wykłady – dało się to zaliczyć za pierwszym razem. Czy był to ciekawy przedmiot? Sporo tematów powtórzyło mi się z farmacji, więc dla mnie nie było to nic odkrywczego, ale dla przeciętnego licealisty mieszanie kolorowych roztworów w probówkach jest ciekawe 😛 Sama byłam tym zafascynowana. 
  • Informatyka
Przedmiot gorszy niż poprzedni, 4,5 godziny siedzenia przed komputerem. Word, Power Point, Excel i te sprawy. Poziom jak kilkanaście lat temu, moim zdaniem taka informatyka przydaje się tylko tym osobom, które praktycznie nie mają kontaktu z komputerem. Informatyka również była tylko na zaliczenie i trwała, tak samo jak chemia, 5 tygodni.

  • Biochemia
Myślałam, że nigdy nie polubię biochemii. Cykle Krebsa, reakcje pomostowe, białka, enzymy, trawienie. Brrr… O ile teorii lubię się uczyć, tak reakcje czasem potrafią doprowadzić mnie do białej gorączki. Wbrew pozorom lubię ten przedmiot, mamy fajnego profesora, który nie lubi, kiedy uczymy się na pamięć, dlatego nie karze wkuwać setek wzorów. Prowadząca ćwiczenia jest wymagająca, ale nie ma u niej problemu z poprawami. Każde ćwiczenie zaczyna się wejściówką z materiału, który na nim obowiązuje. Raz są trudniejsze, raz łatwiejsze, nie są na ocenę, a jeśli ktoś ich nie zalicza zazwyczaj zdąży poprawić je ustnie przed końcem zajęć. Laboratoria, bo taką formę mają te ćwiczenia, trwają regulaminowo trzy godziny, ale często wyrabiamy się zrobić wszystkie doświadczenia w ciągu półtorej, do dwóch godzin.  Moim zdaniem są to zajęcia bardzo ciekawe, pokazujące różne procesy zachodzące w naszym organizmie. Dzięki biochemii możemy dowiedzieć się, jakie procesy zachodzą w naszym organizmie i co dzieję się, kiedy jakiś trybik przestanie działać.
W Białymstoku korzystamy z Biochemii Bańkowskiego, bo był on kiedyś kierownikiem katedry biochemii lekarskiej na UMB. Z Harpera może korzystać ktoś, komu się „Baniek” nie podoba, natomiast pytania są głównie z pierwszego podręcznika, więc ja postanowiłam nie kombinować 😛 Na ćwiczeniach korzystamy ze specjalnie przygotowanego skryptu z instrukcjami postępowania i opisem doświadczeń.
Biochemia kończy się opisowym egzaminem w sesji letniej.

  • Histologia z embriologią
Moja przygoda z histologią zaczęła się, powiedzmy, tak sobie 😛 Nie wiedziałam, jak mam ten przedmiot ugryźć, czy uczyć się z podręczników, czy z wykładów. Siadać ogółów czy zwracać większą uwagę na szczegóły… Na szczęście po pierwszym, niezaliczonym kolokwium wiem, że najlepiej siadać jest do wykładów i wiedzę uzupełniać podręcznikiem.
Histologia to nauka zajmująca się budową tkanek i na tym właśnie bazujemy. W pierwszym semestrze omawialiśmy wszystkie tkanki – nabłonkową, łączne, mięśniową, nerwową itd. Przedmiot jest dość trudny, bo trzeba pamiętać o wielu nowych pojęciach, trudnych nazwach. Podręcznikiem, z jakiego korzystam jest Zabel, czasem uzupełniam braki w Sawickim. Na każdych zajeciach rysujemy preparaty mikroskopowe, co do najłatwiejszych nie należy – czasem głowa wie, jak ma coś ukazać, a ręka nie chce współpracować 😛 Trzeba zaparzyć się w sporo różowych, czerwonych i fioletowych kredek.
Embriologię mieliśmy w styczniu, omawialiśmy ją raczej ogólnie. Naukę zaczęliśmy od powstawania komórek płciowych, przeszliśmy przez zapłodnienie, a skończyliśmy na rozwoju płodu. Tutaj prezentowaliśmy opracowania tematów na seminariach, a ja niestety przemawiać w obecności innych osób nie lubię, bo bardzo się stresuję 😛
Każde ćwiczenie zaczyna się wejściówką z obowiązującego na te ćwiczenia tematu. Aby zostać dopuszczonym do kolokwium można nie zaliczyć tylko jednego sprawdzianu. W innym wypadku, z automatu mamy 2. Wejściówek nie można poprawiać.
Kolokwia składają się z części praktycznej i teoretycznej. Teoria to test z pytaniami otwartymi i zamkniętymi, a praktyka polega na rozpoznawaniu preparatów mikroskopowych, które wcześniej rysowaliśmy. Przynajmniej jeden z tych trzech preparatów jest preparatem celowanym – oznacza to, że jest na nim zaznaczona jakaś ultrastruktura, czy komórka, a my, oprócz nazwy tkanki, musimy powiedzieć co to dokładnie jest. Jedynym ich minusem jest fakt, że zbiorcza poprawka jest dopiero przed sesją, a wtedy i tak mamy dużo nauki. Jeśli ktoś nie zda czterech kół – poprawia wtedy cztery, a to już prawie jak egzamin 😛
Przedmiot kończy się egzaminem w sesji letniej.

  • Biofizyka
Z fizyką tak to już jest – albo się ją lubi, albo nienawidzi 😛 Nigdy nie miałam z nią większych problemów, czasem niektóre zagadnienia były jednak trudne do zrozumienia, a w internecie, czy nawet niektórych książkach nie jest to opisane tak, aby ktoś, kto z fizyką ma mały kontakt mógł dobrze to zrozumieć.
W Bydgoszczy obowiązywał mnie cały materiał z biofizyki Jaroszyka, tutaj jest to ograniczone do trzech najbardziej potrzebnych nam działów – elektromedycyny,  promieniotwórczości i optyki. Każdy dział składa się z 4 ćwiczeń, przy czym na 4 robimy i zadanie i piszemy sprawdzian. Aby być dopuszczonym do egzaminu trzeba uzbierać określoną ilość punktów – na każdym ćwiczeniu można zdobyć jeden dodatkowy punkt, co łącznie daje 12, sprawdziany są za 9 punktów, a kolokwium za 40. Minimalna liczba punktów gwarantująca dopuszczenie to 33 punkty, zwolnienie z egzaminu mamy za 61 punktów, a maksymalna ich liczba wynosi 79.
Zajęcia były ciekawe, mi najbardziej podobały się chyba te na elektromedycynie. Zakład jest zakręcony, niektórzy prowadzący też, ale raczej nikt nie robił nam problemów z zaliczeniem, a punkty dodatkowe były przyznawane naprawdę często. Egzamin był średniej trudności, ja napisałam go na 76%, a uczyłam się tylko przez weekend.
Co robiliśmy na ćwiczeniach? Badaliśmy rozpady promieniotwórcze (zastosowanie np. w Pozytonowej Tomografii Emisyjnej – PET), badaliśmy dźwięki za pomocą oscyloskopu, odczytywaliśmy EKG, rozpracowywaliśmy działanie lasera, soczewek czy refraktometru. Na zajęciach się raczej nie nudziliśmy, było co robić.
Do nauki najbardziej przydał się skrypt wypożyczony z Zakładu. Każdy z nas musiał obowiązkowo uzupełniać też wydrukowany ze strony Zeszyt Ćwiczeń. Jako książkę uzupełniającą wybrałam Miękisza i Jaroszyka, ale z żadnej z nich nie skorzystałam.
  • Anatomia
Smaczek zostawiłam na koniec. Anatomia to przedmiot, który ciekawił mnie przed studiami najbardziej, a także ten, który uważałam za najtrudniejszy. Przez kilka pierwszych tygodni największym problemem była dla mnie łacina. Uczyłam się tego języka przez rok na farmacji, ale końcówki nadal potrafiły być problemem. Zaczęliśmy od prostego działu, który wydawał się być kosmicznie trudnym (te początki… :P). Na początku nauczenie się kilkudziesięciu nazw i lokalizacji struktur po polsku i po łacinie było czymś bardzo trudnym, teraz mam wrażenie, że z każdym tematem idzie nam coraz lepiej.
Ćwiczenia odbywają się dwa razy w tygodniu, w poniedziałki i czwartki i są poprzedzane wykładami. Uczymy się do przodu, bo w innym przypadku nie wciągnęlibyśmy nic na ćwiczeniach. Trwają one 2 godziny i 15 minut. Na każdych omawiamy z asystentem dany materiał, a później mamy czas na przyjrzenie się preparatom. Niektórych na początku to brzydziło, teraz raczej nikt nie kręci nosem. Najbardziej uciążliwy jest zapach formaliny – na moje oczy na szczęście nie działa, natomiast czasem tak potrafi podrażnić mi nos, że ciężko jest oddychać. 
Tak jak wspominałam – zaczęliśmy od osteologi, później zajęliśmy się Ośrodkowym Układem Nerwowym (OUN) i płynnie przeszliśmy do Głowy i Szyi (GiS). Najtrudniejsze działy mamy już za sobą, teraz ma być tylko lepiej 😛
Każde ćwiczenie kończy się szpilkami, czasem też teoretyczną wyjściówką. Na kolokwiach zbieramy punkty, podobnie jak na biofizyce, aby mieć dopuszczenie do egzaminu. 
Na zajęcia niezbędny jest atlas – ja wybrałam Prometeusza, ale moim zdaniem fajny jest też Sobotta (Prometeusz ma taką przewagę, że znajduje się w nim wiele uwag klinicznych). Jako podręcznik wykorzystuję Skawiny, czterotomowego Narkiewicza i podręczniki Greya.

Pierwszy semestr nie był trudny, ale na początku ciężko było mi się dostosować – każdy musi znaleźć swój sposób na najdoskonalsze zdobywanie i gromadzenie wiedzy. Mam nadzieję, że letnia sesja pójdzie mi tak samo dobrze jak zimowa – gdybym zaliczyła wszystkie egzaminy w pierwszym terminie, miałabym naprawdę dłuuugie wakacje 😛



Macie jakieś pytania? O czym chcielibyście przeczytać w następnych postach z tej serii? Jaki przedmiot najbardziej Was zainteresował?
Pozdrawiam 😀