Wybrany tag

makijaż

Uncategorized

LILY LOLO | ZESTAW PĘDZLI 10 PIECE LUXURY BRUSH SET | NAJMILSZE PĘDZLE ŚWIATA

24 lipca 2017
LILY LOLO | ZESTAW PĘDZLI 10 PIECE LUXURY BRUSH SET

Hej!
Pewnie
jak każda z Was zaczynałam od nakładania makijażu palcami. W liceum nie
wyobrażałam sobie używać narzędzi przy malowaniu twarzy, a oczu wtedy
nie podkreślałam.
Myślałam, że to niepotrzebny wynalazek – po co mam
inwestować w coś, co mogę zastąpić czymś, co już posiadam.
Moje
podejście zmieniło się w ostatniej klasie, kiedy bardziej zaczęłam
interesować się tematem urody i po prostu zaczęłam dojrzewać. Brakowało
mi pola do popisu – chciałam próbować różu, cieni
– nakładanie ich za
pomocą dłoni nie jest już tak proste, jak ma się to w przypadku podkładu
czy korektora.
Postanowiłam
zainwestować i zamówić pierwszy zestaw z lepszej, polecanej ogólnie
firmy. Wybrałam znane wszystkim Hakuro – tanie, ale dobrej jakości.
Teraz szukam coraz to nowych, lepszych, miększych – mam potrzebę
testowania i znalezienia ideału. Czy zestaw pędzli Lily Lolo Luxury
Brush Set spełnił moje oczekiwania? Czy stał się moim ulubionym?
Zapraszam na opisz poszczególnych pędzli – jesteście ciekawi, czy
znalazłam wśród nich bubla?

LILY LOLO | ZESTAW PĘDZLI 10 PIECE LUXURY BRUSH SET 2

LILY LOLO | ZESTAW PĘDZLI 10 PIECE LUXURY BRUSH SET 3

Pierwsze, co rzuca nam się w oczy to czarne etui wykonane z grubej, ekologicznej skóry. Świetnie chroni pędzle i podczas codziennego używania i w podróży. W środku znajdują się specjalne przegródki na konkretne modele, a tam, gdzie znajduje się włosie umieszczona jest dodatkowo skórzana nakładka, która zabezpiecza je przed uszkodzeniami. Podszewka wykonana jest z mocnego płótna w kolorze białym z czarnymi elementami – logiem Lily Lolo.
Każdy pędzel składa się z dość długiego, białego trzonka opatrzonego logotypem oraz proponowanym przeznaczeniem, czarnej skuwki i brązowo-czarnego syntetycznego włosia niezwykle wysokiej jakości. Nie bez powodu wspomniałam w tytule, że są to najmilsze pędzle świata – ich dotyk przypomina mgiełkę, delikatną chmurkę, a nie ciężką artylerię. Pędzle są matowe, klasyczne, dobrze leżą w dłoni. Niżej znajdziecie krótki opis każdego z nich.

Pędzel do bronzera (Bronzer Brush) LILY LOLO COSTASY

Pędzel do bronzera (Bronzer Brush)

Jeden z moich ulubionych pędzli z zestawu, ma sporą ilość włosia i jest zbity, ale przy tym bardzo mięciutki. Włosie jest średniej długości, przez co pędzel dobrze sprawdza się przy aplikacji sypkich produktów o niższej pigmentacji. Bronzerów nie używam, więc u mnie sprawdza się idealnie jako pędzel do pudru – można go nim wprasować w skórę lub lekko omieść – zależnie od efektu, jaki chcemy uzyskać.

Pędzel do bronzera (Bronzer Brush) LILY LOLO COSTASY

Pędzel do pudru (Powder Brush) LILY LOLO COSTASY


Pędzel do pudru (Powder Brush)

Większy od poprzednika. Ma węższy trzonek, ale jest on takiej samej długości. Ma podobną ilość włosia, ale jest ono dłuższe i bardziej przypomina zaokrąglony prostokąt (w przekroju) niż kulkę, jak miało to miejsce w przypadku pędzla do bronzera.  Zupełnie inny kształt i długość włosia sprawiają, że lepiej omiatać nim skórę, wprasowywanie pudru, czy wklepywanie go jest w tym przypadku ciężkie i raczej nieuzasadnione. Myślałam, że nie przypadnie mi do gustu, ale puder po aplikacji tym pędzlem tak samo dobrze utrwala makijaż, a ja przekonałam się do tego pomocnika 🙂

Pędzel do pudru (Powder Brush) COSTASY LILY LOLO

Pędzel do różu (Blush Brush) COSTASY LILY LOLO

Pędzel do różu (Blush Brush)

Na pierwszy rzut oka bardzo przypomina mi mój ulubiony pędzel Hakuro, ale po bliższym spotkaniu mam na jego temat inne zdanie. Owszem, kształtem go przypomina, natomiast włosia jest o wiele mniej, jest ono miększe i bardziej giętkie. Idealnie nadaje się do aplikacji mocno napigmetowanych kosmetyków, np. róży mineralnych. Kształt pozwoli nie tylko na aplikację różu,a le też innych kosmetyków do konturowania – bronzera czy rozświetlacza. Jak dla mnie jest wielozadaniowym gagatkiem, warto mieć choć jeden ścięty pędzel do twarzy w swojej kolekcji. 

Pędzel do różu (Blush Brush) COSTASY LILY LOLO

Pędzelek do korektora (Concealer Brush) COSTASY LILY LOLO

Pędzelek do korektora (Concealer Brush)

Pędzel, dla którego również zmieniłam zastosowanie. Jest dość duży, choć zdjęcia tego nie oddają. ma bardzo zbite, krótkie włosie ścięte lekko na owal. Przez to, że jest zbity nada się dobrze do aplikacji kamuflaży – zarówno płynnych, kremowych, jak i sypkich, czyli mineralnych. Nakładałam nim też puder pod oczy, a nawet cienie na powieki, czy rozświetlacz na szczyty kości policzkowych. Wielozadaniowa sztuka, jedna z moich ulubionych z tego zestawu.

Pędzelek do korektora (Concealer Brush) COSTASY LILY LOLO

Pędzelek do rozcierania (Eye Blending Brush) COSTASY LILY LOLO

Pędzelek do rozcierania (Eye Blending Brush)

Kolejny dość sporych rozmiarów pędzel do oka. Ma długie włosie, które jest średniej gęstości. Dobrze rozciera się nim cienie, można też aplikować nim je na całą powiekę i delikatnie rozetrzeć granicę, by stworzyć gradient jednego koloru. Moim zdaniem ma jeden minus – u osób z bardzo małą powierzchnią powieki lub w ogóle oczami może się nie sprawdzić przez wzgląd na jego rozmiar. Co do mnie – nie mam oczu kota za Shreka i daję radę – nie jest więc tak źle 😀

Pędzelek do rozcierania (Eye Blending Brush) COSTASY LILY LOLO 2

Pędzelek do cieni (Eye Shadow Brush) COSTASY LILY LOLO 2

Pędzelek do cieni (Eye Shadow Brush)

Kolejny pędzelek do oka, mniejszy od poprzednika, ma krótsze włosie i jest bardziej zbity. Najlepiej sprawdza się do nakładania cieni na powiekę, chociaż można nim też lekko blendować granice, jeśli nie mamy pod ręką nic bardziej precyzyjnego. To dość uniwersalny, lekko zaokrąglony na końcach model i spłaszczony w przekroju – fanki makijażu oka na pewno znają taki rodzaj pędzla.

Pędzelek do cieni (Eye Shadow Brush) COSTASY LILY LOLO 2

Pędzelek do załamania powieki (Socket Line Brush) COSTASY LILY LOLO

Pędzelek do załamania powieki (Socket Line Brush)

Bardzo precyzyjna, lekko ścięta kuleczka do makijażu oka. Włosie jest krótkie, ale jest go sporo i dzięki temu pędzelek jest sztywny, ale nie kłujący czy drapiący. Producent zaleca stosować go do makijażu załamania, ale ja lubię konturować nim też dolną powiekę. Nadaje się do precyzyjnego nanoszenia cieni na skórę, jest mały i zmieści się w każdym zakamarku naszego oka. Dobrze sprawdza się też przy aplikacji cienia w wewnętrznym kąciku. 

Pędzelek do załamania powieki (Socket Line Brush) COSTASY LIL LOLO 2

Podwójny pędzelek do kresek (Eye Liner-Smudge Brush) COSTASY LILY LOLO

Podwójny pędzelek do kresek (Eye Liner-Smudge Brush)

Pierwszym, co zobaczyłam w tym pędzelku była ścięta końcówka. Jej włosie jest krótkie, ścięte, precyzyjnie wycięte, a sam pędzelek naprawdę cieniutki. Można wyrysować nim precyzyjne, delikatne kreski, ale też grubsze linie. Idealnie sprawdza się też przy makijażu brwi pomadą czy cieniem i do tego najczęściej go stosuję.
Druga strona początkowo wydawała mi się śmieszna i niepotrzebna. To aplikator wykonany z dość twardej gąbki. Część z Was na pewno myśli, że takie pacynki to już przeżytek, ale ta wcale nie przypomina tych z tanich palet. Dobrze sprawdza się przy rozmywaniu kresek i tworzeniu smoky eye.

Podwójny pędzelek do kresek (Eye Liner-Smudge Brush) COSTASY LILY LOLO 2

Podwójny pędzelek do kresek (Eye Liner-Smudge Brush) COSTASY LILY LOLO 3

Podwójny pędzelek do brwi (Angled Brow-Spoolie Brush) COSTASY LILY LOLO

Podwójny pędzelek do brwi (Angled Brow-Spoolie Brush)

Jeden z końców tego pędzelka to szczoteczka/spiralka do wyczesywania brwi, która jest niezbędna, jeśli jesteście posiadaczką dłuższych, plątających się włosków (jak ja) lub chcecie na koniec makijażu tej partii chcecie pozbyć się nadmiaru osadzonego na skórze i włosach kosmetyku. Jest wykonana z twardego, ale nie nieprzyjemnego włosia i dobrze spełnia swą funkcję.
Drugi z końców to jedyny „bubel” w tym zestawieniu. Trochę nie rozumiem idei tego pędzelka – na pierwszy rzut oka wydaje się być fajny, ale kiedy spojrzymy na jego przekrój nie jest już tak kolorowo. Jest dość gruby i szeroki, a włosie szorstkie, szczeciniaste. O ile przy moich grubszych brwiach można nim coś wyczarować, tak przy cienkich pędzie bezużyteczny. Do makijażu brwi, precyzyjnego, imitującego nasze włosy zdecydowanie lepiej sprawdzi się pędzel do kresek z tego zestawu.

Podwójny pędzelek do brwi (Angled Brow-Spoolie Brush) COSTASY LILY LOLO 2

Podwójny pędzelek do brwi (Angled Brow-Spoolie Brush) COSTASY LILY LOLO 3

Podwójny pędzelek do brwi (Angled Brow-Spoolie Brush) COSTASY LILY LOLO 4

Pędzelek do ust (Lip Brush) COSTASY LILY LOLO

Pędzelek do ust (Lip Brush)

Jedyny składany pędzel w całym zestawie. Ma sztywne włosie, ale jest miękki i nie szoruje po ustach. Ścięty na prosto pozwala dotrzeć do każdego zakamarka naszych ust i wyrysować proste, symetryczne linie. Jest cieniutki i precyzyjny. Dzięki temu, że jest składany bez problemu możemy zabierać go solo do torebki – nie dość, że nie pobrudzi zawartości, to jeszcze będzie chroniony przed uszkodzeniami. Kolejny pędzel, który bardzo mi się spodobał 🙂

Pędzelek do ust (Lip Brush) COSTASY LILY LOLO 2

LILY LOLO | ZESTAW PĘDZLI 10 PIECE LUXURY BRUSH SET 6

Jak oceniam te pędzle? Bardzo mi się spodobały. Uważam, że są naprawdę dobre. Wykonanie mogę śmiało określić jako bardzo dobre, a nawet celujące – nie ma tu mowy o krzywo przyciętym włosiu, jego wypadaniu czy szorstkości (nie mówię o egzemplarzach, które muszą być nieco sztywniejsze). Trzonki wykonane są z dbałością o każdy szczegół, a skuwki dobrze się ich trzymają. 
Włosie syntetyczne jest odpowiednie dla wegan, pędzle są więc cruelty free. 
Oprócz jednej części pędzla do brwi korzystam z nich regularnie i jestem zadowolona. Są miękkie i makijaż nimi to prawdziwa przyjemność. Podczas mycia włosie nie odbarwia się i nie wypada, tak samo przy suszeniu. Nie wymagają nakładania odżywki po myciu.

LILY LOLO | ZESTAW PĘDZLI 10 PIECE LUXURY BRUSH SET 4
Pędzle znajdziecie między innymi na costasy.pl. Zestaw Luxury Brush Set kosztuje 301.40 zł, uważam, że to dobra cena za taka jakość.

LILY LOLO | ZESTAW PĘDZLI 10 PIECE LUXURY BRUSH SET 5

Znacie pędzle Lily Lolo? Co sądzicie o tym zestawie? Który z tej 10 najbardziej przypadłby Wam do gustu?
Pozdrawiam :*
Uncategorized

#WIOSENNIK | BARWY WIOSNY | NIEZBĘDNIKI WIOSENNEGO MAKIJAŻU

30 kwietnia 2017
#wiosennik barwy wiosny wiosenne kosmetyki wiosenny makijaż

Hej!
Czy Wam czas też tak szybko mija? Marzec i kwiecień przepłynęły mi przez palce zanim zdążyłam się obejrzeć – jeszcze kilka tygodni i zacznie się sesja, której już zaczynam się bać. Na szczęście dopuszczenie do egzaminów jest, więc nie ma co się stresować – może wcale nie będzie tak źle.

Tej niedzieli zapraszamy Was w podróż po krainie kolorów i barw. Poruszałyśmy już tematy lifestyle, pielęgnacyjne, opisywałyśmy wiosenne zapachy – nie mogło więc zabraknąć czegoś, co dotyczyłoby makijażu. Mimo tego, że pielęgnacja jest mi bliższa, uważam, iż makijaż dodaje mi sporo pewności siebie i nie wyobrażam sobie sytuacji, w której musiałabym całkowicie z niego zrezygnować.

Jakimi czynnościami umilam sobie wiosenny makijaż? Czy w ogóle zmieniam jakikolwiek krok w mojej makeupowej rutynie? Co jest wtedy wisienką na torcie? Jesteście ciekawi? Zapraszam!

#wiosennik barwy wiosny wiosenny makijaż kosmetyki na wiosnę

#wiosennik jak zmienia się makijaż na wiosnę

Makijaż jest dla mnie ważny, tak jak pisałam wyżej jest czymś, co w znacznym stopniu podnosi moją samoocenę i sprawia, że lepiej czuję się w swoim ciele. Jestem już na tyle dojrzała, że udało mi się dojść do etapu, kiedy to nie tylko akceptuję samą siebie, ale również widzę swoje zalety. Są nimi np. ładnie usta, piękny kolor oczu czy włosy. Wiem, że mam wady, ale zdaję sobie sprawę z tego, że nie ma ludzi idealnych i każdy z nas je ma. Dojście do miejsca, w którym jestem dzisiaj zajęło mi sporo czasu, ale jestem dumna z tego, że udało mi się pozbyć choć kilku swoich kompleksów, a nad pozostałymi zamierzam nadal pracować i, przede wszystkim, się nie poddawać.

#wiosennik jakie kosmetyki wybrać na wiosnę

Czym jest dla mnie makijaż? 

Tym, co uwydatnia moje mocne strony i delikatnie tuszuje mankamenty. Pozwala mi trochę zaszaleć i coś zmienić – nie farbuje włosów, więc chociaż kolor ust mam nowy praktycznie codziennie 😛 Jest też dla mnie zabawą i czymś, dzięki czemu mogę wyrazić swoją bardziej kreatywną naturę – może na co dzień nie korzystam z tej drugiej opcji, ale od czasu do czasu puszczam wodze fantazji i zmieniam się w kogoś zupełnie innego. Ile razy słyszałam – w makijażu najważniejsze jest to, by pozostać sobą. A co wtedy, kiedy chcę się zmienić? Tak raz na jakiś czas – czy to złe? Ja uważam, że nie – wręcz przeciwnie. Eksperymenty niekiedy dają ciekawe wyniki i to właśnie dzięki takim kombinacjom wielcy ludzie byli w stanie osiągnąć coś w swoim życiu.

gipsówka blog wiosnny makijaż #wiosennik

Jaki makijaż preferuje wiosną?

Niezależnie od pory roku staram się, żeby mój makijaż wyglądał lekko i taki był. Mimo tego, że używam dość ciężkich podkładów staram się nakładać minimalną ich ilość – nie przeszkadza mi, kiedy blizny czy przebarwienia lekko prześwitują – wiem, że nikt nie zwraca na nie uwagi tak, jak ja, więc nie powinnam się nimi przejmować.
Wiosną staram się sięgnąć po więcej koloru. Wykorzystuję fakt, że na zewnątrz świeci słońce i staram się rozświetlić te miejsca, którym brakuje nieco blasku. Na ustach lądują soczyste kolory, w których jestem zakochana od kilku dobrych lat. Niżej pokażę Wam moje ulubione kosmetyki, które idealnie sprawdzają się w takim typie makijażu – korektor czy puder, to kwestia indywidualna, natomiast róże, rozświetlacze i szminki mogę Wam z czystym sumieniem polecać 😀

#wiosennik barwy wiosny kosmetyki do wiosennego makijażu róż rozświetlacz szminka

#Wiosennik barwy wiosny róż do wiosennego makijażu wiosenny makijaż jak wykonać

Zdrowy rumieniec

Kiedy zaczynałam mój makijaż do róży podchodziła bardzo sceptycznie. Pomijając fakt, że wtedy nie nakładałam na moją buzię praktycznie nic, bałam się, że róże podkreślą moje naczynka, czy jakieś drobne wypryski. Nie miałam też wyczucia i pewnie wyglądałabym jak matrioszka, dlatego eksperymenty z tym typem kosmetyku zaczęłam dość późno. Po jakie róże lubię sięgać? Te w chłodniejszych odcieniach, prawdziwie różowe, lekko połyskujące. Moim ostatnim ulubieńcem jest jednak brzoskwinia, więc przekonuję się też do innych opcji 😀

Lily Lolo róż sypki Ooh La La Lily Lolo róż prasowany In the Pink Bourjois róż wypiekany 34 Rose D'Or Maybelline róż prasowany Face Studio 70 Rose Madisson

W mojej kosmetyczce ciekawymi różami są:

  • Lily Lolo róż sypki Ooh La La
  • Lily Lolo róż prasowany In the Pink
  • Bourjois róż wypiekany 34 Rose D’Or
  • Maybelline róż prasowany Face Studio 70 Rose Madisson

Lily Lolo rozświetlacz prasowany Champagne Illuminator Wibo rozświetlacz prasowany Diamond Illuminator Lovely rozświetlacz prasowany Gold Highlighter My Secret rozświetlacz wypiekany Face Illuminator Powder Princess Dream

Młodzieńczy blask

Szał na rozświetlanie skóry trwa od kilku lat, ja rozświetlacze poznałam mniej więcej dwa lata temu i od tego okresu jestem im wierna. Uważam, że nadają twarzy zdrowego blasku, rzez co nie jest ona płaska, a nawet najcięższy makijaż wygląda wtedy naturalniej. Na początku nie do końca wiedziałam, gdzie powinien lądować, często nakładałam go zbyt dużo i pewnie śmiesznie wtedy wyglądałam – jak dyskotekowa kula 😛 Teraz, kiedy umiem wykorzystać potencjał skryty w tych małych świecidełkach uważam, że stosowane z rozwagą będą pięknie wyglądały zarówno na tłustej, jak i suchej skórze. Pamiętajcie tylko, żeby nie podkreślać nimi miejsc, w których występują niedoskonałości – wtedy to one, a nie przyjemny blask zaczynają grać pierwsze skrzypce.

#wiosennik barwy wiosny rozświetlacze jaki rozświetlacz wybrać wiosenny makijaż

Rozświetlacze, które polecam:

  • Lily Lolo rozświetlacz prasowany Champagne Illuminator
  • Wibo rozświetlacz prasowany Diamond Illuminator
  • Lovely rozświetlacz prasowany Gold Highlighter
  • My Secret rozświetlacz wypiekany Face Illuminator Powder Princess Dream

    Bourjois Rouge Edition Velvet 06 Pink Pong     Maybelline Color Sensational 904 Vivid Rose     Eveline Color Edition 705 Pink Madam     Dr Irena Eris Provoke 705 Fuchsia Rhapsody

Całuśne usta

Intensywne kolory na ustach to coś, na co lubię postawić nawet w codziennym makijażu. Odkąd chodzę na zajęcia raczej nie wybieram ich o poranku, natomiast na wspólne wypady ze znajomymi, czy wyjścia z Mateuszem nie widzę innej opcji – mogłabym nawet nie pomalować rzęs, a na ustach na pewno coś by się pojawiło. Wiosna i lato to idealny czas na wybieranie soczystych, mocno nasyconych barw. Moim ulubionym kolorem jest fuksja – nowa czerwień – w której czuję się niesamowicie kobieco. Takie mocne usta dodają mi niezwykłej pewności siebie. Sprawiają, że makijaż wygląda świeżo. Kolory o chłodnych tonach dodatkowo wybielają zęby, a to powód, dla którego powinnyśmy się częściej uśmiechać 😀

#wiosennik bawrwy wiosny szminki pomadki na wiosnę wiosenna pomadka jakie kolory szminki na wiosnę

Szminki, na które warto zwrócić uwagę:

  • Bourjois Rouge Edition Velvet 06 Pink Pong
  • Maybelline Color Sensational 904 Vivid Rose
  • Eveline Color Edition 705 Pink Madam
  • Dr Irena Eris Provoke 705 Fuchsia Rhapsody
To już ostatnia odsłona #wiosennika. Mam nadzieję, że seria przypadła Wam do gustu, a każda z dziewczyn, która miała okazję w niej uczestniczyć będzie miło ją wspominać. Bardzo się dzięki niej zbliżyłyśmy, więc na pewno nie będzie to nasza ostatnia akcja! 😀 Bądźcie ze mną na bieżąco, aby nie przegapić kolejnych wpisów 🙂

Zajrzyjcie do:

Pozdrawiam :*

Uncategorized

PĘDZLE A’LA REAL TECHNIQUES Z ALIEXPRESS | CZY WARTO?

7 października 2016

Cześć!
Jak wiecie, nie popieram kupowania podróbek, a jeśli decyduję się już na podobny produkt, to wychodzi on z rąk innej firmy i jest po prostu kosmetykiem inspirowanym. Przeglądając Instagram natknęłam się na te pędzle – coś na kształt Real Techniques, jednak nie są one w żaden sposób naznaczone – każdy z nich to no – name. Musicie przyznać, że na zdjęciach wyglądają naprawdę cudownie. A jak sprawują się przy wykonywaniu makijażu? Mogę je polecić, czy raczej powiem, żeby omijać je szerokim łukiem? Jeśli chcecie znaleźć odpowiedzi na te pytania – koniecznie zajrzyjcie do dalszej części tego wpisu 🙂 Zapraszam!

Pędzle zamówiłam jeszcze w wakacje i czekałam mniej więcej miesiąc na to, żeby do mnie przyszły. Zapłaciłam za nie nie więcej niż 5,5 USD. W Polsce za taką samą kwotę miałabym może jeden pędzel Hakuro, ewentualnie dwa, kiedy wybrałabym te do oczu. Czy za tak niską kwotę możemy spodziewać się wysokiej jakości produktu? Czy warto zastanowić się nad zakupem tych pędzli? Niżej opowiem Wam o każdej sztuce, a na koniec podsumuję cały zestaw.

Największy pędzel to ten przeznaczony do pudru. Ma długą rączkę, nieco szpiczastą. Sam jest eliptyczny, zaokrąglony, ma dość długie, ale niezbyt mocno zbite włosie syntetyczne. Jest miękki, ale bardzo sztuczny i plastikowy w dotyku. Można nim fajnie omieść twarz pudrem, ale raczej nie da się go w nią wprasować.

Pędzel do konturowania jest już innego koloru, niż jego poprzednik. Również ma długą rączkę, a włosie jest podobnej jakości. Jest też o wiele krótsze i gęściej osadzone w skuwce. Nabiera produkt, ale nie chce przenieść go na twarz, przez co ciężko wykonuje się nim jakikolwiek makijaż. Tylko w przypadku rozświetlacza radzi sobie jako tako.

Kolejny pędzel ma nieco krótszy trzonek i jest o wiele mniejszy od poprzedników. Ta lekko szpiczasta kuleczka przeznaczona do nakładania różu. Niestety tak jak w przypadku poprzednika – mimo tego, że produkt finalnie ląduje na pędzlu, to nie można przenieść go choćby w 50% na policzki. Skutkuje to tym, że musimy dokładać kilka warstw kosmetyku, żebyśmy mogli cokolwiek na jabłuszkach zobaczyć.

Ostatni pędzel do makijażu twarzy to narzędzie o ciekawym kształcie. Wydaje mi się, że służy do nakładania podkładu – z jednej strony jest płaski, z drugiej, jakby dachówkowaty – na przekroju moglibyśmy dostrzec trójkąt (mam nadzieję, że po moim tłumaczeniu zrozumiecie, jaki to kształt :P). Jest tak samo sztywny i sztuczny jak pozostałe, nie mogę nawet znaleźć dla niego ciekawej funkcji. Można nim ewentualnie przypudrować okolice pod oczami, ale cudów spodziewać się nie należy.

Jeden z trzech pędzli do oczu, które znalazły się w tym zestawie to pędzel do malowania kresek. Tu akurat fakt, że ma prawie plastikowe włosie pomaga – nie wygina się mocno, nie wpija kosmetyku więc łatwo jest nim rozprowadzać kremowe lub żelowe produkty. Używałam go do makijażu ust i jestem zadowolona – jedna z najlepszych sztuk w tym secie.

Mała kuleczka do blendowania to coś, co każda z nas, która wykonuje makijaż oczu, powinna mieć w swojej pędzlowej kolekcji. Tym gagatkiem nałożymy cień na całą powiekę i lekko go rozetrzemy, natomiast do pracy z kilkoma cieniami i budowania wielowymiarowego makijażu się nie nadaje. Moim zdaniem ma zbyt mocno zbite włosie, które jest dodatkowo krótkie i to potęguje ten negatywny efekt. Przez to jest dość sztywny i twardy, a to nie pomaga w tworzeniu płynnych przejść między warstwami.

Ostatni pędzel do oka to nieco spłaszczona, duża kulka. Jego rozmiar jest zdecydowanie zbyt duży to wykonywania makijażu oka, ale jakość wykonania jest nieco inna – na końcu włosie jest rzadsze a przy tym bardziej plastyczne, co ułatwia z nim pracę. Niestety jego rozmiar nie pozwala mi go używać w ten sposób, do jakiego został przeznaczony. Lepiej jest nakładać nim rozświetlacz lub puder w miejscach, które są ciężej dostępne.
 

Jak oceniam cały ten zestaw? Za taką sumę nie powinnam spodziewać się niczego, czego jakość bardzo pozytywnie by mnie zaskoczyła. Pędzle rzeczywiście wyglądają pięknie, ale praktycznie na tym ich użyteczność się kończy. Mają bardzo lekkie, plastikowe trzonki, a ich włosie w ogóle nie przypomina tego, z jakim miałam kontakt – jest sztywne, mało plastyczne i działa na dwa sposoby – albo pobiera produkt i później już go na twarz nie oddaje, albo nie chce zabrać go z opakowania. Plus za to, że trzonki są jednak ładnie wykonane, włosie jak na razie nie wypada i jest równo przycięte i dokładnie zabarwione. Poużywałam ich trochę, ale przyznam, że jestem przyzwyczajona do włosia lepszej jakości, a wcale nie posiadam tym droższych pędzli – moja kolekcja ogranicza się praktycznie do samego Hakuro. Umyję je i będą mi służyły jako ozdoba na biurku i do zdjęć – w tej roli na pewno spiszą się o wiele lepiej 😀
Co sądzicie o takich tanich pędzlach? Czy według Was to podróbka, czy jednak produkt inspirowany?

Pozdrawiam i życzę miłego weekendu! Mam nadzieję, że w przyszłym tygodniu uda mi się publikować posty zgodnie z harmonogramem 🙂

Uncategorized

LILY LOLO | RÓŻ IN THE PINK | RÓŻ I JUŻ?

16 września 2016

Cześć wszystkim!
Nie wiem, czy kiedyś Wam o tym mówiłam, ale róże to, zaraz po szminkach, moje ulubione kosmetyki do makijażu. Nie mam ich zbyt wielu w kolekcji – z prostej przyczyny – późno zaczęłam się nimi interesować. Wraz z rozświetlaczem są teraz niezbędnymi elementami mojego makijażu.
Z różami mineralnymi w formie sypkiej miałam już styczność, szukałam więc czegoś, co będzie o wiele szybsze i łatwiejsze w aplikacji. Prasowana wersja łatwiej mieści się też w kosmetyczce czy torebce – jest więc idealna na podróże. Czy In the Pink od Lily Lolo spodobał mi się na tyle, abym mogła nazwać go moim ulubionym różem? Odpowiedź na to pytanie znajdziecie niżej 🙂 Zapraszam 🙂

  • In The Pink to klasyczny, lekko połyskujący, dość intensywny odcień w kolorze chłodnego różu.
  • Aksamitnie miękkie i łagodne dla cery, prasowane róże do policzków
    Lily Lolo za sprawą swojej świetnej pigmentacji doskonale sprawdzą się w
    lekkim, naturalnym makijażu, oraz gdy będziesz chciała mocniej
    podkreślić rumieńce. Co istotne, w ich skład wchodzą wyciąg z mikołajka
    nadmorskiego i olejek arganowy mające właściwości przeciwstarzeniowe
    oraz nawilżający olejek jojoba. Niezastąpione w podróży i w podręcznej
    kosmetyczce, prasowe róże Lily Lolo mają przepiękne opakowanie z
    lusterkiem i są również niezwykle łatwe w aplikacji.
    • jedwabiście kremowa formuła zapewniająca łatwą aplikację
    • intensywność koloru zależy od ilości nałożonych warstw
    • przeciwstarzeniowe ekstrakt z mikołajka nadmorskiego oraz olejek arganowy
      nawilżający olejek jojoba

    • naturalne antyoksydanty oraz ochrona przeciwbakteryjna
    • nie zawiera substancji zapachowych ani talku
    • idealny do podręcznej kosmetyczki
    • 4 g
Opakowania kosmetyków sprasowanych utrzymane są w podobnej estetyce – nadal króluje tu ponadczasowa czerń i biel. Kiedyś zastanawiałam się nad tym, czy nie jest to oznaką jing i jang – czystej harmonii, piękna i jedności z naturą – czy któraś z Was miała podobne spostrzeżenia?
Plastikowe, płaskie kółeczko znajduje się tradycyjnie w kartoniku, który opatrzony jest napisami ze składem, rodzajem kosmetyku, nazwą odcienia i gramaturą. W zamykanym na klik kółeczku mieszczą się 4 gramy różu – moim zdaniem do dobra pojemność na to, żeby zużyć go w odpowiednim czasie.
Na wewnętrznej stronie wieczka znajduje się lusterko, którego z powodzeniem możemy użyć przy dziennych poprawkach – nie jest zbyt duże, ale do pomalowania ust czy lekkiego przypudrowania sprawdzi się idealnie.

Miałam już kontakt z różami mineralnymi w formie sypkiej, ten jest pierwszym sprasowanym, który zagościł w mojej kosmetycznej kolekcji. Z reguły róże mineralne mają bardzo mocną pigmentację i ktoś, kto nie pracuje z nimi od dłuższego czasu może mieć problemy z ich równomiernym nakładaniem i uzyskaniem delikatnego efektu.
Róż In the Pink jest dobrze napigmentowany i od razu widać go na policzkach. Nie jest jednak na tyle intensywny, żeby móc zrobić sobie nim krzywdę. Moim zdaniem jest idealną alternatywą dla osób, które dopiero zaczynają przygodę z kolorówką naturalną.

MICA (Mika), SIMMONDSIA CHINENSIS (JOJOBA) SEED OIL (Olej jojoba), ARGANIA SPINOSA (ARGAN)
KERNEL OIL
(Olej arganowy), PUNICA GRANATUM (POMEGRANATE) SEED OIL (Olej z pestek granatu), TOCOPHEROL (Witamina E),
HELIANTHUS ANNUUS (SUNFLOWER) SEED OIL (Olej słonecznikowy), LEPTOSPERMUM SCOPARIUM (MANUKA)
OIL
(Olej manuka), SODIUM HYALURONATE (Sól sodowa kwasu hialuronowego), ERYNGIUM MARITIMUM CALLUS CULTURE FILTRATE (Komórki macierzyste z mikołajka nadmorskiego),
[+/- CI 77891 (TITANIUM DIOXIDE), CI 75470 (CARMINE), CI 77742
(MANGANESE VIOLET), CI 77491 (IRON OXIDE), CI 77499 (IRON OXIDE)]
(Barwniki)
Skład jest naprawdę świetny – mimo tego, że w produkcie znajduje się wiele olejków nie zauważyłam, żeby zapychał mnie. Pierwszy, który znajduje się w składzie – jojoba – ma skład bardzo zbliżony do sebum produkowanego przez naszą skórę. Nie zapycha, wygładza i przyczynia się do pośredniego nawilżenia skóry. Witamina E, nazywana też witaminą młodości, jest substancją silnie regenerującą. Pobudza nasz naskórek do pracy i wspomaga skórę w walce z fotostarzeniem skóry – jest przeciwutleniaczem. Ciekawym składnikiem jest też olej manuka, który ma naukowo potwierdzone działanie antyseptyczne – jest ono około 5 razy silniejsze od działania penicyliny – popularnego antybiotyku! Na sam koniec wspomnę o soli kwasu hialuronowego, która ma działanie nawilżające. Nie spodziewałam się też, że w jakimkolwiek różu znajdę kultury komórek z mikołajka nadmorskiego. Callus to tkanka bliznowata powstająca na uszkodzonych częściach rośliny. Komórki szybko się tam dzielą, są młode i nie wyspecjalizowane – dlatego tak pomocne w pielęgnacji naszej skóry.

Jeśli chodzi o wydajność – różu używałam naprawdę często, kilkakrotnie swatchowałam go na ręce i zużycia w ogóle nie widać. Bardzo ciężko jest mi zdenkować produkty tego typu, więc nie mogę powiedzieć, na ile starczy takie małe opakowanie.
Trwałość tego różu jest naprawdę duża. Siedzi na miejscu od rana do wieczora i nie mam problemów z jego nieestetycznym schodzeniem, powstawaniem plam czy ważeniem. Mam wrażenie, że na podkładzie mineralnym trzyma się zdecydowanie lepiej niż na płynnym. Lepiej też się na nim rozprowadza.

Tak jak wspominałam przy innych recenzjach kosmetyków Lily Lolo są one dostępne w kilku drogeriach internetowych, a także na stronie oficjalnego polskiego dystrybutora – Costasy.pl .Właśnie stąd pochodzi róż, który dziś opisuję.

Cena czterogramowego opakowania to 60.20 złotego. Znów mogłabym zaliczyć go do średniej półki cenowej – te lepsze, drogeryjne sztuki oscylują w podobnych granicach. Po raz kolejny patrząc na skład kosmetyku jestem w stanie tyle za niego zapłacić 🙂

Jeśli chodzi o wybór tego kosmetyku – był on podjęty praktycznie na ostatnią chwilę. Chciałam mieć mineralny róż, bardzo podobały mi się odcienie tych sypkich, ale wiedziałam, że nie będę mogła zabierać ich w każdą podróż. Poza tym mam już dwa róże sypkie – z innej firmy – miałam więc ochotę pójść o krok dalej i wypróbować coś, co będzie dla mnie nowością.
Długo zastanawiałam się na doborem odpowiedniego odcienia. Po głowie krążył mi jeszcze Coming up Roses, który na blogach wyglądał na bardzo brudny róż wpadający w lekko czerwone tony. Obawiałam się, że taki lekko winny kolor może podkreślać moje przebarwienia – wybrałam więc drugą, bezpieczniejszą opcję.

In the pink to róż w chłodnym odcieniu. Nie jest ani matowy, ani błyszczący, jego wykończenie najlepiej opisuje słowo „satynowy„. Łatwo nabiera się go na pędzel, ma przyjemną, kremową konsystencję. Dzięki temu dobrze trzyma się skóry i podkładu i nie schodzi w ciągu dnia.
In the Pink na policzkach nie wygląda tak delikatnie jak na ręce. Dwie warstwy wyglądają już mocno „glamour” i moim zdaniem są o wiele za mocne do noszenia na co dzień. Na skórze twarzy kolor wygląda jednak inaczej niż na swatchu – jest mocniej przybrudzony i lekko cieplejszy, wcale mi to jednak nie przeszkadza.
Róż utrzymuje się cały dzień. Nie ma problemów z jego aplikacją – próbowałam nakładać go pędzlami z włosia naturalnego i syntetycznego i oba dobrze spełniły swoje zadanie. Ładnie wygląda zarówno na podkładach drogeryjnych, jak i mineralnych. Robił plamy tylko w połączeniu z kamuflażem Alverde – nadal nie wiem czemu, ale od tamtego momentu ich nie łączę i nigdy nie zdarzyło mi się coś podobnego.
Lubię po niego sięgać i wybieram go wtedy, kiedy nie chcę mieć cukierkowo różowych policzków – jest nieco bardziej stonowany i elegancki od ulubieńca z Bourjois. Brakowało mi w mojej kosmetyczce takie odcienia. Jestem pewna, że pasowałby większości z Was 🙂

Nie ma opcji! Dlaczego? Jest tak wydajny, że pewnie przez długi okres mi się nie skończy. Później będę pewnie chciała wypróbować inne odcienie – rzadko wracam do tych samych kosmetyków, jeśli chodzi o kolorówkę. Bardzo mi się spodobał, można nim uzyskać zarówno dzienny, jak i wieczorowy efekt.  Uważajcie tylko jakie kremowe produkty pod niego nakładacie. Nawet na przypudrowanym kamuflażu z Alverde potrafił robić plamy :O W każdym razie – polecam 😀


Lubicie kolorowe kosmetyki naturalne? Co myślicie o tym różu? Waszym zdaniem moja teoria z jing i jang ma rację bytu?
Pozdrawiam :*

Uncategorized

TAG | 30 PYTAŃ DOTYCZĄCYCH URODY I KOSMETYKÓW

30 maja 2016
Cześć wszystkim!
Niedawno zostałam nominowana do TAGu wymyślonego dawno temu przez Magdę z bloga madziof.pl. Do odpowiedzi na niżej zamieszczone pytania zainspirowała mnie Kamila, która prowadzi bloga milkabelleza.blogspot.com.
Moja makiajżowa historia na pewno nie jest spektakularna, bo nigdy starałam się z makijażem nie eksperymentować. Stawiałam na proste rozwiązania, nie lubiłam nakładać na twarz wielu produktów, a do tego zaczęłam się „poważniej” malować dość późno. Jeśli macie ochotę poznać odpowiedzi na kilka kosmetycznych pytań – zapraszam 🙂

 

1. Czy pamiętasz swój pierwszy kosmetyczny zakup?

Tak! Produktem, który kupiłam sama, w pełni świadomie był błyszczyk w kulce 😀 W podstawówce były bardzo modne i jestem pewna, że większość z Was miała ich całą kolekcję – może kolor był ten sam, ale zapachy baaaardzo zróżnicowane (choć wydaje mi się, że trochę chemiczne :P). Moim ulubionym był oczywiście truskawkowy, a znienawidzonym banan. A Wam jakie zapachy (chciałam napisać smaki, ale tego te błyszczyki nam raczej nie fundowały :P) przypadły do gustu najbardziej?

2. Opisz swoją najlepszą maskarę. Czy znalazłaś taką,
która spełnia Twoje wymagania?

Najlepsza maskara, to taka, który robi z niczego rzęsy 😛 Moje są dość krótkie i proste, więc nawet spora gęstość nie rekompensuje mi tych mankamentów. Tusz powinien wydłużać i podkręcać oraz lekko pogrubiać rzęsy. Jak na razie moim numerem jeden jest tusz Loreal So Couture – aktualnie używam innego, ale do fioletowej maskary jeszcze wrócę – i to nie raz! 

3. Jaki rodzaj krycia preferujesz w podkładzie?

Mimo tego, że mam trądzik i dość dużo przebarwień po wypryskach to preferuję podkłady o średnim kryciu. Wolę w pewnych miejscach dołożyć sobie kolejną, cienką warstwę niż obciążać skórę nawet w tych miejscach, w których potrzebuje ona tylko wyrównania kolorytu. A tak poza tym – od maskowania mamy korektory, czyż nie?

4. Ulubiona marka luksusowa?

Raczej nie mam ulubionych marek luksusowych, bo takich kosmetyków nie kupuję 😉 Jeśli chodzi o droższe marki lubię Too Faced (ach, te paletki) i Versace, za przepiękne zapachy!

5. Jakie firmy kosmetyczne chcesz wypróbować a jeszcze
tego nie zrobiłaś?

Mam ochotę na Clinique, ale nie wiem, czy ich produkty kuszą mnie na tyle, żebym miała w nie inwestować. Jeśli chodzi zaś o kosmetyki z bardziej naturalnymi składami na oku mam Make Me Bio – na pewno zainwestuję w ich krem i puder myjący, ale zakupy planuję dopiero wtedy, kiedy zużyję aktualne zapasy 😉
Z marek makijażowych mam ochotę na wypróbowanie pędzli Zoeva i Nanshy – co możecie mi powiedzieć na temat tych drugich? Mam też nadzieję, że kiedyś zdobędę któryś z produktów M.A.C. 🙂

6. Ulubiona firma drogeryjna?

Z kolorówki na pewno będzie to Loreal i Golden Rose – pierwsza za podkłady, pudry, tusze i produkty do stylizacji brwi, a Golden Rose za ich szminki – są naprawdę cudowne, a do tego różnorodne.
Z firm produkujących kosmetyki pielęgnujące jedną z moich ulubionych jest La Roche Posay, bo ich kremy jeszcze nigdy nie zadziałały negatywnie na moją skórę, a do filtrów do twarzy wracam regularnie. Bardzo lubię też kosmetyki Balei za to, że mają świetne zapachy i są niedrogie 🙂 Na ich działanie też nie można narzekać.

7. Czy nosisz sztuczne rzęsy?

Nie, ale przyznam szczerze, że mam ochotę nauczyć się je przyklejać – chciałabym kiedyś poczuć, jak to jest mieć wachlarz rzęs jak z reklamy 😛

8. Czy jest makijaż, w którym nie wyszłabyś z domu?

Tak! Na pewno nie wyszłabym w zbyt mocnym, czy wulgarnym makijażu, albo po prostu w źle dobranym do mnie make-upie. Pomarańczowa twarz i korektor na ustach to niestety nie mój styl 😛

9. Jaki kosmetyk jest przez Ciebie najbardziej wielbiony?

Chyba nie mam takiego kosmetyku. Jest  wiele produktów, które sobie cenię i ciężko byłoby mi z nich zrezygnować. 

10. Jak często kupujesz kosmetyki do makijażu? Czy lubisz
kupować od czasu do czasu czy wszystko na raz?

Staram się raczej na bieżąco uzupełniać braki w mojej kosmetyczce, więc raz robię zakupy często, innym razem rzadziej. Bardziej tyczy się to jednak produktów pielęgnacyjnych. Jeśli chodzi o kolorówkę zazwyczaj składam większe zamówienia, żeby nie płacić kilka razy za przesyłkę.

11. Czy masz „makijażowy budżet” czy kupujesz swobodnie?

Kosmetyki kupuję raczej swobodnie, bo wiem, że nie wydaję na nie żadnych zawrotnych sum. W pewnym sensie zakupy te opierają się na ograniczonym budżecie – kiedy widzę, że zapłacę przy kasie za dużo staram się zastanowić, czy wszystko jest mi potrzebne i niektóre kosmetyki odkładam z powrotem na półkę.

12. Czy wykorzystujesz rabaty, kupony, punkty z kart
kupując kosmetyki?

Tak. Szczególnie przydatne jest to w Hebe i Supe Pharm. Dzięki kartom mogę tam kupić ulubione kosmetyki taniej, niż za cenę regularną. Kolorówkę staram się kupować na promocji w Rossmannie i drogeriach internetowych, bo często produkty są tam nawet o połowę tańsze niż stacjonarnie. Jestem zdania, że nie warto przepłacać 🙂

13. Jaki typ produktu kupujesz najczęściej?

Myślę, że jak każdy, najczęściej kupuję produkty do podstawowej higieny – żele pod prysznic, antyperspiranty, szampony. Kolorówkę jest mi o wiele ciężej zużyć, a staram się nie gromadzić zbyt wielu produktów tego samego typu.

14. Czy jest jakaś firma, której nie możesz znieść?

Chyba nie ma. Nie siedzę w tej branży na tyle, żebym mogła swobodnie wypowiadać się o firmach, których nie znoszę 😛 Twierdzę, że w każdej szafie czy półce z kosmetykami można znaleźć zarówno buble, jak i perełki, więc nie lubię skreślać kogoś za jeden nieudany produkt. Zawiodłam się trochę na Yves Rocher, ponieważ zostałam niemiło potraktowana w ich sklepie stacjonarnym. Sytuacja miała miejsce ponad rok temu. Podczas nocy zakupów na witrynie wisiał plakat z napisem „-40% na jeden wybrany kosmetyk” – bez gwiazdek, małych kruczków itp. Przy kasie Pani nie poinformowała mnie, że produkty z zielonego punktu nie są objęte promocją, a że płaciłam kartą jakoś nie zwróciłam uwagi na to, ile zapłaciłam – ruch w sklepie był duży i nie słyszałam, ile gotówki zażądała ode mnie pani stojąca za kasą. Kiedy wyszłam zorientowałam się, że za olejek do włosów zapłaciłam 30, a nie 18 zł i wróciłam do kasy. O zwrocie nie było mowy – dopiero kiedy mój chłopak zainterweniował oddali mi pieniądze. Przez tę sytuację mam uraz do całej formy, a szkoda, bo podobno mają w swojej ofercie kilka ciekawych kosmetyków.

15. Czy unikasz pewnych składników w kosmetykach, takich
jak parabeny czy siarczany?

Staram się unikać kosmetyków z siarczanami i parafiną, bo negatywnie wpływają na stan mojej skóry. Co do parabenów i PEG-ów – zdania są podzielone, więc nie zwracam na to aż tak dużej uwagi. Ostatnio czytałam trochę o filtrach przenikających i na te składniki też będę uważać – niestety filtry, które kupiłam w tym roku je zawierają i nadal nie wiem, co mam z tym fantem zrobić  – wyrzucić, czy nie?

16. Czy masz ulubione miejsce gdzie kupujesz kosmetyki do
makijażu?

Jeśli chodzi o sklepy internetowe to jest to na pewno Cocolita.pl, a stacjonarnie często wybieram Rossmann lub Hebe. Do Super Pharm mam niestety za daleko. 

17. Czy lubisz próbować nowych kosmetyków pielęgnacyjnych
czy trzymasz się rutyny?

Ciągle jestem w trakcie poszukiwania ideałów, więc często próbuję nowe kosmetyki. Jeśli coś mi się sprawdzi trafia na listę i staram się do tych produktów wracać – najczęściej wtedy, kiedy nie mam pomysłu lub czasu na szukanie ich nowych odpowiedników.

18. Ulubiona marka do ciała i do kąpieli? 

Dove i Balea. Dove uwielbiam za to, ze nie zawierają SLS, ładnie pachną i mają kremowe konsystencje, które nie wysuszają skóry. Balea niestety zawiera siarczany, ale ich produkty są na tyle fajne, że używam ich od czasu do czasu. Muszę koniecznie uzupełnić zapasy 😀

19. Gdybyś mogła kupować kosmetyki tylko z jednej firmy
to jaka by to była?

Krótko i na temat – kolorówka – Loreal, pielęgnacja – La Roche Posay.

20. Jaka firma według Ciebie ma najlepsze opakowania?

Zależy, z której strony patrzymy na pojęcie „najlepsze”. Oznacza to najbardziej trwałe? A może przyciągające uwagę? Na pewno muszę tu wyróżnić Too Faced i TonyMoly za ich design. Co do najbardziej trwałych – niestety nie wiem.

21. Jaka celebrytka ma zawsze perfekcyjny makijaż?

Bardzo trudne pytanie, tym bardziej, ze celebrytami i celebrytkami w ogóle się nie interesuję 😛 Bardzo podobają mi się makijaże Dity von Teese – uwielbiam ją za ten look – jak dla mnie to prawdziwa kobieta – vamp 🙂

22. Czy należysz do jakiejś internetowej, makijażowej
społeczności?

Wydaje mi się, że nie, chyba że makiajżową społecznością mogłabym nazwać blogosferę. Nigdy nie interesowałam się makijażem na tyle, żebym miała przynależeć przez to do jakiejś określonej grupy. 

23. 5 ulubionych urodowych guru.

1. Red Lipstick Monster
2. KatOsu
3. Maxineczka
4. Karolina Zientek
5. Agnieszka Grzelak

24. Czy lubisz produkty wielozadaniowe tak jak stainy do
ust i policzków?

Raczej nie. Boję się, że jak nałożę coś tak tłustego na policzki, to  zaraz będę tam miała masę wyprysków i grudek. Lubię natomiast cienie, które mogę zaaplikować i na oko i na brew, róż, który zastąpi mi szminkę itp. 😉

25. Czy jesteś niezdarna podczas nakładania makijażu?

Zdarza mi się :C Zawsze podczas makijażu oka ubrudzę sobie tuszem górną powiekę – choćbym nie wiem jak się starała nie umiem tego problemu ominąć. Resztę staram się wykonywać najdokładniej jak potrafię, ale czasem moja ręka odmawia mi posłuszeństwa i kreska kończy się na skroni a usta mają kształt jak u klauna – przynajmniej mam się wtedy z czego pośmiać 😛

26. Czy używasz bazy pod makijaż, na oczy?

Pod makijaż nie, bo nie chcę na co dziń obciążać mojej trądzikowej skóry. Bazy pod cienie używam zawsze, kiedy nakładam je oczy.  W innym wypadku krótko się trzymają i zbierają w załamaniach, ponieważ mam problem z szybko przetłuszczającymi się powiekami i opadającą powieką.

27. Jak dużo produktów do włosów używasz w typowy dzień?

Jeśli w ten dzień wypada mycie, to jest to szampon, maska do włosów, odżywka bez spłukiwania i serum na końce. Czasami na noc nakładam olejek, zazwyczaj wtedy, kiedy moje włosy potrzebują większej dawki nawilżenia i natłuszczenia. Jeśli akurat nie myję włosów to ląduje na nich tylko odżywka w sprayu, a jeśli są u nasady delikatnie tłuste wspomagam się suchym szamponem

28. Co pierwsze nakładasz korektor czy podkład?

Próbowałam i tej, i tej opcji, ale jakoś bardziej pasuje mi ta, kiedy podkład ląduje na twarzy jako pierwszy. Łatwiej mi później dobrze rozblendować korektor i nałożyć go w odpowiednich miejscach czyli tylko tam, gdzie podkład nie dał rady czegoś przykryć.

29. Czy myślałaś kiedyś nad lekcjami z makijażu?

Może czasem… Moje umiejętności zadowalają mnie na co dzień, ale kiedyś chciałabym w  końcu nauczyć się malować moje dziwne oczy 😛 Od dziecka mam opadającą powiekę i nie do końca umiem poradzić sobie z nakładaniem cieni w odpowiednich miejscach i późniejszym ich rozcieraniem. Z resztą jakoś sobie radzę, ale makijaż oczu to moja pięta achillesowa.

30. Co kochasz w makijażu?

To, że mogę się upiększyć nadal pozostając sobą. Makijaż pomógł mi w zaakceptowaniu siebie po nawrocie trądziku, chociaż przyznam, że nigdy nie miałam problemów z wyjściem do sklepu w wersji saute.  Makijaż to dla mnie zabawa, która uczy nas odkrywać swoje zalety. 

Która odpowiedź spodobała się Wam najbardziej? Macie ochotę wykorzystać ten TAG u siebie?  Na Facebooku dowiecie się, kto został nominowany przeze mnie 😉

Pozdrawiam :*