Wybrany tag

Makeup Revolution

PROJEKT DENKO

PROJEKT DENKO PAŹDZIERNIK 2018

3 stycznia 2019
projekt denko październik 2018

Cześć!

Czas uporać się z zaległymi projektami denko. Miałam nie wrzucać tu tych wpisów, ale zużyłam kilka ciekawych kosmetyków, o których chciałabym Wam opowiedzieć. W październiku udało mi się wykończyć ich naprawdę dużo, dlatego jeśli ciekawi Was naturalna pielęgnacja, azjatyckie smaczki i kolorówka – zapraszam do dalszej części wpisu.

Przy okazji chciałabym życzyć Wam wszystkiego dobrego w Nowym Roku. Mam nadzieję, że będzie on jeszcze łaskawszy i lepszy niż poprzedni. Poza tym, niech spełnią się wszystkie nasze cele, marzenia i postanowienia! Trzymam za to kciuki.

Czytaj dalej

KOLORÓWKA KOSMETYKI

MAKEUP REVOLUTION | PRZEGLĄD KOSMETYKÓW KOLOROWYCH

4 września 2017
Cześć!
Choćbym nie wiem, jak się starała, zawsze będą mnie interesowały kosmetyczne nowości. Kiedyś wystarczyła mi ich garstka, teraz samo testowanie potrafi sprawić mi ogromną przyjemność. Jeśli chodzi o kolorówkę – pozwalam sobie czasem zaszaleć – nowa szminka czy cienie dają okazję do kolejnych eksperymentów i rozwijania umiejętności. Niejednokrotnie bywa tak, że dzięki zabawie znajduję kosmetyk, który jest perełką – zawsze żałuję wtedy, że wcześniej na niego nie wpadłam. Dziś chciałabym pokazać Wam zawartość paczki od Makeup Revolution – będzie kolorowo i błyszcząco – musicie uwierzyć mi na słowo! Zapraszam!

Czytaj dalej

Uncategorized

[HAUL] Zakupy ostatnich tygodni + odpowiedź na pytanie co się stało z szablonem i dlaczego nie było mnie na blogu przez tak długi okres czasu

19 czerwca 2015
Hej!
Dawno mnie tu nie było i postawnowiłam opowiedzieć, przy okazji prezentowania tego, co kupiłam i dostałam, Wam o tym, co ostatnio się u mnie działo. A działo się dużo, bo i mnie, jak każdego studenta dopadła w końcu sesja. 3 egzaminy za mną, został jeszcze najgorszy – chemii, który odbędzie się w piątek za tydzień 😀 A potem – WA-KA-CJE, Bardzo mi ich brakuje, Ten tydzień mnie wykończył, żyłam w pernamentnym stresie o własny los. materiał mnie gonił, a choroba dopadła i jakoś w ogóle nie miałam ochoty się uczyć. Wyszło z tego, że do pisenego egzaminu uczyłam się 2 dni, do ustnego 3 godziny i 1 dzień do statystyki :p O dziwo wszystko poszło mi w miarę dobrze i nie mogę być na siebie bardzi zła.
Co do szablonu – chcieliśmy z Mateuszem zainstalować nowy, wszystko się popsuło, pokrzaczyło, kod wariował – trzeba było wrócić do podstaw, a nie mieliśmy czasu, żeby to wszystko naprawić. Mam nadzieję, że w weekend wszystko wróci do normy i będę mogła cieszyć się ładnymi widoczkami 😛
Nie przedłużam jednak i pokazuję, co ostatnio upolowałam. Nie ma tutaj ciuchów czy inncyh drobiazgów, bo ostatnio wymieniałam garderobę i jest tego po prostu za dużo. Może kiedyś uda mi sie przygotować jakiś OOTD :D. Jeśli jesteście ciekawi, co znowu złowiłam – zapraszam do czytania!

Na pierwszy ogień idą zakupy pochodzące ze Starej Mydlarni. Skończył mi się żel do wieczornego mycia buzi i postanowiłam tym razem sięgnąć po coś bardziej naturalnego. Wydaje mi się, że moja skóra może dobrze zareagować na taką zmianę, bo ostatnio stała się kapryśna i wymagająca. Mam pełno suchych skórek, wypruysków, zaskórników – stres, nieregularne sypianie i zbliżające się kobiece dni dały mi się porządnie we znaki. Poszperałam w internecie i znalazłam coś, co bardzo mnie zainteresowało, a od czego blogsfera huczy. Jest to mianowicie mydło Aleppo. Na początek wybrałam coś o niższym stężeniu, żeby sprawdzić jak będzie działało na moją skórę. Wybrałam więc mydło Aleppo z olejem z czarnuszki, który dodatkowo wspomaga w walkę z trądzkiem. Jego cena to 18 złotych. Muffinkę do kąpieli, którą widzicie na zdjęciu dostałam od Mateusza na prezent :3 Jest o zapachu szarlotki zakropionej rumem i posypanej cynamonem. Dół barwi wodę, góra peelinguje. Naprawdę fajny gadżet, raz na jakiś czas można po niego sięgnać 😀 

Niedawno zamawiałam również kilka produktów ze strony kosmetyki z Ameryki. Na zdjęciach powyżej widzicie szminkę Makeup Revolution #Liphug w odcieniu She’s up all night. Kolor niestety wyszedł przekłamany, na żywo nie jest ona aż tak neonowo-fuksjowa. Prezentuję się zdecydowanie delikatniej, jest kremowa, ma ładne opakowanie. Na ustach daje kremowy efekt, nie podkreśla suchych skórek. Wędruje do mojej mamy. Cena – 12 złotych.

Do koszyka wrzuciłam też mój ulubiony podkład Loreal True Match w odcieniu N1 Ivory. Pewnie zapytacie dlaczego nadal wybieram najjaśniejszy, przecież idzie lato 😛 Niestety stosuję maści z retinoidami i nie mogę się wystawiać na słońce – w innym wypadku nabawiłabym się przebarwień czy poparzeń słonecznych :C Zresztą, ja sie nie opalam, bladość jest fajna 😀 Świetny jest efekt, kiedyw chodzimy na plażę i jesteśmy tak biali, że promienie słoneczne się od nas odbijają xD Cena podkładu – 30 zł. Mogę dodać, że jest trochę jaśniejszy niż ten w polskich drogeriach stacjonarnych. Obok widzicie Rimmel Wake Me Up w odcieniu 100 Ivory. Dostałam się to klubu inspiratorem marki Rimmel i otrzymałam już swoją paczuszkę. Podkład jest niestety za ciemny, ale może spróbujęgo wymieszać z jaśniejszym i wtedy go zużyję. Ewentualnie oddam mamie, która jest ode mnie bardziej opalona 😛

Przy zamówieniu zdecydowałam się też na zakup maskary. Obecnie używam Clum Defy od Max Factora, wiec tym razem chciałam zmienić ją na jakąś inną. Wybór padł na sprawdzone Volume Million Lashes So Couture. Tusz do rzęs kosztował 30 złotych. Obok widzicie nową maskarę Rimmel Wake me up z ogórkiem 😀 Na razie miałam ją na oczach 2 razy, myślę, że będzie okej, jeśli trochę zgęstnieje – na razie jest zbyt rzadka i skleja rzęsy. Dostałam ją razem z podkładem w paczce inspiracji.

Postanowiłam również w końcu sięgnąć po olejki do pielęgnacji twarzy. Jak już wspomniałam na poczatku posta moja skóra jest teraz kapryśna, ciągle odwodniona i przesuszona, po nałożeniu podkładu niesamowicie szybko się przetłuszcza. Myślę, że oleje mogą pomóc mi w unormowaniu jej stanu, jeśli chodzi o działanie z zewnątrz. Oba olejki mają 50 mililitrów i pochodzą z firmy Nacomi. Jojoba kosztował 17 złotych, natomiast Tamanu 20 zł. W drogeriach widziałam je za około 10 zł więcej.

Zapytacie pewnie po co potrzebne mi 2 rozświetlacze. I to takie same. Niestety jeden spadł mi na ziemię – wypadło całe kółeczko, wsadziłam je do opakowania i wszytsko było okej, do momentu, w którym nie włożyłam go do kosmetyczki i nie chciałam przewieźć do domu. Wtedy rozkruszył się na drobny pyłek i nie było już mowy o ratowaniu go (duraline niestety nie posiadam, a roxświetlacz jest tańszy od tego produktu :P). Za niecałe 9 złotych kupiłam więc drugi Lovely Gold highlighter w Rossmannie.

Zdążyłam także zapisać się do klubu Pharmaceris i dostałam darmowe próbki kremów do cery trądzikowej. 10 saszetek – po 5 2 rodzajów kremów i 15 mililitrowa miniaturka kremu z 10% kwasem midałowym. To maleństwo wygląda naprawdę słodko 😀 Myślałam, że będzie to po prostu tubka, opakowanie jednak nie odbiega niczym od pełnowymiarowej wersji. No może oprócz wielkości 😛

Kolejnym prezentem, który dostalam od Mateusza są woski Yankee Candle. Mogłam wybrać 5 zapachów, zdecydowałam się więc na nowe kolekcje – letnią, w skład której wchodzą Tarte tatin, Pain au raisin i Cappucino truffle, oraz wakacyjną limitkę – Beach holiday i Wild sea grass. Każda tarteletka kosztowała 7 złotych. Woski zotały kupione stacjonarnie w Goodies.

Ostatnimi już kosmetykami są te kupione podczas szalonej środy w Super – Pharmie. Skusiłam się na kosmetyki do i po opalaniu, gdyż były one objete promocją -40%. Niedługo wyjeżdżam na wakacje i na pewno przydadzą się, żeby nie spłonąć w promieniach slońca, Wybrałam balsam z SPF 50+ z Bielendy bikini (ma zapach słodkich lodów, mniam :D), mleczko z filtrem 30 od Nivei oraz balsam SOS z pantenolem od firmy Soraya. Piłka plażowa była gratisem dołączonym do mleczka w sprayu. Za te 3 produkty zapłaciłam około 58 złotych. Miałam wrzucić do koszyka 300 mililitrowe tuby z La Roche Posay, ale 110 zlotych za wakacyjne kremy to troszkę za dużo jak na mój studencki budżet 😀 A rodziców naciągać nie lubię 😛
To by było na tyle. Mam nadzieję, że post Wam się podoba :3 Jestem dobrej myśli i jeśli mi się uda będę od dziś publikowała posty codziennie, max co 2 dni do końca czerwca. Trzymajcie kciuki za mnie i za wszystkich studentów piszących egzaminy w sesji letniej!
Znacie któreś z tych produktów? Polecacie jakieś zamienniki?
Pozdrawiam :3

Uncategorized

Ulubieńcy września i października

26 października 2014
   Przychodzę do Was dzisiaj z dwumiesięcznymi ulubieńcami, bo to rodzaj postu, które są jednymi z moich ulubionych. Nie mam zbyt wiele czasu w najbliższych tygodniach, bo niestety zbliża się wielkimi krokami kolokwium z biologii i genetyki. Kolokwium = wkuj 900 stron książki bo nie wiesz o co mogą zapytać. Ogólnie jest to dla mnie straszne, bo to pierwszy taki test i nie wiadomo czego mamy oczekwiać :c Studia takie straszne :O
   Ale wracając do tematu chciałam Wam dzisiaj pokazać moich ulubieńców, czyli produkty, z którymi nie rozstawałam się w ciągu ostatnich tygodni. Ograniczyłam się tym razem do kilku produktów, a nie gromady tak jak zawsze 😛 Wspomnę tylko kilka słów o każdym, bo na blogu na pewno znajdziecie recenzję części z nich, a inne jeszcze się tutaj pojawią. Jeśli jesteście ciekawi co to za cuda, zapraszam do czytania 😀
   Pierwszym z moich ulubieńców jest paletka do konturowania z Makeup Revolution, która nosi nazwę Sugar and Spice. Znalazłam w tej plaetce wszystko, czego potrzebowałam – róż, bronzer a nawet rozświetlacz. Uwielbiam ją za to, że jest tu tyle różnych odcieni, a także za jakość wykonania. Praca z tym produktem to dla mnie sama przyjemnosć :3

   Drugi w kolejce jest produkt do włosów, czyli mój kompaktowy Tangle Teezer. Uważam, że ta wersja prezentuje się naprawdę elegancko (dostępna jest jeszcze wersja srebrna i złota). Myślałam, że wierzchnia wartswa będzie się rysować, ale mam go już kilka miesięcy i nic takiego się nie stało. Ratował moje włosy po splątaniu przez jesienny wiatr i chwała mu za to. Mam go zawsze w swojej torebce i nie zamienię go na żaden inny 😀

  Kolejnym produktem, również pielęgnacyjnym jest szczotka z naturalnego włosia z Rossmanna. Ja używałam jej codziennie po wieczornej kąpieli do masażu antycelulitowego ciała. Na początu strasznie drapał, nie powiem, że nie bolało 😛 Teraz skóa odrobinę się przyzwyczaiła i reaguje tylko miejscowym szczypaniem i zaczerwienieniem, ktre szybko po masażu mija. Mam ją tylko 2,5 tygodnia, więc o efektach nie mogę się jeszcze wypowiedzieć, ale myślę, że jest fajnym gadżetem. Moja skóra stała się napięta i gładka.

   Przedostanim kosmetykiem jest krem Effaclar Duo [+] od La Roche Posay. Lubię go za to że pomaga mi walczyć z przebarwieniami potrądzikowymi i samymi zmianami. Po lecie moja skóra zareagowała wzmożonym wytwarzaniem sebum co spowodowało nasilenie objawów trądzikowych. Ten krem fajnie sobie z nimi poradził i ograniczył wysyp stanów zapalnych (oczywiście razem z preparatami od dermatologa, których używam od dawna).

   Ostatnią rzeczą o której wspomnę jest osławiony olejek pod prysznic z Isany. Jest świetny – nawilża ciało, nie wysusza go, skóra jest po kąpieli ładnie napięta i nie czuć ściągnięcia, które towarzyszy mi zawsze, nawet po kontakcie z wodą. Jest tani i świetnie się sprawdza – każdy powinien go przetestować.

   To już wszyscy moi ulubieńcy. Nie było ich za wiele ale ja często zostaję przy produktach, które lubię i bezsensem, według mnie, jest pokazywanie w kółko tego samego. Tutaj zdecydowałam się na same nowości i mam nadzieję, że pokażę komuś produkt, którego nie miał a warto byłoby po niego sięgnąć.
A jakich wy macie ulubieńców na jesień? Miałyście okazję wypróbować coś z mojej gromadki?
Pozdrawiam

Uncategorized

[RECENZJA] Makeup Revolution Blush&Contour – Sugar and Spice

12 października 2014
Hejo!
   Umieram, zaraz idę się uczyć, ale postanowiłam skorzystać z weekendu i napisać dla Was posta. Od czwartku choruje na coś pomiędzy grypą a przeziębieniem, mam nadzieję, że szybko wrócę do siebie, bo muszę uczęszczać na każde zajęcia a nie chcę się na nich czuć tak, jak czuję się dzisiaj. 
   Dawno nie było niczego z kolorówki, więc wziełam pod lupę produkt, z ktorego korzystam ostatnio bardzo często. Jest to paleta do konturowania twarzy z Makeup Revolution. Nosi ona nazwę Blush & Contour i jest to wersja Sugar and Spice. Jeśli jesteście ciekawi czy jest warta zkupu – zapraszam do czytania posta! 😀
   Po pierwsze, paleta zapakowana jest w estetycznym, matowym, czarnym kartoniku, który opatrzony jest złotymi napisami. Mój trochę się zniszczył, ale przeżył podróż podczas przeprowadzki i chwała mu za to 😛  W kartoniku znajduje się paleta wykonana z grubego, solidnego plastiku. Jest ciężka, przez co wydaje się być ekskluzywna. W środku znajduje się lusterko, które zajmuje górną połowę puzderka. Opakowanie jest dość ciężkie i masywne.

  Po drugiej stronie znajduje się 8 średnich kółek, z których 2 pierwsze to bronzery. Numer 1 to ciemny, chłodny brąz z brokatowymi drobinkami, drugi to jaśniejszy, ciepły brąz, który niestety na zdjęciach wygląda jak pomarańcz. 3 z górnego rzędu to cukierkowy róż, pięknie podkreśla rumieńce. Ostatni z tego poziomu bardziej sprawdza się jak rozświetlacz. Jest piękny, wypiekany, nie ma w nim drobinek. Na szczytach kości policzkowych daje białą, chłodną taflę – mi podoba się bardzo.

   Pierwszy od dołu to mocny, wiśniowy kolor, najbardziej kremowy ze wszystkich 8. Jest też najmocniej napigmentowany i lepiej nie nabierać go zbyt dużo na pędzel, bo można sobie nie zrobić krzywdę, czyli rumieńce jak u Jagny. Szóstka to różowy, jednak bardziej zgaszony i stonowany niż jego kuzyn spod 3. Łatwo wykreować nim delikatny, dziewczęcy i naturalny look. Przedostatni to mieszanka różu i brzoskwini, pasuje do wszystkich makijaży, bo nie jest zbyt nachalny. Świetny dla początkujących, bo raczej nie można zrobić nim brzydkich placków na policzkach. Ostatni to wypiekany, intensywny róż, nie kremowy, ale błyszczący. Bez drobinek, w konsystencji podobny do rozświetlacza z tej palety.

   Ja za swoją paletkę zapłaciłam 30 złotych, co w przeliczeniu na jeden kolory wynosi naprawdę niewiele. Opakowanie wykonane jest rewelacyjnie, nie skrzypi, jest solidne, ciężkie i estetyczne. Lusterko staje się przydatne w sytuacjach kryzysowych, jest na tyle duże, że spokojnie można przy nim wykonać cały makijaż. Samym różom, bronzerom i rozświetlaczowi nie mam nic do zarzucenia – dobrze się z nimi pracuje, łatwo jest je rozblendować. Za niską cenę dostajemy świetną jakość. 

   Palety nie można kupić stacjonarnie, jest dostępna tylko w drogeriach internetowych. Ja z czystym sercem ją polecam, każdy znajdzie tu coś dla siebie. Jest dostępna również inna wersja kolorystyczna, która bardziej wpada w brązy, brzoskwinie i inne ceglaste odcienie bardziej pasujące do ciepłych typów urody. Moim zdaniem zasługuje ona na ocenę 
10/10

Testowałyście produkty marki Makeup Revolution? Lubicie takie palety, czy wolicie pojedyncze kosmetyki?
Pozdrawiam