Wybrany tag

linda

Uncategorized

PROJEKT DENKO | GRUDZIEŃ 2016 | ZUŻYTE HITY

13 stycznia 2017
Hej!
Choroba zaczęła powoli mnie opuszczać (tak, znów zachorowałam, to wszystko przez te 20 stopniowe mrozy :P), więc biorę się do roboty – blog i nauka czekają na mnie z otwartymi ramionami 😛 Dziś będę też odpisywać na komentarze i odwiedzać Wasze blogi, także spodziewajcie się u siebie mojej obecności 😉
Jeśli chodzi o tematykę posta – znów zajmę się zużytymi opakowaniami. Przedstawię Wam kosmetyki, które skończyły się w grudniu, jak zwykle pisząc kilka zdań na ich temat 🙂 Jeśli jesteście ciekawi, czy znajduje się wśród nich jakaś perełka – zapraszam do dalszej części wpisu 🙂

CIAŁO:
  • GARNIER NEO, ANTYPERSPIRANT W KREMIE FRUITY FLOWER
To już druga sztuka tego antyperspirantu. Jestem z niego zadowolona – jest bardzo wydajny, przyjemnie pachnie a do tego rzeczywiście chroni mnie przed nadmiernym poceniem się. Zyskał sobie moją sympatię przez ciekawą konsystencję – rzeczywiście jest to krem, który szybko wchłania się i lekko zasycha pozostawiając skórę aksamitnie gładką i nie brudząc przy tym ubrań. Zawiera sole aluminium, co dla niektórych może być minusem. Myślę, że jeszcze do niego wrócę.
  • LINDA, MYDŁO W PŁYNIE AGREST I RABARBAR
 Kupiłam to mydło w Biedronce, wydaje mi się, że w związku z wyjściem jakiejś gazetki we wrześniu ubiegłego roku. Jest to średniak – poza ładnym zapachem i całkiem fajną wydajnością nie dostrzegłam w nim nic szczególnego. Delikatnie wysuszał mi skórę dłoni, ale nie na tyle, żeby nasilić moje problemy. Raczej nie wrócę ponownie, znam lepsze kosmetyki w podobnej cenie – chociażby mydła Isany.
  • BALEA, SZAMPON DO CODZIENNEJ PIELĘGNACJI WŁOSÓW
To szampon, który zużyłam jako żel pod prysznic, bo z takim zamierzeniem go kupiłam (po prostu wrzuciłam do koszyka i nawet nie przeczytałam co to jest xD). Był słabo wydajny – o wiele mniej niż żele Balei, a one tez do rekordzistów nie należą. Miał jednak bardzo fajny zapach – moim zdaniem to połączenie cukierków lodowych i owoców – jeśli lubicie takie słodkie aromaty to ten też przypadłby Wam do gustu 😀 Nie wysuszał zbyt mocno, ale skóra na nogach wymagała większej dawki nawilżenia. Nie kupię ponownie.

MAKIJAŻ:
  • CATRICE, LIQUID CAMOUFLAGE 010 PORCELAIN
Na początku niezbyt przepadałam za tym korektorem. Używałam go do zakrywania zmian i o ile w kwestii krycia sprawdził się super, tak po reakcji z moim sebum straszliwie ciemniał. Kończyło się to zazwyczaj tym, że miałam na policzkach pomarańczowe plamy ciemniejsze od podkładu. Nie spodziewałam się tego, bo w wielu recenzjach na blogach i youtubie nikt o tym nie wspomniał. Ostatecznie spróbowałam go używać pod oczy i byłam pozytywnie zaskoczona tym, jak fajnie się sprawdzał. Nie wysuszał, nie rolował się, świetnie krył i nie ciemniał. Trzymał się cały dzień i nie zbierał w załamaniach, a przy mojej budowie oka to już wielki plus. Kupiłam kolejne opakowanie i teraz używam go tylko do tuszowania zasinień pod oczami.

TWARZ:
  • LOMI LOMI, MASKA W PŁACHCIE KOJĄCA – JAŚMIN
Kilka miesięcy temu kupiłam na promocji w Hebe cały zestaw masek z Lomi Lomi żeby wybrać najlepsze i kupować tylko te rodzaje.  Zużyłam już większość z nich, ale nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek wylądowały w projekcie denko. Ta była całkiem fajna, ale nie zauważyłam, żeby w jakiś znaczący sposób ukoiła moją skórę i sprawiła, że wyglądała ona bardziej promiennie i na mniej zaczerwienioną. Nie jestem przekonana, czy te maski na mnie działają. Nie wiem, czy kupię ponownie.
  • BIELENDA, SUPER POWER MEZO TONIK Z 10% KWASEM MIGDAŁOWYM
Kupiłam ten tonik by wspierać serum, które aktualnie używam, w działaniu. Założyłam, że skoro zastosuję duet z tej samej serii będzie on miał bardziej skoncentrowane działanie, co pozytywnie odbije się na stanie mojej skóry. Rzeczywiście działanie serum zostało wzmocnione.  Tonik dobrze odświeżał skórę, nie podrażniał jej, nie zapychał. Moim zdaniem jest to naprawdę fajny kosmetyk, szkoda tylko, że ma w składzie substancję, która jest donorem formaldehydu. Z tego względu raczej do niego nie wrócę, myślę, że są dla niego lepsze zamienniki.
  • VIANEK, NORMALIZUJĄCY KREM DO TWARZY
To tylko próbka, więc nie wiem do końca jak sprawdziłby się u mnie pełnowymiarowy kosmetyk. Z tego co pamiętam krem był lekki i dość szybko się wchłaniał, pozostawiał jednak lekko tłustą warstwę na skórze. Raczej nie nadawałby się dla mnie na dzień, ale być może w nocy spełniałby swoje zadanie. Jestem ciekawa kosmetyków tej marki i pewnie się na któryś zdecyduję. Czy to będzie te krem – jeszcze się zastanawiam 🙂
  • ECOSPA, ŻEL ALOESOWY
Używałam tego żelu, a raczej płynu kiedy stosowałam olejki, całkiem dobrze się sprawdzał. Niestety przez to,  że jest to wodnista ciecz nie mogłam używać go solo, a wzbogacanie kremów jakoś nie idzie w parze z moją naturą. Ostatecznie do kosza trafiło pół buteleczki. Będzie fajny dla osób, które same tworzą kosmetyki, albo dla tych, które ulepszają te kupione. Jedyny minus – opakowanie. Po pewnym czasie stania w kosmetyczce wygląda bardzo nieestetycznie.
  • KLINDACIN T
 
Maść na wypryski, używam jej punktowo, kiedy widzę, że na horyzoncie pojawiają się jakieś niedoskonałości. Można dostać go u dermatologa, jest wypisywany na receptę. Dobrze radzi sobie z ropnymi wykwitami, natomiast z podskórnymi naciekami może mieć problemy. Nadal go używam.

Niekwestionowany ulubieniec w kategorii kremów przeciwtrądzikowych. Dobrze współpracuje z innymi kosmetykami, makijaż świetnie się na nim trzyma a do tego rzeczywiście przyspiesza proces gojenia się zmian. Pisałam na blogu recenzję na jego temat, nadal nie znalazłam lepszego zamiennika. Wiem, że nie wszystkim odpowiada, bo nie ma idealnego składu i nie jest kosmetykiem naturalnym, ale ja oczekuję, że jeśli coś używam, powinno to dawać widoczne efekty. Z tego też powodu nie zamierzam z niego rezygnować i, z krótkimi przerwami, będę stosować go nadal. Oczywiście kupię ponownie 😀

Znacie te kosmetyki? Macie już plany na najbliższy weekend?
Pozdrawiam 😀
Uncategorized

PROJEKT DENKO SIERPIEŃ 2016 | ZNÓW SPORO I TO PO OSTATNIM (NIEOPUBLIKOWANYM) DENKU

21 września 2016

Cześć wszystkim!

Ostatnio nie publikowałam denka – tak wyszło, że byłam za granicą, miałam zaplanowane posty, które znikły, a zdjęć i aparatu niestety ze sobą nie zabrałam ;/ Było – minęło. Nie mniej jednak zdjęcia wrzuciłam na Facebooka i jeśli jesteście ciekawi, jaki ogrom kosmetyków zużyłam w lipcu – kliknijcie w TEN LINK 😀
Teraz też nie jest źle, cieszę się, że moje zapasy w końcu zaczynają się kurczyć! To bardzo satysfakcjonujące – wiem, że robię sobie miejsce na nowości i czekam na nie z niecierpliwością. Nie planuję jednak żadnych dużych zakupów – nawet wizja promocji w Rossmannie mnie nie kręci. 
Jeśli jesteście ciekawi, czy wśród zużytych kosmetyków kryje się jaka perełka – pędźcie do dalszej części tego posta!

TWARZ:
  • BLISTEX, POMADKA OCHRONNA ORANGE MANGO BLAST
 Pomadka ochronna do ust, której używałam codziennie rano i wieczorem podczas rutynowej pielęgnacji. Bardzo ładnie pachniała, miała słodki smak i naprawdę dobrze nawilżała usta. Nie było ono tak intensywne jak w przypadku bogatych formuł w słoiczkach, ale nie mogłam narzekać na stan moich ust. Niestety 1/3 opakowania się zmarnowała – pomadka rozpuściła się i przykleiła do wieczka tak, że nie jestem jej już w stanie uratować. Raczej nie kupię ponownie, bo do używania w domu wolę wybierać treściwsze formuły. 
  • BIELENDA, PŁYN MICELARNY LASER XTREME
Ten płyn micelarny był używany głównie przez moją mamę, ale kiedy nie miałam pod ręką mojego ulubionego Garniera – często jej go podkradałam. Wszystkie kosmetyki z tej serii mają naprawdę super składy – ten płyn zawiera w sobie nawilżający hialuronian sodu (już 2 pozycja :O), witaminę PP, która reguluje pracę gruczołów łojowych, łagodzącą Alantoinę, glicerynę, komórki macierzyste, Lecytynę i kwas mlekowy. Ta wersja mnie nie podrażniała, chociaż niektóre miały do tego tendencje. Moim zdaniem za mało wspomina się o nich w blogosferze. Zawiera DMDM Hydantoin, która jest donorem formaldehydu, ale została dopuszczona do stosowania w kosmetykach w ograniczonym stężeniu.
  • OPTI-FREE, PŁYN DO SOCZEWEK PURE MOIST

Nie jest to mój ulubiony płyn do soczewek, ale nie mogę na niego narzekać. Dobrze rozpuszcza białkowe osady, których w moim przypadku dużo się zbiera. Gdy noszę soczewki po wyczyszczeniu ich w tym płynie nie uwierają mnie one później w ciągu dnia. Dodatkowo nie wysychają tak szybko, dlatego ich noszenie jest bardzo komfortowe – nawet wieczorem.

  • NACOMI, KREM POD ODY MOROCCAN ARGAN CREAM WITH GRAPE SEED OIL
Krem pod oczy, który pojawił się już w ulubieńcach. Znalazłam go w Hebe i od razu spodobał mi się ze względu na przyjazny skład. Ma treściwą konsystencję, dlatego jest idealny na noc. Skóra po całonocnym zabiegu jest miękka, a cienie lekko rozjaśnione. Podczas jego stosowania nie mam problemów z suchą skórą pod oczami, czy na powiekach, nawet wtedy, kiedy stosuję zastygające korektory. Nie każdemu będzie odpowiadała forma opakowania – słoiczek – ale mi w ogóle ten aspekt nie przeszkadza. Mam już drugie opakowanie – koniecznie muszę napisać na jego temat oddzielny wpis 🙂

WŁOSY:

Szampon bez SLS, z naprawdę dobrym składem. Dobrze się u mnie sprawdzał przy codziennym myciu włosów, ale musiałam co nie raz stosować go naprzemiennie z innym szamponem. Miał wiele ekstraktów, a także olejki, więc po pewnym czasie obciążał moje delikatne i cienkie włosy. Dobrze oczyszczał, ale nie plątał przy tym włosów. Był delikatny dla mojego skalpu. Do tej wersji raczej nie powrócę, ale mam ochotę na tę normalizującą.

  • LABORATORIUM PILOMAX, MASKA DO WŁOSÓW CIEMNYCH

Odżywki i maski Pilomax należą do kosmetyków, które u jednych działają cuda, a u innych nie sprawdzają się kompletnie. Ja należę do tej pierwszej grupy i jestem z ich kosmetyków bardzo zadowolona (pomijając szampony). Ta wersja mocno wygładzała moje włosy i sprawiała, że były one miękkie w dotyku i bardzo lejące. Tego oczekuję po maseczkach, dlatego pewnie jeszcze do niej wrócę. Zauważyłam też, że kolor moich włosów wyglądał po niej o wiele ładniej – był jakby bardziej wielowymiarowy i pojawiały się na nim refleksy widoczne w słońcu – pewnie było to zasługą ekstraktu z kawy 🙂

MAKIJAŻ:

 Pudry Paese towarzyszą mi w codziennym makijażu od lat. Zazwyczaj wybierałam te bambusowe, bo są delikatniejsze, chociaż następcą tego będzie już ryżowy – chciałam sprawdzić, jak zadziała na moją skórę. Takie opakowanie starcza mi mniej więcej na 1,5 roku, czasem dłużej, czasem krócej – wszystko zależy od tego, ile kosmetyku mi się wysypie. Jedynym jego minusem jest właśnie pudełko – nie ma w nim żadnego zabezpieczenia, dlatego na początku puder znajduje się wszędzie, tylko nie tam, gdzie powinien. Matuje na długo, mnie nie wysusza, chociaż potrafi podkreślić suche skórki. Nie bieli twarzy i nie zapycha. Jeśli ktoś ma problemy z szybkim przetłuszczaniem się skóry, albo zależy mu na długiej trwałości makijażu – ten kosmetyk jest właśnie dla niego.

  • GOLDEN ROSE, BŁYSZCZYK DO UST LUXURY RICH COLOR LIPGLOSS ODCIEŃ 09

Nie przepadam za błyszczykami, ale to kolejna rzecz, którą podkradałam mojej mamie. Błyszczyk jest gęsty, lepki i mocno napigmentowany. Można nim uzyskać pełne krycie przy pięknym blasku, więc jeśli ktoś jest fanem takiego efektu – to kosmetyk stworzony dla niego. Cena jest przystępna, bo to dość duże opakowanie kosztuje mniej więcej 20 złotych. Jest dość tłusty i lekko lepi się na ustach, więc na pewno znajdzie przeciwników. Ja po niego nie sięgnę, natomiast moja mama kupiła już drugie opakowanie! 😀

  • LOREAL, TUSZ DO RZĘS VOLUME MILLION LASHES FELINE

Jedna z najnowszych maskar Loreala. Ma wyprofilowaną, silikonową szczoteczkę, przez co ma działać na nasze rzęsy podkręcająco. Pozostaje dość rzadki od początku, do końca używania, dlatego nieumiejętnie nałożony może posklejać rzęsy. Ja byłam zadowolona z efektów jakie daje, chociaż So Couture to nadal moja ulubiona wersja.  Cieszę się, że szczoteczki od tuszów Loreal są giętkie i miękkie – ryzyko podrapania się po oku jest naprawdę nikłe, a uwierzcie mi na słowo – takie sytuacje są u mnie na porządku dziennym 😛 Jeszcze do niej wrócę – tym razem poużywam wersję Extra Black.

Tusz od Max Factora był chyba jedynym tuszem (oprócz kolorowego z Bebeauty), o którym pisałam na łamach bloga. Pełną recenzję znajdziecie klikając w tytuł tego nagłówka. Jeśli miałabym opisać go w kilku słowach – to naprawdę dobry tusz, wracam do niego po raz kolejny. Fajnie pogrubia i delikatnie podkręca rzęsy, o ich wydłużeniu raczej nie będę mówić.  Ma wygodną, lekko wygiętą szczoteczkę, która nie jest jednak tak miękka, jak ta u poprzednika. Jego konsystencja jest o wiele gęstsza – bardziej przypomina mus niż ciecz. Pewnie jeszcze do niego wrócę, choć znam lepiej działające u mnie tusze.

CIAŁO:

  • LUKSJA, PŁYN DO KĄPIELI PINK SPARKLE

Płyn do kąpieli to nieodłączny element mojej wieczornej pielęgnacji. Nie mam prysznica, mogę więc godzinami wylegiwać się w wannie pełnej piany (no chyba nie… kolejka jest :P). Po płyny z Luksji sięgam bardzo często – po pierwsze są tanie i dostępne w Biedronce, op drugie mają przyjemne zapachy – jedne mniej, inne bardziej intensywne, a po trzecie – są gęste i dają MNÓSTWO bąbelków 😀 Wersja Pink Sparkle pachnie przyjemnie – słodko, perfumeryjnie, nieco kwiatowo. Gdzieś daleko w tle czuć tego szampana. Spodobała mi się i chętnie kiedyś do niej wrócę – niestety pewnie nie prędko, bo niedługo się wyprowadzam, a tak czeka na mnie chłodna kabina prysznicowa ;__;

  • DOVE, ŻEL POD PRYSZNIC GO FRESH, OGÓREK I LIŚCIE ZIELONEJ HERBATY

Niejednokrotnie wspominałam, że żele pod prysznic z Dove są moimi ulubionymi i wracam do nich bardzo często – zmieniając tylko warianty zapachowe. Ogórek i liście zielonej herbaty to propozycja idealna na lato – orzeźwiająca, nieco wytrawna, pobudza do wieczornego działania. Żele Dove są bardzo kremowe i gęste, a ich wydajność potrafi zaskoczyć. Na dobrej promocji taką 750 mililitrową butlę kupicie za 12 złotych – DEAL ŻYCIA 😀

A tak poza tym – wiecie że ogórek to afrodyzjak? Czy Dove miało coś na myśli przygotowując taką wersję zapachową? A może to teoria spiskowa? Illuminati? 😀

  • ISANA, ŻEL POD PRYSZNIC HELLO SPRING

Zaletą żeli Isana jest ich bardzo dobra cena – kiedy szukam jakieś tańszej opcji sięgam właśnie po nie. Kuszą ciekawymi opakowaniami, edycjami limitowanymi i naprawdę intensywnymi zapachami. Wersja Hello Spring pachniała słodką brzoskwinią. Zapach był niezwykle odprężający, dlatego żel skończył się w ekspresowym tempie. Ma jedną wadę – przy dłuższym, regularnym stosowaniu potrafi mnie mocno przesuszyć. Mam wrażliwą skórę, która niezbyt lubi się z SLS czy SLeS :C

  • LINDA, MYDŁA TRADYCYJNE, BOGACTWO OWSA, SŁODYCZ MIODU, ŚWIEŻOŚĆ MIĘTY

Te mydełka kupiłam naprawdę dawno temu (mniej więcej rok :O), ale rzadko używam wersji w kostkach, dlatego tak długo leżało. Miały o wiele lepszy skład, niż te zwykłe, nie zawierały silnych detergentów. Zapachy były delikatne, naturalne, najbardziej spodobał mi się miód i mięta. Ładnie wyglądały w łazience, niestety nie zrobiłam zdjęć kostkom. Pewnie do nich nie wrócę, bo nie wiem, czy jeszcze kiedykolwiek je znajdę. Zostały kupione w Biedronce, przy okazji wypuszczenia jakiejś kosmetycznej gazetki.

  • BALEA, BALSAM DO CIAŁA TROPICAL SUNSHINE, POMARAŃCZA I MANGO
Kupiony rok temu, leżał i czekał na swoją kolej. W końcu doczekał się i został doceniony. Był tani jak barszcz, a mimo tego naprawdę fajnie się sprawdził Jest to balsam idealny na letnie miesiące – lekki, szybko się wchłaniający, bardziej przypomina mleczko niż treściwy balsam. Dobrze nawilża, ma prosty skład – głównymi nawilżaczami są tu gliceryna, sól kwasu stearynowego i olej migdałowy. Nawet moja sucha skóra była po nim gładka i napięta. Mam jeszcze jedno opakowanie – o innym zapachu i na pewno zużyję je z przyjemnością. Jest to edycja limitowana, może jeszcze kiedyś Balea do niej wróci.

  • FA, ANTYPERSPIRANT FRUIT ME UP, FRUITY FRESH

Jedna z dwóch wersji limitowanych antyperspirantów Fa. Ta jest zdecydowanie bardziej owocowa i świeża – sama nazwa to wskazuje. Chroniła przyzwoicie, chociaż u osób ze sporym problemem z potliwością raczej się nie sprawdzi. Szkoda, że to edycja limitowana – jej zapach bardzo mi się spodoba i chętnie bym do niej wróciła.

  • GARNIER, ANTYPERSPIRANT NEO, SHOWER CLEAN

Mój najnowszy ulubieniec – moim zdaniem jest jeszcze lepszy od tego w kremie. Dobrze chroni przez cały dzień, a zapach jest na  tyle intensywny, że czuć go od rana do wieczora. Dobrze maskuje nieprzyjemne aromaty. Innowacyjny aplikator zapobiega zbieraniu się produktu w jednym miejscu, co chroni przed powstawaniem plam na ubraniach. Ma w składzie olej kokosowy, dlatego nie wysusza nawet wrażliwej skóry. Na pewno będę do niego wracać. Moje ulubione wersje to pomarańczowa i różowa.

Czy jakiś kosmetyk wpadł Wam w oko? Jak idzie Wam zużywanie? W Waszych zużyciach jest więcej ulubieńców, czy bubli?
Pozdrawiam :*