Wybrany tag

L’biotica

Uncategorized

PROJEKT DENKO | MAJ 2016 | ZNÓW JESTEM W FORMIE :P

17 czerwca 2016
Hejka!
Projekty denko są jednym z moch ulubionych rodzajów postów. Lubię czytać na blogach mini recenzje kosmetyków, które zostały zużyte przez dziewczyny – wtedy wiem, czy warto zwrócić na coś uwagę, czy lepiej sobie ten produkt odpuścić. Wiem też, że te posty cieszą się dość dużą popularnością na moim blogu, dlatego dzisiaj chętnie przychodzę do Was z kolejnym. Tym razem opiszę Wam pokrótce kosmetyki, które udało mi się zużyć w maju. Zapraszam z kawą albo herbatą – troche się tu tego znalazło 😉

WŁOSY:
  • L’BIOTICA, MASKA DO WŁOSÓW BIOVAX, KERATYNA + JEDWAB
 Jedna z nielicznych masek proteinowych, którą miałam w swoich zbiorach. Używałam jej średnio raz na tydzień, czasem na półtorej – zależnie od tego, czego potrzebowały moje włosy. Była zamknięta w szczelnym słoiczku, dzięki temu mogłam zabierać ją na podróże bez obaw, że coś wyleje mi się do walizki. Dobrze dociążała i odżywiała moje włosy. Sprawiała, że były miękkie i lśniące. Jedna z moich ulubionych masek z tej serii 🙂 Wydaje mi się, że jeszcze kiedyś do niej wrócę.
  • MARION, SERUM 7 EFEKTÓW Z OLEJEK ARGANOWYM
Nie wymagam wiele od ser silikonowych – mają dobrze zabezpieczać końcówki, nie sklejać ich i nie prowadzić do tego, że będą obciążone. To sprawdzało się idealnie i żałuję, że musiałam je wyrzucić. Kilka miesięcy temu minął termin jego ważności, ale nie zmieniło swoich właściwości, więc używałam go dalej. Teraz mam nowy produkt tego typu, więc postanowiłam zacząć używanie nowości. Mimo tego, że takie sera zużywa się bardzo wolno – będę o nim pamiętać ze względu na nietłustą konsystencję i bardzo przyjemny zapach, który długo utrzymywał się na moich włosach.
  • ALTERRA, SZAMPON DO WŁOSÓW DODAJĄCY OBJĘTOŚCI PAPAJA I BAMBUS
Szampony Alterry stosuję zamiennie i bardzo je lubię. Mam nawet kilka w zapasie, bo obłowiłam się na promocji dwa za 10 złotych 😛 ten jest jednym z moich ulubionych ze względu na swój piękny zapach – przypomina mi on pomarańczową oranżadkę z dzieciństwa 😛 Dobrze doczyszcza włosy, zmywa nawet oleje, nie podrażnia skalpu i nie plącze włosów. Mimo naturalnego składu dobrze się pieni. Jest tani i wydajny. Więcej po szamponie nie oczekuję 🙂 Na pewno będę do niego wracać 🙂
  • KALLOS ALGAE
Maski z Kallosa się kocha, albo nienawidzi. U jednych działają naprawdę dobrze, u innych włosy wyglądają lepiej po użyciu samego szamponu. Moje włosy piją wszystko jak popadnie, a ta maska wyjątkowo im się spodobała. Obojętnie- czy trzymałam ją 2 minuty, czy 30 – po wczesaniu dawała niesamowite efekty – lśniące i gładkie włosy, które w słońcu mieniły się na milion kolorów.  Litrowe opakowanie starcza na wieki (chyba że używacie go na spółkę z mamą – moja ma krótkie włosy, a pochłonęła jej więcej, niż ja :P). Polecam! Algi rzeczywiście występują w składzie, nie jest to tylko chwyt marketingowy.

CIAŁO:
  • BEBEAUTY, PŁYN DO KĄPIELI MALINOWA PANNA COTTA
Płyn, który wlewałam do wanny w celu wytworzenia piany. Tani, wydajny. Pianę jak miał robić, tak robił i to dość obficie. Miał ładny zapach, ale szkoda, że nie był on zbyt intensywny :C Lubię te płyny z Biedronki i pewnie jeszcze do nich wrócę 😀 To była jakaś edycja limitowana, ale z tego co się orientuję są też inne warianty dostępne w regularnej sprzedaży.
  • DOVE, ŻEL POD PRYSZNIC CARING PROTECTION
Chyba moja ulubiona wersja żeli Dove. Ma przyjemny, lekki zapach i bardzo bogatą konsystencję – na tyle, że pod koniec ciężko jest wycisnąć ją z opakowania. I to jest właśnie jedyny minus tego kosmetyku – przy małej ilości ciężko wydobyć go z butelki. Nawilża skórę, dobrze ją oczyszcza, nie podrażnia. Będę do niego wracać przed długi, długo czas 🙂 
  • FA, ANTYPERSPURANT FRESH & DRY – LOTUS FLOWER
Nie przepadam za antyperspirantami Fa, ale moja mama ostatnio kupiła dwa na promocji i musiałyśmy je zużyć. Nie są złe, ale jakoś nie odpowiadają mi ich zapachy – większość z nich jest mydlana, a ja wolę świeże nuty zapachowe. Chronić chronił – delikatnie, ale ja dużych problemów z nadmierną potliwością nie mam. Sama raczej do niego nie wrócę – to przeciętniak. Zdecydowanie bardziej odpowiadają mi antyperspiranty Rexony i Garniera.
  • BATH & BODY WORKS, ŻEL POD PRYSZNIC WINTER CANDY APPLE
W tamtym miesiącu pisałam Wam o balsamie tej marki, teraz przyszedł czas na kolejne kosmetyki. Żel pod prysznic ma większą pojemność (około 260 mililitrów), ale podobne opakowanie zamykane na klik, które pod prysznicem sprawdza się naprawdę dobrze. Sam producent obiecuje wybitnie pielęgnujące właściwości, a w rzeczywistości ten produkt to zwykły żel – takie możemy znaleźć nawet w Rossmannie. Jest gęsty, wydajny, dobrze się pieni, ale ma zbyt wysoką cenę jak na taką pojemność. Jedyne co go wyróżnia to intensywny zapach. Raczej nie kupię ponownie – na promocji będę wolała wybrać mydełko albo balsam. ZAWIERA SLES.
  • BATH & BODY WORKS, ANTYBAKTERYJNE MYDŁO W ŻELU SNOW KISSED BERRY
Mydełko, które moja familia zużyła w tempie ekspresowym. Pachniało tak pięknie, a zapach długo utrzymywał się na dłoniach – częsty był wyczuwalny nawet po wysmarowaniu rąk kremem. Mydło miało bardzo gęstą, żelową konsystencję  i zawierało w sobie delikatne drobinki. Pompka działała bez zarzutu – nie zacinała się, dawkowała odpowiednią ilość kosmetyku – po prostu wygodnie się z niej korzystało. Mydło miało jeden, dla mnie duży minus – moje dłonie mocno wysuszało i bez dobrze nawilżającego kremu by się nie obeszło. Mimo to pomyślę nad jego ponownym zakupem.
  • FARMONA, MUS DO CIAŁA TUTTI FRUTTI, BRZOSKWINIA I MANGO
Kosmetyk, który kilka razy podkradałam mamie i postanowiłam napisać chociaż kilka zdań na jego temat. Pamiętacie, jak w oddzielnej recenzji chwaliłam Farmonę za masełka do ciała z tej serii? Ten mus nie był już tak dobry ;C Miał gorszy skład,rzadszą konsystencję i nie był już tak bogaty, jak jego poprzednicy. Jest po prostu słabszy i więcej go nie kupimy. 
  • L’BIOTICA, ZŁUSZCZAJĄCA MASECZKA DO STÓP W SKARPETKACH
 Cały wywód muszę rozpocząć tak: NIGDY WIĘCEJ ZŁUSZCZAJĄCYCH SKARPETEK! :O Zastosowałam je tak jak producent przykazał – trzymałam na stopach mniej niż 90 minut, zdjęłam i czekałam na efekty. W tym czasie chodziłam w trampkach i starałam się nie wystawiać stóp na działanie promieni słonecznych. Czekałam tak 10 dni, potem 15, skóra była sucha, pękała, ale w ogóle nie mogła się złuszczyć, a pumeksu przecież użyć nie mogłam. Co gorsza więcej naskórka złuszczało mi się na zewnętrznej, górnej stronie stopy. Cały proces trwał 3 tygodnie, a na koniec i tak miałam takie same pięty, jak na początku. Nie mam problemów z nadmiernym rogowaceniem pięt i takie zabiegi chyba sobie odpuszczę. Nie przynoszą zadowalających efektów, a muszę czekać 3 tygodnie na to, żeby wyjść w sandałkach. Ja jestem na nie i żałuję, że produkt nie sprawdził się u mnie tak, jak u większości dziewczyn.


TWARZ
  • SYLVECO, RUMIANKOWY ŻEL DO TWARZY
Mój hit i ulubieniec w porannej pielęgnacji. Jest delikatny i ma krótki, przyjazny dla skóry skład. Zawiera kwas salicylowy. Ma poprawiać wygląd skóry trądzikowej i przyspieszać gojenie się wyprysków. Zgadzam się z tym drugim – podczas jego stosowania niedoskonałości rzeczywiście goiły się szybciej, Muszę wspomnieć, że niektóre osoby może wysuszać, spotkałam się już w internecie z podobnymi spostrzeżeniami. W moim przypadku nic złego się na szczęście nie działo.
  • GLY SKIN CARE, TONIK DO TWARZY
Nie spodziewałam się wiele po tym toniku, natomiast ostatecznie zużyłam go z przyjemnością i zastanawiam się, czy przypadkiem do niego nie wrócić. Ma krótki skład, zawiera alkohol, więc niektórym nie będzie to odpowiadało. Ekstrakt z cytryny działa wybielająco i po kilku miesiącach stosowania dało się zauważyć jego rozjaśniające działanie. Toni był lekki i dobrze odświeżał skórę nie pozostawiając na niej lepkiej warstwy. Nie miał zapachu. Aplikator działał dobrze nawet wtedy, kiedy w butelce znajdowało się niewiele kosmetyku. Osobiście polecam 😉
  • SYLVECO, ŁAGODZĄCY KREM POD OCZY
Krem, który wystarczył mi na pół roku stosowania, ledwie udało mi się zużyć go do cna przed końcem okresu przydatności do stosowania po otwarciu.Przez 4 pierwsze miesiące stosowałam go zarówno rano, jak i wieczorem, przez ostatnie dwa lądował natomiast na powiekach tylko przed rannym makijażem. Dość dobrze nawilżał, a był przy tym bardzo lekki. Szybko się wchłaniał i czuć było po jego zastosowaniu lekko oleistą mgiełkę. Pod koniec nie działał już tak dobrze jak na samym początku, ale winą obarczam tu zbyt długi czas stosowania tego samego kosmetyku. Spodobało mi się jego wygodne opakowanie air less. Pomyślę nad jego ponownym zakupem. 
  • SYLVECO, OCZYSZCZAJĄCY PEELING DO TWARZY
Peeling, który też starczył mi na długie miesiące stosowania. Sięgałam po niego raz w tygodniu aby pozbyć się suchych skórek z mojej buzi. Może nie miał idealnego zapachu, ale dobrze spełniał swoje zadanie. Małe i delikatne na pozór drobinki korundu dokładnie ścierały martwy naskórek, pozostawiając skórę gładką i ładnie nawilżoną. Po zastosowaniu peelingu wyczuwalna była lekka warstwa okluzyjna, ale jeśli ktoś nie lubi takiego efektu łatwo było usunąć ją tonikiem labo płynem micelarnym. Chyba znalazłam coś lepszego, ale może jeszcze do niego wrócę, bo jest bardziej delikatni i kremowy niż jego następca.
  • PERFECTA, BALSAM DO UST SOFT LIPS, GRANAT O JAGODA
Nie będę się kryć. Do zakupu zachęcił mnie design opakowania – balsam wygląda jak kostka lodu i przyciąga uwagę. Opakowanie nie jest jednak pozbawione wad – kiedyś samo otworzyło mi się w torebce i cały balsam znalazł się w jej wnętrzu, brudząc wszystko, co popadnie. Co do działania – jest to naprawdę lekka wazelinka o słodkim zapachu, która nadaje się tylko do stosowania w ciągu dnia – na noc będzie zdecydowanie zbyt słaba. Zużyłam już jedno opakowanie, teraz używam jeszcze dwóch i więcej po nie nie sięgnę. Zawierają filtr przenikający, a ja staram się je z jej pielęgnacji wyeliminować.

Znacie któregoś z moich ulubieńców? Jak Wam poszło zużywanie kosmetyków w maju?
Pozdrawiam :*
Na samym końcu chciałam bardzo podziękować Magdzie z bloga optymistyczne-dni.blogspot.com. Zainspirowałam ją do stworzenia wpisu o blogach, które lubi i czyta i to właśnie moja strona znalazła się w jej personalnym rankingu.
Drugą osobą jest też Karolina z bloga swiatkosmetykoholiczki.blogspot.com. Ona z kolei doceniła moje głębokie analizowanie składów, za co bardzo jej dziękuję, bo wymaga to ode mnie naprawdę dużego nakładu pracy.
Dziękuję dziewczyny! :*
Uncategorized

PROJEKT DENKO | KWIECIEŃ 2016 | LEPIEJ PÓŹNO, NIŻ WCALE :P

26 maja 2016
Hej!
Jak zwykle spóźniona Naczi postanowiła w końcu wyrzucić puste opakowania po kosmetykach, które zbierała przez cały kwiecień. Stwierdziła, że nie może pozwolić sobie na zbyt długie trzymanie ich w szafie, bo na pewno ma to negatywny wpływ na Feng Shui i energię przekazywaną ludziom przez otoczenie, w którym przebywają. Po chwili zastanowienia sięgnęła po aparat, ułożyła pustaki w miłą dla oka kompozycję i wykonała kilka ujęć, które poprzedzone były poprawianiem każdego pudełka o milimetr, bo „przecież jest nierówno”. Słońce nie chciało z nią współpracować, kolano, na którym się opierała odmówiło posłuszeństwa, a aparat oszukał, że się zepsuł. A efekty? Możecie zobaczyć je niżej.
Komu taka książka przypadłaby do gustu? 😛 Życie blogerki jest takie trudne – weny często brak, a pisać i robić zdjęcia trzeba. Z przymrużeniem oka potraktujcie ten przydługi wstęp i szybko przejdźcie do bardziej merytorycznej części tego wpisu 😛 Zapraszam 🙂

WŁOSY

  • L’BIOTICA, BIOVAX, SERUM A+E
Serum, które udało mi się zużyć do cna i bardzo miło je wspominam. Zamknięte jest w szczelną buteleczkę o pojemności 15 mililitrów, która jest niewielka i dobrze sprawdza się podczas podróży. Aplikator działa bez zarzutu i do pewnego stopnia można nim „dawkować” odpowiednią ilość kosmetyku. Serum aplikowałam na końce po każdym myciu włosów. Nie sklejało ich, nie powodowało strączkowania. Końce wyglądały na zadbane i bardzo ładnie lśniły. Mogłam nie ścinać ich nawet 6 miesięcy, a nadal były w dobrej kondycji. Uważam, że jest to produkt godny polecenia ze względu na wydajność, dobre działanie i dość niską cenę. Nie wiem, czy kiedyś do niego wrócę, bo takie sera zużywam bardzo wolno, a mam kilka nowych do przetestowania na oku. Jak będę szukała czegoś sprawdzonego, to na pewno się nad nim zastanowię. Ma jeden minus – lekko mydlany zapach  – mi nie do końca odpowiadał, wolę ładniej pachnące kosmetyki 😛
  • ALTERRA, SZAMPON DO WŁOSÓW WYPADAJĄCYCH I OSŁABIONYCH Z KOFEINĄ
Szampony z Alterry bardzo lubię i używam ich praktycznie od początku mojej przygody z bardziej przemyślaną ich pielęgnacją. Wersja kofeinowa nie należy do moich ulubionych ze względu na średni zapach, ale działaniem przypomina swoich braci z tej samej serii. Mimo tego, że ma delikatny skład dobrze oczyszcza włosy i domywa nawet oleje.  Nie plącze mi włosów, nie wysusza ich, po jego zastosowaniu nawet bez nakładania odżywki czy maski są lśniące, ale jednak niedostatecznie dociążone. Na pewno będę jeszcze do tych szamponów wracać 😛 Mam 4 w zapasie i muszę je zużyć, bo ta ilość zaczęła mnie przerastać 😛

TWARZ

  • SYLVECO, HIBISKUSOWY TONIK DO TWARZY
Produkt, który trafił to worka z moimi ulubionymi kosmetykami. Ma przyjazny dla skóry skład (chociaż alkohol benzylowy może uczulać nieliczne osoby) i łagodzi jej napięcie spowodowane stosowaniem mocniej oczyszczających żeli do twarzy. Na początku nie mogłam przyzwyczaić się do jego żelowej konsystencji, ale po kilku dniach nie miałam z tym większych problemów. U niektórych pozostawia po aplikacji lepką warstwę, u mnie natomiast wchłania się praktycznie w 100%. Delikatnie nawilżał moją skórę, a wyciąg z aloesu wspomagał rozjaśnianie blizn. Jeszcze go u mnie zobaczycie.
  • SYLVECO, LIPOWY PŁYN MICELARNY
Płyny micelarne to produkty, bez których nie wyobrażam sobie codziennego demakijażu. Dobrze radzą sobie nawet z mocniejszym makijażem, a przy tym nie obciążają mojej skłonnej do zapychania skóry. Z tym nie było inaczej – nieźle radził sobie z podkładami, szminkami i produktami do oczu. Ciężko było mi nim zmyć tylko jeden tusz – So Couture od Loreal Paris. Nie wiem, czy jeszcze do niego wrócę, bo za tę samą cenę mogę mieć dwa razy większą butelkę mojego ulubionego, różowego Garniera. Miał krótki i dobry skład – jeszcze się nad nim zastanowię – być może będzie dla mnie fajną odskocznią od drogeryjnych kosmetyków tego typu.

  • MISSHA, PERFECT COVER, KREM BB
Próbki dostałam od kochanej pinklipstickmua.blogspot.com. Nadal szukam kremu BB, który odpowiadałby mi zarówno właściwościami jak i kolorem. Ten ze zdjęcia to jeden z najjaśniejszych odcieni – 13. Jest to rzeczywiście kolor bardzo blady, lekko wpadający w róż – te tony będą bardziej lub mniej widoczne, zależnie od tego jaki pigment macie w skórze. Mnie niestety zapychał i myślę, że jest to wina parafiny, którą ma w składzie. Kolor bardzo mi się podobał, ale mógłby być choć trochę żółtszy. Na pewno nie kupię pełnowymiarowego opakowania, bo kosmetyk po prostu jest nie dla mnie ;C Pomyślę też nad tym, jak oddać resztę próbek, które mi zostały – może akurat któraś z Was znajdzie coś dla siebie? Śledźcie mojego Facebooka, niedługo powinno się tam coś pojawić 😉
  • LA ROCHE POSAY, ANTHELIOS XL ULTRA FLUIDE, SPF 50+
Nie ma co ukrywać – to mój ulubiony filtr do twarzy. Używam go od roku i nie mam mu praktycznie nic do zarzucenia oprócz jednego małego minusa, który nie u każdego może się pojawić. Filtr ma lejącą się konsystencję, biały kolor i jest produktem wydajnym. Nie bieli. Łatwo rozprowadza się go na twarzy dzięki lekkiej konsystencji. Skóra po jego zastosowaniu nie lepi się, ale jest lekko tłusta. Jest jednym z filtrów, które bardzo dobrze chronią nas przed promieniowaniem zarówno UVB, jak  UVA. Nie zapycha i nie powoduje powstawania nowych wyprysków. Moja mieszana skóra niestety po jego zastosowaniu zaczyna mocniej wyświecać się w okolicy nosa i brody, ale dzieje się to dopiero po kilku godzinach i bibułki matujące rozwiązują sprawę. Aktualnie mam inny krem tej marki, ale do tego na pewno wrócę 🙂
  • TAMI, OCZYSZCZAJĄCE PŁATKI DO TWARZY Z ALOESEM

Kupiłam je w Biedronce z zamiarem wykorzystywania w ciągu dnia, kiedy chciałabym pozbyć się podkładu, ale nie mogłabym pozwolić sobie na umycie buzi żelem ze względu na soczewki.  W tej roli sprawdzały się nad wyraz dobrze, choć do dokładnego zmycia makijażu musiałam zużyć 3-4 płatki. Miały w sobie dużo płynu, a jego skład nie był tak zły, jak mogłoby się to wydawać – rzeczywiście dość wysoko występował w nim sok z aloesu i, o ile się nie mylę, ekstrakt z ogórka. Twarz po ich użyciu była odświeżona i lekko ukojona. Płatki, mim tego, że stały na półce, były zawsze lekko chłodniejsze od otoczenia co potęgowało pozytywne efekty. Być może jeszcze po nie sięgnę, o ostatnio zauważyłam je w Rossmannie 🙂
  • CARMEX, BALSAM DO UST W SŁOICZKU
Nie miałam jeszcze innych wersji Carmexa, ale słyszałam, że ta jest najlepsza – nie dziwię się, bo w moim przypadku (jak dotąd) jest to najlepiej nawilżający produkt do ust. Aktualnie stosuję sztyft Blistex i nie jestem z niego aż tak zadowolona. Kiedy nakładałam Carmex rano i wieczorem praktycznie nie miałam problemu z jakimkolwiek przesuszeniem, pękaniem czy pierzchnięciem. Idealnie przygotowywał moje usta pod matowe pomadki, które, notabene, uwielbiam. Ma w swoim składzie lanolinę, która bardzo pozytywnie wpływa na kondycję warg. Kamfora może przynosić uczucie lekkiego chłodzenia – warto o tym wspomnieć, bo nie każda z nas to lubi. Na pewno jeszcze do tej wersji wrócę – najpierw jednak zobaczę, jak zadziała u mnie sztyft o zapachu granatu 😉
  • LOREAL, PODKŁAD TRUE MATCH N1 IVORY

Jest to mój wieloletni ulubieniec, który w mojej kosmetyczce przebywa od dobrych kilku lat. To ostatnia buteleczka w starej formule, teraz używam tej nowej. Ma satynowo-matowe wykończenie. Na mojej mieszanej cerze utrzymuje się dość długo, ale lekko ściera się w okolicach nosa i brody. Ma średnie krycie, ale można je lekko stopniować dokładając kolejne warstwy. Zapraszam Was na jego recenzję – tam znajdziecie więcej informacji na temat tego podkładu. Na pewno będę kupowała go ponownie, bo to praktycznie jedyny podkład, który pasuje mi kolorem.

CIAŁO

  • BATH AND BODY WORKS, BALSAM VANILLA BEAN NOEL
To jeden z moich pierwszych kosmetyków BBW. Balsam kupiłam na świątecznej promocji za 20 złotych – ciężko było mi przejść obok niego obojętnie. Może nie miał spektakularnych właściwości nawilżających, ani najlepszego składu, ale bardzo przyjemnie mi się go używało. Był lekki, szybko się wchłaniał i cuuuudownie pachniał. Bardzo słodko – lekko waniliowo. Sam zapach bardzo przypominał mi świecę Yankee Candle – Cotton Candy. Długo utrzymywał się i na skórze, i na ubraniach. Myślę, że kiedyś jeszcze do niego wrócę, ale na pewno poczekam na promocje – moim zdaniem ten balsam nie jest wart więcej, niż za niego zapłaciłam.
Lubicie czytać projekty denko? Co ciekawego zużyłyście w zeszłym miesiącu?

Pozdrawiam! Wszystkim mamom życzę wszystkiego najlepszego!
Uncategorized

PROJEKT DENKO | Wykończeni w październiku i listopadzie

28 listopada 2015

Hej!
Nie wiem czy Wy też tak macie, ale ja mam ogromną satysfakcję z  tego, że udało mi się wykończyć jakiś produkt. Po rozpoczęciu przygody z blogowaniem na poważnie miałam tendencję do otwierania kilku opakowań kosmetyku tego samego typu – czy to szamponu, czy balsamu. Wiązało się to z długim czasem używania kosmetyków. Na półkach piętrzyły się wieżyczki zbudowane z masek do włosów i pomadek do ust, a ja ciągle dokupowałam nowe rzeczy – przeczytałam recenzję i coś mnie zaciekawiło, promocje w sklepach też często kusiły. Zmobilizowałam się jednak do zrobienia porządku i skutecznie uszczuplam swoje zapasy. Dziś chciałam Wam pokazać pudełka po produktach zużytych w ciągu ostatnich dwóch miesięcy. Zapraszam 🙂

CIAŁO:

DOVE, GO FRESH, OGÓREK I ZIELONA HERBATA
O żelach Dove wspominałam na łamach bloga już kilka razy. Kupując pierwszy podchodziłam do całej sprawy sceptycznie, ale teraz muszę szczerze przyznać, że jestem nimi zachwycona. Moja skóra w końcu nie jest wysuszona, a balsamowanie, czy olejowanie ciała co 2 dni w zupełności wystarcza – pozbyłam się już bardzo suchych miejsc na ciele (pozostało kilka, ale taka już moja uroda 😛 poza tym i tak wyglądają zdecydowanie lepiej niż kiedyś). Żele świetnie się pienią i mają kremową konsystencję. Skóra po ich użyciu jest miękka i nie można mówić o uczuciu ściągnięcia. Do tego przez kilkadziesiąt minut i na nas i w łazience unosi się piękny zapach – w tym wypadku świeżego ogórka i trawy cytrynowej. Polecam!
BABYDREAM, OLEJEK DO CIAŁA
Olejek ten zabierałam ze sobą w podróże ze względu na jego niewielkie rozmiary. Olejowałam nim zarówno ciało, jak i włosy i w obu przypadkach sprawdził się doskonale. Włosy były miękkie, sprężyste i lśniące, a skóra jędrna, napięta i dobrze nawilżona. Mimo niewielkich wymiarów starczył mi na naprawdę długi okres czasu. Olejek ma krótki i wartościowy skład. Nie do końca odpowiadał mi jego zapach, ale po użyciu nie był aż tak intensywny i nie drażnił mojego nosa. Chętnie sięgnę po jego pełną wersję, bo jest to produkt niedrogi, a idealnie wpasowuje się w potrzeby mojej skóry. 
LACTACYD, EMULSJA DO HIGIENY INTYMNEJ SENSITIVE
Mój ulubiony płyn do higieny intymnej. Dlaczego o nim wspominam? Niestety ciężko jest teraz znaleźć produkt z tej kategorii bez SLS, czyli takiego, który nie naruszałby naturalnej bariery ochronnej naszego organizmu. Jak na razie w moim domu gości tylko Facelle i wspomniany wyżej Lactacyd. Nie podrażnia i delikatnie, ale skutecznie oczyszcza. Będę do niego wracać i również polecam. Pisałam o nim w poprzednim denku. 



WŁOSY:

ALTERRA, SZAMPON KOFEINA – BIOTYNA

Szampony Alterry stosuję zamiennie, na promocji kupuję różne warianty raczej nie zwracając uwagi na to, czy produkt jest w 100% dostosowany do potrzeb mojej skóry głowy i włosów. Jak dla mnie taki kosmetyk ma po prostu moje kosmyki myć, a przy tym nie powodować wysuszenia, plątania. Szampon nie powinien być też czynnikiem, który spowoduje podrażnienia skalpu. Szampony Alterry dobrze myją włosy, są pozbawione silnych detergentów, a do tego nawet po samym szamponie i odżywce w sprayu są one miękkie, lśniące i sypkie. Na pewno kupię ponownie, chociaż ta wersja ma średni zapach 😛

FARMONA, HERBAL CARE, SZAMPON CZARNA RZEPA
Raz na jakiś czas (2-3 razy w miesiącu) myję włosy mocniejszym szamponem. Ten tutaj jest naprawdę świetny – ma krótki skład i doskonale domywa włosy z wszelkich zanieczyszczeń i produktów, które zdążyły się na nich osadzić w ciągu kilku tygodni pielęgnacji. Szampon nie ma zbyt przyjemnego zapachu, ale wybaczam mu to przez jego dobre działanie. Jest wydajny, a udoskonalona buteleczka z mniejszym otworem sprawia, że oszczędzamy produkt podczas mycia – dozujemy odpowiednią jego ilość. O jego skrzypowym bracie pisałam już dawno temu. Na pewno do niego wrócę, ale chcę przetestować jeszcze inne szampony o podobnym działaniu.
FARMONA, JANTAR, ODŻYWKA Z WYCIĄGIEM Z BURSZTYNU
Jantar to zdecydowanie najbardziej popularna odżywka do skóry głowy w sieci. To z nią zetknęłam się na początku mojego włosomaniactwa i pozostałam jej wierna do dziś. Nie zawiera alkoholu przez co nie będzie podrażniać nawet wrażliwych skalpów. U mnie nie powoduje szybszego przetłuszczania się włosów, za co bardzo ją cenię – w innym wypadku musiałabym je myć codziennie, a to nie jest mi na rękę. Bardzo przyspiesza porost włosów, więc mogę polecić ją osobom, które walczą o każdy centymetr przyrostu w miesiącu. Po 3 tygodniach kuracji mam na głowie mnóstwo baby hair, które są cieniutkie, ale mocne. Jeśli jesteście ciekawi i chcecie dowiedzieć się o niej więcej zajrzyjcie do posta, w którym zawarłam pełną jej recenzję.

L’BIOTICA, BIOVAX NATURALNE OLEJE, DWUFAZOWA ODŻYWKA DO WŁOSÓW BEZ SPŁUKIWANIA

Odżywkę w spray stosuję rano, przed każdym czesaniem oraz po myciu włosów. Jej głównym zadaniem jest pomoc w rozczesaniu moich plączących się kosmyków. Ta odżywka radziła sobie z tym dobrze, ładnie nabłyszczając przy tym włosy. Były po niej jeszcze miększe, bardziej lśniące a do tego pięknie i słodko pachniały. Jej używanie było dla mnie przyjemnością, jest jednak jedno ALE – atomizer zamiast rozpryskiwać mgiełkę produktu czasem psikał strumień cieczy i sprawiało to, że włosy były sklejone i nie wyglądało to zbyt estetycznie. Myślę, że wrócę jeszcze do tych odżywek, bo są godnymi zamiennikami moich ulubionych Gliss Kurów. 
ALTERRA, SZAMPON GRANAT – ALOES
Jest to chyba mój ulubiony wariant szamponów Alterry. Pachnie bardzo ładnie i najbardziej nawilża moje włosy nie powodując przy tym ich obciążenia. Mini wersję zabierałam ze sobą do podróżnej kosmetyczki. Taka mała butelczka starczyła mi na 5 albo 6 myć i jest to moim zdaniem niezły wynik. Do tego szamponu wrócę na pewno – jest tani, dobry i nie oczekuję do myjących włosy produktów więcej.
ALTERRA, ODŻYWKA DO WŁOSÓW GRANAT – ALOES
Miałam szampon z tej serii, miałam maskę, przyszedł więc też czas na odżywkę. Tak jak szampon, o którym pisałam wyżej, zabierałam ją na podróże i również sprawdziła się świetnie. Sprawiała, że moje włosy były lśniące, lejące, miękkie i wygładzone. Czasem delikatnie traciły przez to objętość, ale zbytnio mi to nie przeszkadzało. Wrócę do tej odżywki, gdy uszczuplę swoje włosowe zapasy. Warto polować na nią w promocji – kosztuje wtedy około 6 złotych. 
DOVE, OXYGEN MOISTURE, SUFLET DO WŁOSÓW

Niedawno pisałam Wam o tej masko-odżywce posta i wspominałam w nim, że mimo mało wybitnego składu moje włosy bardzo polubiły ten produkt. Moje kosmyki lubią emolienty, a tych w tym kosmetyku nie brakowało. Nie był zbyt wydajny i tani, ale raz na jakiś czas mogę sobie na taki kosmetyk pozwolić i „dożywić” moje włosy czymś bardziej chemicznym. Odżywka miała ciekawą, napowietrzoną konsystencję i świeżo pachniała, a zapach utrzymywał się na włosach przez wiele godzin. Wygładzała włosy. Po jej zastosowaniu wyglądały na bardziej zdrowe i mocne. To już drugie zużyte opakowanie i jeszcze kiedyś kupię następne.

TWARZ:

NIVEA, ODŚWIEŻAJĄCA PIANKA OCZYSZCZAJĄCA

Ta pianka również miała już swoje pięć minut na blogu. Kupiłam ją na promocji w Rossmannie i niestety nie byłam zadowolona. Jej konsystencja była bardzo lekka, przez co szybko zmieniała się w lepką ciecz zamiast delikatnie sunąć po twarzy stawiała opór. Jej zapach też niezbyt mi pasował, bo był bardzo intensywny i mocno perfumowany. Moja skóra po jej zastosowaniu była ściągnięta. Zawierała alkohol. Na pewno nie kupię jej ponownie. 
ZIAJA, OCZYSZCZANIE LIŚCIE MANUKA, TONIK ZWĘŻAJĄCY PORY  NA DZIEŃ/NA NOC
Jest to jeden z moich ulubionych toników. Jest bardzo wydajny przez to, że posiada atomizer (który może być dla jednych plusem, a dla innych wadą tego kosmetyku). Może i nie zwężał znacząco porów, ale moja skóra była po nim rozświetlona i dobrze nawilżona, a przy tym oczyszczona. Stosowałam go rano i wieczorem i moim zdaniem świetnie wspierał kremy i sera w działaniu antytrądzikowym. To moje drugie opakowanie i na pewno nie ostatnie. O całej serii kilka słów napisałam w oddzielnym poście.
GARNIER, PŁYN MICELARNY 3W1 DO SKÓRY NORMALNEJ I MIESZANEJ
Zaskoczona tym, jak dobrze sprawdził się u mnie jego starszy, różowy brat, postanowiłam sięgnąć po zieloną wersję przeznaczoną do skóry mieszanej i normalnej, czyli takiej, której bliżej do mojego typu cery. Niestety okazała się moim zdaniem słabsza od poprzednika. Nie dość, że słabiej zmywała makijaż (mówię tu o tym niewodoodpornym) to jeszcze zawierała alkohol, który przyczyniał się do powstawania suchych skórek  Mam jeszcze jedno opakowanie, ale następnego już nie kupię – zdecydowanie lepiej sprawdziła się u mnie wersja do skóry wrażliwej.



ZIAJA, IZOTZIAJA

Izotziaja to żel, który przepisuje mi dermatolog. Jest to retinoid, przyczynia się więc do szybszego złuszczania naszej skóry i powstawania nowych warstw naskórka. Zapobiega to powstawaniu zaskórników, wyprysków. Mobilizuje też skórę do walki z przebarwieniami. Warto wspomnieć, że stosowanie retinoidów przeciwdziała powstawaniu zmarszczek, ponieważ  wpływa na powstawanie kolagenu w warstwie nazwanej skórą właściwą.
BORJOIS, PODKŁAD 1 2 3 PERFECT
Podkład, który zużyłam już dawno temu, ale gdzieś zniknął mi w szafce. Kupiłam go na promocji w Rosmannie 1+1, która obowiązywała w drogeriach mniej więcej rok temu. Mimo tego, że fajnie krył i dobrze utrzymywał się na mojej skórze to więcej po niego nie sięgnę. Na twarzy wyglądał pudrowo i było widać, że mamy coś na twarzy. Kolory podkładów Bourjois są dla mnie za ciemne, to ten dodatkowo na mojej skórze oksydował i sprawiał wrażenie jeszcze ciemniejszego. Odznaczał się od szyi i na mojej neutralnej karnacji wypadał pomarańczowo, a taki efekt raczej nie jest pożądany 😛 Dla mniejszych bladziochów niż ja może być fajnym produktem, ja niestety mówię mu nie.

INNE:

SOLO CARE AQUA, PŁYN DO SOCZEWEK

Soczewki noszę już dobrych kilka lat i to, moim zdaniem, jest najlepszy płyn do ich higieny. Dzięki niemu moje miesięczne soczewki od pierwszego dnia po otwarciu do ostatniego są wygodne w noszeniu i nie uwierają mnie w powieki. Dzięki niemu na soczewkach nie zbierają się białkowe złogi – polecam go więc wszystkim, którzy mają tłusty, gęsty film łzowy. Butelka 360 mililitrów starcza mi na 3/4 miesiące codziennego stosowania. Na pewno sięgnę po niego ponownie. 
YANKEE CANDLE, PINK SANDS
Wosk, który podbił moje serce. Tuż po rozpaleniu trafił do grona moich ulubieńców – był słodki, kwiatowy, ale też świeży, przez co nie wydawał się ciężki. Więcej o tych różowych piaskach możecie przeczytać w oddzielnym poście

CHUSTECZKI ODŚWIEŻAJĄCE – GO PURE FRESH MINT, BABYDREAM FEUCHTEWASHLAPPEN I GESICHT & HANDE
Chusteczki nawilżane nosiłam w torebce, aby mieć czym wytrzeć ręce w miejscach, których zwykłe umycie było niemożliwe, a nakładanie żelu antybakteryjnego na ubrudzone czymś ręce to dla mnie głupota. Wszystkie trzy sprawdzały się fajnie, były dobrze nawilżone, a te z Babydream poradziły sobie nawet ze zmyciem makijażu w podróży. Najmniej nasączone były te turkusowe z bobaskiem, ale nie można było na nie narzekać. Tanie i dobre, pewnie jeszcze kiedyś po nie sięgnę.
Uff – udało się, dobrnęłam do końca tego denka. Zdecydowanie powinnam pisać takie posty raz w miesiącu, bo później nie mogę skończyć pisać, a takie długie posty są męczące zarówno dla Was jak i dla mnie 😛
Miałyście okazję wypróbować któryś z pokazanych przeze mnie kosmetyków? Może macie dla nich jakieś godne zamienniki? Lubicie tak pisane projekty denko – z mini recenzjami zużytych produktów?
Pozdrawiam :3
Uncategorized

PROJEKT DENKO | Wykończeni we wrześniu

25 września 2015
Hej dziewczyny!
Trzymam się mocno mojego postanowienia i nawet kiedy kupię nowy kosmetyk najpierw staram się zużyć te, które mam już zaczęte. A że pootwieranych produktów miałam dużo i stan ich zużycia był od minimalnego do bardzo dużego, projektów denko jest u mnie teraz naprawdę sporo. Mam też pomocnika w osobie mojej mamy, z którą zużywanie i pilnowanie się idzie mi zdecydowanie łatwiej 😀 Jeśli ciekawi Was, co ostatnio gościło w mojej kosmetyczce – zapraszam do dalszej części posta 🙂

CIAŁO:

  • Dove, Żel pod prysznic Granat & Werbena cytrynowa
Ostatnio stałam się wielką fanką żeli Dove, czemu sama się dziwię. Broniłam się przed nimi rękoma i nogami, a teraz, kiedy zmienili formułę stwierdzam, że nie wiem czemu byłam tak negatywnie nastawiona. Nie wysuszają skóry, pięknie pachną i dobrze oczyszczają skórę. Ta wersja jest jedną z moich ulubionych. Aromat, jaki unosi się podczas kąpieli jest nieziemski. Na pewno będę do niego wracać.
  • Lactacyd, Emulsja do higieny intymnej Sensitive
Mój ulubiony płyn do higieny intymnej. Jest delikatny, ma krótki skład i nie zawiera zbędnych substancji. Dobrze oczyszcza nie podrażniając przy tym wrażliwych okolic. Jest wydajny i ma pompkę, co jest dla mne ogromnym plusem. Kiedyś była tylko jedna wersje tego płynu i nie zawierała SLES. Teraz tylko dwie są wolne od tej substancji – Sensitive i Med. Kupię ponownie
  • Rexona Woman, Antyperspirant o zapachu Cotton
Antyperspiranty Rexony są moimi ulubionymi na równi z tymi od Garniera. Świetnie neutralizują nieprzyjemny zapach i zapobiegają nadmiernemu poceniu się. Nie mam z tym większych problemów, ale czuję się zdecydowanie pewniej, kiedy użyję tego kosmetyku. Myślę, że kiedyś jeszcze po niego sięgnę.
  • Isana, Pianka do golenia o zapachu Brzoskwini
Pianka, którą kupiłam zachęcona pozytywnymi opiniami przeczytanymi na wielu blogach i wizaz.pl. Pianka była gęsta, nie spływała z ciała i dość dobrze zmiękczała włoski. Zapach był ładny. Nie przepadam jednak za piankami i uważam, że są mniej wydajne niż żele – ta skończyła się niespodziewanie szybko. Już jej nie kupię.
  • Perfecta, Solny peeling do ciała Kryształowa rosa
Sięgnęłam po niego pod wpływem impulsu,  kiedy mama powiedziała podczas zakupów w Hebe, że skończył jej się peeling do ciała. Nie byłam z niego zbyt zadowolona. Zapach był mocny, świeży, czasem drażnił mój wrażliwy nos. Peeling, w przeciwieństwie do tego z Wellnes & Beauty, podrażniał moje ciało. Parafina na pierwszym miejscu w składzie też nie zachęca do ponownego zakupu. Więcej po niego nie sięgnę.
  • Wellnes & Beauty, Żel pod prysznic Mango i papaja
Kupiłam miniaturkę z myślą o moim wyjeździe nad morze. Nie było nic bez SLS, więc wybrałam taki produkt, którego zapach najbardziej mi odpowiadał. Żel mnie nie zawiódł, zanadto nie wysuszał i nie sprawiał, żeby moja skóra była ściągnięta. Starczył na kilka dobrych myć. Jeśli będę jeszcze kiedyś wybierała się na krótki wypad na pewno wpadnie do mojego koszyka.

 TWARZ:

  • La Roche Posay, Krem Toleriane Ultra Fluide
Krem, o którym pisałam Wam we wczorajszym poście. Nawilżać nawilżał, ale nie w takim stopniu, w jakim bym chciała. Na lato był okej, na zimę na pewno za mało treściwy. Jeśli byłby tańszy na pewno istniałaby szansa na ponowny zakup, jednak cena 90 złotych mnie odstrasza :C
  •  Merz Special Dragges

W tym miesiącu postanowiłam połączyć te tabletki z innymi – magnezem. Przez moją wadę serca magnez słabiej mi się przyswaja i często mam jego niedobory w organizmie. Z taką pomocą wypadanie włosów naprawdę się zmniejszyło, paznokcie też są mocniejsze. Cera jak cera – nadal leczę się z wakacyjnych wybryków i pewnie nieprędko to minie, ale na poprawę w tej kwestii zbytnio nie liczyłam. Pisałam już o efektach w połowie kuracji i o ogólnym planie brania tego suplementu. Wpadajcie 🙂

WŁOSY:

  • Alterra, Szampon Jojoba i migadł
Szampony Alterry stosuję zamiennie i każdy działa na moje włosy tak samo. Są po nich błyszczące, sypkie, miękkie. Nawet wtedy, kiedy nie zastosuję maski czy odżywki do spłukiwania. Moim zdaniem świetne szampony za niską cenę. Pisałam już o wersji Pszenica i morela oraz Makadamia i figa. Na pewno kupię ponownie.
  •  L’biotica, Maska intensywnie regenerująca Biovax Orchid 
Maska, która skusiła mnie do zakupu swoim opakowaniem. Kupiłam ją na promocji za 12 złotych. Maski Biovax zawsze sprawdzały się u mnie świetnie, z działania tej natomiast jestem średnio zadowolona. niby wszystko było okej, ale włosy nie były ani bardzo błyszczące, ani miękkie – wręcz przeciwnie – delikatnie spuszone i sztywne. Nie wrócę do niej więcej, wolę tradycyjne wersje, które są tańsze i lepiej działają.
  • Kallos, Keratin
Maska keratynowa, która na moich włosach sprawdzała się świetnie. Nie używałam jej zbyt często, bo moje włosy wolą humektanty i emolienty zamiast protein, ale czasem potrzebowały i tego składnika. Świetnie odżywiała włosy, sprawiała, że były lśniące i odżywione. Nie jest to moje pierwsze opakowanie na pewno jeszcze do niej wrócę, kiedy zużyję swoje zapasy.

KOLORÓWKA:

  • Bourjois, Puder sypki w kolorze peach
Puder, który był głównie używany przez moją mamę. Podkradałam go jej czasami i muszę przyznać, że fajnie się sprawdzał. Było go naprawdę dużo w opakowaniu, przez co stał się wydajny. Miał lekko żółty odcień, który świetnie dopasowywał się do  koloru skóry. Mama kupiła go jeszcze raz, więc bardzo jej się spodobał.
  • Rimmel, Stay Matte 003 Pech glow
Puder pasowany, który naprawdę bardzo lubię. Pisałam jego osobną recenzję.  U mnie sprawdza się świetnie, dobrze matuje, nie zapycha, jest wydajny. Będę do niego wracać jeszcze wiele razy. Ma fatalne opakowanie, ale wybaczam mu to przez jego działanie.

INNE:

  • Świeca Omtalad

Na jej temat tylko kilka słów – nie pachniała intensywnie. Zawiodłam się, bo świece z IKEI zazwyczaj dobrze się u mnie sprawdzają. Ta zaczęła wydzielać aromat dopiero po całym dniu palenia. Nie spodobał mi się jednak i do niej nie wrócę. Inaczej wyobrażałam sobie zapach czerwonych owoców ze śmietanką.

  • Świeca Sinnlig

Moje ulubione świece z IKEI. Te z kolei pachną intensywnie i nie ma z nimi większych problemów. Moimi ulubionymi są poziomkowa i waniliowa. Ta ze zdjęcia autentycznie pachnie tymi owocami. Jeśli chcecie się dowiedzieć więcej na temat waniliowej zajrzyjcie koniecznie do posta sprzed kilku miesięcy.  

 
Znacie któryś z tych produktów? Polecacie jakieś zamienniki?
 
Pozdrawiam :3
Uncategorized

Miesięczna kuracja rzęs z Lbioticą. Moje opinie.

18 czerwca 2014
Hejka.
Dzisiaj chciałabym Wam zaprezentować efekty mojej miesięcznej kuracji do rzęs z L’bioticą. Efekty, a moze raczej ich brak. Ja nie zauważyłam większych zmian, rzęsy mi nie urosły, nie przybyło ich, mogę nawet powiedzieć, ze teraz, po odstawieniu i serum i kremu wypada ich jakoś więcej. Na cała kurację wydałam na szczęście tylko około 15 złotych. Ja efektów nie widzę i nie polecam. Sumiennie, dzień w dzień smarowałam swoje rzęsy, ale jak widzicie, zmian nie ma. Rano, pod tusz nakładałam aktywne serum do rzęs, wieczorem wsmarowywałam w nie regenerujący krem do rzęs.
 Było                                                                                                                                                     Jest

Testowałyście? Jak tak, to jakie macie opinie?