Wybrany tag

lakier do paznokci

KOLORÓWKA KOSMETYKI

MAKIJAŻOWE NOWOŚCI DROGERIA NATURA | KOBO | SENSIQUE | MYSECRET

31 sierpnia 2018
lakiery do paznokci my secret choco latte desire

Hej!

Ten wpis miałam przygotować dla Was już dawno, ale nie po drodze było mi ani z pisaniem, ani z robieniem zdjęć. Kiedy zobaczyłam ogrom kosmetyków, które do mnie przyszły – nie powiem, wbiło mnie to w fotel. Tym bardziej postaram się nadrobić zaległości i pokazać Wam makijażowe nowości, które pojawią się, lub już się pojawiły, w sieci Drogerii Natura.

Tym razem zaprezentuję Wam zarówno produkty przyciągające wzrok soczystością barw i pigmentów, a także te „nude” – idealne na każdą porę roku i okazję. Przejdziemy przez rozświetlacze, cienie, po szminki i produkty fiksujące marek Kobo, Sensique i Mysecret. To jak, zaciekawiłam Was? Zapraszam na dalszą część posta!

PS Zostańcie do końca, będzie czekała na Was mała niespodzianka 🙂

Czytaj dalej

Uncategorized

ZAKOCHAJ SIĘ W JESIENI: POSTAW NA KOLORY! ♥

30 października 2016
Hej!
Ostatnio ciężko jest z moją regularnością w dodawaniu wpisów. Powiem szczerze, że zbliża się termin pierwszych kolokwiów, a do tego i mnie dopadła choroba – przez to nie wyrabiam się z odpisywaniem na komentarze i publikowaniem nowych postów :C Czuję się z tym źle, ale wiem, że mi też należy się chwila odpoczynku – mam nadzieję, że przez najbliższe tygodnie uda mi się w końcu doprowadzić to do ładu – jeśli jestem w blogowych sprawach na bieżąco – znacznie łatwiej jest mi to później wszystko „ogarnąć”.
Dziś chciałabym zaprosić Was na kolejny wpis z cyklu Zakochaj się w jesieni. Tym razem opowiem Wam o kilku kosmetykach, które towarzyszą mi w codziennym makijażu. Z góry zaznaczam, że nie będzie ich wiele – odkąd wróciłam na studia nie mam już tyle czasu, żeby o porankach eksperymentować z moim make-upem. Dodatkowo wprowadzam do swojej pielęgnacji i makijażu minimalizm – kroczę utartymi ścieżkami i tylko czasem zmieniam jakiś element 🙂 Jeśli jesteście ciekawi, co wpadło do mojego worka zatytułowanego „Make up essentials” – zapraszam na dalszą część wpisu 🙂

Tym razem zacznę z innej strony – od paznokci. Ostatnio rzadko sięgam po hybrydy – chyba zniechęca mnie fakt ich późniejszego ściągania 😛 Mam zamiar do nich wrócić w listopadzie, a taka kilkutygodniowa przerwa dobrze zrobiła moim pazurkom. Jesienią zazwyczaj sięgam po klasyczne odcienie, do których dorzucam jeszcze wszystkie ciemne kolory. Dziś mam Wam do pokazania dwa kolory lakierów od Essie – Watermelon i Fiji 🙂 Watermelon to nasycona, malinowa czerwień, która na paznokciach wygląda albo niezwykle elegancko, albo zadziornie – a wszystko zależy od tego, jaką stylizację mamy na sobie. Fiji jest jasnym, różowym lakierem nude, które jest nieco bardziej problematyczny w  nakładaniu – czasem ma tendencje do smużenia, ale jestem mu to w stanie wybaczyć. Często na paznokciach lądują u mnie jeszcze szarości, granaty i ponadczasowa czerń. Przygotujcie się – postaram się wstawiać tu jakieś paznokciowe stylizacje, ponieważ zawsze dostaję wiele miłych komentarzy pod zdjęciami na Instagramie – poczytałybyście takie mini wpisy tu, lub na Facebooku?
Po paznokciach przyszedł czas na twarz i zacznę od tego, z czym mam największy problem – oczy. Dzięki produktowi, o którym Wam ostatnio pisałam, polubiłam makijaż tej części mojego ciała 🙂 Mowa tu o cieniu duochrome Lily Lolo, czyli Smoky Brown. Dla takiego laika jak ja to super sposób na szybki makijaż oka – ten cień nałożony na powiekę samodzielnie potrafi „zrobić” cały makijaż. Lekko ciepła baza w połączeniu z chłodnym błyskiem drobinek wyglądanie niesamowicie  – niejednokrotnie podczas jego noszenia dostawałam pytania, czym pomalowałam powieki 🙂
Jesienią sięgam też częściej po eyelinery i moim numerem jeden w tej kategorii jest ten z Loreal, a dokładniej Super Liner Perfect Slim. Nigdy nie umiałam poradzić sobie z rysowaniem kresek, a dzięki jego cienkiej i niezwykle precyzyjnej końcówce w końcu, chociaż w podstawowym stopniu, udało mi się opanować tę sztukę. Jest trwały, jego odcień jest głęboki, ale ma jedną wadę – trzeba trzymać go do góry nogami, w innym wypadku, w najcieńszym miejscu końcówki może zabraknąć nam tuszu ;c

Jesienią rzadziej sięgam po rozświetlacze, a jeśli już je wybieram – zazwyczaj mam ochotę na coś, co daje bardziej subtelny efekt. W tym sezonie w mojej kosmetyczce króluje rozświetlacz w szampańskim odcieniu od Lily Lolo Champagne. Jest to rozświetlacz prasowany, dający delikatny, aczkolwiek zauważalny efekt. Jest idealny na co dzień, a przy nałożeniu kilku cienkich warstw nada się też na większe wyjścia. Lubię go za uniwersalny kolor, ponieważ dzięki temu pasuje do większości róży, które zazwyczaj stosuję. Świetnie nadaje się na podróże, ponieważ ma cieniutkie opakowanie i nie zajmuje wiele miejsca w kosmetyczce.

Róże, to jeden z moich ulubionych elementów w makijażu. Lubię eksperymentować z ich odcieniami, chociaż moje ulubione krążą gdzieś w granicach róży – i chłodniejszych, i cieplejszych. Dzisiaj chciałam pokazać Wam coś, co było już w moich ulubieńcach, oraz miało 5 minut na blogu, czyli róż z Lily Lolo, a konkretnie odcień In the Pink. W opakowaniu wygląda na matowy, na skórze staje się jednak satynowy, przez co delikatnie odbija światło, a nasza twarz wygląda na rozpromienioną i zdrowszą. To bardzo neutralny odcień, dlatego tak często po niego sięgam. Dalej chciałam wspomnieć jeszcze o dwóch nowościach z Wibo, które udało mi się upolować na promocji w Rossmannie 🙂 Mowa tu o różach Ecstasy, a tak naprawdę o kolorach 1 i 2. Jedynka to podobno zamiennika Narsa Orgasm – to brzoskwiniowo – różowa propozycja, która mieni się na złoto i ożywia każdy, nawet najcięższy makijaż. Dwójka to natomiast truskawkowy odcień, który na swatchu wygląda bardziej ceglasto niż później na policzkach. Również ma w sobie małe drobinki, o których istnieniu przed zakupem niestety nie wiedziałam. Oba są bardzo mocno napigmentowane i za pierwszym razem zrobiłam sobie wielką krzywdę – miałam policzki jak ruska baba 😛 Nałożone w niewielkiej ilości wyglądają super, ale trzeba pamiętać, że samo otrzepanie pędzla niestety nie wystarcza 😛

Przechodzimy już do ostatniej, najbardziej interesującej dla mnie części tego wpisu 😀 Uwielbiam pomadki i mam ich zdecydowanie najwięcej, jeśli chodzi o kosmetyki kolorowe. Najpierw chciałam pokazać dwie konturówki, z których jedna jest tą, po którą sięgam niemal codziennie 🙂 Mowa tu o dwóch egzemplarzach Lovely Perfect Line, w odcieniach 1 i 2. Jedynka to nudziak, który w moim przypadku pasuje do wszystkich jasnych pomadek. To już moja druga sztuka i przyznam szczerze, że na pewno nie ostatnia. Dwójka to natomiast ciepły, intensywny róż, który, co prawda, nie pasuje do wszystkich fuksjowych pomadek, ale znalazłam dla niego kilka „do pary”. Konturówki są miękkie i miło się z nimi pracuje. Nie są najtrwalszymi konturówkami na świecie, ale nie podkreślają za to suchych skórek. Tak jak już wspomniałam – do jedynki będę wracać, to tak piękny odcień, że będzie pasował każdej z Was 🙂

Na deser zostawiłam cztery pomadki, po które ostatnimi czasy sięgam najczęściej. Pierwsza i ostatnia to Golden Rose. Obie matowe, z tym, że jedna jest płynna.  Obie są koloru lekko przybrudzonego różu, natomiast Velvet Matte 39 jest zdecydowanie jaśniejsza. Często używam jej w tygodniu, kiedy idę na zajęcia – nie rzuca się w oczy, a dzięki niej i konturówce moje usta wydają się być o wiele pełniejsze, niż są w rzeczywistości. Pomadka z drugiej serii, czyli Longstay Liquid Matte Lipstick 03 to odcień chłodniejszy, w pełni matowy, który zastyga na ustach i ma tendencje do lekkiego ich wysuszania. Kiedy pijemy i jemy lekkie rzeczy – jest nie do zdarcia. Z ust rusza się dopiero wtedy, kiedy sięgniemy po coś tłustego. To ciekawy, różowo-fioletowy odcień z różowym pyłkiem – dzięki temu pyłkowi pomadka zmienia swój kolor w zależności od tego, jakie światło na nią pada – to najbardziej mnie w niej ujęło. Kolejna propozycja to p2 i kremowa, miękka pomadka 080 Tell me a Tale. Ma błyszczące wykończenie, ale mi, miłośniczce matowych wersji mocno przypadło do gustu. Nie podkreśla suchych skórek, ale jednocześnie nie utrzymuje się na ustach przed długie godziny. Ma różowo-pomarańczowy kolor, który na swatchu wyszedł zdecydowanie bardziej rudy, niż ma się to w rzeczywistości. Można ją kupić w Polsce – między innymi w Hebe. Niestety tu jej cena jest zdecydowanie wyższa :C Ostatnia, mocniejsza sztuka to pomadka Rimmel Moisture Renew i kolor 360 As You Want Victoria. To fuksja w dosłownym tego słowa znaczeniu – na ustach wygląda niezwykle seksownie – to mój zamiennik klasycznej czerwieni. Mimo tego, że jest kremowa na ustach utrzymuje się całkiem długo, tym bardziej, że pigment mocno wpija się w usta i nie chce z nich później zejść.

Niżej możecie zobaczyć swatche kosmetyków, o których tu wspomniałam. Wiem, że nie ma ich wiele, może nie pokazałam też nic odkrywczego, ale wiem też, że większość z nas nie sięga po odważne propozycje na co dzień. Mam nadzieję, że znajdziecie tu coś ciekawego, o czym jeszcze nie czytaliście na innych blogach 🙂

Zapraszam Was też na posty dziewczyn, czyli:

Na co jesienią zwracacie większą uwagę podczas codziennego makijażu? Wolicie podkreślać oczy, czy usta? Czy któryś z tych kosmetyków był dla Was nowością?
Pozdrawiam :*
Uncategorized

[RECENZJE] Lakiery Wibo – Chic Matte nr 2 i Wow Granite Sand nr 2

20 grudnia 2014

Hejo!
Udało mi się cało i zdrowo dotrzeć z Mateuszem do Warszawy 😀 Podróż przebiegła bezproblemowo, niestety zmęczenie daje mi się we znaki, bo wczoraj do północy myślałam nad tym, czy wszystko spakowałam, a dzisiaj musiałam wstać o 5, żeby wszystko dopiąć na ostatni guzik i nie spóźnić się na autobus. Ważne, że daliśmy radę, nic nie zaginęło a ja jutro będę już w domu ^^
Dzisiaj zaplanowałam dla Was post z recenzją dwóch lakierów do paznokci, czyli Chic matte i Wow granite sand od Wibo, obydwa o numerze 2. Mam nadzieję, że jesteście zainteresowani i z przyjemnością zagłębicie się w tekst. Zapraszam!

Prostokątny, szklany słoiczek, ostatnio charakterystyczny dla marki Wibo – tak można opisać oba lakiery. Wygląda elegancko i solidnie, etykietki na zakrętkach nie schodzą i prezentuja się estetycznie. Opakowanie dla mnie na plus – i ładne i funkcjonalne – w pudełku zmiesci się więcej lakierów o kształcie prostopadłoscianiu niż kuli 😀

I w jednym i w drugim po 8,5 mililitra, czyli nie za dużo, nie za mało. Po wyglądzie opakowania można się spodziewać większej ilości specyfiku w butelce, ale wygląd bywa mylący 😀 W porównaniu do Sally Hansen czy Essie wypada średnia (tamte mają po 13 mililitrów), ale moim zdaniem jest to taka ilość, którą możemy zużyć zanim zaschnie.

Konsystencja lakieru Chic Matte jest kremowa, jak na matowy lakier przystało. Wow Granite Sand jest jak każdy piaskowy lakier nieregularny, wręcz ostry i zawiera w sobie częsteczki i ciasteczkowych kolorach – pomarańczowo – beżowo – niebieskie. Oba lakiery dobrze się rozprowadzają i dość szybko schną – ten o piasowej strukturze zdecydowanie szybciej.

Zarówno internet jak i sklepy stacjonarne. Ja swoje kupiłam w Rossmannie, na promocji 1+1, ale widziałam, że na stronie producenta, czyli Wibo mają  niższe ceny nawet od tych z drogerii stacjonarnych, więc jeśli planujecie większe zamówienie to warto z tego skorzystać.

Chic matte kosztował w Rossmannie około 6,50 złotego (chyba 6,19, ale nie jestem pewna), a Wow granite sand 6,99. Jak na lakier o takiej pojemności nie jest to zbyt dużo i myślę, że można wyłożyć na niego tyle pieniędzy 😀

Oba lakiery bardzo lubię i maluję nimi paznokcie kiedy chodzę do szkoły ze względu na ich neutralne kolory. Za taką cenę naprawdę otrzymujemy dobrą jakość. Lakiery utrzymują się na moich paznokciach 3-4 dni, nie jest to za dużo, ale na moich pazurach nawet Essie się tyle trzymał :C Efekt matu schodzi mniej więcej po 3 dniach, ale można to naprawić stosujac matowy top coat. Ogólnie nie są to moi ulubieńcy i najukochańsze lakiery z kolekcji, ale bardzo lubię po nie sięgać. Oceniam je na:

7/10

Wibo w kwestii lakierów jak na razie mocno mnie nie zawiodło, więc na pewno skuszę się na jakieś inne kolory albo serie. Za dość niską cenę otrzymujemy dobrą jakość a ja takie połączenia bardzo lubię 😀
Uciekam spać i do zobaczenia jutro! Jutro albo recenzja, albo jakaś dłuższa pogadanka, zbaczymy jeszcze jak jutro będę się czuła i ile będę miała czasu 😛
Miałyście któryś z tych lakierów? Podobają się Wam? Lubicie lakiery o nietypowych wykończeniach?
Pozdrowionka od 

Uncategorized

[RECENZJA] Lakier do paznokci Sally Hansen Salon Manicure 414 Cherry, Cherry, Bang, Bang

28 listopada 2014

Hej!
Dawno nie było żadnej recenzji, a moje opinie o lakierach lądują tu naprawdę rzadko, dlatego rehabilituję się i pokazuję Wam co ostatnio nosiłam na swoich paznokciach. Mam nadzieję, że post Wam się spodoba, więc nie przedłużam i przechodzę do sedna sprawy 😛 Zapraszam do czytania :3

Lakier zamknięty jest w estetycznym, dość dużym szklanym flakoniku. Jego design bardzo mi się podoba, bo wyróżnia go to na tele innych lakierów do paznokci. Wygląda eksluzywnie, uroku dodaje mu metalowa zakrętka. Mi bardzo się podoba, wszystko wygląda spójnie i estetycznie.
Lakier nie jest ani za rzadki ani za gęsty. Łatwo pokryć nim płytkę paznokcia, nie rozlewa się na skórki ani nie zastyga zbyt szybko. Nie ciągnie się jak guma, łatwo jest nim manipulować malując paznokcie z nałożoną już bazą jak i te „gołe”.

Lakiery Sally Hansen dostępne są stacjonarnie i na wielu stronach internetowch. Stacjonarnie można je kupić i zobaczyć w Rossmannie, SuperPharmie a nawet Douglasie i Sephorze. Jest więc dość szeroko dostępny – nie ma co narzekać. W internecie mamy często jednak do wyboru więcej odcieni, znajdziemy tam nawet te, które nie są dostępne w sklepach w Polsce.

Pojemność tego opakowania z lakierem to aż 14,7 mililitra. To więcej nawet niż u Essie (13 mililitrów), a ich opakowania są naprawdę dość duże. Można się dzielić z koleżankami, można malować paznokcie mamy, siostry, brata, taty a nawet kota 😛 

W skleach stacjonarnych cena jest dosyć wysoka, bo buteleczka lakieru kosztuje aż 29 złotych. W drogeriach internetowych cena jest już decydowanie milsza dla oka ( i portfela oraz oszczędności 😛 ), bo wynosi około 10-12 złotych. Jak dla mnie cena, np. z Rossmanna jest za wysoka, ale ta w Internecie jest w granicch normy i mogłabym za niż kupić kolejne sztuki.
Lakier Sally Hansen Salon Manicure 414 Cherry, Cherry, Bang, Bang jst moim zdaniem piękny. Kolor idealny zarówno na lato jak i zimę czy jesień ze względu na swoją wielowymiarowość – raz wygląda na fiolet, raz na magnetę, potem fuksję a czasem nawet śliwkę. Pełne krycie uzyskałam po 2 warstwach. Na zdjęciach lakier na moich paznokciach miał już 4 dni i spokojnie wytrzyma nawet do tygodnia, a to już jest jak dla mnie bardzo długo. Łatwo się nim maluje ze względu na duży pędzelek. Jak dla mnie jest to hit i sprawdził się na moich paznokciach zdecydowanie lepiej niż Essie, a tamte lakiery są jeszcze droższe. Podsumowując – gorąco polecam.
10/10

Ten kolor wędruje do mojej mamy jako prezent, więc ja będę musiała uzupełnić zapasy i kupić sobie jakiś inny. Naprawdę jak dla mnie ten lakier był najlepszy z całej mojej kolekcji.

Miałyście któryś z tych lakierów? Podoba Wam się ten kolor?
Pozdrawiam
Uncategorized

[HAUL] Promocja 1+1 w Rossmannie

23 listopada 2014
Hej kochane!
    Tak jak już Wam wspomniałam będę Was męczyć kolejnym haulem, a potem jeszcze jednym 😛 W sumie jestem z tego faktu zadowolona, bo takie posty pisze mi sie zdecydowanie najłatwiej i najszybciej 😀 Gadać lubię dużo i tutaj właśnie to widać – gadulstwo się ujawnia 😀 Wiem też, że haule bardzo lubicie dlatego cieszę się, że mogę się wstrzelić w wasze gusta 😀
   Bez zbędnego owijania w bawełnę przejdę do sedna tematu. Większość z Was wie (o ile nie każda) że niedawno odbyła się w Rossmannnie promocja 1+1. Szkoda by było nie skorzystać  – tak mi podpoiwadał mój wewnętrzny ekspert do spraw zakupów 😀 Na początku miałam kupić tylko 2 produkty i więcej już do Rossmanna nie zaglądać, ale jakoś tak wyszło, że do koszyka wpadło w ciągu tych kilku dni promocji aż 10! :C Miałam oszczędzać, ale mi nie wyszło 😛 W pierwotym założeniu miałam kupić tylko 2 cienie Color Tatoo i potem 2 nudziakowe lakiery. I tak było 😀 W prezencie dostałam te dwie piękne szminki więc się nie liczy 😛 Ostatecznie, w poniedziałek miałam zamawiać podkład i puder bo moje są już na wykończeniu. I tutaj doznałam szoku :C Patrzyłam, szukałam i to nawet w kilku drogeriach internetowych i nigdzie nie mogłam znaleźć produktów o najjaśniejszym odcieniu. Po porozumieniu z mamą wybrałam się do Rossmanna i dokupiłam jeszcez 2 podkłady i puder, a na prezent dla mamuś lakier (tylko cicho sza, lepiej, żeby się  tym nie dowiedziała :P).
  Jeśli jesteście ciekawi jak prezentuje się cała kolekcja zapraszam do oglądania i czytania :3

   Po pierwsze zdecydowałam się na dwa cienie do powiek od Maybelline Color Tattoo. Jest to kolor 35 – On and on bronze i 25 – Everlating Navy. Pierwszy to piękny brąz idealnie pasujący zarówno do makijażu dziennego i wieczorowego. Cień po prawej to granat opalizujący na niebiesko i ten kolor wybrałam jako zamiennik zywkłego czarnego eyelinera. Na oku, w formie kreski prwzentuje się świetnie i mi się ten efekt podoba 😀

   Każdy z nich kosztował 24złotych, więc zapłaciłam tyle za oba. Cena jednego wyniosła około 12 złotych.

   Drugą parą są dwa lakiery z Wibo. Ich koszt to niecałe 7 złotcyh, myślę, że w granicach 6,50. Oba to nudziaki, takich mi w mojej kolekcji brakowało. Pierwszy z nich to chłodny beż, ktory na paznokciach na szczęście nie wygląda trupio. Jest matowy i świetnie prezentuje się i na codzień i na większe wyjścia. Drugi lakier to nowość, pochodzi z kolekcji BB i jest podobno oddychający. Czy tak naprawdę jest nie mogę Wam powiedzieć, jednak sam kolor na paznokciach wygląda idealnie! Jest piękny 😀 Mogę go polecić każdej dziewczynie, ja jestem z niego bardzo zadowolona.

   Para numer 3 to dwie szminki od Maybelline Color Sensational. Dostałam je w prezencie od Pana Mateusza 😀 Wiedziałam, ze mi je kupi, bo poszłam i pół godziny wybierałam kolory (nie dlatego, że byłam tak niezdecydowana, ale dlatego, że nie mogłam dopchnąć się do szafy z produktami :C). Po ewej widzimy żywy rożowo czerwony kolor o wdzięcznej nazwie Vivid Rose – 504. Jest to piękny, mocny i soczysty kolor. 103 – Iridescent Rose Diamond to z kolei propozycja na codzień dająca lekki kolor ale za to piękny blask. Każda ze szminek kosztowała 28 złotych a ja zgarnęłam za tę cenę 2 😀

   W ostatnim dniu promocji do mojego koszyka wpadł puder Stay Matte w odcieniu 003 Peach Glow. Miałam go już kiedyś i dość dobrze mi się sprawdzał. Wzięłam odcień 003 bo był jednym z dwóch najjaśniejszych odcieni. 001 wpadał niestety w mocno żółte tony a podkłady na które się zdecydowałam też miały żółty pigment, dlatego chciałam to zbalansować. Na twarzy wcale nie wygląda różowo, raz go używałam i wfekt naprawdę fajny. Kosztował 25 złotych. Drugim poduktem, troszkę droższym byl lakier od Sally Hansen w odcieniu 414 – Cherry, Cherry, Bang, Bang. Jest to piękny, jesienny odcień, coś pomiędzy śliwką a a fuksją. Wygląda super przy nieopalonej, bladej skórze 😀 Kosztował 29, 99 złotego, więc koszt tej pary to 30 złotych – nie jest źle.

   Ostatnimi już produktami są dwa podkłady, które od dawna chciałam przestestować. Są to 123 Perfect i Healthy Mix od Bourjois. Pierwszy kosztował 50 złotych, drugi 60, więc cena każdego z nich wyszła 30 złotych. W internecie ceny również oscylują w podobnych warościach, więc jestem zadowolona. Od dawna używam Loreal True Match w odcieniu Ivory, te tutaj to odcień najjaśniejszy – 51 Vanilla Clair ale i tak jest trochę ciemniejszy :C Mam nadzieję, że mi się sprawdzą, jak nie to któryś powędruje do mojej mamy. 
   My, bladolice dziewczyny powinnyśmy zbojkotować produkcję podkłądów i wymagać jeszcze jaśniejszych odcieni. Ja nie mogę znaleźć sobie idealnego :C Wszystkie drogeryjne podkłady są zbyt ciemne :CC
   Mam nadzieję, że haul Wam się podobał. Osobiście uważam, że promocja w Rossmannie byłą bardzo fajna, ale ja niesttey zbyt dużo kupiłam i z siebie nie jestem zadowolona :C Pocieszam się tylko faktem, że wszystkie produkty mi się przydadzą i nic nie będzie zalegać na dnie półki z kosmetykami.
A Wy upolowałyście coś ciekawego? Podobają Wam sie zrobione przeze mnie zdjęcia, cy wolicie te na białym tle?

Pozdrawiam :3