Wybrany tag

Joanna

Uncategorized

PROJEKT DENKO | OSTATNIE TAKIE WIELKIE W TYM ROKU :P

14 października 2016

Hej!
Na samym początku chciałam Wam powiedzieć, że będziemy musieli zmienić harmonogram publikowania postów – czwartek niestety nie bardzo mi pasuje, bo cały tydzień mam zajęcia do dość później pory, a kiedy kończę wcześniej – muszę uczyć się na najbardziej wymagające przedmioty. Piątek będzie dla mnie dniem idealnym, ponieważ w piątki będę miała tylko chemię – przez 5 tygodni – a później czekają mnie długie, wolne weekendy 🙂 
Pisałam już o ulubieńcach, podsumowywałam Instagram – przyszedł wiec czas na projekt denko. To ostatnie, jakie „stworzyłam” wspólnie z mamą – dlatego znajduje się w nim znowu sporo kosmetyków. Już teraz mogę zaznaczyć, że następne na pewno nie będą tak okazałe – zużywanie solo idzie mi o wiele, wiele wolniej 😛 Jeśli jesteście ciekawi, jakie kosmetyki dobiły dna we wrześniu i chcecie przeczytać krótkie opinie na ich temat – zapraszam do dalszej części posta 🙂

WŁOSY:

  • SZAMPON  WZMACNIAJĄCY DO WŁOSÓW, JOANNA, JOANNA RECEPTURA, SKRZYP ROZMARYN

Ten szampon rezydował na mojej półce bardzo długo. Kupiłam go kiedyś na promocji w Biedronce i używałam do mocniejszego oczyszczania skóry i włosów mniej więcej raz na 1-2 tygodnie. Był wydajny, bardzo dobrze się pienił i oczyszczał włosy z nadbudowanych protein, silikonów czy innych zanieczyszczeń. Pachniał ziołowo, ale zapach nie utrzymywał się zbyt długo na głowie. Nie podrażniał mojego skalpu i nie mogłam na niego narzekać. Za 400 mililitrów zapłaciłam niecałe 8 złotych. Jeśli kiedyś go gdzieś znajdę – na pewno wrzucę go do koszyka 🙂
  • ODŻYWKA BEZ SPŁUKIWANIA DO WŁOSÓW ZNISZCZONYCH, LOREAL ELSEVE TOTAL REPAIR

Odżywki w sprayu to mój must have jeśli chodzi o pielęgnację włosów. Zazwyczaj wybieram te z Gliss Kura i stosuję zamiennie różne wersje – pomagają mi rozczesać włosy, wygładzają je i nabłyszczają. Ostatnio sięgnęłam jednak po Loreal Elseve, ponieważ oprócz hydrolizowanej keratyny zawierała kwas mlekowy i to bardzo wysoko w składzie (chyba 2 pozycja :)). Jej działanie rzeczywiście było widoczne – moje włosy były silniej nawilżone i gładkie. Niestety czasem powodowała puszenie – szczególnie wtedy, kiedy było wilgotno, niestety humektanty tak mają. Nie była tak wydajna jak odżywki Gliss Kur, ale mimo to, bardzo ją polubiłam! Na pewno kupię kolejne opakowanie, bo tak dobrej mgiełki już dawno nie miałam 🙂
  • SZAMPON DO WŁOSÓW NAWILŻAJĄCY, ALTERRA, GRANAT I ALOES

Niejednokrotnie pisałam, że szampony z Alterry są moimi ulubieńcami. Niestety ostatnio przestały mi służyć – po latach ciągłego używania nie są już tak skuteczne i jestem w trakcie szukania dla nich godnego zamiennika. Wersja z aloesem i granatem jest moją ulubioną. Ma lekko galaretowatą konsystencję. Mimo braku SLS/SLES szybko się pieni i nie ma z tym większych problemów. Dobrze oczyszcza włosy, domywa nawet oleje. Nie podrażnia skóry głowy. Włosy po jego zastosowaniu są miękkie i lśniące, czasem obchodziłam się nawet bez maski i przyznam, że wyglądały całkiem fajnie. Może nie nawilża włosów, ale na pewno tego poziomu nie obniża.

CIAŁO:

  • DIAMOND COSMETICS, SEMILAC, ACETON
Acteon, którego używałam do ściągania hybryd. Nie uczulał mnie, ale za to mocno wysuszał skórki i paznokcie – musiałam zastosować olejek na noc, żeby wróciły do normalnego stanu. Nie zawiera żadnych dodatków nawilżających, to czysty aceton. Półlitrowa butelka, która starczyła mi na kilka miesięcy kosztowała nie więcej niż 20 złotych. Nie kupię ponownie – wolę removery z lanoliną.
  • LUSH COMFORTER
Prawdziwe cudo – nie wiedziałam, że można się tak zakochać w produkcie do robienia piany. Nie należał do najtańszych, bo za  200 gramową kostkę zapłaciłam 6 euro, ale moim zdaniem jest wart swojej ceny. Jeśli nie lejecie bardzo dużo wody do wanny – starczy na 4 kąpiele. W innym przypadku radzę podzielić go na 3 kawałki. Barwi wodę na intensywnie różowy kolor, pachnie ona słodkimi, pudrowymi cukierkami. Piana jest, ale na pewno nie tak duża, jak niektórzy oczekują tego po kąpielowych dodatkach. Woda jest po nim tłusta, a ciało tak miękkie, że nie ma potrzeby używania jakichkolwiek dodatkowych produktów nawilżających. Jestem zadowolona, że jednak się na niego zdecydowałam i kiedy będę miała okazję – może do niego wrócę. Nie jestem jednak pewna, bo Lush kusi ciekawymi nowościami, a chyba wolę przetestować ich kolejne kosmetyki 😀 Znacie ten ból? 😛
  • PALMOLIVE, ŻEL POD PRYSZNIC, GLAMOUR, JEŻYNY, SMOCZY OWOC I WANILIA
Rzadko sięgam po żele pod prysznic z Palmolive – jakoś nie przepadam za tą marką, a d tego wszystkie z nich zawierają silne detergenty, które niestety mocno wysuszają moją skórę – szczególnie w sezonie grzewczym. Tego używałam naprzemiennie z Dove i przyznam, że jestem z niego zadowolona. Miał lekko lejącą konsystencję, ale dobrze się pienił i nie trzeba było używać go zbyt dużo. Zapach rzeczywiście przypominał cierpkie jeżyny połączone z nutą słodkiej wanilii – moim zdaniem jest odpowiedni i na lato i na chłodniejsze miesiące. Na razie mam zapas żeli, więc nie zamierzam do niego wracać, ale kiedy już trochę ich zużyję – pomyślę o nim – zapach utkwił mi w pamięci 🙂
  • PALMERS, BALSAM DO CIAŁA, COCOA BUTTER FORMULA, MASSAGE LOTION STRETCH-MARKS
Mimo tego, że jestem osobą szczupłą i nie mogę narzekać na duże wahania wagi – mam rozstępy. To zmora wielu dziewczyn i kobiet, moje są już jasne, mniej widoczne, ale nie mogę z nimi walczyć tak jak na początku – najprawdopodobniej będą mi towarzyszyć już zawsze. Staram się jednak zapobiegać powstawaniu nowych i w tym celu nawilżam moją skórę treściwymi olejami czy balsamami. W moje ręce trafił ten od Palmersa – słyszałam na temat tych kosmetyków wiele pozytywnych opinii i chciałam przetestować je na własnej skórze. Balsam na przyjemny, kakaowy zapach, który na skórze zaczyna niestety trochę nieprzyjemnie pachnieć – na szczęście kilka minut po aplikacji ten dziwny zapach się ulatnia i nie ma już z tym większych problemów. Bardzo dobrze nawilża skórę – masło kakaowe występuje w składzie, niestety znajduje się w nim też parafina, ale nie zauważyłam wysypu krostek. Skóra przy regularnym stosowaniu jest miękka, napięta i nabiera ładnego, zdrowego koloru (nie mylić z jej przyciemnieniem). Lubiłam ten kosmetyk i z przyjemnością po niego sięgałam. Nie zauważyłam, aby powstawały nowe rozstępy, choć teraz nie pojawiają się one u mnie tak często jak kiedyś. Myślę, że jeszcze do niego wrócę.
  • FA, ANTYPERSPIRANT FRUIT ME UP, FRUITY TOUCH
W poprzednim denku pisałam Wam o drugiej, także limitowanej wersji tego zapachu. Tamta bardzo mi się podobała – była owocowa, ale świeża i soczysta. Ta miała w sobie jakby więcej kwiatowych nit. Doskonale była tu też wyczuwalna wiśnia, za którą niekoniecznie przepadam. Przez to, że zapach nie do końca mi odpowiadał nie polubiłam się z tym kosmetykiem. Ochrona była na średnim poziomie, a nie należę do osób, które narzekają na problem nadmiernej potliwości. Nie wrócę do niego – pewnie nawet nie będę miała okazji, bo jak widać po napisie na opakowaniu – jest to wersja limitowana. 

TWARZ:

  • GARNIER, DWUFAZOWY PŁYN DO DEMAKIJAŻU OCZU
Kiedyś, kiedy płyny micelarne nie były jeszcze tak popularne, dwufazówki były jedynymi kosmetykami (oprócz mleczek), którymi można było usunąć makijaż oka. Postanowiłam wrócić do takiego płynu i sprawdzić, czy rzeczywiście zobaczę różnicę. Dwufaza z Garniera była dobra, ale nie na tyle, żebym miała porzucać płyny micelarne i oleje na jej rzecz. Domywała makijaż, ale trwało to znacznie dłużej i mam wrażenie, że demakijaż nie był wtedy tak dokładny, jak po połączeniu olejku i miceli. Do takiego typu kosmetyków już nie wrócę – nie stosuję tuszy wodoodpornych, a mam wrażenie, że z takimi te płyny by sobie nie poradziły. 
  • SOLO CARE, PŁYN DO SOCZEWEK
Mój ulubiony płyn, o którym pisałam na tym blogu już kilkakrotnie. Dobrze rozpuszcza białkowy nalot z soczewek, sprawia, że są one czyste i komfortowe w noszeniu przez wiele godzin. Płacę za niego 40 złotych, a tak duża pojemność (360 mililitrów) spokojnie starcza mi na 3 miesiące praktycznie codziennego stosowania. Wrócę do niego ponownie. 
  • ZIAJA, MASKA OCZYSZCZAJĄCA Z GLINKĄ SZARĄ
Ostatnio nie używam zbyt często maseczek w takiej formie – większość z nich mam w pudełeczkach albo tubkach, natomiast te z Ziaji są jednymi z moich ulubionych. Kosztują grosze, a działają. Wersja do skóry mieszanej z glinką szarą fajnie oczyszcza i odświeża skórę bez jej jednoczesnego wysuszania.  Lubię sięgać po każdą z tej serii, natomiast ta sprawdza się na mojej skórze najlepiej. Ma przyjemny, słodki zapach i nie zasycha, przez co dość łatwo się ją zmywa. Po jej użyciu zanieczyszczenia porów zostają w sporym stopniu usunięte, a skóra wygląda na gładszą i ma bardziej równomierny koloryt. Na pewno do niej wrócę. 
To kosmetyk, który dostałam kilka miesięcy temu w ramach współpracy. Używałam go do wieczornego mycia twarzy i jestem zaskoczona, że działał tak fajnie! Skóra była tak oczyszczona, że aż „skrzypiała” od czystości. Mimo tego nie zauważyłam przesuszenia czy innych negatywnych skutków używania tego kosmetyku. W połączeniu z soniczną szczotką dobrze usuwał zanieczyszczenia i ewentualne resztki makijażu. Nie zawierał silnych detergentów i nie podrażniał mojej skóry. Pisałam już pełną recenzje na jego temat i znajdziecie ją, klikając w link w opisie tego akapitu. Jedynym minusem jest dla mnie dość wysoka cena, ale wynagradza nam ją wydajność tego kosmetyku. Może wrócę ponownie.
Mój „Święty Graal”, krem, które używam z przerwami od kilku dobrych lat. Dobrze działa na skórę, nie zapycha jej, a małe, ropne krostki goją się przy jego stosowaniu zdecydowanie szybciej. Idealnie nadaje się na dzień, pod makijaż, ale można też stosować go wieczorem. Nie przyspiesza przetłuszczania się mojej skóry i nie obciąża jej. Na promocji można dorwać taką 40 mililitrową tubkę za około 40 złotych. Przy jednorazowym, codziennym stosowaniu takie opakowanie starcza mi mniej więcej na 2,5 miesiąca, góra 3. Szukam dla niego godnego zamiennika, ale nadal nic ciekawego nie znalazłam – może Wy macie coś godnego polecenia? Pełną recenzję możecie przeczytać, klikając w link w tytule. Sama na pewno kupię go ponownie, ale na razie chciałam znów trochę od niego odpocząć 🙂
  •  BEBEAUTY, HYDRATE, NAWILŻAJĄCE CHUSTECZKI DO DEMAKIJAŻU
Chusteczki, które zabrałam ze sobą zamiast płynu micelarnego na dwutygodniowy wyjazd do Niemiec. W opakowaniu mamy 25 sztuk. Niestety chusteczki nie są zbyt mocno nawilżone i miał problemy z domywaniem resztek, których nie pozbył się zastosowany wcześniej olejek. Widziałam sporo pozytywnych opinii na ich temat, ale sama ich nie polecam. Moje ulubione chusteczki dla dzieci są o wiele tańsze – mają w opakowaniu 2 razy więcej sztuk, a cena jest podobna. Sprawdzają się o wiele lepiej i bez problemów domywają makijaż – nawet samodzielnie. Nie wrócę do nich ponownie. 
  • ECOSPA, OLEJEK Z PESTEK ARBUZA
Jeden z najlżejszych olejków, jakich miałam okazję używać. Nie pachnie, przy użyciu minimalnej ilości dość szybko się wchłaniał. Niestety musiałam przestać go używać jako nawilżacza, bo przy kilku miesiącach regularnego olejowania skóry twarzy na noc mocno się ona zbuntowała. Używałam go do usuwania makijaż i bez problemu radził sobie nawet z bardziej opornymi tuszami. Nie był drogi, więc mogę go polecić. Jeśli jesteście posiadaczkami skóry tłustej – mógłby być dla Was idealnym olejem 🙂 Nie jest zbyt znany, a moim zdaniem działa naprawdę super. 
  • AVA, AKTYWATOR MŁODOŚCI, SERUM Z WITAMINĄ C
To serum to hit mojej pielęgnacji. Po witaminie C moja skóra szybciej się regenerowała, miała ładniejszy kolor a przebarwienia lekko zbladły. Ma prosty skład i konsystencją bardziej przypomina kwas hialuronowy niż typowe serum z witamina C – jest lekkie, nieoleiste i szybko się wchłania, zostawiając na skórze lekko lepką powłoczkę, która znika po zastosowaniu kremu. Nie jest drogie – swoją buteleczkę kupiłam na promocji za około 20 złotych. Spodobało mi się głównie dlatego, że nie zapychało mojej skóry. Na pewno do niego wrócę, kiedy skończę stosowanie tych z kwasami. 

  • PERFECTA, SOFTLIPS, BALSAM DO UST O SMAKU TRUSKAWKOWYM
O tych kostkach lodu pisałam Wam już w kilku projektach denko. Ta jest przedostatnią, jaką mam Wam do pokazania i moim zdaniem jest to, jak na razie, najgorsza wersja z jaką miałam do czynienia. Pominę fakt, że zawiera one filtr przenikający (a takie filtry działają na naszą gospodarkę hormonalną). Ten balsam miał bardzo chemiczny i sztuczny zapach, nie używałam go zbyt często. Nadawał się do nawilżania usta w ciągu dnia, na noc był zdecydowanie za lekki. Miał wazelinkową konsystencję. Niestety jest to kolejna sztuka, która otworzyła mi się w torbie, ubrudziła wszystko i tak skoczyła swój żywot. Nie wrócę do nich ponownie.  

Znacie coś z tych kosmetyków, o których pisałam w dzisiejszym poście? Lubcie czytać projekty denko?
Pozdrawiam i życzę miłego weekendu 🙂 Do zobaczenia w niedzielę! 😀 
Uncategorized

[HAUL] czyli wszystko co kupiłam w ciągu ostatnich kilku miesięcy :P

22 listopada 2014
Hejo! 😀
   Najgorsze i najstraszniejsze kolokwia już za mną i teraz będę mogła trochę więcej czasu poświęcić na naukę do matury i pisanie postów na blogu 😀 Mam nadzieję, że się cieszycie, bo ja jestem zadowolona – lubię się tak odprężać pisząc dla Was (teraz przeważnie tylko w weekendy :C)

  Z nowości mogę Wam jeszcze wspomnieć o tym, że kolokwium, którefo się bałam zaliczyłam na 3+, a to już wyczyn, bo wyższej oceny nie miał nikt 😀 Kolokwium z chemii poszło mi też całkiem nieźle, ale wyniki poznam dopiero za tydzień. Nie jest źle, nie będę się już tak stresować faktem, że może przyjdzie mi pisać „zbója” z całego roku – tego bym chyba nie przeżyła :C

  Nie wnosząc już więcej prywaty przejdę płynnie do tematu posta, czyli moich trzymiesięcznych zakupów. Żeb to nie było – to nie wszystko 😛 Wczoraj upolowałam jeszcze 4 rzeczy na nocy zakupów – będzie kolejny post i jeszcze jeden o zakupach z Rossmanna (miały byc 2 produkty, wyszło 8 + 2 prezenty, ale mam argument, którym mogłabym się zrehabilitować i na pewno go usłyszycie :D) Więc, jeśli jesteście ciekawi zpraszam do czytania :3

   Te dwie szminki z KOBO kupiłam w promocji w Naturze. Przeglądałam ich zdjęcia na blogsferze i byłam zachwycona tymi jesiennymi kolorami. Zdecydowałam się a dwa kolory – 305 Sensual Purple (który w rzeczywitości jest ciemną czerwienią) i 304 Dusky Rose – brudny, ciemny róż. Za obie szminki zapłaciłam 16 złotych, czyli tak, jakbym jedną dostała gratis.

Na górze Sensual Purple – 305, niżej Dusky Rose – 304
  Jesienią moja skóra potrzebuje dodatkowej pielęgnacji, dlatego kupiłam sobie kilka maseczek i łagodnych peelingów marki AA. Każdy z nich normalnie kosztuje 2,19 złotego, ale ja przypadkiem trafiłam na promocję 1+1, czyli zapłaciłam tylko za 2. Nie ma to jak interes życia 😛
   W Biedronce do koszyka wpadł przeceniony balsam, który moja mama miałam w domu i bardzo go lubiłam. Tamten jednk nie miał złotcyh drobinek, ten tutaj je ma. Nie przeszkadzają mi jednak jakoś bardzo, bo po nocy po prostu ich nie widać. Do tego na jakieś wyjścia może przydać mi się taki delikatny glow. Balsam z La Luxe – Arganowy jedwab do ciała kosztował  9 złotych.

W Super Pharm polowałam natomiast na promocje kremu od La Roche Posay, czyli Effaclar Duo [+]. Zapłaciłam za niego 49,59 zł i dostałam zestaw mini produktów. Teraz znalazłam go jeszcze taniej, bo w aptece Gemini kosztuje 45 złotych 😛 Jeśli skuszę się na kolejne opakowanie na pewno wybiorę najtańszą opcję.
   Również w Super Pharm w promocji sięgnęłam po zestaw podróżny do kosmetyków. Nie dość, że świetnie sprawdzi się w podróży to można w nim fajnie przygotowywać półprodukty. Kosztował 9,99 zł i znajduje się w nim buteleczka z atomizerem, 2 buteleczki z korkiem na klik, lejek i 2 słoiczki średniej wielkości.

   Ostatnim produktem z tego sklepu jest wcierka do włosów Joanna Rzepa  – kuracja wzmacniajaca. Muszę wspomagać mój skalp w walce z nadmiernym wypadaniem, Jantar już miałam i teraz przyszła pora na drugą z najbardziej znanych wcierek. Niedługo pewnie pojawi się na blogu jej recenzja, nie wiem tylko, czy w tygodniu znajdę na to czas :C

   Wracając do zakupów z Rossmanna mam tu jeszcze trzy produkty do kąpieli. Peeling limokowy Isana kosztował 3,99 zł i będzie mi służył jako zwykły żel, bo jest bardz delikatny. Półlitrowe żele z Original Source i Luksji pięknie pachną, są wydajne i kosztowały tylko 8 złotych. Za taką pojemność to naprawdę rozsądna cena. Luksją myję się do dzisiaj – ma boski zapach, muszę napisać Wam o niej chociaż krótką notkę 😀

   Ostatnie dwie rzeczy pochodzą z Empiku i jestem w nich zakochana! Do tego to pół prezenty 😀 Pół zapłaciłam ja, pół Mateusz 😀 Kubek z ubrankiem kosztował 33 złoych  podgrzewacz bodajże 12.90. Idealnie sprawdzają się na jesiennie wieczory. Pochodzą z jesienniej kolekcji empiku i szczerze powiem, ze w Bydgoszczy już ich nie widziałam – może już zostały wykupione :C

   To by było na tyle. Jutro i w poniedziałek post będzie raczej an 100%, dalej nie wiem :C Ten tydzień mm luźniejszy, ale później znów zaczynają się kolokwia – w sumie zaraz grudzień i święta, więc muszą nas pomęczyć 😛
Korzytsałyście z jakichś promocji? Podoba Wam się coś z moich zakupów?

Uncategorized

Zakupy kosmetyczne ostatnich tygodni

21 lutego 2014
Hej 😀
Zapraszam Was dzisiaj na haul kosmetyczny. Ogłaszam też wszem i wobec, że oficjalnie wróciłam do regularnego pisania postów. Jak na razie jesteśmy w trakcie „publikacji” zmian na blogu. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. Przechodzę do  rzeczy 😛 Zapraszam ^^
Plasterki na nos usuwające wągry. Jest ich po 6 w paczce, zapakowane są oddzielnie. W turkusowym opakowaniu znajdują się te nasączone wyciągiem z drzewa herbacianego, te w czerwonym natomiast mają większy rozmiar. Jedna paczka kosztowała 6 zł. O efektach niedługo na blogu. Dostępne w Biedronce, ale tylko w ofercie z walentynkowego katalogu, więc mogą być już niedostępne.

Mydło naturalne, hipoalergiczne. Kupiłam je do mycia moich pędzli. A raczej jak na razie pędzla. Dostępne w Biedronce za 2 zł.

Krem AA do cery mieszanej na dzień zmniejszający pory. Zdecydowałam się na zmianę kremu, mam nadzieję, że się sprawdzi. Dostępny w Rossmannie za 19 zł.

Odżywka Maximum Growth (6,50zł) i wysuszacz Dry Kwik (8zł) z Sally Hansen. Pochodzą z internetowej drogerii kosmetykizameryki.pl.

Piaskowy lakier z Lovely. Kupiłam go w Rossmannie za 8,59 zł, mam nadzieję, że sprawdzi się tak jak to sobie wymyśliłam 😀 Jeśli stworzę z nim coś fajnego, na pewno zamieszczę zdjęcia na blogu :3

Top coat z wibo. Pochodzi z Rosmanna, kosztował 6,99 złotego. Zapowiada się ciekawie 😀

Maska do włosów Crema Al Latte z Kallosa. Pachnie pięknie, budyniowo i kokosowo. Pan Mateusz upolował ją dla mnie w Hebe, gdyż u mnie nie ma tej drogerii :C Kosztowała 13 złotych, za litr, więc cena naprawdę niewielka.

2 pomadki z Miss Sporty, również pochodzą z drogerii kosmetykizameryki.pl po 3,50 każda. 

Są to kolory 059 I poke, czyli ciepła pomarańczka albo brzoskwinka oraz 009 Innocence, czyli róż, idealny będzie dla blondynek.
Kolejna odżywka z Gliss Kura. Jest to jakaś nowa wersja mająca zapewnić super blask. Nie jest dla mnie ważne aby to zapewniła, oby tylko pomogła w rozczesywaniu splatanych po myciu włosów. Cena to około 15-17 zł, kupiona została w Rossmannie.
Żel micelarny z Biedronki. Cena to około 5 zł, jak na razie sprawdza się o wiele lepiej niż ten z Garniera, będzie oddzielna recenzja.

Szampon dla dzieci Johnson’s baby z rumiankiem. Dostępny w Rossmannie, kosztował 6,79 zł. Mam nadzieję, że będzie dobrą alternatywą dla sprawdzonego już na moich włosach Babydream.
Peelingi z Joanna Naturia, dostępne w Biedronce. Wybrałam zapachy truskawkowy i czarna porzeczka. Są fajne, nie drapią mocno, ale robią to co mają robić. Będzie recenzja 😀 Kosztowały 3,80 zł każdy.
No to już koniec dzisiejszego posta 😀 Poczekajcie dzień, dwa a znów się rozkręcę 😛 
Zasmuca mnie tylko jedna rzecz – MATURA :C
Macie którąś z tych rzeczy? Może polecacie jakąś inną alternatywę dla produktów tutaj która się u Was sprawdziła?
Pozdrawiam :3