Wybrany tag

Insight

Uncategorized

PROJEKT DENKO | KWIECIEŃ 2017 | SKROMNIE, ALE Z KLASĄ

16 maja 2017
blog projekt denko kwiecień 2017

Hej!
 
Ciężką pracę w tym tygodniu mam już za sobą – tak jak informowałam Was na Instagramie i Facebooku – jako jedna z nielicznych zaliczyłam kolokwium z biochemii i to na 5! Jestem z siebie dumna, ale miałam też trochę szczęścia – większość pytań dotyczyła tego, z czego chciałabym napisać tę pracę 😀 
Jeśli chodzi zaś o dzisiejszy wpis – zapraszam Was na projekt denko – skromny, ale pokażę tu kilka kosmetyków, które naprawdę polubiłam. Jeśli jesteście ciekawi, co udało mi się zużyć w zeszłym miesiącu i przeczytać krótkie opinie na temat tych kosmetyków – serdecznie Was zapraszam!

żel pod prysznic balea mango, demsa topic żel do skóry atopowej

CIAŁO:

  • KREMOWY ŻEL POD PRYSZNIC BALEA O ZAPACHU MANGO

Mój zapas żeli z Balei na szczęście się kończy. Bardzo je lubię – szczególnie wersje kremowe, ale przyznam, że czasem mocno wysuszają moją skórę, a ja nie zawsze mam ochotę na smarowanie się balsamami. Te kremowe nie działają aż tak destrukcyjnie na naskórek, ale zwykłe rodzaje (te przeźroczyste galaretki) mają bardziej oczyszczające działanie, przez co mogą podrażniać delikatne ciało. Ten gagatek tutaj pachniał przepięknie, miał mleczną konsystencję i intensywnie pomarańczowy kolor – wręcz neonowy. Zużyłam go z przyjemnością, dobrze się pienił i dokładnie oczyszczał skórę. Był średnio wydajny, żele z Balei używać 3-4 tygodnie – więcej nie jestem w stanie z nich wyciągnąć. Pewnie kiedyś do nich wrócę, zużywam ostatni i robię sobie dłuższą przerwę. 
  • PREPARAT DO MYCIA DEMSA TOPIC

Kosmetyki Demsy wygrałam dawno temu w konkursie. Z racji tego, że zużywam kosmetyki od najstarszych, od najnowszych  sięgnęłam po tę serię. Niestety muszę Was zasmucić – nie polecam tych produktów. Producent dedykuje je dla osób z atopowym zapaleniem skóry i maluszków od 6 miesiąca życia. Szkoda, że zawierają one silen detergenty pokroju SLES, które dodatkowo podrażniają skórę, wysuszają ją i naruszają i tak wątłą barierę ochronną. Wysuszał mnie tak samo, jak standardowe żele z drogerii, miał bardzo gęstą konsystencję, przez co ciężko było wydobyć go z opakowania. Ostatecznie Mateusz zużył go do mycia głowy, ale niestety w tej kwestii też niezbyt dobrze się sprawdzał – czasem potrafił podrażnić skalp. Strzeżcie się przed tym kosmetykiem, myślałam, że będzie to coś ciekawego, a praktycznie cała seria okazała się być jedym wielkim niewypałem.
SZAMPON DO WŁOSÓW OSŁABIONYCH I WYPADAJĄCYCH ALTERRA, BIOTYNA I KOFEINA SZAMPON DO WŁOSÓW WYPADAJĄCYCH INSIGHT, LOSS CONTROL

WŁOSY:

  • SZAMPON DO WŁOSÓW OSŁABIONYCH I WYPADAJĄCYCH ALTERRA, BIOTYNA I KOFEINA

Szampony z Alterry używam od początków mojego włosomaniactwa, miałam w zapasie 3 i na razie chcę od nich odpocząć. Przestały służyć moim włosom i nie oczyszczają skóry głowy tak, jak bym tego chciała. Sprawdzają się u mnie tylko dwie wersje, reszta zaczęła bardziej szkodzić, niż przynosić jakiekolwiek korzyści. Wersja z biotyną i kofeiną znalazła się niestety w tej gorszej grupie. Włosy ładnie po niej wyglądały, ale niestety pobudzała moją skórę głowy do nadmiernej produkcji sebum, co powodowało szybsze przetłuszczanie. Przyzwyczajona do mycia włosów co drugi dzień nie mogłam znieść tego, że dzień po myciu były już przetłuszczone. Do tej konkretnej wersji już nie wrócę – znalazłam lepsze szampony z delikatniejszym składem, które nie przyspieszają przetłuszczania.  
  • SZAMPON DO WŁOSÓW WYPADAJĄCYCH INSIGHT, LOSS CONTROL

Jest to mój pierwszy szampon tej marki i na pewno nie ostatni. Odkryłam je stosunkowo niedawno, czytając na ich temat pozytywne opinie na grupach włosomaniaczek i blogach dziewczyn, które opisują pielęgnację włosów.  Szampon InSight dobrze oczyszcza włosy i skórę głowy nie podrażniając ich. Nie należy do najdelikatniejszych, ponieważ bazuje na SCS, czyli roślinnym odpowiedniku SLS, który ma podobną moc, ale zdecydowanie niższe jest ryzyko podrażnienia. Czy wpłynął znacząco na wypadanie? Współdziając z innymi kosmetykami przeciwdziałającymi temu problemowi – tak. Moich włosów w odpływie pojawiało się znacznie mniej. Mogłam je myć co 2, 3 dni i nadal wyglądało świeżo. Skóra głowy nie była przesuszona ani podrażniona. 500 mililitrowa butla starczyła mi na prawie 5 miesięcy używania. Podoba mi się też pomysł z pompką – to duża oszczędność. Na pewno do niego wrócę, teraz używam wersji do włosów przetłuszczających się.
To już druga buteleczka tego serum. Robię nim sobie kurację raz do roku – wydaje mi się, że to optymalny odstęp czasu, zważywszy na to, że to serum starcza mi na 3-4 miesiące używania. Podczas jego stosowania na mojej skórze pojawia się mniej zaskórników, a wypryski szybciej się goją. Nie wysusza mnie ani nie podrażnia, można stosować je pod krem. Mimo tego, że kwas migałowy raczej nie uwrażliwia na słońce przy stosowaniu tego serum producent zaleca nakładanie na skórę kremów z filtrem – ja korzystam z nich praktycznie przez cały rok. Serum najbardziej wpływa na przebarwienia – zmusza je do szybszego blednięcia i znikania. Co do blizn – poprawa może i jest, ale ich usuwanie to proces powolny, wymagający wielu miesięcy albo nawet lat. Na pewno wrócę do tego serum zimą, lub wczesną wiosną w przyszłym roku. Jego recenzję możecie przecztać klikając w nagłówek tego akapitu. 


  • POMADKA OCHRONNA BALEA, LOVELY MINT

Pomadki ochronne to coś, co znajduje się w każdej mojej torebce, łazience, a także na biurku – podobnie jak krem do rąk. Ta z Balei była naprawdę fajna, nie bazowała na taniej parafinie. Dobrze nawilżała usta, ale nie była jak odżywczy balsam – wymagała kilkukrotnej aplikacji w ciągu dnia. Miło ją wspominam przez jej lekko słodki smak i cudowny zapach – kto lubi miętowe tic taci na pewno byłby z niej zadowolony. Mam jeszcze arbuzową – ją miałam okazję używać w tamtym roku i też dobrze mi się sprawdzała – niedługo przyjdzie na nią kolej. Te pomadki są bardzo tanie (ok. 0,70 EUR), a ich działanie jest dobre, więc jeśli macie okazję po nie sięgnąć – może warto dać im szansę i spróbować 🙂 

  • KREM POD OCZY MAKE ME BIO Z WITAMINĄ E I EKSTRAKTEM Z OGÓRKA

To jeden z najlepszych kremów na dzień, jakich miałam okazję używać. Był bardzo lekki, szybko się wchłaniał, ale przy tyjm intensywnie nawilżał. Może znacząco nie wpływał na cienie pod oczami (ale w moim przypadku żaden krem nie usunie ich do końca), mi jednak najbardziej zależy na odżywieniu tej delikatnej okolicy. Krem lekko napinał skórę, przez co drobne zmarszczki czy kurze łapki nie były tak mocno widoczne. Makijaż – w moim przypadku korektor i puder – dobrze się na nim trzymały. Skóra powiek była mięciutka i dobrze wypielęgnowana. Krem pozostawiał miłe uczucie – trzmany w lodówce na pewno zadziałałby jeszcze lepiej. Myślę, że do niego wrócę. 

ŻEL UTWALAJĄCY DO BRWI WIBO, EYEBROW STYLIST DWUSTRONNA KREDKA + CIEŃ DO BRWI MAYBELLINE BROW SATIN, DARK BROWN

MAKIJAŻ:

  • ŻEL UTWALAJĄCY DO BRWI WIBO, EYEBROW STYLIST

Żel do brwi to, zaraz po cieniu, kredce lub pomadzie, kosmetyk niezbędny jeśli chodzi o mój makijaż brwi. Moje włoski są długie i niestety mają tendencję do rozbiegania się we wszystkie możliwe strony, dlatego ich utrwalenie jest czymś, czego nie mogę sobie odpuścić. Ten z wibo był moim pierwszym, kupiłam go kiedyś na promocji w Rossmannie zachęcona pozytywnymi opiniami. Na początek nie chciałam wybierać nic drogiego, dlatego ostatecznie wpadł do koszyka. Nie jestem z niego zadowolona. Niewątpliwym plusem było to, że włoski po jego użyciu nie były sztywne, ale nistety oznaczało to, że po kilku godzinach zaczną się wywijać. Duża szczoteczka powodowała, że nie raz ubrudziłam sobie skórę wokół. Dodatkowo kolor – baza sama w sobie nie była zła – brązowa, w neutralnym odcieniu. Byłoby naprawdę dobrze, gdyby nie złote drobinki… Na moich brwiach były mocno widoczne i rzucały się w oczy – wyglądało to dziwnie. Nie sięgnę po niego ponownie. 
  • DWUSTRONNA KREDKA + CIEŃ DO BRWI MAYBELLINE BROW SATIN, DARK BROWN

To moja pierwsza kredka do brwi – wcześniej używałam znanego wszystkim Pernament Taupe, czyli kremowego cienia. Przejście na nieco cieplejszy kosmetyk było dla mnie szokiem, ale cieszę się, że zdecydowałam się na tę kredkę. Wypełnianie nią brwi zajmowało chwilę i można było nią precyzyjnie wyrysowac łuk. Była dość miękka, dlatego wysunięcie większego fragmentu kończyło się niestety jej złamaniem. Cień po drugiej stronie świetnie sprawdzał się zarówno do brwi jak i do namalowania przydymionej kreski przy linii rzęs. Bardzo lubiłam tę kredkę za efekt, jaki dawała oraz za szybkość makijażu. Miała jeden minus – niestety nie należy do grona kosmetyków wydajnych. Być może do niej wrócę.

Co w tym projekcie denko przyciągnęło Waszą uwagę? Znacie te kosmetyki?
Pozdrawiam :*
Uncategorized

ULUBIEŃCY WRZEŚNIA | GOLDEN ROSE | RESIBO | INSIGHT

4 października 2016

Hej dziewczyny!
Pierwszy już za nami, września prawie nie pamiętam 😛 Składał się głównie z wyjazdów i powrotów, przeprowadzek, przenoszenia rzeczy i załatwiania spraw na uczelni. Miałam wiele planów – między innymi powrót do nauki języka, ale jakoś nie mogłam się do tego zebrać i moje starania skończyły się siadaniem do książek zaledwie przez kilka dni.
Wczoraj zaczęłam zajęcia i mam nadzieję, że po kilku tygodniach na tyle zaznajomię się z uczelnią, że będę wychodzić na ćwiczenia mniej spięta i zestresowana 😛 Od dzisiaj wprowadziłam też harmonogram, żeby łatwiej było mi planować i publikować posty – od października będą się one pojawiały 3 razy w tygodniu – we wtorki, czwartki i niedziele – zawsze o 15. Mam nadzieję, że ułatwi to Wam komunikację ze mną i łatwiej będzie Wam tu wracać 🙂
Jeśli jesteście ciekawi, jakie były moje ulubione kosmetyki we wrześniu – zapraszam dalej 🙂 Będę mówić o Golden Rose, Resibo, Insight.

  • Golden Rose Velvet Matte Lipstick w odcieniu 39
Szukałam kolejnego nudziaka, który wpisałby się w moje gusta – musi być delikatnie różowy, niezbyt jasny i ciepły. Poprosiłam Panią ze stoiska i doradzenie mi, jaki odcień mógłby mi pasować – zaproponowała mi coś z nowych kolorów, które pojawiły się w tej gamie niedawno. 
39 to jasny, brudny róż, który niezwykle naturalnie wygląda na ustach. Pomadkę polubiłam za to, że długo utrzymuje się na moich ustach i nie wysusza ich przy tym. Skóra moich warg jest ostatnio wrażliwa i szybko ulega podrażnieniom :C Udało mi się upolować na promocji i zapłaciłam za nią tylko 9,90 zł. Znów nie pokazywałam Wam żadnej kolorówki w recenzji, więc może ta będzie następnym kosmetykiem, który wyląduje na blogu? 🙂 Kto wie? 😀

  • Resibo, olejek do demakijażu
Dwuetapowy demakijaż jest jednym z kroków mojej wieczornej pielęgnacji. Na początku używałam zwykłych olei, których moja skóra nie tolerowała –  konopnego, arbuzowego. Kiedy je zużyłam chciałam wypróbować coś przeznaczonego do demakijażu i jako pierwszy kosmetyk tego typu postanowiłam wypróbować słynny już olejek z Resibo.
Nigdy tak łatwo nie pozbywałam się makijażu z mojej twarzy. Tusz do rzęs rozpuszcza się w sekundzie, ja nie muszę czekać, trzeć, dociskać, bawić się tysiącem wacików. Ma przyjemny zapach i jest bardzo wydajny. W połączeniu z żelem do mycia skóry sprawia, że jest ona dobrze oczyszczona, a ilość zaskórników na nosie i policzkach zredukowała się do minimum. Olejki do demakijażu to hit mojej pielęgnacji – myślę, że będą mi towarzyszyły jeszcze przez długi, długi czas 🙂

  • Insight, Loss Control, szampon do włosów wypadających
Nigdy nie lubiłam inwestować dużych pieniędzy w szampony czy żele do mycia ciała – uważam, że każdy działa podobnie. Niestety moje włosy i skóra głowy zbuntowała się i zaczęła szybciej przetłuszczać się po szamponach Alterry. Stwierdziłam, że pewnie przyczyną tego zjawiska jest fakt, że  stosuję je już zbyt długo i moja skóra się do nich przyzwyczaiła.
Chcąc coś zmienić nadal pozostałam w temacie rozsądnych cen i dobrych składów. Wybór padła na Insight i już wiem, że dobrze wybrałam. Chciałam sięgnąć po wersję do włosów przetłuszczających się, ale niestety nie było go w ofercie sklepu, na którym składałam zamówienie. Wybrałam więc szampon przeciwdziałający wypadaniu. Ma wygodne opakowanie z pompką, 500 mililitrów kosztuje 36 złotych. Świetnie oczyszcza skórę głowy i włosy, delikatnie ją chłodzi, ponieważ zawiera mentol. Nie zauważyłam zmniejszenia wypadania, ale uważam, że to nie szampon, który trzymamy na włosach zaledwie kilka minut ma sprawiać, żeby włosy przestały w końcu wypadać. Zapomniałam jeszcze dodać, że mimo tego, że nie zawiera SLS czy SLES bardzo dobrze się pieni.

Znacie moich ulubieńców? Jakie kosmetyki towarzyszyły Wam najczęściej we wrześniu?