Wybrany tag

Indigo

Uncategorized

ULUBIEŃCY MIESIĄCA | H&M | NACOMI | PIERRE RENE| INDIGO

22 lipca 2016
Cześć!
Jak zwykle spóźniona ja przychodzę do Was z ulubieńcami poprzedniego miesiąca 😀 Ostatnio używam ciągle tych samych kosmetyków, więc nie wiedziałam, co mam Wam pokazać – na szczęście znalazłam w swojej kosmetyczce coś, czego jeszcze tutaj nie było 😀 Poza tym, mój aparat nie chce ze mną współpracować i zdjęcia są trochę”liche” – mam nadzieję, że niedługo moja artystyczna strona wróci (o ile taka kiedykolwiek istniała :P) i nie będę miała z tym problemów – o ile tekst jakoś napiszę, tak strona wizualna potrafi leżeć tygodniami. Nie przedłużając – jeśli macie ochotę przeczytać o produktach z Nacomi, Pierre Rene oraz Indigo, a także o gadżecie z H&M – zapraszam!

H&M, GĄBKA DO MAKIJAŻU
Do sklepowych gąbek podchodzę sceptycznie – na początku super sprawdzała się u mnie gąbeczkę Ebelin, ale następne egzemplarze nie były już tak miękkie i prawie nie zmieniały swojej objętości. Gąbeczka z Hebe w ogóle nie rosła – na szczęście nie zapłaciłam za nią majątku. Na youtubie usłyszałam, że H&M wypuścił popularny gadżet do makijażu, a że wiele osób go chwaliło – postanowiłam go wypróbować. Niestety nie był u mnie dostępny, ale znalazłam go w Warszawie, kiedy byłam u Mateusza. Gąbeczka kosztowała 10 złotych, była wersja biała – taka, którą posiadam – i różowa. Jak na produkt z sieciówki – sprawdza się super – na pewno lepiej, niż gąbki Ebelin czy te z polskich drogerii. Jeśli nie lubicie przeznaczać wielkiej kasy na kosmetyczne nowinki, albo nie wiecie, czy polubicie gąbeczki – ta będzie strzałem w dziesiątkę. Nie pije zbyt wiele podkładu (ja najpierw nakładam go palcami na buzię, później te kropki blenduję), da się ją dobrze oczyścić, jest dość miękka. Polecam 😀

NACOMI, MARROCAN ARGAN OIL EYE CREAM, KREM POD OCZY Z OLEJKIEM ARGANOWYM I WINOGRONOWYM
Ten krem to istne cudo! Stał sobie samotnie w Hebe, czekał aż ktoś go kupi – niestety nikt się nim u mnie nie interesował. Zamknięty jest w niewielkim, niepozornym, szklanym słoiczki. Ma treściwą konsystencję, która łatwo się rozprowadza. Używam go na noc. Nakładam grubszą warstwę, lekko masuję okolice oczu i rano budzę się z pięknie nawilżoną i napiętą skórą! Ma świetny skład i muszę zebrać się do napisania na jego temat osobnej recenzji 😀 Znacie?


PIERRE RENE, SKIN BALANCE COVER, PODKŁAD KRYJĄCY W ODCIENIU CHAMPAGNE
Ostatnio mam więcej problemów ze skórą, dlatego wyciągnęłam z szafki podkład, który ma dość spore krycie. Do tego zimą ma dla mnie zbyt ciemny kolor, więc staram się zużywać go teraz, kiedy jestem opalona. Ma ładny, waniliowy zapach, jest gęsty i potrafi być dość widoczny na twarzy. Krycie ma jednak ładne, chociaż największe przebarwienia i tak potrafią przez niego przebijać (ale od kamuflażu jest korektor, a nie podkład). Porównywany jest z Revlonem Colorstay, ale nie miałam tego kosmetyku, więc nie mogę się do tej opinii ustosunkować. Swój egzemplarz kupiłam na promocji za 18 złotych, na początku niezbyt go lubiłam, ale teraz chętnie po niego sięgam.

INDIGO, RICHNESS HAND CREAM, MATRIOSHKA, KREM DO RĄK
Krem, który dostałam na Meet Beauty. Na początku nie zwróciłam uwagi na zapach, a okazało się, że trafił do mnie jeden z tych bardziej rozchwytywanych. Krem zamknięty jest w wygodnym opakowaniu z pompką, która działa bez zarzutu. Ma bogatą, ale zarazem lekką konsystencję, która prawie całkowicie się wchłania – na dłoniach pozostaje przyjemny, tłustawy film, który nie przeszkadza w wykonywaniu codziennych czynności. Skład też jest dobry, już na drugim miejscu występuje masło shea. Krem długotrwale nawilża i pięknie pachnie – jest moim biurkowym niezbędnikiem.
Znacie którego z moich ulubieńców? Macie coś godnego polecenia? Jakie posty miałybyście ochotę przeczytać na moim blogu? 😀
Pozdrawiam :*
Uncategorized

ULUBIEŃCY MAJA | INDIGO | DERMOFUTURE | MAYBELLINE | LOVELY

2 czerwca 2016
Hej!
Jak już pisałam na Facebooku, post nie pojawił się wczoraj przez wzgląd na Dzień Dziecka 😀 Zaplanowaliśmy z rodzicami spontaniczny wyjazd na weekend, więc mieliśmy ostatnio kilka rzeczy do zorganizowania. 
Matura już dawno za mną, a ja mam na Was mniej czasu i jest mi przez to przykro – często odwiedzam blogi tylko tych osób, które się odzywają – mam nadzieję, że niedługo ulegnie to zmianie.
Jeśli chcecie przeczytać kilka słów o moich pielęgnacyjnych i kolorówkowych ulubieńcach – zapraszam dalej 🙂 Na pewno nie będziecie się nudzić, bo znalazłam w swojej kosmetyczce naprawdę ciekawe produkty i gadżety 😀

INDIGO, OLEJEK DO CIAŁA

Kilkakrotnie, na łamach bloga, wspominałam Wam, że wróciłam do regularnego olejowania moich włosów. Aktualnie są w tak dobrym stanie, że nie muszę robić tego częściej niż raz w tygodniu na całą noc – w innym wypadku zaczynają się szybciej przetłuszczać i obciążać – wysokie temeratury i wilgotność powietrza widocznie nie służą mojemu skalpowi.
Olejek Indigo otrzymałam w paczce na Meet Beauty i miałam zużyć go do masażu ciała. Ma przepiękny zapach i funkcjonalne opakowanie – produkt znajduje się w przeźroczystej, pomarańczowej butelce z atomizerem.  Wygodnie aplikuje się go właśnie na włosy – raczej nie zdarza mi się dzięki temu przedobrzyć z jego ilością, a mam do tego skłonności. 
Moje włosy po zastosowaniu tego olejku są miękkie, lśniące i dociążone. Nie mam problemów z ich rozczesywaniem, plączą się zdecydowanie mniej. Olejek stosuję od ucha ku dołowi, aby zapobiegać szybszemu przetłuszczaniu się skóry głowy. Wbrew pozorom ma dobry skład i na blogu na pewno znajdzie się bardziej obszerny wpis na jego temat.

DERMOFUTURE, SONICZNA SZCZOTECZKA DO TWARZY 
Szczoteczka, którą mam od pierwszego kwietnia, więc dokładnie 2 miesiące. Przestałam jej używać tylko na pięć dni, bo akurat rozładowała mi się na wyjeździe i przestraszyło mnie to, jak zmieniła się moja skóra w tak krótkim czasie – pojawiło się więcej zaskórników, kaszka, kilka wyprysków – to coś oznacza :O

Szczoteczki używam rano i wieczorem. Staram się masować twarz pokrytą żelem mniej więcej przez minutę, ale myślę, że często przedłużam sobie ten relaksujący moment. Nie wyobrażam sobie bez niej mojego etapu oczyszczania skóry. Dzięki niej nie mam już tak wielu suchych skórek, a podkłady zdecydowanie lepiej na mnie wyglądają. Skóra jest bardziej napięta, zniknęły mikroobrzęki, które często pojawiały się u mnie przed miesiączką. Kremy lepiej się wchłaniają. Podsumowując – szczoteczka cud! 😀


MAYBELLINE, COLOR SENSATIONAL 250 MYSTIC MAUVE
Szminka, którą zobaczyłam u Olgi z bloga apieceofally.pl, a którą na promocji w Rossmannie upolował dla mnie kochany Mateusz (taki chłopak to skarb :D). W maju lądowała na moich ustach zdecydowanie najczęściej. Nie jest do końca matowa – ma kremowe wykończenie. Nie posiada drobinek. Kolor to brudny róż lekko wpadający w fiolet – jak dla mnie idealny nudziak. Świetnie zgrywa się z typem mojej karnacji i zawsze, kiedy mam ją na ustach zyskuję masę komplementów. Ma ładny, słodki zapach, solidnie wykonane opakowanie, a na ustach trzyma się około 4 godzin. Nie wysusza ich i nie podkreśla suchych skórek. 

LOVELY, PERFECT LINE W ODCIENIU 01
Konturówka w kolorze łudząco podobnym do szminki, którą mam w swoich kosmetycznych zbiorach od dobrych kilku miesięcy. Rzadko jej używałam, bo nie myślałam, że kolory nude mogą mi się spodobać – zazwyczaj na ustach lądowała u nie fuksja lub odcienie intensywnego różu. Odkąd posiadam pomadkę Bourjois Rouge Edtition Velvet i tę, którą pokazywałam wyżej konturówka wróciła do łask. Może nie jest bardzo trwała, ale trzyma się na ustach zdecydowanie dłużej niż szminki. Ma kremową konsystencję i bardzo łatwo jest nią wyrysować idealny kontur ust. Do tego kosztuje niewiele – mniej więcej 6 złotych. Warto w nią zainwestować!
Co sądzicie o nowych zdjęciach? Podoba Wam się pomysł z lusterkiem? Znacie któregoś z moich ulubieńców? 
Pozdrawiam 🙂
Uncategorized

ŁUPY Z MEET BEAUTY | KIEDY JA TO WSZYSTKO ZUŻYJĘ? :O

19 maja 2016
Zdjęcie w tle pochodzi z bloga Ani – potejstronielustra.pl
Hej!
Wiem, że szał na posty z Meet Beauty już minął, ale przed maturą nie miałam kiedy pokazać Wam, co z konferencji przywiozłam. Po wyjściu ze stadionu czułam się jak prawdziwy buraczek cebulaczek – byłam obładowana torbami cięższymi ode mnie 😛 Dobrze, że nie musiałam wracać do Mateusza autobusem – nie wiem jak byśmy tę podróż przeżyli 😛 Jeśli jesteście ciekawi, co nam tak ciążyło – zapraszam dalej! Tylko ostrzegam – weźcie ze sobą kawę i ciastko, to może chwilę potrwać 😀

Na stanowisku Pilomax, oprócz badania skóry głowy każda z nas dostała paczkę wypełnioną po brzegi kosmetykami tej firmy. O ile ich szampon do codziennego stosowania niezbyt się u mnie sprawdził, to ich maski są lubiane przez moje włosy. Wszystkie maski są tymi o mniejszej pojemności, ale dla mnie to zaleta, a nie wada – brakowało mi czegoś, co mogłabym zabierać na kilkudniowe podróże. W mojej paczce znalazł się szampon Olamin Wax, który ma pomóc mi w znormalizowaniu mojej skóry głowy – na zbliżeniach okazało się, że jest ona lekko podrażniona i przesuszona. Jeśli chodzi o maski, od mojej torby zawędrowały Aloes Wax w dwóch egzemplarzach, ale jeden już oddałam, Arabica Wax, która podobno brzydko pachnie i odżywka regenerująca do włosów ciemnych i farbowanych na ciemne kolory.

Jedną z najlepszych, według mnie, paczek była ta od Annabelle Minerals. Dostałyśmy podkład matujący Golden Fair, puder rozświetlający, cień do powiek Vanilla i róż do policzków Rose. Trzy z tych kosmetyków niestety oddałam na rozdanie – podkład jest za ciemny, pudrów używam tylko matujących, ewentualnie satynowych, a róż po prostu mam 😛 Mam nadzieję, że którejś z Was posłużą lepiej, niż mi – nie lubię kiedy coś leży na półce i się marnuje.

Na warsztatach makijażowych Lirene miałyśmy okazję dowiedzieć wielu ciekawostek o makijażu, a także o kosmetycznych nowościach tej marki. Podkład No mask jest jednym z najbardziej zachwalanych podkładów na blogach – dla mnie niestety okazał się być kosmetykiem za ciemnym i też na pewno zorganizuję z nim rozdanie w roli głównej 😀 Kosmetykiem pielęgnacyjnym, jaki dostałyśmy w tym zestawie był albo żel micelarny, albo płyn dwufazowy, który ma powodować wzmocnienie rzęs i ja otrzymałam właśnie ten drugi produkt 🙂

Na stanowisku Glov każda z nas mogła z bliska przyjrzeć się tym magicznym rękawicom oraz poznać kolorowe nowości tej marki (które moim zdaniem wyglądały naprawdę uroczo :P). W misce z dobrociami czekały na nas mini rękawiczki na palec, które służą usuwaniu makijażu oka lub ust. Wiem, że dziewczyny, które miały wizytówki mogły wybrać sobie Glov On the Go, ale ja o wizytówkach nawet nie pomyślałam, a szkoda 😛 Teraz wiem, co muszę zabrać na kolejną edycję. Tego gadżetu jeszcze nie testowałam, ale jak już sprawdzę co i jak – na pewno coś o nim napiszę – czy to tutaj, czy na profilu na Facebooku.

W paczce od Bielendy znalazł się odżywczy balsam do ciała, który powędrował do mojej przybranej cioci. Nie miał zachwycającego składu, wiedziałam więc, że raczej zostanie u mnie na dnie szafy i nie będę z niego korzystać. Podkład matujący ma zdecydowanie za ciemny odcień, więc wrzucę go do kolejnej rozdaniowej niespodzianki. Z produktów ze zdjęcia zużyję tylko maskę peel off – tej nawilżająco – dotleniającej jeszcze nie miałam, ale inne z tej serii fajnie działały na moją skórę. Masełko do ust też się nie zmarnuje – na pewno wrzucę je do torby, bo jest w formie wygodnego sztyftu.

Od Palmersa dostałyśmy mini balsamy i 2 próbki. Ich stoisko było oblegane od samego rana, a ja z Zuzią wybrałam się tam praktycznie pod koniec całej konferencji. Było mi smutno, kiedy Zuzia dostała balsam na rozstępy, a mnie panie zbyły i nawet nie chciały porozmawiać ze mną o nowościach z olejem kokosowym i masłem Shea. Miałam o nich dobre zdanie, ale ich reputacja trochę zmalała – przynajmniej w moich oczach. Balsam kupiłam sama w Hebe – mam nadzieję, że sprawdzi się tak dobrze, jak go zachwalały.

Tołpa mnie niestety rozczarowała. Nie byłam na ich warsztatach, ale zrobiłam „wywiad środowiskowy” i wiem, że nie wszystkim dziewczynom się one podobały. Osoby, które nie uczestniczyły w zajęciach otrzymały tylko jeden, ale bardzo ciekawy, na pierwszy rzut oka, produkt – krem BB upiększający. Bardzo się cieszyłam, bo szukałam czegoś lżejszego na lato. Kiedy go użyłam nieprzyjemnie się zaskoczyłam i powiem tylko jedno – nie polecam tego kosmetyku. Jeśli chcecie, mogę przygotować na jego temat oddzielny wpis – poświęcę się i potestuję ten bubel jeszcze trochę czasu, żeby była ona choć trochę bardziej szczegółowa 😛

Stoisko Eveline też obadałam jako jedna z ostatnich dziewczyn i mimo szczerych chęci Pani konsultantki nic ciekawego już nie było. Balsam z chłodzącym efektem zużyję latem na newralgiczne partie ciała – brzuch, uda i pośladki. Tusz i ta brązowo-pomarańczowa szminka lądują w rozdaniu. Koralowo – różową pomadkę miałam już na ustach i przyznam, że świetnie będzie wyglądała w pełnym słońcu 😀

Warsztaty paznokciowe podobały mi się najbardziej, więc nie jesteście pewnie zdziwieni, że paczka z Indigo też. Nie spodziewałam się, że dostaniemy tak wielką ilość kosmetyków :O I to w przepięknej, złotej torbie, która niestety nie znalazła się na zdjęciu. Na samej górze widzicie zestaw lakierów w kolorach nude – mam niewiele podobnych osobników w swojej kosmetyczce, więc jestem podwójnie zadowolona 😀 Obok w woreczku znajdują się próbki z różnymi zapachami kremów do rąk – będę mogła wybrać te, które najbardziej przypadną mi do gustu. W kolejnym fioletowym woreczku znajdują się 3 próbki perfum, a obok nich balsam do ciała, krem do rąk oraz olejek w sprayu. Po prawej stronie zapachów do samochodu znajduje się oliwka do skórek z mirrą, a niżej krem do rąk „rybka”, polerka, dwie odżywki do paznokci i masło shea – które razem z polerką można wykorzystać do wykonania autorskiego manucire shea. Paczka bomba – wszystkie te kosmetyki będą przeze mnie używane z przyjemnością – mają świetne opakowania, pięknie pachną – oby jeszcze działanie było tak dobre, jak strona wizualna 😀

Paczka od Shwarzkopfa również przypadła mi do gustu. Znalazł się w niej lakier malinowy z Got2Be, który przejęła już moja mama – sama lakierów nie używam, więc nie wiem jak sprawdziłby się na długich włosach. Odżywki w sprayu Gliss Kur lubię i w ciągu kilku ostatnich lat raczej nie zdradzałam ich z kosmetykami innych marek. Wersji Ultimate Repair jeszcze nie używałam, bo jest to nowość na drogeryjnych półkach. Puder dodający objętości nie jest dla mnie nieznanym produktem – używam go przed imprezami, bo na co dzień raczej denerwowałby mnie ten efekt tępych włosów. Olejek na końce na pewno zużyję, bo po każdym myciu zabezpieczam je właśnie silikonowym serum , a maskę pożrą suche i rozjaśniane włosy mojej mamy 😀

Ostatnimi już zdobyczami są długopis – szminka, który robi furorę wśród moich znajomych 😀 Dalej mamy coś a’la błyszczyk w pomadce, czyli nowość Golden Rose Sheer Shine. Moja jest w kolorze brudnego różu – jest to dzienny nudziak i na pewno będzie lądowała na ustach wtedy, kiedy nie będę chciała podkreślać ust czymś bardziej wyrazistym. Jest to numerek 4. Lakier również jest jednym z nowszych kosmetyków tej marki – jest to seria Ice Chick, a ta ciemna śliwka to numerek 18. Częściej będę do niego wracać jesienną porą. 

Co przyciągnęło Waszą uwagę? Mnie najbardziej podobają się prezenty od Indigo i Annabelle Minerals. Szkoda tylko, że kolory i właściwości nie do końca mi odpowiadają :C
Pozdrawiam
Uncategorized

KARTKA Z PAMIĘTNIKA | MEET BEAUTY 2016 | RELACJA

27 kwietnia 2016
Cześć!
Trochę tu ostatnio cicho, a ja już spieszę z wyjaśnieniami. Jak wiecie, lub nie, w maju piszę maturę z chemii, która jest dla mnie bardzo ważnym egzaminem. To już moje trzecie podejście i, mam nadzieję, ostatnie. Zależy mi na studiach medycznych, a ciągle mam pod górkę – pod koniec maja postaram się napisać dla Was post, w którym opiszę moje odczucia odnośnie samej matury i rekrutacji na studia. 
Do 13 maja posty będą się pewnie pojawiać nieregularnie, nie wiem nawet, czy na 2 tygodnie nie zawieszę bloga – zobaczymy jak to wyjdzie. Nadszedł czas ostatnich powtórek, muszę szlifować to, czego udało mi się nauczyć przez ostatni rok.
Dziś przychodzę więc z lekkim, luźnym postem opartym głównie na zdjęciach. Jeśli ciekawi Was, jak wyglądało Meet Beauty z mojego punktu widzenia – zapraszam do dalszej części posta 🙂

PRZYGOTOWANIA
Na Meet Beauty zaczęłam pakować się w piątek i tego samego dnia wyjechałam do Warszawy. Zatrzymałam się oczywiście u Mateusza. Rano postanowiłam zrobić sobie hybrydy i oczywiście co? Nie wyszły 😛 Na szczęście wyrobiłam się i udało mi się to poprawić, przez co efekt końcowy był zadowalający.  
Wybranie stroju również nie należało do najprzyjemniejszych i najłatwiejszych czynności. Na ostatnim spotkaniu byłam w spodniach, a większość dziewczyn przywdziała eleganckie sukienki. Tym razem i ja postanowiłam „wrzucić na siebie kieckę” 😀 Wybrałam wygodny model, w którym dobrze się czuję. Po dojechaniu na miejsce zorientowałam się, że tym razem więcej dziewczyn postawiło na luźny styl i znowu znalazłam się w mniejszości 😛
Jeśli chodzi już o sobotni poranek i dotarcie na miejsce – poszło nam łatwo. Gorzej było znaleźć samą recepcję – weszliśmy z Mateuszem za wysoko, a że flaga z logiem MB była niska nie było jej widać z góry. Takim sposobem przeszliśmy dookoła cały stadion – poranne cardio na obcasach zaliczone – co tam, że mało nie zemdlałam (przez babskie dni, które nadeszły niespodziewanie, zabrakło mi sił :P) i narobiłam sobie odcisków. Najważniejsze, że dotarłam!

WARSZTATY PAZNOKCIOWE INDIGO
Po otwarciu całej konferencji udałyśmy się z Zuzią na warsztaty paznokciowe. Jeśli chodzi o zajęcia, to właśnie te interesowały mnie najbardziej i to na nie zapisałam się w pierwszej kolejności. Od kilku miesięcy nieregularnie wykonuję sobie hybrydy, a temat miał dotyczyć po części ich. Warsztaty przygotowała marka Indigo.
Od Pani Kasi dowiedziałyśmy się o problemach związanych z tym manicure i o tym, co jest ich przyczyną. Kiedy znamy przyczynę możemy wyeliminować skutek, a to daje nam prostą drogę do odniesienia sukcesu. Może i wszystkie problemy były mi znane, natomiast nie do końca zdawałam sobie sprawę z tego, ja łatwo jest je popełnić i zarazem wyeliminować.
Nowością była dla mnie wiedza na temat zabiegu Shea. Jest to zabieg wspomagający regenerację płytki paznokcia. Ma za zadanie jej odżywienie i polega właśnie na wcieraniu masła Shea w płytkę paznokcia. Jest fajną alternatywą dla manicure japońskiego, ponieważ wykonuje się go zdecydowanie szybciej. Jest to autorski zabieg Indigo. Warsztaty oceniłam na 5 – naprawdę mi się podobały i były świetnie przygotowane.

GOT 2 BE, FRYZJERZY
Długo czekałam w kolejce,żeby oddać się w ręce fryzjera 😀 Postanowiłam zaszaleć i pozwoliłam zrobić sobie loki, które mimo spryskania lakierem i tak po godzinie się rozprostowały. Sam zabieg był bardzo przyjemny, a osoby obsługujące stoisko przemiłe – można było pogadać na włosowe tematy i naprawdę się na tym znały.  Do tego można było tam zjeść makaroniki – po prostu żyć nie umierać 😀

GOLDEN ROSE
Tym razem GR nie rozdawało kosmetyków (albo ja się po prostu nie załapałam :P), ale na stoisku można było pooglądać testery, co było, jak dla mnie, fajnym rozwiązaniem. Zainteresowały mnie pomadki w płynie, które niestety nie są u mnie dostępne. Oczywiście można było oddać się w ręce stylistki, która wykonałaby nam makijaż lub pomalować paznokcie – podobnie jak w listopadzie ubiegłego roku.

BIELENDA
Stoisko
Bielendy miało podobny  charakter do tego z Golden Rose. Mogłyśmy
pooglądać i podotykać kosmetyki – od nowości bo starsze, czy kultowe już
produkty. Zapoznałam się ze składami kilku nowości, ale chyba zostanę
wierna serii Super Power Mezo […] 😛 Dowiedziałam się też, że niestety
maski z tej serii nie będą już dostępne w Rossmannach, mi na szczęście
udało się jedną upolować.

PILOMAX
Na stanowisku Pilomax można było poddać się badaniu skóry głowy, na które oczywiście się udałam. Okazało się, że tak jak podejrzewałam moja skóra jest podrażniona i zaczyna się łuszczyć, więc potrzebuje czegoś, co by ją ukoiło i uspokoiło. Dostałam komplet dopasowanych kosmetyków. Maski tej marki super się u mnie sprawdzają, więc jestem z nich zadowolona, nie wiem natomiast jak będzie z szamponem – poprzedni niestety nie nadawał się do moim włosów.

GLOV
Kiedy dowiedziałam się, że będę mogła poznać Glov na Meet Beauty bardzo się ucieszyłam. Lubię wszelkie nowinki dotyczące demakijażu i oczyszczania skóry, więc nie mogłam przejść obojętnie obok tych rękawic. Okazało się, że teraz, oprócz tradycyjnych, białych wersji będą też dostępne kolorowe – pomarańczowa, beżowa, różowa i niebieska. Wiem, że osoby, które zostawiły na stanowisku swoją wizytówkę mogły dostać jedną z nich. Do moich zbiorów wpadł maluszek na palec. Będę mogła przetestować jej działanie i sprawdzić, czy mi odpowiada. Niedługo Glov wchodzi do Rossmanna (białe wersje) i Hebe (również kolorowe). Nie mogę się już doczekać – mam na nią plan 😛

LIRENE

Na stoisku Lirene mogłyśmy obejrzeć nowe linie kosmetyków pielęgnacyjnych i kolorowych. Zainteresował mnie nowy podkład No mask, niestety nawet najjaśniejszy kolor okazał się być dla mnie zbyt ciemnym :C Kremy z witaminą D również są ciekawe, ale jeśli chodzi o pielęgnację twarzy – raczej się na nią nie skuszę – kremy z droigerii raczej się u mnie nie sprawdzają :C

EVELINE

Firma ta miała naprawdę pokaźne stanowisko – jedno z największych 😀 Od rana ustawiła się tam ogromna kolejka, która nie topniała do końca spotkania. Z Zuzią wybrałyśmy się tam przed 17, kiedy tłumy trochę stopniały. Widziałam, że dziewczyny przywiozły do domu wiele cudowności – u mnie jest z tym raczej skromnie, ale nie mogę narzekać 😀 W strefie Eveline można było pomalować paznokcie lub oddać się w ręce makijażysty – podobnie jak u Golden Rose.

GLISS KUR
Jedno z najbardziej obleganych stoisk – można było wykonać na nim badanie włosa i skóry głowy. Okazało się, że mam na głowie aż 193 włosy na cm2 (wydaje mi się, że nie mam ich aż tyle, ale może zdjęcie zostało wykonane tam, gdzie moje włosy są gęstsze). Niestety, podobnie jak w Pilomaxie dowiedziałam się, że moja skóra jest podrażniona – teraz postaram się temu przeciwdziałać. Jeśli chodzi o strukturę włosa – podobno są zniszczone i praktycznie nie mam na nich łusek, ale nie chce mi się w to do końca wierzyć. Od kilku lat dbam o włosy i dawno nie były w tak dobrym stanie. Struktura włosa to też kwestia genów – natury niestety nie zmienimy. W porównaniu do moich bliskich krewnych mam naprawdę bujną i ładnie wyglądającą czuprynę 😀

PALMERS
Stoisko podobne do Bielendy – mogłyśmy pooglądać i podotykać kosmetyki, niektóre dziewczyny coś dostały, mnie panie niestety olały i nawet nie zapytały o adres bloga 😛 Zrobiło mi się smutno i sobie poszłam, więcej pisać chyba nie będę 😛

WARSZTATY MAKIJAŻOWE
Drugie i ostatnie warsztaty na
których miałam okazję być. Merytorycznie okazały się całkiem przyjemne –
posłuchałyśmy o nowościach, trendach w makijażu i obejrzałyśmy
prezentację na temat strobingu i konturowania twarzy.  Część makijażową
uświetniła obecność znanej wizażystki – pani Anny Orłowskiej, którą
możecie kojarzyć z programów telewizyjnych. Całość bardzo mi się
podobała – brakowało mi tylko podglądu, bo siedziałyśmy dość daleko od
miejsca, w którym malowana była jedna z nas. na panelu Indigo było to
lepiej rozwiązane – na stoliku została zamontowana kamera, która
przekierowywała obraz na ekran – mogłyśmy wyciągnąć z tej prezentacji o
wiele więcej.

Na końcu chciałam podziękować wszystkim, z którymi miałam okazję się poznać. Najwięcej czasu spędziłam z Zuzią – RedHairControl, Agnieszką – wwwlosy.pl i Kasią – Minimalnie. Agnieszkabloguje – dzięki za zaczepkę 😀 Kapryskowi – za rozmowę przy stoisku Pilomax. Mam nadzieję, że następnym razem będę mogła poznać Was o wiele więcej – niestety nie mogłam znaleźć wszystkich w tym tłumie i przez to żałuję, że konferencja nie trwała 2 dni 😛

Buraczki cebulaczki 😀
Kto mnie widział, a nie podszedł? 😛 Byłyście na Meet Beauty? Jak Wam się podobało?
Pozdrawiam :3