Wybrany tag

IKEA

Uncategorized

ZNOWU ZAKUPY | HAUL IKEA | BATH & BODY WORKS | NATURA | BERSHKA

4 lutego 2016

Hej!
Ostatnio zarzekałam się, że nic już nie kupię, bo mam wszystko, co mi potrzeba 😛 W weekend postanowiłam jednak odwiedzić Mateusza i wyszło jak wyszło – zawsze się tak kończą nasze wspólne wypady do stoicy 😛 Nie ma tego wiele, ale jeśli jesteście ciekawi, na co tym razem się skusiłam – zapraszam dalej 😛

Zestaw aplikacyjny do maseczek – czekał u Mateusza na odbiór. W moim Hebe niestety nie był dostępny, a kiedy kupiłam glinki potrzebowałam też narzędzi do ich rozrobienia. Chciałam coś niewielkiego i przeznaczonego tylko do tego celu. Zestaw kosztował 15 złotych i zawiera w sobie niewielką miseczkę, szpatułkę, syntetyczny pędzelek i miarki w trzech rozmiarach. Już miałam okazję przygotowywać w nim maseczkę i przyznam, że fajnie się sprawdza 🙂
Podkład Pierre Rene Skin Balance w kolorze 020 Champagne – mój romans z podkładem Loreal True Match trwa od dawna i postanowiłam poszukać czegoś, co byłoby jego fajnym zamiennikiem. Opinie o podkładzie Pierre Rene czytałam na wielu blogach i w większości były pozytywne. Ostatnio mam większy problem z przebarwieniami, więc postanowiłam go wypróbować. Odcień jest delikatnie za ciemny, ale przy dobrym roztarciu nie stwarza to większych problemów. Na pewno jego recenzja pojawi się na blogu. Akurat trafiłam na promocję -40% na tą markę w Naturze i zapłaciłam 18 złotych. 
Świeca Sinnlig kokosowa – tej wersji jeszcze nie miałam, więc wrzuciłam ją do koszyka. Jest to mniejsza wersja tych świec, kosztowała mniej więcej 4 złotych. Mam nadzieję, że będę ją czuć, bo jak na razie tylko dwa zapachy były na tyle intensywne – waniliowa i poziomkowa.

Tejn , sztuczna owcza skóra – mam zawsze ciemno w pokoju i brakowało mi jasnego tła, na którym mogłabym robić zdjęcia. Ta narzutka sprawdza się w tej roli świetnie, zresztą widziałam takie jej wykorzystanie na wielu blogach. Kosztowała  50 złotych i jest dość duża – spokojnie zmieszczą się na niej nawet większe produkty.

Balsam do ciała BBW, Vanilla Bean Noel – w weekend obowiązywała promocja na kolekcję świąteczną, na której żele i balsamy kosztowały 20 złotych, a mydełka 10. Zawsze chciałam wypróbować kosmetyki Bath & Body Works, ale ich ceny były dla mnie nie do przyjęcia. Balsam ma piękny, słodki zapach, ale jego skład nie zachwyca ;/ Na pewno nie wydałabym na taki produkt 60 złotych.
Żel pod prysznic Winter Candy Apple – zapach tego żelu jest słodki, jabłkowy, bardzo przyjemny. Niestety żele te zawierają SLES, więc prawdopodobnie będzie wysuszał moją wrażliwą skórę.
Mydełko w żelu Snow Kissed Berry – mydełko ma zapach słodkich owoców i staje się bardziej intensywny po spienieniu. Również zawiera SLES, ale ciężko znaleźć mydło w  płynie, które by go nie zawierało. Zużyję je z przyjemnością.

Ostatnią już rzeczą jest kurtka upolowana w Bershce na dziale z promocjami. Była przeceniona z 240 zł na 80. Lubię parki, ta jets krótsza, ale nadal ciepła i wygodna. Może na największe mrozy nie będzie wystarczająco ciepła, ale w tym roku już się takie nie zapowiadają.  Ma bardzo miły, futrzany kaptur, a podszewka jest pikowana. Myślałam, że rozmiar L będzie na mnie za duży, ale po zmierzeniu okazało się, że M-ka miałaby za krótkie rękawy :c Na szczęście ma ściągacze w pasie i łatwo jest zmniejszyć jej obwód.

Lubicie spontaniczne zakupy? Ja chyba zrobię sobie detoks 😛
Pozdrawiam i życzę, żeby pączki poszły… tam gdzie chcecie 😀
Uncategorized

PROJEKT DENKO | Wykończeni we wrześniu

25 września 2015
Hej dziewczyny!
Trzymam się mocno mojego postanowienia i nawet kiedy kupię nowy kosmetyk najpierw staram się zużyć te, które mam już zaczęte. A że pootwieranych produktów miałam dużo i stan ich zużycia był od minimalnego do bardzo dużego, projektów denko jest u mnie teraz naprawdę sporo. Mam też pomocnika w osobie mojej mamy, z którą zużywanie i pilnowanie się idzie mi zdecydowanie łatwiej 😀 Jeśli ciekawi Was, co ostatnio gościło w mojej kosmetyczce – zapraszam do dalszej części posta 🙂

CIAŁO:

  • Dove, Żel pod prysznic Granat & Werbena cytrynowa
Ostatnio stałam się wielką fanką żeli Dove, czemu sama się dziwię. Broniłam się przed nimi rękoma i nogami, a teraz, kiedy zmienili formułę stwierdzam, że nie wiem czemu byłam tak negatywnie nastawiona. Nie wysuszają skóry, pięknie pachną i dobrze oczyszczają skórę. Ta wersja jest jedną z moich ulubionych. Aromat, jaki unosi się podczas kąpieli jest nieziemski. Na pewno będę do niego wracać.
  • Lactacyd, Emulsja do higieny intymnej Sensitive
Mój ulubiony płyn do higieny intymnej. Jest delikatny, ma krótki skład i nie zawiera zbędnych substancji. Dobrze oczyszcza nie podrażniając przy tym wrażliwych okolic. Jest wydajny i ma pompkę, co jest dla mne ogromnym plusem. Kiedyś była tylko jedna wersje tego płynu i nie zawierała SLES. Teraz tylko dwie są wolne od tej substancji – Sensitive i Med. Kupię ponownie
  • Rexona Woman, Antyperspirant o zapachu Cotton
Antyperspiranty Rexony są moimi ulubionymi na równi z tymi od Garniera. Świetnie neutralizują nieprzyjemny zapach i zapobiegają nadmiernemu poceniu się. Nie mam z tym większych problemów, ale czuję się zdecydowanie pewniej, kiedy użyję tego kosmetyku. Myślę, że kiedyś jeszcze po niego sięgnę.
  • Isana, Pianka do golenia o zapachu Brzoskwini
Pianka, którą kupiłam zachęcona pozytywnymi opiniami przeczytanymi na wielu blogach i wizaz.pl. Pianka była gęsta, nie spływała z ciała i dość dobrze zmiękczała włoski. Zapach był ładny. Nie przepadam jednak za piankami i uważam, że są mniej wydajne niż żele – ta skończyła się niespodziewanie szybko. Już jej nie kupię.
  • Perfecta, Solny peeling do ciała Kryształowa rosa
Sięgnęłam po niego pod wpływem impulsu,  kiedy mama powiedziała podczas zakupów w Hebe, że skończył jej się peeling do ciała. Nie byłam z niego zbyt zadowolona. Zapach był mocny, świeży, czasem drażnił mój wrażliwy nos. Peeling, w przeciwieństwie do tego z Wellnes & Beauty, podrażniał moje ciało. Parafina na pierwszym miejscu w składzie też nie zachęca do ponownego zakupu. Więcej po niego nie sięgnę.
  • Wellnes & Beauty, Żel pod prysznic Mango i papaja
Kupiłam miniaturkę z myślą o moim wyjeździe nad morze. Nie było nic bez SLS, więc wybrałam taki produkt, którego zapach najbardziej mi odpowiadał. Żel mnie nie zawiódł, zanadto nie wysuszał i nie sprawiał, żeby moja skóra była ściągnięta. Starczył na kilka dobrych myć. Jeśli będę jeszcze kiedyś wybierała się na krótki wypad na pewno wpadnie do mojego koszyka.

 TWARZ:

  • La Roche Posay, Krem Toleriane Ultra Fluide
Krem, o którym pisałam Wam we wczorajszym poście. Nawilżać nawilżał, ale nie w takim stopniu, w jakim bym chciała. Na lato był okej, na zimę na pewno za mało treściwy. Jeśli byłby tańszy na pewno istniałaby szansa na ponowny zakup, jednak cena 90 złotych mnie odstrasza :C
  •  Merz Special Dragges

W tym miesiącu postanowiłam połączyć te tabletki z innymi – magnezem. Przez moją wadę serca magnez słabiej mi się przyswaja i często mam jego niedobory w organizmie. Z taką pomocą wypadanie włosów naprawdę się zmniejszyło, paznokcie też są mocniejsze. Cera jak cera – nadal leczę się z wakacyjnych wybryków i pewnie nieprędko to minie, ale na poprawę w tej kwestii zbytnio nie liczyłam. Pisałam już o efektach w połowie kuracji i o ogólnym planie brania tego suplementu. Wpadajcie 🙂

WŁOSY:

  • Alterra, Szampon Jojoba i migadł
Szampony Alterry stosuję zamiennie i każdy działa na moje włosy tak samo. Są po nich błyszczące, sypkie, miękkie. Nawet wtedy, kiedy nie zastosuję maski czy odżywki do spłukiwania. Moim zdaniem świetne szampony za niską cenę. Pisałam już o wersji Pszenica i morela oraz Makadamia i figa. Na pewno kupię ponownie.
  •  L’biotica, Maska intensywnie regenerująca Biovax Orchid 
Maska, która skusiła mnie do zakupu swoim opakowaniem. Kupiłam ją na promocji za 12 złotych. Maski Biovax zawsze sprawdzały się u mnie świetnie, z działania tej natomiast jestem średnio zadowolona. niby wszystko było okej, ale włosy nie były ani bardzo błyszczące, ani miękkie – wręcz przeciwnie – delikatnie spuszone i sztywne. Nie wrócę do niej więcej, wolę tradycyjne wersje, które są tańsze i lepiej działają.
  • Kallos, Keratin
Maska keratynowa, która na moich włosach sprawdzała się świetnie. Nie używałam jej zbyt często, bo moje włosy wolą humektanty i emolienty zamiast protein, ale czasem potrzebowały i tego składnika. Świetnie odżywiała włosy, sprawiała, że były lśniące i odżywione. Nie jest to moje pierwsze opakowanie na pewno jeszcze do niej wrócę, kiedy zużyję swoje zapasy.

KOLORÓWKA:

  • Bourjois, Puder sypki w kolorze peach
Puder, który był głównie używany przez moją mamę. Podkradałam go jej czasami i muszę przyznać, że fajnie się sprawdzał. Było go naprawdę dużo w opakowaniu, przez co stał się wydajny. Miał lekko żółty odcień, który świetnie dopasowywał się do  koloru skóry. Mama kupiła go jeszcze raz, więc bardzo jej się spodobał.
  • Rimmel, Stay Matte 003 Pech glow
Puder pasowany, który naprawdę bardzo lubię. Pisałam jego osobną recenzję.  U mnie sprawdza się świetnie, dobrze matuje, nie zapycha, jest wydajny. Będę do niego wracać jeszcze wiele razy. Ma fatalne opakowanie, ale wybaczam mu to przez jego działanie.

INNE:

  • Świeca Omtalad

Na jej temat tylko kilka słów – nie pachniała intensywnie. Zawiodłam się, bo świece z IKEI zazwyczaj dobrze się u mnie sprawdzają. Ta zaczęła wydzielać aromat dopiero po całym dniu palenia. Nie spodobał mi się jednak i do niej nie wrócę. Inaczej wyobrażałam sobie zapach czerwonych owoców ze śmietanką.

  • Świeca Sinnlig

Moje ulubione świece z IKEI. Te z kolei pachną intensywnie i nie ma z nimi większych problemów. Moimi ulubionymi są poziomkowa i waniliowa. Ta ze zdjęcia autentycznie pachnie tymi owocami. Jeśli chcecie się dowiedzieć więcej na temat waniliowej zajrzyjcie koniecznie do posta sprzed kilku miesięcy.  

 
Znacie któryś z tych produktów? Polecacie jakieś zamienniki?
 
Pozdrawiam :3
Uncategorized

[PROJEKT DENKO] Wycisnięci do dna vol 2 :D

20 czerwca 2015
Hej!
Jest sobota, ja mogę w końcu troszkę wypocząć, więc postanowiłam napisać niezbyt wymaającego posta 😀 Takie pogadanki pisze mi się zdecydowanie łatwiej niż recenzję jednego, wybranego kosmetyku. Jako że mineły już 2 miesiące od ostatniego prezentowania przeze mnie zużytych kosmetyków przygotowałam kolejną edycję 😀 Jest tego dość dużo, a to dlatego, że mam naprawdę porządną liczbę otwartych kosmetykó, które należałoby w końcu pozużywać. Trzymam się więc swojego planu i więcej zużywam niż kupuję 😛 Jak zwyklę podzieliłam produkty na kategorie. Jeśli jesteście ciekawi co sądzę o tcyh produktach to zapraszam do dalszej części posta :3

Pielęgnacja twarzy
  • Alterra, Emulsja do mycia twarzy z granatem 
Zużyłam 2 opakowania tej emulsji i byłam z niej bardzo zadowolona. Jest przeznaczony raczej do skóy normalnej  tłustej, ale olejki w niej zawarte wpływały dobrze na moją mieszaną (w stronę tłustej) skórę. Niwelowała zaczerwienienia, nie podrażniała, skóra po jej użyciu była gładka, dobrze nawilżona, suche skórki pojawiały się u mnie naprawdę rzadko. Tania, ale średnio wydajna. Miała bardzo ładny zapach, jak wszsytkie produkty z tej serii. Co ważne – nie zapychała i nie spowodowała nasilenie objawów trądziku. Kiedyś na pewno kupię ponownie.
  • Tołpa simply, Młoda skóra, Oczyszczający żel-peeling do mycia twarzy
Kosmetyk ten kupiłam w Biedronce i teraz nigdzie nie mogę go znaleźć. Żel ten używałam tylko wieczorem i naprawdę mi się podobał. Ma w składzie dużo naturalnych wyciągów roślinnych, nie ma SLS. Drobinki nie były na tyle duże, że powinno się ograniczyć jego stosowanie. Dobrze oczyszczał skórę, chociaż pod koniec potrafiał mnie delikatnie podrażniać na policzkach. Myślę, że było do spowodowane intensywniejszym stosowaniem kuracji antytrądzikowych. Kosmetyk mi się podobał i jeśli znajdę go to kupię ponownie, żeby stosować go jako mocniejszy peeling kilka razy w tygodniu.
  • Płyn do soczewek Solo Care Aqua
Jest to jeden z dwóch płynów, których używm od początku soczewkowej kariery. Nie podrażnia oka, świetnie pielęgnuje soczewki. Białkowe osady prawie w ogóle na moich szkłach kontaktowych nie występują, a dla mnie to bardzo ważne, bo mam dość tłusty i gęsty film łzowy. Soczewki przez cały dzień są dobrze nawilżone i nie powodują dyskomfortu podczas noszenia. Taka butla starcza mi na max 3 miesiące, ale jest to dobra wydajność w stosunku do jakości i ceny. Na pewno kupię ponownie.

Pielęgnacja włosów
  • Alterra, szampony Pszenica i morela oraz Papaja i bambus
Szampony z Alterry są moją ulubioną alternatywą dla tych z SLS. Są dość wydajne, dobrze się pienią, nie mają problemów z domywaniem zanieczyszczeń czy olei. Są tanie i pięknie pachną. Na pewno nie mogłabym doliczyć się ilości zużytych przeze mnie opakowań. Mam swoje ulubione wersje i zmieniam je, żeby moim włosom się nie nudziło 😛 Kupię ponownie.
  • Batiste, Suchy szampon do włosów o zapachu Tropical
Szampon ten kupiłam bardzo dawno temu, bo jeszcze wtedy, kiedy były one w Biedronce za 10 złotych. W końcu udało mi się go zużyć 😛 Suche szampony stosuję niezwykle rzadko, ale uważam, że są one niezbędnym gadżetem w mojej kosmetyczce. Czasem umyję włosy jednego dnia, a wstając drugiego mam na głowie armmagedon – czasem przez stres, czasem przez warunki pogodowe. Batiste ratuje mnie wtedy z opresji. Na pewno zabiorę go ze sobą na wakacje, bo może przydać się w awaryjnych sytuajach. Ta wersja zapachowa nie jest akurat moją ulubioną – jest słodka i trochę mdła. Wolę inne, ale nie ma co narzekać 😛 Szampon robił, to co miał robić. Kupię ponownie, ale inne wersje zapachowe.

Pielęgnacja ciała
  • Lirene, Krem do stóp stop rogowaceniu z 30% zawartością mocznika
Krem ten świetnie sprawdził się w sytuacji, gdy skóra na moich kostkach pękała, bolała i była bardzo sucha. Na początku używałam go codziennie, potem zmniejszyłam dawkę do kilku razy w tygodniu i w pozostałe dni stosowałam inne specyfiki. Pomógł mi pożegnać suche strupy i wiosną mogłam cieszyć się pięknymi stopami. Teraz problem znowu powrócił i testuję inny krem. Mam nadzieję, że sprawdzi się tak, jak ten z Lirene. Na pewno sięgnę po niego, gdy nic innego nie pomoże – kupię ponownie.
  • AA My intima, Odświeżający żel do higieny intymnej
Żel, który kupiłam przypadkiem. Potrzebowałam, wrzuciłam do kozyka nawet nie sprawdzając składu. Okazało się, że miał SLS i potrafiał mnie czasem podrażniać. Nie polecam. Więcej na jego temat nie mogę powiedzieć. Nie kupię ponownie’
  • Playboy Woman, Perfumy
Zapach ten miałam od bardzo dawna i postawiłam go w końcu zużyć. Nie przepadałam za nimi jakoś bardzo, wolę zdecydowanie świeższe perfumy. Opakowanie ładne, zapach utrzymuje się cały dzień, jednak ja nie kupię ich ponownie.
Gadżety
  • Carea, płatki kosmetyczne
Najlepsze i najtańsze płatki jakich miałam okazję używać. Zielona wersja jest lepsza, bo mniej się rozarstwia, ale ta też była okej. Co tu dużo mówić – kupię ponownie 😛
  • Bielenda Oczyszczająca maska peel – off
Maseczkę tą kupiłam na promocji w Rossmannie za około 2,6 zł. Jest fajna, nie wysusza i naprawdę ładnie schodzi z twarzy. Delikatnie oczyszcza, ale nie powiedziałabym, żeby był to jakiś spektakularny efekt. Ma bardzo ładny, ananasowy zapach. Myślę, że kupię ponownie.

Home decor

  • Bracka, świece o zapachu karmelu

W przeciwieństwie do trudkawkowych karmelków, o których opowiadałam Wam [TUTAJ] ta wersja pachniała zdecydowanie bardziej intensywnie. Zapach był słodki, ale nie mdły, przynajmniej mi się takie podobają 😛 Wypaliły się do samego dna, więc nie ma co narzekać, bo świece te byly naprawdę tanie (chyba około 6 złotych za zestaw, ja trafiłam wtedy na promocję -15%). Nie wiem czy kupię ponownie, bo mam jeszcze w zapasie kilka świec i wosków 😛

  • Yankee Candle, wosk Cotton Clean
Jeden z najłądniejszych zapachów od Yankee Candle jaki miałam. Pisałam o nim [TUTAJ]. Pachnie świeżo, czystym praniem, proszkiem i delikatnym płynem do płukania. Lubię takie zapachy, działają na mnie odprężająco. Zapach, który wydzielała ta mała tarteletka był średnio intensywny, ale mi to nie przeszkadzało. Nie wiem, czy kupię ponownie, bo mam naprawdę duże zapasy wosków i jeszcze tyle opcji to przetestowania 😛
Miałyście któryś z tych produktów? Wpadło Wam coś w oko? Lubicie projekty denko?
Pozdrawiam i miłego weekendu :3
Uncategorized

[HAUL] IKEA i Rossmann :D

10 maja 2015
Hej!
Przyszedł czas na to, żeby pokazać Wam co kupiłam podczas ostatniego pobytu majówkowego w Warszawie i co wpadło do koszyka podczas promocji -49% w Rossmannie 😀 Post będzie dość obszerny, bo ja jak zwykle nakupowałam milion rzeczy mimo posiadania listy a potem miałam moralnego kaca. Nie rozumiem tego do końca, jak żyć z takim nałogiem 😛 A prawdę mówiąc – nadprogramowo kupiłam niewiele rzeczy, ale o tym się zaraz przekonacie 😀 Jeśli jesteście ciekawi, na co wydałam większość kieszonkowego zapraszam do czytania i oglądania 😛

W IKEI z Mateuszem nie mogliśmy znaleźć nic interesującego, więc nasze zakupy na pewno nie zasługują na miano bardzo ciekawych 😛 Wzięliśmy drobiazgi, które moglyby przydać się w mieszkaniu, a których nie kupiliśmy jeszcze na miejscu, bo IKEI w Bydgoszczy niestety nie ma, a my po sklepach meblowych czy z innego rodzaju wyposażeniem często się nie poruszamy 😛 Na zdjęciu powyżej widzicie słomki SOMMARFINT, które były w dwóch wersjach kolorystycznych i kosztowały 3,99 złotego. Zdecydowaliśmy się na wersję ze słomkami w kolorach: błękitnym, różowym, czerwonym i żółtym. Słomki mają dość dużą śednicę i nie mają miejsca do ich „łamania” czy zaginania. Na lato jak znalazł, idealne do zimnych napojów i koktajli 😀

Drugą rzeczą w podobnym, letnim klimacie są pojemniczki do zamrażania własnych lodów. Chciałam kupić podobne w Tesco, które pod względem wizualnym były 1000 razy ładniejsze, ale niestety i większe – mamy mały zamrażalnik i nie wygospodarowalibyśmy tyle miejsca żeby je tam postawić. Pojemniki równnież dostępne w dwóch wersjach kolorystycznych, my sięgnęliśmy po różowo- żółtą, bo ta druga była strasznie ponura. Cena tych foremek to 9,99, a nazwa CHOSIGT.

Kolejną rzeczą są miarki, które w mojej kuchni są przedmiotem niezbędnym. Lubię piec ciasta, robić różne desery, a jednak szczypta dla każdego oznacza co innego – w moim wypadku często zdarza mi się przesadzać i potem wychodzą jakieś zakalce, albo cynamoneczniki zamiast jabłecznika 😀 Miałam już takie, ale zostawiłam w domu, brat używa ich przy sporządzaniu „koktajli na masę” 😀 Łyżeczki kosztowały 2,99 zł, więc naprawdę niewiele, a są pomocne przy pichceniu różnego rodzaji potraw 😀

Może to cud, ale skusiłam się tylko na jedną świecę – nie było zbyt wielu nowych zapachów, a ja nie chciałam kupować trójpaków, bo i tak mam dużo wosków do odpalenia 😀 Żeby jednak nie wyjść z niczym i nie zapomnieć o radycji (zawsze jak jestemw  IKEI kupuję świece :P) wybrałam tą o zapachu letnich owoców 😀 Kosztowała 1,99 zł i nazywa się OMTALAD.

Przedostatnią już rzeczą jest wazon, bo brakowało mi w mieszkaniu czegoś, do czego mogłabtm wstawiać świeże kwiaty. Wybrałam taki o prostym kształcie, bo ten najbardziej pasował do wystroju mieszkania. Nie był drogi, bo kosztował 9,99, a wykonany jest z dość grubego szkła, więc mam nadzieję, ze trochę mi posłuży. Jego nazwa to REKTANGEL 😀

Ostatni przedmiot, to raczej gadżet niż planowany zakup 😀 Po wizycie w IKEI planowaliśmy jeszcze pojechać do Warszawy, a gdzieś zakupy zapakować było trzeba 😀 Zwykła torebka, która leżala przy kasie, z kartą IKEA Family kosztowała 4,99 i przyda się na codzienne zakupy w spożywczaku 😀 
Jeśli chodzi o rzeczy do domu to by było na tyle 😀 Przejdziemy teraz do rzeczy z Rossmanna, a tych jest duuużo więcej. Mam nadzieję, że nie uznacie mnie za osobę niezrównoważoną psychicznie 😛 Ostatnio prawie w ogóle nie kupiłam kosmetyków, moje zapasy są bliskie 0 i jestem z siebie dumna 😀 Z promocji skorzystać musiałam, uzupełniłam braki, kupiłam trochę zachcianek, a i tak w mojej kosmetyczce zaszła czystka i pozbyłam się trochę kolorówki – część poszła do mamy, część oddam komuś innemu bo i tak z wszytskich rzeczy nie korzystam – mam kilka nietrafionych komsetyków a nie chcę żeby się zmarnowały. Bez przedłużania jednak przejdę do przedstawienia na co zdecydowałam się podczas trwania promocji.

Jak sami wiecie promocja byłą podzielona na 3 części – najpierw objętę były nią produkty do makijaży twarzy, potem oczu a na końcu kosmetyki do ust i paznokci. Ja przed całym wydarzeniem miałam przygotowaną listę z potencjalnymi zakupami, ale sama do końca nie wiedziałam na co powinnam się zdecydować. Dlatego wyszło jak wyszło, wszystko przez Oliwię, bo nadprogramowo wyciągała mnie do Rossmanna a ja z pustą reką wyjść nie mogłam, skoro na półkach tyle ładnych rzeczy 😛

Jeśli chodzi o produkty do twarzy, to tutaj naprawdę skromnie 😀 Dla mamy kupiłam podkład Max Factor Ageless Elixir w  kolorze Beige 55, kosztował 35,18 zł i puder sypki Bourjois za 31,1 zł. Wybrałam ten w odcieniu peach, czyli delikatnie żółtym. Dla siebie natomiast kupiłam 2 róże, bo paleta z Makeup Revolution leci do mamy – ja z niej nie korzystam i szkoda, żeby się zmarnowała. Wypiekany róż z Bourjois to must have, zdecydowałam się na odciń 34 Rose D’or i zapłaciłam za niego 26,01 zł. Drugi, również polecany na wielu blogach to Dream Touch Blush z Maybelline w bardzo naturalnym odcieniu 05. Ostanio miałam ochotę wypróbować kremowyc kosmetyków i ten od pierwszego użycia przypadł mi do gustu.

Jeśli chodzi o drugą część promocji to tutaj zdecydowałam się na więcej produktów, aczkolwiek w niższej cenie. Tym razem dla mamy wybrałam lubiany przed nas tusz Loreal Volume Milion Lashes w podstawowej wersji. Jego cena to 31,11 zł, więc taniej niż zamawiamy go przez internet. Odżywka Long 4 Lashes również była objęta promocją i ze względu na to, że sprawdza sie u mnie postanowiłam ją sprezentować i mamie. Na promocji kosztowała 40,79 zł, więc naprawdę taniej niż w wielu dostępnych mi sklepach. Sobie wybrałam bazę pod cienie Wibo za 5,09 zl, bo moja z Paese już dogorywa 😛 Nie szukałam niczego drogiego, bo cienie u mnie naprawdę rzadko wchodzą w rachubę. Do koszyka wrzuciłam też 2 tusze do brwi, bo mam dlugie włoski i takie produkty mnie ciekawiły 😀 Pierwsza po lewej to maskara od Wibo – eyebrow stylist, zdecydowanie tańsza, bo za jedyne 4,83 zł. Na razie mogę o niej powiedzieć tylko tyle, że dobrze utrzymuje włoski w ryzach i ma świetny, popielaty kolor bez rudych tonów. Druga natomoast pochodzi z szafy Loreal i jest to Brow Artist Plumper w kolorze medium/dark. Na początku miałam wziąć transparentną, ale się rozmyśliłam. Jak na razie będzie leżeć nieużywana, bo najpierw chcę wykończyć tą z Wibo. Ta była droższa i kosztowała 18,35 zł. Kolejnym produktem do oczy jest cielista kredka od Max Faxtora na linię wodną w odcieniu 090 natural glaze. Nie mogłam znaleźć takiej, której kolor nie przypominałby korektora, biała natomiast wygląda u mnie nienaturalnie. Zapłaciłam za nią 15,3 zł. Ostatnim kosmetykiem z te kategorii jest eyeliner Wibo, który już miałam i bardzo go lubiłam. W promocji dorwałam go za zawrotną cenę 3,77 zl 😛

Jeśli chodzi o lakiery początkowo zdecydowałam się jedynie na 2 z Wibo, ale przy kolejnej wizycie w Rossmannie nie mogłam się oprzeć kolejnym 3 😛 Takie życie kobiety sroki 😀 Nie chcę jednak dalej się dobijać i duszę w sobie resztki kaca moralnego. Błękit to Wibo granite summer nr 5 i jest to coś w rodzaju lakieru piaskowego, kosztował 3,87. Kolejny z Wibo pochodzi z kolekcji Hello summer i ma przepiękny, różowy – brzoskwionowy kolor. Jego numer to 2, a cena 3,05 zł. Różowy ze środka jest z Rimmela i jest to nr 262 Ring a ring o’roses. Był tańszy niże jego bracia, a jego cena wynosiła 5,61 zł. Jak najbardziej letni kolor 😀 Kolejne 2 może letnie nie są, ale brakowało mi ciemniejszych odcieni.  Ten jaśniejszy to 411 Nacy seal, a grafitowy – 711 Punk rock. Słyszałam na ich temat wiele pozytywnych opinii i mam nadzieję, że u mnie sprawdzą się równie dobrze 😀 Oba kosztowały 9,17 zł.

Ostatnia już kategoria, a zarazem moja ulubiona. Mimo to szału nie ma, sama jestem w szoku 😀 Mateusz namawia mnie na jeszcze 2 pomadki Rouge edition velvet, ale ja dzielnie się opieram 😛 Do koszyka wpadła właśnie wspomniana pomadka Bourjois rouge edition velvet w kolorze 10 – Don’t pink of it. Mam deficyt nudziakowych kolorów, więc ta musiała być moja. Jestem z niej bardzo zadowolona, na pewno pojawi się na blogu recenzja. Jej cena to 26,01 zł, więc naprawdę niemało. Kolejny matowy błyszczyk ze zdjęcia pochodzi z Lovely – extra lasting w nr 2. Kosztował 4,48 zł, więc w porównaniu do poprzednika naprawdę grosze 😛 Zdecydowałam się też na 2 konturówki z Lovely – perfect line, jedną w kolorze fuksji (nr 2), druga to zgaszony róż (nr 1). Są miękkie i fajnie się z nimi pracuje. Ich cena to 3,05 zł. Ostatnią już rzeczą jest pomadka ochronna z Perfecty, której mialam miętową wersję zapachową i którą zabrała mi mama (tak jej się spodobała :P). Z racji tego, że mam miętowe balmi wybrałam tą o zapachu granata i borówki 😀 Również była objęta promocją i kosztowała 7,64 zł.
Jak widzicie, zakupów jest naprawdę sporo. Znowu mam zakaz na kupowanie kosmetyków, dokupię tylko coś do mycia twarzy, bo emulsja z Rossmanna jest na wykończeniu. Rodzice pewnie sobie myślą – syn jest tańszy 😛 Sama twierdzę, że trochę przesadziłam, ale czasu nie da się cofnąć :c
Wy też zaszalałyście? Coś przyciągnęło Waszą uwagę?
Pozdrawiam :3
Uncategorized

[RECENZJE] Świecie Bracka z IKEI o zapachu truskawkowych karmelków :D

25 marca 2015

Hej wszystkim! :3
Żeby nie popaść ze skrajności w skrajność postanowiłam odbiec trochę od temau kosmetyków i napisać Wam o produkcie, o który kilka z Was mnie pytało. Część z Was nie widziała w IKEI świeczek o zapachu truskawkowych karmelków, więc dobrym pomysłem będzie o nich po prostu napisać 😀 Jeśli jesteście ciekawi, czy są warte zachodu i szukania zapraszam do dalszej części posta 🙂 Post będzie krótki i zwięzły, bo, jak sami wiecie, wtorki i środy spędzam całe na uczelni :C W piątek jednak będzie coś dłuższego 😀

Kupując zestaw otrzymujemy 3 świeczki w odcieniach różu, które mają palić się po 17 godzin. Czas palenia oscyluje w tych granicach, więc tutaj nie mam tym „słodziakom” nic to zarzucenia. Ich cena to 9,99 złotego, ale ja upolowałam je jeszcze taniej, bo akurat na promocji -15% na świece i świeczniki i kosztowały wtedy 8,5. Ich cena to również zaleta – porównując do Yankee Candle za tą cenę dostaniemy 1 sampler 😛 
Co do mojej opinii na ich temat – w opakowaniu, przed odpaleniem zapach jest mocno wyczuwalny, bardzo przyjemny. Słodka truskawka przełamana delikatną, miętową nutą. Tak bardzo mi się spodobał, że chciałam zapalić je od razu po zakupieniu 😀 Miałam już kilka świec z Ikei i praktycznie każda z nich mocno pachniała a tutaj niestety spotkało mnie niemiłe zaskoczenie – podczas palenia świecy w ogóle nie czuć – ani w mieszkaniu, ani w pokoju, ani nawet stojąc z nosem przy płomieniu. Spodziewałam się czegoś innego i się rozczarowałam. 
Podsumowując – z wyglądu i ceny świecę są naprawdę godne uwagi, ale jeśli ktoś szuka czegoś, co ma nadać pięknego zapachu w jego mieszkaniu to na pewno się na tym produkcie zawiedzie. Lepiej sięgnąć po inne świece, bo IKEA ma w swoim asortymencie również te, które wydzielają mocny aromat.
Lubicie zapachowe świece? Miałyście okazję odpalać te tutaj?
Pozdrawiam :3
Na koniec chciałam Wam jeszcze pokazać dwie gazetki z Biedronki. W pierwszej z nich znajdziecie naprawdę ciekawe produkty spożywcze (polecam te „smakowe” oliwy z oliwek – czosnkowa bije na główę wszsytko – idealnie pasuje do mięs), a w drugiej możecie zobaczyć naprawdę ciekawe ciuchy – moją uwagę szczególnie przykuły koszule – i męski i damskie.