Wybrany tag

H&M

Uncategorized

ULUBIEŃCY MIESIĄCA | H&M | NACOMI | PIERRE RENE| INDIGO

22 lipca 2016
Cześć!
Jak zwykle spóźniona ja przychodzę do Was z ulubieńcami poprzedniego miesiąca 😀 Ostatnio używam ciągle tych samych kosmetyków, więc nie wiedziałam, co mam Wam pokazać – na szczęście znalazłam w swojej kosmetyczce coś, czego jeszcze tutaj nie było 😀 Poza tym, mój aparat nie chce ze mną współpracować i zdjęcia są trochę”liche” – mam nadzieję, że niedługo moja artystyczna strona wróci (o ile taka kiedykolwiek istniała :P) i nie będę miała z tym problemów – o ile tekst jakoś napiszę, tak strona wizualna potrafi leżeć tygodniami. Nie przedłużając – jeśli macie ochotę przeczytać o produktach z Nacomi, Pierre Rene oraz Indigo, a także o gadżecie z H&M – zapraszam!

H&M, GĄBKA DO MAKIJAŻU
Do sklepowych gąbek podchodzę sceptycznie – na początku super sprawdzała się u mnie gąbeczkę Ebelin, ale następne egzemplarze nie były już tak miękkie i prawie nie zmieniały swojej objętości. Gąbeczka z Hebe w ogóle nie rosła – na szczęście nie zapłaciłam za nią majątku. Na youtubie usłyszałam, że H&M wypuścił popularny gadżet do makijażu, a że wiele osób go chwaliło – postanowiłam go wypróbować. Niestety nie był u mnie dostępny, ale znalazłam go w Warszawie, kiedy byłam u Mateusza. Gąbeczka kosztowała 10 złotych, była wersja biała – taka, którą posiadam – i różowa. Jak na produkt z sieciówki – sprawdza się super – na pewno lepiej, niż gąbki Ebelin czy te z polskich drogerii. Jeśli nie lubicie przeznaczać wielkiej kasy na kosmetyczne nowinki, albo nie wiecie, czy polubicie gąbeczki – ta będzie strzałem w dziesiątkę. Nie pije zbyt wiele podkładu (ja najpierw nakładam go palcami na buzię, później te kropki blenduję), da się ją dobrze oczyścić, jest dość miękka. Polecam 😀

NACOMI, MARROCAN ARGAN OIL EYE CREAM, KREM POD OCZY Z OLEJKIEM ARGANOWYM I WINOGRONOWYM
Ten krem to istne cudo! Stał sobie samotnie w Hebe, czekał aż ktoś go kupi – niestety nikt się nim u mnie nie interesował. Zamknięty jest w niewielkim, niepozornym, szklanym słoiczki. Ma treściwą konsystencję, która łatwo się rozprowadza. Używam go na noc. Nakładam grubszą warstwę, lekko masuję okolice oczu i rano budzę się z pięknie nawilżoną i napiętą skórą! Ma świetny skład i muszę zebrać się do napisania na jego temat osobnej recenzji 😀 Znacie?


PIERRE RENE, SKIN BALANCE COVER, PODKŁAD KRYJĄCY W ODCIENIU CHAMPAGNE
Ostatnio mam więcej problemów ze skórą, dlatego wyciągnęłam z szafki podkład, który ma dość spore krycie. Do tego zimą ma dla mnie zbyt ciemny kolor, więc staram się zużywać go teraz, kiedy jestem opalona. Ma ładny, waniliowy zapach, jest gęsty i potrafi być dość widoczny na twarzy. Krycie ma jednak ładne, chociaż największe przebarwienia i tak potrafią przez niego przebijać (ale od kamuflażu jest korektor, a nie podkład). Porównywany jest z Revlonem Colorstay, ale nie miałam tego kosmetyku, więc nie mogę się do tej opinii ustosunkować. Swój egzemplarz kupiłam na promocji za 18 złotych, na początku niezbyt go lubiłam, ale teraz chętnie po niego sięgam.

INDIGO, RICHNESS HAND CREAM, MATRIOSHKA, KREM DO RĄK
Krem, który dostałam na Meet Beauty. Na początku nie zwróciłam uwagi na zapach, a okazało się, że trafił do mnie jeden z tych bardziej rozchwytywanych. Krem zamknięty jest w wygodnym opakowaniu z pompką, która działa bez zarzutu. Ma bogatą, ale zarazem lekką konsystencję, która prawie całkowicie się wchłania – na dłoniach pozostaje przyjemny, tłustawy film, który nie przeszkadza w wykonywaniu codziennych czynności. Skład też jest dobry, już na drugim miejscu występuje masło shea. Krem długotrwale nawilża i pięknie pachnie – jest moim biurkowym niezbędnikiem.
Znacie którego z moich ulubieńców? Macie coś godnego polecenia? Jakie posty miałybyście ochotę przeczytać na moim blogu? 😀
Pozdrawiam :*
Uncategorized

HAUL | KSIĄŻKI | UBRANIA | DIDATKI | KOSMETYKI

15 września 2014

Hej!
   Miałam być tutaj już dawno, ale wyszło jak zawsze :C Był to dość intensywny tydzień, miałam dużo pracy, a poza tym w weekend czekało mnie wesele ciotecznego brata. Nawet nie miałam czasu sobie po prostu posiedzieć 😛 Książki z chemii przyszły, na maturę jestem zapisana – wszystko jest tak, jak ma być. A może prawie tak, jak ma być :c Dzisiaj miałam jakiś bardzo pechowy dzień  – zwolniłam się z pracy, żeby jechać do mojej szkoły, jestem w samochodzie, prawie dotarliśmy z Mateuszem do celu i nagle coś w samochodzie huknęło – chcemy ruszyć i nic :C Musiałam biec na drugi koniec miasta żeby zdążyć przed  15- udało mi się. Samochód zabrał wujek a do domu wróciliśmy autobusem. Na dodatek w domu soczewka przesunęła mi się pod powiekę – na początku zaczęłam działać, ale potem załamałam ręce i zaczęłam płakać. Po jakimś czasie udało mi się ją wygrzebać z oka – niestety w dwóch częściach.
      Po kilku żalach przechodzę do właściwej części mojego posta 😛 W niedzielę pojechaliśmy na zakupy do galerii w Ełku. Na samym początku był Empik więc odwiedziliśmy go jako pierwszy. Akurat była promocja na fantastykę – 3 za 2. Ja wybrałam sobie 2 ostatnie części Trylogii Zdrajców T. Canavan. – Łotr i Królowa Zdrajców. Łącznie wyszło mi około 65 złotych, więc zaoszczędziłam 25. Mateusz natomiast zabrał ze sobą Metro – Do światła. Jak na razie kolekcjonuje całą serię 😀

   W Sinsay kupiłam piżamy z nadrukami z filmu Batman. Są bardzo wygodne i mięciutkie, już je testowałam 😀 Takie piżamy właśnie lubię – luźniejsze bluzy i obcisłe spodnie. Kosztowały 60 złotych, więc wcale nie tak dużo.

   W H&M przepadłam, gdy zobaczyłam kolorowe Twist Band’s. Wzięłam dwie paczki – w każdej po 5 sztuk. Jedne są pastelowe, drugie natomiast neonowe. Wcześniej kupiłam podobne w Sinsay, ale są dla mnie za duże i używam ich do włosów, te będą moimi bransoletkami 😀 Każda paczuszka kosztowała 6,90 złotego. 
   W H&M wpadły mi też w oko pierścionki. W tym zestawie są one różnego rodzaju – od zwykłych obrączek do kwadratowych paseczków po takie z oczkami. Przydadzą mi się do eleganckich stylizacji 😀 Na szczęście znalazłam najmniejszy rozmiar, niestety większość była za dużo :C Te tutaj kosztowały 19.90 złotego.   
   W Sinsay do każdego zakupu można było wybrać biżuterię z konkretnego asortymentu za 10 groszy. Nie było nic mocno ciekawego, ale na coś się trzeba było zdecydować. Wybrałam proste bransoletki na rzemyku – są delikatne i pasują do wszystkiego. Ich pierwotna cena to 9,99.

    
   Ostatnie już zakupy to zamówienie z  cocolita.pl. Miało dojść przed weselem, niestety pocztex zawiódł i dotarło dopiero dzisiaj. Skusiłam się w końcu na kosmetyki z Makeup Revolution i jestem bardzo zadowolona – jeszcze ich nie używałam, ale już mi się podobają 😀 
   Do koszyka wrzuciłam dwa lakiery po 5,90 każdy. Oba pochodzą z MUA a ich nazwy to Bold Blue i Amaretto Crush. Kolory są w moim stylu, zarówno na lato jak i na jesień. Szczególnie podoba mi się ten błękit, bo podobnego nie mam w swojej kolekcji 😛
   Postanowiłam też kupić jedną szminkę z Makeup Revolution i wybór padł na kolor o nazwie Encore. Jest to metaliczny, chłodny róż. Zdjęcia nie oddają jego uroku i muszę szybko zrobić jego recenzję, bo jest naprawdę warty uwagi i ciekawy. Pomadka kosztowała 5 złotych.

    Wśród moich zakupów znalazł się też rozświetlacz, również z Makeup Revolution. Kosztował 15 złotych, a jest naprawdę solidnie wykonany. Na początku chciałam kupić kolor złoty, ale potem stwierdziłam że dla cery o chłodnej barwie lepiej sprawdzi się ten brzoskwiniowy. Nie ma w sobie drobinek, daje efekt rozświetlonej tafli – to mi się podoba!

    
    W moim koszyku wylądował też tusz do rzęs Volume Milion Lashes de Cils. Kosztował 19.90 i ma w sobie delikatne złote drobinki o czym nie wiedziałam :C Na szczęście nie rzucają się mocno w oczy i mam nadzieję, że nie będę nimi świecić każdego dnia 😛 Szczoteczka jest standardowa i charakterystyczna dla tego rodzaju tuszu. Oby się sprawdził 😛

   Przedostatnim produktem jest paleta – hit. Iconic 3 jest bardzo podobna do Naked 3 z Urban Decay. Kolory są ładne, część ma chłodną tonację z czego jestem niezmiernie zadowolona. Cienie kosztowały 20 złotych i spodobały się nawet mojej mamie, która za brązami nie przepada 😛

   Ostatnią rzeczą jest paleta róży, która skradła moje serce. Kosztowała 30 złotych i mieści w sobie 6 róży (chociaż ostatni w górnym rzędzie jest dla mnie jak rozświetlacz :P). Jest pięknie zapakowana i solidna. Kolory są nasycone, ale raczej nie zrobimy sobie nimi krzywdy.  To chyba najbardziej oczekiwany przeze mnie produkt i już nie mogę doczekać się kiedy go użyję 😀

   Ufff, udało mi się dotrwać do końca. 😛 dzisiaj był męczący dzień i mimo że jest 21:45 to ja zasypiam przed komputerem. Mam nadzieję, że post wam się podobał i przepraszam za moją nieobecność. Niestety w przyszłym tygodniu czeka mnie przeprowadzka, więc też będzie problem z postami :C
Kupiłyście coś ostatnio? Czy tylko ja mam takiego pecha jaki spotkał mnie dzisiaj?
Pozdrawiam :3