Wybrany tag

hakuro

Uncategorized

HAUL COCOLITA | HAKURO | REAL TECHNIQUES | SLEEK | NAJEL

29 czerwca 2016

Cześć!
Na moim blogu dawno nie pojawił się żaden haul – głównie dlatego, że staram się minimalizować moje zapasy – robię to już kilka miesięcy, piszę Wam potężne denka, a końca i tak nie widać 😛 Z tego też powodu staram się nie odwiedzać drogerii ani nie buszować po sklepach internetowych – takie okazje kuszą, a ja nie chcę zamawiać tira przed ponowną przeprowadzką na studia 😛 Jeśli jesteście jednak ciekawi, jakie dobroci udało mi się kupić w czerwcu na stronie cocolita.pl – zapraszam do dalszej części posta 🙂

Zacznę od tego, co możecie zobaczyć tylko na pierwszym zdjęciu znajdującym się w tym poście. Bardzo lubię wykonywać makijaż gąbeczkami – jest to dla mnie najbardziej higieniczny sposób nakładania podkładu, korektora, a nawet sypkiego pudru. Nigdy nie wykroczyłam poza drogeryjny poziom – moimi pierwszymi były jajka z Ebelin, później próbowałam tych z Hebe, ale z marnym skutkiem (Ebelin były znacznie lepsze i… tańsze :P). Ostatnio głośno zrobiło się na youtubie o gąbeczce do makijażu z H&M – ją też przetestowałam i rzeczywiście jest najlepszą z tanich gąbeczek. Zapragnęłam czegoś więcej, a że nie maluję się tyle często, żeby sięgnąć po oryginalny Beauty Blender wybrałam Real Techniques. W cocolicie trafiłam  na świetną promocję. Gąbeczki w dwupaku kosztowały 41.90, co moim zdaniem jest naprawdę niską cenę. Używałam ich już kilka razy i muszę przyznać, że znacznie różnią się jakością od tańszych odpowiedników.
Drugim produktem, tym razem pielęgnacyjnym, jest mydło Aleppo z firmy Najel. Moje Aleppo z błotem z Morza Martwego jest już na wykończeniu, dlatego postanowiłam kupić kolejną kostkę. Postanowiłam wrócić do wariantu z olejem z czarnuszki, który ma wpływać pozytywnie na kondycję skóry trądzikowej. Nawet jeśli nie lubicie używać mydeł w pielęgnacji twarzy warto sięgnąć po nie podczas mycia pędzli. Aleppo jest niekwestionowanym zwycięzcą, jeśli chodzi o dopranie nawet największych brudasków. Całkiem spora kostka (100 gramów) kosztowała 13,90 zł.

Gratisem, który dostałam od drogerii w ramach prezentu do zamówienia jest paletka, którą możecie zobaczyć na zdjęciu wyżej. To słynna Sleek – Storm, która swego czasu była hitem blogosfery. Z racji tego, że mam już wystarczającą ilość paletek do makijażu – przeznaczę ją na rozdanie 🙂

Głównym celem tego zamówienia były pędzle do makijażu. Od dawna marzyły mi się narzędzia do makijażu od Zoevy, ale jak na razie nie jest to moja półka cenowa – nie pracuję, nie zarabiam – nie będę naciągać rodziców 😛 Zdecydowałam się wziąć dobre, stare i sprawdzone już Hakuro. Jeśli chodzi o pędzle do twarzy wybrałam:
  • H50 – jako pędzel do nakładania podkładu i pudru.
  • H54 – jako pędzel do nakładania pudru i podkładu mineralnego
  • H14 – jako pędzel do nakładania rozświetlacza i bronzera
  • H24 – jako pędzel do nakładania różu
Używałam już każdej sztuki, każdą prałam i nie mam im nic do zarzucenia. Jestem prawie pewna, że tak jak pozostałe, które mam już w swojej kolekcji prawie 3 lata, będą mi dobrze służyć.

W swojej kosmetyczce miałam tylko 4 pędzelki do oczu, postanowiłam więc poszerzyć kolekcję, żeby móc czasem zmalować coś sensownego 😛 Wybrałam modele:
  • H79 – jako pędzel do blendowania cieni polecany przez RLM – to już moja druga sztuka
  • H74 – jako pędzel do blednowania cieni – moim zdaniem sprawdza się jeszcze lepiej niż tej wyżej
  • H76 – malutki pędzel ołówkowy do bardziej precyzyjnych czynności

Jak widzicie – tym razem skupiłam się na akcesoriach i udało mi się nie kupić kolejnych, niepotrzebnych kosmetyków. Przyznam, że było ciężko, ale na pewno nie jest to rzecz niemożliwa do zrealizowania. Jak zawsze polecam drogerię cocolita – mają fajne promocje, rabaty (mi to zamówienie udało się kupić 10% taniej) i spory asortyment. W ich ofercie są też kosmetyki naturalne oraz azjatyckie, za co bardzo ich cenię.

Co sądzicie o moim zamówieniu? Mam jeszcze pytanie – jakie dzienne kolory szminek M.A.C. są godne polecenia? Takie, które nie wpadają w brązy i beże 😉 Z góry dziękuję 🙂
Pozdrawiam:*
Uncategorized

DDD | ECOSPA | MATRAS | MINTISHOP | Moje zakupy z 1 grudnia

10 grudnia 2015

Cześć!
Jak wiecie, 1 grudnia był dniem darmowej dostawy. Już wcześniej zanotowałam sobie, co chciałabym kupić, żeby znowu nie wydać fortuny na niepotrzebne rzeczy. Na początku nie planowałam zakupów w drogerii Mintishop, ale mój pędzel do pudru z Essence zaczął tracić włosie i niedługo będę musiała go pożegnać :C Stwierdziłam, że czas więc zainwestować w nowy egzemplarz. W Matrasie kupiłam też kilka ksiżżek, ale dzisiaj pokażę Wam tylko jedną, przeznaczoną dla mnie – nie chcę żeby osoby, które mają dostać resztę w formie prezentu dowiedziały się o tym przed czasem 😛 W Ecospa uzupełniłam zapas olejków i postanowiłam w końcu po raz pierwszy wypróbować glinkę i hydrolaty 🙂 Jeśli chcecie przeczytać kilka słów o każdym z produktów – zapraszam do dalszej części wpisu 🙂

Na początku na oku miałam Elementarz Stylu Kasi Tusk (za którą jakoś bardzo nie przepadam, ale podobno książka pięknie wydana :P) lub Love x Style X Life Garance Dore. Nie mogąc się zdecydować na konkretną z nich zapytałam mojej przyjaciółki co o tym sądzi. Stwierdziła, że dobre opinie ma Slow Fashion – Modowa rewolucja Joanny Glogazy i żebym to właśnie na ten tytuł się zdecydowała. Posłuchałam jej i mam nadzieję, że nie będę zawiedziona 😛 Na początku trochę się rozczarowałam, bo książka jest wydana na zwykłym, niezbyt estetycznie wyglądającym papierze. Mam nadzieję, że nadrobi zaległości treścią. Znajdziecie ją w księgarni Matras za niecałe 27 złotych.

Jak wspomniałam we wstępie posta, życie mojego pędzla do pudru z Essence chyba dobiega końca. Zaczęło z niego wypadać włosie i z każdym myciem jest coraz gorzej :C Postanowiłam się zabezpieczyć i tym razem zdecydowałam się na pędzel Hakuro H55. Dodatkowo po filmie Red Lipstick Monster do koszyka wpadł też mniejszy brat do makijażu oka, czyli Hakuro H79.

Hakuro H55 kosztował 41 złotych. Jest świetnie wykonany, żaden włosek nie wystaje poza delikatny łuk. Pędzel jest dość mocno zbity, przez co będzie można wprasować nim puder w twarz i dzięki temu mocniej utrwalić makijaż. Trzonek nie jest długi (ale z tego co wiem dłuższy od tych, które są w pędzlach Zoeva), dlatego pędzel dobrze leży w dłoni. Druga nowość to Hakuro H79, czyli naturalny maluszek do blendowania cieni. Mikołaj doniósł mi, że na święta przyjedzie do mnie nowa paleta, postanowiłam więc zaopatrzyć się w lepszy pędzel do nakładania i rozcierania cieni. Jest to pierwsza sztuka z koziego włosia, jaką mam w swojej kolekcji, mam więc nadzieję, że będę umiała się nią zaopiekować aby długo mi posłużyła.

Największe zamówienie zdecydowanie pochodzi ze strony Ecospa.pl. Od dawna kusiły mnie naturalne produkty, a że polubiłam się z olejkami i kończą mi się moje aktualne sztuki postanowiłam zamówić kolejne. Pierwszy raz zdecydowałam się między innymi hydrolaty. Niestety, wtedy kiedy składałam zamówienie nie  był dostępny hydrolat z czytska, który jest polecany do skóry trądzikowej. Poczytałam trochę na temat każdego z oferty i w końcu wybrałam dwa egzemplarze. Pierwszym z nich jest hydrolat z lipy ekologiczny. Pomaga on łagodzić stany zapalne i zaczerwienienia, które u mnie pojawiają się naprawdę często. 100 mililitrów kosztowało 12,60 zł. Drugim, chyba najdroższym hydrolatem z oferty jest ten neroli, czyli z kwiatu pomarańczy. Działa ściągająco i ma działanie antyseptyczne, przeciwzapalnie i przeciwgrzybicznie. Ma sprawiać, że skóra będzie wyglądała promiennie. Jestem bardzo ciekawa jego działania. Ta buteleczka kosztowała 14,60 zł za 100 mililitrów.

Zamówiłam też w końcu glinki, które dla mojej skłonnej do trądziku i przebarwień skóry mają być wybawieniem. Zdecydowałam się na glinkę żółtą, która jest delikatniejsza niż zielona. Ma najwyższą zawartość żelaza spośród znanych glinek. Ma właściwości remineralizujące, delikatnie oczyszczające i regulujące. Minimalizuje pory i matuje skórę, a ponadto ma działanie przeciwzapalne i detoksykujące. 100 gramów kosztowało 7,90 złotego. Ta, którą widzicie na górze, zapakowana w folijkę, to również 100 gramowa porcja glinki – była dodawana losowo jako gratis.Glinka zielona (moja wersja to Montmorillonite), jest chyba najbardziej znana wśród trądzikowców. Ma właściwości dezynfekujące, absorpcyjne i gojące oczyszczające, ściągające, antybakteryjne, ujędrniające, a także polepszające krążenie i detoksykujące. Pomaga w leczeniu trądziku i wyprysków. Za 100 gramowy słoiczek zapłaciłam 8,40 zł.

Teraz, gdy mam niewiele wyprysków, szczególną uwagę zwracam na regularne złuszczanie naskórka. To dzięki niemu pożegnałam wiele zaskórników na dobre. Powoli pozbywam się też przebarwień potrądzikowych, a różnego rodzaju peelingi mi w tym pomagają. Korund 125 mikronów zamówiłam właśnie w celu wzbogacania peelingów, czy nawet zwykłych żeli do mycia twarzy. 100 gramów kosztowało tylko 5 złotych, a taka ilość starczy mi na wieki. Ziarenka są bardzo drobne i potrafią być wszędzie (jak dobrze się przyjrzycie, znajdziecie je również na zdjęciach xD) , ale czuję, że będą nieźle ścierały martwy naskórek. Na pewno będę próbowała go również na całe ciało.

Ostatnią już porcją kosmetyków naturalnych są oleje i żel aloesowy. Olej konopny polecało mi wiele osób w ramach walki z trądzikiem. Podobno ma nieprzyjemny zapach, ale szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy na skórze. Kosztował 6,90 zł za standardowe 30 mililitrów. Drugim olejkiem jest ten z pestek arbuza. Ma silne działanie nawilżające, ale jest jednym z najlżejszych olei, prze co polecany jest do skóry tłustej, odwodnionej. 30 mililitrowa buteleczka kosztowała 8 złotych. 10 mililitrowy maluszek na końcu to olej z nasion malin. Działa nawilżająco, przeciwalergicznie, przeciwzapalnie, pobudza
regenerację skóry, wspomaga gojenie się ran, działa
przeciwzaskórnikowo
. Jest o wiele droższy od poprzedników, bo kosztuje 7,90 za mniejszą pojemność. Wszystkie oleje mają niską zawartość komedogennych olei, więc powinny się u mnie sprawdzić. 
Ostatnim już produktem jest żel aloesowy, który ma wspomóc mnie w walce z przebarwieniami. Ma on działanie nawilżające, wspomaga odbudowę naskórka, działa antybakteryjnie i przeciwzapalnie a także pobudza produkcję kolagenu. Mam zamiar mieszać go z olejkami. Kosztował 8,90 zł za 30 mililitrów.



To już całe zakupy. Wpadło Wam coś w oko? Zamówiłyście coś podczas dnia darmowej dostawy? Lubicie naturalne kosmetyki?
Pozdrawiam :3
Uncategorized

Kosmetyczni ulubieńcy maja

31 maja 2014
Hej 😀
Dobiega koniec miesiąca i po aktualizacji włosowej postanowiłam opublikować na blogu moich ulubieńców maja. Starałam się, aby były to nowe produkty, które nie pojawiły się we wcześniejszych miesiącach.  Mam nadzieję, że znajdziecie tu coś, czego jeszcze nie znacie, a może warto byłoby wypróbować.
Zapraszam do czytania.
Po pierwsze moich ulubieńców podzieliłam na trzy katergorie. Pierwsza z nich to 
AKCESORIA

Pierwszym akcesorum o którym chciałam wspomnieć jest mój ukochany tangle teezer. Nie wyobrażam sobie bez tej szczotki mojego dnia. Dzięki niej nie wyrywam sobie włosów, są one pięknie rozdzielone, a kiedy przeczeszę nią kosmyki są one ułożone i ładnie wygładzone.
Następnie moim ulubieńcem było urządzenie do czyszczenia i pielęgnacji twarzy z Biedronki. Szczoteczki używałam kiedy potrzebowałam czegoś w stylu peelingu, natomiast głowicy masującej kiedy nakładałam maseczki, żeby wzmocnić ich działanie. Sprawdzała się w tej kwestii bardzo fajnie, teraz, niestety wyczerpały się baterie, a ja zapominam ich dokupić :p
Ostatnimi z tej kategorii są pędzle z Hakuro. Jest to zestaw 7 pędzli: 
– H50s: pędzel do podkładu
– H24: pędzel do konturowania, różu 
– H78: pędzel do smużenia
– H77: pędzel „puchacz” do rozcierania
– H85: pędzel do brwi, eyelinera
– H70: pędzel do nakładania cieni
– H60: pędzel do korektora
Sprawdzają się świetnie, a wykonywanie makijażu dzięki nim jest dużo łatwiejsze. Ogólnie nie mam z nimi większych problemów – podczas prania nie wypada włosie, ładnie wpracowują cienie czy podkład. Ogólnie bardzo polecam, bo jakość wykonania jest naprawdę adekwatna do ceny.
Następna kategoria to

PIELĘGNACJA

Tutaj jak zwykle najwięcej prokuktów 😀 Z tego to już chyba jestem znana 😛
Na pierwszy ogień idzie szampon z Alterry – orzech makadamia i figa. Nie ma w składzie SLS, dobrze się pieni, fajnie pielęgnuje włosy. Nigdy mi ich nie plątał ani nie wysuszał. Sprawdza się bardzi fajnie. Do tego cena na promocji jest dość niska – około 5-6 złotych.
Kolejnym produktem jest serum – kuracja z olejem arganowym. Stosuję je na końcówki i świetnie je zabezpiecza i „skleja” zapobiegając rozdwajaniu się. Jego zapach jest obłędny a cena śmiesznie niska. W zestawie z ampułkami z tej samej kuracji kosztował 6 złotych.
Jeśli chodzi o pielęgnację moich dłoni to świetnie sprawdza się krem z Isany z 5% stężeniem mocznika. Często stosuję go na noc, gdyż jest mocno nawilżającą emulsją. Zostawia lepką wasrtwę, ale wybaczam mu to ze względu na działanie. Zapach nie do końca mi odpowiada, ale po pewnym czasie ultania się, więc również jestem skłonna przymknąć na to oko. Samo dzialanie na 5+.
Aby wzmocnić paznokcie nadal stosuję odżywkę z Sally Hansen Maximum Growth. Moje paznokcie ją tolerują, a ja nie chcę eksperymentować. Dzięki niej wzrost mojej płytki jest dużo szybszy, nie powoduje uczuleń czy podrażnień. Gdy pomaluję nią paznokcie wyglądają one na zdrowe a do tego pięknie błyszczą. Nie miałam jeszcze tak nabłyszczającej odżywki 😀
Do olejowania włosów czy paznokci w tym miesiącu najczęściej stosowałam oliwkę z Babydream. Pachnie małym dzieciaczkiem, choć zapach jest delikatnie chemiczny. Bardzo dobrze wygładza włosy, sprawia że są one dociążone, ale nadal sypkie. Co do paznokci dobrze nawilża skorki i całą skórę dłoni. Paznokcie po nim ładnie wyglądają, podrażnienia i przesuszenia dłoni mijają. Ja mam jego mini wersję.
Ostatnim produktem z tej katergorii jest wcierka Jantar. Wzmocniła moje włosy, wypadanie już ograniczyło się, a stosuję ją dopiero od dwóch tygodni. Codziennie wsmarowuję ją w skalp. Przyśpiesza przyrost włosów a moje babyhair stają się coraz dłuższe. Cieszę się, że w końcu ją znalazłam, bo jej dostępność jest naprawdę koszmarna. Znalazłam ją w mniejszej drogerii, bodajże Drogeriach Polskich na stoisku farmony. Zużyłam 1/3 buteleczki.
Ostatnią już kategorią jest
KOLORÓWKA
Tutaj produktów jest 5. 
Moim ulubieńcem wszech czasów jest tusz do rzęs Loreal Volume Milion Lashes, tutaj w wersji Extra Black. Wydłuża moje rzęsy, rodziela je i pogrubia. Sprawdza się znakomicie, nie kruszy się, nie osypuje. Do tego nie zasycha zbyt szybko w opakowaniu i jest długo przydatny do użycia. Mój hit.

Kolejnym produktem jest baza pod cienie z firmy Paese. Mówić krótko, zwięźle i na temat – podbija kolor cieni, mimo mojej tłustej i opadającej powieki cienie utrzymują się dzięki niej cąły dzień  i nie bledną. Mój hit, dzieki niej zaczęłam naprawdę lubić cienie. Wcześniej rolowały mi się w załamaniu i nie miałam z ich noszenia żadnej przyjemności.
Do podkreślenia brwi używałam w tym miesiacu Maybelline Color Tattoo 40 – Pernament Taupe. Kolor jest piękny i zimny, konsystencja w sam raz, łatwo się z nią współpracuje. na brwiach ten cień / farbka utrzymuje się cały dzień i nie rozmazuje się, co jest wielkim plusem. Cena jest niezła, a produkt ten jest porównywalny do Aqua Brow, a ten produkt jest o wiele droższy.
Szminką do ust, chyba moją ulubioną tak w ogóle jest pomadka z Rimmela z serii Kate. Jest to kolor 020. Bardzo chłodny róż, a raczej fuksja. Pięknie prezentuje się na ustach, daje półmatowy efekt, nie wychodzi poza kształt ust. Do tego barwnik wpija się w usta i nawet kiedy ta szminka schodzi z ust, nadal wygląda dobrze. Zachowuje się jak Liptint.

Ostatnią już rzeczą jest paletka Sleek Del Mar. Kolory są piękne i nasycone. Idealne na lato. Testowałam już prawie każdy z nich – można stworzyć milion kombinacji makijażu. Serdecznie ją polceam, bo kolory są niebanalne i każdy znajdzie tu coś ciekawego dla siebie.

To by było na tyle 😀
Mam nadzieję, że post wam się podobał.
Testowałyście któryś z tych produktów? A może macie już u siebie post o ulubieńcach? Chętnie się z nimi zapoznam 😀

Pozdrawiam