Wybrany tag

Gliss Kur

PROJEKT DENKO

PROJEKT DENKO LUTY 2018 | PIELĘGNACJA GÓRĄ

13 marca 2018
PROJEKT DENKO LUTY 2018 5

Hejo!

Ach, jak ten czas szybko leci – wydaje się, że niedawno wróciłam z ferii na uczelnię, a tak naprawdę minął już prawie miesiąc – po raz kolejny uświadomiłam sobie, że zaraz sesja – mrugnę okiem i będzie czerwiec… Z jednej strony cieszę się na nadchodzącą wiosnę (którą coraz bardziej czuć w powietrzu) i lato, a z drugiej trochę się tego wszystkiego obawiam.

Korzystając z wolnej chwili chciałabym przedstawić Wam kilka kosmetyków, które udało mi się zużyć w tamtym miesiącu. Na temat kilku z nich pisałam już na blogu, ale część z nich będzie miała swoją premierę. Przyznam, że znalazło się tu też kilka takich, za którymi naprawdę będę tęsknić i zastanawiam się nad powróceniem do ich stosowania. To jak, jesteście ciekawi? Zapraszam!

Czytaj dalej

PROJEKT DENKO

PROJEKT DENKO | PAŹDZIERNIK 2017 | RÓWNOWAGA

12 listopada 2017

Hej!

Udało mi się przeżyć tydzień, ale nie opublikowałam zbyt wielu wpisów, ponieważ mam zajęcia zazwyczaj do 16:00, a o tej porze zdjęć zrobić się już niestety nie da. Nadszedł czas, kiedy godzina 15:00 objawia się szarówką za oknem i chmurami na niebie. To czas, kiedy ciężko się mobilizować, uczyć, trwać, a zmęczenie odczuwane jest 3 razy bardziej, niż wiosną czy latem. Panowie i Panie – winter is comming.Pokażę Wam dziś kosmetyki, które udało mi się zużyć w październiku. Ponownie zawita tu kilka perełek, za którymi będę tęsknić. Ostrzegam, że to może potrwać, więc zapraszam z ciepłą herbatą albo kawą 😀

Czytaj dalej

Uncategorized

ŁUPY Z MEET BEAUTY | KIEDY JA TO WSZYSTKO ZUŻYJĘ? :O

19 maja 2016
Zdjęcie w tle pochodzi z bloga Ani – potejstronielustra.pl
Hej!
Wiem, że szał na posty z Meet Beauty już minął, ale przed maturą nie miałam kiedy pokazać Wam, co z konferencji przywiozłam. Po wyjściu ze stadionu czułam się jak prawdziwy buraczek cebulaczek – byłam obładowana torbami cięższymi ode mnie 😛 Dobrze, że nie musiałam wracać do Mateusza autobusem – nie wiem jak byśmy tę podróż przeżyli 😛 Jeśli jesteście ciekawi, co nam tak ciążyło – zapraszam dalej! Tylko ostrzegam – weźcie ze sobą kawę i ciastko, to może chwilę potrwać 😀

Na stanowisku Pilomax, oprócz badania skóry głowy każda z nas dostała paczkę wypełnioną po brzegi kosmetykami tej firmy. O ile ich szampon do codziennego stosowania niezbyt się u mnie sprawdził, to ich maski są lubiane przez moje włosy. Wszystkie maski są tymi o mniejszej pojemności, ale dla mnie to zaleta, a nie wada – brakowało mi czegoś, co mogłabym zabierać na kilkudniowe podróże. W mojej paczce znalazł się szampon Olamin Wax, który ma pomóc mi w znormalizowaniu mojej skóry głowy – na zbliżeniach okazało się, że jest ona lekko podrażniona i przesuszona. Jeśli chodzi o maski, od mojej torby zawędrowały Aloes Wax w dwóch egzemplarzach, ale jeden już oddałam, Arabica Wax, która podobno brzydko pachnie i odżywka regenerująca do włosów ciemnych i farbowanych na ciemne kolory.

Jedną z najlepszych, według mnie, paczek była ta od Annabelle Minerals. Dostałyśmy podkład matujący Golden Fair, puder rozświetlający, cień do powiek Vanilla i róż do policzków Rose. Trzy z tych kosmetyków niestety oddałam na rozdanie – podkład jest za ciemny, pudrów używam tylko matujących, ewentualnie satynowych, a róż po prostu mam 😛 Mam nadzieję, że którejś z Was posłużą lepiej, niż mi – nie lubię kiedy coś leży na półce i się marnuje.

Na warsztatach makijażowych Lirene miałyśmy okazję dowiedzieć wielu ciekawostek o makijażu, a także o kosmetycznych nowościach tej marki. Podkład No mask jest jednym z najbardziej zachwalanych podkładów na blogach – dla mnie niestety okazał się być kosmetykiem za ciemnym i też na pewno zorganizuję z nim rozdanie w roli głównej 😀 Kosmetykiem pielęgnacyjnym, jaki dostałyśmy w tym zestawie był albo żel micelarny, albo płyn dwufazowy, który ma powodować wzmocnienie rzęs i ja otrzymałam właśnie ten drugi produkt 🙂

Na stanowisku Glov każda z nas mogła z bliska przyjrzeć się tym magicznym rękawicom oraz poznać kolorowe nowości tej marki (które moim zdaniem wyglądały naprawdę uroczo :P). W misce z dobrociami czekały na nas mini rękawiczki na palec, które służą usuwaniu makijażu oka lub ust. Wiem, że dziewczyny, które miały wizytówki mogły wybrać sobie Glov On the Go, ale ja o wizytówkach nawet nie pomyślałam, a szkoda 😛 Teraz wiem, co muszę zabrać na kolejną edycję. Tego gadżetu jeszcze nie testowałam, ale jak już sprawdzę co i jak – na pewno coś o nim napiszę – czy to tutaj, czy na profilu na Facebooku.

W paczce od Bielendy znalazł się odżywczy balsam do ciała, który powędrował do mojej przybranej cioci. Nie miał zachwycającego składu, wiedziałam więc, że raczej zostanie u mnie na dnie szafy i nie będę z niego korzystać. Podkład matujący ma zdecydowanie za ciemny odcień, więc wrzucę go do kolejnej rozdaniowej niespodzianki. Z produktów ze zdjęcia zużyję tylko maskę peel off – tej nawilżająco – dotleniającej jeszcze nie miałam, ale inne z tej serii fajnie działały na moją skórę. Masełko do ust też się nie zmarnuje – na pewno wrzucę je do torby, bo jest w formie wygodnego sztyftu.

Od Palmersa dostałyśmy mini balsamy i 2 próbki. Ich stoisko było oblegane od samego rana, a ja z Zuzią wybrałam się tam praktycznie pod koniec całej konferencji. Było mi smutno, kiedy Zuzia dostała balsam na rozstępy, a mnie panie zbyły i nawet nie chciały porozmawiać ze mną o nowościach z olejem kokosowym i masłem Shea. Miałam o nich dobre zdanie, ale ich reputacja trochę zmalała – przynajmniej w moich oczach. Balsam kupiłam sama w Hebe – mam nadzieję, że sprawdzi się tak dobrze, jak go zachwalały.

Tołpa mnie niestety rozczarowała. Nie byłam na ich warsztatach, ale zrobiłam „wywiad środowiskowy” i wiem, że nie wszystkim dziewczynom się one podobały. Osoby, które nie uczestniczyły w zajęciach otrzymały tylko jeden, ale bardzo ciekawy, na pierwszy rzut oka, produkt – krem BB upiększający. Bardzo się cieszyłam, bo szukałam czegoś lżejszego na lato. Kiedy go użyłam nieprzyjemnie się zaskoczyłam i powiem tylko jedno – nie polecam tego kosmetyku. Jeśli chcecie, mogę przygotować na jego temat oddzielny wpis – poświęcę się i potestuję ten bubel jeszcze trochę czasu, żeby była ona choć trochę bardziej szczegółowa 😛

Stoisko Eveline też obadałam jako jedna z ostatnich dziewczyn i mimo szczerych chęci Pani konsultantki nic ciekawego już nie było. Balsam z chłodzącym efektem zużyję latem na newralgiczne partie ciała – brzuch, uda i pośladki. Tusz i ta brązowo-pomarańczowa szminka lądują w rozdaniu. Koralowo – różową pomadkę miałam już na ustach i przyznam, że świetnie będzie wyglądała w pełnym słońcu 😀

Warsztaty paznokciowe podobały mi się najbardziej, więc nie jesteście pewnie zdziwieni, że paczka z Indigo też. Nie spodziewałam się, że dostaniemy tak wielką ilość kosmetyków :O I to w przepięknej, złotej torbie, która niestety nie znalazła się na zdjęciu. Na samej górze widzicie zestaw lakierów w kolorach nude – mam niewiele podobnych osobników w swojej kosmetyczce, więc jestem podwójnie zadowolona 😀 Obok w woreczku znajdują się próbki z różnymi zapachami kremów do rąk – będę mogła wybrać te, które najbardziej przypadną mi do gustu. W kolejnym fioletowym woreczku znajdują się 3 próbki perfum, a obok nich balsam do ciała, krem do rąk oraz olejek w sprayu. Po prawej stronie zapachów do samochodu znajduje się oliwka do skórek z mirrą, a niżej krem do rąk „rybka”, polerka, dwie odżywki do paznokci i masło shea – które razem z polerką można wykorzystać do wykonania autorskiego manucire shea. Paczka bomba – wszystkie te kosmetyki będą przeze mnie używane z przyjemnością – mają świetne opakowania, pięknie pachną – oby jeszcze działanie było tak dobre, jak strona wizualna 😀

Paczka od Shwarzkopfa również przypadła mi do gustu. Znalazł się w niej lakier malinowy z Got2Be, który przejęła już moja mama – sama lakierów nie używam, więc nie wiem jak sprawdziłby się na długich włosach. Odżywki w sprayu Gliss Kur lubię i w ciągu kilku ostatnich lat raczej nie zdradzałam ich z kosmetykami innych marek. Wersji Ultimate Repair jeszcze nie używałam, bo jest to nowość na drogeryjnych półkach. Puder dodający objętości nie jest dla mnie nieznanym produktem – używam go przed imprezami, bo na co dzień raczej denerwowałby mnie ten efekt tępych włosów. Olejek na końce na pewno zużyję, bo po każdym myciu zabezpieczam je właśnie silikonowym serum , a maskę pożrą suche i rozjaśniane włosy mojej mamy 😀

Ostatnimi już zdobyczami są długopis – szminka, który robi furorę wśród moich znajomych 😀 Dalej mamy coś a’la błyszczyk w pomadce, czyli nowość Golden Rose Sheer Shine. Moja jest w kolorze brudnego różu – jest to dzienny nudziak i na pewno będzie lądowała na ustach wtedy, kiedy nie będę chciała podkreślać ust czymś bardziej wyrazistym. Jest to numerek 4. Lakier również jest jednym z nowszych kosmetyków tej marki – jest to seria Ice Chick, a ta ciemna śliwka to numerek 18. Częściej będę do niego wracać jesienną porą. 

Co przyciągnęło Waszą uwagę? Mnie najbardziej podobają się prezenty od Indigo i Annabelle Minerals. Szkoda tylko, że kolory i właściwości nie do końca mi odpowiadają :C
Pozdrawiam
Uncategorized

KARTKA Z PAMIĘTNIKA | MEET BEAUTY 2016 | RELACJA

27 kwietnia 2016
Cześć!
Trochę tu ostatnio cicho, a ja już spieszę z wyjaśnieniami. Jak wiecie, lub nie, w maju piszę maturę z chemii, która jest dla mnie bardzo ważnym egzaminem. To już moje trzecie podejście i, mam nadzieję, ostatnie. Zależy mi na studiach medycznych, a ciągle mam pod górkę – pod koniec maja postaram się napisać dla Was post, w którym opiszę moje odczucia odnośnie samej matury i rekrutacji na studia. 
Do 13 maja posty będą się pewnie pojawiać nieregularnie, nie wiem nawet, czy na 2 tygodnie nie zawieszę bloga – zobaczymy jak to wyjdzie. Nadszedł czas ostatnich powtórek, muszę szlifować to, czego udało mi się nauczyć przez ostatni rok.
Dziś przychodzę więc z lekkim, luźnym postem opartym głównie na zdjęciach. Jeśli ciekawi Was, jak wyglądało Meet Beauty z mojego punktu widzenia – zapraszam do dalszej części posta 🙂

PRZYGOTOWANIA
Na Meet Beauty zaczęłam pakować się w piątek i tego samego dnia wyjechałam do Warszawy. Zatrzymałam się oczywiście u Mateusza. Rano postanowiłam zrobić sobie hybrydy i oczywiście co? Nie wyszły 😛 Na szczęście wyrobiłam się i udało mi się to poprawić, przez co efekt końcowy był zadowalający.  
Wybranie stroju również nie należało do najprzyjemniejszych i najłatwiejszych czynności. Na ostatnim spotkaniu byłam w spodniach, a większość dziewczyn przywdziała eleganckie sukienki. Tym razem i ja postanowiłam „wrzucić na siebie kieckę” 😀 Wybrałam wygodny model, w którym dobrze się czuję. Po dojechaniu na miejsce zorientowałam się, że tym razem więcej dziewczyn postawiło na luźny styl i znowu znalazłam się w mniejszości 😛
Jeśli chodzi już o sobotni poranek i dotarcie na miejsce – poszło nam łatwo. Gorzej było znaleźć samą recepcję – weszliśmy z Mateuszem za wysoko, a że flaga z logiem MB była niska nie było jej widać z góry. Takim sposobem przeszliśmy dookoła cały stadion – poranne cardio na obcasach zaliczone – co tam, że mało nie zemdlałam (przez babskie dni, które nadeszły niespodziewanie, zabrakło mi sił :P) i narobiłam sobie odcisków. Najważniejsze, że dotarłam!

WARSZTATY PAZNOKCIOWE INDIGO
Po otwarciu całej konferencji udałyśmy się z Zuzią na warsztaty paznokciowe. Jeśli chodzi o zajęcia, to właśnie te interesowały mnie najbardziej i to na nie zapisałam się w pierwszej kolejności. Od kilku miesięcy nieregularnie wykonuję sobie hybrydy, a temat miał dotyczyć po części ich. Warsztaty przygotowała marka Indigo.
Od Pani Kasi dowiedziałyśmy się o problemach związanych z tym manicure i o tym, co jest ich przyczyną. Kiedy znamy przyczynę możemy wyeliminować skutek, a to daje nam prostą drogę do odniesienia sukcesu. Może i wszystkie problemy były mi znane, natomiast nie do końca zdawałam sobie sprawę z tego, ja łatwo jest je popełnić i zarazem wyeliminować.
Nowością była dla mnie wiedza na temat zabiegu Shea. Jest to zabieg wspomagający regenerację płytki paznokcia. Ma za zadanie jej odżywienie i polega właśnie na wcieraniu masła Shea w płytkę paznokcia. Jest fajną alternatywą dla manicure japońskiego, ponieważ wykonuje się go zdecydowanie szybciej. Jest to autorski zabieg Indigo. Warsztaty oceniłam na 5 – naprawdę mi się podobały i były świetnie przygotowane.

GOT 2 BE, FRYZJERZY
Długo czekałam w kolejce,żeby oddać się w ręce fryzjera 😀 Postanowiłam zaszaleć i pozwoliłam zrobić sobie loki, które mimo spryskania lakierem i tak po godzinie się rozprostowały. Sam zabieg był bardzo przyjemny, a osoby obsługujące stoisko przemiłe – można było pogadać na włosowe tematy i naprawdę się na tym znały.  Do tego można było tam zjeść makaroniki – po prostu żyć nie umierać 😀

GOLDEN ROSE
Tym razem GR nie rozdawało kosmetyków (albo ja się po prostu nie załapałam :P), ale na stoisku można było pooglądać testery, co było, jak dla mnie, fajnym rozwiązaniem. Zainteresowały mnie pomadki w płynie, które niestety nie są u mnie dostępne. Oczywiście można było oddać się w ręce stylistki, która wykonałaby nam makijaż lub pomalować paznokcie – podobnie jak w listopadzie ubiegłego roku.

BIELENDA
Stoisko
Bielendy miało podobny  charakter do tego z Golden Rose. Mogłyśmy
pooglądać i podotykać kosmetyki – od nowości bo starsze, czy kultowe już
produkty. Zapoznałam się ze składami kilku nowości, ale chyba zostanę
wierna serii Super Power Mezo […] 😛 Dowiedziałam się też, że niestety
maski z tej serii nie będą już dostępne w Rossmannach, mi na szczęście
udało się jedną upolować.

PILOMAX
Na stanowisku Pilomax można było poddać się badaniu skóry głowy, na które oczywiście się udałam. Okazało się, że tak jak podejrzewałam moja skóra jest podrażniona i zaczyna się łuszczyć, więc potrzebuje czegoś, co by ją ukoiło i uspokoiło. Dostałam komplet dopasowanych kosmetyków. Maski tej marki super się u mnie sprawdzają, więc jestem z nich zadowolona, nie wiem natomiast jak będzie z szamponem – poprzedni niestety nie nadawał się do moim włosów.

GLOV
Kiedy dowiedziałam się, że będę mogła poznać Glov na Meet Beauty bardzo się ucieszyłam. Lubię wszelkie nowinki dotyczące demakijażu i oczyszczania skóry, więc nie mogłam przejść obojętnie obok tych rękawic. Okazało się, że teraz, oprócz tradycyjnych, białych wersji będą też dostępne kolorowe – pomarańczowa, beżowa, różowa i niebieska. Wiem, że osoby, które zostawiły na stanowisku swoją wizytówkę mogły dostać jedną z nich. Do moich zbiorów wpadł maluszek na palec. Będę mogła przetestować jej działanie i sprawdzić, czy mi odpowiada. Niedługo Glov wchodzi do Rossmanna (białe wersje) i Hebe (również kolorowe). Nie mogę się już doczekać – mam na nią plan 😛

LIRENE

Na stoisku Lirene mogłyśmy obejrzeć nowe linie kosmetyków pielęgnacyjnych i kolorowych. Zainteresował mnie nowy podkład No mask, niestety nawet najjaśniejszy kolor okazał się być dla mnie zbyt ciemnym :C Kremy z witaminą D również są ciekawe, ale jeśli chodzi o pielęgnację twarzy – raczej się na nią nie skuszę – kremy z droigerii raczej się u mnie nie sprawdzają :C

EVELINE

Firma ta miała naprawdę pokaźne stanowisko – jedno z największych 😀 Od rana ustawiła się tam ogromna kolejka, która nie topniała do końca spotkania. Z Zuzią wybrałyśmy się tam przed 17, kiedy tłumy trochę stopniały. Widziałam, że dziewczyny przywiozły do domu wiele cudowności – u mnie jest z tym raczej skromnie, ale nie mogę narzekać 😀 W strefie Eveline można było pomalować paznokcie lub oddać się w ręce makijażysty – podobnie jak u Golden Rose.

GLISS KUR
Jedno z najbardziej obleganych stoisk – można było wykonać na nim badanie włosa i skóry głowy. Okazało się, że mam na głowie aż 193 włosy na cm2 (wydaje mi się, że nie mam ich aż tyle, ale może zdjęcie zostało wykonane tam, gdzie moje włosy są gęstsze). Niestety, podobnie jak w Pilomaxie dowiedziałam się, że moja skóra jest podrażniona – teraz postaram się temu przeciwdziałać. Jeśli chodzi o strukturę włosa – podobno są zniszczone i praktycznie nie mam na nich łusek, ale nie chce mi się w to do końca wierzyć. Od kilku lat dbam o włosy i dawno nie były w tak dobrym stanie. Struktura włosa to też kwestia genów – natury niestety nie zmienimy. W porównaniu do moich bliskich krewnych mam naprawdę bujną i ładnie wyglądającą czuprynę 😀

PALMERS
Stoisko podobne do Bielendy – mogłyśmy pooglądać i podotykać kosmetyki, niektóre dziewczyny coś dostały, mnie panie niestety olały i nawet nie zapytały o adres bloga 😛 Zrobiło mi się smutno i sobie poszłam, więcej pisać chyba nie będę 😛

WARSZTATY MAKIJAŻOWE
Drugie i ostatnie warsztaty na
których miałam okazję być. Merytorycznie okazały się całkiem przyjemne –
posłuchałyśmy o nowościach, trendach w makijażu i obejrzałyśmy
prezentację na temat strobingu i konturowania twarzy.  Część makijażową
uświetniła obecność znanej wizażystki – pani Anny Orłowskiej, którą
możecie kojarzyć z programów telewizyjnych. Całość bardzo mi się
podobała – brakowało mi tylko podglądu, bo siedziałyśmy dość daleko od
miejsca, w którym malowana była jedna z nas. na panelu Indigo było to
lepiej rozwiązane – na stoliku została zamontowana kamera, która
przekierowywała obraz na ekran – mogłyśmy wyciągnąć z tej prezentacji o
wiele więcej.

Na końcu chciałam podziękować wszystkim, z którymi miałam okazję się poznać. Najwięcej czasu spędziłam z Zuzią – RedHairControl, Agnieszką – wwwlosy.pl i Kasią – Minimalnie. Agnieszkabloguje – dzięki za zaczepkę 😀 Kapryskowi – za rozmowę przy stoisku Pilomax. Mam nadzieję, że następnym razem będę mogła poznać Was o wiele więcej – niestety nie mogłam znaleźć wszystkich w tym tłumie i przez to żałuję, że konferencja nie trwała 2 dni 😛

Buraczki cebulaczki 😀
Kto mnie widział, a nie podszedł? 😛 Byłyście na Meet Beauty? Jak Wam się podobało?
Pozdrawiam :3
 
Uncategorized

[RECENZJE] Dwufazowa odżywka bez spłukiwana Gliss Kur Hair Repair – Million Gloss

16 kwietnia 2015
Hejooo!
Wygrzebuję jakieś stare zdjęcia, żeby później Was już nimi nie katować 😀 Mam naprawdę bardzo dużo zdjęć produktów, a nie chcę ciągle męczyć i siebie i moich czytelników recenzjami (nie na tym przecież polega idea przyświecająca mi przy tworzeniu tego bloga :D). Posty mam zaplanowane do końca kwietnia i będzie dużo nowości i nowych informacji. Do tego organizuję z moimi koleżankami akcję dla Młodej Farmacji i info o tym również będzie pojawiać się na blogu 😀 Mówiąc w skrócie – będzie ciekawie! 
Dziś będzie jednak o dwufazowej odżywce bez spłukiwania Gliss Kur Hair Repair – Million Gloss,.Jesteście ciekawi czy się sprawdziła? Odpowiedź na to pytanie znajdziecie w dalszej części posta :3

Million Gloss to pierwsza linia do pielęgnacji Gliss Kur zapewniająca olśniewający połysk do 10 dni. Formuła ekspresowej odżywki regeneracyjnej dla włosów matowych, bez połysku ze skoncentrowanym eliksirem Gloss – Elixir i kompleksem płynnej keratyny zapewnia długotrwały blask oraz miliony świetlistych refleksów we włosach dzięki innowacyjnej technologii zatrzymywania blasku. Ekspresowa odżywka regeneracyjna natychmiast ułatwia rozczesywanie i układanie włosów. 

Opakowanie kosmetyku jest charakterystyczne dla całej tej serii Gliss Kura. Długa, wąska tubka o pojemności 200 mililitrów opatrzona jest piękną, mieniącą się etykietką. Dodatkowo w moim ulubionym kolorze. Z tego względu wyróżnia się na tle koleżanek i to właśnie dzięki temu atutowi to ona trafiła do mojego koszyka a nie inna wersja. Atomizer działa bez zarzutu, rozpyla na włosy delikatną mgiełkę, nie psika strumieniem, jak niektóre mają w zwyczaju. Zakrętka nie odpada, nic się z nią nie dzieje. Naklejki pozostają w nienaruszonym stanie do końca użytkowania.
Tutaj muszę pochwalić wszystkie odżywki dwufazowe tej firmy. Ta nie jest wyjątkiem i również jest bardzo wydajna. Ciężko jest ją wykończyć i z czasem się po prostu nudzi. Ja miałam ją kilka miesięcy i nie kupowałam w tym czasie innej, bo chciałam ją jak najszybciej wykorzystać. Myślę, że dobre pół roku spędziła na mojej szafce, a używałam jej praktycznie codziennie :O

Jak widzicie na zdjęciu wyżej skład nie jest zły, ale nie powiedziałabym też o nim, że jest górnych lotów 😛 Na drugim miejscu po wodzie mamy silikon lotny, który odparowuje z naszych włosów, następnie kolejny silikon, tym razem taki, który spłukamy za pomoca delikatnego detergentu. Dalej mamy bardziej naturalny składnik, czyli olej z pestek moreli, który jest emolientem tłustym. W składzie mamy jeszcze hydrolizowaną keratynę, nawilżający pantenol czy np. kwas mlekowy. Jak widać, nie jest z tym źle, ale mogłoby być lepiej.

Produkt dostępny jest we wszystkich drogeriach (np. Hebe, Rossmann, Natura), jego dostępność jest więc bardzo dobra. Inną wersję możemy też kupić w Biedronce i to troszeczkę taniej niż w wyżej wymienionych sklepach.
W Biedronce widziałam ją za około 13-13 złotych, natomiat w drogeriach cena waha się od 15 do 19 zlotych, przy czym kosmetyk ten często objęty jest jakąś promocją i możemy go kupić taniej 😀
Mam co do tego kosmetyku mieszane uczucia. Niby wszytsko było okej, ułatwiał rozczesywać włosy, pachniał bardzo ładnie, jakby perfumami, ale czegoś mu jednak brakowało. Może nie nabłyszczał włosów tak, jak ja bym tego oczekiwała? Wydaje mi się, że to właśnie jest clue. Jak dla mnie ta odżywka działała słabiej niż jej siostry i jej działanie praktycznie ograniczało się do ułatwiania rozczesywania kosmyków. Niektórzy piszą na forach, że ten produkt wysuszał ich włosy, sklejał je i plątał, ale u mnie nic podobnego się nie działo. Osobiście jestem zawiedziona, bo te kosmetyki bez spłukiwania są dla mnie najlepsze, ze wszystkich dostępnych w drogeriach.

Kupię, ale na pewno sięgnę po inną wersję. Jak na razie, na pierwszym miejscu plasuje się u mnie ta czarno-złota (a może biało – niebieska, nawiązując do ostatniej sukienki, krążącej w Internetach :p)

Lubicie te odżywki? Używacie tego typu produtków?
Pozdrawiam :3