Wybrany tag

Farmona

KOSMETYKI

OPENBOX LIFERIA | SIERPIEŃ | BON VOYAGE | WSZYSCY LUBIĄ POMARAŃCZE?

8 września 2017

Cześć!

Sierpień mamy już za sobą, a ja dopiero teraz przychodzę z postem z zawartością sierpniowego pudełka Liferia. Przyszło do mnie naprawdę późno, do tego z przygodami, ale najważniejsze, że środek nie ucierpiał. Czy tym razem różowe pudełko pozytywnie mnie zaskoczyło – tak, jak to miało miejsce ostatnio? Czy może jednak będę rozczarowana? Liferia swoimi pierwszymi boxami postawiła poprzeczkę naprawdę wysoko – udało się ją przeskoczyć, czy spadła z wielkim hukiem? Bez przedłużania – zapraszam!

Czytaj dalej

Uncategorized

KONKURS FARMONA | MOJA RECENZJA WCIERKI JANTAR!

21 października 2016

Cześć!
Jesienią moje włosy są osłabione i, niestety, zaczynają mocniej wypadać. Problem dotyka mnie każdego roku przy przesileniach. Oprócz wypadania dochodzi do tego jeszcze szybciej przetłuszczający się skalp i przesuszone końce – staram się z tym walczyć, ale jak same możecie się domyślić – bywa naprawdę ciężko.
O włosy dbam już od kilku lat, niedawno udało mi się  odhodować „naturalki”, dlatego teraz walczę o ich zdrowie ze zdwojoną siłą. Oprócz dobrze dobranych szamponów, masek i odżywek dużą uwagę przywiązuję też do wcierek. Skóra głowy lubi płatać mi figle, dlatego szukam czegoś, co pozwoliłoby mi unormować jej funkcjonowanie, zmniejszyć wypadanie i spowodować porost nowych włosów. Czy nowa forma odżywki Jantar przypadła mi do gustu? Co sądzę o pomyśle na tak skonstruowane opakowanie? Czy zauważyłam pozytywne aspekty po okresie kilkutygodniowego stosowania tej wcierki? Jeśli chcecie poznać odpowiedzi na te pytania – zostańcie ze mną 🙂 Na koniec mam dla Was coś ciekawego, dlatego nie uciekajcie i przeczytajcie ten wpis od deski do deski 😀

Obietnice producenta
Nowocześniejsze, poręczniejsze i
przede wszystkim wygodniejsze w użyciu opakowanie z nową grafiką, a w
nim ta sama, uwielbiana przez klientów odżywka – czyli nasza gwarancja
zregenerowanych włosów!
Receptura odżywki uwzględnia
najistotniejsze potrzeby włosów cienkich, słabych, delikatnych i
zniszczonych. Zawiera biologicznie czynne substancje stymulujące wzrost
włosów:  Trichogen, Polyplant Hair, aktywny biologicznie wyciąg z bursztynu oraz witaminy A,  E,  F i d’pantenol.
Odżywka Jantar hamuje wypadanie włosów, stymuluje ich wzrost i
odżywianie. Zawarte w niej składniki są niezbędne do prawidłowego
przebiegu procesów fizjologicznych skóry, jej odżywiania i regeneracji.
Systematycznie stosowana poprawia metabolizm i dotlenienie cebulek
włosów, regeneruje i łagodzi podrażnienia. Włosy stają się wyraźnie
grubsze, lśniące i odporne na uszkodzenia. Odżywka wzmacnia strukturę
włosów i chroni je przed szkodliwym wpływem środowiska i słońca.
Konsystencja
Konsystencja tej wcierki przypomina mi gęstszą wodę. Ma lekko żółtawe zabarwienie, ale na szczęście nie przypomina swoją formułą olejku, który mógłby zbyt mocno obciążać skalp i wpływać negatywnie na skórę głowy.  Łatwo rozprowadza się ją na włosach, a jej wmasowanie nie przysparza większej ilości problemów. Uważam, że w tej kwestii ta wersja niewiele różni się od poprzedniej – nie zauważyłam, żeby konsystencja diametralnie się zmieniła. 
Odżywka nadal ma lekko męski zapach, coś na kształt wody kolońskiej. Mi on nie przeszkadza – tym bardziej, że trzyma się na włosach tylko przez krótką chwilę.

Dostępność
Wcierkę Jantar możecie znaleźć w aptekach, drogeriach a także sklepach internetowych. Nigdy nie miałam problemów z jej znalezieniem, czasem pojawiają się one nawet w Biedronkach – ostatnimi czasy chyba nawet w dwóch urodowych gazetkach. Odżywkę można też znaleźć w sklepie producenta, czyli Farmony, a dokładnie na ich stronie internetowej. 
Cena
Po zmianie opakowania – nadal niska. Waha się w granicach 8-12 złotych, przy czym mi zawsze udaje się upolować te wcierki na promocji. Aktualnie nie jest dostępna na stronie producenta, ale mam nadzieję, że niedługo się to zmieni. Ja na szczęście mam jeszcze jedną buteleczkę (starą wersję) w zapasie, więc na razie nie muszę jej szukać 🙂

Skład
Aqua (Water), Propylene Glycol (glikol propylenowy – substancja nawilżająca, rozpuszczalnik dla innych substancji), Glucose (glukoza, cukier prosty, dostarcza naszym cebulkom potrzebnych składników odżywczych – dawca energii), Amber Extract (ekstrakt z bursztynu), Hedera Helix
(Ivy) Extract
(ekstrakt z bluszczu pospolitego, działa napinająco, przeciwgrzybiczo i tonizująco), Lamium Album (White Nettle) Extract (wyciąg z jasnoty białej, środek przeciwzapalny i ściągający), Arnica Montana
(Mountain Arnica) Flower Extract
(ekstrakt z arniki górskiej, działa przeciwzapalnie łagodzi ból, obrzęki i siniaki), Chamomilla Recutita (Matricaria)
Flower Extract
(ekstrakt z rumianku pospolitego, działa łagodząco),  Arctium Majus (Burdock) Root Extract (ekstrakt z korzenia łopianu, działa tonizująco odżywczo i przeciwłojotokowo, składnik ten polecany jest dla osób walczących z wypadaniem), Officinalis
(Marigold) Flower Extract
(ekstrakt z nagietka, pielęgnuje skórę suchą, skłonną do infekcji, pękającą i łuszczącą się), Pinus Sylvestris (Pine) Bud Extract (źródło witamin i mikroelementów, aktywnie regeneruje uszkodzoną strukturę włosów),
Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract (ekstrakt z rozmarynu, posiada własciwości tonizujące, ściągające antybakteryjne i przciwzapalne), Salvia Officinalis
(Sage) Leaf Extract
(wyciąg z szałwii, ma działanie antybakteryjne i przeciwłupieżowe, jest źródłem antyoksydantów), Nasturtium Officinale (Watercress) Extract (ekstrakt z rukwi wodnej, pomaga w zwalczaniu wszelkich egzem),
Calendula  Tropaeolum Majus (Nasturtium) Flower Extract
(ekstrakt z nasturcji, ma silne działanie antybakteryjne i przeciwgrzybicze, pomaga w zwalczaniu wypadania włosów i nadmiernemu przetłuszczaniu się skóry głowy), Citrus Medica
Limonum (Lemon) Peel Extract
(ekstrakt ze skórki cytryny, działa ściągająco, przeciwzapalnie i poprawia krążenie, jest też antyoksydantem) , Arginine (aminokwas, wzmacnia wypadające cebulki, pobudza je do wzrostu, normalizuje pracę skóry głowy u ją wygładza), Biotin (witamina H, niezbędna w procesie wzrostu włosa), Zinc Gluconate (donor cynku, cynk działa antybakteryjnie, przeciwgrzybiczo i reguluje wydzielanie sebum), Acetyl
Tyrosine
(kolejny aminokwas, tyrozyna, hamuje wypadanie włosów), Niacinamide (witamina PP, niacynamid, nawilża skórę, działa jako antyoksydant, wspomaga odnowę warstwy lipidowej), Panax Ginseng Root Extract (ekstrakt z żeń-szenia, działa antyoksydacyjnie, wspomaga odbudowę mieszków włosowych), Hydrolyzed Soy
Protein
(hydrolizowane proteiny sojowe, nawilżają), Calcium Pantothenate (witamina B5, wspomaga regenerację skóry, przyspiesza wzrost włosów), Ornithine HCL (kwas aminowy potrzebny do wytworzenia niektórych aminokwasów), Polyquaternium-11 (polimer, składnik kondycjonujący),
Citrulline (Cytrulina), PEG-12 Dimethicone (lekki silikon, lotny), Glucosamine HCI, Panthenol (pantenol, substancja łagodząca i nawilżająca), Glyceryl
Laurate, Tocopherol
(witamina E, witamina młodości – antyoksydant wpływający na proces odnowy naskórka), Linoleic Acid (kwas linolenowy, nienasycony), Retinyl Palmitate (pochodna witaminy A), Polysorbate 20,
PEG-20, Zinc PCA, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer,
Triethanolamine, Diazolidinyl Urea
(pochodna mocznika używana jako konserwant antybakteryjny, może wywoływać alergie), Iodopropynyl Butylcarbamate, Parfum
(Fragrance), Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool
(aromaty, niektóre osoby mogą te składniki podrażniać).
Wiele osób pisało, że skład odżywki nie uległ zmianie, ja natomiast nie mogę się z tym zgodzić. Pisałam już na łamach bloga o poprzedniej wersji tej wcierki, w szklanym opakowaniu i moim zdaniem składy, mimo tego, że są podobne, to jednak się różnią.
Jantar nie jest wcierką alkoholową, więc nie będzie wysuszał skóry głowy. U mnie lekko przyspieszał przetłuszczanie się włosów, natomiast nie był to na tyle nasilony problem, abym musiała wrócić do codziennego mycia włosów. 
W składzie znajduje się wiele ciekawych ekstraktów, przyznam, że niektórych nie mogłam nawet znaleźć w internecie i musiałam się nieźle natrudzić, żeby większość z nich przetłumaczyć. Końcówka niestety niezbyt mi się podoba. Mimo tego, że mnie te składniki nie podrażniają, to wiele osób może być na nie uczulone – chodzi mi tu głównie o konserwant na bazie mocznika i zapachy.

Opakowanie
Coś, co zmieniło się w tej wcierce najbardziej – opakowanie. Tym razem otrzymujemy plastikowe, ciemne opakowanie, które nie przepuszcza promieni słonecznych w takim stopniu, jak przez przeźroczyste. Zapobiega to utlenianiu się lub redukcji związków znajdujących się w produkcie i przez dłuższy czas możemy cieszyć się pełnią jego możliwości.
Całość zapakowana jest w charakterystyczny, srebrny kartonik, który jest niestety trudny do okiełznania przy fotografowaniu – powstają na nim cienie i czasem, mimo wielu prób, nie widać dokładnie tego, co chciałabym Wam pokazać 😛 
Buteleczka ma pojemność 100 mililitrów, a samą wcierkę należy zużyć w przeciągu 6 miesięcy.
Najbardziej podoba mi się zmiana atomizera. Kiedyś trzeba było wylewać wcierkę na dłoń co wiązało się z nabieraniem zbyt dużej ilości kosmetyku. Dodatkowo ciężko było go rozprowadzić na skórze głowy – bo prawie wszystko zostawało na włosach. Teraz nie mam już takiego problemy, bo dozownik dociera do samego skalpu – nawet gęste włosy nie są mu straszne. Dzięki temu cały proces wcierania przebiega o wiele szybciej. Moim zdaniem – zmiana na wielki plus!

Tu kiedyś były zakola 😛

Moja opinia
Wcierki są moim instant ratunkiem przed wypadaniem włosów. Nawet jeśli nie zmniejszają wypadania włosów do zera, to powodują u mnie wysyp malutkich baby hair. 
Jantar był mi już znany – kiedyś zużyłam 2 czy 3 opakowania – staram się wracać do niego raz do roku i robić sobie pełną kurację – tak, żeby nie było to za rzadko, ale nie lubię też przyzwyczaić moich włosów przez ciągłe stosowanie kosmetyków o tym samym składzie. Jeśli miałabym napisać kilka słów o składzie – muszę przyznać, że mi się podoba. Nie ma w nim alkoholu, mnie ten składnik podrażnia i nie mogę pozwolić sobie na jego częste stosowanie. Zamiast tego mamy glikol propylenowy, który nawilża skórę głowy – niejednokrotnie dzięki olejom i wcierkom udało mi się powstrzymać łuszczenie się skóry głowy. W składzie występuje też wiele ekstraktów roślinnych, które głownie działają nawilżająco, ściągająco, tonizująco oraz wspierają nasze cebulki, walczą z wypadaniem i mobilizują włosy do tego, by szybciej rosły. Nie zabrakło też składników powodujących wysyp baby hair. 
Zmiana opakowania również mi się spodobała. Dzięki nowemu aplikatorowi jest mi o wiele łatwiej dotrzeć do skóry głowy. Może i mam cienki włosy, ale są one na tyle gęste, że czasem męczę się z dotarciem do skalpu. Ciemne opakowanie zapobiega szybkim zmianom składu, a to gwarantuje nam dłuższą przydatność i lepsze efekty nawet kilka miesięcy po otwarciu. 
Co do samych efektów – jestem zadowolona. W pewnym momencie mojego życia, po farbowaniu, moje włosy zaczęły mocno wypadać. Przerzedziły się na tyle, że skóra głowy świeciła bielą na tle moich ciemnych włosów. Pojawiły się zakola, które ciągle przypominały mi o tym, że moje włosy nie chcą odrastać. Po 2 latach pracy jest już o wiele lepiej, a kilka miesięcy temu udało mi się zwalczyć problem i odhodować zdrowe włosy.
Wcierkę stosuję od niespełna miesiąca, ale zauważyłam, że dzięki niej na mam przy czole, skroniach i karku sporo nowych włosków, które są cienkie, ale zdrowe i mocne. Wcierka lekko wzmogła przetłuszczanie, ale na szczęście zapomniałam o suchym skalpie, swędzeniu i pieczeniu. Skóra głowy została ukojona, mam nadzieję, że w perspektywie dalszej kuracji unormuje się też wydzielanie sebum.

Polecam tę wcierkę, bo wiem, że wielu osobom się sprawdza. Jeśli chcecie przeczytać moją opinię na temat starszej wersji – zapraszam Was do tego posta!

Czy kupię ponownie
Myślę, że tak, ale dopiero w przyszłym roku.  Jak pisałam wyżej – zawsze daję moim włosom odpocząć po takich kuracjach, ale jeśli jakaś się u mnie sprawdza – chętnie do niej wracam.

KONKURS
A teraz coś, o czym mówiłam, że będę pisać. Mam nadzieję, że zostaliście ze mną do końca, bo muszę się zgłosić do Was – z prośbą o pomoc 😀
Ten wpis bierze udział w konkursie Farmony – „Przemiana moich włosów z Jantar”. Jakiej pomocy będę potrzebowała? Od 28.10. rusza głosowanie, a jak wiadomo – ja w takich konkursach szczęścia nie mam 😛 Wiem jednak, że wiele z Was lubi czytać moje wpisy, a Wasze głosy będą dla mnie motywacją, żeby starać się jeszcze bardziej i (tak jak dziś :P) pisać do Was nawet w nocy, po zajęciach, kiedy nic już się nie chce i potrzeba 100 razy więcej motywacji, żeby wstać z łóżka 😛
Nie jest to jednak pomoc bezinteresowna 😛 Do zgarnięcia są świetne nagrody, a ja będę mogła uhonorować jedną z Was tym, co sama wygram – a pod uwagę będę brała nie tylko komentarz pod tym postem – z najlepszych wybiorę osobę, która włożyła wiele wkładu i pracy w istnienie tej strony.

Więc co można wygrać?
  • Trzydniowy (2 noclegi) pobyt w Hotelu Farmona Business&SPA dla dwóch osób wraz z pakietem zabiegów i kolacją dla dwojga – nagroda przysługuje także wybranemu fanowi.
  • Kartę podarunkową do sklepu answear.com  o wartości 600 zł + zestaw kosmetyków Jantar – nagroda przysługuje także wybranemu fanowi.
  • Kartę podarunkową do sklepu answear.com o wartości 400 zł + zestaw kosmetyków Jantar – nagroda przysługuje także wybranemu fanowi.
  • Nagrody pocieszenia dla 10 uczestników – zestawy kosmetyków Jantar.
Dodatkowa nagroda specjalna za pierwsze miejsce to wywiad w magazynie InStyle! 
Przyznajcie – jest o co walczyć! 😀 Chętnie pojechałabym z jedną z Was do hotelu – nie wiem tylko, czy mogłybyśmy wybrać się w tym samym terminie. A ploteczki byłyby wskazane, tym bardziej, że jest tu wiele osób, które chciałabym poznać osobiście 😀
Głosować możecie na www.jantarhair.com.pl. Pamiętajcie też, że komentarz, który bierze udział w konkursie razem z moim wpisem musi zaczynać się od słów „Moja przemiana z Jantar…”.
Lubicie produkty Jantar? Stosujecie wcierki jako pomoc przeciwko wypadaniu włosów i przyspieszenie ich porostu?
Pozdrawiam i zachęcam do głosowania! Pamiętajcie, akcja rusza 28.10.2016 😛

Uncategorized

PROJEKT DENKO | MAJ 2016 | ZNÓW JESTEM W FORMIE :P

17 czerwca 2016
Hejka!
Projekty denko są jednym z moch ulubionych rodzajów postów. Lubię czytać na blogach mini recenzje kosmetyków, które zostały zużyte przez dziewczyny – wtedy wiem, czy warto zwrócić na coś uwagę, czy lepiej sobie ten produkt odpuścić. Wiem też, że te posty cieszą się dość dużą popularnością na moim blogu, dlatego dzisiaj chętnie przychodzę do Was z kolejnym. Tym razem opiszę Wam pokrótce kosmetyki, które udało mi się zużyć w maju. Zapraszam z kawą albo herbatą – troche się tu tego znalazło 😉

WŁOSY:
  • L’BIOTICA, MASKA DO WŁOSÓW BIOVAX, KERATYNA + JEDWAB
 Jedna z nielicznych masek proteinowych, którą miałam w swoich zbiorach. Używałam jej średnio raz na tydzień, czasem na półtorej – zależnie od tego, czego potrzebowały moje włosy. Była zamknięta w szczelnym słoiczku, dzięki temu mogłam zabierać ją na podróże bez obaw, że coś wyleje mi się do walizki. Dobrze dociążała i odżywiała moje włosy. Sprawiała, że były miękkie i lśniące. Jedna z moich ulubionych masek z tej serii 🙂 Wydaje mi się, że jeszcze kiedyś do niej wrócę.
  • MARION, SERUM 7 EFEKTÓW Z OLEJEK ARGANOWYM
Nie wymagam wiele od ser silikonowych – mają dobrze zabezpieczać końcówki, nie sklejać ich i nie prowadzić do tego, że będą obciążone. To sprawdzało się idealnie i żałuję, że musiałam je wyrzucić. Kilka miesięcy temu minął termin jego ważności, ale nie zmieniło swoich właściwości, więc używałam go dalej. Teraz mam nowy produkt tego typu, więc postanowiłam zacząć używanie nowości. Mimo tego, że takie sera zużywa się bardzo wolno – będę o nim pamiętać ze względu na nietłustą konsystencję i bardzo przyjemny zapach, który długo utrzymywał się na moich włosach.
  • ALTERRA, SZAMPON DO WŁOSÓW DODAJĄCY OBJĘTOŚCI PAPAJA I BAMBUS
Szampony Alterry stosuję zamiennie i bardzo je lubię. Mam nawet kilka w zapasie, bo obłowiłam się na promocji dwa za 10 złotych 😛 ten jest jednym z moich ulubionych ze względu na swój piękny zapach – przypomina mi on pomarańczową oranżadkę z dzieciństwa 😛 Dobrze doczyszcza włosy, zmywa nawet oleje, nie podrażnia skalpu i nie plącze włosów. Mimo naturalnego składu dobrze się pieni. Jest tani i wydajny. Więcej po szamponie nie oczekuję 🙂 Na pewno będę do niego wracać 🙂
  • KALLOS ALGAE
Maski z Kallosa się kocha, albo nienawidzi. U jednych działają naprawdę dobrze, u innych włosy wyglądają lepiej po użyciu samego szamponu. Moje włosy piją wszystko jak popadnie, a ta maska wyjątkowo im się spodobała. Obojętnie- czy trzymałam ją 2 minuty, czy 30 – po wczesaniu dawała niesamowite efekty – lśniące i gładkie włosy, które w słońcu mieniły się na milion kolorów.  Litrowe opakowanie starcza na wieki (chyba że używacie go na spółkę z mamą – moja ma krótkie włosy, a pochłonęła jej więcej, niż ja :P). Polecam! Algi rzeczywiście występują w składzie, nie jest to tylko chwyt marketingowy.

CIAŁO:
  • BEBEAUTY, PŁYN DO KĄPIELI MALINOWA PANNA COTTA
Płyn, który wlewałam do wanny w celu wytworzenia piany. Tani, wydajny. Pianę jak miał robić, tak robił i to dość obficie. Miał ładny zapach, ale szkoda, że nie był on zbyt intensywny :C Lubię te płyny z Biedronki i pewnie jeszcze do nich wrócę 😀 To była jakaś edycja limitowana, ale z tego co się orientuję są też inne warianty dostępne w regularnej sprzedaży.
  • DOVE, ŻEL POD PRYSZNIC CARING PROTECTION
Chyba moja ulubiona wersja żeli Dove. Ma przyjemny, lekki zapach i bardzo bogatą konsystencję – na tyle, że pod koniec ciężko jest wycisnąć ją z opakowania. I to jest właśnie jedyny minus tego kosmetyku – przy małej ilości ciężko wydobyć go z butelki. Nawilża skórę, dobrze ją oczyszcza, nie podrażnia. Będę do niego wracać przed długi, długo czas 🙂 
  • FA, ANTYPERSPURANT FRESH & DRY – LOTUS FLOWER
Nie przepadam za antyperspirantami Fa, ale moja mama ostatnio kupiła dwa na promocji i musiałyśmy je zużyć. Nie są złe, ale jakoś nie odpowiadają mi ich zapachy – większość z nich jest mydlana, a ja wolę świeże nuty zapachowe. Chronić chronił – delikatnie, ale ja dużych problemów z nadmierną potliwością nie mam. Sama raczej do niego nie wrócę – to przeciętniak. Zdecydowanie bardziej odpowiadają mi antyperspiranty Rexony i Garniera.
  • BATH & BODY WORKS, ŻEL POD PRYSZNIC WINTER CANDY APPLE
W tamtym miesiącu pisałam Wam o balsamie tej marki, teraz przyszedł czas na kolejne kosmetyki. Żel pod prysznic ma większą pojemność (około 260 mililitrów), ale podobne opakowanie zamykane na klik, które pod prysznicem sprawdza się naprawdę dobrze. Sam producent obiecuje wybitnie pielęgnujące właściwości, a w rzeczywistości ten produkt to zwykły żel – takie możemy znaleźć nawet w Rossmannie. Jest gęsty, wydajny, dobrze się pieni, ale ma zbyt wysoką cenę jak na taką pojemność. Jedyne co go wyróżnia to intensywny zapach. Raczej nie kupię ponownie – na promocji będę wolała wybrać mydełko albo balsam. ZAWIERA SLES.
  • BATH & BODY WORKS, ANTYBAKTERYJNE MYDŁO W ŻELU SNOW KISSED BERRY
Mydełko, które moja familia zużyła w tempie ekspresowym. Pachniało tak pięknie, a zapach długo utrzymywał się na dłoniach – częsty był wyczuwalny nawet po wysmarowaniu rąk kremem. Mydło miało bardzo gęstą, żelową konsystencję  i zawierało w sobie delikatne drobinki. Pompka działała bez zarzutu – nie zacinała się, dawkowała odpowiednią ilość kosmetyku – po prostu wygodnie się z niej korzystało. Mydło miało jeden, dla mnie duży minus – moje dłonie mocno wysuszało i bez dobrze nawilżającego kremu by się nie obeszło. Mimo to pomyślę nad jego ponownym zakupem.
  • FARMONA, MUS DO CIAŁA TUTTI FRUTTI, BRZOSKWINIA I MANGO
Kosmetyk, który kilka razy podkradałam mamie i postanowiłam napisać chociaż kilka zdań na jego temat. Pamiętacie, jak w oddzielnej recenzji chwaliłam Farmonę za masełka do ciała z tej serii? Ten mus nie był już tak dobry ;C Miał gorszy skład,rzadszą konsystencję i nie był już tak bogaty, jak jego poprzednicy. Jest po prostu słabszy i więcej go nie kupimy. 
  • L’BIOTICA, ZŁUSZCZAJĄCA MASECZKA DO STÓP W SKARPETKACH
 Cały wywód muszę rozpocząć tak: NIGDY WIĘCEJ ZŁUSZCZAJĄCYCH SKARPETEK! :O Zastosowałam je tak jak producent przykazał – trzymałam na stopach mniej niż 90 minut, zdjęłam i czekałam na efekty. W tym czasie chodziłam w trampkach i starałam się nie wystawiać stóp na działanie promieni słonecznych. Czekałam tak 10 dni, potem 15, skóra była sucha, pękała, ale w ogóle nie mogła się złuszczyć, a pumeksu przecież użyć nie mogłam. Co gorsza więcej naskórka złuszczało mi się na zewnętrznej, górnej stronie stopy. Cały proces trwał 3 tygodnie, a na koniec i tak miałam takie same pięty, jak na początku. Nie mam problemów z nadmiernym rogowaceniem pięt i takie zabiegi chyba sobie odpuszczę. Nie przynoszą zadowalających efektów, a muszę czekać 3 tygodnie na to, żeby wyjść w sandałkach. Ja jestem na nie i żałuję, że produkt nie sprawdził się u mnie tak, jak u większości dziewczyn.


TWARZ
  • SYLVECO, RUMIANKOWY ŻEL DO TWARZY
Mój hit i ulubieniec w porannej pielęgnacji. Jest delikatny i ma krótki, przyjazny dla skóry skład. Zawiera kwas salicylowy. Ma poprawiać wygląd skóry trądzikowej i przyspieszać gojenie się wyprysków. Zgadzam się z tym drugim – podczas jego stosowania niedoskonałości rzeczywiście goiły się szybciej, Muszę wspomnieć, że niektóre osoby może wysuszać, spotkałam się już w internecie z podobnymi spostrzeżeniami. W moim przypadku nic złego się na szczęście nie działo.
  • GLY SKIN CARE, TONIK DO TWARZY
Nie spodziewałam się wiele po tym toniku, natomiast ostatecznie zużyłam go z przyjemnością i zastanawiam się, czy przypadkiem do niego nie wrócić. Ma krótki skład, zawiera alkohol, więc niektórym nie będzie to odpowiadało. Ekstrakt z cytryny działa wybielająco i po kilku miesiącach stosowania dało się zauważyć jego rozjaśniające działanie. Toni był lekki i dobrze odświeżał skórę nie pozostawiając na niej lepkiej warstwy. Nie miał zapachu. Aplikator działał dobrze nawet wtedy, kiedy w butelce znajdowało się niewiele kosmetyku. Osobiście polecam 😉
  • SYLVECO, ŁAGODZĄCY KREM POD OCZY
Krem, który wystarczył mi na pół roku stosowania, ledwie udało mi się zużyć go do cna przed końcem okresu przydatności do stosowania po otwarciu.Przez 4 pierwsze miesiące stosowałam go zarówno rano, jak i wieczorem, przez ostatnie dwa lądował natomiast na powiekach tylko przed rannym makijażem. Dość dobrze nawilżał, a był przy tym bardzo lekki. Szybko się wchłaniał i czuć było po jego zastosowaniu lekko oleistą mgiełkę. Pod koniec nie działał już tak dobrze jak na samym początku, ale winą obarczam tu zbyt długi czas stosowania tego samego kosmetyku. Spodobało mi się jego wygodne opakowanie air less. Pomyślę nad jego ponownym zakupem. 
  • SYLVECO, OCZYSZCZAJĄCY PEELING DO TWARZY
Peeling, który też starczył mi na długie miesiące stosowania. Sięgałam po niego raz w tygodniu aby pozbyć się suchych skórek z mojej buzi. Może nie miał idealnego zapachu, ale dobrze spełniał swoje zadanie. Małe i delikatne na pozór drobinki korundu dokładnie ścierały martwy naskórek, pozostawiając skórę gładką i ładnie nawilżoną. Po zastosowaniu peelingu wyczuwalna była lekka warstwa okluzyjna, ale jeśli ktoś nie lubi takiego efektu łatwo było usunąć ją tonikiem labo płynem micelarnym. Chyba znalazłam coś lepszego, ale może jeszcze do niego wrócę, bo jest bardziej delikatni i kremowy niż jego następca.
  • PERFECTA, BALSAM DO UST SOFT LIPS, GRANAT O JAGODA
Nie będę się kryć. Do zakupu zachęcił mnie design opakowania – balsam wygląda jak kostka lodu i przyciąga uwagę. Opakowanie nie jest jednak pozbawione wad – kiedyś samo otworzyło mi się w torebce i cały balsam znalazł się w jej wnętrzu, brudząc wszystko, co popadnie. Co do działania – jest to naprawdę lekka wazelinka o słodkim zapachu, która nadaje się tylko do stosowania w ciągu dnia – na noc będzie zdecydowanie zbyt słaba. Zużyłam już jedno opakowanie, teraz używam jeszcze dwóch i więcej po nie nie sięgnę. Zawierają filtr przenikający, a ja staram się je z jej pielęgnacji wyeliminować.

Znacie któregoś z moich ulubieńców? Jak Wam poszło zużywanie kosmetyków w maju?
Pozdrawiam :*
Na samym końcu chciałam bardzo podziękować Magdzie z bloga optymistyczne-dni.blogspot.com. Zainspirowałam ją do stworzenia wpisu o blogach, które lubi i czyta i to właśnie moja strona znalazła się w jej personalnym rankingu.
Drugą osobą jest też Karolina z bloga swiatkosmetykoholiczki.blogspot.com. Ona z kolei doceniła moje głębokie analizowanie składów, za co bardzo jej dziękuję, bo wymaga to ode mnie naprawdę dużego nakładu pracy.
Dziękuję dziewczyny! :*
Uncategorized

PROJEKT DENKO | Wykończeni w październiku i listopadzie

28 listopada 2015

Hej!
Nie wiem czy Wy też tak macie, ale ja mam ogromną satysfakcję z  tego, że udało mi się wykończyć jakiś produkt. Po rozpoczęciu przygody z blogowaniem na poważnie miałam tendencję do otwierania kilku opakowań kosmetyku tego samego typu – czy to szamponu, czy balsamu. Wiązało się to z długim czasem używania kosmetyków. Na półkach piętrzyły się wieżyczki zbudowane z masek do włosów i pomadek do ust, a ja ciągle dokupowałam nowe rzeczy – przeczytałam recenzję i coś mnie zaciekawiło, promocje w sklepach też często kusiły. Zmobilizowałam się jednak do zrobienia porządku i skutecznie uszczuplam swoje zapasy. Dziś chciałam Wam pokazać pudełka po produktach zużytych w ciągu ostatnich dwóch miesięcy. Zapraszam 🙂

CIAŁO:

DOVE, GO FRESH, OGÓREK I ZIELONA HERBATA
O żelach Dove wspominałam na łamach bloga już kilka razy. Kupując pierwszy podchodziłam do całej sprawy sceptycznie, ale teraz muszę szczerze przyznać, że jestem nimi zachwycona. Moja skóra w końcu nie jest wysuszona, a balsamowanie, czy olejowanie ciała co 2 dni w zupełności wystarcza – pozbyłam się już bardzo suchych miejsc na ciele (pozostało kilka, ale taka już moja uroda 😛 poza tym i tak wyglądają zdecydowanie lepiej niż kiedyś). Żele świetnie się pienią i mają kremową konsystencję. Skóra po ich użyciu jest miękka i nie można mówić o uczuciu ściągnięcia. Do tego przez kilkadziesiąt minut i na nas i w łazience unosi się piękny zapach – w tym wypadku świeżego ogórka i trawy cytrynowej. Polecam!
BABYDREAM, OLEJEK DO CIAŁA
Olejek ten zabierałam ze sobą w podróże ze względu na jego niewielkie rozmiary. Olejowałam nim zarówno ciało, jak i włosy i w obu przypadkach sprawdził się doskonale. Włosy były miękkie, sprężyste i lśniące, a skóra jędrna, napięta i dobrze nawilżona. Mimo niewielkich wymiarów starczył mi na naprawdę długi okres czasu. Olejek ma krótki i wartościowy skład. Nie do końca odpowiadał mi jego zapach, ale po użyciu nie był aż tak intensywny i nie drażnił mojego nosa. Chętnie sięgnę po jego pełną wersję, bo jest to produkt niedrogi, a idealnie wpasowuje się w potrzeby mojej skóry. 
LACTACYD, EMULSJA DO HIGIENY INTYMNEJ SENSITIVE
Mój ulubiony płyn do higieny intymnej. Dlaczego o nim wspominam? Niestety ciężko jest teraz znaleźć produkt z tej kategorii bez SLS, czyli takiego, który nie naruszałby naturalnej bariery ochronnej naszego organizmu. Jak na razie w moim domu gości tylko Facelle i wspomniany wyżej Lactacyd. Nie podrażnia i delikatnie, ale skutecznie oczyszcza. Będę do niego wracać i również polecam. Pisałam o nim w poprzednim denku. 



WŁOSY:

ALTERRA, SZAMPON KOFEINA – BIOTYNA

Szampony Alterry stosuję zamiennie, na promocji kupuję różne warianty raczej nie zwracając uwagi na to, czy produkt jest w 100% dostosowany do potrzeb mojej skóry głowy i włosów. Jak dla mnie taki kosmetyk ma po prostu moje kosmyki myć, a przy tym nie powodować wysuszenia, plątania. Szampon nie powinien być też czynnikiem, który spowoduje podrażnienia skalpu. Szampony Alterry dobrze myją włosy, są pozbawione silnych detergentów, a do tego nawet po samym szamponie i odżywce w sprayu są one miękkie, lśniące i sypkie. Na pewno kupię ponownie, chociaż ta wersja ma średni zapach 😛

FARMONA, HERBAL CARE, SZAMPON CZARNA RZEPA
Raz na jakiś czas (2-3 razy w miesiącu) myję włosy mocniejszym szamponem. Ten tutaj jest naprawdę świetny – ma krótki skład i doskonale domywa włosy z wszelkich zanieczyszczeń i produktów, które zdążyły się na nich osadzić w ciągu kilku tygodni pielęgnacji. Szampon nie ma zbyt przyjemnego zapachu, ale wybaczam mu to przez jego dobre działanie. Jest wydajny, a udoskonalona buteleczka z mniejszym otworem sprawia, że oszczędzamy produkt podczas mycia – dozujemy odpowiednią jego ilość. O jego skrzypowym bracie pisałam już dawno temu. Na pewno do niego wrócę, ale chcę przetestować jeszcze inne szampony o podobnym działaniu.
FARMONA, JANTAR, ODŻYWKA Z WYCIĄGIEM Z BURSZTYNU
Jantar to zdecydowanie najbardziej popularna odżywka do skóry głowy w sieci. To z nią zetknęłam się na początku mojego włosomaniactwa i pozostałam jej wierna do dziś. Nie zawiera alkoholu przez co nie będzie podrażniać nawet wrażliwych skalpów. U mnie nie powoduje szybszego przetłuszczania się włosów, za co bardzo ją cenię – w innym wypadku musiałabym je myć codziennie, a to nie jest mi na rękę. Bardzo przyspiesza porost włosów, więc mogę polecić ją osobom, które walczą o każdy centymetr przyrostu w miesiącu. Po 3 tygodniach kuracji mam na głowie mnóstwo baby hair, które są cieniutkie, ale mocne. Jeśli jesteście ciekawi i chcecie dowiedzieć się o niej więcej zajrzyjcie do posta, w którym zawarłam pełną jej recenzję.

L’BIOTICA, BIOVAX NATURALNE OLEJE, DWUFAZOWA ODŻYWKA DO WŁOSÓW BEZ SPŁUKIWANIA

Odżywkę w spray stosuję rano, przed każdym czesaniem oraz po myciu włosów. Jej głównym zadaniem jest pomoc w rozczesaniu moich plączących się kosmyków. Ta odżywka radziła sobie z tym dobrze, ładnie nabłyszczając przy tym włosy. Były po niej jeszcze miększe, bardziej lśniące a do tego pięknie i słodko pachniały. Jej używanie było dla mnie przyjemnością, jest jednak jedno ALE – atomizer zamiast rozpryskiwać mgiełkę produktu czasem psikał strumień cieczy i sprawiało to, że włosy były sklejone i nie wyglądało to zbyt estetycznie. Myślę, że wrócę jeszcze do tych odżywek, bo są godnymi zamiennikami moich ulubionych Gliss Kurów. 
ALTERRA, SZAMPON GRANAT – ALOES
Jest to chyba mój ulubiony wariant szamponów Alterry. Pachnie bardzo ładnie i najbardziej nawilża moje włosy nie powodując przy tym ich obciążenia. Mini wersję zabierałam ze sobą do podróżnej kosmetyczki. Taka mała butelczka starczyła mi na 5 albo 6 myć i jest to moim zdaniem niezły wynik. Do tego szamponu wrócę na pewno – jest tani, dobry i nie oczekuję do myjących włosy produktów więcej.
ALTERRA, ODŻYWKA DO WŁOSÓW GRANAT – ALOES
Miałam szampon z tej serii, miałam maskę, przyszedł więc też czas na odżywkę. Tak jak szampon, o którym pisałam wyżej, zabierałam ją na podróże i również sprawdziła się świetnie. Sprawiała, że moje włosy były lśniące, lejące, miękkie i wygładzone. Czasem delikatnie traciły przez to objętość, ale zbytnio mi to nie przeszkadzało. Wrócę do tej odżywki, gdy uszczuplę swoje włosowe zapasy. Warto polować na nią w promocji – kosztuje wtedy około 6 złotych. 
DOVE, OXYGEN MOISTURE, SUFLET DO WŁOSÓW

Niedawno pisałam Wam o tej masko-odżywce posta i wspominałam w nim, że mimo mało wybitnego składu moje włosy bardzo polubiły ten produkt. Moje kosmyki lubią emolienty, a tych w tym kosmetyku nie brakowało. Nie był zbyt wydajny i tani, ale raz na jakiś czas mogę sobie na taki kosmetyk pozwolić i „dożywić” moje włosy czymś bardziej chemicznym. Odżywka miała ciekawą, napowietrzoną konsystencję i świeżo pachniała, a zapach utrzymywał się na włosach przez wiele godzin. Wygładzała włosy. Po jej zastosowaniu wyglądały na bardziej zdrowe i mocne. To już drugie zużyte opakowanie i jeszcze kiedyś kupię następne.

TWARZ:

NIVEA, ODŚWIEŻAJĄCA PIANKA OCZYSZCZAJĄCA

Ta pianka również miała już swoje pięć minut na blogu. Kupiłam ją na promocji w Rossmannie i niestety nie byłam zadowolona. Jej konsystencja była bardzo lekka, przez co szybko zmieniała się w lepką ciecz zamiast delikatnie sunąć po twarzy stawiała opór. Jej zapach też niezbyt mi pasował, bo był bardzo intensywny i mocno perfumowany. Moja skóra po jej zastosowaniu była ściągnięta. Zawierała alkohol. Na pewno nie kupię jej ponownie. 
ZIAJA, OCZYSZCZANIE LIŚCIE MANUKA, TONIK ZWĘŻAJĄCY PORY  NA DZIEŃ/NA NOC
Jest to jeden z moich ulubionych toników. Jest bardzo wydajny przez to, że posiada atomizer (który może być dla jednych plusem, a dla innych wadą tego kosmetyku). Może i nie zwężał znacząco porów, ale moja skóra była po nim rozświetlona i dobrze nawilżona, a przy tym oczyszczona. Stosowałam go rano i wieczorem i moim zdaniem świetnie wspierał kremy i sera w działaniu antytrądzikowym. To moje drugie opakowanie i na pewno nie ostatnie. O całej serii kilka słów napisałam w oddzielnym poście.
GARNIER, PŁYN MICELARNY 3W1 DO SKÓRY NORMALNEJ I MIESZANEJ
Zaskoczona tym, jak dobrze sprawdził się u mnie jego starszy, różowy brat, postanowiłam sięgnąć po zieloną wersję przeznaczoną do skóry mieszanej i normalnej, czyli takiej, której bliżej do mojego typu cery. Niestety okazała się moim zdaniem słabsza od poprzednika. Nie dość, że słabiej zmywała makijaż (mówię tu o tym niewodoodpornym) to jeszcze zawierała alkohol, który przyczyniał się do powstawania suchych skórek  Mam jeszcze jedno opakowanie, ale następnego już nie kupię – zdecydowanie lepiej sprawdziła się u mnie wersja do skóry wrażliwej.



ZIAJA, IZOTZIAJA

Izotziaja to żel, który przepisuje mi dermatolog. Jest to retinoid, przyczynia się więc do szybszego złuszczania naszej skóry i powstawania nowych warstw naskórka. Zapobiega to powstawaniu zaskórników, wyprysków. Mobilizuje też skórę do walki z przebarwieniami. Warto wspomnieć, że stosowanie retinoidów przeciwdziała powstawaniu zmarszczek, ponieważ  wpływa na powstawanie kolagenu w warstwie nazwanej skórą właściwą.
BORJOIS, PODKŁAD 1 2 3 PERFECT
Podkład, który zużyłam już dawno temu, ale gdzieś zniknął mi w szafce. Kupiłam go na promocji w Rosmannie 1+1, która obowiązywała w drogeriach mniej więcej rok temu. Mimo tego, że fajnie krył i dobrze utrzymywał się na mojej skórze to więcej po niego nie sięgnę. Na twarzy wyglądał pudrowo i było widać, że mamy coś na twarzy. Kolory podkładów Bourjois są dla mnie za ciemne, to ten dodatkowo na mojej skórze oksydował i sprawiał wrażenie jeszcze ciemniejszego. Odznaczał się od szyi i na mojej neutralnej karnacji wypadał pomarańczowo, a taki efekt raczej nie jest pożądany 😛 Dla mniejszych bladziochów niż ja może być fajnym produktem, ja niestety mówię mu nie.

INNE:

SOLO CARE AQUA, PŁYN DO SOCZEWEK

Soczewki noszę już dobrych kilka lat i to, moim zdaniem, jest najlepszy płyn do ich higieny. Dzięki niemu moje miesięczne soczewki od pierwszego dnia po otwarciu do ostatniego są wygodne w noszeniu i nie uwierają mnie w powieki. Dzięki niemu na soczewkach nie zbierają się białkowe złogi – polecam go więc wszystkim, którzy mają tłusty, gęsty film łzowy. Butelka 360 mililitrów starcza mi na 3/4 miesiące codziennego stosowania. Na pewno sięgnę po niego ponownie. 
YANKEE CANDLE, PINK SANDS
Wosk, który podbił moje serce. Tuż po rozpaleniu trafił do grona moich ulubieńców – był słodki, kwiatowy, ale też świeży, przez co nie wydawał się ciężki. Więcej o tych różowych piaskach możecie przeczytać w oddzielnym poście

CHUSTECZKI ODŚWIEŻAJĄCE – GO PURE FRESH MINT, BABYDREAM FEUCHTEWASHLAPPEN I GESICHT & HANDE
Chusteczki nawilżane nosiłam w torebce, aby mieć czym wytrzeć ręce w miejscach, których zwykłe umycie było niemożliwe, a nakładanie żelu antybakteryjnego na ubrudzone czymś ręce to dla mnie głupota. Wszystkie trzy sprawdzały się fajnie, były dobrze nawilżone, a te z Babydream poradziły sobie nawet ze zmyciem makijażu w podróży. Najmniej nasączone były te turkusowe z bobaskiem, ale nie można było na nie narzekać. Tanie i dobre, pewnie jeszcze kiedyś po nie sięgnę.
Uff – udało się, dobrnęłam do końca tego denka. Zdecydowanie powinnam pisać takie posty raz w miesiącu, bo później nie mogę skończyć pisać, a takie długie posty są męczące zarówno dla Was jak i dla mnie 😛
Miałyście okazję wypróbować któryś z pokazanych przeze mnie kosmetyków? Może macie dla nich jakieś godne zamienniki? Lubicie tak pisane projekty denko – z mini recenzjami zużytych produktów?
Pozdrawiam :3
Uncategorized

FARMONA | Tutti Frutti | Masło do ciała

23 września 2015
Hej kochani!
W ostatnim poście na temat zużytych kosmetyków wspomniałam Wam o masełkach do ciała, które ja i moja mama bardzo polubiłyśmy. Jesienią i zimą nasza skóra potrzebuje większej dawki nawilżenia i natłuszczenia, w innym wypadku jest sucha, pęka. Sprawia nam to nie mały dyskomfort, a czasem (np. w u mnie w okolicach łokci, kolan i kostek) ból, gdyż naskórek pęka głęboko – niejednokrotnie pojawiała się u mnie nawet krew. Zwykłe balsamy czy mleczka nie dawały sobie rady, w zanadrzu miałam kilka olejków, ale czasem potrzebowałam odskoczni i czegoś innego. Przypadkiem wrzuciłam więc do koszyka, na promocji w Rossmannie, masło do ciała Farmona Tutti Frutti. Jeśli jesteście ciekawi, czy przynosi mojej skórze niezbędne ukojenie – zapraszam dalej 🙂

Dzięki zawartości afrykańskiego masła
Karite głęboko nawilża, odżywia i ujędrnia, sprawiając że ciało staje
się zachwycająco miękkie, delikatne i jedwabiście gładkie. Bogata
konsystencja pieści zmysły, czarne drobinki masują ciało, a zniewalająco
słodki zapach egzotycznych owoców uwodzi i relaksuje. 

Konsystencja masła jest naprawdę zbita i gęsta. Pod wpływem ciepła naszych dłoni staje się jednak lżejsza i pozwala na łatwe wsmarowanie produktu w ciało. Tą cechą przypomina raczej masła z The Body Shop niż te z Rossmanna, które można znaleźć w półlitrowych słoikach. Bardzo lubię taką gęstość produktu – nic nie spływa, nic nie ucieka, nie ma problemu z wysmarowaniem połowy łazienki 😛

Masełka dostępne są we wszystkich drogeriach stacjonarnych (np. Hebe, Rossmannie, Naturze czy Super Pharmie), okazjonalnie pojawiają się także między innymi w Biedronce. Znajdziecie je także w wielu sklepach internetowych. Plus za to – nie trzeba się zbytnio naszukać, kiedy chcemy je szybko kupić.

Masełka są tanie, ponieważ za jedno opakowanie zapłacimy około 15 złotych. Swoje kupowałam na promocji i wtedy ich cena oscyluje w granicach 10-12 złotych, więc jest to produkt na każdą kieszeń, tym bardziej, że pojemność wcale nie jest mała.

Masła Tutti Frutti są wydajne, przez to, że ich konsystencja jest gęsta i mocno zbita. Już niewielka ilość wystarcza aby pokryć nim całe ciało. Jedno opakowanie wystarczało mi na kilka tygodni codziennego stosowania, mojej mamie ze zużyciem go idzie trochę szybciej, ale ona woli nakładać na siebie większą ilość kosmetyków 😀

Aqua, Butyrospermum Parkii (Shea)
Butter
(masło shea/ karite, które nawilża naszą skórę, natłuszcza ją i zmiękcza; ma także niewielki filtr UV, który chroni skórę przed szkodliwym promieniowaniem), Ethylhexyl Stearate (emolient, który tworzy na powierzchni warstwę okluzyjną, stosowany sam, bezpośrednio na skórę może być komedogenny), Paraffinum Liquidum (Mineral Oil) (parafina, czyli olej mineralny również jest emolientem tłustym, tworzy na powierzchni skóry ochronny film, może przyczynić się do powstawania zaskórników, jeśli jest stosowana samodzielne), Cetearyl
Alcohol, Ceteareth-20, Glycerin
(gliceryna, ma działanie nawilżające), Glyceryl Stearate, Sodium Acrylate,
Isohexadecane, Polysorbate 80, Cera Alba(Beeswax)
(wosk pszczeli, kolejny emolient tłusty, który ma podobne właściwości do poprzednich), Cyclopentasiloxane,
Cyclohexasiloxane, Dimethicone, Parfum, Simmodsia Chinensis (Jojoba)
Butter
(masło jojoba, nawilża i natłuszcza skórę), Hydrogenated Jojoba Oil (olej jojoba, nawilża, zmiękcza i natłuszcza skórę, ma działanie regeneracyjne), Iron Oxides, Xanthan Gum, Disodium
EDTA, Phenoxyethanol, Methylparaben, Ethylparaben,
2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, BHA, Geraniol, Citronellol, Limonene,
E150cc, CI16255.
Jak widzicie, skład nie jest zły, ale naturalnością nie powala. Na początku bałam się, że parafina może mnie zapychać i na ciele będą tworzyć się małe krostki. Na szczęście nic podobnego się nie stało i nie musiałam odstawić kosmetyku. Dzięki zawartości wielu emolientów, skóra po regularnym smarowaniu staje się gładka, sprężysta i dobrze nawilżona.
Opakowanie tradycyjne dla kosmetyków o podobnej konsystencji. Słoiczek jest dobrym rozwiązaniem, pozwala  na zużycie produktu do końca bez konieczności cięcia opakowania i walki z nim o resztki kosmetyku. Zakrętka nie sprawia problemów przy odkręcaniu. Etykietki są estetyczne, od razu widać o jakim zapachu będzie konkretne masło. Pojemność to 275 mililitrów – zarówno niższego, jak i wyższego słoiczka.

Moim zdaniem masełko Farmona Tutti Frutti jest warte Waszej uwagi. Razem z mamą zużyłyśmy już kilka opakowań i jestem naprawdę zadowolona z efektów. Masło szybko uporało się z najgorzej wysusznymi partiami mojego ciała. Skóra przestała się łuszczyć i nie była już tak mocno napięta. Mimo skłonności do powstawania na plecach zaskórników, po stosowaniu tego kosmetyku ich stan nie uległ zmianie.
Masło ma przyjemną konsystencję, która dobrze się wchłania i nie pozostawia na długo tłustej warstwy, jak to się ma w przypadku stosowania olejków na suche ciało. Uczucie nawilżenia nie jest krótkotrwałe.
Zapach kosmetyku niektórym wydaje się chemiczny. Mojego nosa nie drażni i wszystkie mi się podobają, najbardziej wersja malina&jeżyna – aromat przypomina mi różową mambę.
Podsumowując – za niewielkie pieniądze możemy zdobyć naprawdę niezłe masełko do ciała, które dobrze nawilży naszą skórę. Polecam i mam nadzieję, że dzięki mojej opinii ktoś się na nie skusi 😀

Na pewno sięgnę jeszcze po inne wersje zapachowe, żeby wybrać tą, która najbardziej mi odpowiada. Na razie jednak wróciłam do poprzedniego punktu w pielęgnacji mojego ciała – olejków.
Miałyście przyjemność stosować masło do ciała Farmona Tutti Frutii? Jakie tego typu produkty polecicie?

PS Mam nadzieję, że nowy szablon bloga Wam się spodoba. Mateusz zarwał kilka nocy, żeby wstawić go tak, aby wszystko działało jak należy. Szablon stworzony przez Blokotka.