Wybrany tag

Facelle

PROJEKT DENKO

PROJEKT DENKO PAŹDZIERNIK 2018

3 stycznia 2019
projekt denko październik 2018

Cześć!

Czas uporać się z zaległymi projektami denko. Miałam nie wrzucać tu tych wpisów, ale zużyłam kilka ciekawych kosmetyków, o których chciałabym Wam opowiedzieć. W październiku udało mi się wykończyć ich naprawdę dużo, dlatego jeśli ciekawi Was naturalna pielęgnacja, azjatyckie smaczki i kolorówka – zapraszam do dalszej części wpisu.

Przy okazji chciałabym życzyć Wam wszystkiego dobrego w Nowym Roku. Mam nadzieję, że będzie on jeszcze łaskawszy i lepszy niż poprzedni. Poza tym, niech spełnią się wszystkie nasze cele, marzenia i postanowienia! Trzymam za to kciuki.

Czytaj dalej

PROJEKT DENKO

PROJEKT DENKO | SIERPIEŃ 2017 | MYŚLAŁAM, ŻE BĘDZIE GORZEJ

13 września 2017

Cześć!

Z zużywaniem kosmetyków w miesiącach letnich bywa różnie – jedni prą naprzód zabierając na wyjazdy odlewki resztek, które zalegają na półkach, a inni otwierają nowe kosmetyki, bo wiedzą, że 50 mililitrów szamponu może nie wystarczyć na 3 tygodniowy wyjazd. Ja jestem gdzieś pomiędzy, ale mam świadomość, że podróże często niweczą moje plany odnośnie zużywania otwartych produktów.
Pokażę Wam dzisiaj kilka kosmetyków, które udało mi się zużyć w sierpniu – z racji dwutygodniowego wyjazdu myślałam, że będzie tego o wiele mniej, ale pozytywnie się zaskoczyłam 😀 Czy znalazły się tu jakieś perełki? Czy będę tęsknić za tymi produktami? Zapraszam!

Czytaj dalej

Uncategorized

PROJEKT DENKO | STYCZEŃ 2016 | BIORĘ SIĘ W GARŚĆ :P

21 lutego 2017

Hej!
Na tym blogu tak to już chyba jest, że projekt denko praktycznie zawsze pojawia się bardzo spóźniony 😛 Nawet wtedy, kiedy bardzo się staram coś mi nie wychodzi i na blogu ląduje on najwcześniej w połowie miesiąca. Nie oznacza to jednak tego, że jest gorszy 😛 Dzisiaj mam Wam do pokazania całkiem fajne kosmetyki, więc jeśli macie ochotę ze mną zostać – zapraszam dalej! Tylko proszę się nie przepychać 😛 

CIAŁO:

  • ŻELE POD PRYSZNIC BALEA, WANILIA I KOKOS ORAZ BRZOSKWINIA I LOTOS
Żele Balei lubię, choć nie są to najlepsze kosmetyki pod prysznic, z jakimi miałam do czynienia. Są przede wszystkim tanie, bo takie opakowanie kosztuje zaledwie 0,55 EUR. Zawsze, kiedy jestem w Niemczech wrzucam kilka do koszyka – moim zdaniem mają fajne opakowania, a do tego każdy z nich pięknie pachnie! 😀 Dobrze się pienią, ale nie są zbyt wydajne – może to przez ich średnio gęstą konsystencję (weźcie pod uwagę fakt, że ja używam bardzo dużo żelu na raz). Czy wysuszają skórę? W moim przypadku tak, na takim samym poziomie jak te z Isany, ale nie jest to bardzo uciążliwe – wystarczy balsamowanie ciała. Na pewno jeszcze do nich wrócę, ktoś musi testować kolejne edycje limitowane 😛
  • PŁYN DO HIGIENY INTYMNEJ FACELLE SENSITIVE
Staram się wybierać takie płyny do higieny intymnej, które nie podrażniają i Facelle jest właśnie jednym z nich. Jest delikatny i ma przyjazny dla wrażliwych okolic skład. Czasem myję nim też pędzle i w tym przypadku też dobrze się sprawdza. Przeszkadza mi  nim tylko opakowanie – moim zdaniem ciężko wydobyć jest przez nie odpowiednią ilość kosmetyku i często połowa z tego, co mam na dłoni ląduje w prysznicu. Mimo tej wady, będę do niego wracać.
  • PEELING CUKROWY WELLNESS & BEAUTY W WERSJI MANGO
Po pierwsze zaczynając opis tego kosmetyku muszę wspomnieć, że ma on niewiele wspólnego z peelingiem cukrowym, chociaż jego nazwa na to wskazuje. Bazuje na soli, więc osoby nie czytające składów mogą być rozczarowane. Jak przystało na peeling solny jest dość ostry i pozwala efektywnie usunąć martwy naskórek. Kryształki soli mają mniej regularny kształt, przez co są ostrzejsze od kryształków cukry, wolniej się także rozpuszczają. Po depilacji ten peeling powodował czasem lekkie pieczenie, ale przyznam, że go lubiłam. Miał ładny, owocowy zapach i zostawiał skórę gładką i natłuszczoną. Zawierał oleje, dlatego balsamowanie po prysznicu nie było już konieczne. Na razie nie zapowiada się, żebym kupiła kolejny słoiczek, ale kiedyś na pewno do niego wrócę. 

TWARZ:
Na temat tego kosmetyku napisałam osobną recenzję, dostałam go w ramach współpracy i użyłam tylko raz. Dlaczego? Ma w składzie rakotwórczy konserwant, który niestety kumuluje się w naszym organizmie. Wiem, że na coś trzeba umrzeć, ale ja już wolę na słodycze 😛 Nie polecam. Więcej go nie kupię i ostrzegam Was przed tym produktem. 
To już któreś z kolei opakowanie tego kosmetyku, które zużyłam. Bardzo lubię ten płyn micelarny, ponieważ nie jest drogi (ja kupuję dwupaki w Biedronce, po 22 złotych za  sztuki). Nie podrażnia moich oczu i dobrze radzi sobie ze zmyciem makijażu – i solo, i po zastosowaniu oleju. Miałam jeszcze zieloną wersję, do cery mieszanej, ale jest o wiele gorsza i zawiera alkohol, po którym piekły mnie oczy ;/ Będę do niego regularnie wracać.



  • MASKA DO TWARZY, BANIA AGAFII, DZIEGCIOWA, OCZYSZCZAJĄCA
Maska dziegciowa od Bani Agafii to jedna z moich ulubionych masek tego typu. Mimo tego, że jest na bazie glinki i dokładnie oczyszcza nasze pory, nie wysusza dodatkowo delikatnej i wrażliwej skóry. Ma ciekawy, naturalny skład, jest w formie wyciskanej, zakręcanej saszetki i starcza na dobrych kilka użyć. Jest tania, ale skuteczna i na pewno będę do niej wracać. Wolę ją od zwykłych glinek – nie muszę nic mieszać, dodawać, miksować, a moja skóra i tak jest oczyszczona i nawilżona 🙂
Na temat tego kremu pojawił się osobny post na blogu. Jest to jeden z moich ulubieńców, do których raz na jakiś czas wracam. Krem ma krótki, przyjazny dla skóry skład, bogatą konsystencję i świetnie nawilża i natłuszcza skórę wokół oczu. Zamknięty jest w małym słoiczku, na szczęście tak skonstruowanym, że nawet dłuższe paznokcie nie przeszkadzają w pobieraniu i późniejszej aplikacji tego kosmetyku. Polecam wszystkim młodszym dziewczynom, które nie mają jeszcze problemów z utratą jędrności skóry cz zmarszczkami w tych okolicach. Jest świetny!
  • MASKA DO TWARZY W PŁACHCIE OH K!, COCONUT WATER
Maskę tę dostałam w pakiecie trzech sztuk od Magdy z bloga Land of Vanity, kiedy wygrałam organizowane przez nią koreańskie rozdanie. Nie pokładałam w niej dużych nadziei, bo jak wiele azjatyckich kosmetyków nie zachwycała składem, ale całkiem dobrze poradziła sobie z nawilżeniem mojej skóry. Delikatnie ją ukoiła, sporo zaczerwienień lekko zbladło, a to już dla mnie spory plus. Dodatkowo przyjemnie pachniała kokosem, ale nie był to uciążliwy, nieprzyjemny zapach. Jestem pozytywnie zaskoczona, mam jeszcze jedną w zapasie i na pewno z przyjemnością ją zużyję. 

 

  • PODKŁAD PIERRE RENE, SKIN BALANCE COVER W ODCIENIU 20 CHAMPAGNE 
Na początku naszej znajomości niezbyt lubiłam się z tym podkładem, miałam wrażenie, że podkreśla wszystko to, co powinien zakryć. Później, kiedy zmieniłam pielęgnację mojej skóry i suche skórki zniknęły z mojej twarzy zaczął sprawdzać się świetnie! Dobrze kryje, jest jasny (choć nie tak jasny jak ja bym tego chciała :C) i nie zapycha mojej skóry. Wystarczy jedna warstwa, żeby przykryć nawet większe zaczerwienienia i wystarczy tylko punktowo nałożony korektor. Muszę napisać Wam na jego temat osobny post – jest tego warty 🙂 Drugie opakowanie mam już w użyciu! 😀
Moim zdaniem jeden z najlepszych, lekkich drogeryjnych podkładów o jasnym kolorze.  Mimo tego, że jest lejący i praktycznie niewyczuwalny na twarzy dość dobrze kryje. Niestety ma tendencję do ścierania się z brody i nosa, dlatego nie polecam go dla cer tłustych – w moim przypadku teraz, kiedy moja skóra nie przetłuszcza się już tak mocno utrzymuje się u mnie zdecydowanie dłużej. Może także podkreślać suche skórki. Na pewno nie jest to kosmetyk bez wad, ale ja lubię do niego wracać. Szkoda, że nie jest bardziej żółty – wtedy byłby dla mnie ideałem 😀
Znacie któryś kosmetyk z mojego denka? Zapraszam Was na rozdanie! Link znajdziecie w banerze na pasku bocznym 🙂
Pozdrawiam i życzę miłego wtorku!

Uncategorized

PROJEKT DENKO PAŹDZIERNIK I LISTOPAD ’16 | MAM TĘ MOC? :P

28 grudnia 2016

Cześć!

Grudzień chyli się ku końcowi, a ja nie miałam jeszcze okazji pokazać Wam zdenkowanych kosmetyków z października i listopada. Nie raz pisałam już, że zużywanie zimą i jesienią idzie mi opornie, a pustych opakowań w ogóle nie chce przybywać. Jednak fakt, że nie kupuję zbędnych kosmetyków już od kilku miesięcy pomaga mi w zmniejszaniu zapasów – które i tak nie są już duże 😀 
Jeśli jesteście ciekawi, czego się ostatnio pozbyłam i czy znajdują się w tej gromadce jakieś hity godne polecenia – zapraszam Was dalej! 😀

WŁOSY:
Szampony Batiste bardzo lubię i zawsze choć jeden znajduje się na mojej kosmetycznej półce. Rzeczywiście dobrze absorbują sebum, a dodatkowo są na tyle drobno zmielone, że nawet na moich bardzo ciemnych włosach nie zostawiają białej mgiełki. Moje włosy są po nim świeże od rana, aż do wieczora, choć ta świeżość to nie to samo, co po umyciu włosów. Staram się używać go rzadko, tylko w awaryjnych sytuacjach, bo przez obecność alkoholu izopropylowego potrafią podrażnić skórę głowy i spowodować pojawienie się łupieżu. Jeśli chcecie przeczytać coś więcej na ich temat – kliknijcie w nagłówek – tam znajdziecie odnośnik do oddzielnego wpisu na temat Batiste.

CIAŁO:
  • PŁYN DO HIGIENY INTYMNEJ FACELLE INTIM, ALOE VERA
  Nie ukrywam, że Facelle to jeden z moich ulubionych żeli do higieny intymnej. Ma dobry skład (nie zawiera SLS/SLES i ma odpowiednie pH), nie podrażnia, nie wysusza, dobrze oczyszcza, a do tego jest naprawdę tani. Stosuję go zamiennie z Lactacytem w wersji bez silnych detergentów i z obu jestem zadowolona. Niektórzy myją nim włosy lub twarz, ale mi to nie odpowiada – przeszkadza mi jego zapach, a włosom nie do końca odpowiada kwaśne pH – przynajmniej w szamponie. Nie mniej jednak polecam – testowałam już różne wersje i każda sprawdziła się u mnie dobrze.
  • PIANKA POD PRYSZNIC BALEA, HAWAIAN DREAM 
Od dawna chciałam wypróbować pianki pod prysznic Rituals, ale nie mam dostępu do tego sklepu stacjonarnie, a nie chciałam zamawiać ich kosmetyków w ciemno, przed spojrzeniem na to, jaki to zapach. Będąc w Niemczech zajrzałam do DM i tam znazłam tańsze odpowiedniki tych produktów. Kupiłam dwie takie pianki, tę i jeszcze inną – cytrusową, ale na pierwszy ogień wybrałam wakacyjną, hawajską wersję 😀 Pianka jest bardzo gęsta i niewielką porcją można umyć całe ciało. Pachnie delikatnie, ale zapach utrzymuje się później na skórze – co najmniej przez kilkadziesiąt minut. Hawajski sen to połączenie kwiatu lotosu, orchidei i kokosa – słodki, ale nienachalny, owiany kwiatową nutą. Pianka przypadła mi o gustu – z tego co pamiętam kosztowała niecałe 2,5 EUR, więc do najdroższych nie należała. Zaraz po SLES znajduje się gliceryna, która łagodzi jego działanie – mojej skóry te pianki nie podrażniały. Polecam! To mój kąpielowy hit! 😀



TWARZ:
  • KREM NAWILŻAJĄCY POD OCZY Z WINOGRONEM, ALTERRA
Krem ten kupiłam w pośpiechu, kiedy niespodziewanie skończyła mi się tubka Sylveco. Był akurat na promocji, pamiętam, że zapłaciłam za niego mniej więcej 7 złotych. Przyznam, że całkiem fajnie nawilżał, był lekki i dobrze sprawdzał się pod makijażem. Nie jest to mój hit, bo czasem potrafił podrażnić moje oczy, przez co lekko łzawiły, ale na pewno nie mogę nazwać go bublem. Raczej do niego nie wrócę, bo niestety mnie nie zachwycił, ale jako kosmetyk awaryjny, wtedy, kiedy nie mamy nic innego może się całkiem dobrze sprawdzić 🙂 
  • ŻEL DO MYCIA TWARZY AVENE, CLEANANCE 
Na wstępie powiem, że jest to jeden z najbardziej wydajnych żeli, jakich miałam okazję używać. Stał na mojej kosmetycznej półce od sierpnia, do listopada, a używałam go dwa razy dziennie – rano i wieczorem. Był bardzo wydajny, dobrze się pienił i oczyszczał skórę z zanieczyszczeń nie podrażniając jej przy tym i, co najważniejsze, nie wysuszając. Nie zauważyłam, żeby drastycznie wpłynął na stan mojej skóry, ale na pewno nie powodował wysypu niedoskonałości czy pojawienia się większej ilości zaskórników. Miał przyjemny, lekko mydlany zapach i kolor, który urzekł mnie – miłośniczkę wszelkich odcieni niebieskiego 😀  Na pewno jeszcze do niego wrócę, jest to jeden z najlepszych, aptecznych żeli do oczyszczania skóry mieszanej, ale wrażliwej i skłonnej do wyprysków.
  • HYDROLAT EKOLOGICZNY NEROLI, ECOSPA
Z hydrolatami znam się od niedawna – zaczęłam z nimi eksperymentować wtedy, kiedy potrzeby mojej skóry się zwiększyły, a ja szukałam czegoś, co pozwoli mi odpowiednio o nią zadbać.  Nie mogąc znaleźć dla siebie idealnego toniku rozpoczęłam poszukiwania wśród hydrolatów i tak trafił do mnie ten z pomarańczy. Jest to rzadki płyn, który szybko się wchłania pozostawiając skórę matową. Ma ziołowy, „liściasty” zapach – charakterystyczny – coś podobnego do tego, kiedy rozciera się liście w dłoniach. Sam hydrolat dobrze sprawdzał się u mnie jako substytut toniku – zwężał pory, napinał skórę i sprawiał, że optycznie wyglądała o wiele lepiej. Na równi z hydrolatem oczarowym jest moim ulubieńcem, do którego jeszcze wrócę 🙂
  • IZOTZIAJA
Maść, a raczej żel, który pojawia się w co którymś denku. Od dawna zminimalizowałam częstość jego stosowania i teraz sięgam po niego tylko dwa razy w tygodniu. Moja skóra delikatnie się po tym zabiegu łuszczy. Izotziaja pomaga mi w walce z bliznami i przebarwieniami, ale także z wypryskami i zaskórnikami. Na początku mam zamiar znów wybrać się do dermatologa – tym razem innego i zmienić w końcu ten lek – nie chcę, żeby moja skóra przyzwyczaiła się do ciągłego stosowania retinoidów. Jeśli macie problemy podobne do moich – zapytajcie o ten lek swojego dermatologa 🙂
  • FILTR PRZECIWSŁONECZNY LA ROCHE POSAY, ANTHELIOS XL ŻEL – KREM SUCHY W DOTYKU
Wspominałam Wam o tym kosmetyku w letnich ulubieńcach i nadal pozostał w tym gronie – nawet w zimie. To filtr, który mnie nie zapycha, nie podrażnia i co najważniejsze – nie wpływa negatywnie na trwałość mojego makijażu. Po kilku minutach od wsmarowania delikatnie zastyga zmniejszając świecenie się skóry, nie powodując jednak wieczornej nadprodukcji sebum. Teraz zmieniło się jego opakowanie, a ja nadal przy nim trwam – i chyba długo tak jeszcze pozostanie – na razie nic nie zainteresowało mnie na tyle, żeby miało go zdetronizować 😛

Znaleźliście coś ciekawego wśród tych „pustaków”? Jak idzie Wam denkowanie?
Mam nadzieję, że zauważyłyście moją ostatnią aktywność an Waszych blogach – moja klawiatura płonie 😛
Pozdrawiam ♥
Uncategorized

Bydgoski mini haul :3

26 września 2014
Hej!
   Nie było mnie tu bardzo długo, jednak jest to oczywiste, przynajmniej dla mnie albo dlatych, którzy częściej mnie śledzą 😛 Rok akademicki zaczyna się już 1 października, a ja zdecydowałam się studiować w Bydgoszczy, czyli daleko od domu. Musiałam liczyć się z tym, że przyjdzie czas na przeprowadzkę do nowego mieszkania i ten okres właśnie nastąpił. Musiałam spakować cały swój dobytek i od dwóch dni mieszkam w województwie kujawsko-pomorskim. Bez zbędnych już ceregieli, zaprasza, Was na mini haul, wszystkie produkty pochodzą z Rossmanna i są to raczej rzeczy codziennego użytku. Jeśli jesteście ciekawi, zapraszam do czytania!
   To mydło, nie dość, że skusiło mnie niską ceną ( kosztowało bowiem jedyne 2.99 złotego) to dodatkowo pięknie pachnie tym, co ma w swojej nazwie – pomarańczami i owocem mango. Plusem jest to, że mydełko ma dość gęstą konsystencję, dobrze się pieni a zapach pozostaje na dłoniach i jest długo wyczuwalny.
   Dorwałam też słynny żel do usuwania skórek z Sally Hansen. Miałam go zamówić przez internet, ale nigdy nie było go wtych drogeriach, z których najczęściej korzystam, a nie chciałam zamawiać go pojedynczo, bo razem z kosztem wysyłki wyszło by po prostu za drogo. W Hebe, czy w Naturze, w której jest szerzej dostępny kosztował zawsze około 33-35 złotych, w bydgoskim Rossmannie kupiłam go natomiast za 21.99, co jest naprawdę korzystną ofertą. Jeśli w internecie kosztuje mniej więcej 15 złotych i doliczymy do tego koszt wysyłki wyjdzie pewnie więcej niż to, co ja wydałam.
   Kolejnym produktem jest obcinacz do paznokci. Słyszałam, że nie powinno się obcinać paznokcie a je piłować, ale ja nie jestem na tyle utalentowana motorycznie, aby tego dokonać. Smutne to, ale prawdziwe 😛 Cążki kosztowały 6.99 złotego.

      Zdecydowałam się również na wielozadaniowy łyn do higieny intymnej – Facelle. Podobno można nim myć i okolice bikini i pędzle, a nawet twarz. Do tego służy też jako żel pod prysznic. Jak na 4,99 to cud, miód i orzeszki 😛
   Przedostatnim produktem kosmetycznym jest antyperspirany Garnier Mineral. Kosztował 7,49 złotego. Jest to jeden z moich ulubionych antyperspirantów, bo nie dość, że świetnie spełnia swoje zadanie, to nie brudzi odzieży i pięknie pachnie. To już moja trzecia buteleczka i pewnie nie ostatnia 😀
   Ostatnim produktem, tym razem raczej gadżetem niż kosmetykiem jest szczotka kąpielowa z naturalnego włosia. Kosztowała niecałe 11 złotych. Kupiłam ją, żeby masować ciało na sucho – zapobiegawczo przed celulitem. Jak na razie strasznie drapie, ale mam nadzieję, że w końcu mi przejdzie, bo nie jest to najprzyjemniejsze uczucie.
To by było na tyle naszych zakupów. Pa Mateusz zdecydował się na nowy żel Playboy Generations, który był wtedy w promocji i kosztował 8,99.
Jesteście ciekawi jak wygląda nasze nowe mieszkanie? A może jest ktoś z Bydgoszczy lub okolic i chciałby się spotkać przez 1 października? Podoba się Wam coś z produktów, które mogliście dzisiaj zobaczyć?
Pozdrawiam i zapraszam do jutrzejszego posta.