Wybrany tag

Eveline

Uncategorized

ŁUPY Z MEET BEAUTY | KIEDY JA TO WSZYSTKO ZUŻYJĘ? :O

19 maja 2016
Zdjęcie w tle pochodzi z bloga Ani – potejstronielustra.pl
Hej!
Wiem, że szał na posty z Meet Beauty już minął, ale przed maturą nie miałam kiedy pokazać Wam, co z konferencji przywiozłam. Po wyjściu ze stadionu czułam się jak prawdziwy buraczek cebulaczek – byłam obładowana torbami cięższymi ode mnie 😛 Dobrze, że nie musiałam wracać do Mateusza autobusem – nie wiem jak byśmy tę podróż przeżyli 😛 Jeśli jesteście ciekawi, co nam tak ciążyło – zapraszam dalej! Tylko ostrzegam – weźcie ze sobą kawę i ciastko, to może chwilę potrwać 😀

Na stanowisku Pilomax, oprócz badania skóry głowy każda z nas dostała paczkę wypełnioną po brzegi kosmetykami tej firmy. O ile ich szampon do codziennego stosowania niezbyt się u mnie sprawdził, to ich maski są lubiane przez moje włosy. Wszystkie maski są tymi o mniejszej pojemności, ale dla mnie to zaleta, a nie wada – brakowało mi czegoś, co mogłabym zabierać na kilkudniowe podróże. W mojej paczce znalazł się szampon Olamin Wax, który ma pomóc mi w znormalizowaniu mojej skóry głowy – na zbliżeniach okazało się, że jest ona lekko podrażniona i przesuszona. Jeśli chodzi o maski, od mojej torby zawędrowały Aloes Wax w dwóch egzemplarzach, ale jeden już oddałam, Arabica Wax, która podobno brzydko pachnie i odżywka regenerująca do włosów ciemnych i farbowanych na ciemne kolory.

Jedną z najlepszych, według mnie, paczek była ta od Annabelle Minerals. Dostałyśmy podkład matujący Golden Fair, puder rozświetlający, cień do powiek Vanilla i róż do policzków Rose. Trzy z tych kosmetyków niestety oddałam na rozdanie – podkład jest za ciemny, pudrów używam tylko matujących, ewentualnie satynowych, a róż po prostu mam 😛 Mam nadzieję, że którejś z Was posłużą lepiej, niż mi – nie lubię kiedy coś leży na półce i się marnuje.

Na warsztatach makijażowych Lirene miałyśmy okazję dowiedzieć wielu ciekawostek o makijażu, a także o kosmetycznych nowościach tej marki. Podkład No mask jest jednym z najbardziej zachwalanych podkładów na blogach – dla mnie niestety okazał się być kosmetykiem za ciemnym i też na pewno zorganizuję z nim rozdanie w roli głównej 😀 Kosmetykiem pielęgnacyjnym, jaki dostałyśmy w tym zestawie był albo żel micelarny, albo płyn dwufazowy, który ma powodować wzmocnienie rzęs i ja otrzymałam właśnie ten drugi produkt 🙂

Na stanowisku Glov każda z nas mogła z bliska przyjrzeć się tym magicznym rękawicom oraz poznać kolorowe nowości tej marki (które moim zdaniem wyglądały naprawdę uroczo :P). W misce z dobrociami czekały na nas mini rękawiczki na palec, które służą usuwaniu makijażu oka lub ust. Wiem, że dziewczyny, które miały wizytówki mogły wybrać sobie Glov On the Go, ale ja o wizytówkach nawet nie pomyślałam, a szkoda 😛 Teraz wiem, co muszę zabrać na kolejną edycję. Tego gadżetu jeszcze nie testowałam, ale jak już sprawdzę co i jak – na pewno coś o nim napiszę – czy to tutaj, czy na profilu na Facebooku.

W paczce od Bielendy znalazł się odżywczy balsam do ciała, który powędrował do mojej przybranej cioci. Nie miał zachwycającego składu, wiedziałam więc, że raczej zostanie u mnie na dnie szafy i nie będę z niego korzystać. Podkład matujący ma zdecydowanie za ciemny odcień, więc wrzucę go do kolejnej rozdaniowej niespodzianki. Z produktów ze zdjęcia zużyję tylko maskę peel off – tej nawilżająco – dotleniającej jeszcze nie miałam, ale inne z tej serii fajnie działały na moją skórę. Masełko do ust też się nie zmarnuje – na pewno wrzucę je do torby, bo jest w formie wygodnego sztyftu.

Od Palmersa dostałyśmy mini balsamy i 2 próbki. Ich stoisko było oblegane od samego rana, a ja z Zuzią wybrałam się tam praktycznie pod koniec całej konferencji. Było mi smutno, kiedy Zuzia dostała balsam na rozstępy, a mnie panie zbyły i nawet nie chciały porozmawiać ze mną o nowościach z olejem kokosowym i masłem Shea. Miałam o nich dobre zdanie, ale ich reputacja trochę zmalała – przynajmniej w moich oczach. Balsam kupiłam sama w Hebe – mam nadzieję, że sprawdzi się tak dobrze, jak go zachwalały.

Tołpa mnie niestety rozczarowała. Nie byłam na ich warsztatach, ale zrobiłam „wywiad środowiskowy” i wiem, że nie wszystkim dziewczynom się one podobały. Osoby, które nie uczestniczyły w zajęciach otrzymały tylko jeden, ale bardzo ciekawy, na pierwszy rzut oka, produkt – krem BB upiększający. Bardzo się cieszyłam, bo szukałam czegoś lżejszego na lato. Kiedy go użyłam nieprzyjemnie się zaskoczyłam i powiem tylko jedno – nie polecam tego kosmetyku. Jeśli chcecie, mogę przygotować na jego temat oddzielny wpis – poświęcę się i potestuję ten bubel jeszcze trochę czasu, żeby była ona choć trochę bardziej szczegółowa 😛

Stoisko Eveline też obadałam jako jedna z ostatnich dziewczyn i mimo szczerych chęci Pani konsultantki nic ciekawego już nie było. Balsam z chłodzącym efektem zużyję latem na newralgiczne partie ciała – brzuch, uda i pośladki. Tusz i ta brązowo-pomarańczowa szminka lądują w rozdaniu. Koralowo – różową pomadkę miałam już na ustach i przyznam, że świetnie będzie wyglądała w pełnym słońcu 😀

Warsztaty paznokciowe podobały mi się najbardziej, więc nie jesteście pewnie zdziwieni, że paczka z Indigo też. Nie spodziewałam się, że dostaniemy tak wielką ilość kosmetyków :O I to w przepięknej, złotej torbie, która niestety nie znalazła się na zdjęciu. Na samej górze widzicie zestaw lakierów w kolorach nude – mam niewiele podobnych osobników w swojej kosmetyczce, więc jestem podwójnie zadowolona 😀 Obok w woreczku znajdują się próbki z różnymi zapachami kremów do rąk – będę mogła wybrać te, które najbardziej przypadną mi do gustu. W kolejnym fioletowym woreczku znajdują się 3 próbki perfum, a obok nich balsam do ciała, krem do rąk oraz olejek w sprayu. Po prawej stronie zapachów do samochodu znajduje się oliwka do skórek z mirrą, a niżej krem do rąk „rybka”, polerka, dwie odżywki do paznokci i masło shea – które razem z polerką można wykorzystać do wykonania autorskiego manucire shea. Paczka bomba – wszystkie te kosmetyki będą przeze mnie używane z przyjemnością – mają świetne opakowania, pięknie pachną – oby jeszcze działanie było tak dobre, jak strona wizualna 😀

Paczka od Shwarzkopfa również przypadła mi do gustu. Znalazł się w niej lakier malinowy z Got2Be, który przejęła już moja mama – sama lakierów nie używam, więc nie wiem jak sprawdziłby się na długich włosach. Odżywki w sprayu Gliss Kur lubię i w ciągu kilku ostatnich lat raczej nie zdradzałam ich z kosmetykami innych marek. Wersji Ultimate Repair jeszcze nie używałam, bo jest to nowość na drogeryjnych półkach. Puder dodający objętości nie jest dla mnie nieznanym produktem – używam go przed imprezami, bo na co dzień raczej denerwowałby mnie ten efekt tępych włosów. Olejek na końce na pewno zużyję, bo po każdym myciu zabezpieczam je właśnie silikonowym serum , a maskę pożrą suche i rozjaśniane włosy mojej mamy 😀

Ostatnimi już zdobyczami są długopis – szminka, który robi furorę wśród moich znajomych 😀 Dalej mamy coś a’la błyszczyk w pomadce, czyli nowość Golden Rose Sheer Shine. Moja jest w kolorze brudnego różu – jest to dzienny nudziak i na pewno będzie lądowała na ustach wtedy, kiedy nie będę chciała podkreślać ust czymś bardziej wyrazistym. Jest to numerek 4. Lakier również jest jednym z nowszych kosmetyków tej marki – jest to seria Ice Chick, a ta ciemna śliwka to numerek 18. Częściej będę do niego wracać jesienną porą. 

Co przyciągnęło Waszą uwagę? Mnie najbardziej podobają się prezenty od Indigo i Annabelle Minerals. Szkoda tylko, że kolory i właściwości nie do końca mi odpowiadają :C
Pozdrawiam
Uncategorized

KARTKA Z PAMIĘTNIKA | MEET BEAUTY 2016 | RELACJA

27 kwietnia 2016
Cześć!
Trochę tu ostatnio cicho, a ja już spieszę z wyjaśnieniami. Jak wiecie, lub nie, w maju piszę maturę z chemii, która jest dla mnie bardzo ważnym egzaminem. To już moje trzecie podejście i, mam nadzieję, ostatnie. Zależy mi na studiach medycznych, a ciągle mam pod górkę – pod koniec maja postaram się napisać dla Was post, w którym opiszę moje odczucia odnośnie samej matury i rekrutacji na studia. 
Do 13 maja posty będą się pewnie pojawiać nieregularnie, nie wiem nawet, czy na 2 tygodnie nie zawieszę bloga – zobaczymy jak to wyjdzie. Nadszedł czas ostatnich powtórek, muszę szlifować to, czego udało mi się nauczyć przez ostatni rok.
Dziś przychodzę więc z lekkim, luźnym postem opartym głównie na zdjęciach. Jeśli ciekawi Was, jak wyglądało Meet Beauty z mojego punktu widzenia – zapraszam do dalszej części posta 🙂

PRZYGOTOWANIA
Na Meet Beauty zaczęłam pakować się w piątek i tego samego dnia wyjechałam do Warszawy. Zatrzymałam się oczywiście u Mateusza. Rano postanowiłam zrobić sobie hybrydy i oczywiście co? Nie wyszły 😛 Na szczęście wyrobiłam się i udało mi się to poprawić, przez co efekt końcowy był zadowalający.  
Wybranie stroju również nie należało do najprzyjemniejszych i najłatwiejszych czynności. Na ostatnim spotkaniu byłam w spodniach, a większość dziewczyn przywdziała eleganckie sukienki. Tym razem i ja postanowiłam „wrzucić na siebie kieckę” 😀 Wybrałam wygodny model, w którym dobrze się czuję. Po dojechaniu na miejsce zorientowałam się, że tym razem więcej dziewczyn postawiło na luźny styl i znowu znalazłam się w mniejszości 😛
Jeśli chodzi już o sobotni poranek i dotarcie na miejsce – poszło nam łatwo. Gorzej było znaleźć samą recepcję – weszliśmy z Mateuszem za wysoko, a że flaga z logiem MB była niska nie było jej widać z góry. Takim sposobem przeszliśmy dookoła cały stadion – poranne cardio na obcasach zaliczone – co tam, że mało nie zemdlałam (przez babskie dni, które nadeszły niespodziewanie, zabrakło mi sił :P) i narobiłam sobie odcisków. Najważniejsze, że dotarłam!

WARSZTATY PAZNOKCIOWE INDIGO
Po otwarciu całej konferencji udałyśmy się z Zuzią na warsztaty paznokciowe. Jeśli chodzi o zajęcia, to właśnie te interesowały mnie najbardziej i to na nie zapisałam się w pierwszej kolejności. Od kilku miesięcy nieregularnie wykonuję sobie hybrydy, a temat miał dotyczyć po części ich. Warsztaty przygotowała marka Indigo.
Od Pani Kasi dowiedziałyśmy się o problemach związanych z tym manicure i o tym, co jest ich przyczyną. Kiedy znamy przyczynę możemy wyeliminować skutek, a to daje nam prostą drogę do odniesienia sukcesu. Może i wszystkie problemy były mi znane, natomiast nie do końca zdawałam sobie sprawę z tego, ja łatwo jest je popełnić i zarazem wyeliminować.
Nowością była dla mnie wiedza na temat zabiegu Shea. Jest to zabieg wspomagający regenerację płytki paznokcia. Ma za zadanie jej odżywienie i polega właśnie na wcieraniu masła Shea w płytkę paznokcia. Jest fajną alternatywą dla manicure japońskiego, ponieważ wykonuje się go zdecydowanie szybciej. Jest to autorski zabieg Indigo. Warsztaty oceniłam na 5 – naprawdę mi się podobały i były świetnie przygotowane.

GOT 2 BE, FRYZJERZY
Długo czekałam w kolejce,żeby oddać się w ręce fryzjera 😀 Postanowiłam zaszaleć i pozwoliłam zrobić sobie loki, które mimo spryskania lakierem i tak po godzinie się rozprostowały. Sam zabieg był bardzo przyjemny, a osoby obsługujące stoisko przemiłe – można było pogadać na włosowe tematy i naprawdę się na tym znały.  Do tego można było tam zjeść makaroniki – po prostu żyć nie umierać 😀

GOLDEN ROSE
Tym razem GR nie rozdawało kosmetyków (albo ja się po prostu nie załapałam :P), ale na stoisku można było pooglądać testery, co było, jak dla mnie, fajnym rozwiązaniem. Zainteresowały mnie pomadki w płynie, które niestety nie są u mnie dostępne. Oczywiście można było oddać się w ręce stylistki, która wykonałaby nam makijaż lub pomalować paznokcie – podobnie jak w listopadzie ubiegłego roku.

BIELENDA
Stoisko
Bielendy miało podobny  charakter do tego z Golden Rose. Mogłyśmy
pooglądać i podotykać kosmetyki – od nowości bo starsze, czy kultowe już
produkty. Zapoznałam się ze składami kilku nowości, ale chyba zostanę
wierna serii Super Power Mezo […] 😛 Dowiedziałam się też, że niestety
maski z tej serii nie będą już dostępne w Rossmannach, mi na szczęście
udało się jedną upolować.

PILOMAX
Na stanowisku Pilomax można było poddać się badaniu skóry głowy, na które oczywiście się udałam. Okazało się, że tak jak podejrzewałam moja skóra jest podrażniona i zaczyna się łuszczyć, więc potrzebuje czegoś, co by ją ukoiło i uspokoiło. Dostałam komplet dopasowanych kosmetyków. Maski tej marki super się u mnie sprawdzają, więc jestem z nich zadowolona, nie wiem natomiast jak będzie z szamponem – poprzedni niestety nie nadawał się do moim włosów.

GLOV
Kiedy dowiedziałam się, że będę mogła poznać Glov na Meet Beauty bardzo się ucieszyłam. Lubię wszelkie nowinki dotyczące demakijażu i oczyszczania skóry, więc nie mogłam przejść obojętnie obok tych rękawic. Okazało się, że teraz, oprócz tradycyjnych, białych wersji będą też dostępne kolorowe – pomarańczowa, beżowa, różowa i niebieska. Wiem, że osoby, które zostawiły na stanowisku swoją wizytówkę mogły dostać jedną z nich. Do moich zbiorów wpadł maluszek na palec. Będę mogła przetestować jej działanie i sprawdzić, czy mi odpowiada. Niedługo Glov wchodzi do Rossmanna (białe wersje) i Hebe (również kolorowe). Nie mogę się już doczekać – mam na nią plan 😛

LIRENE

Na stoisku Lirene mogłyśmy obejrzeć nowe linie kosmetyków pielęgnacyjnych i kolorowych. Zainteresował mnie nowy podkład No mask, niestety nawet najjaśniejszy kolor okazał się być dla mnie zbyt ciemnym :C Kremy z witaminą D również są ciekawe, ale jeśli chodzi o pielęgnację twarzy – raczej się na nią nie skuszę – kremy z droigerii raczej się u mnie nie sprawdzają :C

EVELINE

Firma ta miała naprawdę pokaźne stanowisko – jedno z największych 😀 Od rana ustawiła się tam ogromna kolejka, która nie topniała do końca spotkania. Z Zuzią wybrałyśmy się tam przed 17, kiedy tłumy trochę stopniały. Widziałam, że dziewczyny przywiozły do domu wiele cudowności – u mnie jest z tym raczej skromnie, ale nie mogę narzekać 😀 W strefie Eveline można było pomalować paznokcie lub oddać się w ręce makijażysty – podobnie jak u Golden Rose.

GLISS KUR
Jedno z najbardziej obleganych stoisk – można było wykonać na nim badanie włosa i skóry głowy. Okazało się, że mam na głowie aż 193 włosy na cm2 (wydaje mi się, że nie mam ich aż tyle, ale może zdjęcie zostało wykonane tam, gdzie moje włosy są gęstsze). Niestety, podobnie jak w Pilomaxie dowiedziałam się, że moja skóra jest podrażniona – teraz postaram się temu przeciwdziałać. Jeśli chodzi o strukturę włosa – podobno są zniszczone i praktycznie nie mam na nich łusek, ale nie chce mi się w to do końca wierzyć. Od kilku lat dbam o włosy i dawno nie były w tak dobrym stanie. Struktura włosa to też kwestia genów – natury niestety nie zmienimy. W porównaniu do moich bliskich krewnych mam naprawdę bujną i ładnie wyglądającą czuprynę 😀

PALMERS
Stoisko podobne do Bielendy – mogłyśmy pooglądać i podotykać kosmetyki, niektóre dziewczyny coś dostały, mnie panie niestety olały i nawet nie zapytały o adres bloga 😛 Zrobiło mi się smutno i sobie poszłam, więcej pisać chyba nie będę 😛

WARSZTATY MAKIJAŻOWE
Drugie i ostatnie warsztaty na
których miałam okazję być. Merytorycznie okazały się całkiem przyjemne –
posłuchałyśmy o nowościach, trendach w makijażu i obejrzałyśmy
prezentację na temat strobingu i konturowania twarzy.  Część makijażową
uświetniła obecność znanej wizażystki – pani Anny Orłowskiej, którą
możecie kojarzyć z programów telewizyjnych. Całość bardzo mi się
podobała – brakowało mi tylko podglądu, bo siedziałyśmy dość daleko od
miejsca, w którym malowana była jedna z nas. na panelu Indigo było to
lepiej rozwiązane – na stoliku została zamontowana kamera, która
przekierowywała obraz na ekran – mogłyśmy wyciągnąć z tej prezentacji o
wiele więcej.

Na końcu chciałam podziękować wszystkim, z którymi miałam okazję się poznać. Najwięcej czasu spędziłam z Zuzią – RedHairControl, Agnieszką – wwwlosy.pl i Kasią – Minimalnie. Agnieszkabloguje – dzięki za zaczepkę 😀 Kapryskowi – za rozmowę przy stoisku Pilomax. Mam nadzieję, że następnym razem będę mogła poznać Was o wiele więcej – niestety nie mogłam znaleźć wszystkich w tym tłumie i przez to żałuję, że konferencja nie trwała 2 dni 😛

Buraczki cebulaczki 😀
Kto mnie widział, a nie podszedł? 😛 Byłyście na Meet Beauty? Jak Wam się podobało?
Pozdrawiam :3
 
Uncategorized

PROJEKT DENKO #3 | Latem pochłaniam kosmetyki 2 razy szybciej :P

25 sierpnia 2015
Hej dziewczyny!
Niskie ciśnienie, pochmurne niebo i duszne powietrze – czy u Was też jest podobna pogoda? Jak dla mnie to najgorsze co może być – lepiej czuję się kiedy pada deszcz, niż kiedy się na niego kilka dni zbiera. Poleniuszkowałam sobie trochę, odpoczęłam, zaczęłam uczyć się do wrześniowego egzaminu. Musiałam też zabrać się za porządki w domu, bo musiałam znaleźć trochę miejsca na nowe rzeczy 😛 Wieczorami nie miałam przez to ochoty na pisanie postów, a ja nie lubię się do tego zmuszać. 
Aby nie gromadzić pustych opakowań w pokoju postanowiłam przygotować post o zdenkowanych kosmetykach. Trochę ponarzekam, ale opowiem też o moich ulubionych kosmetykach. Starałam się wykończyć wszystkie resztki, żeby nic zbędnego nie zalegało mi  na półkach, a dodatkowo – chcę już zacząć testować nowości, a obiecałam sobie, że nie otworzę ich, dopóki nie wykorzystam tego co zaczęłam 😛 Jeśli jesteście ciekawi co sądzę o kilku produktach do pielęgnacji czy makijażu – zapraszam do dalszej części posta 🙂

CIAŁO

  •  DOVE, Caring protection
Nigdy nie przepadałam za żelami z Dove. Po pierwsze były zawsze w wysokiej cenie, po drugie zawierały SLS, przez co w pielęgnacji mojej skóry nie różniły się niczym od tanich myjadeł z Isany, które kiedyś bardzo lubiłam. Kiedy zmienili skład postanowiłam spróbować i zakochałam się. Moja skóra jest dzięki nim zdecydowanie bardziej nawilżona. Służy jej odstawienie silnych detergentów. Do tego dużą butlę można upolować nawet za 10-12 złotych, co przy ich wydajności jest małym wydatkiem. Wersja, którą widzicie na zdjęciu ma konsystencję jak balsam – gęstą, zbitą, przez co troszkę ciężko wycisnąć ją z opakowania, gdy jest już w nim niewiele produktu. Pięknie pachnie, świetnie się pieni – POLECAM. Na pewno kiedyś do niego wrócę 🙂
  • JONHSON’S BABY, Softwash extracare
Żel pod prysznic i do mycia włosów. Jest przeznaczony dla delikatnej i wrażliwej skóry dziecka. W składzie nie ma silnych detergentów za co wielki plus. Myje niestety gorzej niż Dove, prawie w ogóle się nie pieni. Ma lejącą konsystencję, przez co nie jest zbyt wydajny. Zapach jest neutralny, pachnie jak większość kosmetyków dla maluszków. Kosztował około 13 złotych i więcej go nie kupię.
  •  NIVEA, Odżywczy balsam do ciała pod prysznic
To opakowanie kupiłam już dawno temu – w czasach, gdy balsamy pod prysznic wchodziły na rynek i były dla wszystkich nowością. Zawiodłam się już na początku – w sklepie nie spojrzałam na skład, a szczerze – nie porywa. Parafina wysoko w składzie, na jednej z pierwszych pozycji. Jest niewydajny, ma lekką konsystencję przez co trzeba go użyć dość dużo,a by pokryć całe ciało. Po spłukaniu nie dawał nawet minimalnej dawki nawilżenia – moja skóra jak była sucha, taka i pozostała. Pachniał charakterystycznie – jak niebieski krem nivea. Nie polecam, zapłaciłam za niego około 15 złotych i za tą cenę można kupić zdecydowanie lepsze preparaty nawilżające czy natłuszczające.
  • EVELINE, Balsam + peeling pod prysznic Argan & Vanilla
Produkt podobny do tego, o którym opowiadałam akapit wyżej. Martwego naskórka  nie ścierał, natomiast jako balsam działał zdecydowanie lepiej. Pachniał bardzo ładnie, a zapach dość długo utrzymywał się na skórze. Taka mała tubka starczyła mi na 3 aplikacje. Sprawdzał się nieźle, ale moja skóra potrzebowała mocniejszej dawki nawilżenia. Nie jestem fanką tego typu kosmetyków (nawet latem) i do niego nie wrócę. Był dołączony do pełnowymiarowego serum antycellulitowego Eveline.

  •  FARMONA, Tutti frutti, masło do ciała Liczi & Rambutan i Malina & Jeżyna
Zarówno ja, jak i moja mama bardzo polubiłyśmy te masełka. Nie kosztują nawet 15 złotych, a są wydajne, dobrze nawilżają i cudownie pachną. Na drugim miejscu w składzie zawierają masło shea, za co ogromny plus. Dalej jest parafina, ale na szczęście nie wpłynęła ona na stan mojej skóry. Pierwszy raz kupiłam z ciekawości, ale spodobały mi się i zostałam na dłużej. Mamy jeszcze 2 opakowania, więc je wykorzystamy, a potem poszukamy czegoś innego – żeby nie było nudy w pielęgnacji ciała 😉

  • FA, Sport Double Power Spring fresh
 Nie przepadam za antyperspirantami Fa, bo słabo działają na mojej skórze i tak się stało również tym razem. Mama kupiła z ciekawości, ale obie byłyśmy średnio zadowolone. Sprawdzał się nieźle, ani dobrze, ani źle. Nie zapadł nam w pamięć i więcej po niego nie sięgniemy.
  • GARNIER MINERAL, Invisible

Jeden z moich ulubionych antyperspirantów, dobrze chroni przed nadmierną potliwością, ładnie pachnie. Nie uczula i nie brudzi ubrań.  Taka duża butla do złapania w Rossmannie, na promocji kosztuje wtedy około 11-12 złotych. Jest wydajny i na pewno będę do niego wracać 🙂

KOLORÓWKA I INNE

  •  BOURJOIS, Healthy Mix w odcieniu 51 Light Vanilla
U mnie ten podkład totalnie się nie sprawdził, więc oddałam go mamie. Też była średnio zadowolona, według niej stara wersja sprawdzała się o wiele lepiej. Nie kupimy go ponownie. Złowiony na promocji w Rossmannie za około 30 złotych. Regularna cena jest mniej więcej 2 razy wyższa.
  • LOREAL, Infallible puder
Również kosmetyk mojej mamy. Była z niego zadowolona. Dobrze się nakładał, przedłużał trwałość makijażu. Matowił, ale nie dawał przy tym efektu maski. Pewnie jeszcze kiedyś go kupi, choć znalazła drugiego ulubieńca 🙂 
  • MERZ SPECIAL, Dragges suplement diety
Zużyłam już ponad 1,5 opakowania i jak na razie widzę efekty. Zmiany są dość delikatne, ale dam mu szansę i poczekam do końca kuracji. O wrażeniach po 1,5 miesiąca stosowanie pisałam TUTAJ.

WŁOSY
  • ALTERRA,  Szampon dodający objętości papaja i migdał
W miesiącach wakacyjnych myję włosy zdecydowanie rzadziej, przez co zużywam mniej kosmetyków do włosów. W moich zbiorach znalazł się więc tylko jeden szampon Alterry. Stosuję je zamiennie i chyba wszystkie sprawdzają się tak samo dobrze. Zawsze robię sobie ich zapas na promocji, kosztuję wtedy niecałe 6 złotych. Są wydajne, dobrze się pienią, nie zawierają silnych detergentów i domywają oleje. Żyć nie umierać 😀 O innych wersjach pisałam TU i TU.

TWARZ

  • BIELENDA, Esencja Młodości, Nawilżajacy płyn micelarny do mycia i demakijażu 3 w 1
Płyn micelarny mojej mamy, którego i ja miałam okazję używać. Bardzo fajnie zmywa makijaż oka i twarzy.  Czasem jednak powodował podrażnienie moich wrażliwych oczu. Wolę delikatniejsze kosmetyki, gdyż płynami micelarnymi wykonuję tylko wstępny demakijaż. Możecie go kupić we wszystkich drogeriach za około 12 złotych.
  • DERMEDIC, Normacne Preventi, Tonik antybakteryjny do skóry mieszanej i tłustej

Dość fajny kosmetyk, który kupiłam na promocji w Super Pharm. Zapłaciłam za niego niecałe 12 złotych. Nie podrażniał mojej skóry, nie powodował wysypu niedoskonałości. Szybko niwelował uczucie ściągnięcia skóry twarzy po myciu mydełkiem Aleppo. Nie zauważyłam, żeby wpływał na ilość zaskórników, ale na pewno nie powodował zwiększenia ich liczby. Kiedyś do niego wrócę. 

  • LA ROCHE POSAY, Effaclar Duo [+]

Mój ulubiony krem, a tutaj widzicie 3 tubkę. Teraz zrobiłam sobie od niego około 3 miesięczną  przerwę, aby moja skóra za bardzo nie przyzwyczaiła się do jego działania. Dzięki niemu moje zaskórniki są mniej widoczne, świetnie współgra z lekami przepisanymi przez dermatologa. Więcej o nim znajdziecie TUTAJ.

  • AA OCEANIC, Long 4 Lashes

Moim zdaniem świetna odżywka do rzęs za niską cenę. Nie wystąpiły u mnie żadne skutki uboczne związane z jej stosowaniem, ale obchodziłam się z nią bardzo uważnie.  Efekty możecie podejrzeć tutaj: rozpoczęcie, pierwszy miesiąc, drugi i trzeci. Obecny stan moich rzęs możecie znaleźć TUTAJ.

  • BALMI

Na początku się nim zachwycałam, a potem mój entuzjazm powoli gasł.  Opakowanie wyrobiło się (tak jak wspomniała któraś z Was) i otworzyło się w torebce brudząc wszystko, co znalazło się w zasięgu. Brrr. Chyba jednak warto zainwestować w balsamy EOS, tym bardziej, że ich cena jest podobna. Pisałam o nim TU.

  • TOŁPA, Botanic Amarantus, nawilżający krem rozjaśniający pod oczy

Super produkt. Wydajny, z wygodnym i higienicznym opakowaniem. Świetnie nawilżał skórę pod oczami i na powiekach i faktycznie delikatnie rozjaśniał cienie, za co wielki plus dla niego. Na blogu na pewno pojawi się jego pełna recenzja, nie wiem tylko kiedy, bo się z nimi nie wyrabiam 😛

  • BE BEAUTY, Delikatny żel-krem łagodzący

 Również został mi z ostatniego pobytu w domu. Jest naprawdę delikatny i nie podrażnia skóry – wręcz przeciwnie, łagodzi wszelkie podrażnienia. Nie wysusza skóry, nie powoduje u mnie uczucia ściągnięcia. Zużyłam kilka opakowań i nadal dobrze mi służy. Do tego jego cena jest śmiesznie niska – kosztuje 5 złotych.


Znalazłyście tu coś, co same stosowałyście? A może coś, co chciałybyście wypróbować?
Pozdrawiam 🙂
Uncategorized

HAUL KOSMEYCZNY | Balea, Alverde, Ebelin, Kiko, La Roche Posay, Loreal, Marion, Uriage, Bielenda, Bi-es, Eveline, Wellnes & Beauty

18 sierpnia 2015
 Hej!
Znowu staram się zmienić coś na blogu, Mateusz kombinuje, a ja raz jestem zadowolona, a raz nie. Chcieliśmy popracować nad dokładniejszym szablonem z większymi możliwościami rozwoju, ale niestety trzeba by było bloga przenieść na prywatny serwer, a na razie nie chcę aż tyle inwestować w bloga, bo mam jeszcze kilka rzeczy do kupienia (zdjęcia aż proszą o wykorzystanie lampy pierścieniowej, której nadal nie mam :P). Zdecydowaliśmy się też na wprowadzenie Disqusa, bo wyniki ankiety były wyrównane. Niestety wiąże się to z utratą starych komentarzy. Zaryzykowaliśmy, bo stary system komentarzy łatwo jest przywrócić, a na przyszłość łatwiej będzie importować komentarze łącząc nowy blog z moim profilem na tym serwisie. Co do zgłoszeń do rozdania – wszystko mamy zapisane 😀 Postanowiłam dziś pokazać Wam zakupy, które zrobiłam w Niemczech i w Polsce w ciągu ostatnich kilku tygodni. Mam nadzieję, że taki post Wam się spodoba i przejdziecie do jego dalszej części 🙂

Na samym początku chciałam pokazać coś, czego nie kupiłam, ale dostałam. Jest to piękna paczka od Loreala z nowymi podkładami do przetestowania. Pierwszy odcień wędruje do mnie, drugi oddaję mamie, a 3 przeznaczę na rozdanie 🙂 Jest zbyt ciemny, więc i tak go nie zużyję, a po co tak dobry produkt ma się marnować? Ja jeszcze nowej wersji ie testowałam, ale czytałam opinie o zdecydowanie lepszych właściwościach, więc jestem ich bardzo ciekawa.

W dzisiejszym wpisie zobaczycie również wiele produktów marki Balea. Nigdy nie miałam z nimi kontaktu a opakowaniami i ceną kusiły zdecydowanie bardziej niż Alverde. Postanowiłam więc, że to je najpierw przetestuję, a przy okazji kolejnej wizyty przyjrzę się kosmetykom drugiej firmy. Zdjęcie wyżej przedstawia dwie odżywki do włosów – czarna – zawiera olejki, które mają regenerować włosy, różowo turkusowa natomiast ma dodawać włosom blasku i objętości. Każda kosztowała 1,35 EUR.
Nie mogłam się też oprzeć grafikom prezentowanym na tubkach balsamów do ciała. Są one idealne na ciepłe wieczory, bo mają lekką konsystencję i szybko się wchłaniają. Wybrałam zapachy z limitowanej, letniej kolekcji. Cena tych balsamów to 1,25 EUR, więc w przeliczeniu na złotówki naprawdę niewiele.

Nie mogłam zapomnieć o słynnych już na blogach i youtube olejkach Alverde. Przypominają mi one te z Aletrry, które są dostępne u nas, mają jednak nieco inne składy. Cena jednego olejku to 3,85 EUR.

Jako fanka kremów to rąk (tylko fanka, bo lubię je kupować, gorzej z systematycznym używaniem) chciałam wypróbować coś nowego i padło na krem z koenzymem Q10 i mniejszy – pachnący egzotycznymi owocami krem nawilżający. Cena większej tubki to 1,15 EUR, natomiast drobniejszej koleżanki – 0,85 EUR.

Latem lubię używać owocowych żeli pod prysznic, więc do koszyka wrzuciłam kremowy żel o zapachu arbuza – już używałam, zero w nim sztuczności i mimo tego, że ja za jedzeniem arbuza nie przepadam to ten zapach pokochałam 😀 Cena tego cuda to 0,55 EUR, więc grosze. Żele z Balei również są lubianymi kosmetykami, więc wybrałam jeden o zapachu mango. Niestety nie było wersji, której poszukiwałam – pachnącej kokosem :C Cena tego kosmetyku to 1,15 EUR.

Ostatnimi już produktami od Balei są sztyfty to ust. Ten po lewej, o zapachu arbuza pochodzi z limitowanej kolekcji i kosztował 0,85 EUR. Drugi, zakręcony, o zapachu banana i truskawki był już droższy, bo jego to 1,25 EUR. Obie czekają na swoją kolej, po produktów do ust, podobnie jak kremów do rąk, mam całe mnóstwo.

Nie miałam okazji jeszcze testować kosmetyków KIKO, bo marka ta w Polsce jest dostępna od niedawna (z tego co mi wiadomo). W Niemczech były duże przeceny na prawie cały asortyment, niestety przyciągnęło to też wiele niezdecydowanych (tak jak ja) osób. Przełożyło się to na to, że nie mogłam nic wybrać, bo ciągle ktoś mnie popychał i wyszłam tylko z dwoma lakierami. Pierwszy to delikatny róż ze srebrnymi drobinkami, a drugi kolor to mieszanka niebieskiego i fioletu, która świetnie utrzymuje się na paznokciach. Cena lakierów w promocji to 1,90 EUR każdy.

Na początku wakacji udało mi się wygrać w konkursie i zostałam testerką firmy Marion. Przesłali mi kilka kosmetyków o których miałam napisać kilka słów. Spodobały mi się bandaże antycellulitowe i moja mama kupiła jeszcze dwie paczki 😀 Cena jednej waha się w granicach 6-7 złotych.

Musiałam uzupełnić braki kosmetyków pielęgnacyjnych – pokończyły mi się kremy i tym razem, zamiast dwóch Effaclarów Duo [+] kupiłam coś nowego – Effaclar K. Słyszałam, że jest to długodystansowiec, ale skutecznie pomaga w walce z trądzikiem. Cena Duo [+] to 43,49 zł, a Effaclaru K (poodbno +, tak jest na rachunku) to 42,74. Oba kremy kupiłam na promocji w Super Pharmie.

Polubiłam też wodę termalną  Uriage i kupiłam dodatkową buteleczkę. Świetnie łagodzi podrażnienia, niweluje świąd spierzchniętej skóry i przyśpiesza jej regenerację. Dodatkowo odświeża. Kupiłam ją w Super Pharm za 12,99 zł. Obok widzicie słynne w blogsferze serum z Bielendy do cery z niedoskonałościami. Jego cena to 27,99 zł, kupiłam je w Rossmanie.
Szukałam w Hebe mgiełek na lato i razem z mamą wybrałyśmy tą o zapachu owoców leśnych. Aromat utrzymuje się dość długo, jak na mgiełkę. Cena to około 20 złotych. Obok zauważyłam zieloną buteleczkę i zaintrygowana postanowiłam ją powąchać. Okazało się, że znalazłam tani odpowiednik mojego ukochanego jabłuszka od DKNY Be delicous. Woda perfumowana kosztowała około 25 zł i wiem, że są jeszcze inne wersje odpowiadające innym perfumom DKNY. Na pewno się na nie skuszę.

Ostatnimi już produktami są balsam antycellulitowy (serum) od Eveline. Lubię takie chłodzące produkty do masażu ud, brzucha i pupy, więc sięgnęłam po kolejną tubę. Kosztowała niecałe 14 złotych. Skończył mi się też peeling do ciała i wybrałam inną wersję zapachową lubianego przeze mnie peelingu Wellnes & Beauty. Jest wydajny, ładnie pachnie, dobrze ściera martwy naskórek i pozostawia skórę przyjemnie natłuszczoną. Jego cena to 12,99 zł.

O jajeczku Ebelin również dowiedziałam się z kilku blogów urodowych. Miało naprawdę świetne opinie i postanowiłam najpierw kupić jedno, a kiedy mi się spodoba ewentualnie wrócić po zapas. W różowej gąbeczce się zakochałam, natomiast zapasu zrobić nie mogłam, z prostego powodu – nie znalazłam zbyt wielu fabrycznie zamkniętych! :C Ostatecznie udało mi się kupić tylko jedno, co w finalnym rozrachunku daje dwa. Cena tego jajeczka to 2,45 EUR.
Spodobało się Wam coś z moich letnich zakupów? Czy do Waszych kosmetyczek też wpadło coś ciekawego? Podoba Wam się nowe tło do zdjęć?
Pozdrawiam :3

Uncategorized

[RECENZJE] Maska Eveline Argan + Keratin 8 w 1

21 marca 2015

Hej!
Dziś zaplanowałam posta o kolejnym produkcie do włosów, który ja bardzo polubiłam 😀 Jeśli szukacie czegoś, co pozwoli Wam ujarzmić puszące się końce czy dociążyć włosy. Ja zmykam przygotowywać obiad, bo mam gości, a Wam życzę miłego czytania 😀
Innowacyjna maska do włosów 8w1 skutecznie uzupełnia ubytki keratyny, intensywnie regeneruje i odbudowuje włosy farbowane, rozjaśnione oraz zniszczone. Formuła bogata w zaawansowane składniki aktywne, działające w synergii z olejkiem arganowym i płynną keratyną, chroni kolor oraz przywraca włosom elastyczność i piękny połysk. Głęboko odżywia i wzmacnia strukturę uszkodzonych i osłabionych włókien włosów. Natychmiast po zastosowaniu włosy stają się jedwabiście gładkie, lśniące i miękkie w dotyku. Łatwo się rozczesują i nie puszą się. Lekka formuła nie obciąża i nie zostawia żadnych osadów we włosach.

Działanie 8 w 1:

– odbudowa włókna włosa,
– nawilżenie i wygładzenie,
– odżywienie i wzmocnienie,
– intensywna regeneracja,
– połysk od nasady aż po same końce włosa,
– miękkie i elastyczne włosy,
– łatwe rozczesywanie i stylizacja,
– ochrona przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych. 

 Skład kosmetyku prezetuje się naprawdę ciekawie. Występuje tu kilka ciekawych ekstraktów czy olei, o których wspomina producent w swoich obietnicach. Na czwartym miejscu możemy znaleźć olej arganowy, dalej ekstrakst z korzenia łopianu większego, wyciąg z kwiatów nagietka, ekstrakt z cytryny, ekstrakt z chmielu i naprawdę wiele wiele innych (jeśli chcecie mogę je tutaj wszystkie wypisać). Występuuje tu także kilka emolientów, hydrolizowana keratyna, masło shea, proteiny jedwabiu, mocznik i brak ciężkich silikonów. Oznacza to, że to nie silikony sprawiają, że nasze włosy wyglądają naprawdę ładnie, ale aktywne składniki. Moim zdaniem jest to bardzo dobra wiadomość 😀

Maska dostępna jest w Rossmannie, i chyba Super Pharm (ale nie jestem pewna, wydaje mi się, że ją tak widziałam, nie chcę Was też wprowadzać w błąd). Widziałam ją także w Biedronce, ale występuje pod inną nazwą, bodajże La luxe 😀 Warto o tym wiedzieć, bo tam często występuje na pewno taniej. 

Mi przypominała gęsty budyń. Maska jest koloru żółtego, jest gęsta i nie spływa z włosów. Łatwo się z niej korzysta, nie ucieka z dłoni. Warto również wspomnieć, że produkt bardzo ładnie pachnie i zapach ten długo utrzymuje się na włosach. Mi przypomina serek waniliowy albo coś waniliowego pomieszanego z kokosem, nie wiem 😀 Sami musicie ocenić 😀

 W Biedronce kosztuje około 18 złotych, a w Rossmannie 24-26 złotych. Jest to więc duża różnica, za 8 złotych możemy sobie dokupić coś naprawdę fajnego 😀 Co do stosunku jakości do ceny – moim zdaniem bardzo dobra 😀 

Półlitrowy, czarny słoiczek z eleganckimi etykietkami. Nie wszsyscy lubią takie opakowania, bo łatwo do maski przez nie wprowadzić wodę i je po prostu rozcieńczyć. Ja jednak nie narzekałam, bo nauczyłam się z nim pracować. Co do etykietek – są estetyczne, nie odklejają się ani nie ścierają.

Moje włosy bardzo polubiły tę maskę i bardzo dobrze na nią reagowały. Pięknie błyszczały, były lejące, miękkie w dotyku i pachnące. Tak mocny efekt utrzymywał się do następnego mycia, dalej nie mogę ocenić, bo po każdym myciu stosuję jakąś odżywkę. Włosy wyglądały zdrowo i myślę, że właśnie takie były. Myślę, że każda właścicielka włosów wysoko lub średnioporowatych będzie zadowolona. Ja stosowałam ją jeszcze przed kertynowym prostowaniem włosów i muszę przyznać, że w tym czasie była moim ulubionym produktem do pielęgnacji włosów. Lubiłam ją zarówno za skład jak i za działanie oraz ten cudowny zapach 😀

Chyba za nią zatęskniłam u uświadomiłam to sobie podczas pisania tego posta. Brakuje mi efektu jaki ona działała, a teraz, gdy prostowałam włosy zależy mi na nieobcenoścu silikonów, po których musiałabym używać szamponów z SLS. Podsumowując – chętnie do niej wrócę jak tylko zużyję swoje zapasy 😀

Testowałyście? Podoba Wam się ten produkt?
Pozdrawiam :3
Przypominam wszystkim o rozdaniu – dzisiaj macie ostatnią szansę, żeby wziąć w nim udział! 😀