Wybrany tag

essence

Uncategorized

HAUL KOSMETYCZNY | DM | LUSH

26 września 2016

Hej!
Znowu narobiłam sobie trochę zaległości z postami, ale po ostatnich przeżyciach na uczelni musiałam poukładać sobie plan działania, pomyśleć, czego mi jeszcze brakuje, co powinnam kupić i zacząć powoli się pakować 😛 Przeprowadzka oficjalnie odbędzie się pod koniec przyszłego tygodnia – mogłabym zostać już w Białymstoku, ale stwierdziłam, że nawet 5 dni w rodzinnym domu, to sporo czasu – tym bardziej, że później będę pojawiać się tu dość rzadko.
Z Niemiec wróciłam już ponad 1,5 miesiąca temu, a nadal nie pokazałam Wam, jakie kosmetyki udało mi się kupić i przywieźć. Dziś na blogu możecie zobaczyć moje wakacyjne zakupy z DM i Lusha! Zapraszam 🙂

Pierwszą rzeczą, o jakiej pomyślałam podczas wizyty w drogerii były żele z Balei. Moja skóra nie przepada za wersjami z SLS/SLeS, ale kiedy stosuję je zamiennie z czymś delikatniejszym ich wysuszające działanie nie jest już tak widoczne. Bardzo lubię je za to, że fajnie się pienią, są tanie (55 centów za jeden :O) i mają cudowne zapachy. Wybrałam wersje o zapachu mango, kwiatowo-brzoskwiniowym oraz waniliowo-kokosowym.

Żel z marakują oraz szampon o owocowym zapachu kosztowały dokładnie tyle samo, co żele, o których wspominałam wyżej. Szampon kupiłam przypadkiem – nie spojrzałam na napis, a szukałam czegoś z nowej, limitowanej edycji. Nie zawiera silikonów, więc zużyję go jako produkt do mycia ciała. Żel w tubie był nieco droższy, ale nadal można powiedzieć, że tani jak barszcz – 0,95 EUR. Ma ciekawy zapach – pomarańczowo-waniliowy, który idealnie wpisuje się zarówno w letnie, jak i jesienne klimaty.

Nowością były dla mnie pianki do mycia ciała. Kupiłam obie – niestety jak na razie dostępne są tylko te dwie wersje zapachowe. Zielona to energetyzujący, owocowy zapach – sama nazwa nam o tym mówi, w końcu Fresh&Fruity zobowiązuje 😛 Ta, znajdująca się niżej to Hawaian Dream, o zapachu kwiatowo-kokosowym, chociaż kokos nie jest tu zbyt mocno wyczuwalny. Używałam obu, niesamowicie przypadły mi do gustu i żałuję, że nie kupiłam ich nieco więcej 😛 Koszt jednej to 1,95 EUR – w porównaniu do pianek Rituals (na które miałam ochotę, ale ich cena nie różni się wiele od tej, za którą są dostępne w Polsce) są naprawdę tanie. Mam nadzieję, że kiedyś tata przywiezie mi zapas 😛

Kolejnymi kosmetykami są żele do golenia. Moim zdaniem są one totalnym must have jeśli chodzi o zakupy w DM. Są niesamowicie wydajne, mają aksamitną konsystencję, zmieniają się w gęstą pianę, a do tego cudownie pachną. Cena jednej buteleczki to tylko 1.15 EUR. Żałuję, że nie znalazłam innych ciekawych zapachów – miałam już wersję mango i chciałam wypróbować coś nowego. Ostatecznie wybrałam wersję Coconut Kiss, a przy drugiej wizycie dobrałam tą z nowej kolekcji. Ma zapach waniliowo – cytrynowego loda. Wafelki też w tym czuć 😛

Balsamy do rąk w takiej formie, jaką widzicie na zdjęciu, to codzienne wyposażenie mojego biurka. Często zapominam o ich kremowaniu, a kiedy taka butla stoi gdzieś niedaleko książek czy komputera prawdopodobieństwo, że z niej skorzystam jest o wiele wyższe 😀 Krem ma zapach arbuzowej lemoniady i lekką konsystencję, która szybko się wchłania. Kosztował 1,75 EUR. Za maseczkami z drogerii nie przepadam, ale skusiłam się na jedną z Neutrogeny. Nie jest ona dostępna w Polsce, a ma naprawdę fajny skład. Używałam jej już raz i muszę przyznać, że dobrze radzi sobie z zaskórnikami, a przez to, że ma w składzie mentol świetnie odświeża nawet zmęczoną i poszarzałą skórę. Kosztowała 3,75 EUR.

Jak wiecie, jestem maniaczką kosmetyków do ust – zarówno tych pielęgnacyjnych, jak i do makijażu. Pomadki Balea już miałam i wiem, że najlepiej sprawdza się u mnie ich standardowa wersja. Z tego co pamiętam bazują na olejku rycynowym i muszę przyznać, że do nawilżania w ciągu dnia sprawdzają się doskonale. Wybrałam wersję melonową, którą już znam – nie dość, że pięknie pachnie, to jeszcze słodko smakuje. Druga jest dla mnie nowością, ale noszę ją już w torebce i miałam okazję użyć jej kilka razy. Mint Kiss to propozycja dla fanów słodkiej mięty – pachnie (ale niestety nie smakuje) jak oryginalne Tic Taci 😀 Jeśli ktoś nie lubi uczucia chłodzenia – pomadka tego nie zapewnia. Każda z nich kosztowała 0,85 EUR.

Będąc przy końcu zmagań z zakupami z DM chciałam pokazać Wam 2 rzeczy do paznokci. Pierwszą z nich są naklejki z Essence, które mają pomóc z stylizacji naszych paznokci. Manicure ma być dzięki nim odlotowy, bardziej zwariowany, a dodatkowo – świetnie wykonany. W paczce mieści się 30 naklejek, po 10 z każdego rodzaju. Kosztowały 0,95 EUR. Obok leżą separatory z Ebelin. Skusiłam się na nie, ponieważ nie były one tradycyjnie – jako jeden pasek. Każda para jest inna, jedno opakowanie to 12 par separatorów. Są bardzo wygodne i pasują dla wielu osób. Nie były też drogie – zapłaciłam za nie 1,45 EUR.

Ostatnią trójką z DM, jest trójka kolorówkowa. Wszystkie znalazły się na mojej mini liście i nie były zakupione z przypadku. Pierwszym z tych kosmetyków jest korektor, a raczej kamuflaż z Alverde. Chciałam mieć jakiś „zdrowszy” zamiennik korektora w słoiczku z Catrice, a ten wydawał mi się być jego godnym następcą. Do tego ma o wiele jaśniejszy kolor. Ja wybrałam odcień 02, ponieważ miał bardziej żółte tonu niż „jedynka”. Kosztował 2,95 EUR. 
Następnym korektorem, sławnym na YT i blogach jest korektor z gąbeczką Maybelline Instant Anti Age. Wybrałam odcień Light, który był bardziej żółty od Fair, niestety jest on dla mnie lekko za ciemny pod oczy. Podoba mi się jego konsystencja i poziom krycia, ale będę musiała go czymś rozjaśniać, a jeśli to nie zda egzaminu – oddam go mojej mamie, która ma ciemniejszą skórę niż ja. Był najdroższym kosmetykiem kupionym w DM – zapłaciłam za niego 8,95 EUR
W tym zestawieniu nie mogło też zabraknąć szminki. Ostatnio przerzuciłam się z mocnych kolorów n a te bardziej nude i szukałam czegoś ciekawego, co mogłabym nosić nawet wtedy, kiedy wybieram się na uczelnię. Padło na P2 Full Shine Lipstick w odcieniu 080 Tell me a Tale. To brudny róż, który na zdjęciu wygląda o wiele bardziej pomarańczowo-brązowo niż w rzeczywistości. W Niemczech te szminki są o wiele tańsze niż w Polsce. Ta kosztowała 2,25 EUR.

KAMUFLAŻ ALVERDE | KOREKTOR MAYBELLINE ] SZMINKA P2

Ostatnią, ale nie mniej ciekawą częścią zakupów jest ta z Lusha. Dopiero w tym roku dowiedziałam się, że jest in dostępny stacjonarnie w Niemczech – szkoda, bo w tamte wakacje też mogłabym kupić sobie coś ciekawego :C Zaczęłam od klasyków i skusiłam się na pięknie pachnącego Comfortera, który starczył mi na 4 cudowne kąpiele – kosztował 6,95 EUR i ważył 200 gramów
Nie wiedziałam co mam kupić, sięgnęłam więc po dwie dość znane maski dla cery zanieczyszczonej. Ta wyżej to Mask of Magnaminty (8,95 EUR za 85 gramów) – gęsta, zielona maska z grudkami o zapachu czekoladek „After Eight” – moja skóra naprawdę ją polubiła i wiem, że będę do niej wracać ♥. Ta niżej to maska-czyścik Dark Angels. Wygląda jak ziemia połączona z węglem, pachnie tak samo, ale działa świetnie – po kąpieli w gorącej wannie, kiedy pory lekko się otworzą działa jak magnes na zanieczyszczenia. Niestety brudzi wszystko wokoło – zużyję z przyjemnością, ale następnym razem spróbuję czegoś nowego. Kosztowała 9,95 EUR za 100 gramów. Maski trzeba zużyć w ciągu 3 miesięcy, moje mają termin do końca października, ale trzymam je w lodówce, więc będę używała ich znacznie dłużej.

Co ciekawego z moich zakupów wpadło Wam w oko? Lubicie oglądać haule z rzeczami, które nie są tak łatwo dostępne w Polsce?
PS Blog zmienia szablon. Musieliśmy przywrócić ustawienia fabryczne, żeby zacząć od zera. Mam nadzieję, że do końca tygodnia uda nam się wprowadzić każdą nowość. Nie przestraszcie się i komentujcie jak zawsze 😛

Od października startujemy z nowym HARMONOGRAMEM 😀
Pozdrawiam :*
Uncategorized

[RECENZJE] Rozświetlające perełki Essence Cookies & Cream

8 kwietnia 2015
Hej 😀
Przyszedł czas na recenzje, więc dzisiaj wracam z jedną z nich. Kiedy byłam młodsza chciałam jak najbardziej zmatowić moją skórę. Teraz, gdy jestem bardziej świadoma swojego wyglądu chętnie sięgam po rozświetlacz, szczególnie że wygląda on pięknie w pełnym słońcu, którego mamy teraz coraz więcej :3 Ten ze zdjęcia wyżej, to mój pierwszy i dziś chciałam Wam napisać o tym, czy się sprawdził. Jeśli jesteście ciekawi, co sądzę o rozświetlających perełkach z Essence zapraszam Was do dalszej części posta.

Perełki zapakowane są w ładny, solidny słoiczek. Utrzymany jest w różowej kolorystyce. Jest wykonany z grubego plastiku, przez co nie musimy się martwić, że od razu zniszczy się, gdy upadnie. Pod zakrętką znajduje się gąbeczka, która chroni kuleczki przed uszkodzeniem. Minusem jest fakt, że na opakowaniu nie możemy znaleźć składu – nie możemy sprawdzić czy jakiś składnik nam szkodzi :C

Wydajność kosmetyku jest średnia. Trzeba ich nałożyć naprawdę dość sporą ilość, aby efekt był widoczny. Do tego kosmetyk delikatnie pyli, przez co część perełek nam się marnuje. Co do trwałości – z nią również nie ma szału. Efekt „glow” dość szybko znika – u mnie na pewno nie utrzymuje się cały dzień. Wydaje mi się, że daje radę przez około 5, max 6 godzin. Weźcie pod uwagę, że ja mam mieszaną cerę i tendencję do częstego dotykania twarzy, a to na pewno nie poprawia trwałości :p

Produkt jest dość słabo napigmentowany. Z jednej strony jest to zaleta, bo początkujący  nie zrobią sobie nim krzywdy. Z drugiej jednak trzeba się sporo namęczyć, aby go równomiernie nałożyć. Do tego wolałabym jednak pracować od początku z dobrymi produktami, żeby się do tego rodzaju kosmetyków po prostu nie zrazić.  

Tutaj niestety jest problem ze znalezieniem tego produktu. Jest to edycja limitowana Essence i nie jest już stacjonarnie dostępna. Widziałam go jeszcze w niektórych drogeriach internetowych, ale na pewno nie jest to jakaś duża ilość.  Jeśli ktoś miałby na niego ochotę, radzę się pośpieszyć 😛

Cena waha się w granicach 12 – 14 złotych, więc nie jest to jakiś duży wydatek. Myślę, że w porównaniu do dostępnych teraz rozświetlaczy (np. od Wibo czy Lovely) jest to cena troszkę za wysoka. Z drugiej strony nie jest to jednak wydatek rzędu kilkuset złotych, więc nie ma co zbytnio marudzić.
Perełki te były pierwszym rozświetlaczem jaki ja kupiłam. W internecie przeczytałam niezłe opinie na ich temat i postanowiłam się skusić. Są niedrogie, dość wydajne i nie mają w sobie zbyt wielu brokatowych drobinek, a to na pewno są plusy. Gorzej z ich dostępnością – ta jest naprawdę niewielka i nie wiem czy w ogóle będą kiedyś dostępne skoro jest to edycja limitowana. Ich zaletą jest również fakt, że nie można sobie zrobić nimi krzywdy a do tego ładnie, słodko pachną. Opakowanie jest solidne, podoba mi się. Szkoda jednak, że dają dość słaby efekt. Na cały policzek ich nie nałożymy, bo za dużo blasku a na samym szczycie kości jarzmowej nie dają upragnionego efektu. Moje poleciały do mamy, która nie korzysta często z rozświetlacza. Mam nadzieję, że będzie z nich zadowolona.

Nie kupię. Wolę zainwestować w produkt, który będzie spełniał moje oczekiwania. Nie mogę powiedzieć, że jest to bubel, ale spokojnie mogę go zakwalifikować do sterty produktów, które mojego serca nie podbiły. Sami musicie ocenić, czy efekt jaki on daje Wam się podoba.

Jak oceniacie ten produkt? Macie jakichś ulubieńców z tej limitowanej kolekcji Essence?
Pozdrawiam :3
Uncategorized

Zakupy w Naturze :D

12 czerwca 2014

Hej!
Trochę mnie tu nie było, to dlatego że zawzięcie gram w moją ukochaną starą grę 😀 Musicie mi to wybaczyć, odstresowuję się przed odebraniem wyników maturalnych.
Dzisiaj odwoziłam babcię do ortopedy i skorzystałam z promocji w Naturze 1+1 na kosmetyki do ust. U mnie nie ma Natury, więc pobiegłam tam co sił 😀 Załapałam się jeszcze na 2 inne rzeczy, ale  o tym niżej 😀

Do swojego koszyka wrzuciłam odtłuszczacz z SENSIQUE. Kosztował 6 złotych. Mam nadzieję, ze się sprawdzi i pomoże mi w pezedłużeniu trwałości lakieru.
Załapałam się też na ostatnie rzeczy z limitki Essence – róż Beach Cruises w odcieniu 01 I ♥ summer break. Ma bardzo letni kolor, jest gradientowy – właśnie to mnie do niego przyciągnęło 😀 Jego cena to 13 złotych.
Żeby skorzystać z promocji (no bo jak kobieta mogłaby nie korzystać z promocji :P) zdecydowałam się na pomadkę z Essence w kolorze 12 – Blush my lips u błyszczyk w kolorze 1 -Baby doll’s favourite 😀

To by było na tyle moich zakupów. Staram się na razie nie wydawać zbyt dużo kasy, oszczędzam na wakacyjne podróże 😀

Będziecie korzystać z tej promocji? A może macie już zbyt wiele kosmetyków do ust?

Uncategorized

Mega haul: IKEA, New Yorker i inne :D

5 lutego 2014
Hej! Przychodzę dzisiaj do Was z zapowiedzianym an facebooku haulem. Rano zabrałam się do robienia zdjęć, miało ich być tutaj prawie 50, ale trochę wyrzuciłam, trochę posklejałam <hola hola, bez przesady dziewffczynko xD>. Byłam u Pana Mateusza, rozbijaliśmy się po Markach i Warszawie, nadszedł czas powrotu do domu i podsumowania zakupów 😀 Zapraszam do czytania 😀

Na pierwszy ogień idą rzeczy z New Yorkera.  Jak wiadomo w sklepach są promocje nawet do -77%, zawsze można trafić na coś fajnego, a ja jakoś nie lubię przepłacać i wydawać całe kieszonkowe na same ciuchy 😀 jak mi się coś podoba zazwyczaj czekam na kupon rabatowy albo właśnie wyprzedaże :3

Na początek zwykły T-shirt na krótki rękaw w kremowym kolorze. Bardzo wygodny, może dekolt trochę za duży, ale da się to przełknąć. Kosztował 40 złotych, ja upolowałam go za 20 złotych ^^
To tutaj to moja wielka miłość 😛 Od dawna szukałam takiego swetra, ale jakoś w moich sklepach nie mogłam go znaleźć. Nie jest aż tak mocno pstrokaty jak niektóre, pięknie komponuje się ze stonowanymi kolorami. Cudo :3

Ta przyjemność kosztowała mnie 60 zł, zamiast 100 😀 Zawsze coś xD
Tutaj nie ma się za bardzo czym chwalić, po prostu zwykła czarna spódniczka. Rozmiar S, miałam wziąć XS, ale i S jest na styk biorąc pod uwagę długość. Takie życie :C Kosztowała 30 zł, na rachunku mam 20 🙂
Tutaj coś, co bardzo mi się podobało, ale się troszkę zawiodłam. Smutecek :C

Są to czarne rajstopy z grubej dzianiny poprzeszywane kolorową nitką. Bardzo fajne, mogłam wziąć M zamiast S bo są minimalnie za krótkie. Zapłaciłam 10 zł zamiast 40, miały niestety ukrytą wadę :C Małe oczko, może uda mi się to jakoś zaszyć tak, aby nie było tego widać i chociaż raz je gdzieś nałożyć :C
Przechodzimy teraz do rzeczy z IKEI 😀 Och, to dopiero było szaleństwo fochy i w ogóle dziwne sytuacje xD
To mój prezent na walentynki. Kolejny. Od Mateusza. Męczył mnie i musiałam coś wybrać. Tak, jest piękny i bardzo mi się podoba, ale ja dostaję za dużo prezentów 😀 <DOBRA KOCHAM TO^^>

Jest to Pan Wilk. Bardzo przystojny. Ma piękne, czarne oczy, różowe rumieńce na policzkach, cztery włosy i lśniące, białe zęby. Ubrany też jest niczego sobie, taki mały elegancik 😀 Tylko wcale nie jest taki miły i grzeczny na jakiego wygląda 😛
Wilk ma ze sobą babcię, bardzo drobną, ale jak widać również dbającą o styl 😀 Z jej koczka nie wystaje nawet jeden włosek! I ten róż na policzkach :3

Tylko… Wilk jest zawsze bardzo głodny. Babcia wcale nie jest mu potrzebna jako partnerka do tańca czy coś…

… ona jest mu potrzebna do jedzenia! TO TAKIE BRUTALNE :O

Nie wiem czy to normalne, ale babcia zawsze ma ten zadziorny uśmiech na twarzy, chyba jej to pasuje xD

Tutaj jeszcze sesja w brzuchu, musiała zapozować do zdjęcia, inaczej być nie może 😛
Na koniec Pan Wilk strzelił focha. Nie chciał mieć więcej zdjęć, smutno mu było że kazałam mu zostawić babcię w spokoju 😛 Kosztował 30 zł 😀
Dalej mamy piasek i kamyki do doniczek czy wazonków. W kolorze niebieskim (piasek) i żółtym (kamyczki). Moim zdaniem kolory te fajnie się uzupełniają. Prawdopodobnie będą mi służyć przy pędzlach, tak,  żeby nie latały one po pojemniczku tylko ładnie stały na swoim miejscu.

Masa każdej z buteleczek to 0,75 kilograma, więc całkiem dużo.
Tutaj jeszcze małe zbliżenie 😀 Pojemniki są wykonane z dosyć wytrzymałego plastiku 😀

Jeszcze środek w całej okazałości 😛 Kamyczki podobają mi się bardziej xD  Każdy słoiczek kosztował po 5,99 zł, więc całkiem niedrogo mnie to kosztowało 😛
Przezroczysty wazonik w kształcie buteleczki – 2,99 albo 3,99, nie mogę sobie przypomnieć 😛

Patyczki z barwionego drewna o zapachu jabłka – 6,99. Posłużą mi fajnie jako wypełnienie do wazonika, pachną naprawdę fajnie i ładnie się prezentują 😀
Zapachowe świece o zapachu:
-gorzkiej czekolady
-karmelu
-słodkich ciasteczek
Pachną naprawdę pięknie, mam nadzieję, ze będą wydzielały dość wyraźny aromat po zapaleniu. orientacyjny czas palenia 3 wynosi 25 godzin, czyli całkiem przyzwoicie.

Kosztowały 9,99 złotego
Metalowe, ażurowe doniczki. To na nie polowałam najdłużej 😀 Są piękne i ładnie się prezentują. Mniejsza posłuży mi za świecznik, bo na pewno będzie rzucać cienie <mam nadzieję>, a większa za pojemnik na przyszłe pędzle do makijażu 😀
Różnią się one wzorem, wysokością i średnicą.
Każda kosztowała 6 zł, niestety nie mam rachunku więc ceny podaję orientacyjnie i mogę się delikatnie mylić :C
Zakupy z drogerii Narura 😀 Buszowałam po szafach Essence, ale niestety towar był jakiś wybrakowany, a wiele rzeczy zniszczonych. Zdecydowałam się tylko na promocję maskar 2 były w cenie jednej – kosztowały 10 zł,…
… oraz pędzel kabuki. Jestem zaskoczona jakością jego wykonania bo jest naprawdę dobre. Na razie włoski nie wypadają, zobaczymy co będzie później. Jest dość zbity, ale bardzo mięciutki.

Kosztował 17,99 złotego, czyli majątek to nie był 😛
Zbliżamy się już do końca, przedstawię teraz zakupy z ostatniego już sklepu – Biedronki.
Maska o której przeczytałam u Anwen. Podobno ma się dobrze sprawdzać, a jest tutaj trochę taniej niż w drogeriach. Kosztowała 16,99 złotego za 500 mililitrów. Jak ją już przetestuję na pewno napiszę oddzielnego posta i podzielę się wrażeniami.

Płyn micelarny, który mnie na szczęście nie uczula a sprawdza się zaskakująco dobrze. Za 400 mililitrów zaplaciłam 7,99, więc naprawdę groszowe sprawy.
Płatki kosmetyczne, bardzo duże. Wygodnie zmywa się nimi makijaż z twarzy albo lakier do paznokci. Kosztowały niecałe 3 zł 😀

Maski z Biovaxa. Mam WAX, przyszedł wiec czas na przetestowanie i tych. Wzięłam jedną saszetkę z każdego rodzaju, zobaczę z którą polubią się moje włosy. Saszetka kosztowała 1,99 zł, rozeszły się jak świeże bułeczki xD 

Ostatnie trzy rzeczy. Juhu! Ten post jest tak długi, że nie mam już ochoty pisać, ręce mnie bolą xD Zeszyty są formatu B5 i mają po 100 kartek w kratkę. uwagę przyciągają ciekawe okładki.

Pierwsza strona to podwójna kieszonka na drobne papierki czy dokumenty, bardzo fajna rzecz 😀
Marginesy też są charakterystyczne dla każdego zeszytu, wyglądają bardzo fajnie! Zeszyt kosztował 8,99 😀
A Wy upolowaliście coś na wyprzedażach? Ktoś biegał po sklepach jak ja? A może kupujecie już walentynkowe prezenty? 
Mam już dość pisania xD Miłego oglądania, pozdrawiam
Uncategorized

Essence Fruity – owoce na paznokciach :D

14 grudnia 2013

Jestem osobą, która lubi czasem przełamywać rutynę 😀 Jak wiadomo, jesień i zima kojarzy się innym z ciemnymi paznokciami, ewentualnie klasyczną czerwienią czy nude’owym kolorem. Tak, ja również jestem w tej grupie, ale czasami lubię zaszaleć i w pochmurny dzień mieć na paznokciach błękitną, czy lekko różową mgiełkę lakieru. Tak właśnie jest z tym pomysłem, który zobaczycie zaraz na zdjęciach.

Te naklejki na paznokcie kupiłam kiedyś w szafie essence. Podejrzewam, że było to późną wiosną, ewentualnie latem 😀 Są według mnie słodkie i cudowne. Pięknie wyglądają, jak prawdziwe miniaturki owoców. Ale czy mam jakieś „ALE” 😛
Na początek – plasterki owoców zapakowane są w okrągłe, zakręcane i przeźroczyste pudełeczko wyłożone różową gąbeczką. Wydaje się ich niewiele, ale jak widać, mimo tego, że używam ich stosunkowo rzadko, mam je już kilka miesięcy. Do opakowania dołączony był również klej, który moim zdaniem, jest w ogóle nieprzydatny. Nie jest wyciskany, co jest minusem. Na zakrętce nie ma pędzelka jak w lakierze, jest natomiast plastikowa szpatułka, którą ja nie jestem w stanie nanieść tego kleju na płytkę paznokcia.

Poza wyglądem nie mogłam doszukać się plusów tej ozdoby. Przyklejałam je na świeży lakier, następnie pokrywałam Top coatem – w najlepszym wypadku odpadały kilka godzin później, w najgorszym, zaraz po zamieszczeniu. Potrafię zrozumieć fakt, że są one „3D”, więc prędzej czy później odpadną, ale nie po tak krótkim czasie! Po pracach z klejem efekt był ten sam. Najgorsze zbyło to, że zostawiały po sobie nieestetyczny odcisk w kształcie kółka zwieńczony brakiem lakieru w  środku.
Zapłaciłam za nie około 5-7 złotych. Dostępne były w tym sezonie w szafach essence, nie wiem, jak będzie w kolejnych. Na pewno dadzą coś innego, więc ja swoje opakowanie trzymam jako „edycję limitowaną”. Nie polecam ich, chyba że ktoś miałby zamiar jakoś wtopić je w tipsy, żele, akryle czy hubrydowy lakier.

5/10

Dziś postaram się napisać jeszcze jednego posta, o tym, dlaczego nie było mnie aż cały tydzień. Może wyjdzie, może nie 😉 Jak da się zauważyć, zmieniamy coś na blogu, wariacje i w ogóle szok ;P Nie mogę znaleźć stylu, który w końcu bardzo by mi się spodobał :3 Kapitan ma przeze mnie trochę pracy, choć to, co zrobiłam do tej pory (podpis i nagłówek) to moje dzieło :3

Pozdrawiam