Wybrany tag

Ecospa

Uncategorized

ZIMOWE ROZDANIE | ZGARNIJ PALETĘ SLEEK, PUDER ECOCERA I PODKŁAD LIRENE!

14 lutego 2017

Cześć!
Dziś mamy Walentynki, a ja, zamiast świętować urodziny mojego taty i święto zakochanych, tonę w workach na śmieci 😛 Tak to już jest w przypadku remontów – szczególnie tych generalnych. Od samej roboty gorsze jest sprzątanie i wyrzucanie wszystkiego. A niestety my, Polacy, mamy tendencję do gromadzenia niepotrzebnych rzeczy…
Zostawiając jednak temat remontu w tyle chciałam dziś zaprosić Was na krótki post z rozdaniem – dawno nie było u mnie takiej formy nagradzania czytelników. Jeśli chcecie zgarnąć kosmetyki Sleeka, Lirene i EcoCery, a także mały dodatek – zapraszam do dalszej części wpisu! 😀 

Do wygrania są nowe, nieużywane kosmetyki:

  • Paleta cieni Sleek The Original
  • Podkład Lirene No Mask w kolorze 01 jasny
  • Puder ryżowy EcoCera

Co należy zrobić, aby wziąć udział w rozdaniu? OBOWIĄZKOWO ZOSTAĆ OBSERWATOREM BLOGA (PUBLICZNYM) I POLUBIĆ FANPAGE BLOGA NA FACEBOOKU.

Dodatkowo można:

  • udostępnić informację o rozdaniu na FB – +2 losy
  • udostępnić informację o rozdaniu na Instagramie – +2 losy
  • zaobserwować profil mojego bloga na Instagramie – +2 losy
  • dodać banner na pasku bocznym bloga – +1 los
  • odpowiedzieć na pytanie – Co powinnam dodać na bloga, aby stał się przyjemniejszy w odbiorze? – +1 los

REGULAMIN ROZDANIA:

1. Organizatorką i wyłącznym sponsorem
rozdania jestem ja: właścicielka bloga Elf Naczi. 
2.  Rozdanie trwa od 14.02.2017 do 14.03.2017 do godziny 24.00.
3. Wylosowana osoba musi podać swoje dane i adres w ciągu 48 godzin od ogłoszenia wyników.
4. Pokrywam koszty wysyłki tylko i wyłącznie wtedy, kiedy zwycięzca mieszka na terenie Polski.
5. Zgłoszenie równa się akceptacji regulaminu i wyrażeniu zgody na przetwarzanie danych osobowych.

6. Nagroda jest nowa i nigdy
nie używana.

7. Jeśli w czasie trwania rozdanie udział weźmie w nim mniej niż 25 osób mam prawo do przedłużenia konkursu o kolejne 2 tygodnie. 

Dodatkowo mam do oddania dwa używane kosmetyki – wykonałam nimi tylko swatche, leżą i się marnują, więc postanowiłam je komuś podarować. W ankiecie jest dodatkowa opcja dotycząca tych kosmetyków – jeśli wylosowany zwycięzca nie będzie ich chciał – rozlosuję nagrodę wśród osób, które wyrażą chęć jej przyjęcia.

W skład tego mini zestawu wchodzi:

  • Krem BB Skin79 w wersji Gold
  • Tester Palety Sleek All Day Soiree

Aby wziąć udział w rozdaniu – wypełnijcie formularz znajdujący się niżej. Mam nadzieję, że nagrody Wam się podobają. Paletkę i krem BB oddaję, bo minimalizuję moją kolekcję kosmetyków – chcę zacząć racjonalnie podchodzić do tego tematu 😛 Nie uważam, żebym miała ich dużo, ale… Ich ilość zaczęła mi przeszkadzać 😛
Pozostaje mi życzyć Wam powodzenia!

Pozdrawiam

Uncategorized

PROJEKT DENKO | GRUDZIEŃ 2016 | ZUŻYTE HITY

13 stycznia 2017
Hej!
Choroba zaczęła powoli mnie opuszczać (tak, znów zachorowałam, to wszystko przez te 20 stopniowe mrozy :P), więc biorę się do roboty – blog i nauka czekają na mnie z otwartymi ramionami 😛 Dziś będę też odpisywać na komentarze i odwiedzać Wasze blogi, także spodziewajcie się u siebie mojej obecności 😉
Jeśli chodzi o tematykę posta – znów zajmę się zużytymi opakowaniami. Przedstawię Wam kosmetyki, które skończyły się w grudniu, jak zwykle pisząc kilka zdań na ich temat 🙂 Jeśli jesteście ciekawi, czy znajduje się wśród nich jakaś perełka – zapraszam do dalszej części wpisu 🙂

CIAŁO:
  • GARNIER NEO, ANTYPERSPIRANT W KREMIE FRUITY FLOWER
To już druga sztuka tego antyperspirantu. Jestem z niego zadowolona – jest bardzo wydajny, przyjemnie pachnie a do tego rzeczywiście chroni mnie przed nadmiernym poceniem się. Zyskał sobie moją sympatię przez ciekawą konsystencję – rzeczywiście jest to krem, który szybko wchłania się i lekko zasycha pozostawiając skórę aksamitnie gładką i nie brudząc przy tym ubrań. Zawiera sole aluminium, co dla niektórych może być minusem. Myślę, że jeszcze do niego wrócę.
  • LINDA, MYDŁO W PŁYNIE AGREST I RABARBAR
 Kupiłam to mydło w Biedronce, wydaje mi się, że w związku z wyjściem jakiejś gazetki we wrześniu ubiegłego roku. Jest to średniak – poza ładnym zapachem i całkiem fajną wydajnością nie dostrzegłam w nim nic szczególnego. Delikatnie wysuszał mi skórę dłoni, ale nie na tyle, żeby nasilić moje problemy. Raczej nie wrócę ponownie, znam lepsze kosmetyki w podobnej cenie – chociażby mydła Isany.
  • BALEA, SZAMPON DO CODZIENNEJ PIELĘGNACJI WŁOSÓW
To szampon, który zużyłam jako żel pod prysznic, bo z takim zamierzeniem go kupiłam (po prostu wrzuciłam do koszyka i nawet nie przeczytałam co to jest xD). Był słabo wydajny – o wiele mniej niż żele Balei, a one tez do rekordzistów nie należą. Miał jednak bardzo fajny zapach – moim zdaniem to połączenie cukierków lodowych i owoców – jeśli lubicie takie słodkie aromaty to ten też przypadłby Wam do gustu 😀 Nie wysuszał zbyt mocno, ale skóra na nogach wymagała większej dawki nawilżenia. Nie kupię ponownie.

MAKIJAŻ:
  • CATRICE, LIQUID CAMOUFLAGE 010 PORCELAIN
Na początku niezbyt przepadałam za tym korektorem. Używałam go do zakrywania zmian i o ile w kwestii krycia sprawdził się super, tak po reakcji z moim sebum straszliwie ciemniał. Kończyło się to zazwyczaj tym, że miałam na policzkach pomarańczowe plamy ciemniejsze od podkładu. Nie spodziewałam się tego, bo w wielu recenzjach na blogach i youtubie nikt o tym nie wspomniał. Ostatecznie spróbowałam go używać pod oczy i byłam pozytywnie zaskoczona tym, jak fajnie się sprawdzał. Nie wysuszał, nie rolował się, świetnie krył i nie ciemniał. Trzymał się cały dzień i nie zbierał w załamaniach, a przy mojej budowie oka to już wielki plus. Kupiłam kolejne opakowanie i teraz używam go tylko do tuszowania zasinień pod oczami.

TWARZ:
  • LOMI LOMI, MASKA W PŁACHCIE KOJĄCA – JAŚMIN
Kilka miesięcy temu kupiłam na promocji w Hebe cały zestaw masek z Lomi Lomi żeby wybrać najlepsze i kupować tylko te rodzaje.  Zużyłam już większość z nich, ale nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek wylądowały w projekcie denko. Ta była całkiem fajna, ale nie zauważyłam, żeby w jakiś znaczący sposób ukoiła moją skórę i sprawiła, że wyglądała ona bardziej promiennie i na mniej zaczerwienioną. Nie jestem przekonana, czy te maski na mnie działają. Nie wiem, czy kupię ponownie.
  • BIELENDA, SUPER POWER MEZO TONIK Z 10% KWASEM MIGDAŁOWYM
Kupiłam ten tonik by wspierać serum, które aktualnie używam, w działaniu. Założyłam, że skoro zastosuję duet z tej samej serii będzie on miał bardziej skoncentrowane działanie, co pozytywnie odbije się na stanie mojej skóry. Rzeczywiście działanie serum zostało wzmocnione.  Tonik dobrze odświeżał skórę, nie podrażniał jej, nie zapychał. Moim zdaniem jest to naprawdę fajny kosmetyk, szkoda tylko, że ma w składzie substancję, która jest donorem formaldehydu. Z tego względu raczej do niego nie wrócę, myślę, że są dla niego lepsze zamienniki.
  • VIANEK, NORMALIZUJĄCY KREM DO TWARZY
To tylko próbka, więc nie wiem do końca jak sprawdziłby się u mnie pełnowymiarowy kosmetyk. Z tego co pamiętam krem był lekki i dość szybko się wchłaniał, pozostawiał jednak lekko tłustą warstwę na skórze. Raczej nie nadawałby się dla mnie na dzień, ale być może w nocy spełniałby swoje zadanie. Jestem ciekawa kosmetyków tej marki i pewnie się na któryś zdecyduję. Czy to będzie te krem – jeszcze się zastanawiam 🙂
  • ECOSPA, ŻEL ALOESOWY
Używałam tego żelu, a raczej płynu kiedy stosowałam olejki, całkiem dobrze się sprawdzał. Niestety przez to,  że jest to wodnista ciecz nie mogłam używać go solo, a wzbogacanie kremów jakoś nie idzie w parze z moją naturą. Ostatecznie do kosza trafiło pół buteleczki. Będzie fajny dla osób, które same tworzą kosmetyki, albo dla tych, które ulepszają te kupione. Jedyny minus – opakowanie. Po pewnym czasie stania w kosmetyczce wygląda bardzo nieestetycznie.
  • KLINDACIN T
 
Maść na wypryski, używam jej punktowo, kiedy widzę, że na horyzoncie pojawiają się jakieś niedoskonałości. Można dostać go u dermatologa, jest wypisywany na receptę. Dobrze radzi sobie z ropnymi wykwitami, natomiast z podskórnymi naciekami może mieć problemy. Nadal go używam.

Niekwestionowany ulubieniec w kategorii kremów przeciwtrądzikowych. Dobrze współpracuje z innymi kosmetykami, makijaż świetnie się na nim trzyma a do tego rzeczywiście przyspiesza proces gojenia się zmian. Pisałam na blogu recenzję na jego temat, nadal nie znalazłam lepszego zamiennika. Wiem, że nie wszystkim odpowiada, bo nie ma idealnego składu i nie jest kosmetykiem naturalnym, ale ja oczekuję, że jeśli coś używam, powinno to dawać widoczne efekty. Z tego też powodu nie zamierzam z niego rezygnować i, z krótkimi przerwami, będę stosować go nadal. Oczywiście kupię ponownie 😀

Znacie te kosmetyki? Macie już plany na najbliższy weekend?
Pozdrawiam 😀
Uncategorized

PROJEKT DENKO PAŹDZIERNIK I LISTOPAD ’16 | MAM TĘ MOC? :P

28 grudnia 2016

Cześć!

Grudzień chyli się ku końcowi, a ja nie miałam jeszcze okazji pokazać Wam zdenkowanych kosmetyków z października i listopada. Nie raz pisałam już, że zużywanie zimą i jesienią idzie mi opornie, a pustych opakowań w ogóle nie chce przybywać. Jednak fakt, że nie kupuję zbędnych kosmetyków już od kilku miesięcy pomaga mi w zmniejszaniu zapasów – które i tak nie są już duże 😀 
Jeśli jesteście ciekawi, czego się ostatnio pozbyłam i czy znajdują się w tej gromadce jakieś hity godne polecenia – zapraszam Was dalej! 😀

WŁOSY:
Szampony Batiste bardzo lubię i zawsze choć jeden znajduje się na mojej kosmetycznej półce. Rzeczywiście dobrze absorbują sebum, a dodatkowo są na tyle drobno zmielone, że nawet na moich bardzo ciemnych włosach nie zostawiają białej mgiełki. Moje włosy są po nim świeże od rana, aż do wieczora, choć ta świeżość to nie to samo, co po umyciu włosów. Staram się używać go rzadko, tylko w awaryjnych sytuacjach, bo przez obecność alkoholu izopropylowego potrafią podrażnić skórę głowy i spowodować pojawienie się łupieżu. Jeśli chcecie przeczytać coś więcej na ich temat – kliknijcie w nagłówek – tam znajdziecie odnośnik do oddzielnego wpisu na temat Batiste.

CIAŁO:
  • PŁYN DO HIGIENY INTYMNEJ FACELLE INTIM, ALOE VERA
  Nie ukrywam, że Facelle to jeden z moich ulubionych żeli do higieny intymnej. Ma dobry skład (nie zawiera SLS/SLES i ma odpowiednie pH), nie podrażnia, nie wysusza, dobrze oczyszcza, a do tego jest naprawdę tani. Stosuję go zamiennie z Lactacytem w wersji bez silnych detergentów i z obu jestem zadowolona. Niektórzy myją nim włosy lub twarz, ale mi to nie odpowiada – przeszkadza mi jego zapach, a włosom nie do końca odpowiada kwaśne pH – przynajmniej w szamponie. Nie mniej jednak polecam – testowałam już różne wersje i każda sprawdziła się u mnie dobrze.
  • PIANKA POD PRYSZNIC BALEA, HAWAIAN DREAM 
Od dawna chciałam wypróbować pianki pod prysznic Rituals, ale nie mam dostępu do tego sklepu stacjonarnie, a nie chciałam zamawiać ich kosmetyków w ciemno, przed spojrzeniem na to, jaki to zapach. Będąc w Niemczech zajrzałam do DM i tam znazłam tańsze odpowiedniki tych produktów. Kupiłam dwie takie pianki, tę i jeszcze inną – cytrusową, ale na pierwszy ogień wybrałam wakacyjną, hawajską wersję 😀 Pianka jest bardzo gęsta i niewielką porcją można umyć całe ciało. Pachnie delikatnie, ale zapach utrzymuje się później na skórze – co najmniej przez kilkadziesiąt minut. Hawajski sen to połączenie kwiatu lotosu, orchidei i kokosa – słodki, ale nienachalny, owiany kwiatową nutą. Pianka przypadła mi o gustu – z tego co pamiętam kosztowała niecałe 2,5 EUR, więc do najdroższych nie należała. Zaraz po SLES znajduje się gliceryna, która łagodzi jego działanie – mojej skóry te pianki nie podrażniały. Polecam! To mój kąpielowy hit! 😀



TWARZ:
  • KREM NAWILŻAJĄCY POD OCZY Z WINOGRONEM, ALTERRA
Krem ten kupiłam w pośpiechu, kiedy niespodziewanie skończyła mi się tubka Sylveco. Był akurat na promocji, pamiętam, że zapłaciłam za niego mniej więcej 7 złotych. Przyznam, że całkiem fajnie nawilżał, był lekki i dobrze sprawdzał się pod makijażem. Nie jest to mój hit, bo czasem potrafił podrażnić moje oczy, przez co lekko łzawiły, ale na pewno nie mogę nazwać go bublem. Raczej do niego nie wrócę, bo niestety mnie nie zachwycił, ale jako kosmetyk awaryjny, wtedy, kiedy nie mamy nic innego może się całkiem dobrze sprawdzić 🙂 
  • ŻEL DO MYCIA TWARZY AVENE, CLEANANCE 
Na wstępie powiem, że jest to jeden z najbardziej wydajnych żeli, jakich miałam okazję używać. Stał na mojej kosmetycznej półce od sierpnia, do listopada, a używałam go dwa razy dziennie – rano i wieczorem. Był bardzo wydajny, dobrze się pienił i oczyszczał skórę z zanieczyszczeń nie podrażniając jej przy tym i, co najważniejsze, nie wysuszając. Nie zauważyłam, żeby drastycznie wpłynął na stan mojej skóry, ale na pewno nie powodował wysypu niedoskonałości czy pojawienia się większej ilości zaskórników. Miał przyjemny, lekko mydlany zapach i kolor, który urzekł mnie – miłośniczkę wszelkich odcieni niebieskiego 😀  Na pewno jeszcze do niego wrócę, jest to jeden z najlepszych, aptecznych żeli do oczyszczania skóry mieszanej, ale wrażliwej i skłonnej do wyprysków.
  • HYDROLAT EKOLOGICZNY NEROLI, ECOSPA
Z hydrolatami znam się od niedawna – zaczęłam z nimi eksperymentować wtedy, kiedy potrzeby mojej skóry się zwiększyły, a ja szukałam czegoś, co pozwoli mi odpowiednio o nią zadbać.  Nie mogąc znaleźć dla siebie idealnego toniku rozpoczęłam poszukiwania wśród hydrolatów i tak trafił do mnie ten z pomarańczy. Jest to rzadki płyn, który szybko się wchłania pozostawiając skórę matową. Ma ziołowy, „liściasty” zapach – charakterystyczny – coś podobnego do tego, kiedy rozciera się liście w dłoniach. Sam hydrolat dobrze sprawdzał się u mnie jako substytut toniku – zwężał pory, napinał skórę i sprawiał, że optycznie wyglądała o wiele lepiej. Na równi z hydrolatem oczarowym jest moim ulubieńcem, do którego jeszcze wrócę 🙂
  • IZOTZIAJA
Maść, a raczej żel, który pojawia się w co którymś denku. Od dawna zminimalizowałam częstość jego stosowania i teraz sięgam po niego tylko dwa razy w tygodniu. Moja skóra delikatnie się po tym zabiegu łuszczy. Izotziaja pomaga mi w walce z bliznami i przebarwieniami, ale także z wypryskami i zaskórnikami. Na początku mam zamiar znów wybrać się do dermatologa – tym razem innego i zmienić w końcu ten lek – nie chcę, żeby moja skóra przyzwyczaiła się do ciągłego stosowania retinoidów. Jeśli macie problemy podobne do moich – zapytajcie o ten lek swojego dermatologa 🙂
  • FILTR PRZECIWSŁONECZNY LA ROCHE POSAY, ANTHELIOS XL ŻEL – KREM SUCHY W DOTYKU
Wspominałam Wam o tym kosmetyku w letnich ulubieńcach i nadal pozostał w tym gronie – nawet w zimie. To filtr, który mnie nie zapycha, nie podrażnia i co najważniejsze – nie wpływa negatywnie na trwałość mojego makijażu. Po kilku minutach od wsmarowania delikatnie zastyga zmniejszając świecenie się skóry, nie powodując jednak wieczornej nadprodukcji sebum. Teraz zmieniło się jego opakowanie, a ja nadal przy nim trwam – i chyba długo tak jeszcze pozostanie – na razie nic nie zainteresowało mnie na tyle, żeby miało go zdetronizować 😛

Znaleźliście coś ciekawego wśród tych „pustaków”? Jak idzie Wam denkowanie?
Mam nadzieję, że zauważyłyście moją ostatnią aktywność an Waszych blogach – moja klawiatura płonie 😛
Pozdrawiam ♥
Uncategorized

PROJEKT DENKO | OSTATNIE TAKIE WIELKIE W TYM ROKU :P

14 października 2016

Hej!
Na samym początku chciałam Wam powiedzieć, że będziemy musieli zmienić harmonogram publikowania postów – czwartek niestety nie bardzo mi pasuje, bo cały tydzień mam zajęcia do dość później pory, a kiedy kończę wcześniej – muszę uczyć się na najbardziej wymagające przedmioty. Piątek będzie dla mnie dniem idealnym, ponieważ w piątki będę miała tylko chemię – przez 5 tygodni – a później czekają mnie długie, wolne weekendy 🙂 
Pisałam już o ulubieńcach, podsumowywałam Instagram – przyszedł wiec czas na projekt denko. To ostatnie, jakie „stworzyłam” wspólnie z mamą – dlatego znajduje się w nim znowu sporo kosmetyków. Już teraz mogę zaznaczyć, że następne na pewno nie będą tak okazałe – zużywanie solo idzie mi o wiele, wiele wolniej 😛 Jeśli jesteście ciekawi, jakie kosmetyki dobiły dna we wrześniu i chcecie przeczytać krótkie opinie na ich temat – zapraszam do dalszej części posta 🙂

WŁOSY:

  • SZAMPON  WZMACNIAJĄCY DO WŁOSÓW, JOANNA, JOANNA RECEPTURA, SKRZYP ROZMARYN

Ten szampon rezydował na mojej półce bardzo długo. Kupiłam go kiedyś na promocji w Biedronce i używałam do mocniejszego oczyszczania skóry i włosów mniej więcej raz na 1-2 tygodnie. Był wydajny, bardzo dobrze się pienił i oczyszczał włosy z nadbudowanych protein, silikonów czy innych zanieczyszczeń. Pachniał ziołowo, ale zapach nie utrzymywał się zbyt długo na głowie. Nie podrażniał mojego skalpu i nie mogłam na niego narzekać. Za 400 mililitrów zapłaciłam niecałe 8 złotych. Jeśli kiedyś go gdzieś znajdę – na pewno wrzucę go do koszyka 🙂
  • ODŻYWKA BEZ SPŁUKIWANIA DO WŁOSÓW ZNISZCZONYCH, LOREAL ELSEVE TOTAL REPAIR

Odżywki w sprayu to mój must have jeśli chodzi o pielęgnację włosów. Zazwyczaj wybieram te z Gliss Kura i stosuję zamiennie różne wersje – pomagają mi rozczesać włosy, wygładzają je i nabłyszczają. Ostatnio sięgnęłam jednak po Loreal Elseve, ponieważ oprócz hydrolizowanej keratyny zawierała kwas mlekowy i to bardzo wysoko w składzie (chyba 2 pozycja :)). Jej działanie rzeczywiście było widoczne – moje włosy były silniej nawilżone i gładkie. Niestety czasem powodowała puszenie – szczególnie wtedy, kiedy było wilgotno, niestety humektanty tak mają. Nie była tak wydajna jak odżywki Gliss Kur, ale mimo to, bardzo ją polubiłam! Na pewno kupię kolejne opakowanie, bo tak dobrej mgiełki już dawno nie miałam 🙂
  • SZAMPON DO WŁOSÓW NAWILŻAJĄCY, ALTERRA, GRANAT I ALOES

Niejednokrotnie pisałam, że szampony z Alterry są moimi ulubieńcami. Niestety ostatnio przestały mi służyć – po latach ciągłego używania nie są już tak skuteczne i jestem w trakcie szukania dla nich godnego zamiennika. Wersja z aloesem i granatem jest moją ulubioną. Ma lekko galaretowatą konsystencję. Mimo braku SLS/SLES szybko się pieni i nie ma z tym większych problemów. Dobrze oczyszcza włosy, domywa nawet oleje. Nie podrażnia skóry głowy. Włosy po jego zastosowaniu są miękkie i lśniące, czasem obchodziłam się nawet bez maski i przyznam, że wyglądały całkiem fajnie. Może nie nawilża włosów, ale na pewno tego poziomu nie obniża.

CIAŁO:

  • DIAMOND COSMETICS, SEMILAC, ACETON
Acteon, którego używałam do ściągania hybryd. Nie uczulał mnie, ale za to mocno wysuszał skórki i paznokcie – musiałam zastosować olejek na noc, żeby wróciły do normalnego stanu. Nie zawiera żadnych dodatków nawilżających, to czysty aceton. Półlitrowa butelka, która starczyła mi na kilka miesięcy kosztowała nie więcej niż 20 złotych. Nie kupię ponownie – wolę removery z lanoliną.
  • LUSH COMFORTER
Prawdziwe cudo – nie wiedziałam, że można się tak zakochać w produkcie do robienia piany. Nie należał do najtańszych, bo za  200 gramową kostkę zapłaciłam 6 euro, ale moim zdaniem jest wart swojej ceny. Jeśli nie lejecie bardzo dużo wody do wanny – starczy na 4 kąpiele. W innym przypadku radzę podzielić go na 3 kawałki. Barwi wodę na intensywnie różowy kolor, pachnie ona słodkimi, pudrowymi cukierkami. Piana jest, ale na pewno nie tak duża, jak niektórzy oczekują tego po kąpielowych dodatkach. Woda jest po nim tłusta, a ciało tak miękkie, że nie ma potrzeby używania jakichkolwiek dodatkowych produktów nawilżających. Jestem zadowolona, że jednak się na niego zdecydowałam i kiedy będę miała okazję – może do niego wrócę. Nie jestem jednak pewna, bo Lush kusi ciekawymi nowościami, a chyba wolę przetestować ich kolejne kosmetyki 😀 Znacie ten ból? 😛
  • PALMOLIVE, ŻEL POD PRYSZNIC, GLAMOUR, JEŻYNY, SMOCZY OWOC I WANILIA
Rzadko sięgam po żele pod prysznic z Palmolive – jakoś nie przepadam za tą marką, a d tego wszystkie z nich zawierają silne detergenty, które niestety mocno wysuszają moją skórę – szczególnie w sezonie grzewczym. Tego używałam naprzemiennie z Dove i przyznam, że jestem z niego zadowolona. Miał lekko lejącą konsystencję, ale dobrze się pienił i nie trzeba było używać go zbyt dużo. Zapach rzeczywiście przypominał cierpkie jeżyny połączone z nutą słodkiej wanilii – moim zdaniem jest odpowiedni i na lato i na chłodniejsze miesiące. Na razie mam zapas żeli, więc nie zamierzam do niego wracać, ale kiedy już trochę ich zużyję – pomyślę o nim – zapach utkwił mi w pamięci 🙂
  • PALMERS, BALSAM DO CIAŁA, COCOA BUTTER FORMULA, MASSAGE LOTION STRETCH-MARKS
Mimo tego, że jestem osobą szczupłą i nie mogę narzekać na duże wahania wagi – mam rozstępy. To zmora wielu dziewczyn i kobiet, moje są już jasne, mniej widoczne, ale nie mogę z nimi walczyć tak jak na początku – najprawdopodobniej będą mi towarzyszyć już zawsze. Staram się jednak zapobiegać powstawaniu nowych i w tym celu nawilżam moją skórę treściwymi olejami czy balsamami. W moje ręce trafił ten od Palmersa – słyszałam na temat tych kosmetyków wiele pozytywnych opinii i chciałam przetestować je na własnej skórze. Balsam na przyjemny, kakaowy zapach, który na skórze zaczyna niestety trochę nieprzyjemnie pachnieć – na szczęście kilka minut po aplikacji ten dziwny zapach się ulatnia i nie ma już z tym większych problemów. Bardzo dobrze nawilża skórę – masło kakaowe występuje w składzie, niestety znajduje się w nim też parafina, ale nie zauważyłam wysypu krostek. Skóra przy regularnym stosowaniu jest miękka, napięta i nabiera ładnego, zdrowego koloru (nie mylić z jej przyciemnieniem). Lubiłam ten kosmetyk i z przyjemnością po niego sięgałam. Nie zauważyłam, aby powstawały nowe rozstępy, choć teraz nie pojawiają się one u mnie tak często jak kiedyś. Myślę, że jeszcze do niego wrócę.
  • FA, ANTYPERSPIRANT FRUIT ME UP, FRUITY TOUCH
W poprzednim denku pisałam Wam o drugiej, także limitowanej wersji tego zapachu. Tamta bardzo mi się podobała – była owocowa, ale świeża i soczysta. Ta miała w sobie jakby więcej kwiatowych nit. Doskonale była tu też wyczuwalna wiśnia, za którą niekoniecznie przepadam. Przez to, że zapach nie do końca mi odpowiadał nie polubiłam się z tym kosmetykiem. Ochrona była na średnim poziomie, a nie należę do osób, które narzekają na problem nadmiernej potliwości. Nie wrócę do niego – pewnie nawet nie będę miała okazji, bo jak widać po napisie na opakowaniu – jest to wersja limitowana. 

TWARZ:

  • GARNIER, DWUFAZOWY PŁYN DO DEMAKIJAŻU OCZU
Kiedyś, kiedy płyny micelarne nie były jeszcze tak popularne, dwufazówki były jedynymi kosmetykami (oprócz mleczek), którymi można było usunąć makijaż oka. Postanowiłam wrócić do takiego płynu i sprawdzić, czy rzeczywiście zobaczę różnicę. Dwufaza z Garniera była dobra, ale nie na tyle, żebym miała porzucać płyny micelarne i oleje na jej rzecz. Domywała makijaż, ale trwało to znacznie dłużej i mam wrażenie, że demakijaż nie był wtedy tak dokładny, jak po połączeniu olejku i miceli. Do takiego typu kosmetyków już nie wrócę – nie stosuję tuszy wodoodpornych, a mam wrażenie, że z takimi te płyny by sobie nie poradziły. 
  • SOLO CARE, PŁYN DO SOCZEWEK
Mój ulubiony płyn, o którym pisałam na tym blogu już kilkakrotnie. Dobrze rozpuszcza białkowy nalot z soczewek, sprawia, że są one czyste i komfortowe w noszeniu przez wiele godzin. Płacę za niego 40 złotych, a tak duża pojemność (360 mililitrów) spokojnie starcza mi na 3 miesiące praktycznie codziennego stosowania. Wrócę do niego ponownie. 
  • ZIAJA, MASKA OCZYSZCZAJĄCA Z GLINKĄ SZARĄ
Ostatnio nie używam zbyt często maseczek w takiej formie – większość z nich mam w pudełeczkach albo tubkach, natomiast te z Ziaji są jednymi z moich ulubionych. Kosztują grosze, a działają. Wersja do skóry mieszanej z glinką szarą fajnie oczyszcza i odświeża skórę bez jej jednoczesnego wysuszania.  Lubię sięgać po każdą z tej serii, natomiast ta sprawdza się na mojej skórze najlepiej. Ma przyjemny, słodki zapach i nie zasycha, przez co dość łatwo się ją zmywa. Po jej użyciu zanieczyszczenia porów zostają w sporym stopniu usunięte, a skóra wygląda na gładszą i ma bardziej równomierny koloryt. Na pewno do niej wrócę. 
To kosmetyk, który dostałam kilka miesięcy temu w ramach współpracy. Używałam go do wieczornego mycia twarzy i jestem zaskoczona, że działał tak fajnie! Skóra była tak oczyszczona, że aż „skrzypiała” od czystości. Mimo tego nie zauważyłam przesuszenia czy innych negatywnych skutków używania tego kosmetyku. W połączeniu z soniczną szczotką dobrze usuwał zanieczyszczenia i ewentualne resztki makijażu. Nie zawierał silnych detergentów i nie podrażniał mojej skóry. Pisałam już pełną recenzje na jego temat i znajdziecie ją, klikając w link w opisie tego akapitu. Jedynym minusem jest dla mnie dość wysoka cena, ale wynagradza nam ją wydajność tego kosmetyku. Może wrócę ponownie.
Mój „Święty Graal”, krem, które używam z przerwami od kilku dobrych lat. Dobrze działa na skórę, nie zapycha jej, a małe, ropne krostki goją się przy jego stosowaniu zdecydowanie szybciej. Idealnie nadaje się na dzień, pod makijaż, ale można też stosować go wieczorem. Nie przyspiesza przetłuszczania się mojej skóry i nie obciąża jej. Na promocji można dorwać taką 40 mililitrową tubkę za około 40 złotych. Przy jednorazowym, codziennym stosowaniu takie opakowanie starcza mi mniej więcej na 2,5 miesiąca, góra 3. Szukam dla niego godnego zamiennika, ale nadal nic ciekawego nie znalazłam – może Wy macie coś godnego polecenia? Pełną recenzję możecie przeczytać, klikając w link w tytule. Sama na pewno kupię go ponownie, ale na razie chciałam znów trochę od niego odpocząć 🙂
  •  BEBEAUTY, HYDRATE, NAWILŻAJĄCE CHUSTECZKI DO DEMAKIJAŻU
Chusteczki, które zabrałam ze sobą zamiast płynu micelarnego na dwutygodniowy wyjazd do Niemiec. W opakowaniu mamy 25 sztuk. Niestety chusteczki nie są zbyt mocno nawilżone i miał problemy z domywaniem resztek, których nie pozbył się zastosowany wcześniej olejek. Widziałam sporo pozytywnych opinii na ich temat, ale sama ich nie polecam. Moje ulubione chusteczki dla dzieci są o wiele tańsze – mają w opakowaniu 2 razy więcej sztuk, a cena jest podobna. Sprawdzają się o wiele lepiej i bez problemów domywają makijaż – nawet samodzielnie. Nie wrócę do nich ponownie. 
  • ECOSPA, OLEJEK Z PESTEK ARBUZA
Jeden z najlżejszych olejków, jakich miałam okazję używać. Nie pachnie, przy użyciu minimalnej ilości dość szybko się wchłaniał. Niestety musiałam przestać go używać jako nawilżacza, bo przy kilku miesiącach regularnego olejowania skóry twarzy na noc mocno się ona zbuntowała. Używałam go do usuwania makijaż i bez problemu radził sobie nawet z bardziej opornymi tuszami. Nie był drogi, więc mogę go polecić. Jeśli jesteście posiadaczkami skóry tłustej – mógłby być dla Was idealnym olejem 🙂 Nie jest zbyt znany, a moim zdaniem działa naprawdę super. 
  • AVA, AKTYWATOR MŁODOŚCI, SERUM Z WITAMINĄ C
To serum to hit mojej pielęgnacji. Po witaminie C moja skóra szybciej się regenerowała, miała ładniejszy kolor a przebarwienia lekko zbladły. Ma prosty skład i konsystencją bardziej przypomina kwas hialuronowy niż typowe serum z witamina C – jest lekkie, nieoleiste i szybko się wchłania, zostawiając na skórze lekko lepką powłoczkę, która znika po zastosowaniu kremu. Nie jest drogie – swoją buteleczkę kupiłam na promocji za około 20 złotych. Spodobało mi się głównie dlatego, że nie zapychało mojej skóry. Na pewno do niego wrócę, kiedy skończę stosowanie tych z kwasami. 

  • PERFECTA, SOFTLIPS, BALSAM DO UST O SMAKU TRUSKAWKOWYM
O tych kostkach lodu pisałam Wam już w kilku projektach denko. Ta jest przedostatnią, jaką mam Wam do pokazania i moim zdaniem jest to, jak na razie, najgorsza wersja z jaką miałam do czynienia. Pominę fakt, że zawiera one filtr przenikający (a takie filtry działają na naszą gospodarkę hormonalną). Ten balsam miał bardzo chemiczny i sztuczny zapach, nie używałam go zbyt często. Nadawał się do nawilżania usta w ciągu dnia, na noc był zdecydowanie za lekki. Miał wazelinkową konsystencję. Niestety jest to kolejna sztuka, która otworzyła mi się w torbie, ubrudziła wszystko i tak skoczyła swój żywot. Nie wrócę do nich ponownie.  

Znacie coś z tych kosmetyków, o których pisałam w dzisiejszym poście? Lubcie czytać projekty denko?
Pozdrawiam i życzę miłego weekendu 🙂 Do zobaczenia w niedzielę! 😀 
Uncategorized

DDD | ECOSPA | MATRAS | MINTISHOP | Moje zakupy z 1 grudnia

10 grudnia 2015

Cześć!
Jak wiecie, 1 grudnia był dniem darmowej dostawy. Już wcześniej zanotowałam sobie, co chciałabym kupić, żeby znowu nie wydać fortuny na niepotrzebne rzeczy. Na początku nie planowałam zakupów w drogerii Mintishop, ale mój pędzel do pudru z Essence zaczął tracić włosie i niedługo będę musiała go pożegnać :C Stwierdziłam, że czas więc zainwestować w nowy egzemplarz. W Matrasie kupiłam też kilka ksiżżek, ale dzisiaj pokażę Wam tylko jedną, przeznaczoną dla mnie – nie chcę żeby osoby, które mają dostać resztę w formie prezentu dowiedziały się o tym przed czasem 😛 W Ecospa uzupełniłam zapas olejków i postanowiłam w końcu po raz pierwszy wypróbować glinkę i hydrolaty 🙂 Jeśli chcecie przeczytać kilka słów o każdym z produktów – zapraszam do dalszej części wpisu 🙂

Na początku na oku miałam Elementarz Stylu Kasi Tusk (za którą jakoś bardzo nie przepadam, ale podobno książka pięknie wydana :P) lub Love x Style X Life Garance Dore. Nie mogąc się zdecydować na konkretną z nich zapytałam mojej przyjaciółki co o tym sądzi. Stwierdziła, że dobre opinie ma Slow Fashion – Modowa rewolucja Joanny Glogazy i żebym to właśnie na ten tytuł się zdecydowała. Posłuchałam jej i mam nadzieję, że nie będę zawiedziona 😛 Na początku trochę się rozczarowałam, bo książka jest wydana na zwykłym, niezbyt estetycznie wyglądającym papierze. Mam nadzieję, że nadrobi zaległości treścią. Znajdziecie ją w księgarni Matras za niecałe 27 złotych.

Jak wspomniałam we wstępie posta, życie mojego pędzla do pudru z Essence chyba dobiega końca. Zaczęło z niego wypadać włosie i z każdym myciem jest coraz gorzej :C Postanowiłam się zabezpieczyć i tym razem zdecydowałam się na pędzel Hakuro H55. Dodatkowo po filmie Red Lipstick Monster do koszyka wpadł też mniejszy brat do makijażu oka, czyli Hakuro H79.

Hakuro H55 kosztował 41 złotych. Jest świetnie wykonany, żaden włosek nie wystaje poza delikatny łuk. Pędzel jest dość mocno zbity, przez co będzie można wprasować nim puder w twarz i dzięki temu mocniej utrwalić makijaż. Trzonek nie jest długi (ale z tego co wiem dłuższy od tych, które są w pędzlach Zoeva), dlatego pędzel dobrze leży w dłoni. Druga nowość to Hakuro H79, czyli naturalny maluszek do blendowania cieni. Mikołaj doniósł mi, że na święta przyjedzie do mnie nowa paleta, postanowiłam więc zaopatrzyć się w lepszy pędzel do nakładania i rozcierania cieni. Jest to pierwsza sztuka z koziego włosia, jaką mam w swojej kolekcji, mam więc nadzieję, że będę umiała się nią zaopiekować aby długo mi posłużyła.

Największe zamówienie zdecydowanie pochodzi ze strony Ecospa.pl. Od dawna kusiły mnie naturalne produkty, a że polubiłam się z olejkami i kończą mi się moje aktualne sztuki postanowiłam zamówić kolejne. Pierwszy raz zdecydowałam się między innymi hydrolaty. Niestety, wtedy kiedy składałam zamówienie nie  był dostępny hydrolat z czytska, który jest polecany do skóry trądzikowej. Poczytałam trochę na temat każdego z oferty i w końcu wybrałam dwa egzemplarze. Pierwszym z nich jest hydrolat z lipy ekologiczny. Pomaga on łagodzić stany zapalne i zaczerwienienia, które u mnie pojawiają się naprawdę często. 100 mililitrów kosztowało 12,60 zł. Drugim, chyba najdroższym hydrolatem z oferty jest ten neroli, czyli z kwiatu pomarańczy. Działa ściągająco i ma działanie antyseptyczne, przeciwzapalnie i przeciwgrzybicznie. Ma sprawiać, że skóra będzie wyglądała promiennie. Jestem bardzo ciekawa jego działania. Ta buteleczka kosztowała 14,60 zł za 100 mililitrów.

Zamówiłam też w końcu glinki, które dla mojej skłonnej do trądziku i przebarwień skóry mają być wybawieniem. Zdecydowałam się na glinkę żółtą, która jest delikatniejsza niż zielona. Ma najwyższą zawartość żelaza spośród znanych glinek. Ma właściwości remineralizujące, delikatnie oczyszczające i regulujące. Minimalizuje pory i matuje skórę, a ponadto ma działanie przeciwzapalne i detoksykujące. 100 gramów kosztowało 7,90 złotego. Ta, którą widzicie na górze, zapakowana w folijkę, to również 100 gramowa porcja glinki – była dodawana losowo jako gratis.Glinka zielona (moja wersja to Montmorillonite), jest chyba najbardziej znana wśród trądzikowców. Ma właściwości dezynfekujące, absorpcyjne i gojące oczyszczające, ściągające, antybakteryjne, ujędrniające, a także polepszające krążenie i detoksykujące. Pomaga w leczeniu trądziku i wyprysków. Za 100 gramowy słoiczek zapłaciłam 8,40 zł.

Teraz, gdy mam niewiele wyprysków, szczególną uwagę zwracam na regularne złuszczanie naskórka. To dzięki niemu pożegnałam wiele zaskórników na dobre. Powoli pozbywam się też przebarwień potrądzikowych, a różnego rodzaju peelingi mi w tym pomagają. Korund 125 mikronów zamówiłam właśnie w celu wzbogacania peelingów, czy nawet zwykłych żeli do mycia twarzy. 100 gramów kosztowało tylko 5 złotych, a taka ilość starczy mi na wieki. Ziarenka są bardzo drobne i potrafią być wszędzie (jak dobrze się przyjrzycie, znajdziecie je również na zdjęciach xD) , ale czuję, że będą nieźle ścierały martwy naskórek. Na pewno będę próbowała go również na całe ciało.

Ostatnią już porcją kosmetyków naturalnych są oleje i żel aloesowy. Olej konopny polecało mi wiele osób w ramach walki z trądzikiem. Podobno ma nieprzyjemny zapach, ale szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy na skórze. Kosztował 6,90 zł za standardowe 30 mililitrów. Drugim olejkiem jest ten z pestek arbuza. Ma silne działanie nawilżające, ale jest jednym z najlżejszych olei, prze co polecany jest do skóry tłustej, odwodnionej. 30 mililitrowa buteleczka kosztowała 8 złotych. 10 mililitrowy maluszek na końcu to olej z nasion malin. Działa nawilżająco, przeciwalergicznie, przeciwzapalnie, pobudza
regenerację skóry, wspomaga gojenie się ran, działa
przeciwzaskórnikowo
. Jest o wiele droższy od poprzedników, bo kosztuje 7,90 za mniejszą pojemność. Wszystkie oleje mają niską zawartość komedogennych olei, więc powinny się u mnie sprawdzić. 
Ostatnim już produktem jest żel aloesowy, który ma wspomóc mnie w walce z przebarwieniami. Ma on działanie nawilżające, wspomaga odbudowę naskórka, działa antybakteryjnie i przeciwzapalnie a także pobudza produkcję kolagenu. Mam zamiar mieszać go z olejkami. Kosztował 8,90 zł za 30 mililitrów.



To już całe zakupy. Wpadło Wam coś w oko? Zamówiłyście coś podczas dnia darmowej dostawy? Lubicie naturalne kosmetyki?
Pozdrawiam :3