Wybrany tag

Ebelin

Uncategorized

HAUL KOSMETYCZNY | DM | LUSH

26 września 2016

Hej!
Znowu narobiłam sobie trochę zaległości z postami, ale po ostatnich przeżyciach na uczelni musiałam poukładać sobie plan działania, pomyśleć, czego mi jeszcze brakuje, co powinnam kupić i zacząć powoli się pakować 😛 Przeprowadzka oficjalnie odbędzie się pod koniec przyszłego tygodnia – mogłabym zostać już w Białymstoku, ale stwierdziłam, że nawet 5 dni w rodzinnym domu, to sporo czasu – tym bardziej, że później będę pojawiać się tu dość rzadko.
Z Niemiec wróciłam już ponad 1,5 miesiąca temu, a nadal nie pokazałam Wam, jakie kosmetyki udało mi się kupić i przywieźć. Dziś na blogu możecie zobaczyć moje wakacyjne zakupy z DM i Lusha! Zapraszam 🙂

Pierwszą rzeczą, o jakiej pomyślałam podczas wizyty w drogerii były żele z Balei. Moja skóra nie przepada za wersjami z SLS/SLeS, ale kiedy stosuję je zamiennie z czymś delikatniejszym ich wysuszające działanie nie jest już tak widoczne. Bardzo lubię je za to, że fajnie się pienią, są tanie (55 centów za jeden :O) i mają cudowne zapachy. Wybrałam wersje o zapachu mango, kwiatowo-brzoskwiniowym oraz waniliowo-kokosowym.

Żel z marakują oraz szampon o owocowym zapachu kosztowały dokładnie tyle samo, co żele, o których wspominałam wyżej. Szampon kupiłam przypadkiem – nie spojrzałam na napis, a szukałam czegoś z nowej, limitowanej edycji. Nie zawiera silikonów, więc zużyję go jako produkt do mycia ciała. Żel w tubie był nieco droższy, ale nadal można powiedzieć, że tani jak barszcz – 0,95 EUR. Ma ciekawy zapach – pomarańczowo-waniliowy, który idealnie wpisuje się zarówno w letnie, jak i jesienne klimaty.

Nowością były dla mnie pianki do mycia ciała. Kupiłam obie – niestety jak na razie dostępne są tylko te dwie wersje zapachowe. Zielona to energetyzujący, owocowy zapach – sama nazwa nam o tym mówi, w końcu Fresh&Fruity zobowiązuje 😛 Ta, znajdująca się niżej to Hawaian Dream, o zapachu kwiatowo-kokosowym, chociaż kokos nie jest tu zbyt mocno wyczuwalny. Używałam obu, niesamowicie przypadły mi do gustu i żałuję, że nie kupiłam ich nieco więcej 😛 Koszt jednej to 1,95 EUR – w porównaniu do pianek Rituals (na które miałam ochotę, ale ich cena nie różni się wiele od tej, za którą są dostępne w Polsce) są naprawdę tanie. Mam nadzieję, że kiedyś tata przywiezie mi zapas 😛

Kolejnymi kosmetykami są żele do golenia. Moim zdaniem są one totalnym must have jeśli chodzi o zakupy w DM. Są niesamowicie wydajne, mają aksamitną konsystencję, zmieniają się w gęstą pianę, a do tego cudownie pachną. Cena jednej buteleczki to tylko 1.15 EUR. Żałuję, że nie znalazłam innych ciekawych zapachów – miałam już wersję mango i chciałam wypróbować coś nowego. Ostatecznie wybrałam wersję Coconut Kiss, a przy drugiej wizycie dobrałam tą z nowej kolekcji. Ma zapach waniliowo – cytrynowego loda. Wafelki też w tym czuć 😛

Balsamy do rąk w takiej formie, jaką widzicie na zdjęciu, to codzienne wyposażenie mojego biurka. Często zapominam o ich kremowaniu, a kiedy taka butla stoi gdzieś niedaleko książek czy komputera prawdopodobieństwo, że z niej skorzystam jest o wiele wyższe 😀 Krem ma zapach arbuzowej lemoniady i lekką konsystencję, która szybko się wchłania. Kosztował 1,75 EUR. Za maseczkami z drogerii nie przepadam, ale skusiłam się na jedną z Neutrogeny. Nie jest ona dostępna w Polsce, a ma naprawdę fajny skład. Używałam jej już raz i muszę przyznać, że dobrze radzi sobie z zaskórnikami, a przez to, że ma w składzie mentol świetnie odświeża nawet zmęczoną i poszarzałą skórę. Kosztowała 3,75 EUR.

Jak wiecie, jestem maniaczką kosmetyków do ust – zarówno tych pielęgnacyjnych, jak i do makijażu. Pomadki Balea już miałam i wiem, że najlepiej sprawdza się u mnie ich standardowa wersja. Z tego co pamiętam bazują na olejku rycynowym i muszę przyznać, że do nawilżania w ciągu dnia sprawdzają się doskonale. Wybrałam wersję melonową, którą już znam – nie dość, że pięknie pachnie, to jeszcze słodko smakuje. Druga jest dla mnie nowością, ale noszę ją już w torebce i miałam okazję użyć jej kilka razy. Mint Kiss to propozycja dla fanów słodkiej mięty – pachnie (ale niestety nie smakuje) jak oryginalne Tic Taci 😀 Jeśli ktoś nie lubi uczucia chłodzenia – pomadka tego nie zapewnia. Każda z nich kosztowała 0,85 EUR.

Będąc przy końcu zmagań z zakupami z DM chciałam pokazać Wam 2 rzeczy do paznokci. Pierwszą z nich są naklejki z Essence, które mają pomóc z stylizacji naszych paznokci. Manicure ma być dzięki nim odlotowy, bardziej zwariowany, a dodatkowo – świetnie wykonany. W paczce mieści się 30 naklejek, po 10 z każdego rodzaju. Kosztowały 0,95 EUR. Obok leżą separatory z Ebelin. Skusiłam się na nie, ponieważ nie były one tradycyjnie – jako jeden pasek. Każda para jest inna, jedno opakowanie to 12 par separatorów. Są bardzo wygodne i pasują dla wielu osób. Nie były też drogie – zapłaciłam za nie 1,45 EUR.

Ostatnią trójką z DM, jest trójka kolorówkowa. Wszystkie znalazły się na mojej mini liście i nie były zakupione z przypadku. Pierwszym z tych kosmetyków jest korektor, a raczej kamuflaż z Alverde. Chciałam mieć jakiś „zdrowszy” zamiennik korektora w słoiczku z Catrice, a ten wydawał mi się być jego godnym następcą. Do tego ma o wiele jaśniejszy kolor. Ja wybrałam odcień 02, ponieważ miał bardziej żółte tonu niż „jedynka”. Kosztował 2,95 EUR. 
Następnym korektorem, sławnym na YT i blogach jest korektor z gąbeczką Maybelline Instant Anti Age. Wybrałam odcień Light, który był bardziej żółty od Fair, niestety jest on dla mnie lekko za ciemny pod oczy. Podoba mi się jego konsystencja i poziom krycia, ale będę musiała go czymś rozjaśniać, a jeśli to nie zda egzaminu – oddam go mojej mamie, która ma ciemniejszą skórę niż ja. Był najdroższym kosmetykiem kupionym w DM – zapłaciłam za niego 8,95 EUR
W tym zestawieniu nie mogło też zabraknąć szminki. Ostatnio przerzuciłam się z mocnych kolorów n a te bardziej nude i szukałam czegoś ciekawego, co mogłabym nosić nawet wtedy, kiedy wybieram się na uczelnię. Padło na P2 Full Shine Lipstick w odcieniu 080 Tell me a Tale. To brudny róż, który na zdjęciu wygląda o wiele bardziej pomarańczowo-brązowo niż w rzeczywistości. W Niemczech te szminki są o wiele tańsze niż w Polsce. Ta kosztowała 2,25 EUR.

KAMUFLAŻ ALVERDE | KOREKTOR MAYBELLINE ] SZMINKA P2

Ostatnią, ale nie mniej ciekawą częścią zakupów jest ta z Lusha. Dopiero w tym roku dowiedziałam się, że jest in dostępny stacjonarnie w Niemczech – szkoda, bo w tamte wakacje też mogłabym kupić sobie coś ciekawego :C Zaczęłam od klasyków i skusiłam się na pięknie pachnącego Comfortera, który starczył mi na 4 cudowne kąpiele – kosztował 6,95 EUR i ważył 200 gramów
Nie wiedziałam co mam kupić, sięgnęłam więc po dwie dość znane maski dla cery zanieczyszczonej. Ta wyżej to Mask of Magnaminty (8,95 EUR za 85 gramów) – gęsta, zielona maska z grudkami o zapachu czekoladek „After Eight” – moja skóra naprawdę ją polubiła i wiem, że będę do niej wracać ♥. Ta niżej to maska-czyścik Dark Angels. Wygląda jak ziemia połączona z węglem, pachnie tak samo, ale działa świetnie – po kąpieli w gorącej wannie, kiedy pory lekko się otworzą działa jak magnes na zanieczyszczenia. Niestety brudzi wszystko wokoło – zużyję z przyjemnością, ale następnym razem spróbuję czegoś nowego. Kosztowała 9,95 EUR za 100 gramów. Maski trzeba zużyć w ciągu 3 miesięcy, moje mają termin do końca października, ale trzymam je w lodówce, więc będę używała ich znacznie dłużej.

Co ciekawego z moich zakupów wpadło Wam w oko? Lubicie oglądać haule z rzeczami, które nie są tak łatwo dostępne w Polsce?
PS Blog zmienia szablon. Musieliśmy przywrócić ustawienia fabryczne, żeby zacząć od zera. Mam nadzieję, że do końca tygodnia uda nam się wprowadzić każdą nowość. Nie przestraszcie się i komentujcie jak zawsze 😛

Od października startujemy z nowym HARMONOGRAMEM 😀
Pozdrawiam :*
Uncategorized

ULUBIEŃCY LISTOPADA | BOURJOIS | MAYBELLINE | EBELIN

4 grudnia 2015

Hej dziewczyny!
Jak wspominałam w którymś z poprzednich postów listopad minął mi ekspresowo. Nie zdążyłam się obejrzeć, a tu już grudzień – zaraz Święta, Sylwester, Nowy Rok i matura za sześć miesięcy. Ta wizja coraz bardziej mnie przeraża i utrzymuje w przekonaniu, że czas najwyższy zacząć jeszcze bardziej intensywną naukę. W listopadzie nie malowałam się zbyt często (jak siedzę w domu to nie nakładam nic na twarz oprócz kremu – po co ją tylko obciążać), ale ulubieńcy to sama kolorówka – nie zmieniłam nic w swojej pielęgnacji, nie mogę Wam więc zaprezentować nowych odkryć 😛 Może za miesiąc mi się uda! Jeśli jesteście ciekawi co sądzę o gąbeczce do makijażu Ebelin, pomadce Boujois Rouge Edition Velvet w odcieniu 06 Pink Pong i kredce do brwi Maybelline Brow Satin w kolorze Dark Brown – zapraszam dalej 🙂

POMADKA BOURJOIS, ROUGE EDITION VELVET, 06 PINK PONG
Jest to szminka, którą kupiłam na promocji w Rossmannie. Jeśli jesteście ze mną długo to wiecie, że uwielbiam wszelkiego rodzaju fuksje i intensywne róże na ustach. Ta pomadka idealnie wpasuje się w kanon moich ulubionych – jest świetnie napigmentowana, ma cudowny kolor a do tego długo się utrzymuje. Mimo tego, że jej wykończenie jest matowe nie mogę narzekać na to, że wysusza usta. Wiem, że wiele osób jest z tej wersji zadowolona – ja też dołączam do tego grona i mogę Wam ją polecić 🙂 

MAYBELLINE, BROW SATIN, DARK BROWN
Kredki do brwi nie miałam już od dawna – pierwszą i ostatnią była ta, którą miałam na początku przygody z makijażem brwi. Często podróżuję, więc potrzebowałam czegoś bardziej kompaktowego niż cień/pomada, do których musiałabym zabierać też oddzielny pędzelek. W drogeriach szukałam dobrej kredki, a że nie mam dostępu do Natury z ciekawym zaopatrzeniem, te z Catrice odpadały. W ostatniej chwili zdecydowałam się na pisak Maybelline i teraz cieszę się, że wrzuciłam go do koszyka. Na początku kolor wydawał mi się za ciemny, ale po wyczesaniu nie rzuca się już tak bardzo w oczy. Kredka jest precyzyjna, automatyczna. Na drugim końcu znajduje się ciekawa gąbeczka i cień w nieco jaśniejszym kolorze niż właściwy przyrząd do wypełniania ubytków brwi. Oba końce świetnie się u mnie sprawdzają i, choć kosmetyk nie wydaje się być najbardziej wydajnym w swojej kategorii, będę zastanawiać się nad tym, czy nie wrócić do niego ponownie po zużyciu tego opakowania.

GĄBECZKA DO MAKIJAŻU EBELIN
Gąbeczka, którą widzicie na zdjęciu jest już orobinę sfatygowana. Nie daję jej jednak forów i szoruję po każdym użyciu od sierpnia. Ma cztery miesiące i jej stan nie jest już taki, jaki był na początku. Nadal dobrze nakłada podkład i korektor. Dzięki niej moja twarz wygląda na wygładzoną, jest promienna. Nie pochłania aż tyle podkładu, na ile mogłoby się wydawać. Jest tania, bo w przeliczeniu na złotówki jej cena to około 12 złotych. Mam w zapasie jeszcze jedną, ale mam nadzieję, że ciocia, która mieszka w Niemczech wyśle mi kolejne egzemplarze 😀 Szkoda mi pieniędzy na oryginalny Beauty Blender, a u mnie gąbeczka Ebelin jest jego godnym zamiennikiem (choć oryginału nie miałam xD chodzi raczej o to, że świetnie się sprawuje :P).
Znacie któregoś z moich ulubieńców? Może Wy napisałyście już post o swoich i macie coś godnego polecenia?
Pozdrawiam :3
 
Uncategorized

HAUL KOSMEYCZNY | Balea, Alverde, Ebelin, Kiko, La Roche Posay, Loreal, Marion, Uriage, Bielenda, Bi-es, Eveline, Wellnes & Beauty

18 sierpnia 2015
 Hej!
Znowu staram się zmienić coś na blogu, Mateusz kombinuje, a ja raz jestem zadowolona, a raz nie. Chcieliśmy popracować nad dokładniejszym szablonem z większymi możliwościami rozwoju, ale niestety trzeba by było bloga przenieść na prywatny serwer, a na razie nie chcę aż tyle inwestować w bloga, bo mam jeszcze kilka rzeczy do kupienia (zdjęcia aż proszą o wykorzystanie lampy pierścieniowej, której nadal nie mam :P). Zdecydowaliśmy się też na wprowadzenie Disqusa, bo wyniki ankiety były wyrównane. Niestety wiąże się to z utratą starych komentarzy. Zaryzykowaliśmy, bo stary system komentarzy łatwo jest przywrócić, a na przyszłość łatwiej będzie importować komentarze łącząc nowy blog z moim profilem na tym serwisie. Co do zgłoszeń do rozdania – wszystko mamy zapisane 😀 Postanowiłam dziś pokazać Wam zakupy, które zrobiłam w Niemczech i w Polsce w ciągu ostatnich kilku tygodni. Mam nadzieję, że taki post Wam się spodoba i przejdziecie do jego dalszej części 🙂

Na samym początku chciałam pokazać coś, czego nie kupiłam, ale dostałam. Jest to piękna paczka od Loreala z nowymi podkładami do przetestowania. Pierwszy odcień wędruje do mnie, drugi oddaję mamie, a 3 przeznaczę na rozdanie 🙂 Jest zbyt ciemny, więc i tak go nie zużyję, a po co tak dobry produkt ma się marnować? Ja jeszcze nowej wersji ie testowałam, ale czytałam opinie o zdecydowanie lepszych właściwościach, więc jestem ich bardzo ciekawa.

W dzisiejszym wpisie zobaczycie również wiele produktów marki Balea. Nigdy nie miałam z nimi kontaktu a opakowaniami i ceną kusiły zdecydowanie bardziej niż Alverde. Postanowiłam więc, że to je najpierw przetestuję, a przy okazji kolejnej wizyty przyjrzę się kosmetykom drugiej firmy. Zdjęcie wyżej przedstawia dwie odżywki do włosów – czarna – zawiera olejki, które mają regenerować włosy, różowo turkusowa natomiast ma dodawać włosom blasku i objętości. Każda kosztowała 1,35 EUR.
Nie mogłam się też oprzeć grafikom prezentowanym na tubkach balsamów do ciała. Są one idealne na ciepłe wieczory, bo mają lekką konsystencję i szybko się wchłaniają. Wybrałam zapachy z limitowanej, letniej kolekcji. Cena tych balsamów to 1,25 EUR, więc w przeliczeniu na złotówki naprawdę niewiele.

Nie mogłam zapomnieć o słynnych już na blogach i youtube olejkach Alverde. Przypominają mi one te z Aletrry, które są dostępne u nas, mają jednak nieco inne składy. Cena jednego olejku to 3,85 EUR.

Jako fanka kremów to rąk (tylko fanka, bo lubię je kupować, gorzej z systematycznym używaniem) chciałam wypróbować coś nowego i padło na krem z koenzymem Q10 i mniejszy – pachnący egzotycznymi owocami krem nawilżający. Cena większej tubki to 1,15 EUR, natomiast drobniejszej koleżanki – 0,85 EUR.

Latem lubię używać owocowych żeli pod prysznic, więc do koszyka wrzuciłam kremowy żel o zapachu arbuza – już używałam, zero w nim sztuczności i mimo tego, że ja za jedzeniem arbuza nie przepadam to ten zapach pokochałam 😀 Cena tego cuda to 0,55 EUR, więc grosze. Żele z Balei również są lubianymi kosmetykami, więc wybrałam jeden o zapachu mango. Niestety nie było wersji, której poszukiwałam – pachnącej kokosem :C Cena tego kosmetyku to 1,15 EUR.

Ostatnimi już produktami od Balei są sztyfty to ust. Ten po lewej, o zapachu arbuza pochodzi z limitowanej kolekcji i kosztował 0,85 EUR. Drugi, zakręcony, o zapachu banana i truskawki był już droższy, bo jego to 1,25 EUR. Obie czekają na swoją kolej, po produktów do ust, podobnie jak kremów do rąk, mam całe mnóstwo.

Nie miałam okazji jeszcze testować kosmetyków KIKO, bo marka ta w Polsce jest dostępna od niedawna (z tego co mi wiadomo). W Niemczech były duże przeceny na prawie cały asortyment, niestety przyciągnęło to też wiele niezdecydowanych (tak jak ja) osób. Przełożyło się to na to, że nie mogłam nic wybrać, bo ciągle ktoś mnie popychał i wyszłam tylko z dwoma lakierami. Pierwszy to delikatny róż ze srebrnymi drobinkami, a drugi kolor to mieszanka niebieskiego i fioletu, która świetnie utrzymuje się na paznokciach. Cena lakierów w promocji to 1,90 EUR każdy.

Na początku wakacji udało mi się wygrać w konkursie i zostałam testerką firmy Marion. Przesłali mi kilka kosmetyków o których miałam napisać kilka słów. Spodobały mi się bandaże antycellulitowe i moja mama kupiła jeszcze dwie paczki 😀 Cena jednej waha się w granicach 6-7 złotych.

Musiałam uzupełnić braki kosmetyków pielęgnacyjnych – pokończyły mi się kremy i tym razem, zamiast dwóch Effaclarów Duo [+] kupiłam coś nowego – Effaclar K. Słyszałam, że jest to długodystansowiec, ale skutecznie pomaga w walce z trądzikiem. Cena Duo [+] to 43,49 zł, a Effaclaru K (poodbno +, tak jest na rachunku) to 42,74. Oba kremy kupiłam na promocji w Super Pharmie.

Polubiłam też wodę termalną  Uriage i kupiłam dodatkową buteleczkę. Świetnie łagodzi podrażnienia, niweluje świąd spierzchniętej skóry i przyśpiesza jej regenerację. Dodatkowo odświeża. Kupiłam ją w Super Pharm za 12,99 zł. Obok widzicie słynne w blogsferze serum z Bielendy do cery z niedoskonałościami. Jego cena to 27,99 zł, kupiłam je w Rossmanie.
Szukałam w Hebe mgiełek na lato i razem z mamą wybrałyśmy tą o zapachu owoców leśnych. Aromat utrzymuje się dość długo, jak na mgiełkę. Cena to około 20 złotych. Obok zauważyłam zieloną buteleczkę i zaintrygowana postanowiłam ją powąchać. Okazało się, że znalazłam tani odpowiednik mojego ukochanego jabłuszka od DKNY Be delicous. Woda perfumowana kosztowała około 25 zł i wiem, że są jeszcze inne wersje odpowiadające innym perfumom DKNY. Na pewno się na nie skuszę.

Ostatnimi już produktami są balsam antycellulitowy (serum) od Eveline. Lubię takie chłodzące produkty do masażu ud, brzucha i pupy, więc sięgnęłam po kolejną tubę. Kosztowała niecałe 14 złotych. Skończył mi się też peeling do ciała i wybrałam inną wersję zapachową lubianego przeze mnie peelingu Wellnes & Beauty. Jest wydajny, ładnie pachnie, dobrze ściera martwy naskórek i pozostawia skórę przyjemnie natłuszczoną. Jego cena to 12,99 zł.

O jajeczku Ebelin również dowiedziałam się z kilku blogów urodowych. Miało naprawdę świetne opinie i postanowiłam najpierw kupić jedno, a kiedy mi się spodoba ewentualnie wrócić po zapas. W różowej gąbeczce się zakochałam, natomiast zapasu zrobić nie mogłam, z prostego powodu – nie znalazłam zbyt wielu fabrycznie zamkniętych! :C Ostatecznie udało mi się kupić tylko jedno, co w finalnym rozrachunku daje dwa. Cena tego jajeczka to 2,45 EUR.
Spodobało się Wam coś z moich letnich zakupów? Czy do Waszych kosmetyczek też wpadło coś ciekawego? Podoba Wam się nowe tło do zdjęć?
Pozdrawiam :3