Wybrany tag

Bourjois

Uncategorized

ULUBIEŃCY LISTOPADA | BOURJOIS | MAYBELLINE | EBELIN

4 grudnia 2015

Hej dziewczyny!
Jak wspominałam w którymś z poprzednich postów listopad minął mi ekspresowo. Nie zdążyłam się obejrzeć, a tu już grudzień – zaraz Święta, Sylwester, Nowy Rok i matura za sześć miesięcy. Ta wizja coraz bardziej mnie przeraża i utrzymuje w przekonaniu, że czas najwyższy zacząć jeszcze bardziej intensywną naukę. W listopadzie nie malowałam się zbyt często (jak siedzę w domu to nie nakładam nic na twarz oprócz kremu – po co ją tylko obciążać), ale ulubieńcy to sama kolorówka – nie zmieniłam nic w swojej pielęgnacji, nie mogę Wam więc zaprezentować nowych odkryć 😛 Może za miesiąc mi się uda! Jeśli jesteście ciekawi co sądzę o gąbeczce do makijażu Ebelin, pomadce Boujois Rouge Edition Velvet w odcieniu 06 Pink Pong i kredce do brwi Maybelline Brow Satin w kolorze Dark Brown – zapraszam dalej 🙂

POMADKA BOURJOIS, ROUGE EDITION VELVET, 06 PINK PONG
Jest to szminka, którą kupiłam na promocji w Rossmannie. Jeśli jesteście ze mną długo to wiecie, że uwielbiam wszelkiego rodzaju fuksje i intensywne róże na ustach. Ta pomadka idealnie wpasuje się w kanon moich ulubionych – jest świetnie napigmentowana, ma cudowny kolor a do tego długo się utrzymuje. Mimo tego, że jej wykończenie jest matowe nie mogę narzekać na to, że wysusza usta. Wiem, że wiele osób jest z tej wersji zadowolona – ja też dołączam do tego grona i mogę Wam ją polecić 🙂 

MAYBELLINE, BROW SATIN, DARK BROWN
Kredki do brwi nie miałam już od dawna – pierwszą i ostatnią była ta, którą miałam na początku przygody z makijażem brwi. Często podróżuję, więc potrzebowałam czegoś bardziej kompaktowego niż cień/pomada, do których musiałabym zabierać też oddzielny pędzelek. W drogeriach szukałam dobrej kredki, a że nie mam dostępu do Natury z ciekawym zaopatrzeniem, te z Catrice odpadały. W ostatniej chwili zdecydowałam się na pisak Maybelline i teraz cieszę się, że wrzuciłam go do koszyka. Na początku kolor wydawał mi się za ciemny, ale po wyczesaniu nie rzuca się już tak bardzo w oczy. Kredka jest precyzyjna, automatyczna. Na drugim końcu znajduje się ciekawa gąbeczka i cień w nieco jaśniejszym kolorze niż właściwy przyrząd do wypełniania ubytków brwi. Oba końce świetnie się u mnie sprawdzają i, choć kosmetyk nie wydaje się być najbardziej wydajnym w swojej kategorii, będę zastanawiać się nad tym, czy nie wrócić do niego ponownie po zużyciu tego opakowania.

GĄBECZKA DO MAKIJAŻU EBELIN
Gąbeczka, którą widzicie na zdjęciu jest już orobinę sfatygowana. Nie daję jej jednak forów i szoruję po każdym użyciu od sierpnia. Ma cztery miesiące i jej stan nie jest już taki, jaki był na początku. Nadal dobrze nakłada podkład i korektor. Dzięki niej moja twarz wygląda na wygładzoną, jest promienna. Nie pochłania aż tyle podkładu, na ile mogłoby się wydawać. Jest tania, bo w przeliczeniu na złotówki jej cena to około 12 złotych. Mam w zapasie jeszcze jedną, ale mam nadzieję, że ciocia, która mieszka w Niemczech wyśle mi kolejne egzemplarze 😀 Szkoda mi pieniędzy na oryginalny Beauty Blender, a u mnie gąbeczka Ebelin jest jego godnym zamiennikiem (choć oryginału nie miałam xD chodzi raczej o to, że świetnie się sprawuje :P).
Znacie któregoś z moich ulubieńców? Może Wy napisałyście już post o swoich i macie coś godnego polecenia?
Pozdrawiam :3
 
Uncategorized

PROJEKT DENKO | Wykończeni w październiku i listopadzie

28 listopada 2015

Hej!
Nie wiem czy Wy też tak macie, ale ja mam ogromną satysfakcję z  tego, że udało mi się wykończyć jakiś produkt. Po rozpoczęciu przygody z blogowaniem na poważnie miałam tendencję do otwierania kilku opakowań kosmetyku tego samego typu – czy to szamponu, czy balsamu. Wiązało się to z długim czasem używania kosmetyków. Na półkach piętrzyły się wieżyczki zbudowane z masek do włosów i pomadek do ust, a ja ciągle dokupowałam nowe rzeczy – przeczytałam recenzję i coś mnie zaciekawiło, promocje w sklepach też często kusiły. Zmobilizowałam się jednak do zrobienia porządku i skutecznie uszczuplam swoje zapasy. Dziś chciałam Wam pokazać pudełka po produktach zużytych w ciągu ostatnich dwóch miesięcy. Zapraszam 🙂

CIAŁO:

DOVE, GO FRESH, OGÓREK I ZIELONA HERBATA
O żelach Dove wspominałam na łamach bloga już kilka razy. Kupując pierwszy podchodziłam do całej sprawy sceptycznie, ale teraz muszę szczerze przyznać, że jestem nimi zachwycona. Moja skóra w końcu nie jest wysuszona, a balsamowanie, czy olejowanie ciała co 2 dni w zupełności wystarcza – pozbyłam się już bardzo suchych miejsc na ciele (pozostało kilka, ale taka już moja uroda 😛 poza tym i tak wyglądają zdecydowanie lepiej niż kiedyś). Żele świetnie się pienią i mają kremową konsystencję. Skóra po ich użyciu jest miękka i nie można mówić o uczuciu ściągnięcia. Do tego przez kilkadziesiąt minut i na nas i w łazience unosi się piękny zapach – w tym wypadku świeżego ogórka i trawy cytrynowej. Polecam!
BABYDREAM, OLEJEK DO CIAŁA
Olejek ten zabierałam ze sobą w podróże ze względu na jego niewielkie rozmiary. Olejowałam nim zarówno ciało, jak i włosy i w obu przypadkach sprawdził się doskonale. Włosy były miękkie, sprężyste i lśniące, a skóra jędrna, napięta i dobrze nawilżona. Mimo niewielkich wymiarów starczył mi na naprawdę długi okres czasu. Olejek ma krótki i wartościowy skład. Nie do końca odpowiadał mi jego zapach, ale po użyciu nie był aż tak intensywny i nie drażnił mojego nosa. Chętnie sięgnę po jego pełną wersję, bo jest to produkt niedrogi, a idealnie wpasowuje się w potrzeby mojej skóry. 
LACTACYD, EMULSJA DO HIGIENY INTYMNEJ SENSITIVE
Mój ulubiony płyn do higieny intymnej. Dlaczego o nim wspominam? Niestety ciężko jest teraz znaleźć produkt z tej kategorii bez SLS, czyli takiego, który nie naruszałby naturalnej bariery ochronnej naszego organizmu. Jak na razie w moim domu gości tylko Facelle i wspomniany wyżej Lactacyd. Nie podrażnia i delikatnie, ale skutecznie oczyszcza. Będę do niego wracać i również polecam. Pisałam o nim w poprzednim denku. 



WŁOSY:

ALTERRA, SZAMPON KOFEINA – BIOTYNA

Szampony Alterry stosuję zamiennie, na promocji kupuję różne warianty raczej nie zwracając uwagi na to, czy produkt jest w 100% dostosowany do potrzeb mojej skóry głowy i włosów. Jak dla mnie taki kosmetyk ma po prostu moje kosmyki myć, a przy tym nie powodować wysuszenia, plątania. Szampon nie powinien być też czynnikiem, który spowoduje podrażnienia skalpu. Szampony Alterry dobrze myją włosy, są pozbawione silnych detergentów, a do tego nawet po samym szamponie i odżywce w sprayu są one miękkie, lśniące i sypkie. Na pewno kupię ponownie, chociaż ta wersja ma średni zapach 😛

FARMONA, HERBAL CARE, SZAMPON CZARNA RZEPA
Raz na jakiś czas (2-3 razy w miesiącu) myję włosy mocniejszym szamponem. Ten tutaj jest naprawdę świetny – ma krótki skład i doskonale domywa włosy z wszelkich zanieczyszczeń i produktów, które zdążyły się na nich osadzić w ciągu kilku tygodni pielęgnacji. Szampon nie ma zbyt przyjemnego zapachu, ale wybaczam mu to przez jego dobre działanie. Jest wydajny, a udoskonalona buteleczka z mniejszym otworem sprawia, że oszczędzamy produkt podczas mycia – dozujemy odpowiednią jego ilość. O jego skrzypowym bracie pisałam już dawno temu. Na pewno do niego wrócę, ale chcę przetestować jeszcze inne szampony o podobnym działaniu.
FARMONA, JANTAR, ODŻYWKA Z WYCIĄGIEM Z BURSZTYNU
Jantar to zdecydowanie najbardziej popularna odżywka do skóry głowy w sieci. To z nią zetknęłam się na początku mojego włosomaniactwa i pozostałam jej wierna do dziś. Nie zawiera alkoholu przez co nie będzie podrażniać nawet wrażliwych skalpów. U mnie nie powoduje szybszego przetłuszczania się włosów, za co bardzo ją cenię – w innym wypadku musiałabym je myć codziennie, a to nie jest mi na rękę. Bardzo przyspiesza porost włosów, więc mogę polecić ją osobom, które walczą o każdy centymetr przyrostu w miesiącu. Po 3 tygodniach kuracji mam na głowie mnóstwo baby hair, które są cieniutkie, ale mocne. Jeśli jesteście ciekawi i chcecie dowiedzieć się o niej więcej zajrzyjcie do posta, w którym zawarłam pełną jej recenzję.

L’BIOTICA, BIOVAX NATURALNE OLEJE, DWUFAZOWA ODŻYWKA DO WŁOSÓW BEZ SPŁUKIWANIA

Odżywkę w spray stosuję rano, przed każdym czesaniem oraz po myciu włosów. Jej głównym zadaniem jest pomoc w rozczesaniu moich plączących się kosmyków. Ta odżywka radziła sobie z tym dobrze, ładnie nabłyszczając przy tym włosy. Były po niej jeszcze miększe, bardziej lśniące a do tego pięknie i słodko pachniały. Jej używanie było dla mnie przyjemnością, jest jednak jedno ALE – atomizer zamiast rozpryskiwać mgiełkę produktu czasem psikał strumień cieczy i sprawiało to, że włosy były sklejone i nie wyglądało to zbyt estetycznie. Myślę, że wrócę jeszcze do tych odżywek, bo są godnymi zamiennikami moich ulubionych Gliss Kurów. 
ALTERRA, SZAMPON GRANAT – ALOES
Jest to chyba mój ulubiony wariant szamponów Alterry. Pachnie bardzo ładnie i najbardziej nawilża moje włosy nie powodując przy tym ich obciążenia. Mini wersję zabierałam ze sobą do podróżnej kosmetyczki. Taka mała butelczka starczyła mi na 5 albo 6 myć i jest to moim zdaniem niezły wynik. Do tego szamponu wrócę na pewno – jest tani, dobry i nie oczekuję do myjących włosy produktów więcej.
ALTERRA, ODŻYWKA DO WŁOSÓW GRANAT – ALOES
Miałam szampon z tej serii, miałam maskę, przyszedł więc też czas na odżywkę. Tak jak szampon, o którym pisałam wyżej, zabierałam ją na podróże i również sprawdziła się świetnie. Sprawiała, że moje włosy były lśniące, lejące, miękkie i wygładzone. Czasem delikatnie traciły przez to objętość, ale zbytnio mi to nie przeszkadzało. Wrócę do tej odżywki, gdy uszczuplę swoje włosowe zapasy. Warto polować na nią w promocji – kosztuje wtedy około 6 złotych. 
DOVE, OXYGEN MOISTURE, SUFLET DO WŁOSÓW

Niedawno pisałam Wam o tej masko-odżywce posta i wspominałam w nim, że mimo mało wybitnego składu moje włosy bardzo polubiły ten produkt. Moje kosmyki lubią emolienty, a tych w tym kosmetyku nie brakowało. Nie był zbyt wydajny i tani, ale raz na jakiś czas mogę sobie na taki kosmetyk pozwolić i „dożywić” moje włosy czymś bardziej chemicznym. Odżywka miała ciekawą, napowietrzoną konsystencję i świeżo pachniała, a zapach utrzymywał się na włosach przez wiele godzin. Wygładzała włosy. Po jej zastosowaniu wyglądały na bardziej zdrowe i mocne. To już drugie zużyte opakowanie i jeszcze kiedyś kupię następne.

TWARZ:

NIVEA, ODŚWIEŻAJĄCA PIANKA OCZYSZCZAJĄCA

Ta pianka również miała już swoje pięć minut na blogu. Kupiłam ją na promocji w Rossmannie i niestety nie byłam zadowolona. Jej konsystencja była bardzo lekka, przez co szybko zmieniała się w lepką ciecz zamiast delikatnie sunąć po twarzy stawiała opór. Jej zapach też niezbyt mi pasował, bo był bardzo intensywny i mocno perfumowany. Moja skóra po jej zastosowaniu była ściągnięta. Zawierała alkohol. Na pewno nie kupię jej ponownie. 
ZIAJA, OCZYSZCZANIE LIŚCIE MANUKA, TONIK ZWĘŻAJĄCY PORY  NA DZIEŃ/NA NOC
Jest to jeden z moich ulubionych toników. Jest bardzo wydajny przez to, że posiada atomizer (który może być dla jednych plusem, a dla innych wadą tego kosmetyku). Może i nie zwężał znacząco porów, ale moja skóra była po nim rozświetlona i dobrze nawilżona, a przy tym oczyszczona. Stosowałam go rano i wieczorem i moim zdaniem świetnie wspierał kremy i sera w działaniu antytrądzikowym. To moje drugie opakowanie i na pewno nie ostatnie. O całej serii kilka słów napisałam w oddzielnym poście.
GARNIER, PŁYN MICELARNY 3W1 DO SKÓRY NORMALNEJ I MIESZANEJ
Zaskoczona tym, jak dobrze sprawdził się u mnie jego starszy, różowy brat, postanowiłam sięgnąć po zieloną wersję przeznaczoną do skóry mieszanej i normalnej, czyli takiej, której bliżej do mojego typu cery. Niestety okazała się moim zdaniem słabsza od poprzednika. Nie dość, że słabiej zmywała makijaż (mówię tu o tym niewodoodpornym) to jeszcze zawierała alkohol, który przyczyniał się do powstawania suchych skórek  Mam jeszcze jedno opakowanie, ale następnego już nie kupię – zdecydowanie lepiej sprawdziła się u mnie wersja do skóry wrażliwej.



ZIAJA, IZOTZIAJA

Izotziaja to żel, który przepisuje mi dermatolog. Jest to retinoid, przyczynia się więc do szybszego złuszczania naszej skóry i powstawania nowych warstw naskórka. Zapobiega to powstawaniu zaskórników, wyprysków. Mobilizuje też skórę do walki z przebarwieniami. Warto wspomnieć, że stosowanie retinoidów przeciwdziała powstawaniu zmarszczek, ponieważ  wpływa na powstawanie kolagenu w warstwie nazwanej skórą właściwą.
BORJOIS, PODKŁAD 1 2 3 PERFECT
Podkład, który zużyłam już dawno temu, ale gdzieś zniknął mi w szafce. Kupiłam go na promocji w Rosmannie 1+1, która obowiązywała w drogeriach mniej więcej rok temu. Mimo tego, że fajnie krył i dobrze utrzymywał się na mojej skórze to więcej po niego nie sięgnę. Na twarzy wyglądał pudrowo i było widać, że mamy coś na twarzy. Kolory podkładów Bourjois są dla mnie za ciemne, to ten dodatkowo na mojej skórze oksydował i sprawiał wrażenie jeszcze ciemniejszego. Odznaczał się od szyi i na mojej neutralnej karnacji wypadał pomarańczowo, a taki efekt raczej nie jest pożądany 😛 Dla mniejszych bladziochów niż ja może być fajnym produktem, ja niestety mówię mu nie.

INNE:

SOLO CARE AQUA, PŁYN DO SOCZEWEK

Soczewki noszę już dobrych kilka lat i to, moim zdaniem, jest najlepszy płyn do ich higieny. Dzięki niemu moje miesięczne soczewki od pierwszego dnia po otwarciu do ostatniego są wygodne w noszeniu i nie uwierają mnie w powieki. Dzięki niemu na soczewkach nie zbierają się białkowe złogi – polecam go więc wszystkim, którzy mają tłusty, gęsty film łzowy. Butelka 360 mililitrów starcza mi na 3/4 miesiące codziennego stosowania. Na pewno sięgnę po niego ponownie. 
YANKEE CANDLE, PINK SANDS
Wosk, który podbił moje serce. Tuż po rozpaleniu trafił do grona moich ulubieńców – był słodki, kwiatowy, ale też świeży, przez co nie wydawał się ciężki. Więcej o tych różowych piaskach możecie przeczytać w oddzielnym poście

CHUSTECZKI ODŚWIEŻAJĄCE – GO PURE FRESH MINT, BABYDREAM FEUCHTEWASHLAPPEN I GESICHT & HANDE
Chusteczki nawilżane nosiłam w torebce, aby mieć czym wytrzeć ręce w miejscach, których zwykłe umycie było niemożliwe, a nakładanie żelu antybakteryjnego na ubrudzone czymś ręce to dla mnie głupota. Wszystkie trzy sprawdzały się fajnie, były dobrze nawilżone, a te z Babydream poradziły sobie nawet ze zmyciem makijażu w podróży. Najmniej nasączone były te turkusowe z bobaskiem, ale nie można było na nie narzekać. Tanie i dobre, pewnie jeszcze kiedyś po nie sięgnę.
Uff – udało się, dobrnęłam do końca tego denka. Zdecydowanie powinnam pisać takie posty raz w miesiącu, bo później nie mogę skończyć pisać, a takie długie posty są męczące zarówno dla Was jak i dla mnie 😛
Miałyście okazję wypróbować któryś z pokazanych przeze mnie kosmetyków? Może macie dla nich jakieś godne zamienniki? Lubicie tak pisane projekty denko – z mini recenzjami zużytych produktów?
Pozdrawiam :3
Uncategorized

HAUL ROSSMANN -49% | Szaleństwo w złym tego słowa znaczeniu (i nie chodzi tu o ilość kupionych kosmetyków :P)

16 listopada 2015
haul rossmann

Cześć dziewczyny!
Dla mnie promocja w Rossmannie już się skończyła 😛 Kupiłam to co chciałam i nie będę już wchodzić do tego przybytku szatana, bo jeszcze coś mnie skusi a i tak wydałam sporą sumkę 😛 Tym razem przygotowałam się do cotygodniowych wypadów – miałam listę z zakupami – głównie po to, żeby nie kupić miliona niepotrzebnych, ale ładnych rzeczy. Nadprogramowo kupiłam 3 produkty, ale po ogólnym przejrzeniu toaletki zastąpią one po prostu te, które się już do użytku nie nadają. Jeśli jesteście ciekawi, co wrzuciłam do koszyka – zapraszam 🙂

haul rossmann -49% usta i paznokcie



PAZNOKCIE I USTA – TYDZIEŃ PIERWSZY

Postanowiłam tym razem zainwestować w coś, czego nie kupiłabym w cenie regularnej. Wybór padł na Rouge Edition Velvet w odcieniu 06 Pink Pong (26 zł). Już dawno miałam ochotę na drugą pomadkę z tej serii i w końcu mam ją w swojej kolekcji. Kolor jest piękny – nasycona fuksja to coś, co lubię. Postanowiłam też uzupełnić zapasy moich ulubionych odpowiedników EOS, czyli kostek lodu Soft Lips z Perfecty (7,64 zł). Zdecydowałam się na dwa nowe smaki (truskawka i brzoskwinia – mango), ale muszę przyznać, że truskawka pachnie średnio :C 
Jeśli chodzi o paznokcie to zdecydowałam się tylko na dwa lakiery – biały z Rimmela (5,52 zł), który nosi nazwę White Hot Love i numerek 703. Ma w sobie delikatny, srebrny pyłek, który znosi efekt korektora na paznokciach 😛 Lubię lakiery z tej serii i mam nadzieję, że ten również fajnie się sprawdzi. Pierwszą nadprogramową rzeczą jest właśnie lakier Sally Hansen Xtreme Wear 240 Babe blue (7,64 zł). Uwielbiam niebieskie kolory na paznokciach i ten zastąpi mi stary lakier, który bardzo lubiłam. Również ma w sobie delikatne drobinki, ale nie rzucają się one w oczy, kiedy lakier jest na paznokciach.

haul rossmann -49% loreal volume million lashes feline, max factor clump defy, maybelline color tatoo pernament taupe creme de rose, maybelline satin brow dark brown

OCZY – TYDZIEŃ DRUGI

Zacznę może od tuszy do rzęs. Jak wiecie, jestem fanką tych z Loreala. Testowałam już wszystkie wersje i teraz chciałam wypróbować nowości, czyli Volume Million Lashes Feline (31,11 zł). Opakowanie jest tak piękne, jak pozostałych produktów z tej serii. Mam nadzieję, że ta sprawdzi się tak samo dobrze jak poprzedniczki. Drugim tuszem, który już miałam jest Max Factor Clump Defy (30,60 zł). Jest tu tusz, który fajnie pogrubia i podkręca rzęsy, a to właśnie moim kłaczkom jest potrzebne. Wybrałam zwykłą wersję, bo nie lubię wodoodpornych formuł. Uzupełniłam zapas Maybelline Color Tattoo (12,74 zł) w odcieniu 40 Pernament Taupe, którego używam zazwyczaj do wypełniania brwi. Jeśli chodzi o dodatkowy produkt, to sięgnęłam po drugi cień – 91 Creme De Rose, który będzie idealnie sprawdzał się jako baza pod cienie. Jako uzupełnienie makijażu brwi wybrałam kredkę Maybelline Brow Satin w odcieniu Dark Brown (14,27 zł), która będzie idealnie sprawdzać się w czasie podróży – jest kompaktowa i zajmuje mało miejsca.

rossmann -49% wibo trio róż rozświetlacz bronzer, korektor maybelline affinitone 01 nude beige, korektor astor perfect stay 001 ivory, puder rimmel lasting finish 001 porcelain

TWARZ – TYDZIEŃ TRZECI

Ostatnio w swojej kosmetyczne mam tylko pudry sypkie, a stare opakowania Paese mają to do siebie, że puder jest wszędzie, tylko nie w nich. Szukałam dobrego pudru w kompakcie, który nie byłby przy tym drogi, bo korzystałabym z niego tylko w podróży. Miałam wybrać mój ulubiony Loreal True Match, ale cena mnie trochę zniechęciła. Wybrałam więc stosunkowo nowy produkt, czyli Rimmel Lasting Finish w odcieniu 001 Light Porcelain (17,34 zł). Miał lepsze oceny na wizażu niż Affinitone, więc to on ostatecznie wpadł do mojego koszyka. Uzupełniłam też zapas korektorów i zdecydowałam się na Astor Perfect Stay w kolorze 001 Ivory (15,80 zł) i Maybelline Affinitone w odcieniu 01 Nude Beigie (14,28 zł). Miały całkiem dobre opinie a szukałam czegoś nowego do przetestowania 😀 Ostatnim nieplanowanym już zakupem jest trio 3 steps to perfect face contour palette z Wibo (8,66 zł). Widziałam, że robi ono furorę i w wielu Rossmannach jest już niedostępne. 
MOJE WRAŻENIA
Na sam koniec, w podsumowaniu, chciałabym wspomnieć o zachowaniu konsumentek i samego personelu. W pierwszym tygodniu u mnie było całkiem spokojnie. Przyjechałam tuż po otwarciu, ludzi nie było w ogóle – miałam ten komfort, że mogłam pomedytować nad szafami i wybrać to, co chcę. Okazało się jednak, że wszystkie pomadki Bourjois Rouge Edition Velvet w kolorze, który mnie interesował były otwarte. Poprosiłam ekspedientkę, żeby sprawdziła, czy nie ma może nowego egzemplarza w szufladzie. Na moje pytanie odpowiedziała, że pomadka jest otwarta maksymalnie od kwietnia i nikt się nią nie malował, więc mogę ją kupić. Nie kupiłam… Szminka leżała w najgorszym wypadku otwarta 7 miesięcy, a jej termin ważności upływa po 12 miesiącach… Podczas promocji na kosmetyki do oczu kobieta otwieraja wszystkie tusze. Poprosiłam ekspedientkę o nowy z szuflady, niestety nie było. Otwierającej pani nie zwróciła uwagi ;/ To samo działo się też w ostatnim tygodniu – pootwierane, powylewane korektory, pomacane róże i pudry… Ludzie, przecież tak nie można! Nawet jeśli nie ma testera, to nie oznacza to, że jesteśmy uprawnieni do otworzenia pełnowymiarowego kosmetyku…  Kiedy zrozumieją to Ci, którzy takie „akcje” urządzają na porządku dziennym?
Co Wam udało się kupić? Też denerwuje Was, gdy wszystko jest pootwierane i użyte?
Pozdrawiam :3

Uncategorized

ULUBIEŃCY PAŹDZIERNIKA | BOURJOIS | BABYDREAM | ZIAJA | Pielęgnacja znowu górą

8 listopada 2015

Kolejny miesiąc za nami, czas więc na nowych ulubieńców. Tym razem baczniej przyglądałam się swoim poczynaniom pielęgnacyjnym i makijażowym, by wybrać kosmetyki, które starałam się wykorzystać w 100%. Nie było to trudne zadanie, ponieważ dzięki Waszym blogom i opiniom rzadko trafiam na buble.  Znów w tym małym zbiorze przeważa pielęgnacja, ale nie ukrywajmy – ja poświęcam jej zdecydowanie więcej czasu niż samemu makijażowi. Dziś porozmawiamy o olejku Babydream fur mama, paście Ziaja Liście Manuka i pomadce Bourjois Rouge Edition Velvet w kolorze 10 Don’t pink of it. Zapraszam!

BABYDREAM FUR MAMA, OLEJEK DO CIAŁA

Jesienią i zimą moja skóra na ciele robi się jeszcze bardziej sucha niż jest zazwyczaj. Muszę wtedy sięgnąć po ciężką artylerię pielęgnacyjną jaką są w moim przypadku olejki. Tym razem nie widziałam na jaki się zdecydować, sięgnęłam więc po klasykę. Olejki Babydream są znane, mają szerokie zastosowanie i bardzo dobre składy. Do tego są tanie i mają dość dużą pojemność.
Wersja, którą widzicie na zdjęciu przeznaczona jest do pielęgnacji kobiet w trakcie i po ciąży. Ja w tym stanie nie jestem, ale zapach odpowiadał mi bardziej niż wariantu dla dzieciaków. Olejkiem masowałam wilgotne ciało po kąpieli i wcierałam go ręcznikiem, dzięki czemu ominęłam nielubiany przez wiele osób problem z lepkim filmem i klejącym się ciałem. Najbardziej spodobało mi się w nim to, że moja skóra nawet kilka dni po aplikacji nadal była dobrze nawilżona, co świadczy o jego długofalowym działaniu.

ZIAJA, OCZYSZCZANIE LIŚCIE MANUKA PASTA DO GŁĘBOKIEGO OCZYSZCZANIA TWARZY PRZECIW ZASKÓRNIKOM

To moje drugie opakowanie tej pasty. Stosuję ją tylko wtedy, kiedy na mojej skórze nie ma już aktywnych wyprysków, bo jest to peeling mechaniczny. Doskonale oczyszcza moją skórę, likwiduje suche skórki i powoduje, że zaskórniki są mniej widoczne, choć nie znikają do końca. Powoduje uczucie delikatnego ściągnięcia, ale nie jest to na tyle nieprzyjemne, żebym miała zrezygnować z jej stosowania. Przecież i tak chwilę po aplikacji i zmyciu produktu nakładam na twarz tonik i krem. Stosuję ją raz, maksymalnie dwa razy w tygodniu. Problem suchych skórek naprawdę się zmniejszył.

BOURJOIS, ROUGE EDITION VELVET W ODCIENIU 10 DON’T PINK OF IT

Pomadka, której prawdziwego koloru nie potrafię oddać na zdjęciach. Tutaj wygląda jak przytłumiona, ceglasta czerwień, a w rzeczywistości jest to nudziak zbliżony do koloru moich ust. Pięknie na nich wygląda, długo się utrzymuje, nie wysusza ich zanadto. Ładnie się zjada i dobrze wygląda gdy schodzi z ust. Dzięki temu kolorowi można je delikatnie powiększyć, optycznie wyglądają na pełniejsze. Mój jesienny hit, lądował na ustach już wiele razy i w listopadzie również nie zamierzam rzucić tej szminki w kąt.

Znacie? Lubicie? A może macie coś, co mogłybyście mi polecić?
Pozdrawiam cieplutko :3
PS Może ktoś byłby chętny na gościnne wpisy? Myślałam też nad tym, żeby pod koniec miesiąca nagradzać moich obserwatorów i robić linkowe party, w których polecałabym Wasze blogi. Dobry pomysł czy nie? Pamiętajcie, pozycjonowanie jest baardzo ważne 😛 Koniecznie dajcie znać, co o tym sądzicie 😉
Uncategorized

PROJEKT DENKO | Wykończeni we wrześniu

25 września 2015
Hej dziewczyny!
Trzymam się mocno mojego postanowienia i nawet kiedy kupię nowy kosmetyk najpierw staram się zużyć te, które mam już zaczęte. A że pootwieranych produktów miałam dużo i stan ich zużycia był od minimalnego do bardzo dużego, projektów denko jest u mnie teraz naprawdę sporo. Mam też pomocnika w osobie mojej mamy, z którą zużywanie i pilnowanie się idzie mi zdecydowanie łatwiej 😀 Jeśli ciekawi Was, co ostatnio gościło w mojej kosmetyczce – zapraszam do dalszej części posta 🙂

CIAŁO:

  • Dove, Żel pod prysznic Granat & Werbena cytrynowa
Ostatnio stałam się wielką fanką żeli Dove, czemu sama się dziwię. Broniłam się przed nimi rękoma i nogami, a teraz, kiedy zmienili formułę stwierdzam, że nie wiem czemu byłam tak negatywnie nastawiona. Nie wysuszają skóry, pięknie pachną i dobrze oczyszczają skórę. Ta wersja jest jedną z moich ulubionych. Aromat, jaki unosi się podczas kąpieli jest nieziemski. Na pewno będę do niego wracać.
  • Lactacyd, Emulsja do higieny intymnej Sensitive
Mój ulubiony płyn do higieny intymnej. Jest delikatny, ma krótki skład i nie zawiera zbędnych substancji. Dobrze oczyszcza nie podrażniając przy tym wrażliwych okolic. Jest wydajny i ma pompkę, co jest dla mne ogromnym plusem. Kiedyś była tylko jedna wersje tego płynu i nie zawierała SLES. Teraz tylko dwie są wolne od tej substancji – Sensitive i Med. Kupię ponownie
  • Rexona Woman, Antyperspirant o zapachu Cotton
Antyperspiranty Rexony są moimi ulubionymi na równi z tymi od Garniera. Świetnie neutralizują nieprzyjemny zapach i zapobiegają nadmiernemu poceniu się. Nie mam z tym większych problemów, ale czuję się zdecydowanie pewniej, kiedy użyję tego kosmetyku. Myślę, że kiedyś jeszcze po niego sięgnę.
  • Isana, Pianka do golenia o zapachu Brzoskwini
Pianka, którą kupiłam zachęcona pozytywnymi opiniami przeczytanymi na wielu blogach i wizaz.pl. Pianka była gęsta, nie spływała z ciała i dość dobrze zmiękczała włoski. Zapach był ładny. Nie przepadam jednak za piankami i uważam, że są mniej wydajne niż żele – ta skończyła się niespodziewanie szybko. Już jej nie kupię.
  • Perfecta, Solny peeling do ciała Kryształowa rosa
Sięgnęłam po niego pod wpływem impulsu,  kiedy mama powiedziała podczas zakupów w Hebe, że skończył jej się peeling do ciała. Nie byłam z niego zbyt zadowolona. Zapach był mocny, świeży, czasem drażnił mój wrażliwy nos. Peeling, w przeciwieństwie do tego z Wellnes & Beauty, podrażniał moje ciało. Parafina na pierwszym miejscu w składzie też nie zachęca do ponownego zakupu. Więcej po niego nie sięgnę.
  • Wellnes & Beauty, Żel pod prysznic Mango i papaja
Kupiłam miniaturkę z myślą o moim wyjeździe nad morze. Nie było nic bez SLS, więc wybrałam taki produkt, którego zapach najbardziej mi odpowiadał. Żel mnie nie zawiódł, zanadto nie wysuszał i nie sprawiał, żeby moja skóra była ściągnięta. Starczył na kilka dobrych myć. Jeśli będę jeszcze kiedyś wybierała się na krótki wypad na pewno wpadnie do mojego koszyka.

 TWARZ:

  • La Roche Posay, Krem Toleriane Ultra Fluide
Krem, o którym pisałam Wam we wczorajszym poście. Nawilżać nawilżał, ale nie w takim stopniu, w jakim bym chciała. Na lato był okej, na zimę na pewno za mało treściwy. Jeśli byłby tańszy na pewno istniałaby szansa na ponowny zakup, jednak cena 90 złotych mnie odstrasza :C
  •  Merz Special Dragges

W tym miesiącu postanowiłam połączyć te tabletki z innymi – magnezem. Przez moją wadę serca magnez słabiej mi się przyswaja i często mam jego niedobory w organizmie. Z taką pomocą wypadanie włosów naprawdę się zmniejszyło, paznokcie też są mocniejsze. Cera jak cera – nadal leczę się z wakacyjnych wybryków i pewnie nieprędko to minie, ale na poprawę w tej kwestii zbytnio nie liczyłam. Pisałam już o efektach w połowie kuracji i o ogólnym planie brania tego suplementu. Wpadajcie 🙂

WŁOSY:

  • Alterra, Szampon Jojoba i migadł
Szampony Alterry stosuję zamiennie i każdy działa na moje włosy tak samo. Są po nich błyszczące, sypkie, miękkie. Nawet wtedy, kiedy nie zastosuję maski czy odżywki do spłukiwania. Moim zdaniem świetne szampony za niską cenę. Pisałam już o wersji Pszenica i morela oraz Makadamia i figa. Na pewno kupię ponownie.
  •  L’biotica, Maska intensywnie regenerująca Biovax Orchid 
Maska, która skusiła mnie do zakupu swoim opakowaniem. Kupiłam ją na promocji za 12 złotych. Maski Biovax zawsze sprawdzały się u mnie świetnie, z działania tej natomiast jestem średnio zadowolona. niby wszystko było okej, ale włosy nie były ani bardzo błyszczące, ani miękkie – wręcz przeciwnie – delikatnie spuszone i sztywne. Nie wrócę do niej więcej, wolę tradycyjne wersje, które są tańsze i lepiej działają.
  • Kallos, Keratin
Maska keratynowa, która na moich włosach sprawdzała się świetnie. Nie używałam jej zbyt często, bo moje włosy wolą humektanty i emolienty zamiast protein, ale czasem potrzebowały i tego składnika. Świetnie odżywiała włosy, sprawiała, że były lśniące i odżywione. Nie jest to moje pierwsze opakowanie na pewno jeszcze do niej wrócę, kiedy zużyję swoje zapasy.

KOLORÓWKA:

  • Bourjois, Puder sypki w kolorze peach
Puder, który był głównie używany przez moją mamę. Podkradałam go jej czasami i muszę przyznać, że fajnie się sprawdzał. Było go naprawdę dużo w opakowaniu, przez co stał się wydajny. Miał lekko żółty odcień, który świetnie dopasowywał się do  koloru skóry. Mama kupiła go jeszcze raz, więc bardzo jej się spodobał.
  • Rimmel, Stay Matte 003 Pech glow
Puder pasowany, który naprawdę bardzo lubię. Pisałam jego osobną recenzję.  U mnie sprawdza się świetnie, dobrze matuje, nie zapycha, jest wydajny. Będę do niego wracać jeszcze wiele razy. Ma fatalne opakowanie, ale wybaczam mu to przez jego działanie.

INNE:

  • Świeca Omtalad

Na jej temat tylko kilka słów – nie pachniała intensywnie. Zawiodłam się, bo świece z IKEI zazwyczaj dobrze się u mnie sprawdzają. Ta zaczęła wydzielać aromat dopiero po całym dniu palenia. Nie spodobał mi się jednak i do niej nie wrócę. Inaczej wyobrażałam sobie zapach czerwonych owoców ze śmietanką.

  • Świeca Sinnlig

Moje ulubione świece z IKEI. Te z kolei pachną intensywnie i nie ma z nimi większych problemów. Moimi ulubionymi są poziomkowa i waniliowa. Ta ze zdjęcia autentycznie pachnie tymi owocami. Jeśli chcecie się dowiedzieć więcej na temat waniliowej zajrzyjcie koniecznie do posta sprzed kilku miesięcy.  

 
Znacie któryś z tych produktów? Polecacie jakieś zamienniki?
 
Pozdrawiam :3