Wybrany tag

Bourjois

KOLORÓWKA KOSMETYKI

PROMOCJA -55% W ROSSMANNIE | TOP 10 KOSMETYKÓW

7 kwietnia 2018
PROMOCJA -55% ROSSMANN KWIECIEŃ 2018 | CO KUPIĆ? 1

Cześć!

Promocja w Rossmannie zbliża się wielkimi krokami. Rozpoczyna się już w poniedziałek, 9 kwietnia, i będzie trwać do 18 kwietnia. Tym razem skierowana jest tylko dla klubowiczów posiadających konto i wirtualną kartę w aplikacji tej drogerii. Pojawiła się także minimalna liczba produktów, przy których zakupie będziemy mogli skorzystać z promocji – musimy wybrać minimum 3 sztuki. Promocja dotyczyć będzie kosmetyków kolorowych, takich jak podkłady, pudry, bazy pod makijaż czy wszelkiego rodzaju produkty do makijażu oczu i ust. Często jednak promocja obejmowała także odżywki do rzęs oraz balsamy pielęgnacyjne do ust. W dzisiejszym wpisie przedstawię Wam TOP 10 kosmetyków, które mogę polecić oraz powiem, jak zrobić zakupy na tej promocji, by wyjść z tego obronną ręką 🙂 Zapraszam!

Czytaj dalej

Uncategorized

PROMOCJA ROSSMANN -49% | CO WARTO KUPIĆ? | MOJE PEREŁKI

29 września 2016
Cześć i czołem!
Wiem, że pewnie niektórym z Was temat promocji w drogeriach mocno się przejadł – pełno tego ostatnio na blogach, Facebookach, Instagramach – każdy pokazuje co innego i człowiek może się pogubić 😛 Postanowiłam jednak przygotować ten wpis, bo będzie on pomocny nie tylko dla Was, ale i dla mnie – chciałam pokazać Wam kosmetyczne perełki, które są jednymi z moich ulubionych kosmetyków. Będę mogła w każdej chwili wrócić do tego posta i spojrzeć, czy coś, co super mi się sprawdzało nie wyleciało z mojej pamięci. To jak – jesteście ciekawi, co dostało się na moją listę? Zapraszam 😀

Zacznijmy od produktów do twarzy. W kwestii podkładów mam do polecenia tylko jeden – Loreal True Match. To najlepszy podkład drogeryjny i jedyny, do którego regularnie wracam. Ma bardzo jasny, przyjemny kolor, który nie wpada zbyt mocno w róż, ani w żółć, choć zdecydowanie więcej jest w nim tych drugich tonów. Jest lekki, nie zapycha i ma dobre krycie, które można budować. W zestawie z dobrym pudrem utrzymuje się na mojej buzi cały dzień.
Korektor też mam tylko jeden – niestety nadal nie znalazłam ideału pod oczy, a temu jest zdecydowanie najbliżej do tego tytułu. Mowa tu o korektorze True Match od Loreala. Na zdjęciu widzicie kolor Ivory, najjaśniejszy. Jest żółciutki, więc dobrze maskuje fioletowe cienie pod oczami. Krycie określiłabym jako średnie – na co dzień takie mi w zupełności wystarczy. Zdecydowanie lepiej sprawdza się pod oczami niż na niedoskonałości – z nich dość szybko znika. Nie zbiera się też mocno w załamaniach.
Ostatnią już rzeczą jest paletka do mokrego konturowania, również od Loreal Infallible Sculpt Ligh/Medium. Nie jest to produkt bez wad, ale kiedy mam ochotę na kosmetyki w formie kremu – zawsze po niego sięgam. Bronzer w opakowaniu ma chłodny kolor, na mojej skórze niestety się ociepla i oscyluje gdzieś pomiędzy lekko chłodnymi, a neutralnymi tonami. Nie jest zbyt ciemny, więc ciężko jest zrobić sobie nim krzywdę. Matowy rozjaśniacz jest rzeczywiście jasny, niestety dla mnie zbyt różowy, dlatego praktycznie w ogóle go nie używam. Paletkę polubiłam przez jej niestandardową konsystencję – ani to puder, ani krem, ani mus – coś pomiędzy. Uważam, że nie jest to niezbędny kosmetyk, ale mogę nazwać ją ciekawym gadżetem.

Niejednokrotnie wspominałam, że róże to jedne z moich ulubionych kosmetyków do makijażu, dlatego mam Wam do pokazania aż 3 cudowne egzemplarze. Pierwszym z nich jest róż w kremie od Maybelline – Dream Touch Blush w kolorze 05. Jest to dzienna, różowo-koralowa pozycja. Ma przyjemną, musową konsystencję i dobrze rozciera się zarówno na podkładzie, jak i pudrze. Nie posiada drobinek, ale można uzyskać nim zdrowy, lekko wilgotny rumieniec.
Róż z Bourjois w kolorze 34 Rose D’or to blogowy klasyk. Cudo – mój ulubieniec, po którego sięgam niemal codziennie, a na pewno wtedy, kiedy nie mam pomysłu na to, co powinno wylądować na moich policzkach. Jest wypiekany, przez co bardzo wydajny. Opakowanie jest dobrej jakości, zamykane na magnes, w środku można znaleźć pędzelek. Niestety napisy szybko się z niego ścierają. Jego kolor to ciepły róż ze złotą poświatą – nie uświadczycie w nim jednak drobinek. Ożywi każdy, nawet ciężki makijaż – moim zdaniem to must have każdej kobiety!
Ostatnią propozycja z tej kategorii jest róż, który mam dopiero kilka dni. Zdążyłam go już jednak poużywać i muszę Wam o nim wspomnieć – chociażby przez wzgląd na ciekawy kolor. Mowa tu o kolejnym różu Maybelline, tym razem jest to Studio Fix w odcieniu 70 Rose Madison. Ma zimny, lekko liliowy kolor, chociaż na moich policzkach wygląda znacznie cieplej, niż na ręku. Ma aksamitną konsystencję i nie robi plam na policzkach. Jest matowy, przez co nie podkreśla nierówności skóry. Idealnie sprawdzi się przy fioletowym makijażu ust 😀

Rozświetlacze to kolejna kategoria kosmetyków, bez których nie wyobrażam sobie codziennego makijażu. Tym razem również przygotowałam dla Was trzy propozycje, z których jedna będzie nowością. Zacznijmy od rozświetlacza, którego używam najdłużej – Lovely Gold Highlighter. Zacznę od wad – słabej jakości opakowanie i skłonności do powstawania grudek – mimo tego, że często myję pędzle i nie dotykam go palcami wygląda tak, jakbym wprowadziła do niego hektolitry sebum :O Daje piękny, lustrzany, złoty blask na policzkach – takiej tafli mogą mu pozazdrościć nawet naprawdę drogie produkty. Na pewno będę do niego wracać, za taką cenę chyba nie znajdę nic lepszego 😀

Druga propozycja to coś mniej złotego – o bardziej szampańskich, neutralnych tonach. To Diamond Illuminator od Wibo – kolejny tani, ale świetnej jakości rozświetlacz. Moja mama tak go polubiła, że zaraz zacznie drugie opakowanie 😛 Na szczycie kości jarzmowej trzyma się cały dzień, daje piękny, choć delikatniejszy blask. Nie znajdziecie w nim drobinek. Ma lepsze i solidniej wykonane opakowanie, a przez to, że jest zamykane na klik, a nie zakręcane – przyjemniej się go używa. Jest lekki i mały, dlatego idealnie spisuje się na wyjazdach!

Ostatni rozświetlacz, to nowość od Loreala – Loreal Highlight. W moje łapki wpadł odcień 02 – ten bardziej różowy (Rosy). Z jednej strony się cieszę – złotych rozświetlaczy mam aż nadto, więc ten będzie fajną odskocznią – tym bardziej, że na skórze wygląda niezwykle subtelnie. Ma 3 odcienie, które można mieszać (tak pokazałam go na zdjęciu) lub stosować oddzielnie. Loreal True Match Highlighter ma opakowanie podobne do pudru z tej samej serii – na górze znajduje się produkt, a na dnie – schowek na pędzelek, który swoją drogą jest dobrej jakości, oraz spore lusterko. Ma w sobie drobinki, ale nie rzucają się one zbyt mocno w oczy. To najdroższa pozycja, ale mi bardzo się spodobała.

Maybelline Color Tattoo to chyba klasyka tych promocji – pojawiają się praktycznie w każdych tego typu zestawieniach, a ja w ogóle się temu nie dziwię – są po prostu świetne. Kiedyś miałam więcej kolorów, ale zostawiłam sobie tylko 3, po które sięgam najczęściej. Są trwałe, mogą służyć jako baza pod makijaż, albo samodzielne cienie. Nawet na moich tłustych powiekach trzymają się cały dzień, choć potrafią lekko zebrać się w załamaniach. On and on Bronze to złoto-brązowy kolor, dla mnie za ciemny do codziennego makijażu. Natomiast na imprezy nadaje się idealnie. Pernament taupe to kolor, którego używałam do wypełnienia brwi – moje włoski mają chłodny odcień, więc fioletowy pigment nie rzucał się w oczy. Nie jest to mój ulubiony kosmetyk do malowania brwi, ale czasem po niego sięgam. Ostatni odcień to brudny róż – Creme de rose, który ląduje na moich powiekach jako baza pod inne cienie. Jej przygaszony kolor bardzo przypomina odcień mojej skóry. Przed nakładaniem cieni zawsze ją lekko pudruję – inaczej jej trwałość nie jest aż tak duża, jak tego od niej wymagam.

Mimo tego, że jestem maniaczką szminek, nie mam ich zbyt wielu do polecenia. Sama szukam czegoś nowego, ale nigdy nic ciekawego nie wpadło mi w oko. Bourjois Rouge Edition Velvet to jedne z moich ulubionych, matowych pomadek. Zastygają na mat, ale nie wysuszają ust tak mocno, jak płynne pomadki z Golden Rose. Mają musową konsystencję i są mocno napigmentowane. Niestety ich cena lubi przed promocją wzrastać. Posiadam dwa odcienie – delikatny Don’t pink of it i odważny Pink Pong – obie super się sprawdzają, choć mam wrażenie, ze fuksja ma przyjemniejszą konsystencję.
Bardziej dzienną propozycją jest szminka z Maybelline ColorSensational – Mystic Mauve. To brudny róż, w moim przypadku lekko ciemniejszy od koloru ust. Najczęściej sięgam po nią jesienią –  z tą porą roku kojarzy mi się jej ciasteczkowo-cynamonowy zapach. Jest kremowa, ale wykończenie na ustach to jednak satyna – nie lśni tak mocno jak typowa pomadka. Dzięki temu dłużej się utrzymuje. Nie wysusza ust, za co ma u mnie ogromny plus!
Ostatnią szminką jest pomadka dla osób, które lubią mocniejszy makijaż ust. To malinowa, soczysta i mocno błyszcząca propozycja od Rimmela. Dokładnie jest to Rimmel Moisture Renew w odcieniu As you want Victoria. Na ustach wygląda świetnie, kolor mocno wpija się w usta i nawet kiedy szminka zniknie – nadal wygląda jak tint. Niestety u mnie czasem potrafi odbić się na zębach, ale mam do tego tendencję. Jest najbardziej kremowa z całej czwórki, fenomenalnie wygląda przy lekkim makijażu oczu – potrafi być jego gwiazdą!

Jedyny liner, jaki sprawdza się u mnie to Loreal Super Liner Perfect Slim. Ma cienką, gąbczastą końcówkę i łatwo jest mi nim narysować nawet bardzo cieniutkie kreski. Jest dobrze napigmentowany, a jego kolor to prawdziwa, głęboka czerń. Trzyma się na powiekach cały dzień, chociaż jaskółka potrafi czasem zniknąć – dlatego zazwyczaj jej nie maluję (takie uroki posiadania opadającej powieki :C). Więcej mi nie trzeba – lepszego jak na razie nie znalazłam 😀
Obowiązkową pozycją  w moim przypadku jest cielista kredka – używam ją na linię wodną – moje oczy wydają się wtedy większe, a spojrzenie jest świeższe – nawet wtedy, kiedy nie jestem do końca wyspana. Max Factor, Kohl Pencil w kolorze 090 Natural Glaze to trwała i dobrze napigmentowana kredka. Jest miękka, dlatego nie podrażnia nawet delikatnych oczu. Jej kolor nie jest ani zbyt żółty, ani zbyt różowy. Nawet na moich często łzawiących oczach utrzymuje się kilka godzin. 
Świetny produkt do brwi, za którym na początku nie przepadałam to kredka Maybelline Brow Satin w odcieniu Dark Brown. Wydawała mi się być kosmetykiem niewydajnym, który szybko mi się skończy. Mam ją już mniej więcej rok, używam jej przy każdym makijażu i nadal jeszcze trochę mi jej zostało. Jeden koniec zakończony jest automatyczną kredką – średnio twardą. Nie zawiera ona wosku, więc nie utrwala włosków i potrzebny jest jeszcze dodatkowy produkt do tego, aby utrzymać makijaż brwi w ryzach przez cały dzień. Z drugiej strony znajduje się gąbeczka z cieniem, który ma kolor odpowiadający kredce. Można wypełnić nim większe braki. To naprawdę ciekawy kosmetyk, zrobię sobie od niego przerwę, ale myślę, że jeszcze do niego wrócę.

Jeśli chodzi o tusze do rzęs – zdecydowanie najlepiej sprawdzają się u mnie te od Loreala. W tym momencie mam Wam do polecenia dwa, chociaż każda mascara z tej serii fajnie działała na moich rzęsach. Moim ulubieńcem jest zdecydowanie Loreal Volume Million Lashes So Couture. Ta maskara jest fenomenalna – od początku ma idealną, lekko gęstszą konsystencję, świetnie rozdziela, wydłuża i pogrubia rzęsy. Nawet tak słabe jak moje są po niej widoczne, a to dla mnie wielki sukces. Trzyma się cały dzień, nie osypuje, nie podrażnia moich oczu. Jest na tyle trwała, że ciężko jest ją zmyć. Najlepiej robić to olejkami – wtedy obejdzie się bez tarcia!
Druga maskara, którą używam już kilka tygodni to Loreal False Lash Wings. Na początku ciężko było mi przyzwyczaić się do jej niestandardowej szczoteczki – nie jest ona obła, bardziej przypomina nieregularny wielościan. Włoski mają różną długość, przez co łatwo jest nią dotrzeć do każdej, nawet najmniejszej rzęsy. Niestety nabiera się na nią dość spora ilość tuszu, więc na początku niejednokrotnie możemy nabawić się „muszych nóżek”. Wystarczyło jednak kilkakrotne użycie i zdecydowanie łatwiej jest mi ją opanować. Moim zdaniem jest to maskara wydłużająca, daje jednak lekki efekt pogrubienia.

Pozostając w temacie kosmetyków do oczu i produktów Loreal mam Wam do pokazania dwa żele utrwalające do brwi. Zaczniemy od czegoś bardziej klasycznego, czyli Loreal Artist Brow Plumper. To żel do brwi w ciemnym, neutralnym kolorze. Jest średnio gęsty, dobrze utrwala włoski, ale nie sprawia, że stają się one sztywne i niemiłe w dotyku. Dzięki niemu cień czy kredka nie znikają tak szybko z brwi. Nie ma w sobie drobinek brokatu (co innego Wibo :P) i idealnie sprawdzi się u dziewczyn z ciemniejszymi włosami. Wersja, którą tu pokazuję to Medium/Dark.
Drugim produktem jest Loreal Brow Arist Sculpt w kolorze 03 Cool Brunette. To kosmetyk dwuzadaniowy – można nim utrwalać włoski, ale także je domalowywać. Ma ciekawy aplikator i należy nauczyć się nim posługiwać. Brow Artist Sculpt ma zdecydowanie chłodniejszy i nieco ciemniejszy odcień od poprzednika – sama mam ciemne włosy i świetnie się u mnie sprawdza. Lubię zabierać go w podróże, bo nie muszę mieć wtedy żadnych cieni ani kredek do brwi.

Ostatnią dwójką jest para konturówek z Lovely. Towarzyszą mi one przy wielu makijażach, ponieważ mają na tyle uniwersalne kolory, że pasują do kilku szminek. Numer 1 to brudny róż, który zależnie od pomadki wygląda bardziej beżowo, lub różowo. Numer 2 to fuksja – dopasuje się do wielu ciemno – różowych pomadek. Obie są kremowe, miękkie i łatwo się nimi maluje, natomiast nie są to najbardziej trwałe konturówki w mojej kolekcji. Nie mniej jednak lubię po nie sięgać i mam zamiar dokupić jeszcze jeden egzemplarz tej jaśniejszej. Za taką cenę – BRAĆ I SIĘ NIE ZASTANAWIAĆ 😛

Znalazłyście coś ciekawego w moich propozycjach? Wybieracie się na promocje w Rossmannie? Na który tydzień czekacie najbardziej?
Pozdrawiam 🙂
Uncategorized

PROMOCJA ROSSMANN KWIECIEŃ 2016 | CO WARTO KUPIĆ? | CZĘŚĆ 1 – TWARZ

19 kwietnia 2016
Hej!
Pytałam Was na Facebooku czy chcielibyście zobaczyć, jakie kosmetyki są, według mnie, godne polecenia i kupienia na najbliższej promocji w Rossmannie, która rozpoczyna się już w środę (czyli jutro :P). Przygotowałam dość duże zestawienie tego, co u mnie się sprawdziło + 2 nowości, których jeszcze nie miałam. Mam nadzieję, że pomogę Wam się na coś zdecydować, albo wręcz przeciwnie – po przeczytaniu krótkiego opisu zrezygnujecie z kosmetyku i zaoszczędzicie kilka groszy 😀
Jeśli jesteście ciekawi, jakie produkty do twarzy polecam – przejdźcie do dalszej części posta 🙂

PODKŁADY:
  • Loreal True Match – mój faworyt i podkład numer jeden, Jestem mu wierna od lat, ponieważ jest to jeden z niewielu podkładów drogeryjnych, który jest na tyle jasny, abym mogła go używać.  Ma satynowo-matowe wykończenie i zawiera mikroskopijne drobinki, które mają rozświetlać naszą twarz – na szczęście nie są widoczne na twarzy. Niestety ma tendencję do podkreślania suchych skórek, ale jestem mu w stanie to wybaczyć. Na mojej mieszanej skórze dobrze się trzyma. Ma dobre krycie, ale raczej nie da się nim zrobić maski na twarzy, a na większe niedoskonałości będzie trzeba nałożyć korektor.
PUDRY: 
  • Rimmel Lasting Finish – puder, który mam aktualnie w swojej kosmetyczce. Ma fajne, funkcjonalne opakowanie z lusterkiem i dość dużą pojemność. Jest wydajny. Nie daje efektu płaskiego matu, więc nie bardzo sprawdzi się w przypadku cery tłustej. Jest lekko kryjący i można nakładać go na mokro.
  • Rimmel Stay Matte –  jeden z najbardziej sławnych pudrów blogosfery. Jest tani i dobrze matuje, ma ładne, jasne kolory. Moją skórę matowi na naprawdę dość długo okres czasu. Minusem jest niezbyt trwałe opakowanie, które ni nadaje się do torebki – puder potrafi się otworzyć ;/
  • Loreal True Match – Jeden z moich pierwszych pudrów, jest dużo droższy od poprzedników (mniej więcej 2 razy), ale miło go wspominam. Jego opakowanie ma podobną budowę do pudru Lasting Finish – tu również mamy oddzielna kasetkę na gąbeczkę i lusterko. Daje ładny efekt na buzi, dobrze matuje, jest idealny do poprawek w ciągu dnia.

KOREKTORY:
  • Maybelline Affinitone – jest to korektor dla osób, które szukają średniego krycia. Ma ładne kolory i kremowe wykończenie. Raczej nie wchodzi w załamania czy zmarszczki, ale trzeba pamiętać, aby nie przesadzić z jego ilością. Nie zakryje dużych sińców pod oczami, ale dobrze sprawdza się u osób potrzebujących mniejszego krycia.
  • Loreal Lumi Magique – korektor typowo rozświetlający, idealny pod oczy dla osób, które mają niewielkie problemy z cieniami 9nie oznacza to, że korektor nie kryje – moim zdaniem ma lekkie krycie w stronę średniego). Ładnie rozświetla i wyrównuje koloryt, dobrze stapia się ze skórą.  Niestety, jak większość korektorów w pisaku, nie jest zbyt wydajny. 
  • Loreal True Match – mój ulubiony drogeryjny korektor. Idealnie sprawdza się przy zakrywaniu sińców, ponieważ jego najjaśniejszy odcień ma dużo żółtego pigmentu. Dobrze kryje i jest wydajny. Nie wysusza okolicy pod oczami i nie wchodzi w załamania. Warto go przetestować.

BAZY POD MAKIJAŻ:
  • Rimmel Lasting Finish Primer – to jeden z dwóch kosmetyków, których jeszcze nie miałam w swojej kolekcji. Nie mam w kosmetyczce żadnej bazy pod podkład, a wiem, że ta nie jest aż tak silikonowa w odczuciu jak te tradycyjne. Nie będę jej używała na co dzień, tylko  na jakieś większe wyjścia – myślę, że w takiej kwestii da radę.
ROZŚWIETLACZE:
  • Wibo Diamond Illuminator – jeden z najpiękniejszych i najtańszych rozświetlaczy, porównywany do Marry Lou Manizer 😀 Ma go moja mama, więc miałam okazję go używać i daje bardzo ładny efekt na skórze. Nie jest ani za ciemny, ani za jasny. Nie wpada ani w różowe ani w żółte tony – powiedziałabym, że to kolor szampański. Dobrze trzyma się na skórze i nie ma w sobie drobinek.
  • Lovely Gold Highlighter – to z kolei rozświetlacz, który znalazł się w mojej kosmetyczce. pod względem konsystencji i jakości jest bardzo zbliżony do brata z sąsiedniej marki, natomiast ma zupełnie inny kolor – jest złoty. W Rossmannie dostępna jest jeszcze wersja chłodniejsza, która wpada delikatnie w srebro. 
BRONZERY / PRODUKTY DO KONTUROWANIA:
  •  Loreal Infallible Sculpt – to duo do konturowania twarzy od Loreal to coś, co zapragnęłam mieć od momentu, w którym pierwszy raz zobaczyłam ten kosmetyk. Podobno ma ciekawą – pudrowo-podkładową konsystencję, której jestem chyba najbardziej ciekawa. Najjaśniejsza wersja ma ładny, chłodny bronzer, którego brakuje mi w mojej kolekcji. Będę na nią polować jutro z samego rana 😛
RÓŻE:
  • Bourjois Blush – przepiękny, kultowy róż. Mam odcień 34 Rose D’or i to właśnie ten konkretny chciałam Wam polecić.  Jest wypiekany, ma perfumowany, dość intensywny zapach, co nie każdemu będzie odpowiadać. Jest różowy, ale odbija światło na złoto, co daje wielowymiarowy efekt. Do tego jest tak wydajny, że chyba nie sposób go zużyć przez 5 lat 😛
  • Maybelline Dream Touch Blush – to jedyny kremowy róż, jaki posiadam. Używam go najczęściej latem, bo mogę go przypudrować i lepiej się wtedy trzyma. Daje delikatny efekt, chociaż można go stopniować dodając kolejne warstwy. 
To już wszystkie kosmetyki do twarzy, które są moim zdaniem godne polecenia. Znacie któreś z nich? Lubicie? Co planujecie kupić na promocji?
Pozdrawiam :3
Uncategorized

HAUL COCOLITA.PL | SEMILAC | BABUSZKA AGAFIA | BOURJOIS | LOREAL |

1 lutego 2016

Hej!
W grudniu wspominałam Wam, że mam już kilka lakierów hybrydowych, bazę, top coat, ale brakowało mi pozostałych „narzędzi” do wykonania trwałego manicure. W porozumieniu z mamą postanowiłyśmy zamówić to, co niezbędne i wypróbować, czy taka forma malowania paznokci nam się spodoba. Przy okazji do koszyka wpadło jeszcze kilka innych kosmetyków – jeśli jesteście ciekawi, co zamówiłam w drogerii Cocolita.pl – zapraszam do dalszej części posta 🙂

Najdroższym przedmiotem z koszyka jest lampa led Semilac. Zastanawiałam się nad innymi, ale ta najbardziej spodobała mi się pod względem designu. Jest bardzo mała i łatwo będzie przewozić ją w torbie. Używałam jej raz i działa bez zarzutu. Lakier wysycha w 60 sekund, więc cały manicure nie zajmuje przez to tak dużo czasu, jak mogłoby się wydawać. Jest dość droga – kosztowała 150 złotych.
Kupiłam również Nail Cleaner, czyli płyn do odtłuszczania płytki paznokcia i Aceton do ściągania manicure hybrydowego. Oba produkty pochodzą z firmy Diamond Cosmetics i kosztowały 7.90 zł.
Przy okazji do koszyka wrzuciłam jeszcze pilniczek w kształcie banana o gradacji 100/180, ale jestem z niego średnio zadowolona – ten z Rossmanna jest delikatniejszy dla moich paznokci i lepiej się u mnie sprawdza. Jego cena to 5 złotych. Bloczek polerski jest już zdecydowanie fajniejszy i delikatniejszy. Kosztował 3.90 zł.

Waciki bezpyłowe to już ostatnia rzecz potrzebna do wykonania manicure hybrydowego. Jak wskazuje nazwa – nie pylą, co zapobiega pojawianiu się na paznokciach zamalowanych, drobnych kropeczek, które nie wyglądają z byt estetycznie. 1000 sztuk kosztowało 14.90 zł i również, jak pozostałe produkty, pochodzą z Semilaca.

Jeśli chodzi o kosmetyki, to nie chciałam kupić ich zbyt dużo – nie po to starałam się zużyć w grudniu jak najwięcej produktów, żeby teraz nadrabiać braki 😛 Z Sylveco sięgnęłam tylko po odżywczą pomadkę z peelingiem, której zabrakło przy ostatnim zamówieniu a kosmetykami tej firmy (niestety nie była wtedy dostępna). Zapłaciłam za nią 7.72 zł, ponieważ była akurat objęta promocją. 
Nigdy nie miałam rosyjskich kosmetyków, a przeczytałam na ich temat wiele dobrego. Pierwszym produktem, o jakim pomyślałam, była dziegciowa, oczyszczająca maska do twarzy. Mam cerę tłustą, zanieczyszczoną i takie maseczki potrafią działać u mnie cuda. 100 mililitrowa, zakręcana saszetka kosztowała 5.90zł. Drugim kosmetykiem, o którym dowiedziałam się na blogu minimalniee.blogspot.com jest mydło cedrowe do ciała i włosów. Nigdy nie miałam kosmetyków o podobnej konsystencji, więc bardzo mnie ciekawiło. Kosztowało 17.90 zł. Maska drożdżowa, to kosmetyk który dzień przed składaniem przeze mnie zamówienia nie był dostępny. Czytałam o tej maseczce na wielu blogach i opinie były mieszane – postanowiłam wypróbować ją na własnej skórze i podzielić się z Wami moją opinią na jej temat. Jej cena to 12.90 zł. Wszystkie pochodzą albo z firmy Receptura Babuszki Agafii albo Bania Agafii.

Moja mama zdecydowała się natomiast na puder w kamieniu Bourjois Healthy Balance. Jest lekki i bardzo ładnie wygląda na twarzy. Jest drobniutko zmielony i daje naturalny, lekko satynowy efekt. Kosztował 29.90 zł. Do koszyka wpadł też kosmetyk, który jest dla mojej mamy nowością. Po kilkukrotnym użyciu moich korektorów stwierdziła, że jeden jest potrzebny i jej 😛 Zaproponowałam jej coś rozświetlającego i padło na produkt Loreal – Lumi Magique. Jego cena to 24.90 zł.

Cocolita.pl i tym razem dorzuciła mi do zamówienia kilka gratisów. Znowu jestem z nich bardzo zadowolona i będę ich używać z przyjemnością. Mini puder ryżowy z Ecocera będzie idealnie sprawdzał się  podróży – zajmie niewiele miejsca w kosmetyczce, a na pewno dobrze się sprawdzi. Drugim produktem jest baza pod cienie z W7 – Get Set. Używałam jej dopiero raz, ale zapowiada się całkiem nieźle. Wisienką na torcie jest paleta do makijażu ze Sleeka – znajdują się w niej róż, rozświetlacz oraz 4 cienie,które idealnie pasują do mojej jasnej tęczówki. Jej pełna nazwa to Sleek Makeup Eye & Cheek All Day Soiree.

Dostałam również wiele próbek, które z przyjemnością zużyję. Najbardziej ciekawią mnie mydełka Yope, bo są ostatnio hitem blogosfery. Do tego podobają mi się ich opakowania i zastanawiam się nad zakupem któregoś z nich.

Wpadło Wam coś w oko? Lubicie robić kosmetyczne zakupy?
Pozdrawiam :3
Uncategorized

ULUBIEŃCY GRUDNIA | Balea | Wibo | Ponownie Bourjois

5 stycznia 2016
wibo 3 steps to perfect face contour palette trio bourjois rouge edition velve 06 pink pong balea oil repair odżywka

Cześć!
Niedługo na blogu pojawią się ulubieńcy roku, postanowiłam jednak podsumować ubiegły rok dopiero po napisaniu posta na temat ulubieńców grudnia. Znajdą się tu bowiem kosmetyki, których używałam właśnie podczas makijażu i pielęgnacji w ciągu ostatniego miesiąca i niektóre z nich nie zostały przeze mnie poznane na tyle dobrze, żeby wrzucać je do jednego worka z pozostałymi perełkami. Zapraszam Was dziś na posta, w którym pojawią się: odżywka z olejem arganowym z Balei, paletka do konturowania od Wibo oraz ponownie Bourjois Rouge Edition Velvet w kolorze 06 Pink Pong. 

bourjois rouge edition velvet swatch 06 pink pong blog

BOURJOIS, POMADKA ROUGE EDITION VELVET, 06 PINK PONG
Jest to pomadka, która już drugi raz pojawia się w ulubieńcach. Jest jednak naprawdę tego warta. Na moich ustach lądowała dość często, bo mam do niej wielkie zaufanie. Długo się trzyma, ne wysusza i nie podkreśla zbytnio suchych skórek (ale nie mogę też powiedzieć, że je maskuje). Kolor wpija się w usta i przy minimalnych poprawkach wytrzymuje u mnie cały dzień. Nie raz spisała się na medal w podbramkowych sytuacjach i na pewno nie raz będę do niej wracać.

Co do koloru – jest piękny, mocno nasycony – uwielbiam takie fuksje. Optycznie wybiela zęby i dzięki temu jeszcze częściej mamy ochotę się uśmiechać 🙂

wibo 3 steps to perfect face contour palette blog

WIBO, PALETA DO KONTUROWANIA TWARZY, 3 STEPS TO PERFECT FACE

Swoją sztukę dorwałam na promocji w Rossmannie w listopadzie ubiegłego roku. Bronzer jest niestety nie dla mnie – niektórzy mówią, że ma ładny, neutralny odcień, ale na mojej bladej twarzy wypada zdecydowanie zbyt pomarańczowo. Róż jest jednym z najpiękniejszych, jakie miałam w swojej kolekcji. Nadaje twarzy zdrowemu blasku i jest dobrze napigmentowany (chociaż na ręce tego nie widać) i opalizuje na złoto. Rozświetlacz w stosunku do różu ma nieco zbyt chłodny odcień, ale używam go z innymi kosmetykami tego typu lub solo. Bardzo przypomina mi Diamond Iluminator – daje taflę blasku, nie ma w nim nieporządanych drobinek.

wibo 3 steps to perfect face contour palette blog

Wszystkie trzy produkty mają aksamitną, delikatnie kremową konsystencję. Troszkę się osypują, ale nie jest to uporczywe i nie przeszkadza w ich użytkowaniu. Opakowanie jest małe, solidne i posiada duże lusterko. To trio fajnie sprawdza się u mnie w podróży, kiedy nie nie mogę zabierać ze sobą zbyt wielu kosmetyków.

wibo 3 steps to perfect face contour palette blog swatch swatches

wibo 3 steps to perfect face contour palette blog

BALEA, ODŻYWKA DO SPŁUKIWANIA OIL REPARIR Z OLEJEM ARGANOWYM

Odżywkę, o której tu piszę kupiłam już dawno temu –  w wakacje. Pół roku czekała w kolejce, żebym mogła jej użyć. Kosztowała niewiele, a moje włosy naprawdę ją pokochały. Opakowanie – miękka tuba – jest wygodne i nie trzeba się zbyt mocno gimnastykować, żeby wydobyć z niego produkt. Kosmetyk ma rzadką konsystencję, przez co delikatnie spływa z włosów. Po użyciu tej odżywki moje włosy są dociążone, lśniące i mięsiste – kochają emolienty, a w tej odżywce można znaleźć ich sporo. Polecam ją osobom ze zniszczonymi lub suchymi włosami – powinna ładnie je wygładzić. 
Znacie kosmetyki, które stały się moimi grudniowymi ulubieńcami? Co Wam wpadło ostatnio w oko i nie rozstajecie się z tym na krok?
Pozdrawiam :3