Wybrany tag

Biovax

Uncategorized

PROJEKT DENKO | MAJ 2017 | HITY I ŚREDNIAKI

27 czerwca 2017
projekt denko na blogu, elf naczi, projekt denko maj, zużycia maja

Hejka!

W ostatnim poście opowiadałam Wam o spóźnionych ulubieńcach, więc do kompletu nie może zabraknąć projektu denko. To jedne z moich ulubionych postów, a ostatnio sporo zużywam, więc żal byłoby nie wspomnieć o kosmetykach, które przewinęły się w ubiegłym miesiącu przez moje ręce. Niestety nie jestem zadowolona ze zdjęć, ale natłok obowiązków nie pozwala mi się należycie zająć blogiem ;/

Pokażę Wam kilku moich ulubionych kosmetyków, z którymi ciężko będzie mi się pożegnać, ale znajdą się tu też takie, za którymi na pewno nie będę tęsknić. Jesteście ciekawi, co w tym miesiącu ląduje w koszu? W takim razie zapraszam dalej!

REAL TECHNIQUES, GĄBECZKA DO MAKIJAŻU MIRACLE SPONGE

MAKIJAŻ

Gąbeczki do makijażu to moi niekwestionowani faworyci jeśli chodzi o nakładanie makijażu. Może i odbierają podkładom troszkę krycia, ale dają lekkie, świetliste wykończenie i niesamowicie dokładne wprasowanie kosmetyku w skórę. Fluid nakładany gąbeczką wygląda lekko i naturalnie, a na tym najbardziej mi zależy. Ta nie piła dużych ilości podkładu, ale ja najpierw i tak kropkowałam nim skórę twarzy. Łatwo było ją domyć. Podobał mi się jej kształt – ścięty brzeg pozwalał na naprawdę szybkie nałożenie makijażu. Po roku używania wyglądała świetnie, dobrze mi służyła i na pewno jeszcze do niej wrócę. Jak na razie to moja ulubiona gąbka do makijażu. Pełną recenzję możecie znaleźć już na blogu 🙂

GARNIER, PŁYN MICELARNY DO SKÓRY WRAŻLIWEJ OPTI FREE, PŁYN DO SOCZEWEK KONTAKTOWYCH PURE MOIST PERFECTA, BALSAM DO UST SOFT LIPS 5 W 1 MANGO LA ROCHE POSAY, KREM  EFFACLAR DUO [+] VIANEK, NAWILŻAJĄCY TONIK MGIEŁKA DO TWARZY Z EKSTRAKTEM Z ZIELA OWSA

TWARZ

Pewnie Was nie zdziwię jeśli powiem, że jest to najlepszy płyn micelarny z jakim miałam do czynienia. Owszem, mam jeszcze kilka, których lubię, ale to właśnie po ten z Garniera sięgam w kryzysowych sytuacjach. Jest delikatny dla skóry i nie podrażnia moich wrażliwych oczu. Ma krótki skład. Dobrze radzi sobie nawet z bardziej odpornym na demakijaż tuszem. To jeden z najbardziej wydajnych kosmetyków tego typu, jaki miałam okazję używać. Co jakiś czas do niego wracam i nadal nie jestem zawiedziona. Mam nadzieję, że producent nie zmieni składu, ani formuły, bo ta odpowiada mi najbardziej. Recenzja tego płynu również pojawiła się na blogu.

  • OPTI FREE, PŁYN DO SOCZEWEK KONTAKTOWYCH PURE MOIST

Jeden z moich ulubionych płynów do soczewek, pojawia się w co którymś denku, więc jeśli czytanie u mnie te posty na pewno doskonale wiecie, że dobrze mi się sprawdza. Powoduje, że osady białkowe na soczewkach rozpuszczają się, a ich noszenie jest komfortowe przez cały miesiąc. Nie wpływają  negatywnie na moje oczy, nie wysuszają ich i nie sprawiają, że pod koniec dnia jedyne o czym marzę, to zdjęcie szkiełek. Na promocji można kupić go w przystępnej cenie. Polecam.

  • PERFECTA, BALSAM DO UST SOFT LIPS 5 W 1 MANGO

Balsamów to ust zużywam tysiące, ale niewiele zasługuje na miano tych, do których będę wracać. Tak jest też z Soft Lips od Perfecty. Na początku byłam zauroczona tym kosmetykiem, kupiłam 4 opakowania – o smaku miętowym,  truskawkowym, mango i jagody i granatu. Niestety balsamy te przypominają raczej wazelinę, są bardzo słodkie w smaku, ale nie zostawiają na ustach połysku, ani nie nawilżają ich dostatecznie dobrze. Nawet stosowane w ciągu dnia są dla mnie za słabe. Do tego rozpuszczają się pod wpływem ciepła, otwierają o brudzą wnętrze torebki. Sięgnęłam po nie wtedy, kiedy nie umiałam jeszcze zbyt dobre czytać składów. Okazało się, że zawierają filtr przenikający Ethylhexyl Methoxycinnamate i Benzophenone-3. Nie zużyłam ich do końca, wylądowały w koszu. Nie polecam, tym bardziej, że cena nie należy do najniższych – za jedną sztukę trzeba zapłacić 15 zł.

Ten krem to mój ulubieniec – żaden tak dobrze nie normalizował mojej skóry, może oprócz jego brata Effaclaru K [+], który polubiłam dopiero przy zużywaniu drugiej tubki. Wracając do bohatera dzisiejszego denka – to krem, który przyspiesza gojenie wyprysków i jednocześnie nie podrażnia, ani nie wysusza mojej skóry. Można stosować go punktowo, lub na całą skórę, ja preferuję to drugie wyjście. U mnie największą poprawę widzę w kwestii usuwania wyprysków oraz kaszki, czyli wyrównywania struktury mojej skóry. Z zaskórnikami radzi sobie nieco gorzej, na przebarwienia wpływa, ale dopiero po dłuższym stosowaniu. Jest wydajny, można go używać latem. Wpadłam na niego przypadkiem i cieszę się, że to zdarzenie miało miejsce 😀 Odsyłam Was do pełnej recenzji 🙂
  • TAMI,CHUSTECZKI NAWILŻANE NATURAL CARE 

Z chusteczek nawilżanych korzystam przy makijażu – wcieram nimi dłonie – ale nie tylko. Kiedy przychodzę do domu po zajęciach i nie chce mi się korzystać z płynu micelarnego – zmywam nimi makijaż. Staram się wybierać te z najbardziej delikatnym składem i takie właśnie są chusteczki od Tami. W Rossmannnie można znaleźć kilka wersji, ale zielona sprawdza się u mnie najlepiej. Są dobrze nasączone, bazują na soku z aloesu (2 miejsce w składzie) i nie zawierają parabenów. 54 sztuki kosztują około 4-5 złotych, więc uważam, że to dobry stosunek ceny do jakości i ilości. Polecam je, jak dotąd lepszych nie znalazłam i na dzień dzisiejszy nie mam ochoty szukać 😛
  • GARNIER, MASKA W PŁCHACIE MOISTURE + FRESHNESS DO SKÓRY NORMALNEJ I MIESZANEJ

Bardzo lubię maski w płachcie, ale rzadko trafiam na takie, których działanie jest od razu zauważalne na mojej skórze. Europejscy producenci podchwycili pomysł od tych azjatyckich i sami również zaczęli wypuszczać tzw. sheet mask. Te od Garniera mają w internecie mieszane opinie – albo się sprawdzają, albo są bublami, ewentualnie średniakami. Kupiłam ją na promocji w Rossmannie za około 7-8 złotych, wybrałam zieloną nie tylko ze względu na to, że jest dopasowana do mojego rodzaju skóry – miała też najlepszy skład. Jest dobrze nasączona esencją, ma takie wymiary, że nie jest o wiele za duża na moja dość wąską twarz. Działanie – średnie w stron dobrego 😛 Skóra była lekko rozjaśniona i nawilżona, be spektakularnych zmian, ale różnica była widoczna. Może jeszcze do niej wrócę, ale pewna co do tego nie jestem.
  • BIELENDA, MASKA METALICZNA DETOX & OCZYSZCZANIE CERA MIESZANA I TŁUSTA WERSJA SILVER

Maska co do której mam bardzo mieszane odczucia. Nie zrobiła mi krzywdy, ale też nie zauważyłam jakiegokolwiek pozytywnego działania z jej strony. Mam zamiar dać jej drugą szansę, ponieważ wtedy moja skóra była w złym stanie i mocno „kaprysiła”. Sam pomysł bardzo mi się podoba 😀 Maska wygląda kosmicznie, ale przecież nie o sam wygląd chodzi. Myślę, że niedługo opiszę Wam ją na IG, teraz to tam będą lądować krótkie opinie ♥

  • VIANEK, NAWILŻAJĄCY TONIK MGIEŁKA DO TWARZY Z EKSTRAKTEM Z ZIELA OWSA

Kosmetyki Sylveco bardzo lubię, a skoro Vianek jest siostrzaną marką – postanowiłam dać mu szansę. Kupiłam ten tonik z myślą i okresie między zimą a wiosną, kiedy moja skóra jest naprawdę mocno odwodniona i potrzebuje lekkich, acz skutecznie działających kosmetyków. Na początku tonik mi się podobał, ale po dłuższym stosowaniu zauważyłam, że radzi sobie dużo gorzej niż woda różana. Zaczął męczyć mnie też jego słodki zapach. Atomizer działał sprawnie, nie mogę mu nic zarzucić, samo opakowanie też bardzo mi się podoba. Mniej do gustu przypadła mi konsystencja – byłą wodnista, ale jakby lepka, nie do końca się wchłaniała, po zastosowaniu tego toniku miałam dziwne uczucie na skórze.  Nie był zły, miał dobry skład, ale do niego nie wrócę, nie jest to kosmetyk dla mnie. 

TAMI,CHUSTECZKI NAWILŻANE NATURAL CARE  GARNIER, MASKA W PŁCHACIE MOISTURE + FRESHNESS DO SKÓRY NORMALNEJ I MIESZANEJ BIELENDA, MASKA METALICZNA DETOX & OCZYSZCZANIE CERA MIESZANA I TŁUSTA WERSJA SILVER

BIOVAX, INTENSYWNIE REGENERUJĄCA MASKA DO WŁOSÓW SŁABYCH ZE SKŁONNOŚCIĄ DO WYPADANIA

WŁOSY

  • BIOVAX, INTENSYWNIE REGENERUJĄCA MASKA DO WŁOSÓW SŁABYCH ZE SKŁONNOŚCIĄ DO WYPADANIA

Jak wiecie moje włosy reagują dobrze na większość maseczek. Te z Biovaxa są jednymi  z moim ulubionych, szczególnie wersja z trzema olejami, która, nie dość, że dobrze pachnie, to jeszcze świetnie wygładza włosy i je dociążą, przez co są lśniące i gładkie. Wersję z aloesem kupiłam z zamiarem stosowania i na skórę głowy i na włosy, ale nakładana w taki sposób powodowała obciążenie kosmyków i nasady. Stosowana na długości działa raz dobrze, raz średnio, a przecież nie na tym nam zależy. Ma dobry skład, sok z aloesu występuje wysoko, zaraz po emolientach. Nie odpowiadał mi jej zapach – bardzo babciny, mnie osobiście odpychał. Do Biovaxa wrócę, ale na pewno wybiorę inne wersje. 

BALEA, ŻEL POD PRYSZNIC MARAKUJA I MALWA LACTADYD, EMULSJA DO HIGIENY INTYMNEJ SENSITIVE VICHY, HIPOALERGICZNY ANTYPERSPIRANT W KULCE APPLE &BEARS, ŻEL POD PRYSZNIC GRAPEFRUIT I WODOROSTY YOPE, MYDŁO KUCHENNE O ZAPACHU GOŹDZIKA WELLNESS & BEAUTY, KREM DO RĄK Z EKSTRAKTEM Z KWIATÓW WIŚNI I RÓŻY

CIAŁO

  • BALEA, ŻEL POD PRYSZNIC MARAKUJA I MALWA

To już ostatnie żele Balea z mojej potężnej kolekcji i na razie nie zamierzam do nich wracać. Bardzo je lubię, ponieważ dobrze się pienią i ładnie pachną, ale na dłuższa metę niestety mocno wysuszają moja skórę. Na plus działa niska cena (ok.55 centów) i mnogość zapachów – edycje limitowane pojawiają się jedna po drugiej. Nie są zbyt wydajne, ale zużywam sporo żelu na jeden prysznic – mi taka butelka starcza na 3-4 tygodnie codziennego stosowania. Pewnie kiedyś do nich wrócę – szczególnie jeśli zainteresuje mnie jakaś limitka 😀

  • LACTACYD, EMULSJA DO HIGIENY INTYMNEJ SENSITIVE

To jeden z moich ulubionych płynów do higieny intymnej. W odróżnieniu od innych wersja ta nie zawiera SLS ani jego zamienników takich jak ALS itp. Ma odpowiednie pH i jest delikatny dla wrażliwych okolic. Stosuję go zamiennie z Facelle i jestem zadowolona. Plusem jest wygodne opakowanie z pompką. Jak zauważyłyście – pojawia się na blogu naprawdę często, właśnie w projektach denko 😀

  • VICHY, HIPOALERGICZNY ANTYPERSPIRANT W KULCE

O tym antyperspirancie wiele się słyszy. Sporo osób go poleca, dlatego kiedy zauważyłam, że w Super Pharm jest na promocji i kosztuje niecałe 20 złotych, zaryzykowałam i wrzuciłam go do koszyka. Nie przepadam za antyperspirantami w kulce, ale muszę przyznać, że dobrze chronią przed nadmierną potliwością. Ten gagatek tutaj zawiera sole aluminium, dlatego dla części z Was będzie skreślony. Jestem nim zawiedziona. Spodziewałam się hitu, a w moim przypadku działa jak zwykły antyperspirant z Rossmanna, z tą różnicą, że jest od niego droższy. Nie mam wielkich problemów z poceniem się, dlatego go nie polecam – u tych z Was, które szukają mocniej działającego specyfiku się nie sprawdzi. Cieszę się, że kupiłam go na promocji, a nie w cenie regularnej, bo byłabym na siebie zła 😛 Jego plusem jest wydajność i przyjemny, raczej neutralny zapach.
  • APPLE &BEARS, ŻEL POD PRYSZNIC GRAPEFRUIT I WODOROSTY

Ten żel znalazłam w marcowej edycji Liferii, do której openboxa Was odsyłam. Na początku sceptycznie do niego podeszłam, nie spodobała mi się spora cena za pełnowymiarowe opakowanie. Moją 50 mililitrową miniaturkę zabrałam na wyjazd i przyznam, że ten żel mnie zauroczył. Jak na kosmetyk mineralny ma ładny, intensywny zapach, w którym przeważa grapefruit. Cytrusowe nuty działają na mnie oczyszczająco i tonizująco, co bardzo mnie pobudza. Żel bazuje na soku z aloesu, dlatego jest delikatny dla skóry. Jest gęsty i wydajny. Gdyby nie cena na pewno sięgnęłabym po pełnowymiarowe opakowanie, ponieważ to jeden z tych żeli, które nawilżają moją skórę i przynoszą jej ukojenie. 
  • YOPE, MYDŁO KUCHENNE O ZAPACHU GOŹDZIKA

Mydła Yope to jedne z moich zeszłorocznych odkryć. Kupiłam je mojemu bratu do mycia skóry po tatuowaniu, ale z zamierzeniem podkradania mu go po cichutku 😛 Zaczęłam od wersji wanilia i cynamon, która pachnie słodko, ale przyjemnie. Teraz testuję inne wersje zapachowe i tak w moje ręce wpadła próbka o zapachu goździka. Nie przepadam za tym zapachem, ale do kuchni pasuje idealnie. Maskuje nieprzyjemne zapachy, np. cebuli, której jestem fanką. Pielęgnuje dłonie i nie wysusza ich – odkąd zrezygnowałam z drogeryjnych mydeł nie mam problemu z aż tak wysuszonymi dłońmi, chociaż nadal muszę je regularnie kremować. Jeśli lubicie zapach goździka (albo konfitury dyniowej z tym składnikiem) – bierzcie je w ciemno! Mydła Yope to kolejny z moich hitów, cieszę się, że marka się rozwija i wprowadza do oferty nowe kosmetyki (widziałyście te żele pod prysznic?).
  • WELLNESS & BEAUTY, KREM DO RĄK Z EKSTRAKTEM Z KWIATÓW WIŚNI I RÓŻY

Kupiłam ten krem po przeczytaniu wpisu i Idalii na temat jej ulubionych mazideł do rąk. Nie przepadam za zapachem róży, ale czułam, że w tym wypadku będzie królował kwiat znany z Japonii i się nie myliłam. Balsam bardzo dobrze nawilża, a przy tym szybko się wchłania pozostawiając aksamitną warstewkę. Nie utrudnia ona jednak normalnego funkcjonowania, dlatego krem nadaje się do torebki. Nawilża na długie godziny, koi podrażnienia i zaczerwienienia. Może opakowanie nie należy do najwygodniejszych, bo odkręcany korek łatwo jest zgubić, ale to chyba jego jedyny minus. Mam sporo kremów do rąk w zapasach, ale kiedy mi się skończą i nie będę wiedziała co chcę kupić – na pewno będę miała go na uwadze. Nie dość, że działa, to pięknie pachnie! Polecam!

Znacie kosmetyki z tego projektu denko? Jak idzie Wam zużywanie?
Pozdrawiam!
Uncategorized

PROJEKT DENKO | Wykończeni w październiku i listopadzie

28 listopada 2015

Hej!
Nie wiem czy Wy też tak macie, ale ja mam ogromną satysfakcję z  tego, że udało mi się wykończyć jakiś produkt. Po rozpoczęciu przygody z blogowaniem na poważnie miałam tendencję do otwierania kilku opakowań kosmetyku tego samego typu – czy to szamponu, czy balsamu. Wiązało się to z długim czasem używania kosmetyków. Na półkach piętrzyły się wieżyczki zbudowane z masek do włosów i pomadek do ust, a ja ciągle dokupowałam nowe rzeczy – przeczytałam recenzję i coś mnie zaciekawiło, promocje w sklepach też często kusiły. Zmobilizowałam się jednak do zrobienia porządku i skutecznie uszczuplam swoje zapasy. Dziś chciałam Wam pokazać pudełka po produktach zużytych w ciągu ostatnich dwóch miesięcy. Zapraszam 🙂

CIAŁO:

DOVE, GO FRESH, OGÓREK I ZIELONA HERBATA
O żelach Dove wspominałam na łamach bloga już kilka razy. Kupując pierwszy podchodziłam do całej sprawy sceptycznie, ale teraz muszę szczerze przyznać, że jestem nimi zachwycona. Moja skóra w końcu nie jest wysuszona, a balsamowanie, czy olejowanie ciała co 2 dni w zupełności wystarcza – pozbyłam się już bardzo suchych miejsc na ciele (pozostało kilka, ale taka już moja uroda 😛 poza tym i tak wyglądają zdecydowanie lepiej niż kiedyś). Żele świetnie się pienią i mają kremową konsystencję. Skóra po ich użyciu jest miękka i nie można mówić o uczuciu ściągnięcia. Do tego przez kilkadziesiąt minut i na nas i w łazience unosi się piękny zapach – w tym wypadku świeżego ogórka i trawy cytrynowej. Polecam!
BABYDREAM, OLEJEK DO CIAŁA
Olejek ten zabierałam ze sobą w podróże ze względu na jego niewielkie rozmiary. Olejowałam nim zarówno ciało, jak i włosy i w obu przypadkach sprawdził się doskonale. Włosy były miękkie, sprężyste i lśniące, a skóra jędrna, napięta i dobrze nawilżona. Mimo niewielkich wymiarów starczył mi na naprawdę długi okres czasu. Olejek ma krótki i wartościowy skład. Nie do końca odpowiadał mi jego zapach, ale po użyciu nie był aż tak intensywny i nie drażnił mojego nosa. Chętnie sięgnę po jego pełną wersję, bo jest to produkt niedrogi, a idealnie wpasowuje się w potrzeby mojej skóry. 
LACTACYD, EMULSJA DO HIGIENY INTYMNEJ SENSITIVE
Mój ulubiony płyn do higieny intymnej. Dlaczego o nim wspominam? Niestety ciężko jest teraz znaleźć produkt z tej kategorii bez SLS, czyli takiego, który nie naruszałby naturalnej bariery ochronnej naszego organizmu. Jak na razie w moim domu gości tylko Facelle i wspomniany wyżej Lactacyd. Nie podrażnia i delikatnie, ale skutecznie oczyszcza. Będę do niego wracać i również polecam. Pisałam o nim w poprzednim denku. 



WŁOSY:

ALTERRA, SZAMPON KOFEINA – BIOTYNA

Szampony Alterry stosuję zamiennie, na promocji kupuję różne warianty raczej nie zwracając uwagi na to, czy produkt jest w 100% dostosowany do potrzeb mojej skóry głowy i włosów. Jak dla mnie taki kosmetyk ma po prostu moje kosmyki myć, a przy tym nie powodować wysuszenia, plątania. Szampon nie powinien być też czynnikiem, który spowoduje podrażnienia skalpu. Szampony Alterry dobrze myją włosy, są pozbawione silnych detergentów, a do tego nawet po samym szamponie i odżywce w sprayu są one miękkie, lśniące i sypkie. Na pewno kupię ponownie, chociaż ta wersja ma średni zapach 😛

FARMONA, HERBAL CARE, SZAMPON CZARNA RZEPA
Raz na jakiś czas (2-3 razy w miesiącu) myję włosy mocniejszym szamponem. Ten tutaj jest naprawdę świetny – ma krótki skład i doskonale domywa włosy z wszelkich zanieczyszczeń i produktów, które zdążyły się na nich osadzić w ciągu kilku tygodni pielęgnacji. Szampon nie ma zbyt przyjemnego zapachu, ale wybaczam mu to przez jego dobre działanie. Jest wydajny, a udoskonalona buteleczka z mniejszym otworem sprawia, że oszczędzamy produkt podczas mycia – dozujemy odpowiednią jego ilość. O jego skrzypowym bracie pisałam już dawno temu. Na pewno do niego wrócę, ale chcę przetestować jeszcze inne szampony o podobnym działaniu.
FARMONA, JANTAR, ODŻYWKA Z WYCIĄGIEM Z BURSZTYNU
Jantar to zdecydowanie najbardziej popularna odżywka do skóry głowy w sieci. To z nią zetknęłam się na początku mojego włosomaniactwa i pozostałam jej wierna do dziś. Nie zawiera alkoholu przez co nie będzie podrażniać nawet wrażliwych skalpów. U mnie nie powoduje szybszego przetłuszczania się włosów, za co bardzo ją cenię – w innym wypadku musiałabym je myć codziennie, a to nie jest mi na rękę. Bardzo przyspiesza porost włosów, więc mogę polecić ją osobom, które walczą o każdy centymetr przyrostu w miesiącu. Po 3 tygodniach kuracji mam na głowie mnóstwo baby hair, które są cieniutkie, ale mocne. Jeśli jesteście ciekawi i chcecie dowiedzieć się o niej więcej zajrzyjcie do posta, w którym zawarłam pełną jej recenzję.

L’BIOTICA, BIOVAX NATURALNE OLEJE, DWUFAZOWA ODŻYWKA DO WŁOSÓW BEZ SPŁUKIWANIA

Odżywkę w spray stosuję rano, przed każdym czesaniem oraz po myciu włosów. Jej głównym zadaniem jest pomoc w rozczesaniu moich plączących się kosmyków. Ta odżywka radziła sobie z tym dobrze, ładnie nabłyszczając przy tym włosy. Były po niej jeszcze miększe, bardziej lśniące a do tego pięknie i słodko pachniały. Jej używanie było dla mnie przyjemnością, jest jednak jedno ALE – atomizer zamiast rozpryskiwać mgiełkę produktu czasem psikał strumień cieczy i sprawiało to, że włosy były sklejone i nie wyglądało to zbyt estetycznie. Myślę, że wrócę jeszcze do tych odżywek, bo są godnymi zamiennikami moich ulubionych Gliss Kurów. 
ALTERRA, SZAMPON GRANAT – ALOES
Jest to chyba mój ulubiony wariant szamponów Alterry. Pachnie bardzo ładnie i najbardziej nawilża moje włosy nie powodując przy tym ich obciążenia. Mini wersję zabierałam ze sobą do podróżnej kosmetyczki. Taka mała butelczka starczyła mi na 5 albo 6 myć i jest to moim zdaniem niezły wynik. Do tego szamponu wrócę na pewno – jest tani, dobry i nie oczekuję do myjących włosy produktów więcej.
ALTERRA, ODŻYWKA DO WŁOSÓW GRANAT – ALOES
Miałam szampon z tej serii, miałam maskę, przyszedł więc też czas na odżywkę. Tak jak szampon, o którym pisałam wyżej, zabierałam ją na podróże i również sprawdziła się świetnie. Sprawiała, że moje włosy były lśniące, lejące, miękkie i wygładzone. Czasem delikatnie traciły przez to objętość, ale zbytnio mi to nie przeszkadzało. Wrócę do tej odżywki, gdy uszczuplę swoje włosowe zapasy. Warto polować na nią w promocji – kosztuje wtedy około 6 złotych. 
DOVE, OXYGEN MOISTURE, SUFLET DO WŁOSÓW

Niedawno pisałam Wam o tej masko-odżywce posta i wspominałam w nim, że mimo mało wybitnego składu moje włosy bardzo polubiły ten produkt. Moje kosmyki lubią emolienty, a tych w tym kosmetyku nie brakowało. Nie był zbyt wydajny i tani, ale raz na jakiś czas mogę sobie na taki kosmetyk pozwolić i „dożywić” moje włosy czymś bardziej chemicznym. Odżywka miała ciekawą, napowietrzoną konsystencję i świeżo pachniała, a zapach utrzymywał się na włosach przez wiele godzin. Wygładzała włosy. Po jej zastosowaniu wyglądały na bardziej zdrowe i mocne. To już drugie zużyte opakowanie i jeszcze kiedyś kupię następne.

TWARZ:

NIVEA, ODŚWIEŻAJĄCA PIANKA OCZYSZCZAJĄCA

Ta pianka również miała już swoje pięć minut na blogu. Kupiłam ją na promocji w Rossmannie i niestety nie byłam zadowolona. Jej konsystencja była bardzo lekka, przez co szybko zmieniała się w lepką ciecz zamiast delikatnie sunąć po twarzy stawiała opór. Jej zapach też niezbyt mi pasował, bo był bardzo intensywny i mocno perfumowany. Moja skóra po jej zastosowaniu była ściągnięta. Zawierała alkohol. Na pewno nie kupię jej ponownie. 
ZIAJA, OCZYSZCZANIE LIŚCIE MANUKA, TONIK ZWĘŻAJĄCY PORY  NA DZIEŃ/NA NOC
Jest to jeden z moich ulubionych toników. Jest bardzo wydajny przez to, że posiada atomizer (który może być dla jednych plusem, a dla innych wadą tego kosmetyku). Może i nie zwężał znacząco porów, ale moja skóra była po nim rozświetlona i dobrze nawilżona, a przy tym oczyszczona. Stosowałam go rano i wieczorem i moim zdaniem świetnie wspierał kremy i sera w działaniu antytrądzikowym. To moje drugie opakowanie i na pewno nie ostatnie. O całej serii kilka słów napisałam w oddzielnym poście.
GARNIER, PŁYN MICELARNY 3W1 DO SKÓRY NORMALNEJ I MIESZANEJ
Zaskoczona tym, jak dobrze sprawdził się u mnie jego starszy, różowy brat, postanowiłam sięgnąć po zieloną wersję przeznaczoną do skóry mieszanej i normalnej, czyli takiej, której bliżej do mojego typu cery. Niestety okazała się moim zdaniem słabsza od poprzednika. Nie dość, że słabiej zmywała makijaż (mówię tu o tym niewodoodpornym) to jeszcze zawierała alkohol, który przyczyniał się do powstawania suchych skórek  Mam jeszcze jedno opakowanie, ale następnego już nie kupię – zdecydowanie lepiej sprawdziła się u mnie wersja do skóry wrażliwej.



ZIAJA, IZOTZIAJA

Izotziaja to żel, który przepisuje mi dermatolog. Jest to retinoid, przyczynia się więc do szybszego złuszczania naszej skóry i powstawania nowych warstw naskórka. Zapobiega to powstawaniu zaskórników, wyprysków. Mobilizuje też skórę do walki z przebarwieniami. Warto wspomnieć, że stosowanie retinoidów przeciwdziała powstawaniu zmarszczek, ponieważ  wpływa na powstawanie kolagenu w warstwie nazwanej skórą właściwą.
BORJOIS, PODKŁAD 1 2 3 PERFECT
Podkład, który zużyłam już dawno temu, ale gdzieś zniknął mi w szafce. Kupiłam go na promocji w Rosmannie 1+1, która obowiązywała w drogeriach mniej więcej rok temu. Mimo tego, że fajnie krył i dobrze utrzymywał się na mojej skórze to więcej po niego nie sięgnę. Na twarzy wyglądał pudrowo i było widać, że mamy coś na twarzy. Kolory podkładów Bourjois są dla mnie za ciemne, to ten dodatkowo na mojej skórze oksydował i sprawiał wrażenie jeszcze ciemniejszego. Odznaczał się od szyi i na mojej neutralnej karnacji wypadał pomarańczowo, a taki efekt raczej nie jest pożądany 😛 Dla mniejszych bladziochów niż ja może być fajnym produktem, ja niestety mówię mu nie.

INNE:

SOLO CARE AQUA, PŁYN DO SOCZEWEK

Soczewki noszę już dobrych kilka lat i to, moim zdaniem, jest najlepszy płyn do ich higieny. Dzięki niemu moje miesięczne soczewki od pierwszego dnia po otwarciu do ostatniego są wygodne w noszeniu i nie uwierają mnie w powieki. Dzięki niemu na soczewkach nie zbierają się białkowe złogi – polecam go więc wszystkim, którzy mają tłusty, gęsty film łzowy. Butelka 360 mililitrów starcza mi na 3/4 miesiące codziennego stosowania. Na pewno sięgnę po niego ponownie. 
YANKEE CANDLE, PINK SANDS
Wosk, który podbił moje serce. Tuż po rozpaleniu trafił do grona moich ulubieńców – był słodki, kwiatowy, ale też świeży, przez co nie wydawał się ciężki. Więcej o tych różowych piaskach możecie przeczytać w oddzielnym poście

CHUSTECZKI ODŚWIEŻAJĄCE – GO PURE FRESH MINT, BABYDREAM FEUCHTEWASHLAPPEN I GESICHT & HANDE
Chusteczki nawilżane nosiłam w torebce, aby mieć czym wytrzeć ręce w miejscach, których zwykłe umycie było niemożliwe, a nakładanie żelu antybakteryjnego na ubrudzone czymś ręce to dla mnie głupota. Wszystkie trzy sprawdzały się fajnie, były dobrze nawilżone, a te z Babydream poradziły sobie nawet ze zmyciem makijażu w podróży. Najmniej nasączone były te turkusowe z bobaskiem, ale nie można było na nie narzekać. Tanie i dobre, pewnie jeszcze kiedyś po nie sięgnę.
Uff – udało się, dobrnęłam do końca tego denka. Zdecydowanie powinnam pisać takie posty raz w miesiącu, bo później nie mogę skończyć pisać, a takie długie posty są męczące zarówno dla Was jak i dla mnie 😛
Miałyście okazję wypróbować któryś z pokazanych przeze mnie kosmetyków? Może macie dla nich jakieś godne zamienniki? Lubicie tak pisane projekty denko – z mini recenzjami zużytych produktów?
Pozdrawiam :3
Uncategorized

[RECENZJE] L’biotica Biovax – Naturalne oleje – argan, makadamia, kokos

11 marca 2015

Hej!
Już myślałam, że się nie wyrobię z napisaniem posta, bo wczoraj i dzisiał miałam zajęcia cały dzień. Wczoraj do 21, dziś do 19. Poza tym strasznie boli mnie głowa – chyba dopada mnie wiosenne przesilenie. Nie zdążyłam więc zrobić zdjęć (zresztą o godzinie 19 światła naturalnego brak, a w tym sztucznym zdjęcia wychodzą straszne) i wykorzystuję stare materiały do napisania tego posta 😀 Wybaczcie, że nie pokazałam Wam na nich konsystencji maski czy słoiczka, ale mama zabrała mi ją, gdy wrociłam do domu, a byłam wtedy bez lustrzanki i tak jakoś wyszło 😛 Nie przedłużając – zapraszam do przeczytania recenzji maski L’biotica Biovax Naturalne Oleje – argan, makadamia, kokos.

Opakowanie jest charakterystyczne, jak dla każdej maski Biovax, różni się jedynie wersją kolorystyczą i napisaną nazwą 😛 Z zewnątrz mamy estetycznie wykonany kartonik, w środku znajduje się słoiczek, który wykonany jest z grubego plastiku. Niestety ciężko się on otwiera i można przy tej czynności połamać sobie paznokcie, jeśli nie opracuje się własnej metody 😛 Etykiety są spójne, ładne, przyciągają naszą uwagę. te na sloiczku nie odklejają się ani nie ścierają. Pojemność słoiczka to 250 mililitrów.

 Aqua, Cetyl Alcohol, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Quaternium-87, Cetrimonium Chloride, Argania Spinosa Kernel Oil, Macadamia Integrifolia Seed Oil, Cocos Nucifera Oil, Betaine, Acetylated Lanolin, Lawsonia Inermis Leaf Extract, Parfum, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Methylisothiazolinone, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Citric Acid, Triethanolamine, Hexyl Salicylate

Nie będę się za bardzo rozwodzić nad tym składem, gdyż większość masek ma podobny początek. Przejdę jednak do wspomnianych w nazwie oleji – czy w ogóle występują w składzie, czy producent chciał nas na coś nabrać? Oleje można znaleźć na 8,9,10 miejscu. Warto również wspomnieć, że przed zapachem, czyli w wyczuwalnej dla naszych włosów ilości znajdziemy tu ekstrakt z liści henny.

BiovaxŸ Naturalne Oleje Argan Makadamia Kokos to swoista BioOdnowa dla włosów, dzięki którym przejdą one efektowną przemianę. Kompozycja starannie dobranych szlachetnych olejów zapewnia kompleksową rewitalizację i odmłodzenie włosów na całej ich długości.
Kuracja uwalnia naturalne piękno i energię Twoich włosów, przywracając im zmysłowy wygląd oraz utrzymując je w doskonałej formie. Bogata maseczka o aksamitnej konsystencji kryje w sobie całe dobrodziejstwo drogocennych olejów, które przeniknie do włosa w trakcie zabiegu.
Receptura maseczki BiovaxŸ zawiera w swoim składzie 3 naturalne oleje obfitujące w cenne substancje odżywcze gruntownie rewitalizujące zarówno włosy, jak i skórę głowy bez efektu obciążenia:
Olej arganowy (Maroko), dzięki wyjątkowo wysokiej zawartości witaminy E (min. 550mg/l), chroni włosy przed destrukcyjnym działaniem wolnych rodników oraz promieniowaniem UV. Hamuje procesy starzenia. Dodaje włosom blasku, sprężystości, pięknie je wygładza. Olej arganowy w maseczce Biovax jest produktem w 100% organicznym, tłoczonym na zimno, niemodyfikowanym chemiczne. Posiada certyfikat Ecocert.
Olej makadamia (Hawaje) stanowi bogate źródło rzadko występującego w przyrodzie kwasu palmitooleinowego C16:1, harmonijnie funkcjonującego z naturalnymi lipidami skóry. Doskonale odżywia skórę głowy, warunkując prawidłowy wzrost zdrowych włosów.
Olej kokosowy (Indie) wnika do głębokich warstw włókna włosa, gdzie aktywnie hamuje utratę jego składników budulcowych. Wzmacnia strukturę włosów, zapobiegając ich łamliwości. Zapewnia silny i długotrwały efekt nawilżenia.
Efekt na włosach:
– włosy pełne blasku, życia i energii,
– równomierne nawilżenie, wygładzona powierzchnia włosów,
– promienne, lśniące zdrowym blaskiem włosy,
– niezwykła elastyczność i sprężystość,
– zabezpieczona przed promieniowaniem UV struktura włókien.

Wydajność maski jest moim zdaniem duża, ponieważ nie trzeba jej nakładać na włosy zbyt wiele, aby zadziałała. Myślę, że ilość nie większa niż rozmiar orzecha włoskiego spokojnie wystarcza, aby pokryć średnio gęste i długie włosy od linii żuchwy po same końce.

Konsystencja maski naturalne oleje jest zwarta. Maska jest gęsta i nie spływa z dłoni. Łatwo nakłada się ją na włosy. Mi przypomina masło, lub olej kokosowy, który dzieki ciepłu naszych dłoni się roztapia. Przy tej kategorii chciałabym też wspomnieć o zapachu – jak dla mnie jest naprawdę bardzo ładny i długo utrzymuje się na włosach.

Cena, za którą możemy kupić tą maskę wynosi około 18-19 złotych. Ja jednak zawsze kupuję je na promocjach, bo można je wtedy dorwać za 13-14 zlotych, czyli cenę zdecydowanie korzystniejszą niż przed obniżką.

Maska dostępna jest we wszystkich większych drogeriach, aotekach a czasem nawet w osiedlowych sklepikach . Jeśli chodzi o drogerie to ja widziałam Biovax w Rossmannie (niedawno wprowadzili tam minimaseczki), Hebe, Naturze i Suoer Pharmie. Wspominając o aptekach miałam na myśli Gemini. Maski są również dostępne w internecie. W tej kwestii nie można więc narzekać 😛
Moim zdaniem maska jest naprawdę warta uwagi. W opakowaniu dostajemy jeszcze próbkę innego produktu i foliowy czepek, który może pomóc nam w wykonywaniu zabiegu na włosach. Co do opakowania i pojemności – nie mam tutaj temu produktowi nic do zarzucenia 😀 Wspominając o kolejnej błahostce nie mogłam pominąć zapachu, mi bardzo się podoba i cieszę się z tego, że zostaje na włosach. Nie jest on jednak zbyt nachalny i nie przeszkadza w normalnym funkcjonowaniu. Jeśli chodzi o działanie maski to nie jest ona ideałem, ale bardzo dobrze się u mnie sprawdzała. Włosy były po niej miękkie, lejące, czasem lekko niedociążone, ale nadal wyglądające bardzo dobrze. Używałam tej maski mniej więcej raz w tygodniu, pod czepek i w zupełności to wystarczyło. Czepek pomagał utrzymac temperaturę, a ta pomagała wnikać substancjom do wnętrza włosa. Myślę, że osobom z bardzo zniszczonymi włosami ta maska może nie spełnić oczekiwać w 100%. Jeśli miałabym polecić ją mojej koleżance powiedziałabym o jej wadach i zaletach i poczekałam, aż sama się zdecyduje 😀

Jak już kupię wszystkie inne rodzaje i je zużyję to na pewno do niej wrócę. Ze względu na działanie i ze względu na zapach, bo ten drugi po prostu uwielbiam 😀
Miałyście maski Biovax? Lubicie je, czy nie?
Pozdrawiam :3
W Rossmannie fajne promocje – ja zdecydowałam się na żel pod prysznic Dove, który był przeceniony z 17 zł na 9 😀 [KLIK]

Uncategorized

Moja nagroda w konkursie Hebe i mini zakupy i prezenty

30 czerwca 2014
Hej!
W niedzielę odebrałam nagrodę, którą wygrałam w konkursie Hebe o którym pisałam TUTAJ.
Musiałam trochę poczekać aż ktoś ogrnie kim ja jestem i przyniesie mi nagrodę 😛 Kiedy już ją odebrałam musiałam jeszcze wypisać potwierdzenie odbioru i wyszłam ze sklepu zadowolona 😛
Kiedy pojechałam? W sobotę o 13 przyjechał do mnie Mateusz, zjedliśmy obiad, trochę posiedzieliśmy u mnie. O 20, kiedy wróciła moja mama wyjechaliśmy do niego. 22.30 – Zazdrość 😀 Umyć się, spać i o 7 pobudka. Zanim wstaliśmy, zjedliśmy śniadanie, pogadaliśmy trochę z jego rodzicami – 10 😛 11 – punkt Warszawa 😛 Z Wileńskiego raz dwa do Hebe. Kawa na wynos w Starbucksie. 13- mój wyjazd autobusem 😛 17.35 – autobus z Pisza. 18- czekam u dziadka na mamę. 19.30 – dom.
Jak widzicie ten weekend był intensywny 😀 Nie miałam czasu na nic, Mateusz zresztą też. Praktycznie co do minuty spędziliśmy ze sobą równe 24 godziny. Trochę mało, ale we wtorek znów u mnie zawita.
Miałam posiedzieć do poniedziałku, niestety PUP (Powiatowy Urząd Pracy) zniszczył mi plany – w poniedziałek na 12.45 zaplanowali mi spotkanie. Co na tym spotkaniu robiłam? podpisałam dokumenty. Jutro wybieram się do pracy w urzędzie – będę miała trochę mniej czasu, ale staram się wszystko jakoś dobrze zaplanować.
Niżej to, co wygrałam w konkursie 😀
Wszystkie produkty są z serii 3 oleje. Od lewej:
Odżywka w sprayu  
Maska intensywnie odżywiająca
Szampon
Mam nadzieję, ze produkty się sprawdzą, mam wątpliwości jedynie do szmponu, gdyż zaiwera dużo olejków i może powodować niefajny przyklap.

Od Pana Mateusza dostałam dwa lakiery, które wybierał sam 😀 Nie powiem, ma gust 😀 Czerwony pochodzi z serii Celebrity nails, natomiast fioletowy z Candy Shop. Dzisiaj na paznokciach mam ten fioletowy, niedługo będzie jego recenzja :3
Ja, będąc w Rossmannie kupiłam sobie Balsam do ust z Bielendu. Muszę przyznac iż ma całkiem niezły skład i fajnie pachnie. Do tego „robi” magię na ustach – od razu są fajnie nawilżone i pięknie wyglądają 😀 Kosztował około 7 złotych.
Chciałam jeszcze tylko wspomnieć o maturze i studiach. Przestałam się załamywać, niedługo będą listy, może się dostanę, może nie. Zawsze coś będę robić. A potem i tak spróbuję jeszcze raz. Do odważnych swiat należy 😀
Macie jakieś sposoby na deszczowe dni? Jak spędziłyście ten weekend?

Pozdrawiam
Uncategorized

Włosowa aktualizajca – Maj

29 maja 2014
Hej!
Z racji tego, że dobiega już koniec miesiąca chciałam Wam pokazac moją włosową aktualizację. Troszkę w mojej pielęgnacji się zmieniło, ale niezbyt dużo, gdyż wolę używać sprawdzonych produktów – i tak ciągle mam problem z wypadaniem, nie chcę tego dodatkowo nasilić.
W lutym, bo wtedy pojawiła się ostatnia aktualizacja moja pielęgnacja TAK. W tym miesiącu uległa niewielkim zmianom. Niżej możecie zobaczyć zdjęcia porównawcze włosów. 

Z fleszem.

Bez flesza.
Aktualna pielęgnacja:
1. Szampony – na zmianę – Alterra Granat i Aloes oraz Orzech Makadamia i figa, Babydream i Farmona Herbal Care Szampon ze skrzypem polnym.
2. Odżywki – tylko te do spryskiwania – Gliss Kur, różne rodzaje 
3. Maski – Kallos Crema al Latte, Eveline Maska Arganowa 8 w 1, Biovaxy w saszetkach, Alterra Granat i Aloes
4. Oleje – Alterra Brzoza i Pomarańcza, Limonka i Oliwka, Migdał i Papaja, Olejek łopianowy ze skrzypem, oliwka Babydream.
5. Wcierki – Jantar od 2 tygodni (wcieram w skalp codziennie)
6. Inna pielęgnacja – Tangle Teezer, grzebień z szeroko rozstawionymi ząbkami, szczotka z włosia dzika, kuracja z olejkiem arganowym z Mariona na końcówki w celach zabezpieczenia ich przed rozdwajaniem.

W tym miesiącu włosy olejowałam znacznie rzadziej niż w kwietniu – w poprzednim miesiącu robiłam to prawie przed każdym myciem, w tym natomiast raz w tygodniu – zauważyłam, że moje włosy wcześniej były za bardzo obciążone. Maseczki natomiast stosuję po każdym myciu włosów. Włosy myję co 2 dni, dwukrotnie, czyli nakładam szampon, masuję, spłukuję i czynności te powtarzam jeszcze raz. Zdjęcia które widzicie wyżej były robione 1 dnia po myciu, z lutego natomiast są z dnia 2. Włosy były farbowane w styczniu, nie sięgałam po koloryzację. Rosną wolno, ale odrosty sa widoczne na zdjęciach. Zostały dużo podcięte co równiez jest widoczne. Zakręciły się prawdopodobnie dlatego, że spałam z mokrą głową i włosami zawiniętymi w koczek. Raz w tygodni oczyszczam włosy szamponami z SLS lub SLES. Włosy do połowy długości mają niższą porowatość niż te na końcach. Problem wypadania został ograniczony, ale nie wyeliminowany do końca.

Pozdrawiam i mam nadzieję, że się wam podobało 😀 Wyżej macie zdjęcie z wydepilowanymi krzaczkami 😛 bardzo za nim tęsknię, ale przyzwyczaiłam się już do moich nowych brwi 😛
PS mój aparat działa jak photoshop – mam niedoskonałości bo zbliżają sie trudne dni, a moja cera wygląda idelanie na tym zdjęciu 😀 Chłopak wie, co ma robić 😛

Widzicie poprawę w stanie moich włosów, czy może jest gorzej?  Jak je oceniacie?
Jeszcze raz pozdrawiam :3