Wybrany tag

Batiste

Uncategorized

PROJEKT DENKO | W KOŃCU COŚ DO WŁOSÓW!

7 marca 2017

Hej!
W powietrzu czuć już wiosnę, a dzięki temu ja mam ochotę wstać z łóżka, co zimą nie zdarzało mi się praktycznie w ogóle 😛 [EDIT – wczorajsza pogoda była koszmarna, deszcz, chmury, niskie ciśnienie :C]. Nie jest jeszcze na tyle ciepło, żeby zmienić kurtkę zimową na wiosenną, ale same promienie słońca sprawiają, że nawet perspektywa całego dnia spędzonego na uczelni nie wydaje się być tak złowroga, jak mogłoby się to na początku wydawać.
Skoro mamy już marzec chciałam dziś zaprosić Was na kosmetyczny bilans – opowiem Wam o kosmetykach, które udało mi się zużyć w zeszłym miesiącu. Spodziewałam się, że będzie tego znacznie mniej, bo luty jest zazwyczaj miesiącem stagnacji. Na szczęście udało mi się zmobilizować i widzicie tego efekty 😀 Jeśli jesteście ciekawi, czy wśród pustych opakowań znajduje się pudełko po jakimś hicie lub bublu – przejdźcie do dalszej części wpisu 🙂



TWARZ:
Niedawno napisałam Wam o tym kosmetyku osobny post, jeśli go już czytaliście wiecie, że fajnie się u mnie sprawdziła. Dawno nie miałam tak dobrze nawilżającego toniku. Dodatkowo pozytywnie wpływał na elastyczność mojej skóry i pomagał w walce z przebarwieniami i nowo powstającymi wypryskami. Mimo tego, że różany hydrolat skończył się kilka tygodni temu już mi go brakuje. Na pewno do niego wrócę – jest pozytywnym zaskoczeniem. Dla tych efektów jestem nawet w stanie przeżyć różany zapach 😀

Krem, który stosuję wtedy, kiedy chcę odpocząć do Effaclaru Duo, a zależy mi na podtrzymaniu efektów, które daje. Bardziej, niż na wypryski, działa na przebarwienia i to głównie w tej kwestii zobaczyłam największą poprawę. Nie wysuszał mojej skóry, nie wzmagał nadmiernego przetłuszczania. Nie zapychał i dobrze sprawdzał się pod makijaż. Pewnie jeszcze nie raz do niego wrócę, chociaż nadal szukam jeszcze czegoś innego 😀

  • PURE MOISTURE, PŁYN DO SOCZEWEK
Kolejny kosmetyk, który już niejednokrotnie pojawił się w projektach denko. Bardzo go lubię i jeśli szukacie czegoś, co dobrze zadba o Wasze szkła kontaktowe i sprawi, że przez cały miesiąc będą komfortowe w noszeniu – powinniście postawić na dobry płyn do ich przechowywania. Często można go znaleźć w Super Pharmie na promocji – np. 2 w cenie 1 😀 Warto się wtedy za nim rozejrzeć 🙂

  • LOMI LOMI, MASKA W PŁACHCIE ALOESOWA
Maski w płachcie są moimi ulubionymi jeśli chodzi o nawilżenie – jeśli chodzi o oczyszczające wolę sięgać po te zwykłe, w kremie. To przedostatnia maska z Lomi Lomi, która została mi z pudełeczka zawierającego płachtę na każdy dzień. Aloesowa lekko nawilżyła moją skórę i sprawiła, że była bardziej napięta. Niestety nie wywarła na mnie jakiegoś większego wrażenia – bardziej spodobała mi się ta z acerolą lub winogronem 🙂 Raczej nie sięgnę po nią ponownie.

  • EVREE, KREM DO TWARZY MAGIC ROSE
Krem, który kupiłam kilka miesięcy temu, kiedy był na nie największy „boom”, ale niestety nie przypadł on mojej skórze do gustu. Po kilku dniach regularnego stosowania zaczął mnie zapychać, a wypryski były później ciężkie do wyleczenia. Krem zużyłam w inny sposób – nakładałam go na szyję. Dobrze nawilżał, ale niezbyt szybko się wchłaniał. Nie pozostawiał tłustej warstwy. Podejrzewam, że u mnie lepiej sprawdziłaby się formuła 20+, która jest lżejsza, mimo tego, że przeznaczona do innego typu skóry niż normalna. Nie wrócę do tego produktu.

  • LIQCC, SERUM DO TWARZY Z WITAMINĄ C LIGHT
Próbki tego serum dostałam w paczce od Magdy z landofvanity.pl. Już wcześniej pisałam jej, że jestem zainteresowana kosmetykami tej firmy. Zużyłam już dwie próbki tego serum i przyznam, że choć nie ma idealnego składu, to mogłoby się u mnie dobrze sprawdzić. Ma oleistą konsystencję, więc stosowałabym je na noc, solo. Sera z witaminą C poprawiają kondycję mojej skóry i rozjaśniają przebarwienia w widoczny sposób. Nie wiem, czy sięgnę po pełnowymiarowe opakowanie, bardziej kusi mnie chyba wersja z witaminą E 🙂



CIAŁO:

  • ALLPRESSAN FUSS SPECIAL, KREM DO STÓP W PIANCE Z 15% MOCZNIKIEM
Stopy to część ciała, którą traktuję po macoszemu (i pewnie nie jestem tu jedyna :P). Od czasu do czasu przypominam sobie o tym, że o nie też powinnam dbać i tak w moje ręce wpadł kosmetyk, po który wcześniej sięgała moja mama. Obie mamy problem z suchą skórą na stopach, moja zimą potrafi nawet pękać i rogowacieć i nie mówię tu o piętach, a okolicach kostek ;/ Ten krem w piance był bardzo lekki i szybko się wchłaniał, a przy tym bardzo dobrze nawilżał. Może nie pachniał najładniej, ale był skuteczny, dlatego za rok, zimą, kiedy stan moich stóp znów się pogorszy, pewnie będę o tym produkcie myślała.

WŁOSY:

  • PILOMAX, MASKA DO WŁOSÓW HENNA WAX NATUR CLASSIC
Maski Pilomaxu dobrze sprawdzają się na moich włosach, ale nie mogę stosować ich tak, jak zaleca producent – nie nakładam ich na skórę głowy, bo każda maska obciąża mi wtedy włosy i sprawia, że zaraz po myciu wyglądają one na nieświeże. Kończąc narzekanie – maska z henną wygładza moje włosy i sprawia, że są one lśniące i dociążone. Łuski zamykają się, a włosy wyglądają na zdrowie i w rzeczywistości takie są. To już moje drugie, czy trzecie opakowanie, na razie zużywam włosowe zapasy, ale myślę, że jeszcze do tej maski wrócę.

  • PILOMAX, MASKA DO WŁOSÓW ARABICA WAX COLOUR CARE
Kolejna maska Pilomaxu, tym razem do włosów farbowanych na kolory ciemne, z kawą. Mimo tego,  że włosów nie farbuję maska sprawdziła się podobnie, jak ta wyżej. czyli bardzo dobrze. Miała jednak mniej przyjemny zapach – jakby lekko sfermentowanych ziaren kawy, nie był on jednak uciążliwy i nie utrzymywał się zbyt długo na włosach. Łatwo było ją spienić i wmasować we włosy. Pogłębiała kolor moich naturalnych kosmyków, na świetle wyglądały o wiele ładniej, niż przed jej zastosowaniem.


Szampony Batiste jak na razie nie mają u mnie konkurencji, bardzo lubię ich używać, chociaż robię to niezwykle rzadko – tylko wtedy, kiedy naprawdę jestem do tego zmuszona. Na moich ciemnych włosach nie zawsze da się wyczesać biały proszek w 100%, ale nie rzuca się on na tyle w oczy, żebym czuła się komfortowo. Wersja Oriental jest jedną z moich 3 ulubionych – zaraz obok Eden i Cherry. Na pewno będę do tych szamponów, chociaż ostatnio znalazłam dla niego w Hebe sporą konkurencję – domyślacie się, o czym piszę? 😀
Duet Petal Fresh recenzowałam już kiedyś na blogu i dopiero teraz udało mi się zużyć odżywkę. Sprawdzała się ona u mnie całkiem dobrze, choć nie dociążała włosów tak, jak maska. Sięgałam po nią wtedy, kiedy miałam ochotę na coś, co nie obciąży moich cienkich, skłonnych do tego włosów. Nie mogłam stosować jej w wilgotne dni, bo trochę puszyła mi wtedy włosy i miałam fryzurę, jak to mawia moja mama, „aj lajk Szopen” xD Raczej do niej nie wrócę, nie mam czasu na skomplikowane zabiegi na włosy i wolę sięgnąć bo coś bardziej treściwego – maskę. 

INNE:

  • ARIL, ODŚWIEŻACZ POWIETRZA WINTER FOREST
To coś, czego zazwyczaj nie pokazuję w projektach denko, ale chcę wspomnieć o tym zapachu, bo jest po prostu piękny 😛 Słodka choinka, zamiast anielskich włosów wata cukrowa i śnieg gdzieś w tle 😀 Jeśli będziecie miały okazję – powąchajcie go – myślę, że pokaże się jeszcze w Biedronkach, bo ich popularne serie zawsze wracają na półki 🙂 
Znacie któryś z tych kosmetyków? Podobał Wam się post? Ja walczę z fantomem na Pierwszej Pomocy, a Wam życzę miłego dnia! 😀
Pozdrawiam :*
Uncategorized

PROJEKT DENKO PAŹDZIERNIK I LISTOPAD ’16 | MAM TĘ MOC? :P

28 grudnia 2016

Cześć!

Grudzień chyli się ku końcowi, a ja nie miałam jeszcze okazji pokazać Wam zdenkowanych kosmetyków z października i listopada. Nie raz pisałam już, że zużywanie zimą i jesienią idzie mi opornie, a pustych opakowań w ogóle nie chce przybywać. Jednak fakt, że nie kupuję zbędnych kosmetyków już od kilku miesięcy pomaga mi w zmniejszaniu zapasów – które i tak nie są już duże 😀 
Jeśli jesteście ciekawi, czego się ostatnio pozbyłam i czy znajdują się w tej gromadce jakieś hity godne polecenia – zapraszam Was dalej! 😀

WŁOSY:
Szampony Batiste bardzo lubię i zawsze choć jeden znajduje się na mojej kosmetycznej półce. Rzeczywiście dobrze absorbują sebum, a dodatkowo są na tyle drobno zmielone, że nawet na moich bardzo ciemnych włosach nie zostawiają białej mgiełki. Moje włosy są po nim świeże od rana, aż do wieczora, choć ta świeżość to nie to samo, co po umyciu włosów. Staram się używać go rzadko, tylko w awaryjnych sytuacjach, bo przez obecność alkoholu izopropylowego potrafią podrażnić skórę głowy i spowodować pojawienie się łupieżu. Jeśli chcecie przeczytać coś więcej na ich temat – kliknijcie w nagłówek – tam znajdziecie odnośnik do oddzielnego wpisu na temat Batiste.

CIAŁO:
  • PŁYN DO HIGIENY INTYMNEJ FACELLE INTIM, ALOE VERA
  Nie ukrywam, że Facelle to jeden z moich ulubionych żeli do higieny intymnej. Ma dobry skład (nie zawiera SLS/SLES i ma odpowiednie pH), nie podrażnia, nie wysusza, dobrze oczyszcza, a do tego jest naprawdę tani. Stosuję go zamiennie z Lactacytem w wersji bez silnych detergentów i z obu jestem zadowolona. Niektórzy myją nim włosy lub twarz, ale mi to nie odpowiada – przeszkadza mi jego zapach, a włosom nie do końca odpowiada kwaśne pH – przynajmniej w szamponie. Nie mniej jednak polecam – testowałam już różne wersje i każda sprawdziła się u mnie dobrze.
  • PIANKA POD PRYSZNIC BALEA, HAWAIAN DREAM 
Od dawna chciałam wypróbować pianki pod prysznic Rituals, ale nie mam dostępu do tego sklepu stacjonarnie, a nie chciałam zamawiać ich kosmetyków w ciemno, przed spojrzeniem na to, jaki to zapach. Będąc w Niemczech zajrzałam do DM i tam znazłam tańsze odpowiedniki tych produktów. Kupiłam dwie takie pianki, tę i jeszcze inną – cytrusową, ale na pierwszy ogień wybrałam wakacyjną, hawajską wersję 😀 Pianka jest bardzo gęsta i niewielką porcją można umyć całe ciało. Pachnie delikatnie, ale zapach utrzymuje się później na skórze – co najmniej przez kilkadziesiąt minut. Hawajski sen to połączenie kwiatu lotosu, orchidei i kokosa – słodki, ale nienachalny, owiany kwiatową nutą. Pianka przypadła mi o gustu – z tego co pamiętam kosztowała niecałe 2,5 EUR, więc do najdroższych nie należała. Zaraz po SLES znajduje się gliceryna, która łagodzi jego działanie – mojej skóry te pianki nie podrażniały. Polecam! To mój kąpielowy hit! 😀



TWARZ:
  • KREM NAWILŻAJĄCY POD OCZY Z WINOGRONEM, ALTERRA
Krem ten kupiłam w pośpiechu, kiedy niespodziewanie skończyła mi się tubka Sylveco. Był akurat na promocji, pamiętam, że zapłaciłam za niego mniej więcej 7 złotych. Przyznam, że całkiem fajnie nawilżał, był lekki i dobrze sprawdzał się pod makijażem. Nie jest to mój hit, bo czasem potrafił podrażnić moje oczy, przez co lekko łzawiły, ale na pewno nie mogę nazwać go bublem. Raczej do niego nie wrócę, bo niestety mnie nie zachwycił, ale jako kosmetyk awaryjny, wtedy, kiedy nie mamy nic innego może się całkiem dobrze sprawdzić 🙂 
  • ŻEL DO MYCIA TWARZY AVENE, CLEANANCE 
Na wstępie powiem, że jest to jeden z najbardziej wydajnych żeli, jakich miałam okazję używać. Stał na mojej kosmetycznej półce od sierpnia, do listopada, a używałam go dwa razy dziennie – rano i wieczorem. Był bardzo wydajny, dobrze się pienił i oczyszczał skórę z zanieczyszczeń nie podrażniając jej przy tym i, co najważniejsze, nie wysuszając. Nie zauważyłam, żeby drastycznie wpłynął na stan mojej skóry, ale na pewno nie powodował wysypu niedoskonałości czy pojawienia się większej ilości zaskórników. Miał przyjemny, lekko mydlany zapach i kolor, który urzekł mnie – miłośniczkę wszelkich odcieni niebieskiego 😀  Na pewno jeszcze do niego wrócę, jest to jeden z najlepszych, aptecznych żeli do oczyszczania skóry mieszanej, ale wrażliwej i skłonnej do wyprysków.
  • HYDROLAT EKOLOGICZNY NEROLI, ECOSPA
Z hydrolatami znam się od niedawna – zaczęłam z nimi eksperymentować wtedy, kiedy potrzeby mojej skóry się zwiększyły, a ja szukałam czegoś, co pozwoli mi odpowiednio o nią zadbać.  Nie mogąc znaleźć dla siebie idealnego toniku rozpoczęłam poszukiwania wśród hydrolatów i tak trafił do mnie ten z pomarańczy. Jest to rzadki płyn, który szybko się wchłania pozostawiając skórę matową. Ma ziołowy, „liściasty” zapach – charakterystyczny – coś podobnego do tego, kiedy rozciera się liście w dłoniach. Sam hydrolat dobrze sprawdzał się u mnie jako substytut toniku – zwężał pory, napinał skórę i sprawiał, że optycznie wyglądała o wiele lepiej. Na równi z hydrolatem oczarowym jest moim ulubieńcem, do którego jeszcze wrócę 🙂
  • IZOTZIAJA
Maść, a raczej żel, który pojawia się w co którymś denku. Od dawna zminimalizowałam częstość jego stosowania i teraz sięgam po niego tylko dwa razy w tygodniu. Moja skóra delikatnie się po tym zabiegu łuszczy. Izotziaja pomaga mi w walce z bliznami i przebarwieniami, ale także z wypryskami i zaskórnikami. Na początku mam zamiar znów wybrać się do dermatologa – tym razem innego i zmienić w końcu ten lek – nie chcę, żeby moja skóra przyzwyczaiła się do ciągłego stosowania retinoidów. Jeśli macie problemy podobne do moich – zapytajcie o ten lek swojego dermatologa 🙂
  • FILTR PRZECIWSŁONECZNY LA ROCHE POSAY, ANTHELIOS XL ŻEL – KREM SUCHY W DOTYKU
Wspominałam Wam o tym kosmetyku w letnich ulubieńcach i nadal pozostał w tym gronie – nawet w zimie. To filtr, który mnie nie zapycha, nie podrażnia i co najważniejsze – nie wpływa negatywnie na trwałość mojego makijażu. Po kilku minutach od wsmarowania delikatnie zastyga zmniejszając świecenie się skóry, nie powodując jednak wieczornej nadprodukcji sebum. Teraz zmieniło się jego opakowanie, a ja nadal przy nim trwam – i chyba długo tak jeszcze pozostanie – na razie nic nie zainteresowało mnie na tyle, żeby miało go zdetronizować 😛

Znaleźliście coś ciekawego wśród tych „pustaków”? Jak idzie Wam denkowanie?
Mam nadzieję, że zauważyłyście moją ostatnią aktywność an Waszych blogach – moja klawiatura płonie 😛
Pozdrawiam ♥
Uncategorized

BATISTE | Moje ulubione suche szampony

11 sierpnia 2015

 Cześć dziewczyny!
Kiedy jest ciepło, niejedna z nas ma problem z szybko przetłuszczającymi się włosami, którym brak jest odpowiedniej objętości. Moje pukle zimą potrzebują mycia co dwa dni. Latem natomiast częściej zdarzają mi się sytuacje, gdy już następnego dnia rano włosy są przyklapnięte i nie prezentują się zbyt dobrze. Czasem nie mam nawet chwili, żeby je umyć i właśnie w takich awaryjnych sytuacjach sięgam po suche szampony. Dzisiaj chciałam przedstawić Wam moje ulubione – te od Batiste. Jeśli jesteście ciekawi, jak sprawdzają się u mnie – przeczytacie o tym niżej 🙂

Producent obiecuje nam natychmiastowe odświeżenie fryzury i dodanie lekkiej objętości. Cały proces ma nie szkodzić włosom i sprawiać, że będą wyglądały na zdrowe.

Cena regularna tego kosmetyku to  14.99 złotego za dużą butelkę.  W promocji można ją kupić za około 11-12 złotych, kiedyś w Biedronce szampony te były jeszcze tańsze. Zakup mniejszej pojemności to wydatek w graniach 7-8 zł. Jest to dobra cena jak na tego typu produkty.

Kiedyś szampony te nie były dostępne stacjonarnie, natomiast teraz możemy kupić je zarówno w internecie, jak i w drogeriach. Widziałam je w Rossmannie i Hebe, czasem występują w Biedronce. Dostępność na tę chwilę jest naprawdę dobra.

 
Opakowania szamponów Batiste przyciągają uwagę. Są kolorowe i pięknie wyglądają na półce. Każda szata graficzna jest konkretnie dopasowana do danego zapachu i dobrze go odzwierciedla. Butelka jest smukła i wysoka, nie ma problemu ze zdejmowaniem półtransparentnego korka. Atomizer działa bez zarzutu przez cały czas stosowania. Mi bardzo przypadły do gustu i są ozdobą moich łazienkowych półek.

Substancją aktywną, która absorbuje sebum z włosów jest tu skrobia ryżowa, która dobrze spełnia swoje zadanie. Skład jest krótki, występuje tu jednak alkohol, który na dłuższą metę może przesuszać skórę głowy. Składnikami są również potencjalne alergeny, które odpowiadają za zapach, ale stosowane są w wielu produktach i ja jeszcze nie spotkałam się z przypadkami uczulenia na ten składnik.

Mi jednak tuba starcza na naprawdę długi okres czasu. Szamponu używam sporadycznie, więc spokojnie mam ją w swojej kosmetyczce przez około 10-12 miesięcy. Przekłada się to mniej więcej na kilkanaście użyć. Moim zdaniem jest to całkiem niezły efekt i przyznam, ze uważam te suche szampony za wydajne.
Musiałam hodować takie tłuste włosy… Buuu :p Widzicie jak się poświęcam?
Uwielbiam szampony od Batiste i jak na razie nie spotkałam na naszym rynku ich godnych zamienników. Miałam szampon z Syossa, ale w ogóle nie spełniał on funkcji, do której został przeznaczony, do tego w żaden sposób nie mogłam go wyczesać. Szampony Batiste działają już w kilka minut i faktycznie absorbują sebum i łój, który nagromadził się na naszych włosach. Nie powodują u mnie łupieżu ani reakcji alergicznych. Pięknie pachną i łatwo usunąć je z włosów. Po zastosowaniu moje kosmyki są świeże przez cały dzień. Zawsze po użyciu suchego szamponu tego samego dnia myję włosy aby oczyścić skórę głowy i nie dopuścić do blokowania dostępu powietrza do mieszków włosowych, bo mogłoby to doprowadzić do wypadania włosów. Moimi ulubionymi zapachami są Cherry, Eden i Oriental.
 

Chętnie przetestuję jeszcze inne zapachy, jak na razie są u mnie 3 – Cherry, Eden i Oriental, oraz zużyty już Tropical. Moim zdaniem jest to must have w kryzysowych sytuacjach.


Miałyście suche szapony od Batiste? Polecacie jakieś zamienniki?
Pozdrawiam 🙂
Zachęcam do wzięcia udziału w wakacyjnym rozdaniu! Więcej informacji po kliknięciu w obrazek 🙂
http://elfnaczi.blogspot.com/2015/08/wakacyjne-rozdanie-wygraj-paczke.html#more
Uncategorized

[PROJEKT DENKO] Wycisnięci do dna vol 2 :D

20 czerwca 2015
Hej!
Jest sobota, ja mogę w końcu troszkę wypocząć, więc postanowiłam napisać niezbyt wymaającego posta 😀 Takie pogadanki pisze mi się zdecydowanie łatwiej niż recenzję jednego, wybranego kosmetyku. Jako że mineły już 2 miesiące od ostatniego prezentowania przeze mnie zużytych kosmetyków przygotowałam kolejną edycję 😀 Jest tego dość dużo, a to dlatego, że mam naprawdę porządną liczbę otwartych kosmetykó, które należałoby w końcu pozużywać. Trzymam się więc swojego planu i więcej zużywam niż kupuję 😛 Jak zwyklę podzieliłam produkty na kategorie. Jeśli jesteście ciekawi co sądzę o tcyh produktach to zapraszam do dalszej części posta :3

Pielęgnacja twarzy
  • Alterra, Emulsja do mycia twarzy z granatem 
Zużyłam 2 opakowania tej emulsji i byłam z niej bardzo zadowolona. Jest przeznaczony raczej do skóy normalnej  tłustej, ale olejki w niej zawarte wpływały dobrze na moją mieszaną (w stronę tłustej) skórę. Niwelowała zaczerwienienia, nie podrażniała, skóra po jej użyciu była gładka, dobrze nawilżona, suche skórki pojawiały się u mnie naprawdę rzadko. Tania, ale średnio wydajna. Miała bardzo ładny zapach, jak wszsytkie produkty z tej serii. Co ważne – nie zapychała i nie spowodowała nasilenie objawów trądziku. Kiedyś na pewno kupię ponownie.
  • Tołpa simply, Młoda skóra, Oczyszczający żel-peeling do mycia twarzy
Kosmetyk ten kupiłam w Biedronce i teraz nigdzie nie mogę go znaleźć. Żel ten używałam tylko wieczorem i naprawdę mi się podobał. Ma w składzie dużo naturalnych wyciągów roślinnych, nie ma SLS. Drobinki nie były na tyle duże, że powinno się ograniczyć jego stosowanie. Dobrze oczyszczał skórę, chociaż pod koniec potrafiał mnie delikatnie podrażniać na policzkach. Myślę, że było do spowodowane intensywniejszym stosowaniem kuracji antytrądzikowych. Kosmetyk mi się podobał i jeśli znajdę go to kupię ponownie, żeby stosować go jako mocniejszy peeling kilka razy w tygodniu.
  • Płyn do soczewek Solo Care Aqua
Jest to jeden z dwóch płynów, których używm od początku soczewkowej kariery. Nie podrażnia oka, świetnie pielęgnuje soczewki. Białkowe osady prawie w ogóle na moich szkłach kontaktowych nie występują, a dla mnie to bardzo ważne, bo mam dość tłusty i gęsty film łzowy. Soczewki przez cały dzień są dobrze nawilżone i nie powodują dyskomfortu podczas noszenia. Taka butla starcza mi na max 3 miesiące, ale jest to dobra wydajność w stosunku do jakości i ceny. Na pewno kupię ponownie.

Pielęgnacja włosów
  • Alterra, szampony Pszenica i morela oraz Papaja i bambus
Szampony z Alterry są moją ulubioną alternatywą dla tych z SLS. Są dość wydajne, dobrze się pienią, nie mają problemów z domywaniem zanieczyszczeń czy olei. Są tanie i pięknie pachną. Na pewno nie mogłabym doliczyć się ilości zużytych przeze mnie opakowań. Mam swoje ulubione wersje i zmieniam je, żeby moim włosom się nie nudziło 😛 Kupię ponownie.
  • Batiste, Suchy szampon do włosów o zapachu Tropical
Szampon ten kupiłam bardzo dawno temu, bo jeszcze wtedy, kiedy były one w Biedronce za 10 złotych. W końcu udało mi się go zużyć 😛 Suche szampony stosuję niezwykle rzadko, ale uważam, że są one niezbędnym gadżetem w mojej kosmetyczce. Czasem umyję włosy jednego dnia, a wstając drugiego mam na głowie armmagedon – czasem przez stres, czasem przez warunki pogodowe. Batiste ratuje mnie wtedy z opresji. Na pewno zabiorę go ze sobą na wakacje, bo może przydać się w awaryjnych sytuajach. Ta wersja zapachowa nie jest akurat moją ulubioną – jest słodka i trochę mdła. Wolę inne, ale nie ma co narzekać 😛 Szampon robił, to co miał robić. Kupię ponownie, ale inne wersje zapachowe.

Pielęgnacja ciała
  • Lirene, Krem do stóp stop rogowaceniu z 30% zawartością mocznika
Krem ten świetnie sprawdził się w sytuacji, gdy skóra na moich kostkach pękała, bolała i była bardzo sucha. Na początku używałam go codziennie, potem zmniejszyłam dawkę do kilku razy w tygodniu i w pozostałe dni stosowałam inne specyfiki. Pomógł mi pożegnać suche strupy i wiosną mogłam cieszyć się pięknymi stopami. Teraz problem znowu powrócił i testuję inny krem. Mam nadzieję, że sprawdzi się tak, jak ten z Lirene. Na pewno sięgnę po niego, gdy nic innego nie pomoże – kupię ponownie.
  • AA My intima, Odświeżający żel do higieny intymnej
Żel, który kupiłam przypadkiem. Potrzebowałam, wrzuciłam do kozyka nawet nie sprawdzając składu. Okazało się, że miał SLS i potrafiał mnie czasem podrażniać. Nie polecam. Więcej na jego temat nie mogę powiedzieć. Nie kupię ponownie’
  • Playboy Woman, Perfumy
Zapach ten miałam od bardzo dawna i postawiłam go w końcu zużyć. Nie przepadałam za nimi jakoś bardzo, wolę zdecydowanie świeższe perfumy. Opakowanie ładne, zapach utrzymuje się cały dzień, jednak ja nie kupię ich ponownie.
Gadżety
  • Carea, płatki kosmetyczne
Najlepsze i najtańsze płatki jakich miałam okazję używać. Zielona wersja jest lepsza, bo mniej się rozarstwia, ale ta też była okej. Co tu dużo mówić – kupię ponownie 😛
  • Bielenda Oczyszczająca maska peel – off
Maseczkę tą kupiłam na promocji w Rossmannie za około 2,6 zł. Jest fajna, nie wysusza i naprawdę ładnie schodzi z twarzy. Delikatnie oczyszcza, ale nie powiedziałabym, żeby był to jakiś spektakularny efekt. Ma bardzo ładny, ananasowy zapach. Myślę, że kupię ponownie.

Home decor

  • Bracka, świece o zapachu karmelu

W przeciwieństwie do trudkawkowych karmelków, o których opowiadałam Wam [TUTAJ] ta wersja pachniała zdecydowanie bardziej intensywnie. Zapach był słodki, ale nie mdły, przynajmniej mi się takie podobają 😛 Wypaliły się do samego dna, więc nie ma co narzekać, bo świece te byly naprawdę tanie (chyba około 6 złotych za zestaw, ja trafiłam wtedy na promocję -15%). Nie wiem czy kupię ponownie, bo mam jeszcze w zapasie kilka świec i wosków 😛

  • Yankee Candle, wosk Cotton Clean
Jeden z najłądniejszych zapachów od Yankee Candle jaki miałam. Pisałam o nim [TUTAJ]. Pachnie świeżo, czystym praniem, proszkiem i delikatnym płynem do płukania. Lubię takie zapachy, działają na mnie odprężająco. Zapach, który wydzielała ta mała tarteletka był średnio intensywny, ale mi to nie przeszkadzało. Nie wiem, czy kupię ponownie, bo mam naprawdę duże zapasy wosków i jeszcze tyle opcji to przetestowania 😛
Miałyście któryś z tych produktów? Wpadło Wam coś w oko? Lubicie projekty denko?
Pozdrawiam i miłego weekendu :3
Uncategorized

Kosmetyczni ulubieńcy czerwca

16 lipca 2014
Hej! 
Znów mam szybki dzień, ostatnio nie wyrabiam się z niczym i jest to smutne :C Na bloga znajduję jednak odrobinę czasu, bo szkoda byłoby mi was zostawić samych sobie 😛 o nie, nie, tak szybko się mnie nie pozbędziecie 😛 Póki mam wakacje korzystam z okazji i możliwości do częstszego pisania postów. Mam nadzieję, ze Wam się to podoba. Dzisiaj pora na ulubieńców czerwca. Co prawda minęła już połowa lipca ale nie miałam jakoś okazji do napisania o tych produktach. Także, zapraszam do czytania spóźnionych ulubieńców czerwca.

W tym miesiącu chciałam ograniczyć liczbę produktów trafiających do grona moich ulubieńców 😀 Jakoś mi się to udało, mam nadzieję, że pokażę Wam coś, co was zaskoczy albo zainteresuje 😀 Jak widać na zdjęciu wyżej wybrałam TYLKO (albo aż) 5 produktów. Będzie krótko, zwięźle i na temat ;D
Pierwsza kategoria to produkty do rąk i paznokci. Na zdjęciu widać:
* Lakier Wibo candy Shop w kolorze o numerze 4. Pisałam o nim recenzję, możecie przeczytać ja TUTAJ. W skrócie – na moich paznokciach był w tym miesiącu około 2 tygodni, a malowałam je nim 3 razy 😀 Jak na moje paznokcie całkiem niezły wynik. Do tego dochodzi piękny, letni kolor i ciekawa faktura 😀 Serdecznie polecam :3
*Odtłuszczacz do paznokci firmy Sensique – jego recenzja niedługo na blogu. Świetny produkt za śmiesznie niską cenę – kosztował 8 złotych. Przedłuża trwałosć mojego lakieru z 1-2 dni do nawet 5-6. W końcu nie muszę codziennie malować paznokci. Ma za zadannie zebrać wszelkie zanieczyszczenia oraz pozostałości kremów, olejków itp. Sprawdza się w tej roli znakomicie.
Kategoria numer dwa, to twarz. Tutaj również znajdują się dwa produkty, tak, jak wyżej :3 Są to:
*Niebieski tusz do rzęs z Bebeauty, którego recenzja jest TUTAJ. Świetnie odświeża letni makijaż, nie potrzeba już cieni i innych mazideł. Bardzo podoba mi się efekt jaki daje. Więcej informacji znajdziecie w poście poświęconym temu produktowi.
*Płyn Micelarny 3w1 z Garniera. Był hitem blogsfery, długo go nie miałam. Potem kupiłam go na promocji w Rossmannie za 12 złotych i od tej pory jestem zachwycona. Świetnie zmywa makijaż, nie podrażnia, nie pozostawia tłustej warstwy czy efektu mgły na oczach. recenzja nie długo, a jak na razie ja nie zamierzam szukać innego ulubionego płynu micelarnego.
Ostatnia już kategoria to włosy. Tutaj umieściłam tylko jeden produkt, czyli:
*Suchy Szampon Batiste o zapachu wiśniowym. Produkt idealny zarówno na letnie podróże jak i zimowe wieczory. Ratuje w kryzysowych sytuacjach. recenzja niedługo, jak na razie nie mam dla niego godnego zastępcy 😛

Podobają się Wam moi ulubieńcy? Macie któryś z tych produktów?
Pozdrawiam :3