Wybrany tag

Bania Agafii

KOSMETYKI WŁOSY

WŁOSOWY HAUL ZAKUPOWY | NAPIEKNEWLOSY.PL

15 grudnia 2017
Cześć!
 
Dawno nie było u mnie żadnego haulu – ostatnio kupuję raczej pojedyncze kosmetyki, a nie mam ochoty na zbieranie ich przez cały miesiąc i wstrzymywanie się od ich używania (tak, jestem niecierpliwa). Ostatnio jednak skończyła mi się większość kosmetyków do włosów – zabrakło delikatnych szamponów, odżywek i masek. Postanowiłam w końcu upolować coś w sklepie mojej włosowej guru – Agnieszki z napieknewlosy.pl. Jeśli jesteście ciekawi, co kupiłam – zapraszam na ten szybki i krótki wpis 🙂

Czytaj dalej

Uncategorized

PROJEKT DENKO | STYCZEŃ 2016 | BIORĘ SIĘ W GARŚĆ :P

21 lutego 2017

Hej!
Na tym blogu tak to już chyba jest, że projekt denko praktycznie zawsze pojawia się bardzo spóźniony 😛 Nawet wtedy, kiedy bardzo się staram coś mi nie wychodzi i na blogu ląduje on najwcześniej w połowie miesiąca. Nie oznacza to jednak tego, że jest gorszy 😛 Dzisiaj mam Wam do pokazania całkiem fajne kosmetyki, więc jeśli macie ochotę ze mną zostać – zapraszam dalej! Tylko proszę się nie przepychać 😛 

CIAŁO:

  • ŻELE POD PRYSZNIC BALEA, WANILIA I KOKOS ORAZ BRZOSKWINIA I LOTOS
Żele Balei lubię, choć nie są to najlepsze kosmetyki pod prysznic, z jakimi miałam do czynienia. Są przede wszystkim tanie, bo takie opakowanie kosztuje zaledwie 0,55 EUR. Zawsze, kiedy jestem w Niemczech wrzucam kilka do koszyka – moim zdaniem mają fajne opakowania, a do tego każdy z nich pięknie pachnie! 😀 Dobrze się pienią, ale nie są zbyt wydajne – może to przez ich średnio gęstą konsystencję (weźcie pod uwagę fakt, że ja używam bardzo dużo żelu na raz). Czy wysuszają skórę? W moim przypadku tak, na takim samym poziomie jak te z Isany, ale nie jest to bardzo uciążliwe – wystarczy balsamowanie ciała. Na pewno jeszcze do nich wrócę, ktoś musi testować kolejne edycje limitowane 😛
  • PŁYN DO HIGIENY INTYMNEJ FACELLE SENSITIVE
Staram się wybierać takie płyny do higieny intymnej, które nie podrażniają i Facelle jest właśnie jednym z nich. Jest delikatny i ma przyjazny dla wrażliwych okolic skład. Czasem myję nim też pędzle i w tym przypadku też dobrze się sprawdza. Przeszkadza mi  nim tylko opakowanie – moim zdaniem ciężko wydobyć jest przez nie odpowiednią ilość kosmetyku i często połowa z tego, co mam na dłoni ląduje w prysznicu. Mimo tej wady, będę do niego wracać.
  • PEELING CUKROWY WELLNESS & BEAUTY W WERSJI MANGO
Po pierwsze zaczynając opis tego kosmetyku muszę wspomnieć, że ma on niewiele wspólnego z peelingiem cukrowym, chociaż jego nazwa na to wskazuje. Bazuje na soli, więc osoby nie czytające składów mogą być rozczarowane. Jak przystało na peeling solny jest dość ostry i pozwala efektywnie usunąć martwy naskórek. Kryształki soli mają mniej regularny kształt, przez co są ostrzejsze od kryształków cukry, wolniej się także rozpuszczają. Po depilacji ten peeling powodował czasem lekkie pieczenie, ale przyznam, że go lubiłam. Miał ładny, owocowy zapach i zostawiał skórę gładką i natłuszczoną. Zawierał oleje, dlatego balsamowanie po prysznicu nie było już konieczne. Na razie nie zapowiada się, żebym kupiła kolejny słoiczek, ale kiedyś na pewno do niego wrócę. 

TWARZ:
Na temat tego kosmetyku napisałam osobną recenzję, dostałam go w ramach współpracy i użyłam tylko raz. Dlaczego? Ma w składzie rakotwórczy konserwant, który niestety kumuluje się w naszym organizmie. Wiem, że na coś trzeba umrzeć, ale ja już wolę na słodycze 😛 Nie polecam. Więcej go nie kupię i ostrzegam Was przed tym produktem. 
To już któreś z kolei opakowanie tego kosmetyku, które zużyłam. Bardzo lubię ten płyn micelarny, ponieważ nie jest drogi (ja kupuję dwupaki w Biedronce, po 22 złotych za  sztuki). Nie podrażnia moich oczu i dobrze radzi sobie ze zmyciem makijażu – i solo, i po zastosowaniu oleju. Miałam jeszcze zieloną wersję, do cery mieszanej, ale jest o wiele gorsza i zawiera alkohol, po którym piekły mnie oczy ;/ Będę do niego regularnie wracać.



  • MASKA DO TWARZY, BANIA AGAFII, DZIEGCIOWA, OCZYSZCZAJĄCA
Maska dziegciowa od Bani Agafii to jedna z moich ulubionych masek tego typu. Mimo tego, że jest na bazie glinki i dokładnie oczyszcza nasze pory, nie wysusza dodatkowo delikatnej i wrażliwej skóry. Ma ciekawy, naturalny skład, jest w formie wyciskanej, zakręcanej saszetki i starcza na dobrych kilka użyć. Jest tania, ale skuteczna i na pewno będę do niej wracać. Wolę ją od zwykłych glinek – nie muszę nic mieszać, dodawać, miksować, a moja skóra i tak jest oczyszczona i nawilżona 🙂
Na temat tego kremu pojawił się osobny post na blogu. Jest to jeden z moich ulubieńców, do których raz na jakiś czas wracam. Krem ma krótki, przyjazny dla skóry skład, bogatą konsystencję i świetnie nawilża i natłuszcza skórę wokół oczu. Zamknięty jest w małym słoiczku, na szczęście tak skonstruowanym, że nawet dłuższe paznokcie nie przeszkadzają w pobieraniu i późniejszej aplikacji tego kosmetyku. Polecam wszystkim młodszym dziewczynom, które nie mają jeszcze problemów z utratą jędrności skóry cz zmarszczkami w tych okolicach. Jest świetny!
  • MASKA DO TWARZY W PŁACHCIE OH K!, COCONUT WATER
Maskę tę dostałam w pakiecie trzech sztuk od Magdy z bloga Land of Vanity, kiedy wygrałam organizowane przez nią koreańskie rozdanie. Nie pokładałam w niej dużych nadziei, bo jak wiele azjatyckich kosmetyków nie zachwycała składem, ale całkiem dobrze poradziła sobie z nawilżeniem mojej skóry. Delikatnie ją ukoiła, sporo zaczerwienień lekko zbladło, a to już dla mnie spory plus. Dodatkowo przyjemnie pachniała kokosem, ale nie był to uciążliwy, nieprzyjemny zapach. Jestem pozytywnie zaskoczona, mam jeszcze jedną w zapasie i na pewno z przyjemnością ją zużyję. 

 

  • PODKŁAD PIERRE RENE, SKIN BALANCE COVER W ODCIENIU 20 CHAMPAGNE 
Na początku naszej znajomości niezbyt lubiłam się z tym podkładem, miałam wrażenie, że podkreśla wszystko to, co powinien zakryć. Później, kiedy zmieniłam pielęgnację mojej skóry i suche skórki zniknęły z mojej twarzy zaczął sprawdzać się świetnie! Dobrze kryje, jest jasny (choć nie tak jasny jak ja bym tego chciała :C) i nie zapycha mojej skóry. Wystarczy jedna warstwa, żeby przykryć nawet większe zaczerwienienia i wystarczy tylko punktowo nałożony korektor. Muszę napisać Wam na jego temat osobny post – jest tego warty 🙂 Drugie opakowanie mam już w użyciu! 😀
Moim zdaniem jeden z najlepszych, lekkich drogeryjnych podkładów o jasnym kolorze.  Mimo tego, że jest lejący i praktycznie niewyczuwalny na twarzy dość dobrze kryje. Niestety ma tendencję do ścierania się z brody i nosa, dlatego nie polecam go dla cer tłustych – w moim przypadku teraz, kiedy moja skóra nie przetłuszcza się już tak mocno utrzymuje się u mnie zdecydowanie dłużej. Może także podkreślać suche skórki. Na pewno nie jest to kosmetyk bez wad, ale ja lubię do niego wracać. Szkoda, że nie jest bardziej żółty – wtedy byłby dla mnie ideałem 😀
Znacie któryś kosmetyk z mojego denka? Zapraszam Was na rozdanie! Link znajdziecie w banerze na pasku bocznym 🙂
Pozdrawiam i życzę miłego wtorku!

Uncategorized

HAUL COCOLITA.PL | SEMILAC | BABUSZKA AGAFIA | BOURJOIS | LOREAL |

1 lutego 2016

Hej!
W grudniu wspominałam Wam, że mam już kilka lakierów hybrydowych, bazę, top coat, ale brakowało mi pozostałych „narzędzi” do wykonania trwałego manicure. W porozumieniu z mamą postanowiłyśmy zamówić to, co niezbędne i wypróbować, czy taka forma malowania paznokci nam się spodoba. Przy okazji do koszyka wpadło jeszcze kilka innych kosmetyków – jeśli jesteście ciekawi, co zamówiłam w drogerii Cocolita.pl – zapraszam do dalszej części posta 🙂

Najdroższym przedmiotem z koszyka jest lampa led Semilac. Zastanawiałam się nad innymi, ale ta najbardziej spodobała mi się pod względem designu. Jest bardzo mała i łatwo będzie przewozić ją w torbie. Używałam jej raz i działa bez zarzutu. Lakier wysycha w 60 sekund, więc cały manicure nie zajmuje przez to tak dużo czasu, jak mogłoby się wydawać. Jest dość droga – kosztowała 150 złotych.
Kupiłam również Nail Cleaner, czyli płyn do odtłuszczania płytki paznokcia i Aceton do ściągania manicure hybrydowego. Oba produkty pochodzą z firmy Diamond Cosmetics i kosztowały 7.90 zł.
Przy okazji do koszyka wrzuciłam jeszcze pilniczek w kształcie banana o gradacji 100/180, ale jestem z niego średnio zadowolona – ten z Rossmanna jest delikatniejszy dla moich paznokci i lepiej się u mnie sprawdza. Jego cena to 5 złotych. Bloczek polerski jest już zdecydowanie fajniejszy i delikatniejszy. Kosztował 3.90 zł.

Waciki bezpyłowe to już ostatnia rzecz potrzebna do wykonania manicure hybrydowego. Jak wskazuje nazwa – nie pylą, co zapobiega pojawianiu się na paznokciach zamalowanych, drobnych kropeczek, które nie wyglądają z byt estetycznie. 1000 sztuk kosztowało 14.90 zł i również, jak pozostałe produkty, pochodzą z Semilaca.

Jeśli chodzi o kosmetyki, to nie chciałam kupić ich zbyt dużo – nie po to starałam się zużyć w grudniu jak najwięcej produktów, żeby teraz nadrabiać braki 😛 Z Sylveco sięgnęłam tylko po odżywczą pomadkę z peelingiem, której zabrakło przy ostatnim zamówieniu a kosmetykami tej firmy (niestety nie była wtedy dostępna). Zapłaciłam za nią 7.72 zł, ponieważ była akurat objęta promocją. 
Nigdy nie miałam rosyjskich kosmetyków, a przeczytałam na ich temat wiele dobrego. Pierwszym produktem, o jakim pomyślałam, była dziegciowa, oczyszczająca maska do twarzy. Mam cerę tłustą, zanieczyszczoną i takie maseczki potrafią działać u mnie cuda. 100 mililitrowa, zakręcana saszetka kosztowała 5.90zł. Drugim kosmetykiem, o którym dowiedziałam się na blogu minimalniee.blogspot.com jest mydło cedrowe do ciała i włosów. Nigdy nie miałam kosmetyków o podobnej konsystencji, więc bardzo mnie ciekawiło. Kosztowało 17.90 zł. Maska drożdżowa, to kosmetyk który dzień przed składaniem przeze mnie zamówienia nie był dostępny. Czytałam o tej maseczce na wielu blogach i opinie były mieszane – postanowiłam wypróbować ją na własnej skórze i podzielić się z Wami moją opinią na jej temat. Jej cena to 12.90 zł. Wszystkie pochodzą albo z firmy Receptura Babuszki Agafii albo Bania Agafii.

Moja mama zdecydowała się natomiast na puder w kamieniu Bourjois Healthy Balance. Jest lekki i bardzo ładnie wygląda na twarzy. Jest drobniutko zmielony i daje naturalny, lekko satynowy efekt. Kosztował 29.90 zł. Do koszyka wpadł też kosmetyk, który jest dla mojej mamy nowością. Po kilkukrotnym użyciu moich korektorów stwierdziła, że jeden jest potrzebny i jej 😛 Zaproponowałam jej coś rozświetlającego i padło na produkt Loreal – Lumi Magique. Jego cena to 24.90 zł.

Cocolita.pl i tym razem dorzuciła mi do zamówienia kilka gratisów. Znowu jestem z nich bardzo zadowolona i będę ich używać z przyjemnością. Mini puder ryżowy z Ecocera będzie idealnie sprawdzał się  podróży – zajmie niewiele miejsca w kosmetyczce, a na pewno dobrze się sprawdzi. Drugim produktem jest baza pod cienie z W7 – Get Set. Używałam jej dopiero raz, ale zapowiada się całkiem nieźle. Wisienką na torcie jest paleta do makijażu ze Sleeka – znajdują się w niej róż, rozświetlacz oraz 4 cienie,które idealnie pasują do mojej jasnej tęczówki. Jej pełna nazwa to Sleek Makeup Eye & Cheek All Day Soiree.

Dostałam również wiele próbek, które z przyjemnością zużyję. Najbardziej ciekawią mnie mydełka Yope, bo są ostatnio hitem blogosfery. Do tego podobają mi się ich opakowania i zastanawiam się nad zakupem któregoś z nich.

Wpadło Wam coś w oko? Lubicie robić kosmetyczne zakupy?
Pozdrawiam :3