Wybrany tag

babydream

Uncategorized

PROJEKT DENKO | Wykończeni w październiku i listopadzie

28 listopada 2015

Hej!
Nie wiem czy Wy też tak macie, ale ja mam ogromną satysfakcję z  tego, że udało mi się wykończyć jakiś produkt. Po rozpoczęciu przygody z blogowaniem na poważnie miałam tendencję do otwierania kilku opakowań kosmetyku tego samego typu – czy to szamponu, czy balsamu. Wiązało się to z długim czasem używania kosmetyków. Na półkach piętrzyły się wieżyczki zbudowane z masek do włosów i pomadek do ust, a ja ciągle dokupowałam nowe rzeczy – przeczytałam recenzję i coś mnie zaciekawiło, promocje w sklepach też często kusiły. Zmobilizowałam się jednak do zrobienia porządku i skutecznie uszczuplam swoje zapasy. Dziś chciałam Wam pokazać pudełka po produktach zużytych w ciągu ostatnich dwóch miesięcy. Zapraszam 🙂

CIAŁO:

DOVE, GO FRESH, OGÓREK I ZIELONA HERBATA
O żelach Dove wspominałam na łamach bloga już kilka razy. Kupując pierwszy podchodziłam do całej sprawy sceptycznie, ale teraz muszę szczerze przyznać, że jestem nimi zachwycona. Moja skóra w końcu nie jest wysuszona, a balsamowanie, czy olejowanie ciała co 2 dni w zupełności wystarcza – pozbyłam się już bardzo suchych miejsc na ciele (pozostało kilka, ale taka już moja uroda 😛 poza tym i tak wyglądają zdecydowanie lepiej niż kiedyś). Żele świetnie się pienią i mają kremową konsystencję. Skóra po ich użyciu jest miękka i nie można mówić o uczuciu ściągnięcia. Do tego przez kilkadziesiąt minut i na nas i w łazience unosi się piękny zapach – w tym wypadku świeżego ogórka i trawy cytrynowej. Polecam!
BABYDREAM, OLEJEK DO CIAŁA
Olejek ten zabierałam ze sobą w podróże ze względu na jego niewielkie rozmiary. Olejowałam nim zarówno ciało, jak i włosy i w obu przypadkach sprawdził się doskonale. Włosy były miękkie, sprężyste i lśniące, a skóra jędrna, napięta i dobrze nawilżona. Mimo niewielkich wymiarów starczył mi na naprawdę długi okres czasu. Olejek ma krótki i wartościowy skład. Nie do końca odpowiadał mi jego zapach, ale po użyciu nie był aż tak intensywny i nie drażnił mojego nosa. Chętnie sięgnę po jego pełną wersję, bo jest to produkt niedrogi, a idealnie wpasowuje się w potrzeby mojej skóry. 
LACTACYD, EMULSJA DO HIGIENY INTYMNEJ SENSITIVE
Mój ulubiony płyn do higieny intymnej. Dlaczego o nim wspominam? Niestety ciężko jest teraz znaleźć produkt z tej kategorii bez SLS, czyli takiego, który nie naruszałby naturalnej bariery ochronnej naszego organizmu. Jak na razie w moim domu gości tylko Facelle i wspomniany wyżej Lactacyd. Nie podrażnia i delikatnie, ale skutecznie oczyszcza. Będę do niego wracać i również polecam. Pisałam o nim w poprzednim denku. 



WŁOSY:

ALTERRA, SZAMPON KOFEINA – BIOTYNA

Szampony Alterry stosuję zamiennie, na promocji kupuję różne warianty raczej nie zwracając uwagi na to, czy produkt jest w 100% dostosowany do potrzeb mojej skóry głowy i włosów. Jak dla mnie taki kosmetyk ma po prostu moje kosmyki myć, a przy tym nie powodować wysuszenia, plątania. Szampon nie powinien być też czynnikiem, który spowoduje podrażnienia skalpu. Szampony Alterry dobrze myją włosy, są pozbawione silnych detergentów, a do tego nawet po samym szamponie i odżywce w sprayu są one miękkie, lśniące i sypkie. Na pewno kupię ponownie, chociaż ta wersja ma średni zapach 😛

FARMONA, HERBAL CARE, SZAMPON CZARNA RZEPA
Raz na jakiś czas (2-3 razy w miesiącu) myję włosy mocniejszym szamponem. Ten tutaj jest naprawdę świetny – ma krótki skład i doskonale domywa włosy z wszelkich zanieczyszczeń i produktów, które zdążyły się na nich osadzić w ciągu kilku tygodni pielęgnacji. Szampon nie ma zbyt przyjemnego zapachu, ale wybaczam mu to przez jego dobre działanie. Jest wydajny, a udoskonalona buteleczka z mniejszym otworem sprawia, że oszczędzamy produkt podczas mycia – dozujemy odpowiednią jego ilość. O jego skrzypowym bracie pisałam już dawno temu. Na pewno do niego wrócę, ale chcę przetestować jeszcze inne szampony o podobnym działaniu.
FARMONA, JANTAR, ODŻYWKA Z WYCIĄGIEM Z BURSZTYNU
Jantar to zdecydowanie najbardziej popularna odżywka do skóry głowy w sieci. To z nią zetknęłam się na początku mojego włosomaniactwa i pozostałam jej wierna do dziś. Nie zawiera alkoholu przez co nie będzie podrażniać nawet wrażliwych skalpów. U mnie nie powoduje szybszego przetłuszczania się włosów, za co bardzo ją cenię – w innym wypadku musiałabym je myć codziennie, a to nie jest mi na rękę. Bardzo przyspiesza porost włosów, więc mogę polecić ją osobom, które walczą o każdy centymetr przyrostu w miesiącu. Po 3 tygodniach kuracji mam na głowie mnóstwo baby hair, które są cieniutkie, ale mocne. Jeśli jesteście ciekawi i chcecie dowiedzieć się o niej więcej zajrzyjcie do posta, w którym zawarłam pełną jej recenzję.

L’BIOTICA, BIOVAX NATURALNE OLEJE, DWUFAZOWA ODŻYWKA DO WŁOSÓW BEZ SPŁUKIWANIA

Odżywkę w spray stosuję rano, przed każdym czesaniem oraz po myciu włosów. Jej głównym zadaniem jest pomoc w rozczesaniu moich plączących się kosmyków. Ta odżywka radziła sobie z tym dobrze, ładnie nabłyszczając przy tym włosy. Były po niej jeszcze miększe, bardziej lśniące a do tego pięknie i słodko pachniały. Jej używanie było dla mnie przyjemnością, jest jednak jedno ALE – atomizer zamiast rozpryskiwać mgiełkę produktu czasem psikał strumień cieczy i sprawiało to, że włosy były sklejone i nie wyglądało to zbyt estetycznie. Myślę, że wrócę jeszcze do tych odżywek, bo są godnymi zamiennikami moich ulubionych Gliss Kurów. 
ALTERRA, SZAMPON GRANAT – ALOES
Jest to chyba mój ulubiony wariant szamponów Alterry. Pachnie bardzo ładnie i najbardziej nawilża moje włosy nie powodując przy tym ich obciążenia. Mini wersję zabierałam ze sobą do podróżnej kosmetyczki. Taka mała butelczka starczyła mi na 5 albo 6 myć i jest to moim zdaniem niezły wynik. Do tego szamponu wrócę na pewno – jest tani, dobry i nie oczekuję do myjących włosy produktów więcej.
ALTERRA, ODŻYWKA DO WŁOSÓW GRANAT – ALOES
Miałam szampon z tej serii, miałam maskę, przyszedł więc też czas na odżywkę. Tak jak szampon, o którym pisałam wyżej, zabierałam ją na podróże i również sprawdziła się świetnie. Sprawiała, że moje włosy były lśniące, lejące, miękkie i wygładzone. Czasem delikatnie traciły przez to objętość, ale zbytnio mi to nie przeszkadzało. Wrócę do tej odżywki, gdy uszczuplę swoje włosowe zapasy. Warto polować na nią w promocji – kosztuje wtedy około 6 złotych. 
DOVE, OXYGEN MOISTURE, SUFLET DO WŁOSÓW

Niedawno pisałam Wam o tej masko-odżywce posta i wspominałam w nim, że mimo mało wybitnego składu moje włosy bardzo polubiły ten produkt. Moje kosmyki lubią emolienty, a tych w tym kosmetyku nie brakowało. Nie był zbyt wydajny i tani, ale raz na jakiś czas mogę sobie na taki kosmetyk pozwolić i „dożywić” moje włosy czymś bardziej chemicznym. Odżywka miała ciekawą, napowietrzoną konsystencję i świeżo pachniała, a zapach utrzymywał się na włosach przez wiele godzin. Wygładzała włosy. Po jej zastosowaniu wyglądały na bardziej zdrowe i mocne. To już drugie zużyte opakowanie i jeszcze kiedyś kupię następne.

TWARZ:

NIVEA, ODŚWIEŻAJĄCA PIANKA OCZYSZCZAJĄCA

Ta pianka również miała już swoje pięć minut na blogu. Kupiłam ją na promocji w Rossmannie i niestety nie byłam zadowolona. Jej konsystencja była bardzo lekka, przez co szybko zmieniała się w lepką ciecz zamiast delikatnie sunąć po twarzy stawiała opór. Jej zapach też niezbyt mi pasował, bo był bardzo intensywny i mocno perfumowany. Moja skóra po jej zastosowaniu była ściągnięta. Zawierała alkohol. Na pewno nie kupię jej ponownie. 
ZIAJA, OCZYSZCZANIE LIŚCIE MANUKA, TONIK ZWĘŻAJĄCY PORY  NA DZIEŃ/NA NOC
Jest to jeden z moich ulubionych toników. Jest bardzo wydajny przez to, że posiada atomizer (który może być dla jednych plusem, a dla innych wadą tego kosmetyku). Może i nie zwężał znacząco porów, ale moja skóra była po nim rozświetlona i dobrze nawilżona, a przy tym oczyszczona. Stosowałam go rano i wieczorem i moim zdaniem świetnie wspierał kremy i sera w działaniu antytrądzikowym. To moje drugie opakowanie i na pewno nie ostatnie. O całej serii kilka słów napisałam w oddzielnym poście.
GARNIER, PŁYN MICELARNY 3W1 DO SKÓRY NORMALNEJ I MIESZANEJ
Zaskoczona tym, jak dobrze sprawdził się u mnie jego starszy, różowy brat, postanowiłam sięgnąć po zieloną wersję przeznaczoną do skóry mieszanej i normalnej, czyli takiej, której bliżej do mojego typu cery. Niestety okazała się moim zdaniem słabsza od poprzednika. Nie dość, że słabiej zmywała makijaż (mówię tu o tym niewodoodpornym) to jeszcze zawierała alkohol, który przyczyniał się do powstawania suchych skórek  Mam jeszcze jedno opakowanie, ale następnego już nie kupię – zdecydowanie lepiej sprawdziła się u mnie wersja do skóry wrażliwej.



ZIAJA, IZOTZIAJA

Izotziaja to żel, który przepisuje mi dermatolog. Jest to retinoid, przyczynia się więc do szybszego złuszczania naszej skóry i powstawania nowych warstw naskórka. Zapobiega to powstawaniu zaskórników, wyprysków. Mobilizuje też skórę do walki z przebarwieniami. Warto wspomnieć, że stosowanie retinoidów przeciwdziała powstawaniu zmarszczek, ponieważ  wpływa na powstawanie kolagenu w warstwie nazwanej skórą właściwą.
BORJOIS, PODKŁAD 1 2 3 PERFECT
Podkład, który zużyłam już dawno temu, ale gdzieś zniknął mi w szafce. Kupiłam go na promocji w Rosmannie 1+1, która obowiązywała w drogeriach mniej więcej rok temu. Mimo tego, że fajnie krył i dobrze utrzymywał się na mojej skórze to więcej po niego nie sięgnę. Na twarzy wyglądał pudrowo i było widać, że mamy coś na twarzy. Kolory podkładów Bourjois są dla mnie za ciemne, to ten dodatkowo na mojej skórze oksydował i sprawiał wrażenie jeszcze ciemniejszego. Odznaczał się od szyi i na mojej neutralnej karnacji wypadał pomarańczowo, a taki efekt raczej nie jest pożądany 😛 Dla mniejszych bladziochów niż ja może być fajnym produktem, ja niestety mówię mu nie.

INNE:

SOLO CARE AQUA, PŁYN DO SOCZEWEK

Soczewki noszę już dobrych kilka lat i to, moim zdaniem, jest najlepszy płyn do ich higieny. Dzięki niemu moje miesięczne soczewki od pierwszego dnia po otwarciu do ostatniego są wygodne w noszeniu i nie uwierają mnie w powieki. Dzięki niemu na soczewkach nie zbierają się białkowe złogi – polecam go więc wszystkim, którzy mają tłusty, gęsty film łzowy. Butelka 360 mililitrów starcza mi na 3/4 miesiące codziennego stosowania. Na pewno sięgnę po niego ponownie. 
YANKEE CANDLE, PINK SANDS
Wosk, który podbił moje serce. Tuż po rozpaleniu trafił do grona moich ulubieńców – był słodki, kwiatowy, ale też świeży, przez co nie wydawał się ciężki. Więcej o tych różowych piaskach możecie przeczytać w oddzielnym poście

CHUSTECZKI ODŚWIEŻAJĄCE – GO PURE FRESH MINT, BABYDREAM FEUCHTEWASHLAPPEN I GESICHT & HANDE
Chusteczki nawilżane nosiłam w torebce, aby mieć czym wytrzeć ręce w miejscach, których zwykłe umycie było niemożliwe, a nakładanie żelu antybakteryjnego na ubrudzone czymś ręce to dla mnie głupota. Wszystkie trzy sprawdzały się fajnie, były dobrze nawilżone, a te z Babydream poradziły sobie nawet ze zmyciem makijażu w podróży. Najmniej nasączone były te turkusowe z bobaskiem, ale nie można było na nie narzekać. Tanie i dobre, pewnie jeszcze kiedyś po nie sięgnę.
Uff – udało się, dobrnęłam do końca tego denka. Zdecydowanie powinnam pisać takie posty raz w miesiącu, bo później nie mogę skończyć pisać, a takie długie posty są męczące zarówno dla Was jak i dla mnie 😛
Miałyście okazję wypróbować któryś z pokazanych przeze mnie kosmetyków? Może macie dla nich jakieś godne zamienniki? Lubicie tak pisane projekty denko – z mini recenzjami zużytych produktów?
Pozdrawiam :3
Uncategorized

Kosmetyczni ulubieńcy maja

31 maja 2014
Hej 😀
Dobiega koniec miesiąca i po aktualizacji włosowej postanowiłam opublikować na blogu moich ulubieńców maja. Starałam się, aby były to nowe produkty, które nie pojawiły się we wcześniejszych miesiącach.  Mam nadzieję, że znajdziecie tu coś, czego jeszcze nie znacie, a może warto byłoby wypróbować.
Zapraszam do czytania.
Po pierwsze moich ulubieńców podzieliłam na trzy katergorie. Pierwsza z nich to 
AKCESORIA

Pierwszym akcesorum o którym chciałam wspomnieć jest mój ukochany tangle teezer. Nie wyobrażam sobie bez tej szczotki mojego dnia. Dzięki niej nie wyrywam sobie włosów, są one pięknie rozdzielone, a kiedy przeczeszę nią kosmyki są one ułożone i ładnie wygładzone.
Następnie moim ulubieńcem było urządzenie do czyszczenia i pielęgnacji twarzy z Biedronki. Szczoteczki używałam kiedy potrzebowałam czegoś w stylu peelingu, natomiast głowicy masującej kiedy nakładałam maseczki, żeby wzmocnić ich działanie. Sprawdzała się w tej kwestii bardzo fajnie, teraz, niestety wyczerpały się baterie, a ja zapominam ich dokupić :p
Ostatnimi z tej kategorii są pędzle z Hakuro. Jest to zestaw 7 pędzli: 
– H50s: pędzel do podkładu
– H24: pędzel do konturowania, różu 
– H78: pędzel do smużenia
– H77: pędzel „puchacz” do rozcierania
– H85: pędzel do brwi, eyelinera
– H70: pędzel do nakładania cieni
– H60: pędzel do korektora
Sprawdzają się świetnie, a wykonywanie makijażu dzięki nim jest dużo łatwiejsze. Ogólnie nie mam z nimi większych problemów – podczas prania nie wypada włosie, ładnie wpracowują cienie czy podkład. Ogólnie bardzo polecam, bo jakość wykonania jest naprawdę adekwatna do ceny.
Następna kategoria to

PIELĘGNACJA

Tutaj jak zwykle najwięcej prokuktów 😀 Z tego to już chyba jestem znana 😛
Na pierwszy ogień idzie szampon z Alterry – orzech makadamia i figa. Nie ma w składzie SLS, dobrze się pieni, fajnie pielęgnuje włosy. Nigdy mi ich nie plątał ani nie wysuszał. Sprawdza się bardzi fajnie. Do tego cena na promocji jest dość niska – około 5-6 złotych.
Kolejnym produktem jest serum – kuracja z olejem arganowym. Stosuję je na końcówki i świetnie je zabezpiecza i „skleja” zapobiegając rozdwajaniu się. Jego zapach jest obłędny a cena śmiesznie niska. W zestawie z ampułkami z tej samej kuracji kosztował 6 złotych.
Jeśli chodzi o pielęgnację moich dłoni to świetnie sprawdza się krem z Isany z 5% stężeniem mocznika. Często stosuję go na noc, gdyż jest mocno nawilżającą emulsją. Zostawia lepką wasrtwę, ale wybaczam mu to ze względu na działanie. Zapach nie do końca mi odpowiada, ale po pewnym czasie ultania się, więc również jestem skłonna przymknąć na to oko. Samo dzialanie na 5+.
Aby wzmocnić paznokcie nadal stosuję odżywkę z Sally Hansen Maximum Growth. Moje paznokcie ją tolerują, a ja nie chcę eksperymentować. Dzięki niej wzrost mojej płytki jest dużo szybszy, nie powoduje uczuleń czy podrażnień. Gdy pomaluję nią paznokcie wyglądają one na zdrowe a do tego pięknie błyszczą. Nie miałam jeszcze tak nabłyszczającej odżywki 😀
Do olejowania włosów czy paznokci w tym miesiącu najczęściej stosowałam oliwkę z Babydream. Pachnie małym dzieciaczkiem, choć zapach jest delikatnie chemiczny. Bardzo dobrze wygładza włosy, sprawia że są one dociążone, ale nadal sypkie. Co do paznokci dobrze nawilża skorki i całą skórę dłoni. Paznokcie po nim ładnie wyglądają, podrażnienia i przesuszenia dłoni mijają. Ja mam jego mini wersję.
Ostatnim produktem z tej katergorii jest wcierka Jantar. Wzmocniła moje włosy, wypadanie już ograniczyło się, a stosuję ją dopiero od dwóch tygodni. Codziennie wsmarowuję ją w skalp. Przyśpiesza przyrost włosów a moje babyhair stają się coraz dłuższe. Cieszę się, że w końcu ją znalazłam, bo jej dostępność jest naprawdę koszmarna. Znalazłam ją w mniejszej drogerii, bodajże Drogeriach Polskich na stoisku farmony. Zużyłam 1/3 buteleczki.
Ostatnią już kategorią jest
KOLORÓWKA
Tutaj produktów jest 5. 
Moim ulubieńcem wszech czasów jest tusz do rzęs Loreal Volume Milion Lashes, tutaj w wersji Extra Black. Wydłuża moje rzęsy, rodziela je i pogrubia. Sprawdza się znakomicie, nie kruszy się, nie osypuje. Do tego nie zasycha zbyt szybko w opakowaniu i jest długo przydatny do użycia. Mój hit.

Kolejnym produktem jest baza pod cienie z firmy Paese. Mówić krótko, zwięźle i na temat – podbija kolor cieni, mimo mojej tłustej i opadającej powieki cienie utrzymują się dzięki niej cąły dzień  i nie bledną. Mój hit, dzieki niej zaczęłam naprawdę lubić cienie. Wcześniej rolowały mi się w załamaniu i nie miałam z ich noszenia żadnej przyjemności.
Do podkreślenia brwi używałam w tym miesiacu Maybelline Color Tattoo 40 – Pernament Taupe. Kolor jest piękny i zimny, konsystencja w sam raz, łatwo się z nią współpracuje. na brwiach ten cień / farbka utrzymuje się cały dzień i nie rozmazuje się, co jest wielkim plusem. Cena jest niezła, a produkt ten jest porównywalny do Aqua Brow, a ten produkt jest o wiele droższy.
Szminką do ust, chyba moją ulubioną tak w ogóle jest pomadka z Rimmela z serii Kate. Jest to kolor 020. Bardzo chłodny róż, a raczej fuksja. Pięknie prezentuje się na ustach, daje półmatowy efekt, nie wychodzi poza kształt ust. Do tego barwnik wpija się w usta i nawet kiedy ta szminka schodzi z ust, nadal wygląda dobrze. Zachowuje się jak Liptint.

Ostatnią już rzeczą jest paletka Sleek Del Mar. Kolory są piękne i nasycone. Idealne na lato. Testowałam już prawie każdy z nich – można stworzyć milion kombinacji makijażu. Serdecznie ją polceam, bo kolory są niebanalne i każdy znajdzie tu coś ciekawego dla siebie.

To by było na tyle 😀
Mam nadzieję, że post wam się podobał.
Testowałyście któryś z tych produktów? A może macie już u siebie post o ulubieńcach? Chętnie się z nimi zapoznam 😀

Pozdrawiam
Uncategorized

Włosowa aktualizajca – Maj

29 maja 2014
Hej!
Z racji tego, że dobiega już koniec miesiąca chciałam Wam pokazac moją włosową aktualizację. Troszkę w mojej pielęgnacji się zmieniło, ale niezbyt dużo, gdyż wolę używać sprawdzonych produktów – i tak ciągle mam problem z wypadaniem, nie chcę tego dodatkowo nasilić.
W lutym, bo wtedy pojawiła się ostatnia aktualizacja moja pielęgnacja TAK. W tym miesiącu uległa niewielkim zmianom. Niżej możecie zobaczyć zdjęcia porównawcze włosów. 

Z fleszem.

Bez flesza.
Aktualna pielęgnacja:
1. Szampony – na zmianę – Alterra Granat i Aloes oraz Orzech Makadamia i figa, Babydream i Farmona Herbal Care Szampon ze skrzypem polnym.
2. Odżywki – tylko te do spryskiwania – Gliss Kur, różne rodzaje 
3. Maski – Kallos Crema al Latte, Eveline Maska Arganowa 8 w 1, Biovaxy w saszetkach, Alterra Granat i Aloes
4. Oleje – Alterra Brzoza i Pomarańcza, Limonka i Oliwka, Migdał i Papaja, Olejek łopianowy ze skrzypem, oliwka Babydream.
5. Wcierki – Jantar od 2 tygodni (wcieram w skalp codziennie)
6. Inna pielęgnacja – Tangle Teezer, grzebień z szeroko rozstawionymi ząbkami, szczotka z włosia dzika, kuracja z olejkiem arganowym z Mariona na końcówki w celach zabezpieczenia ich przed rozdwajaniem.

W tym miesiącu włosy olejowałam znacznie rzadziej niż w kwietniu – w poprzednim miesiącu robiłam to prawie przed każdym myciem, w tym natomiast raz w tygodniu – zauważyłam, że moje włosy wcześniej były za bardzo obciążone. Maseczki natomiast stosuję po każdym myciu włosów. Włosy myję co 2 dni, dwukrotnie, czyli nakładam szampon, masuję, spłukuję i czynności te powtarzam jeszcze raz. Zdjęcia które widzicie wyżej były robione 1 dnia po myciu, z lutego natomiast są z dnia 2. Włosy były farbowane w styczniu, nie sięgałam po koloryzację. Rosną wolno, ale odrosty sa widoczne na zdjęciach. Zostały dużo podcięte co równiez jest widoczne. Zakręciły się prawdopodobnie dlatego, że spałam z mokrą głową i włosami zawiniętymi w koczek. Raz w tygodni oczyszczam włosy szamponami z SLS lub SLES. Włosy do połowy długości mają niższą porowatość niż te na końcach. Problem wypadania został ograniczony, ale nie wyeliminowany do końca.

Pozdrawiam i mam nadzieję, że się wam podobało 😀 Wyżej macie zdjęcie z wydepilowanymi krzaczkami 😛 bardzo za nim tęsknię, ale przyzwyczaiłam się już do moich nowych brwi 😛
PS mój aparat działa jak photoshop – mam niedoskonałości bo zbliżają sie trudne dni, a moja cera wygląda idelanie na tym zdjęciu 😀 Chłopak wie, co ma robić 😛

Widzicie poprawę w stanie moich włosów, czy może jest gorzej?  Jak je oceniacie?
Jeszcze raz pozdrawiam :3