Wybrany tag

Astor

Uncategorized

PROMOCJA -49% ROSSMANN | HAUL | CO MNIE ZIRYTOWAŁO? | NA CO WARTO UWAŻAĆ?

9 maja 2016

Cześć!
Promocja w Rossmannie dobiega już końca (na szczęście nasze i naszych portfeli :P), więc dzisiaj chciałabym pokazać Wam co mi udało się kupić. Na samym początku przygotowałam sobie listę na pierwsze dwa tygodnie. Co do ostatniego – nie byłam pewna co chciałabym wrzucić do koszyka, dałam więc sobie wolną rękę. Jeśli jesteście ciekawi, czy trzymałam się swojego planu, czy może tym razem (tak samo jak w listopadzie :P) emocje mnie poniosły – zapraszam dalej 😛

TYDZIEŃ PIERWSZY – TWARZ
Miało być szaleństwo, ale niestety mi nie wyszło 😛 Kilka dni przed promocją udałam się do drogerii w celu poszukania zamiennika dla mojego Loreal True Match N1 – chciałam w końcu przetestować coś nowego – używanie jednego podkładu od kilku lat może się znudzić – uwierzcie 😛 Niestety, mimo usilnych prób nie znalazłam niczego w tak jasnym odcieniu (który teraz jest dla mnie odrobinę za ciemny :C). Owszem, w szafach Rimmela znalazłam podkłady, które były jasne, ale niestety miały różowe tony, a mi bardziej pasują podkłady w neutralnych, może lekko żółtych odcieniach.
Jeśli chodzi o samą promocję, wybrałam się na nią pierwszego dnia na samo otwarcie – 9.10 byłam już na miejscu 😛 Szafy były już oblężone, ale na szczęście wzięłam to co chciałam i szybko uciekłam do kasy. W moim koszyku znalazł się jeden z moich ulubionych korektorów pod oczy – Loreal True Match w odcieniu 1 Ivory (18 złotych). Moją zachcianką w tym tygodniu była nowa paletka do konturowania twarzy na mokro – Loreal Infallible Sculpt, za którą zapłaciłam aż 38,50 zł. To chyba mój najdroższy zakup z całej promocji. Chciałam ją jednak wypróbować, a wiele blogerek wypowiadało się o niej w samych superlatywach – miałam już okazję jej używać i przyznam, że jestem nią pozytywnie zaskoczona. Zdaję sobie jednak sprawę, że do najtańszych nie należy i wiele dziewczyn z tego powodu ją skreśli. Jak już wybadam ją na każdy możliwy sposób na pewno przygotuję dla Was jej recenzję. Ostatnim już, i najtańszym zakupem był bibułki matujące z Wibo, które kosztowały tylko 3,40 zł i również były produktem objętym promocją -49%.

TYDZIEŃ DRUGI – OCZY 
Jeśli chodzi o oczy również kupiłam tylko to, co zaplanowałam. Ten tydzień zdominowały produkty Loreala 😛 Moim chciejstwem był tusz – to wszystko przez Paulinę z bloga redttights.blogspot.com – to przez jej recenzję nie mogłam przejść obok niego obojętnie. Mowa tutaj o Loreal False Lash Wings. Maskara kosztowała 32,97 zł. Postanowiłam wypróbować również nowość do brwi Brow Artist Sculpt, o której na razie jest u nas dość cicho – oglądałam jej recenzje na zagranicznym Youtubie i przyznam, że mocno mnie zaciekawiła. Maskara do brwi kosztowała 24,50 zł. Ostatnim produktem, jaki znalazł się u mnie w koszyku jest eyeliner, również z Loreala. Wybrałam wersję czarną – Super Liner Perfect Slim. Kresek rysować nie umiem, eyelinerami w kałamarzu często robię sobie grube linie, które przy mojej budowie oka nie są wskazane. Postanowiłam wybrać więc coś w pisaku z bardzo cienką końcówką i padło na Super Liner. Używałam go kilka razy i jestem zadowolona. Po raz pierwszy udało mi się narysować tak cienką linię, która miała za zadanie optyczne zagęszczenie linii rzęs. Jeśli będzie wydajny i nie zaschnie zbyt szybko na pewno stanie się moim ulubieńcem, do którego będę stale wracać. Kosztował 18,50 zł.

TYDZIEŃ TRZECI – USTA I PAZNOKCIE

W tym wypadku pozwoliłam sobie na totalną dowolność. Pojechałam do Rossmanna nieco później, kręciłam się przy szafach pół godziny i, uwaga uwaga, nic ciekawego nie znalazłam. Oprócz kredek do ust, które chciałam wypróbować szukałam jeszcze szminek w ciekawych kolorach. nic nie przyciągnęło mojej uwagi :C Chciałam kupić kolejne Rouge Edition Velvet od Bourjois, ale stwierdziłam,  że to za drogi biznes – tym bardziej, że to bardziej zachcianka niż potrzeba. Postanowiłam więc nie kupować nic na siłę i pozostałam przy trzech produktach z kolorówki. Pierwszym z nich jest szminka Wibo Juicy Colour, która znalazła się w rozdaniowej paczce. Kosztowała 5,85 zł. Dla siebie wybrałam dwie pomadki w kredce – fuksję Astor Soft Sensation 013 Magic Magenta (14,50 zł) i róż Rimmel 110 Make me Blush (14,40 zł).

Z balsamów do ust wybrałam Blistex w wersji mango i pomarańcza, który kosztował mniej więcej 5,50 i zł i Carmex o smaku Granatu – za który zapłaciłam mniej więcej tyle samo.

Jeśli chodzi o paznokcie do koszyka wpadł tylko niezawodny żel do skórek z Sally Hansen – Instant Cuticle Remover. Zapłaciłam za niego mniej więcej 11 złotych. 
CO MNIE ZIRYTOWAŁO?
Tłumy, otwierające wszystko kobiety, wyrywanie sobie produktów z rąk i ciągła walka o ostatnie sztuki. Wiem, że to normalne, bo na każdej takiej promocji dzieje się to samo, ale kiedy kobieta otwiera wszystkie tusze z droższych szaf (nie po jednej sztuce z każdego rodzaju, dosłownie wszystkie), a ja proszę o zwrócenie jej przez pracownicę i nic się w tym kierunku nie dzieje – człowiek traci wiarę w człowieka 😛 Większość szminek była ponapoczynana, wymaziana, połamana – jakby przez półki przeszedł tajfun… Czy nie można po prostu wziąć tego co się chce i kulturalnie ten kosmetyk kupić? Bez przepychania się łokciami i otwierania wszystkiego po kolei? Sama nie wiem – nawet świetnie wyglądające i dobrze ubrane kobiety zachowywały się w Rossmannie jak, za przeproszeniem, stado bydła…
NA CO WARTO UWAŻAĆ?
Na politykę podwyższania cen przez Rossmann. Zdarza się to najczęściej przy produktach, które sprzedają się w większej ilości – pomadek matowych z Bourjois, tuszy i podkładów Loreala, paletek Wibo. Ceny w internetowej drogerii Rossmanna podskoczyły już na starcie, ja niestety nie miałam wyboru i cen nie mogłam w żaden sposób porównać, bo w okolicy mam tylko jeden Rossmann i to oddalony ode mnie o dobre 25 kilometrów. Ceny skoczyły do góry nawet o 5-6 złotych, co moim zdaniem jest po prostu robieniem z klientów głupiej masy. To jawne oszustwo i moim zdaniem takie „czarne interesy” nie powinny mieć miejsca – nie lepiej zrobić promocję -40% a zostawić przy tym te same ceny, które były dzień przed jej rozpoczęciem? Wiem, że Rossmann zwracał pieniądze jeśli udowodniło się im, że podnieśli ceny, ale jak ja miałam to zrobić? Fotografować szafy tydzień przed? 😛 Nie wiem 😛
Udało Wam się upolować to, co chciałyście na promocji w Rossmannie? Co sądzicie o polityce podnoszenia cen? Jak oceniacie zachowanie klientek?
Pozdrawiam 😉
Uncategorized

HAUL ROSSMANN -49% | Szaleństwo w złym tego słowa znaczeniu (i nie chodzi tu o ilość kupionych kosmetyków :P)

16 listopada 2015
haul rossmann

Cześć dziewczyny!
Dla mnie promocja w Rossmannie już się skończyła 😛 Kupiłam to co chciałam i nie będę już wchodzić do tego przybytku szatana, bo jeszcze coś mnie skusi a i tak wydałam sporą sumkę 😛 Tym razem przygotowałam się do cotygodniowych wypadów – miałam listę z zakupami – głównie po to, żeby nie kupić miliona niepotrzebnych, ale ładnych rzeczy. Nadprogramowo kupiłam 3 produkty, ale po ogólnym przejrzeniu toaletki zastąpią one po prostu te, które się już do użytku nie nadają. Jeśli jesteście ciekawi, co wrzuciłam do koszyka – zapraszam 🙂

haul rossmann -49% usta i paznokcie



PAZNOKCIE I USTA – TYDZIEŃ PIERWSZY

Postanowiłam tym razem zainwestować w coś, czego nie kupiłabym w cenie regularnej. Wybór padł na Rouge Edition Velvet w odcieniu 06 Pink Pong (26 zł). Już dawno miałam ochotę na drugą pomadkę z tej serii i w końcu mam ją w swojej kolekcji. Kolor jest piękny – nasycona fuksja to coś, co lubię. Postanowiłam też uzupełnić zapasy moich ulubionych odpowiedników EOS, czyli kostek lodu Soft Lips z Perfecty (7,64 zł). Zdecydowałam się na dwa nowe smaki (truskawka i brzoskwinia – mango), ale muszę przyznać, że truskawka pachnie średnio :C 
Jeśli chodzi o paznokcie to zdecydowałam się tylko na dwa lakiery – biały z Rimmela (5,52 zł), który nosi nazwę White Hot Love i numerek 703. Ma w sobie delikatny, srebrny pyłek, który znosi efekt korektora na paznokciach 😛 Lubię lakiery z tej serii i mam nadzieję, że ten również fajnie się sprawdzi. Pierwszą nadprogramową rzeczą jest właśnie lakier Sally Hansen Xtreme Wear 240 Babe blue (7,64 zł). Uwielbiam niebieskie kolory na paznokciach i ten zastąpi mi stary lakier, który bardzo lubiłam. Również ma w sobie delikatne drobinki, ale nie rzucają się one w oczy, kiedy lakier jest na paznokciach.

haul rossmann -49% loreal volume million lashes feline, max factor clump defy, maybelline color tatoo pernament taupe creme de rose, maybelline satin brow dark brown

OCZY – TYDZIEŃ DRUGI

Zacznę może od tuszy do rzęs. Jak wiecie, jestem fanką tych z Loreala. Testowałam już wszystkie wersje i teraz chciałam wypróbować nowości, czyli Volume Million Lashes Feline (31,11 zł). Opakowanie jest tak piękne, jak pozostałych produktów z tej serii. Mam nadzieję, że ta sprawdzi się tak samo dobrze jak poprzedniczki. Drugim tuszem, który już miałam jest Max Factor Clump Defy (30,60 zł). Jest tu tusz, który fajnie pogrubia i podkręca rzęsy, a to właśnie moim kłaczkom jest potrzebne. Wybrałam zwykłą wersję, bo nie lubię wodoodpornych formuł. Uzupełniłam zapas Maybelline Color Tattoo (12,74 zł) w odcieniu 40 Pernament Taupe, którego używam zazwyczaj do wypełniania brwi. Jeśli chodzi o dodatkowy produkt, to sięgnęłam po drugi cień – 91 Creme De Rose, który będzie idealnie sprawdzał się jako baza pod cienie. Jako uzupełnienie makijażu brwi wybrałam kredkę Maybelline Brow Satin w odcieniu Dark Brown (14,27 zł), która będzie idealnie sprawdzać się w czasie podróży – jest kompaktowa i zajmuje mało miejsca.

rossmann -49% wibo trio róż rozświetlacz bronzer, korektor maybelline affinitone 01 nude beige, korektor astor perfect stay 001 ivory, puder rimmel lasting finish 001 porcelain

TWARZ – TYDZIEŃ TRZECI

Ostatnio w swojej kosmetyczne mam tylko pudry sypkie, a stare opakowania Paese mają to do siebie, że puder jest wszędzie, tylko nie w nich. Szukałam dobrego pudru w kompakcie, który nie byłby przy tym drogi, bo korzystałabym z niego tylko w podróży. Miałam wybrać mój ulubiony Loreal True Match, ale cena mnie trochę zniechęciła. Wybrałam więc stosunkowo nowy produkt, czyli Rimmel Lasting Finish w odcieniu 001 Light Porcelain (17,34 zł). Miał lepsze oceny na wizażu niż Affinitone, więc to on ostatecznie wpadł do mojego koszyka. Uzupełniłam też zapas korektorów i zdecydowałam się na Astor Perfect Stay w kolorze 001 Ivory (15,80 zł) i Maybelline Affinitone w odcieniu 01 Nude Beigie (14,28 zł). Miały całkiem dobre opinie a szukałam czegoś nowego do przetestowania 😀 Ostatnim nieplanowanym już zakupem jest trio 3 steps to perfect face contour palette z Wibo (8,66 zł). Widziałam, że robi ono furorę i w wielu Rossmannach jest już niedostępne. 
MOJE WRAŻENIA
Na sam koniec, w podsumowaniu, chciałabym wspomnieć o zachowaniu konsumentek i samego personelu. W pierwszym tygodniu u mnie było całkiem spokojnie. Przyjechałam tuż po otwarciu, ludzi nie było w ogóle – miałam ten komfort, że mogłam pomedytować nad szafami i wybrać to, co chcę. Okazało się jednak, że wszystkie pomadki Bourjois Rouge Edition Velvet w kolorze, który mnie interesował były otwarte. Poprosiłam ekspedientkę, żeby sprawdziła, czy nie ma może nowego egzemplarza w szufladzie. Na moje pytanie odpowiedziała, że pomadka jest otwarta maksymalnie od kwietnia i nikt się nią nie malował, więc mogę ją kupić. Nie kupiłam… Szminka leżała w najgorszym wypadku otwarta 7 miesięcy, a jej termin ważności upływa po 12 miesiącach… Podczas promocji na kosmetyki do oczu kobieta otwieraja wszystkie tusze. Poprosiłam ekspedientkę o nowy z szuflady, niestety nie było. Otwierającej pani nie zwróciła uwagi ;/ To samo działo się też w ostatnim tygodniu – pootwierane, powylewane korektory, pomacane róże i pudry… Ludzie, przecież tak nie można! Nawet jeśli nie ma testera, to nie oznacza to, że jesteśmy uprawnieni do otworzenia pełnowymiarowego kosmetyku…  Kiedy zrozumieją to Ci, którzy takie „akcje” urządzają na porządku dziennym?
Co Wam udało się kupić? Też denerwuje Was, gdy wszystko jest pootwierane i użyte?
Pozdrawiam :3

Uncategorized

Lakieromaniaczką nie jestem, ale … – moja kolekcja lakierów do paznokci

28 września 2014
Cześć 😀
   Dzisiaj miał być post o mieszkaniu, ewentualnie o kolejnym produkcie z serii Ziaja – Oczyszczanie. Liście Manuka, ale dogorywam i nie mam ochoty wymyślać nie wiadomo czego :C Dlatego zdecydowałam się na prosty, ale, mam nadzieję, ciekawy post, który pozwoli Wam się dowiedzieć troszeczkę nowości o mojej kolekcji kosmetyków.
   Tym razem przyszła pora na lakiery do paznokci. Nie mam ich jakoś bardzo dużo, ale zdaję sobie sprawę, że nie jest to też zbiór należący do najmniejszych i najbardziej skromnych. Wszystkie produkty, które posiadam staram się używać, bo nie chcę, żeby coś niepotrzebnie zajmowało tak cenne miejsce 😛 
   Lakiery zawsze miałam na spółkę z mamą – raz kupowała je jedna, kolejnym razem druga. Czasami popadałyśmy w jakąś euforię, czy zakupowy szał i skutkiem tego była dwa razy większa kolekcja. Teraz, w związku z przerowadzką musiałam się nimi podzielić i wybrałam te, które uważam za moje ulubione. Jeśli jesteście ciekawi, zapraszam do dalszego czytania :3

   Wszystkie moje lakiery i odżywki do paznokci trzymam w kuferku, który dostałam od mamy. Bardzo mi się podoaba, mimo tego, że jest podrapany przez moje koteły i zniszczony biegiem czasu. Jest klimatyczny i pasuje do mojego nowego mieszkania, staje się jego ładną ozdobą – z mojego punktu widzenia 😛

   Staram się mieć wszystko ładnie poukładane i trzymać moje szpargały w ryzach. Czasem się to nie udaje, ale wtedy robię porządki i wszystko wraca do normy. Pokażę Wam teraz każdy produkt z osobna, zaspokajając tym samym ciekawość 😀 Mam nadzieję, że będzie się Wam podobało 😀
   Na pierwszy ogień idą odżywki i preparat do usuwania skórek – wszytskie od Sally Hansen. Od lewej jest to serym – Nailgrowth Miracle Serum, które jest preparatem do wcierania w skórki i płytkę paznokcia. Ma stymulować jej wzrost i wzmacniać ją od zewnątrz. W środku stoi moja ukochana Maximum Growth – przyspiesza wzrost paznokcia a do tego go wzmacnia i to w krótkim czasie. Z prawej strony natomiast uplasował się Instant Cuticle Remover – żel do usuwania skórek, który podobno jest świetny, ale ja go jeszcze nie testowałam 😛
   Ostatnią odżywką jest Continous Treatment – Hardening, którą mam już od dawna. Pomogła mi wzmocnić paznokcie i zahodować je do prawie wymarzonej długości (a raczej połowy tej długości, ale ja z takimi długimi paznokciami nie potrafiłabym normalnie funkcjonować :P). Niestety już mi się kończy :C Niedługo pewnie pojawi się jej recenzja.

   Tym razem dwa lakiery z Manhattan. Pierwszy z nich to holograficzny lakier, który mieni się na czarno – turkusowo. Wolę go używać z innym lakierem, na jeden lub dwa paznokcie i wtedy prezentuje się świetnie. Pochodzi on z edycji Loutus Effect, a jego numer to  4. Nazwa natomiast – The Ballad of Blue. Drugi brat to typowy, tranparentny nudziak. Ten z kolei to lakier z serii Quick Dry i muszę przyznać, że naprawdę dość szybko wysycha. Idealnie nadaje się do french manicure, czy wtedy, kiedy nie możemy mieć pomalowanych paznokci na jaskrawe czy ciemne kolory. Jego numrek to 11B.

   Kolejny jest jedynak z Miss Spoty w kolorze czarnym. Jego numerek to 20. Nie przepadam za nim – smuży, ciężko się nim maluje a do tego nie spełnia obietnic w 100% – nie utrzymuje się 7 dni. U mnie odpryski i wytarcia na końcówkach widać już na dzień po malowaniu. Nie jestem z niego zadowolona, ale kiedy czasem korzystam z niego w celu pomalowania pojedynczych paznokci. 

  Te tutaj, z Astora, też nie są moimi największymi ulubieńcami. Kobaltowy jest przyjemny i łatwo się nim maluje, natomiast brzoskwinka sprawia więcej problemów. Pierwszy to numer 228 – First Act, a drugi nie ma nazwy, tylko sam numerek i jest to 138.

   Pastele z Maybelline zrobiły na mnie dobre wrażenie 😀 I nadal się ono utrzymuje. Długo pozostają w nienaruszonym stanie, pięknie wglądają na paznokciach i szybko się nimi maluje. Rozbielony niebieski to  numer 610 – Ceramic Blue, a liliowy, jak sama nazwa wskazuje to 240 – Lilac Charm.

   Jeden z kolegów wyżej, to bohater wczorajszego posta – zachwalałam go i nadal podtrzymuję swoje zdanie. Jeszcze przebywa na moich paznokciach 😛 Oba pochodzą z firmy MUA i są to kolejno: Amaretto Crush i Bold Blue. Oba są warte uwagi.

   Mój jedyny Essie, który jeszcze nadaje się do użytku to numer 242 – Where’s my chauffeur. Jest to błękit połączony z miętą i wcale nie jest tak jasny jak mogłoby się wydawać. Oczekiwałam po nim troszkę więcej i zawiodłam się, że urzymuje się na pazokciach tyle samo, ile lakiery duże od niego tańsze. Do tego bardzo długo schnie, bąbelkuje nawet przy cienkiej warstwie i często mi odpryskuje. Nie wiem, czy to ferelny model, czy po prostu ja nie umiem go urzytkować 😛

   Tutaj natmiast, dwa preparaty, które nie są lakierami do paznokci.  Jeden to matowy Top Coat z NYC, który utrzymuje efekt matu około dwóch dni a potem stopniowo się nabłyszcza. Drugi z kolei to preparat do usuwania skórek z WIBO, który jednak z moimi skórkami robił naprawdę niewiele, chociaż muszę przyznać, że łatwiej mi się je po nim odsuwało patyczkiem z drzewa różanego.

   Tutaj widzicie lakiery piaskowe z Lovely. Mają bardzo fajną fakturę, pięknie się prezentują na paznokciach, szybko schną, ale niestety strasznie ciężko się je zmywa. Błękit ze srebrem to numer 3, natomiast czerwień ze złotem do 5.  Bardzo je lubię i często stosuję jako urozmaicenie i ozdobienie zwykłego manicure, chociaż można je też stosować solo.

   Teraz przyszła kolej na największą kolekcję z moich lakierów. Wszystkie pochodzą z WIBO, ale są z różnych serii. Cenię je sobie za łatwą dostępność, dobrą jakoś i przyzwoite ceny. Podzieliłam je na dwie (przypadkowe) grupy, aby łatwiej było mi je opisać.

    Pierwszy to fluo top coat. Stosuję go normalnie na każdy lakier, bo nadaje naprawdę ładny połysk i przedłuża trwałość lakieru. Położony na samą płytkę niweluje jej żółtawe zabarwienie a do tego świeci w świetle ultrafioletowym 😀 Drugi w kolejce jest piaskowy lakier z serii Candy Shop o numerku 4. Pięknie wygląda na paznokciach, ma liliowy, nasycony odcień. Łatwo się go zmywa i utrzymuje się około 4 dni. Trzeci to Last & Shine Lacquer o numerku 3. Jest to ciężki do określenia kolor – troszkę ceglasty, ale jednak nie pomarańczowy. Brązowy też nie jest, więc nie wiem jak mam go opisać 😛 Następny to marchwekowo-różowo-czerwony lakier, któremu nadano numerek 299. Świetnie prezetuje się w słońcu i przy opalonej skórze, czyli latem. Ostatni z tej 5 to butelkowa zieleń, jak dla mnie idealnie jesienny kolor. Jego numer to 390. Dwa ostatnie pochodzą z seri Express Growth.

   Trzy pierwsze lakiery pochodzą z niedawno dostępnej serii Celebrity Nails Lacquer. Bardzo podobają mi się ich opakowania. Dzięki kolorom zakrętek łatwo je znaleźć i nie trzeba grzebać we wszystkich lakierach aby wybrać ten odpowiedni. Pierwszy z nich to soczysta pomarańczka o nazwie Neon style i numerze 1. Ciemna czerwień nosi nazwę So classy i jest to numer 5, natomiast mięta to Pastel Love i jest to numer 7. Wszystkie mają drobinki i łatwo się rozprowadzają. U mnie utrzymują się nawet do 5 dni i jest to jak dla mnie naprawdę długo. Przedostatni to ładny buraczkowy kolor ze złotymi refleksami. Świetnie prezetuje się przy bladej skórze i wygląda naprawdę elegancko i klasycznie. Jego numer to 169. Pochodzi z serii Express Growth. Ostatni już z dzisiejszych bohaterów to piękny top coat (jeden z moich ulubionych). Są to kawałeczki złotej folii zatopione w matowym lakierze. Świetnie wygląda i prezetuje się ekstrawagancko. Pasuje zrówno do ciemnych jak i jasnych lakierów podkładowych. Pochodzi z serii Wow effect – matte glitters i jest to numer 1.
   To by było na tyle. Jak mówiłam, moja kolekcja może nie jest imponująca, ale troszkę się tego zebrało 😀 Jutro postaram się zrobić Wam zdjęcia mieszkania, żeby już dłużej nie zżerała Was ciekawość.
Co sądzicie o mojej kolekcji? Macie któryś z tych lakierów?
Podzdrawiam i buziaczki :3

Uncategorized

Kosmetyki z Ameryki ^^

18 listopada 2013
Dzisiaj zapowiedź moich niedawnych zakupów, na razie tylko zdjęcia a potem większy opis 😀
Będę powoli testowała wszystko i wydawała opinie na temat każdego z kosmetyków.
Wspomnę tylko, że produkty zamawiałam w internecie ze strony kosmetykizameryki.pl i zapłaciłam za każdą z nich o wiele mniej, niż w stacjonarnej drogerii. Pojawiają się tu marki takie jak Loreal, Essie, NYC, Manhattan, Sally Hansen, Astor czy Miss Sporty. Jutro uzupełnię post o ceny każdej rzeczy ;3

PS Dodam tylko, że umieram na przeziębienie vol 2. Nie wiem jak dożyję do matury ;C
By Naczi